PDA

View Full Version : Amatorskie napisy


quenya
07-05-2011, 19:35
Wszyscy wiemy o tym, że w sieci wprost roi się od alternatywnych tłumaczeń filmów wykonywanych przez tłumaczy-amatorów. Jak myślicie - czy jest to zjawisko negatywne, czy pozytywne? I jak wpływa na znajomość języka obcego u widza?

mongoloid
07-05-2011, 22:52
Alternatywnych do czego? Czasami nie ma żadnej alternatywy. Jeśli nie amatorskie tłumaczenie to żadne, ponieważ wiele filmów nigdy nie doczeka się premiery na naszym rynku. Nie zobaczysz ich w telewizji, nie znajdziesz też na półce w sklepie. Dla mnie to pozytywna cecha takich tłumaczeń (o ile tłumaczenia podjęła się osoba znająca język!). Samo pojawianie się amatorskich tłumaczeń w sieci raczej w żaden sposób nie wpływa na moją znajomość języka. Chyba chodziło ci o oglądanie filmów z amatorskim przekładem?

Viima
07-05-2011, 23:04
Zgadzam się z tym, co pisze mongoloid.
Cieszę się też, że komuś chce się te napisy robić i jestem bardzo wdzięczna takim osobom. Bo o ile filmy angielsko- czy rosyjskojęzyczne jestem w stanie oglądać bez napisów, od biedy też zorientuję się w fińskich, o tyle do reszty zdecydowanie potrzebuję napisów. A nie wszystkie filmy stoją sobie ładnie przetłumaczone na półkach sklepów/wypożyczalni... :)
Chociaż czasami można się przejechać, jeśli za tłumaczenie bierze się ktoś, kto nie powinien. Zdarza mi się oglądać anglojęzyczne filmy z napisami (nie wszyscy znajomi znają ten język na tyle, by się bez nich obyć) i w trakcie, zamiast skupiać się na fabule, załamuję się nad marnym tłumaczeniem. Takie życie. ;)

bumpy
07-05-2011, 23:06
Alternatywnych do czego? Czasami nie ma żadnej alternatywy.

Właśnie! Tłumaczyłem ostatnio na użytek domowy napisy do "Krwi dla Drakuli", nigdzie nie można znaleźć polskich napisów - tylko hiszpańskie. Najciekawsze było to, że często musiałem się tym hiszpańskim tłumaczeniem posiłkować, bo w filmie nie zagrał chyba ani jeden aktor, dla którego angielski byłby językiem natywnym, stąd kwestie w połowie były niezrozumiałe ;) Ale i tak najlepsza jest kwestia "Are you a virgin?", gdzie virgin brzmi jak "łyrdżin" - boki zrywać! :D

Plummy
07-18-2011, 23:15
Jestem zdecydowanie przeciwna amatorskim=kiepskim napisom! Nie potrafię policzyć już razy kiedy zamiast cieszyć się filmem/serialem, irytowałam się jakością napisów i tłumaczyłam współogądającym ze mną, dlaczego tłumaczenie jest złe. Np."don't pull my leg" przetlumaczone "dosłownie" jako "nie ciągnij mnie za nogę", podczas gdy idiom ten znaczy "nie próbuj mnie nabrać/oszukać" ( a osoby toczace dialog siedziały w dwóch końcach pokoju - juz samo to świadczy to poziomie inteligencji i wyobraźni tłumacza.....). Amatorskie napisy wpłynęły również na moją znajomość angielskiego jako nastolatki- myślałam, że nauczyłam się nowych zwrotów, czy słów, tymaczasem okazało się, że z błędem kiedy po latach studiując już filologię oglądałam film ponownie! Dla mnie to nie do przyjęcia.

rusałka
07-18-2011, 23:32
Właściwie, to dość trudno jednoznacznie określić, czy tworzenie amatorskich napisów jest negatywnym czy też pozytywnym zjawiskiem. Rzeczywiście, bywa tak, że innej niż amatorska alternatywy nie ma. I tu dość częstym jest tworzenie takich napisów przez filmowych pasjonatów, którzy wkładają w to wiele wysiłku, ale przede wszystkim chęci. I może czasem to iść w parze z umiejętnościami w zakresie tłumaczenia. Z drugiej jednak strony tłumaczenia amatorskie są jakimś takim podziemiem, którego nie sposób objąć kontrolą i ta dowolność tłumaczenia sprawia, że oglądający może zostać wprowadzony w błąd. Tłumacz amator może widzowi ukazać filmową rzeczywistość w krzywym zwierciadle.

kasiabz
07-18-2011, 23:51
No i mamy kolejny twardy orzech do zgryzienia. Z punktu widzenia tłumacza profesjonalisty powinno się skłonić ku opnii negatywnej, jako że amatorzy bez przeszkolenia, znajomości technik tłumaczeniowych ogólnie oraz specyfiki tłumaczenia napisów prawdopodobnie nie robią tego w 100% dobrze. Oczywiście to może całkowicie zniekształcić odbiór filmu jak to ujęła Rusałka. Jednakże z innego punktu widzenia...Po pierwsze tak jak wspominacie, gdyby nie tłumaczenia amatorskie nie byłoby dostępu do niektórych filmów w ogóle. A druga sprawa...jakość napisów są w stanie ocenić tylko ludzie, którzy władają językiem wyjściowym i powiedzmy w trakcie oglądania filmu koncentrują się na ‘wyłapywanie błędów.’ Dość duża grupa widzów jednakże traktuje ‘napisy amatorskie’ jako po prostu ‘napisy’ zakładając, że oddają on film dobrze. Tylko w ten sposób można obejrzeć film w języku, którego nie znamy i dlatego w zasadzie nie da się kwestionować jakości takich napisów, bo nie mamy porównania z tym co mówią aktorzy, po prostu się czyta i ogląda..Rzeczywiście podziemie niekontrolowane i zdecydowanie można wymieniać argumenty za i przeciw w zależności od tego co mamy na uwadze..

rusałka
07-18-2011, 23:51
Wszyscy wiemy o tym, że w sieci wprost roi się od alternatywnych tłumaczeń filmów wykonywanych przez tłumaczy-amatorów. Jak myślicie - czy jest to zjawisko negatywne, czy pozytywne? I jak wpływa na znajomość języka obcego u widza?

"I jak wpływa na znajomość języka obcego u widza?" - Jeśli ktoś zna język, który występuje w filmie, to raczej z napisów nie będzie korzystał, żeby się nie rozpraszać. Kiedy jednak zdecyduje skorzystać, to nieraz pewnie uśmiechnie się nad takim amatorskim tłumaczeniem poszczególnych fraz albo się zachwyci frazami dobranymi umiejętnie. Jeśli języka nie zna, to porówna napisy z emocjami na twarzach aktorów i oceni wiarygodność tłumaczenia. Ewentualnie widz zrozumie treść filmu tak, jak zrozumiał ją tłumacz, a pewnie inaczej niż założyli to twórcy filmu. Na szczęście dość duża część filmów lawinowo tłumaczonych przez amatorów jest, moim zdaniem, przetłumaczona na dobrym poziomie.

Mnie, jako widza, drażni w takich tłumaczeniach nie ich jakość, a pojawiające się czasem nieodpowiednie rozmieszczenie napisów w scenach. Właśnie takie amatorskie

emka_ok
07-19-2011, 06:27
Dla mnie od razu taki film trochę traci na wartości. Niestety nie mogę się skupić na samej fabule tylko zastanawiam się dlaczego osobnik podający się za tłumacza zrobił tak, a nie inaczej.
Poza tym w internecie (pomijam sytuacje gdzie jest to zabieg celowy mający na celu CHYBA rozśmieszenie widza) można znaleźć całą masę filmów, gdzie poza tekstem dialogowym dodawane są jeszcze jakieś zupełnie inne zdania - rozwinięcia dialogów, które nie występują w oryginale, dodatkowe komentarze, itp. strasznie mnie to irytuje wrrr.... :/

kasiabz
07-19-2011, 08:21
Mnie, jako widza, drażni w takich tłumaczeniach nie ich jakość, a pojawiające się czasem nieodpowiednie rozmieszczenie napisów w scenach. Właśnie takie amatorskie

Zgadzam się. Rozmieszczenie napisów to kolejny element, który sprawia, że napisy spełniają swoją funkcję dobrze lub nie. Gdyby rozmieszczenie nie miało znaczenia, nie byłoby ścisłych wytycznych co do tworzenia napisów, uwarunkowanych ograniczeniami technicznymi oraz naszymi zdolnościami do przyswojenia tekstu. W przypadku gdy wspomniany przez ciebie ‘amator’ rozrzuca tekst np. na trzy linijki, napisy stają się mniej przyswajalne, bo brak czasu na ich przeczytanie, a także zajmują więcej miejsca na ekranie, więc ograniczają wizję i blokują elementy metajęzykowe, które są równie potrzebne dla zrozumienia filmu.

Co do drażnienia, to mnie bardzo denerwują błędy ortograficzne w napisach.

biedronaa
07-19-2011, 08:26
Myślę, że amatorskie napisy są ostatecznością. Można po nie sięgać gdy nie ma możliwości zdobycia tych oryginalnych. Na pewno traci się co nieco z przekazu, ale czy to samo nie zdarza się gdy oglądamy film z profesjonalnym przekładem?
Wiadomo, że z jakością napisów różnie bywa, ale chyba miło, że komuś się chce to robić!

Pati
07-19-2011, 08:57
Jestem zdecydowanie przeciwna amatorskim=kiepskim napisom! Nie potrafię policzyć już razy kiedy zamiast cieszyć się filmem/serialem, irytowałam się jakością napisów i tłumaczyłam współogądającym ze mną, dlaczego tłumaczenie jest złe.

Nie utożsamiałabym amatorskich napisów z kiepskimi. Czasami faktycznie ich jakość nie jest zbyt dobra (zarówno po względem języka jak i technicznym, bo zakrywają połowę ekranu), ale czasami tłumaczone są przez pasjonatów języka, którzy wkładają całe serce aby oddać znaczenie rozgrywającej się na ekranie akcji. Analizują, które informacje sa niezbędne do zrozumienie przebiegu akcji filmu i dokonują interpretacji wypowiadanych słów, tekstu pisanego, który może pojawić się na ekranie, gestów i oddają znaczenie za pomocą poprawnego językowo i treściwego dialogu.

madziara.tg
07-19-2011, 09:17
Wydaje mi się, że o ile kiedyś amatorskie tłumaczenia aż kłuły w oko, o tyle teraz można trafić na tłumaczenia, które wydają się lepsze niż wersje orygninalne. Niestety, jestem zmuszona oglądać wszelkie nowości z napisami, gdyż moja druga połówka nie potrafi angielskiego i widzę postęp. Sam fakt, że takie "amatorskie" tłumaczenia mają swoich korektorów świadczy o tym, że autorzy tłumaczeń poważnie podchodzą do swojego fachu.

Oczywiście, nie uważam, że dobre amatorskie tłumaczenia to regłua, ale rzeczywiście, można trafić na perełki

Pati
07-19-2011, 09:39
Wydaje mi się, że napisy w filmie dają możliwość rozwoju znajomości języków obcych, pod warunkiem że są dobrze i w miarę wiernie przetłumaczone. Oglądając film można poznać nowe słownictwo i porównać je z jego odpowiednikiem w języku ojczystym oraz, co jest równie ważne, poznać kontekst użycia. W tłumaczeniach amatorskich dobre jest to, że można poznać „prawdziwy” i nieocenzurowany język. Stosuje się skróty, wulgaryzmy, zwroty potoczne, które tak na prawdę mogłyby się nie pojawić w tłumaczeniach profesjonalnych, aby nie urazić widza. Jeżeli jednak tłumaczenie jest złe (a takie mogą być tłumaczenia amatorskie ponieważ często nikt nie weryfikuje ich poprawności) może ono przyczynić się do błędnego przyswojenia słów czy zwrotów i błędnego wykorzystywania ich w przyszłości.

anjie
07-19-2011, 10:20
Jeśli nie ma profesjonalisty który zająłby się tłumaczeniem takiego filmu to takie tłumaczenie amatorskie jest nawet wskazane;). Nie każdy tłumacz chętnie tłumaczy każdy film i nie każdy film opłaca się tłumaczyć firmom.

Stosuje się skróty, wulgaryzmy, zwroty potoczne, które tak na prawdę mogłyby się nie pojawić w tłumaczeniach profesjonalnych
Zgadzam się z Pati, tłumacz amator często nie przejmuje się tak bardzo stylem jak profesjonalista, który czasami może niechcący wprowadzić cenzurę tam gdzie jest ona niepotrzebna.

Pati
07-19-2011, 10:32
Zgadzam się z poprzednikami, że czasami amatorskie napisy to jedyne wyjście, aby zrozumieć film, gdyż profesjonalne napisy mogą się nigdy nie ukazać ze względu na niszowy, niekomercyjny charakter filmu. Nie znając języka, albo znając go słabo, mamy kilka możliwości:
1. możemy obejrzeć film bez napisów licząc, że uda nam się coś wywnioskować z obrazu, gestów, albo skojarzyć słowa z językiem, który znamy (zrozumienie filmu jednak nie jest gwarantowane)
2. możemy obejrzeć film z amatorskimi napisami
3. możemy nie oglądać filmu i poczekać parę lat aż powstaną (a może nie) napisy profesjonalne
Tak więc amatorskie napisy wydają mi się najlepszym rozwiązaniem. Tak jak wspomniała Madziara.tg, tłumaczenia amatorskie są coraz lepszej jakości i niektóre serwisy internetowe, które oferują tego typu usługi, poddawają tłumaczenia korektom. Co prawdę nie można być na 100% pewnym, że takie tłumaczenia są dobre, ale powinniśmy zrozumieć o co chodzi w filmie, nawet jeśli niektóre fragmenty nieco odbiegają od oryginału. Natomiast całkowicie nie ufam tłumaczeniom, które można znaleźć na jakiejś podrzędnej stronie internetowej. Zazwyczaj są to marne tłumaczenia (albo co gorsze przetłumaczenie napisów (które pojawiły się w innym kraju) w translatorze!!!) i oglądając film tylko się irytujemy.

anjie
07-19-2011, 10:47
możemy obejrzeć film bez napisów licząc, że uda nam się coś wywnioskować z obrazu, gestów, albo skojarzyć słowa z językiem, który znamy (zrozumienie filmu jednak nie jest gwarantowane)

Nie wiem czy to taki dobry pomysł. Znając bardzo słabo dany język mamy dużo mniejszą satysfakcję z oglądniętego w ten sposób filmu. Jest wiele wyrażeń i słów typu: „false friends”, które mogą wprowadzić widza w błąd przy interpretacji dialogu, który zwykle jest ważną częścią fabuły.

biedronaa
07-19-2011, 11:05
To prawda, że amatorskie napisy nie zawsze są gorsze niż profesjonalne, ale trudno to zweryfikować, zwłaszcza jeśli samemu nie zna się oryginalnego języka, w którym zrobiony jest film. Dlatego nie można mieć do nich całkowitego zaufania jeśli chce się przyswajać nowe słownictwo.

W tłumaczeniach amatorskich często spotyka się np. dosłowne tłumaczenie idiomów, co jest dobijające... Zdarzają się też inne dziwne "zabiegi", jak zostawianie zdania w oryginalnym języku, robienie "przypisów" po gwiazdce. W każdym razie ktoś to robi dobrowolnie i raczej bezpłatnie, więc nie można mieć pretensji o jakość...

anjie
07-19-2011, 11:22
Hmmm… to może napiszę coś dobrego o amatorskich tłumaczeniach. Kilka lat temu oglądnęłam bardzo przyjemnie zrobione amatorskie tłumaczenie, widać było że to dzieło pasjonata;). Każda ważna postać miała osobny kolor napisów a wszystkie wyjaśnienia pojawiały się u góry ekranu, nie wiem jak komu innemu ale mi się to bardzo podobało.
Jakie macie pozytywne doświadczenia z amatorskimi tłumaczeniami?(Bo pewnie dobrych amatorskich tłumaczeń jest mniej niż tych złych;))

biedronaa
07-19-2011, 11:23
1. możemy obejrzeć film bez napisów licząc, że uda nam się coś wywnioskować z obrazu, gestów, albo skojarzyć słowa z językiem, który znamy (zrozumienie filmu jednak nie jest gwarantowane)


Wszystko zależy też od rodzaju filmu. Jakąś strzelankę czy horror kategorii B można obejrzeć bez napisów, lub z napisami amatorskimi.
Jednak jeśli dialogi są sensem filmu, kluczem do zrozumienia przesłania, oglądając go z kiepskim tłumaczeniem tylko zmarnujemy czas.

Pati
07-19-2011, 11:32
Nie wiem czy to taki dobry pomysł. Znając bardzo słabo dany język mamy dużo mniejszą satysfakcję z oglądniętego w ten sposób filmu. Jest wiele wyrażeń i słów typu: „false friends”, które mogą wprowadzić widza w błąd przy interpretacji dialogu, który zwykle jest ważną częścią fabuły.

Tak wiem, że to średni pomysł :) ale zastanawiałam sie co zrobić gdy film, który chcemy obejrzeć nie został przetłumaczony i nie wiadomo czy kiedykolwiek będzie przetłumaczony. Czasami nie znając danego języka można wywnioskować znaczenie jeżeli znamy dość dobrze inny język z danej rodziny - myślę tutaj np. o francuskim, hiszpanskim, włoskim. Dodatkowo dysponujemy tutaj obrazem, który też niesie pewne znaczenie. Oczywiście "false friends" jest to poważny problem, ale nie wiem czy zakłóciłoby to odbiór całego filmu. Nie mówię, że takie podejście jest dobre - jest to wybór widza, który ma (a raczej powinien mieć) świadomość, że istnieje ryzyko, że źle zrozumie sens filmu lub wcale go nie zrozumie. Nie polecałabym tego robić przy bardziej ambitnym kinie, ale tak jak pisze biedronaa przy strzelance, gdzie dużo się dzieje a mało się mówi, może można spróbować. Ale i tak uważam, że najlepszym rozwiązaniem są amatorskie napisy, które nie koniecznie muszą być fatalne.

katberek
07-19-2011, 11:45
Trzeba być bardzo uważnym przy oglądaniu filmów z napisami amatorskimi, aczkolwiek zdarzają się zrobione naprawdę dobrze. Kilka razy natrafiłam na takie, co do których nie miałam wątpliwości, że są świetnej jakości. Większość była jednak taka, że nie pozostało mi nic innego jak uśmiech wraz ze znajomymi na widok "umiejętności" tłumacza. Trzeba pamiętać o ograniczonym zaufaniu i nie wierzyć we wszystko co widzimy na ekranie. Myślę, że do zrozumienia filmu wystarczą nawet amatorskie napisy, bo pewnych rzeczy można się domyślić, jak w przykładzie z "don't pull my leg" z wcześniejszego postu.

magdalenka
07-19-2011, 14:01
Myślę, że amator "amatorowi" nierówny. Są tłumaczenia, które uniemożliwiają mi oglądanie filmu. (Znajomi zawsze oglądają z napisami.) Strasznie się irytuję widząc taką fuszerkę. Nie tylko false friends sprawiają trudności również idiomy, przenośnie, powiedzenia, wyrażenia slangowe itp. Tłumaczenia typu "you look blue" na "wyglądasz niebiesko"! Z drugiej strony są też tłumaczenia, które są... z braku innego określenia można nazwać je profesjonalnymi. Może należy wprowadzić rozróżnienie między tłumaczeniami hobbystycznymi i amatorskimi?

Jeśli chodzi o niezwykłe sposoby nauki języka to jestem za pod warunkiem, że materiały są sprawdzone i rzetelne. Przede wszystkim trzeba wybrać napisy z konkretnej strony a nie z np. napiprojektu gdzie pełno śmieci. Na wielu stronach jest system komentowania i oceniania napisów, którym można się sugerować.

katberek
07-19-2011, 15:00
Zgadzam się z Magdalenką. Najgorszej sprawa ma się wtedy, kiedy oglądamy film w zupełnie nieznanym nam języku. Możemy nie wyłapać wszystkich nieścisłości i coś źle zrozumieć. Czasami błędna interpretacja jednego zdania może poważnie zaburzyć cały obraz. Dla mnie jednak gorsze są przypadki, kiedy film na DVD przetłumaczony przez profesjonalistów pozostawia wiele do życzenia. Spotkałam się już z kwiatkami typu "I will give you a lift" przetłumaczone jako "Dam Ci windę". Gdzie tu logika i co tłumacz sobie myślał, pozostanie chyba wielką tajemnicą. Trzeba bardzo uważać, bo tak jak pisałam wcześniej: zdarzało mi się natrafić na świetne napisy amatorskie oraz naprawdę kiepskie tzw. napisy profesjonalne.

rusałka
07-19-2011, 18:08
Wydaje mi się, że napisy w filmie dają możliwość rozwoju znajomości języków obcych, pod warunkiem że są dobrze i w miarę wiernie przetłumaczone.

Właśnie, a takiej gwarancji, że amatorskie tłumaczenie jest dobre nie da nam nikt. Lepiej więc uczyć się języka ze sprawdzonych zródeł. Natomiast tego typu tłumaczenie potraktować z dużym dystansem.

rusałka
07-19-2011, 18:30
"Amatorskie napisy wpłynęły również na moją znajomość angielskiego jako nastolatki- myślałam, że nauczyłam się nowych zwrotów, czy słów, tymaczasem okazało się, że z błędem kiedy po latach studiując już filologię oglądałam film ponownie! Dla mnie to nie do przyjęcia" - napisała "plummy"

Tak, filmów z amatorskimi napisami nie należy traktować jako zródła wiedzy. Można się bardzo rozczarować, kiedy znaczenie raz zapamiętanego zwrotu utkwi w pamięci, a pózniej chce się pochwalić jego znajomością w towarzystwie...

emka_ok
07-19-2011, 19:21
Dla kogoś, kto trochę zna język, a nie ma bladego pojęcia o tłumaczeniu takie napisy mogą być nie lada zagadką. Wiadomo przecież, że (nie tylko w amatorskim przekładzie) nie stosujemy zasady 1:1 i nie tłumaczymy dosłownie. I o ile ktoś ma jakieś pojęcie o języku i może wychwycić z tła fajne frazy, których może się potem nauczyć, to amatorskie tłumaczenie jedynie powinno być wskazówką, a nie celem samym w sobie.

kasiabz
07-19-2011, 19:24
Wydaje mi się, że napisy w filmie dają możliwość rozwoju znajomości języków obcych, pod warunkiem że są dobrze i w miarę wiernie przetłumaczone.

A mi się wydaje, że rzeczywiście mogą dawać możliwość doszkalania języków obcych ale tylko w przypadku gdy widz zna choć troszkę język wyjściowy i chce go rozwijac poprzez filmy. Tylko jeśli celowo próbujemy jakoś dopasować to co jest wypowiadane, do tego co jest w napisach język może się rozwinąć. Jeśli oglądamy film w języku zupełnie dla nas obcym (załóżmy chińskim) tylko dlatego, że chcemy go obejrzeć, bez myślenia o języku, nie do rozszyfrowania jest to co wymawiają aktorzy, więc polegamy tylko na napisach. Jeśli pozwalają na w miare spokojne przyswojenie filmu i jego zrozumienie, to pewnie w jakimś stopniu były to dobre napisy. W takim przypadku nie wydaje mi się w żeby takie oglądanie prowadziło do budowania złego słownictwa nawet jeśli napisy nie są do końca poprawne, bo przecież nie wiemy czemu jakie zdanie/słowo odpowiada. A jeśli widz zna język troszkę i potrafi wychwycić błąd to w ten sposób też rozwija się jego język. Pewnie zdarzają się przypadki gdzie widz zapamiętuje jakiś zwrot i jeśli tłumacznie było błedne to oczywiście źle go zapamiętuje, ale i to może być dobrą lekcją, bo w tedy używając takiego zwrotu w złym kontekście można się nauczyć prawdziwego znaczenia przez bycie poprawionym :)

rusałka
07-19-2011, 21:31
Dla kogoś, kto trochę zna język, a nie ma bladego pojęcia o tłumaczeniu takie napisy mogą być nie lada zagadką. Wiadomo przecież, że (nie tylko w amatorskim przekładzie) nie stosujemy zasady 1:1 i nie tłumaczymy dosłownie. I o ile ktoś ma jakieś pojęcie o języku i może wychwycić z tła fajne frazy, których może się potem nauczyć, to amatorskie tłumaczenie jedynie powinno być wskazówką, a nie celem samym w sobie.

"emka" przedstawia nam nieco inne spojrzenie na napisy amatorskie. Myślę, że ich większość można rzeczywiście potraktować jako pewne prototypy, nieukończoną pracę nad tekstem, którą widz jest zmuszony "dokończyć" sam podczas seansu filmowego bądz pozostawić i film, i jego amatorskie, dodajmy niezbyt zadowalające, tłumaczenie i poczekać na lepszy, być może także amatorski, wynik.

karteczka30
07-19-2011, 21:45
A mnie czasem rozśmieszają napisy nie tylko z błędami ortograficznymi, ale również ze źle przetłumaczonymi idiomami. A tak z innej beczki..
Ostatnio czytalam artykuł o tłumaczeniu tytułów filmów i oprócz "dirty dancing" czy "bienvenu chez lesschti" było jeszcze kilka innych dość niefortunnie przetłumaczonych tytułów filmów;)

Plummy
07-19-2011, 22:15
Nie utożsamiałabym amatorskich napisów z kiepskimi. Czasami faktycznie ich jakość nie jest zbyt dobra (zarówno po względem języka jak i technicznym, bo zakrywają połowę ekranu), ale czasami tłumaczone są przez pasjonatów języka, którzy wkładają całe serce aby oddać znaczenie rozgrywającej się na ekranie akcji. Analizują, które informacje sa niezbędne do zrozumienie przebiegu akcji filmu i dokonują interpretacji wypowiadanych słów, tekstu pisanego, który może pojawić się na ekranie, gestów i oddają znaczenie za pomocą poprawnego językowo i treściwego dialogu.

Masz rację, zbytnio uogólniłam. Przepraszam z góry tłumaczy-amatorów, którzy się starają i tłumaczą dobrze:) Niestety z mojego doświadczenia wynika, że należą oni do mniejszości...:( W większości filmów, które oglądałam wyłapałam przynajmniej jedno "koślawe" bądź zupełnie błędne tłumaczenie (z angielskiego). Podtrzymuję więc swoje zdanie, że uczyć się z nich języka należy ostrożnie i dopiero osoba posiadająca już podstawową wiedzę językową może na nich jako tako polegać...

dorga
07-19-2011, 22:31
Faktycznie amatorskie napisy maja swoje dobre i złe strony. Do tych dobrych, których wg mnie jest znacznie mniej, zaliczyłabym na pewno szeroką dostępność, bo czasem trudno o napisy do filmów/ seriali w języku oryginału innym niż np. angielski. Z drugiej strony, bardzo często w amatorskim tłumaczeniu błędy językowe mogą wpływać na złe zrozumienie całego kontekstu lub powtarzanie ich przez kolejnych amatorów-tłumaczy, co w konsekwencji zwiększa obieg niepoprawnie przetłumaczonych napisów.

monique_m
07-19-2011, 22:49
Tłumaczenia amatorskie są z pewnością gorszej jakości niż te profesjonalne. Pocieszające jest to, że coraz częściej nie są dziełem jednej osoby tylko podlegają korekcie i weryfikacji.
Należy być ostrożnym jeżeli traktujemy film i napisy jako lekcję języka obcego. Warto zapisać sobie zwrot, który nas zainteresował i sprawdzić go samodzielnie z dobrym słownikiem.
Natomiast, jeżeli oglądamy film dla przyjemności i nie znamy dobrze języka, tłumaczenie amatorskie jest na tyle dobre aby oddać sens dialogów i filmu prawidłowo. Nie są to na ogół tłumaczenia całkowicie pozbawione logiki.

katberek
07-19-2011, 23:17
Z drugiej strony tłumaczenia amatorskie dają więcej swobody. Pozwalają na używanie różnych zwrotów, które w przekładzie profesjonalnym zostałyby uznane za obraźliwe i przetłumaczone zupełnie inaczej, co dla osoby która chce się czegoś dowiedzieć o kulturze może być przeszkodą. Wiem że filmy nie są do końca dobrym sposobem na to, jednak wielu rzeczy można się z nich dowiedzieć. Pewne frazy da się przetłumaczyć tylko niedosłownie, żeby nie zaburzyć obrazu filmu, ale tłumacze często o tym zapominają.

biedronaa
07-20-2011, 08:31
Zastanawiam się jak to właściwie jest z tym uczeniem się języka oglądając filmy z napisami. W przypadku "egzotycznego" języka, z którym nie jesteśmy osłuchani (jak np. wspomniany chiński) bardzo trudno jest cokolwiek wychwycić. Może uda się przyswoić jakąś często powtarzaną frazę, zdanie ("dzień dobry", "kocham cię" itp) i to jako całość, a nie oddzielne słowa. W tym przypadku amatorskie napisy nie są zagrożeniem, o ile nie zaburzają odbioru filmu.
Inaczej, jeśli dany język w jakimś stopniu znamy i szukamy znaczenia poszczególnych słów.

Z drugiej strony, czy ktoś oglądając film skupia się na przyswajaniu nowych słow? Raczej zapamiętuje się je "mimowolnie" i to bardziej z kontekstu, sytuacji niż z porównania z napisami.

Plummy
07-20-2011, 08:34
Z drugiej strony tłumaczenia amatorskie dają więcej swobody. Pozwalają na używanie różnych zwrotów, które w przekładzie profesjonalnym zostałyby uznane za obraźliwe i przetłumaczone zupełnie inaczej, co dla osoby która chce się czegoś dowiedzieć o kulturze może być przeszkodą.

Jak to? Tłumaczenie polega na oddaniu sensu tekstu jeśli chodzi o warstwę językową i kulturową. Jeśli tekst jest obraźliwy, wulgarny, czy w inny sposób "niewłaściwy" (np. niepoprawny politycznie), to takie ma również być jego tłumaczenie- amatorskie czy nie. Tłumacz nie robi przecież cenzury! (myślę tu o warunkach polskich, bo są kraje, gdzie wolność słowa nie istnieje). Zupełnie nie widzę więc związku między tłumaczeniem amatorskim a większą swobodą i oddaniem treści filmu....

Pati
07-20-2011, 10:12
Dla kogoś, kto trochę zna język, a nie ma bladego pojęcia o tłumaczeniu takie napisy mogą być nie lada zagadką. Wiadomo przecież, że (nie tylko w amatorskim przekładzie) nie stosujemy zasady 1:1 i nie tłumaczymy dosłownie. I o ile ktoś ma jakieś pojęcie o języku i może wychwycić z tła fajne frazy, których może się potem nauczyć, to amatorskie tłumaczenie jedynie powinno być wskazówką, a nie celem samym w sobie.

To prawda, że tłumaczenia napisów do filmu nieco się różnią od innych tłumaczeń, głównie ze względu na konieczność kondensacji tekstu (opuszczanie zbędnych fragmentów czy reformułowanie). Nie można zakryć połowy ekranu napisami, bo nie dość, że widz nie będzie w stanie tego przeczytać, to jeszcze zasłonią obraz. Wydaje mi się, że widz raczej zdaje sobie z tego sprawę, że niektóre fragmenty są skrócone i oddają tylko ideę tego co zostało powiedziane. Ale najczęściej (nie zawsze) są to w miarę krótkie zdania, jakiś idiom (nie można zanudzać widza długim monologiem – mowa tutaj o kinie komercyjnym) gdzie tłumaczenie tekstu nie wymaga dużej kondensacji. Wtedy słyszymy jakieś frazy i widzimy jego tłumaczenie na ekranie. Oczywiście nie można być zbyt ufnym tłumaczeniom amatorskim, bo nie wiadomo kto je przygotował ani jaką miał znajomość języka.

monique_m
07-20-2011, 12:11
Amatorskie tłumaczenia rzeczywiście zazwyczaj traktują wulgaryzmy poważnie i nie łagodzą ich w takim stopniu jak tłumaczenia profesjonalne dla telewizji. Może to razić czyjeś uczucia, lecz zastosowanie wulgaryzmu w danej scenie zazwyczaj wnosi coś do treści lub klimatu filmu.

anjie
07-20-2011, 12:24
Pozwalają na używanie różnych zwrotów, które w przekładzie profesjonalnym zostałyby uznane za obraźliwe i przetłumaczone zupełnie inaczej, co dla osoby która chce się czegoś dowiedzieć o kulturze może być przeszkodą.

Zgadzam się. Przez niepotrzebne „ugrzeczniane” można stracić charakter filmu i stworzyć coś, co tylko przypomina oryginał a nie jest jego tłumaczeniem. Czasami jednak w profesjonalnych tłumaczeniach filmów też można spotkać dosyć obraźliwe zwroty.

Wydaje mi się, że widz raczej zdaje sobie z tego sprawę, że niektóre fragmenty są skrócone i oddają tylko ideę tego co zostało powiedziane.To zależy jaki widz. Dzieci nie zawsze są tego świadome, dobrze że większość(jak nie wszystkie) filmy skierowane do tej grupy odbiorców mają dubbing.

kadre
07-20-2011, 12:54
Swego czasu oglądałam namiętnie brytyjski serial dla młodzieży SKINS z amatorskimi napisami i było to jedno z bardziej bolesnych doświadczeń. Nie w sensie treściowym, ale głównie stylistycznym. Oddanie slangu ("bletki"?!?) i gier słownych objaśnianych na początku filmu było tak zniechęcające, że sama dziwię się popularności uzyskanej przez serię w Polsce.
Nie zmienia to faktu, że często "oficjalne" napisy też zawierają sporo błędów, choć niestety nie jestem w stanie podać w tej chwili konkternego tytułu.

emka_ok
07-20-2011, 14:36
Pracując w jednej ze szkół językowych spotkałam się z "procederem", gdzie jeden z lektorów co 2 zajęcia puszczał słuchaczom kolejne odcinki "Przyjaciół" (oczywiście ze względu na jego prywatne preferencje). W zależności od poziomu zaawansowania grupy, były to seanse z lub bez napisów. Oczywiście celem było pogłębienie znajomości języka, ale osobiście ja chyba wybrałabym inny serial...właśnie ze względu na język. No ale, to były jego zajęcia-nie moje.

kasiabz
07-20-2011, 16:55
Z drugiej strony tłumaczenia amatorskie dają więcej swobody. Pozwalają na używanie różnych zwrotów, które w przekładzie profesjonalnym zostałyby uznane za obraźliwe i przetłumaczone zupełnie inaczej, co dla osoby która chce się czegoś dowiedzieć o kulturze może być przeszkodą. .

Zgadzam się. Rzeczywiście napisy amatorskie tworzone są one bardziej swobodnie, ponieważ robią to osoby, które nie mają pojęcia o całej ogromnej teorii dotyczącej robienia napisów. Tak więc napisy powstają bardziej intuicyjnie, bez dokładnej analizy co wypada, a co nie, co lepiej byłoby wyciąć czy zamienić. Uważam, że filmy są świetnym sposobem na poznanie kultury, więc jeśli powiedzmy film dotyczy kultury, klasy społeczniej czy miejsca gdzie wulgaryzmy są ich charakterystyką, to jak najbardziej uważam, że powinny być przekazane, bo inaczej film będzie miał inny oddźwięk.

kasiabz
07-20-2011, 16:57
Pewne frazy da się przetłumaczyć tylko niedosłownie, żeby nie zaburzyć obrazu filmu, ale tłumacze często o tym zapominają.

Co do tłumaczenia fraz niedosłownie- to jest stały problem tłumaczeń, niezależnie od ich formy. Praktycznie nic nie da się dostłownie, wszystkie frazy, zdania itd. są lekko zmienione w tłumaczeniach, choćby ze względu na specyfikę języka docelowego. W tłumaczeniu filmowym jest ten problem podwojony ponieważ ograniczenia techniczne powodują jeszcze większą modyfikację tekstu żeby mógł być on przekazany w napisach. Tak więc skróty, pominięcia, parafrazy są na porządku dziennym i nie oznacza to, iż tłumaczenie jest złe. Widz, który o napisach nic nie wie, a powiedzmy zna język na tyle, żeby porównać to co mówione z tym co w napisach, często irytuje się z powodu tych zmian- ‘To powinno być tak’ albo ‘Nie przetłumaczyli tego!’ Ale tak naprawde, jak mówisz, nie da się wszystkiego przekazać, bo film stałby się niezrozumiały, bo napisy były by zbyt pogmatwane by je przyswoić w szybkim przecież tempie filmu.

kasiabz
07-20-2011, 17:08
Zupełnie nie widzę więc związku między tłumaczeniem amatorskim a większą swobodą i oddaniem treści filmu....

A ja widzę. Przecież jest wiele zasad tworzenia napisów i reguł do przestrzegania. Różne rzeczy brane są pod uwagę w tym np. rodzaj widowni. Jeśli napisy produkowane są na potrzeby telewizji, załóżmy popołudniowej, kiedy dzieci mogą oglądać, to pewnien rodzaj ‘cenzury’ przez tłumacza moze byc wykonywany, a wulgaryzmy mogą być np. ‘łagodzone,’ nie tłumaczone albo zamieniane.
W tłumaczeniach amatorski prawdopodobnie nie bierze się tego pod uwagę (albo nie do takiego stopnia), a skupia się głównie na oddaniu tego co mówią aktorzy w napisach i stąd komentarz o większej swobodzie- po prostu tłmaczenie jest mniej ‘przemyślane,’’ograniczone.’

rubia
07-20-2011, 18:14
Przy każdym tłumaczeniu, amatorskim czy profesjonalnym, ważne jest to aby nie kaleczyć żadnego z języków. To, co najgorsze to błędy ortograficzne w języku polskim. I wszelkie dysortografie itp. nie są żadnym tłumaczeniem.

polAgita
07-20-2011, 21:19
hmmm...Z mojej strony, chciałabym podkreślić jeden ważny aspekt tej dyskusji, jeśli mówimy o tłumaczeniach "amatorskich" ro z samej definicji wynika, iż nie są one profesjonalne!!! Nie ma co psioczyć na ich jakość, niedociągnięcia, błędy. Jeśli sięgamy po takie właśnie tłumaczenia, powinniśmy wiedzieć czego się spodziewać. I nie ma co tu narzekać na ich jakość, gdyż jeszcze raz powtórzę są to tłumaczenia "amatorski". I choć możemy wyliczać ich braki, mają one też swoje zalety....są darmowe, ogólnie dostępne, mogą być bardzo innowacyjne, no i cóż jak wielu z nas od nich zaczynało.... Tu nie ma sztabu ludzi robiących korekty, zresztą nie taka ich rola, chodzi tu o to by umożliwić widzowi, który zresztą zapewne chce obejrzeć film za darmo, najczęściej gdzieś ściągnięty, często w nie najlepszej jakości. Osoba decydująca się na oglądanie filmów w ten oto sposób wie na co się pisze. Zresztą warto przypomnieć, że za serwis powinno się płacić...a jeśli nie płacisz...no cóż.. to i serwis może być kiepski.

Ja tłumaczeniom amatorskim mówię "tak", niech ludzie się bawią, szukają, kombinują, przecież to i tak za darmo i w celach rozrywkowych...

kasiabz
07-20-2011, 21:46
hmmm...Z mojej strony, chciałabym podkreślić jeden ważny aspekt tej dyskusji, jeśli mówimy o tłumaczeniach "amatorskich" ro z samej definicji wynika, iż nie są one profesjonalne!!! Nie ma co psioczyć na ich jakość, niedociągnięcia, błędy. Jeśli sięgamy po takie właśnie tłumaczenia, powinniśmy wiedzieć czego się spodziewać. I nie ma co tu narzekać na ich jakość, gdyż jeszcze raz powtórzę są to tłumaczenia "amatorski". I choć możemy wyliczać ich braki, mają one też swoje zalety....są darmowe, ogólnie dostępne, mogą być bardzo innowacyjne, no i cóż jak wielu z nas od nich zaczynało.... Tu nie ma sztabu ludzi robiących korekty, zresztą nie taka ich rola, chodzi tu o to by umożliwić widzowi, który zresztą zapewne chce obejrzeć film za darmo, najczęściej gdzieś ściągnięty, często w nie najlepszej jakości. Osoba decydująca się na oglądanie filmów w ten oto sposób wie na co się pisze. Zresztą warto przypomnieć, że za serwis powinno się płacić...a jeśli nie płacisz...no cóż.. to i serwis może być kiepski.

Ja tłumaczeniom amatorskim mówię "tak", niech ludzie się bawią, szukają, kombinują, przecież to i tak za darmo i w celach rozrywkowych...

Trafiłaś w sedno PolAgita. Właśnie to miałam napisać. Zjawisko pozytywne, bo jest na nie popyt. A popyt jest, ponieważ Internet zrewolucjonizował całe podejście do kina itd. Przez to, że mamy dostęp do tak wielu filmów, przed premierami czy DVD, bądź filmów alternatywnych, ktoś musiał się zabrać za robienie napisów. Wiadomo, że nie są to napisy oficjane, bo przecież same filmy nie są. Wygląda na to, że mimo ‘psioczenia,’ odnoszą one sukces jakoże wszyscy z nich korzystają. Bardzo dobrze, że ludzie je robią, bo i dla twórców napisów to frajda oraz możliwość nauki języka oraz mały altruistyczny gest dla większej publiki :)
A może robi je jeden z nas i tak testuje swoje zdolności tłumaczeniowe?
W każdym razie, nie byłoby ich, gdyby nie było filmów na internecie i wtedy wszystkie napisy byłyby profesjonalne. Czy byłyby wszystkie bez zarzutu? Nie sądze, bo przecież praktycznie każde tłumaczenie spotyka się z krytyką.
Ale żeby podsumować kwestię zalet i wad napisów amatorskich:
Zalety:
• Ogolnie dostępne i darmowe
• Pozwalają na obejrzenie filmóww językach mniej popularnych, filmów niszowych bądź przed premierą/DVD
• Mogą okazać się całkiem dobre
• Bywają bardziej swobodne
• Mogą sprawić frajdę i rozwinąć umiejętności ludzi, którzy je tłumaczą
Wady
• Mogą zawierać błędy na poziomie słownictwa/zwrotów itd. oraz błedy ortograficzne w j. docelowym
• Pozostawiają wiele do życzenia jeśli chodzi o sprawy techniczne- rozmieszczenie, ilość znaków itd.
• Mogą ‘zniekształcić’ odbiór filmu
• Jeśli zna się język wyjściowy, to mogą irytować jeśli coś się wydaje przetłumaczone ‘nie tak’
• Tak w zasadzie to nie powinno ich być, bo nie powinno być filmów ‘nieoficjanych’ :)

monique_m
07-20-2011, 22:01
Muszę przyznać, że nie mam zbyt wielu złych doświadczeń jeżeli chodzi o amatorskie napisy. Żadne z tych, z których miałam okazję skorzystać, nie zawierały takiej ilości błędów żeby uniemożliwić mi spokojne oglądanie filmu. Zdecydowanie najgorszy jest brak synchronizacji pomiędzy napisami a kwestiami aktorów. Ale to jest już sprawa techniczna i nie dotyczy treści tłumaczenia.

Plummy
07-21-2011, 08:24
A ja widzę. Przecież jest wiele zasad tworzenia napisów i reguł do przestrzegania. Różne rzeczy brane są pod uwagę w tym np. rodzaj widowni. Jeśli napisy produkowane są na potrzeby telewizji, załóżmy popołudniowej, kiedy dzieci mogą oglądać, to pewnien rodzaj ‘cenzury’ przez tłumacza moze byc wykonywany, a wulgaryzmy mogą być np. ‘łagodzone,’ nie tłumaczone albo zamieniane.
W tłumaczeniach amatorski prawdopodobnie nie bierze się tego pod uwagę (albo nie do takiego stopnia), a skupia się głównie na oddaniu tego co mówią aktorzy w napisach i stąd komentarz o większej swobodzie- po prostu tłmaczenie jest mniej ‘przemyślane,’’ograniczone.’

Nigdy nie tłumaczyłam filmów na potrzeby TV i nie wiem, czy tłumacz jest informowany o tym w jakim paśmie puszczany będzie dany film. Można się tego w pewien sposób domyślić, bo przecież widzimy, czy to bajka dla dzieci, program kulinarny, czy film o wojnie w Zatoce Perskiej. I wtedy, jak najbardziej się z Tobą zgadzam, dostosowujemy tłumaczenie do docelowego widza. Ale tłumacząc film sensacyjny np. ja nie mogę zakładać, że kiedyś jakieś dziecko przypadkiem go obejrzy w TV i zbulwersuje się użytymi wulgaryzmami... Były w oryginale, muszą być w tłumaczeniu. W bajkach w tekście oryginalnym ich raczej nie spotkasz... Nie wiem, takie mam zdanie. Chyba, że ktoś rozumie koncept "tłumaczeń amatorskich" lepiej niż ja i mógłby się tą wiedzą podzielić :) Na chwilę obecną wydaje mi się to wszystko trochę niejasne i "rozmyte"...:confused:

biedronaa
07-21-2011, 08:29
Zgadzam się z polAgitą. W końcu jeśli ktoś zna język na tyle, żeby wyłapać błędy w tłumaczeniu, niech ogląda filmy bez napisów. :)
Poza tym, czasem samo wyłapywanie błędów jest zabawne i daje satysfakcję. ;)

polAgita
07-21-2011, 09:38
Co warto zaznaczyć, zauważyłam, że często amatorzy podpisują swoje napisy i z reguły na koniec podrzucają jakieś linki gdzie można wysłać sugestie, ewentualne poprawki...myślę, że jeśli już jakiś błąd w tłumaczeniu nas razi warto wysłać takie spostrzeżenie do autora, no przecież powinniśmy się wspierać.

A jeśli chodzi o argumenty tłumaczy robiących subtitling, że amatorskie tłumaczenia psują rynek, no cóż ja myślę, że wiecie o co chodzi, oczywiście, że chodzi o kasę.

Bo nie rzadko takie amatorskie tłumaczenia stoją na bardzo wysokim poziomie, jeśli nawet nie wyższym niż profesjonalne, a ich krytyka ze strony tłumaczy to raczej walka z konkurencją- "Bo ja mam papier, ja wiem lepiej" :)

anjie
07-21-2011, 10:09
I wszelkie dysortografie itp. nie są żadnym tłumaczeniem.
Dysortografia to jest jakaś plaga w dzisiejszych czasach. Rozumiem jeśli ktoś pisze na papierze i popełni błąd ale np. w edytorze tekstu błędy nie powinny się zdarzać.;)

Żadne z tych, z których miałam okazję skorzystać, nie zawierały takiej ilości błędów żeby uniemożliwić mi spokojne oglądanie filmu.
Mam podobne doświadczenia. Jeszcze nie spotkałam się z napisami które byłyby naprawę fatalne, a czasami można to porównać z tłumaczeniami profesjonalnymi.

Ale tłumacząc film sensacyjny np. ja nie mogę zakładać, że kiedyś jakieś dziecko przypadkiem go obejrzy w TV i zbulwersuje się użytymi wulgaryzmami... Były w oryginale, muszą być w tłumaczeniu
Racja, ryzyko podjęli już ludzie tworząc taki film sensacyjny z wulgaryzmami. W oryginale i w kraju produkcji też może jakieś dziecko przypadkowo natknąć się na taki film.

monique_m
07-21-2011, 10:26
Zastanawiam się, czy tłumaczenia amatorskie i profesjonalne można tak naprawdę porównać. W telewizji zazwyczaj nie mamy do czynienia z napisami tylko z lektorem. Znacznie łatwiej jest zauważyć błąd w tłumaczeniu jeżeli widzimy go na ekranie w formie napisów, niż w tekście przeczytanym przez lektora.
Z pewnością też znaleźlibyśmy jakieś tłumaczenie zwrotu, które byłoby dla nas irytujące.

katberek
07-21-2011, 15:12
Osobiście uważam, że tłumaczenie powinno być tak najwierniejsze jak to tylko możliwe. Nie w sensie tłumaczenia słowo w słowo, bo wiadomo że to nie ma sensu, ale chodzi o jak najlepsze oddanie znaczenia. Takie spłycanie i ugrzecznianie na siłę mija się z celem. Filmy, które zawierają wulgaryzmy nie są przeznaczone dla dzieci, więc nie powinno się w tym wypadku patrzeć na to czy będą je oglądać, czy nie. Jeśli oglądam film sensacyjny i widzę że w polskim tłumaczeniu np. gangsterzy używają zwrotów "psia kość", albo podobnych, to jest to dla mnie po prostu nienaturalne.

emka_ok
07-21-2011, 19:08
Osobiście uważam, że tłumaczenie powinno być tak najwierniejsze jak to tylko możliwe. Nie w sensie tłumaczenia słowo w słowo, bo wiadomo że to nie ma sensu, ale chodzi o jak najlepsze oddanie znaczenia. Takie spłycanie i ugrzecznianie na siłę mija się z celem. Filmy, które zawierają wulgaryzmy nie są przeznaczone dla dzieci, więc nie powinno się w tym wypadku patrzeć na to czy będą je oglądać, czy nie. Jeśli oglądam film sensacyjny i widzę że w polskim tłumaczeniu np. gangsterzy używają zwrotów "psia kość", albo podobnych, to jest to dla mnie po prostu nienaturalne.

W pełni popieram. Gangsterzy, który mają właśnie kogoś zabić i mówią "bo mnie zdenerwowałeś" to trochę parodia. I nagle z filmu sensacyjnego robi nam się komedia :) Zgadzam się, że trzeba wziąć pod uwagę wiek widzów, ale wszystko ma swoje granice.

katberek
07-21-2011, 19:45
Dokładnie emka :). Zdaję sobie sprawę z tego, że dzieci chętnie oglądają filmy przeznaczone nie dla nich, ale to akurat nie powinno być argumentem. Właśnie ze względu na większą naturalność i swobodę cenię sobie amatorskie napisy, bo tak jak pisałam wcześniej: w tych profesjonalnych też można znaleźć dużą ilość niedociągnięć. Jak w większości przypadków, tu także wszystko rozgrywa się indywidualnie, zależy to od techniki i zwyczajów samego tłumacza. Najgorsze jest to, że większość naprawdę dobrych filmów jest w Polsce niedostępna w regularnej sprzedaży. Trzeba więc szukać napisów amatorskich, które bywają zawodne, ale czasami mogą też uratować sytuację.

monique_m
07-21-2011, 21:30
Uważam, że dużo błędów w tłumaczeniach filmów popełnianych jest z prostego powodu. Tłumacz korzysta tylko z listy dialogowej nie oglądając tego co dzieje się na ekranie. Na przykład, zauważony przez kogoś błąd z dosłownym przetłumaczeniem idiomu "pull my leg" może z tego wynikać. Gdyby osoba wykonująca tłumaczenie widziała wtedy tą scenę, z pewnością zauważyłaby, że w niej nikt nikogo za nogę nie ciągnie i trzeba poszukać właściwego tłumaczenia tego zwrotu.

atw
07-21-2011, 22:48
Dziwi mnie kwestia dostosowywania tłumaczenia filmu do pory jego wyświetlania i to w przypadku tłumaczy profesjonalnych. Powstałe w ten sposób tłumaczenie przekłamuje treść filmu, jak zatem może być profesjonalne? To raczej pora wyświetlania filmu powinna być dostosowana do widowni.

Jeśli chodzi o tłumaczenia amatorskie - to pomimo całej wdzięczności dla amatorskich tłumaczy wolałabym, aby większą uwagę przykładać do jakości. Bo skoro ktoś podejmuje się zrobienia czegoś - niech to robi rzetelnie. Oczywiście błędy są dopuszczalne, podanie adresu mailowego na końcu jak najbardziej wskazane - na podstawie uwag można się wiele nauczyć.
Irytuje mnie jednak dodawanie własnych komentarzy na początku i w trakcie filmu - np. na początku filmu, cytuję: "napisy robione ze słuchu, więc nie marudzić :). A tak serio wszelkie uwagi mile widziane, wysyłajcie na adres....". Albo komentarze własne w trakcie filmu, koniecznie zakończone uśmiechem :).
Jestem gotowa zrezygnować z oglądania filmu lub wyłączyć napisy w takim przypadku.

kasiabz
07-22-2011, 00:25
Dziwi mnie kwestia dostosowywania tłumaczenia filmu do pory jego wyświetlania i to w przypadku tłumaczy profesjonalnych. Powstałe w ten sposób tłumaczenie przekłamuje treść filmu, jak zatem może być profesjonalne? To raczej pora wyświetlania filmu powinna być dostosowana do widowni.


Widzę, że wszystkich poruszył mó komentarz o ‘łagodzeniu’ wulgaryzmów w tłumaczeniu audiowizualnym. Może nie do końca jasno to ujęłam, ale w każdym razie chodziło o to, że modyfikacji w napisach uniknąć się nie da i dotyczy to również słów taboo. Komentujemy to przez pryzmat Polski i języka oraz kultry polskiej, ale bardzo możliwe, że w innych krajach jest więcej ograniczeń? Na pewno były inaczej tłumaczono w różnych okresach w przeszłości, tak samo w filmach jak i literaturze ogólnie. Dla poparcia wrzucę mały cytat dotyczący ‘Taboos and other 'untranslatables'’( przepraszam, że po angielsku):

One of the most difficult areas in [...] television series, is the use of bad language or swear words. The first step for the translator is to recognise the term and understand how 'bad' it is. Native speakers intuitively know which term is more vulgar than another. For example, 'shit' is generally considered to be more vulgar than 'damn.' [...] It must also be taken into account, that taboo areas change with time and social mores [...]A translator may therefore resort to the help of native speakers, to fully understand the nuances between the different expressions. It is also important to know who would use which expression and in what circumstances [...] Once the translator has established the type of expression and the degree of obscenity, he can then try and find an equivalent. As the swear words are connected to taboo areas, this will differ substantially from culture to culture[...] (Barbara Schwarz ‘Translation in a Confined Space;’ http://translationjournal.net/journal/23subtitles.htm).

Co o tym myślicie? :)

Plummy
07-22-2011, 08:28
Widzę, że wszystkich poruszył mó komentarz o ‘łagodzeniu’ wulgaryzmów w tłumaczeniu audiowizualnym. Może nie do końca jasno to ujęłam, ale w każdym razie chodziło o to, że modyfikacji w napisach uniknąć się nie da i dotyczy to również słów taboo. Komentujemy to przez pryzmat Polski i języka oraz kultry polskiej, ale bardzo możliwe, że w innych krajach jest więcej ograniczeń? Na pewno były inaczej tłumaczono w różnych okresach w przeszłości, tak samo w filmach jak i literaturze ogólnie. Dla poparcia wrzucę mały cytat dotyczący ‘Taboos and other 'untranslatables'’( przepraszam, że po angielsku):

One of the most difficult areas in [...] television series, is the use of bad language or swear words. The first step for the translator is to recognise the term and understand how 'bad' it is. Native speakers intuitively know which term is more vulgar than another. For example, 'shit' is generally considered to be more vulgar than 'damn.' [...] It must also be taken into account, that taboo areas change with time and social mores [...]A translator may therefore resort to the help of native speakers, to fully understand the nuances between the different expressions. It is also important to know who would use which expression and in what circumstances [...] Once the translator has established the type of expression and the degree of obscenity, he can then try and find an equivalent. As the swear words are connected to taboo areas, this will differ substantially from culture to culture[...] (Barbara Schwarz ‘Translation in a Confined Space;’ http://translationjournal.net/journal/23subtitles.htm).

Co o tym myślicie? :)

Moim zdaniem cytat ten nie do końca popiera tezę o modyfikcji wulgaryzmów... Autor pisze, że niezbędna jest analiza, określenie "poziomu" wulgarności i znalezienie odpowiednika w języku docelowym - to są standardowe kroki przy wykonywaniu tłumaczenia, a nie dowód na to, że trzeba wulgaryzmy "łagodzić". Ostatnie zdanie cytatu ( "As the swear words are connected to taboo areas, this will differ substantially from culture to culture...") może jedynie o tym świadczyć, ale dla mnie to wkracza już wówczas w sferę cenzury, która akurat w naszym kraju w obecnych czsach nie ma miejsca (cały czas myśląc i pisząc na temat tu poruszany odwołuję się do polskiej kultury i uwarunkowań).

Iza
07-22-2011, 09:36
Uważam, że tłumaczenie filmów jest bardzo specyficznym i trudnym rodzajem tłumaczeń, a zatem wymaga naprawdę dużych kompetencji. Tłumacz musi tu pamiętać nie tylko o wiernośći względem oryginału, ale też o zapewnieniu dialogom autentyczności. Napisy muszą być też funkcjonalne, tzn. przekazywać treść, ale być na tyle zwięzłe, by nie przeszkadzały widzowi w odbiorze obrazu. Jak pisze Arkadiusz Belczyk w swojej książce "Tłumaczenie filmów": "(...)opracowywanie napisów stawia [tłumaczowi] wyjątkowko wysokie wymagania - prócz doskonałęj znajomości języka źródłowego i docelowego (ze szczególnym uwzględnieniem różnic kulturowych oraz wyczucia stylu i rejestru) niezbędna jest tu również umiejętność maksymalnie zwięzłego wyrażania myśli, parafrazowania, odsiewania informaci istotnych od nieistotnych, właściwego odczytywania intonacji, gestów i szerszego kontekstu sytuacyjnego wypowiedzi oraz interpretowania wzajemnych relacji między postaciami."
Czy zatem ktoś, kto jest amatorem (a więc nie posiada dostatecznej wiedzy i doświadczenia w danej dziedzinie) jest w stanie stworzyć wartościowe tłumaczenie? Chyba nie. Nie chcę oczywiście skreślać wszystkich tych, którzy nie mając odpowiednich kwalifikacji robią świetne napisy, bo i tak się zdarza, ale zdarza się to niezmiernie rzadko. Ktoś z Was napisał, że może przydałoby się rozgraniczenie między amatorami a pasjonatami/hobbystami. Zgadzam się z tym z 100%. Słowo "amator" ma dla mnie pejoratywne skojarzenia.

Iza
07-22-2011, 09:46
Osobiście uważam, że tłumaczenie powinno być tak najwierniejsze jak to tylko możliwe. Nie w sensie tłumaczenia słowo w słowo, bo wiadomo że to nie ma sensu, ale chodzi o jak najlepsze oddanie znaczenia. Takie spłycanie i ugrzecznianie na siłę mija się z celem. Filmy, które zawierają wulgaryzmy nie są przeznaczone dla dzieci, więc nie powinno się w tym wypadku patrzeć na to czy będą je oglądać, czy nie. Jeśli oglądam film sensacyjny i widzę że w polskim tłumaczeniu np. gangsterzy używają zwrotów "psia kość", albo podobnych, to jest to dla mnie po prostu nienaturalne.

Dokładnie tak. Też nigdy nie rozumiałam oburzenia moich kolegów/koleżanek na studiach, gdy poruszaliśmy kwestię tłumaczenia wulgaryzmów. Jestem jak najbardziej za ich obecnością w tekście docelowym. Pamiętajmy, że słowa wulgarne też niosą ze sobą ważne treści: świadczą o silnym ładunku emocjonalnym wypowiedzi, albo na przykład są cechą charakterystyczną danej postaci (np. lidera gangu czy przedstawiciela jakiejś subkultury młodzieżowej), więc ugrzecznianie tych wypowiedzi może wręcz fałszować rzeczywisty obraz postaci czy scen. Ja osobiście będąc na miejscu widza czułabym się oszukana przez tłumacza, który zamiast trzymać się oryginału, tworzy swoje/nowe wypowiedzi postaci.

polAgita
07-22-2011, 11:20
A mi się zdarzyło ostatnio uświadczyć w takim tłumaczeniu amatorskim "the head of department" jako "głowa".

atw
07-22-2011, 13:01
Tłumacz nie powinien chyba wchodzić w rolę superbohatera, który uchroni ludzi przed wulgaryzmami świata tego (próbuję sobie wyobrazić kostium takiego superbohatera).
Akurat tzw. amatorscy tłumacze, pomimo licznych błędów, akurat z oddawaniem emocji wyrażanych poprzez przekleństwa, radzą sobie znakomicie. Bo, tak jak już ktoś zauważył, "kurza twarz" w ustach gangstera rozwalającego komuś głowę nie brzmi wiarygodnie. Przed widokiem samej egzekucji tłumacz widza też nie ochroni, widz musi radzić sobie sam.

kasiabz
07-22-2011, 14:35
Uważam, że tłumaczenie filmów jest bardzo specyficznym i trudnym rodzajem tłumaczeń, a zatem wymaga naprawdę dużych kompetencji [...]
Czy zatem ktoś, kto jest amatorem (a więc nie posiada dostatecznej wiedzy i doświadczenia w danej dziedzinie) jest w stanie stworzyć wartościowe tłumaczenie? Chyba nie. Nie chcę oczywiście skreślać wszystkich tych, którzy nie mając odpowiednich kwalifikacji robią świetne napisy, bo i tak się zdarza, ale zdarza się to niezmiernie rzadko.

Zgadzam się z Tobą w 100% Iza i chyba taka powinna być nasza postawa z punktu widzenia tłumacza-profesjonalisty. I właśnie, to chciałam przekazać wspominają o szeregu zasad, które brać pod uwagę trzeba przy tłumaczeniach filmów, o których 'amatorzy' chyba nie do końca mają pojęcie.

Ale tak jak już wspomniali przedmówcy, zjawisko tłumaczeń amatorskich chyba jest bardzo trudne do kontrolowania i prawdopodobnie nie zniknie...Nie ulega wątpliwości to, co już wcześniej też zostało wspomniane, w niektórych przypadkach jest to jedyne rozwiązanie tzn. jeśli chcemy obejrzeć jakiś film, a profesjonalnych napisów nie ma..

Rzeczywiście hobbistyczne napisy lepiej brzmią niż amatorskie, jakoże hobbistycznie poniekąd znaczy, że robione z pasją i wiedzą na ten temat :)

kasiabz
07-22-2011, 14:41
Moim zdaniem cytat ten nie do końca popiera tezę o modyfikcji wulgaryzmów... Autor pisze, że niezbędna jest analiza, określenie "poziomu" wulgarności i znalezienie odpowiednika w języku docelowym - to są standardowe kroki przy wykonywaniu tłumaczenia, a nie dowód na to, że trzeba wulgaryzmy "łagodzić". .

Cytat po prostu zwraca uwagę na to, iż wulgaryzmy należą do problemów tłumaczeniowych, które trzeba wziąć po uwagę w trakcie robienia napisów i z racji tego, że trzeba ocenić ich poziom itd. może dojść do 'łagodzenia' w niektórych przypadkach. Ja się nie upieram, że zawsze jest to słuszne, tylko chcę zasugerować, że tak jak z innymi elementami trudnymi do przetłumaczenia, czasem mogą być zmodyfikowane i nie oznacza to, że tłumaczenie jest złe, to wszystko zależy od szeregu czynników wpływających na tłumaczenie.

Tak czy siak, debata na temat wulgaryzmów troszkę odbiega od głównego tematu naszej dyskusji, czyli jaki stosunek mamy do tłumaczenń amatorskich...:)

Iza
07-22-2011, 14:43
Padło w tym wątku pytanie o to, jak amatorskie napisy wpływają na znajomość języka obcego u widzów. Wydaje mi się, że to rzeczywiście ważna kwestia, ponieważ słuch i wzrok to bodaj dwa najważniejsze kanały, którymi wiedza dociera do mózgu. Jak już ktoś zauważył, źle przetłumaczone napisy w filmie mogą wpłynąć na przyswojenie błędnych sformułowań, a następnie ich fosylizację, czyli utrwalenie (no chyba że w porę ktoś nas z błędu wyprowadzi:))

Iza
07-22-2011, 14:51
Myślę, że amatorskie napisy są ostatecznością. Można po nie sięgać gdy nie ma możliwości zdobycia tych oryginalnych. Na pewno traci się co nieco z przekazu, ale czy to samo nie zdarza się gdy oglądamy film z profesjonalnym przekładem?
Wiadomo, że z jakością napisów różnie bywa, ale chyba miło, że komuś się chce to robić!

To prawda, trzeba docenić chęć i zapał tłumacza-amatora, który poświęca swój czas, by innym ludziom umożliwić obejrzenie filmu, ktory jeszcze nie doczekał się profesjonalnego przekładu. Mimo wszystko, chęci i zapał to nie wszystko. W tej dziedzinie naprawdę trzeba mieć spory warsztat i doświadczenie, by tłumaczenie było zrobione na przyzwoitym poziomie.

Iza
07-22-2011, 15:02
W pełni popieram. Gangsterzy, który mają właśnie kogoś zabić i mówią "bo mnie zdenerwowałeś" to trochę parodia. I nagle z filmu sensacyjnego robi nam się komedia :) Zgadzam się, że trzeba wziąć pod uwagę wiek widzów, ale wszystko ma swoje granice.

Owszem, w tłumaczeniu należy brać pod uwagę odbiorców i pod tym względem starać się dostosować język. Jednakże, jeśli w oryginale filmu pojawiają się przekleństwa, to dlaczego ten sam film, przeznaczony dla tej samej grupy wiekowej ma być na siłę ugrzeczniany? Zgadzam się z emka_ok, że wszędzie należy zachować zdrowy rozsądek. Niemożliwym jest uchronić wszystkich przed wszystkim. Tu rolę do odegrania mają również rodzice, którzy - wiedząc jakiej natury jest film - pozwalają dziecku na obejrzenie go lub nie. Chyba jeszcze nie narodził się tak zdolny tłumacz, który potrafiłby wykonać filmowy przekład satysfakcjonujący zarówno dla człowieka dorosłego jak i małolata. Albo rybki, albo akwarium.

madziara.tg
07-22-2011, 16:01
rzeczywiście, zdarzają się czasami "kwiatki" w amatorskich tłumaczeniach, jednak wszystko zależy od zdolności tłumacza i korektora. poza tym - nie czarujmy się - czasami wersje pirackie seriali czy filmów pojawiają się bardzo szybko po premierze w kraju pochodzenia, i jestem w szoku, że pierwsze tłumaczenia można znaleźć już po kilku godzinach od udostępnienia pliku.
W tak krótkim czasie niemożliwym jest zrobienie idealnego tłumaczenia

emka_ok
07-22-2011, 18:24
Uważam, że dużo błędów w tłumaczeniach filmów popełnianych jest z prostego powodu. Tłumacz korzysta tylko z listy dialogowej nie oglądając tego co dzieje się na ekranie. Na przykład, zauważony przez kogoś błąd z dosłownym przetłumaczeniem idiomu "pull my leg" może z tego wynikać. Gdyby osoba wykonująca tłumaczenie widziała wtedy tą scenę, z pewnością zauważyłaby, że w niej nikt nikogo za nogę nie ciągnie i trzeba poszukać właściwego tłumaczenia tego zwrotu.

Nie jestem przekonana, czy aby na pewno odbywa się to w ten sposób. Oczywiście profesjonalny tłumacz ma liste dialogową, ogląda filmy, kontaktuje się z reżyserem, scenopisarzem, itp. ale ja odnoszę wrażenie, że w tłumaczeniach amatorskich właśnie ci ludzie nie mają takiej możliwości i jedyne czym się posługują to film. to co usłyszą to ich, a to czego nie usłyszą to sobie dopowiedzą :) nie chcę tutaj generalizować ani oskarżać nikogo, ale niestety takie przypadki się zdarzają.

dorga
07-22-2011, 20:28
Nawiązując do kwestii wulgaryzmów w tłumaczeniu, to z własnego doświadczenia zauważam, że właśnie w amatorskich napisach można o wiele częściej spotkać się z właściwym, czyli niełagodzącym treści tłumaczeniem. Myślę, podobnie jak już zauważyliście wcześniej, że wulgaryzmy to element danej stylistyki, a nawet pewien społeczno-kulturowy aspekt języka- np. z jakim natężeniem występują lub jaka grupa społeczna się nimi posługuje- czego w żadnym wypadku nie powinno się omijać czy parafrazować. W tym przypadku dosłowność tłumaczenia nieprofesjonalnego wychodzi na plus.

dorga
07-22-2011, 20:41
Jeśli chodzi o naukę języka obcego poprzez oglądanie filmów z tłumaczeniem amatorskim- ale nie hobbystycznym, przychylając się do zaproponowanego wyżej podziału, sądzę, że może być to bardzo zgubna forma szlifowania języka obcego. Raz zapamiętane niepoprawnie przetłumaczone słówka czy zwroty trudno skorygować w pamięci, zwłaszcza jeśli dołożymy do tego aspekt wizualny i rozrywkowy, wpływające na szybszą i efektywniejszą naukę. Dlatego, może lepiej oglądać w oryginale z nastawieniem na osłuchanie się języka, gdy napisy nie gwarantują rzetelnego przekładu...

madziara.tg
07-22-2011, 20:51
Co warto zaznaczyć, zauważyłam, że często amatorzy podpisują swoje napisy i z reguły na koniec podrzucają jakieś linki gdzie można wysłać sugestie, ewentualne poprawki...myślę, że jeśli już jakiś błąd w tłumaczeniu nas razi warto wysłać takie spostrzeżenie do autora, no przecież powinniśmy się wspierać.

A jeśli chodzi o argumenty tłumaczy robiących subtitling, że amatorskie tłumaczenia psują rynek, no cóż ja myślę, że wiecie o co chodzi, oczywiście, że chodzi o kasę.

Bo nie rzadko takie amatorskie tłumaczenia stoją na bardzo wysokim poziomie, jeśli nawet nie wyższym niż profesjonalne, a ich krytyka ze strony tłumaczy to raczej walka z konkurencją- "Bo ja mam papier, ja wiem lepiej" :)

Zgadzam się z Tobą w zupełności. Bardzo często zdarzają się błędy w tłumaczeniach, i o ile kiedyś mnie to śmieszyło, o tyle teraz z chęcią pomagałabym wspomnianym już w dyskusji "pasjonatom".
Dowodem rozwinięcia "pasjonatów" w dziedzinie tłumaczenia filmów jest fakt, że czasami ich wersja bardziej odzwierciedla znaczenie tekstu źródłowego, niż oficjalne tłumaczenie.

madziara.tg
07-22-2011, 21:01
Nawiązując do kwestii wulgaryzmów w tłumaczeniu, to z własnego doświadczenia zauważam, że właśnie w amatorskich napisach można o wiele częściej spotkać się z właściwym, czyli niełagodzącym treści tłumaczeniem. Myślę, podobnie jak już zauważyliście wcześniej, że wulgaryzmy to element danej stylistyki, a nawet pewien społeczno-kulturowy aspekt języka- np. z jakim natężeniem występują lub jaka grupa społeczna się nimi posługuje- czego w żadnym wypadku nie powinno się omijać czy parafrazować. W tym przypadku dosłowność tłumaczenia nieprofesjonalnego wychodzi na plus.

Zgadzam się z Tobą. Niektórzy tłumacze specjalizują się w konkretnych typach filmów, gdzie często występuje podobne słownictwo. I nie mówię tu tylko o tłumaczach "profesjonalistach", ale też "pasjonatach". Dzięki swojej specjalizacji potrafią trafniej dobrać słownictwo potoczne.
W oficjalnych tłumaczeniach tłumacze mają często zawężone pole działania, gdyż producent może nie wyrazić zgody na stosowanie niektórych słów. W nieoficjalnych tłumaczeniach natomiast, nie istnieją granice, których tłumacz nie może przekroczyć. Aż nasuwa mi się znany skecz o wulgaryzmach :) http://youtu.be/DWwOqwJpsfM

katberek
07-22-2011, 23:11
W nieoficjalnych tłumaczeniach natomiast, nie istnieją granice, których tłumacz nie może przekroczyć. Aż nasuwa mi się znany skecz o wulgaryzmach :) http://youtu.be/DWwOqwJpsfM

Bardzo dobry przykład, ten skecz idealnie pokazuje to co się dzieje w profesjonalnych tłumaczeniach. W takich przypadkach reaguję podobnie jak widownia pana Stuhra :)

dorga
07-24-2011, 12:32
Dodatkowo, oprócz łagodzenia wulgaryzmów, tłumaczenie oficjalne często oparte jest na dążeniu do wszechobecnej poprawności politycznej lub unikania nazywania rzeczy po imieniu, co w efekcie wywołuje wrażenie nienaturalności słów, nieadekwatności i złego odczytania kontekstu społecznego.

dorga
07-24-2011, 19:30
Zgadzam się z polAgitą. W końcu jeśli ktoś zna język na tyle, żeby wyłapać błędy w tłumaczeniu, niech ogląda filmy bez napisów. :)
Poza tym, czasem samo wyłapywanie błędów jest zabawne i daje satysfakcję. ;)

Zdecydowanie wyłapywanie cudzych błędów daje satysfakcję, ale też w pewien sposób ugruntowuje wiedzę i daje anty-przykład na przyszłość. Myślę, że można by pokusić się więc o stwierdzenie, że amatorskie tłumaczenie z błędami również niesie drobny aspekt edukacyjny.

polAgita
07-24-2011, 19:50
Podoba mi się wasz sposób rozumowania i zastanawianie się nad aspektami edukacyjnymi amatorskich tłumaczeń, ale dla mnie ważny jest aspekt użytkowy, ważne żeby ktoś kto nie zna języka oryginału mógł sobie po prostu film obejrzeć... i to chyba jest najważniejsze, a czy są jakieś błędy, jak bardzo nie rażą to i tak odbiorca nie wyłapie :)))))

polAgita
07-24-2011, 19:55
rzeczywiście, zdarzają się czasami "kwiatki" w amatorskich tłumaczeniach, jednak wszystko zależy od zdolności tłumacza i korektora. poza tym - nie czarujmy się - czasami wersje pirackie seriali czy filmów pojawiają się bardzo szybko po premierze w kraju pochodzenia, i jestem w szoku, że pierwsze tłumaczenia można znaleźć już po kilku godzinach od udostępnienia pliku.
W tak krótkim czasie niemożliwym jest zrobienie idealnego tłumaczenia

Myślę, że jeśli chodzi o taaak szybkie tłumaczenie, tuż po premierze filmu odpowiedz jest jedna, często w sieci pojawiają się pirackie filmy nawet przed premierami :))))) A jak oni mają do tego dostęp, to ja już nie wiem...

atw
07-24-2011, 21:17
Zgadzam się z Tobą. Niektórzy tłumacze specjalizują się w konkretnych typach filmów, gdzie często występuje podobne słownictwo. I nie mówię tu tylko o tłumaczach "profesjonalistach", ale też "pasjonatach". Dzięki swojej specjalizacji potrafią trafniej dobrać słownictwo potoczne.
W oficjalnych tłumaczeniach tłumacze mają często zawężone pole działania, gdyż producent może nie wyrazić zgody na stosowanie niektórych słów. W nieoficjalnych tłumaczeniach natomiast, nie istnieją granice, których tłumacz nie może przekroczyć. Aż nasuwa mi się znany skecz o wulgaryzmach :) http://youtu.be/DWwOqwJpsfM

Ten skecz powinien być traktowany jako material szkoleniowy. Znakomity :)

atw
07-24-2011, 21:27
Zdecydowanie wyłapywanie cudzych błędów daje satysfakcję, ale też w pewien sposób ugruntowuje wiedzę i daje anty-przykład na przyszłość. Myślę, że można by pokusić się więc o stwierdzenie, że amatorskie tłumaczenie z błędami również niesie drobny aspekt edukacyjny.

Niesie aspekt edukacyjny, być może, dla tych którzy znają język. Ale ci którzy go nie znają lub znają słabo nie zauważą błędów i jest duże prawdopodobieństwo, że je sobie przyswoją.
Z całym szacunkiem dla tłumaczy amatorów i ekspreswo pojawiających się tłumaczeń - ja osobiście wolałabym poczekać dłużej na lepszej jakości napisy.

madziara.tg
07-25-2011, 08:33
Niesie aspekt edukacyjny, być może, dla tych którzy znają język. Ale ci którzy go nie znają lub znają słabo nie zauważą błędów i jest duże prawdopodobieństwo, że je sobie przyswoją.
Z całym szacunkiem dla tłumaczy amatorów i ekspreswo pojawiających się tłumaczeń - ja osobiście wolałabym poczekać dłużej na lepszej jakości napisy.

Wniosek z tego taki, że jeśli ktoś nie chce czekać, musi mieć przy sobie osobę, która dobrze włada językiem źródłowym. Moi znajomi już się nauczyli, że jak oglądają ze mną film i ocenię, że jakaś część tłumaczenia absolutnie nie pasuje do kontekstu, zatrzymuję film i tłumaczę poprawnie - oczywiście nie jest to nagminne - tylko w skrajnych przypadkach. Mogę też zauważyć, że po latach oglądania filmów z napisami (i to w większości amatorskimi) moi znajomi sami wychwytują błędy - teraz jak chcę coś wypomnieć w tłumaczeniu, sami zauważają, że coś było nie tak. Dodam, że żaden ze znajomych nie doszkala się w angielskim, tylko umie go na poziomie licealnym.
Jeśli mamy więc przy sobie "korektora" może pomóc w nieprzyswajaniu błędnych tłumaczeń. Oczywiście jestem świadoma, że nie każdy może sobie pozwolić na taki luksus, ale jeśli zależy nam na zobaczeniu filmu zanim pojawi się oficjalne tłumaczenie, to warto skorzystać z profesjonalisty :)

kasiabz
07-25-2011, 11:19
Dzieki za ten skecz, rewelacja.
Wydaje mi się, że to potwierdza to co mówiłam skoro skecze o tym robią- tłumaczenie oficjalne jest ograniczone przez wiele czynników, tekst jest modyfikowany, poprawiany czy łagodzony itd. Tak działają tłumaczenia profesjonalne i tyle.
A tłumacze amatorzy robią to 'na luzie' po prostu dając ludziom dostęp do filmu w formie takiego a la 'fast food'a tłumaczeniowego'- szybkie, nie do końca dobre, ale ludzie korzystają :)
Jak bardzo można byłoby się sprzeciwiać i upierać, że 'dobra jakość' to podstawa, czy można coś poradzić na plagę napisów amatorskich...?
Przynajmniej dobrze, że mamy świadomość problemów jakie się w nich pojawiają i możemy się do nich ustosunkować, ocenić, skrytykować czy pochwalić..

ZielnikM
07-25-2011, 12:42
To może teraz z innej perspektywy. Należę do jednej z bardziej znanych grup tłumaczących. Od jakiegoś czasu funkcjonowanie grup znacznie się usprawniło. Bezwzględnie wymagana jest korekta pod względem merytorycznym i technicznym (np. synchronizacja). Wydaje mi się, że najtrudniej jest tłumaczom wolnym strzelcom, którzy próbują coś robić zupełnie w pojedynkę. Efekt końcowy w takich przypadkach najczęściej pozostawia wiele do życzenia. Pracując w grupie ciągle się rozwijamy i dzielimy przemyśleniami. Dla tłumaczy-pasjonatów, amatorów dobrego kina jest to chyba jedyna opcja, jeśli chce się być na bieżąco chociażby z oprogramowaniem, wykorzystywanym do tworzenia list dialogowych.
W zależności od długości, tłumaczeni jednego filmu zajmuje kilka godzin, za które nikt nam nie płaci, a jedynie na kilkaset pobrań kilka osób rzuci zdawkowe "dzięki". Największym ograniczeniem nie są różnice kulturowe, brak wiernych ekwiwalentów, ale kwestie techniczne np. ilość klatek, ilość liter w linijce, itd.
Zaczęłam tłumaczyć filmy, ponieważ mi też nie podobało się to, co oglądam. To samo proponuję wszystkim zniesmaczonym.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie

murdoc
07-25-2011, 15:08
Sam zdobywałem w ten sposób pewnego rodzaju warsztat więc nie uważam tego za zjawisko negatywne. To wszystko odbywa się na zasadzie nieodpłatnego dzielenia się z innymi swoją pracą. Nikt nie robi tego dla siebie czy dla pieniędzy, wychodzi to z czystej pasji do tłumaczenia lub z potrzeby przedstawienia jakiegoś filmu szerszej widowni.

kompaktowa
07-26-2011, 12:03
To może teraz z innej perspektywy. Należę do jednej z bardziej znanych grup tłumaczących. Od jakiegoś czasu funkcjonowanie grup znacznie się usprawniło. Bezwzględnie wymagana jest korekta pod względem merytorycznym i technicznym (np. synchronizacja). Wydaje mi się, że najtrudniej jest tłumaczom wolnym strzelcom, którzy próbują coś robić zupełnie w pojedynkę. Efekt końcowy w takich przypadkach najczęściej pozostawia wiele do życzenia. Pracując w grupie ciągle się rozwijamy i dzielimy przemyśleniami. Dla tłumaczy-pasjonatów, amatorów dobrego kina jest to chyba jedyna opcja, jeśli chce się być na bieżąco chociażby z oprogramowaniem, wykorzystywanym do tworzenia list dialogowych.
W zależności od długości, tłumaczeni jednego filmu zajmuje kilka godzin, za które nikt nam nie płaci, a jedynie na kilkaset pobrań kilka osób rzuci zdawkowe "dzięki". Największym ograniczeniem nie są różnice kulturowe, brak wiernych ekwiwalentów, ale kwestie techniczne np. ilość klatek, ilość liter w linijce, itd.
Zaczęłam tłumaczyć filmy, ponieważ mi też nie podobało się to, co oglądam. To samo proponuję wszystkim zniesmaczonym.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie

Zgadzam się z Tobą w pełni. Ktoś tu napisał tłumaczenie napisów amatorskie=kiepskie. Nic bardziej mylnego! Oczywiście zdarzają się napisy od których bolą oczy, ale ja osobiście mogę od ręki wymienić kilka takich, które mnie zachwyciły. Mam swoje ulubione 2 grupy tłumaczeniowe, w których mam ulubionych tłumaczy i wiem, że stworzone przez nich napisy niemal zawsze są zrobione profesjonalnie i z pomysłem. Nie wszyscy ludzie, którzy tłumaczą napisy to amatorzy, którzy nie znają języka i wsadzanie ich do jednego worka obok tych, którzy faktycznie partaczą robotę jest dla nich krzywdzące. Nie uważam więc, że pojawiające się napisy tzw. amatorskie to złe zjawisko. Wręcz przeciwnie, dla mnie jest to znacznie lepsza alternatywa niż lektor albo niemożność obejrzenia filmu ze względu na barierę językową. Sama przetłumaczyłam kilka francuskich filmów, do których nie było ani napisów ani lektora. Podziękowania, które dostałam od sporej ilości ludzi i prośby o tłumaczenia innych filmów świadczą o tym, że zapotrzebowanie na takie tłumaczenie jest, więc jeśli ma się trochę czasu i ochoty, jakieś pojęcie o tłumaczeniu filmów i zna się bardzo dobrze język czemu by nie spróbować?

ZielnikM
07-28-2011, 09:57
Myślę, że ci którzy najbardziej psioczą, powinni zrobić sobie test. Większość z osób, które wchodzą na to forum zna jakiś język albo nawet kilka. Poświęćcie trochę czasu, przetłumaczcie coś, co ostatnio oglądaliście i było to źle zrobione, wrzućcie na napisy24 albo na inna stronę i przekonajcie się jakie oceny zbierzecie. Taki mały sprawdzianik własnych umiejętności:D

atw
08-01-2011, 10:05
Myślę, że ci którzy najbardziej psioczą, powinni zrobić sobie test. Większość z osób, które wchodzą na to forum zna jakiś język albo nawet kilka. Poświęćcie trochę czasu, przetłumaczcie coś, co ostatnio oglądaliście i było to źle zrobione, wrzućcie na napisy24 albo na inna stronę i przekonajcie się jakie oceny zbierzecie. Taki mały sprawdzianik własnych umiejętności:D

Nie nazwałabym psioczeniem konstruktywnej krytyki. Każdy, kto podejmuje się zadania powinien robić je jak najlepiej, a w przypadku tłumaczonych filmów tak, aby oglądanie ich nie wymagało sadzania obok siebie korektora. A zrobienie własnej wersji napisów i poddanie konstruktywnej krytyce innych użytkowników jest świetnym pomysłem i na pewno tak zrobię, jak tylko czas pozwoli :)

ardillaroja
08-10-2011, 10:44
najlepiej wyjść z prostego założenia: jeśli coś robisz, rób to dobrze! Mój znajomy genialnie tłumaczy filmy, niestety póki co do szuflady, ale u niego widać dbałość o każdy szczegół, wszystko jest dopieszczone, no i na początku nie pojawia się napis w stylu: dla kochanej żabci, Zbyszek :P

atw
08-12-2011, 13:37
najlepiej wyjść z prostego założenia: jeśli coś robisz, rób to dobrze! Mój znajomy genialnie tłumaczy filmy, niestety póki co do szuflady, ale u niego widać dbałość o każdy szczegół, wszystko jest dopieszczone, no i na początku nie pojawia się napis w stylu: dla kochanej żabci, Zbyszek :P

Szkoda, że te napisy robi tylko do szuflad. Dobrze zrobione napisy, bez cennych dedykacji, nie powinny leżeć w szufladzie. Czy próbował zgłosić się do firm/portali które zajmują się tłumaczeniami filmów?

ardillaroja
08-13-2011, 09:19
Niestety uważa, że fimy i portale nie potrafią zadbać o szczegóły, produkują masówkę bez serca, więc po co wchodzić w system, który nie jest idealny...

kompaktowa
08-13-2011, 10:38
Szkoda, że te napisy robi tylko do szuflad. Dobrze zrobione napisy, bez cennych dedykacji, nie powinny leżeć w szufladzie. Czy próbował zgłosić się do firm/portali które zajmują się tłumaczeniami filmów?

Ja jedynie próbowałam na tzw. amatorskich portalach, ale z braku czasu nie robię już od dłuższego czasu napisów.

atw
08-19-2011, 17:51
wydaje mi się, że są portale np. napiprojekt, które dbają o rzetelność napisów, a przynajmniej do pewnego stopnia. Jeśli zgłoszą się tam dobrzy tłumacze/pasjonaci to będą jeszcze lepsi. Sama chciałabym tłumaczyć napisy jakby tylko czas pozwolił.

jasiek_barca
08-19-2011, 21:24
Robienie takich napisów to bardzo dobra praktyka tłumaczenia. Najlepiej później coś z takimi małymi dziełami zrobić - czyli pokazać jakiejś publiczności, czy to bardzo szerokiej w Internecie, czy też w zaciszu domowym. Wszelkie konstruktywne opinie pozwalają się dokształcać i zawsze wnoszą coś nowego do naszego warsztatu. Znam to z autopsji ;)

magdalenka
08-25-2011, 09:20
wydaje mi się, że są portale np. napiprojekt, które dbają o rzetelność napisów, a przynajmniej do pewnego stopnia. Jeśli zgłoszą się tam dobrzy tłumacze/pasjonaci to będą jeszcze lepsi. Sama chciałabym tłumaczyć napisy jakby tylko czas pozwolił.

Jestem w szoku. Sporo musiało się zmienić. Najgorsze napisy jakie widziałam w życiu pochodziły właśnie z napiprojekt. To był dla mnie zawsze synonim badziewia i masowej "produkcji" napisów.

jasiek_barca
08-25-2011, 12:07
Napiprojekt jest o tyle dobry, że przynajmniej w teorii dostanie się dopasowane napisy pod względem synchronizacji, ale tak, jak pisze magdalenka, nie zawsze łączy się to z jakością. Jeszcze zanim zacząłem tłumaczyć, to kilka razy "przejechałem się" poważnie na napiprojekcie. Nie używam tego programu od wielu lat, możliwe, że coś się zmieniło...

atw
08-26-2011, 13:08
Jestem w szoku. Sporo musiało się zmienić. Najgorsze napisy jakie widziałam w życiu pochodziły właśnie z napiprojekt. To był dla mnie zawsze synonim badziewia i masowej "produkcji" napisów.

bardzo prawdopodobne, że podałam zły przykład, być może chodziło o grupę hatak, nie pamiętam w tej chwili kto robił lepsze.
A kto według was robi dobre napisy do filmów?

kompaktowa
08-27-2011, 21:41
Na pewno Hatak i na pewno DarkProject SubGroup. Moim ulubionym tłumaczem jest chyba jednak Highlander, no i oczywiście SSJ, którego napisy do Supernaturala są po prostu mistrzowskie. O ile dobrze pamiętam dobre napisy robi również Spirozea i Igloo666. Reszty już niestety nie pamiętam.

jasiek_barca
08-27-2011, 23:05
MSaint bodajże robił bardzo udane napisy do Dextera. JediAdam też solidny, aczkolwiek najczęściej to chyba właśnie Highlandera widywałem w stopkach plików z napisami.

magdalenka
08-29-2011, 08:33
MSaint bodajże robił bardzo udane napisy do Dextera. JediAdam też solidny, aczkolwiek najczęściej to chyba właśnie Highlandera widywałem w stopkach plików z napisami.

Do tej listy dodałabym, jeszcze:

k-rol
Spirozea
sabat1970
Gee
Tanith

Jeśli korektę robi megiboo, to napisy będą świetne. Lepiej korzystać z napisów tworzonych przez grupy tłumaczy, niż robione przez "niezrzeszonych".

ania6061
08-30-2011, 03:59
bardzo prawdopodobne, że podałam zły przykład, być może chodziło o grupę hatak, nie pamiętam w tej chwili kto robił lepsze.
A kto według was robi dobre napisy do filmów?

Hatak. Co prawda nie pamiętam teraz konkretnych przykładów napiprojekt ale na napisach z hatak nigdy się nie zawiodłam.

kate1230
08-30-2011, 08:40
Pod pewnymi względami jest to zjawisko pozytywne gdyż amatorzy często tłumaczą filmy które nie mają szans ukazać się na polskim rynku i dzięki takim tłumaczeniom większa liczba osób ma dostęp do mniej znanych produkcji europejskich czy azjatyckich. Jednak są i negatywne strony tego zjawiska, mianowicie gdy za tłumaczenie zabierają się osoby niedouczone i wtedy efekt takiego tłumaczenie jest komiczny

agulka129
08-30-2011, 10:29
Pod pewnymi względami jest to zjawisko pozytywne gdyż amatorzy często tłumaczą filmy które nie mają szans ukazać się na polskim rynku i dzięki takim tłumaczeniom większa liczba osób ma dostęp do mniej znanych produkcji europejskich czy azjatyckich. Jednak są i negatywne strony tego zjawiska, mianowicie gdy za tłumaczenie zabierają się osoby niedouczone i wtedy efekt takiego tłumaczenie jest komiczny

Zgadzam się z tym, zdarzało mi się oglądać filmy z napisami kompletnie źle przetłumaczonymi, przez co faktycznie były one komiczne. Ale z drugiej strony jeśli ktoś nie będzie próbował, to się nie nauczy, a wydaje mi się, że z czasem taka osoba tłumaczyć będzie coraz lepiej.

mongoloid
08-31-2011, 20:59
Twór o nazwie "napiprojekt" to śmierć dla tłumaczy amatorów i hańba dla użytkowników. Program tylko wrzuca na własny serwer napisy z innych serwisów. Niie pozwala użytkownikom trafić na ich źródło, co uniemożliwia późniejsze skomentowanie pracy tłumaczy. Nie pamiętam już który to odtwarzacz, ale któryś robił tak, że łączył się z napiprojektem i sprawdzał czy dane napisy są już w jego bazie. Jeśli nie, to automatycznie pobierał sobie napisy na serwer z komputera użytkownika.

Napiprojekt jest dla leniwych, którym nie chce się wpisać tytułu filmu w wyszukiwarce serwisu z napisami.

dosiaro
08-31-2011, 21:57
Uwazam, ze takie amatorskie napisy sa pomocne. Wazne, zeby nie dotarly do kin, ale o to nie musimy sie martwic. Jedyne co mnie drazni w takich napisach to bledy ortograficzne! Jezeli natomiast komus takie napisy nie odpowiadaja to moze po prostu zrezygnowac z ogladania filmu...

NightMonkey
08-31-2011, 22:19
Na UG gościł niedawno Yves Gambier i podczas wykładu powiedział, że mniej więcej 10% wszystkich powstających dzieł audiowizualnych jest tłumaczonych. Amatorskie napisy różnią się jakością, często nie są wykonywane z należytą starannością i bez uwzględniania reguł tworzenia napisów. Wielkim plusem tych napisów jest jednak szybkość z jaką powstają (pojawiają się dzień lub dwa po tym jak np. dany film trafi do internetu). Sztandarowym przykładem jest oczywiście tłumaczenie filmów anime.

Możemy je kochać lub nienawidzić, ale nie możemy powiedzieć, że są bez znaczenia.

kompaktowa
09-01-2011, 14:30
10% to na prawdę mało, co tylko dowodzi, że amatorskie napisy powinny powstawać. Dzięki temu ludzie mają w ogóle dostęp do filmów, które zostały wyprodukowane w języku, którym się oni akurat nie posługują. Prawda jest taka, że nie wszyscy są poliglotami, nie wszyscy znają nawet angielski w stopniu umożliwiającym im choćby sensowne porozumiewanie się, a co dopiero oglądanie i rozumienie filmów. I oczywiście napisów złych jest dużo, ale korzystając z odpowiednich serwisów ograniczamy ryzyko ich ściągnięcia do minimum.

Pearl
09-01-2011, 15:46
10% to na prawdę mało, co tylko dowodzi, że amatorskie napisy powinny powstawać. Dzięki temu ludzie mają w ogóle dostęp do filmów, które zostały wyprodukowane w języku, którym się oni akurat nie posługują. Prawda jest taka, że nie wszyscy są poliglotami, nie wszyscy znają nawet angielski w stopniu umożliwiającym im choćby sensowne porozumiewanie się, a co dopiero oglądanie i rozumienie filmów. I oczywiście napisów złych jest dużo, ale korzystając z odpowiednich serwisów ograniczamy ryzyko ich ściągnięcia do minimum.

Zgadzam się z powyższym. 10% to strasznie mało. Mamy więc pole do popisu! :)

A tak w ogóle to kto to jest tłumacz amator? czy to młody tłumacz bez doświadczenia, czy tłumacz z doświadczeniem, który nigdy nie robił napisów a teraz sobie zaczął, czy nie tłumacz, tylko osoba która jako tako zna język i dla zabawy robi sobie napisy?

Jestem młodym tłumaczem ze średnim doświadczeniem, właśnie zrobiłam swoje pierwsze napisy do filmiku i jestem z siebie szalenie dumna! zakochałam się w tym i to jest to, co chcę robić chociażby dla własnej satysfakcji.
W tej dziedzinie jestem amatorem ale kiedy nie będę? Jestem po studiach, znam język biegle etc. Przestanę być amatorem po zrobieniu napisów do 10, 50 czy 100 filmów? kto mi zrecenzuje moje napisy? nie wiem. Dopiero zaczynam, ale jestem pełna zapału ;)

kompaktowa
09-02-2011, 11:10
A tak w ogóle to kto to jest tłumacz amator? czy to młody tłumacz bez doświadczenia, czy tłumacz z doświadczeniem, który nigdy nie robił napisów a teraz sobie zaczął, czy nie tłumacz, tylko osoba która jako tako zna język i dla zabawy robi sobie napisy?

Jestem młodym tłumaczem ze średnim doświadczeniem, właśnie zrobiłam swoje pierwsze napisy do filmiku i jestem z siebie szalenie dumna! zakochałam się w tym i to jest to, co chcę robić chociażby dla własnej satysfakcji.
W tej dziedzinie jestem amatorem ale kiedy nie będę? Jestem po studiach, znam język biegle etc. Przestanę być amatorem po zrobieniu napisów do 10, 50 czy 100 filmów? kto mi zrecenzuje moje napisy? nie wiem. Dopiero zaczynam, ale jestem pełna zapału ;)

Ja przez tłumaczenia amatorskie mam na myśli tłumaczenia non-profit, robione z pasji, dla zabawy, a nie dla pieniędzy. Krzywdzące byłoby nazwanie amatorem, w takim sensie w jakim Ty piszesz, na przykład wspominanego przeze mnie Highlandera czy SSJ, których napisy są na bardzo wysokim poziomie.

Kati
09-02-2011, 14:47
Ściągając napisy z internetu zwykle na końcu podany jest nick/e-mail autora. Chyba po to, żeby można było przesłać mu jakiekolwiek uwagi dotyczące jego pracy (np. pokazać błędy w konkretnych miejscach). Ja podziwiam takie osoby - robienie napisów do ponad godzinnego filmu trwa przecież trochę czasu! Oglądam też czasem serial, gdzie wszystkie odcinki przetłumaczyła jedna osoba - gratuluję zapału :)

Drażni mnie jednak jedna rzecz - jeśli ktoś już o tym wspominał, to przepraszam, musiałam przeoczyć - jeśli napisy są tłumaczeniem innych napisów w innym niż oryginalny języku. Jest tam zazwyczaj sporo błędów - np. wypowiada się kobieta, a tekst ma formę męską i na odwrót. Świadczy to o tym, że autor nie raczył obejrzeć ani razu danego filmu, tylko przetłumaczył tekst "na sucho", na chybił trafił ustalając formę. Trochę to mało odpowiedzialne... Zwłaszcza, że podaje się potem swój nick i powinno się to traktować jako swojego rodzaju autoreklamę.

iwonaszp
09-02-2011, 17:31
Ja również uważam, że mimo wszystko to pozytywne zjawisko - nie każdy zna języki obce, a chętnie obejrzałby jakiś zagraniczny film;> błędy są i owszem, ale ogólnie da się zrozumieć o co w filmie chodzi;) szkoda tylko, że jest wielu dobrych tłumaczy 'amatorów', których nikt nie zauważa, a mogliby być świetnymi tłumaczami 'etatowymi'. I tak oto talenty się marnują... ;)

Pearl
09-03-2011, 13:08
Ja przez tłumaczenia amatorskie mam na myśli tłumaczenia non-profit, robione z pasji, dla zabawy, a nie dla pieniędzy. Krzywdzące byłoby nazwanie amatorem, w takim sensie w jakim Ty piszesz, na przykład wspominanego przeze mnie Highlandera czy SSJ, których napisy są na bardzo wysokim poziomie.

Więc takim amatorem będę z dumą :) Myślę, że takie robienie napisów to bardzo pozytywne zjawisko i byle tak dalej! niech ta dziedzina się rozwija!

kompaktowa
09-04-2011, 00:13
Ściągając napisy z internetu zwykle na końcu podany jest nick/e-mail autora. Chyba po to, żeby można było przesłać mu jakiekolwiek uwagi dotyczące jego pracy (np. pokazać błędy w konkretnych miejscach). Ja podziwiam takie osoby - robienie napisów do ponad godzinnego filmu trwa przecież trochę czasu! Oglądam też czasem serial, gdzie wszystkie odcinki przetłumaczyła jedna osoba - gratuluję zapału :).

Ja sama tworząc napisy zawsze zaznaczam, że czekam na opinie. Wszelkie uwagi są swietną lekcją, o ile oczywiście wyrażone są w kulturalny i konstruktywny sposób, ale jak dotąd nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby ktoś rzucił jakimś chamskim komentarzem. Nie żebym zrobiła jakoś specjalnie dużo napisów...;) Tak czy inaczej, właśnie dlatego cenię takie portale jak n24, bo można coś wynieść dla siebie, a skoro tak naprawdę niewiele mamy szans na zdobycie doświadczenia jako początkujący tłumacze, taka forma nauki wydaje mi się bardzo korzystna.

gokuba
09-04-2011, 01:28
nie widzę wpływu na naszą znajomośc języka. ANtomiast zgadzam sie z brakiem alternatywy. Powiedzczie mi może czy kotś wie dzie mogę znakeżć napisy do "goodbye mr. Chips 1935"?

tomo
09-04-2011, 11:34
Amatorskie napisy są świetnym rodzajem treningu. Oczywiście są dwie grupy osób, które się za nie biorą. Pierwsza to Ci, którzy znają jakieś podstawy i chcieliby kształcić się w tym kierunku. Drudzy to niestety często osoby, których znajomość języka, a raczej zwrotów w nim zawartych, ogranicza się do przykładowego pobytu roku za granicą. Trzeba znać podstawy i umieć domyślać się co bohater ma na myśli. Mogę podać pozytywny przykład wyższości amatorskiego tłumaczenia filmu nad tym z TVNu. Otóż, w filmie "The Departed"/"Infiltracja" na kopercie widnieje napis "Citisens" z ewidentnym błędem i w tym amatorskim tłumaczeniu oddano świetnie pomysł tego zabiegu słowem "Obiwatele" (nie pamiętam już dokładnie jak to było przetłumaczone w wersji telewizyjnej, ale pamietam, że zrobiło na mnie gorsze wrażenie). Tak więc, praktyka czyni mistrza, ale podwaliny trzeba mieć.
Jestem bardzo wdzięczny tym bardziej rozgarniętym osobom, które poświęcają swój czas na tłumaczenie napisów bo dzięki nim nie widział bym wielu filmów np. Skandynawskich. Z drugiej strony jestem ciekaw czy nie można by ich było lepiej przetłumaczyć.

merrik
04-09-2012, 12:33
Tzw amatorskie napisy, to często jedyna możliwość żeby dany film obejrzeć i zrozumieć o co chodzi. Wspomniana grupa Hatak jest naprawdę świetna - każde napisy wychodzące spod ich ręk z którymi miałam stycznośći były na wysokim poziomie

analiyah
04-09-2012, 13:38
większość tego typu projektów opiera sie na tłumaczeniu ze słuchu, co prowadzi do nieadekwatnej interpretacji a czesto również nieprawidłowego odwzorowania sensu poszczególnych scen czy całej historii. Ja osobiście ufam tylko napisom wyłączonym z płyt dvd/blu-ray lub tłumaczonym z oryginalnych transkrypcji.

Z.Bonin
04-09-2012, 17:25
Dla mnie napisy tworzone przez "pasjonatów" są nieustającym źródłem rozrywki - nie tak dawno temu dowiedziałam się, że "nail polish" to "polskie gwoździe" :D

anet6
09-13-2012, 17:38
zgadzam się z tym, że dzięki tłumaczom amatorom często można obejrzeć jakiś film znacznie szybciej niż pojawi się on w telewizji, czy nawet w polskim kinie i to niewątpliwie jest plus

jednak niestety zdarza się, że za tłumaczenie zabiera się ktoś, kto zupełnie nie ma o tym pojęcia i to już jest na minus.

ostatnio oglądałam film TED z napisami, które bez wątpienia stworzył amator, a do tego jeszcze chyba analfabeta/dyslektyk... pomijam fakt błędów w tłumaczeniu (na szczęście sama znaj język i filmy z napisami oglądam ponieważ chcę zająć się tłumaczeniem filmów) jednak błędy ortograficzne były tak rażące, że momentami nie mogłam rozpoznać wyrazu :confused: np. rzyczenia

Miłosz
09-17-2012, 13:15
Są takie filmy, do których nigdy nie powstaną nawet półprofesjonalne napisy (nielegalne grupki tworzące np. polskie napisy do filmów). Sam osobiście niedawno musiałem przetłumaczyć filmy do 1,5h filmu dla znajomych z angielskiego na polski - świetna zabawa. Myślę, że napisy są w dość dobrej jakości i prawidłowo oddają to, co dzieje się na ekranie. Nigdy nie byłbym w stanie znaleźć polskich napisów do tego filmu, bo jest to jeden z najgorszych filmów, jakie kiedykolwiek nakręcono - "The Room" Tommy'ego Wiseau.

Właśnie zabieram się za tłumaczenie ze słuchu filmu 'Birdemic: Shock and Terror' - również z dna 'kinematografii'. Tym razem nie znalazłem do niego nawet angielskich napisów, a jedynie czeskie, które będą dla mnie podstawą do timingu.

revelation
09-30-2012, 19:49
tak jak ktoś już napisał - napisy nawet jeśli nie są idealne to pozwolą złapać główny przekaz filmu, a jak kogoś to drażni to zawsze można ogladać bez;)
ja do tej pory podjąłem się tłumaczenia tylko jednego filmu, robiłem to ze słuchu jeszcze przed rozpoczęciem studiów i wiem, że nie jest to łatwe zajęcie, zwłaszcza jeśli film nie jest zbyt dobrej jakości - zajęło mi to mnóstwo czasu i wersji finalnej duuużo brakowało na pewno do ideału ale znajomi i tak byli zachwyceni, że w końcu mogli obejrzeć film, na którym im bardzo zależało
robienie takich napisów to dla autora poza zabawą także świetny sposób na naukę

mt_translation
09-30-2012, 22:12
No właśnie, tłumaczenie amatorskie to super ćwiczenie. Może pierwsze projekty nie będą idealne, ale z czasem człowiek nabiera wprawy.

JackMal
10-01-2012, 16:21
Muszę się zgodzić, że napisy odgrywają bardzo ważną rolę w filmach i wg. mnie są dużo lepsze od lektora. Niestety często spotykam się z błędami merytorycznymi w amatorskich napisach, bardzo mnie wtedy to drażni ponieważ przekaz jaki dociera do widza jest zupełnie inny od porządanego, reasumując życzyłbym sobie żeby taki tłumacz amator skonsultował się z kimś przed popełnieniem błędu.

Patrycja_c90
12-23-2012, 22:01
jest to świetny sposób aby doszlifować umiejętności i język, ale ponieważ amatorzy nie mają ostępu do skryptu i muszą tłumaczyć ze słuchu nie można oczekiwać że tłumaczenie będzie idealne. Z własnego doświadczania wydaje mi sie że w większości przypadków amatorskie napisy są solidnie wykonane i całkiem kreatywnie radzą sobie z problemami

vzheshch
12-24-2012, 21:42
nigdy nie ma pewności, że to tłumaczenie jest udane, tym bardziej, że nigdy nie jest wiadomo, czy ten amator dobrze zrozumiał sens zdania....

TomBed
12-30-2012, 12:34
Nie ma takiej pewności również w przypadku tłumaczeń zawodowców. Załączam kilka opisanych przeze mnie wpadek profesjonalistów (http://facepalmiarnia.blogspot.com/search/label/zawodowcy). Serio, robienie czegoś za pieniądze nie gwarantuje tego, że ktoś zawsze wszystko dobrze zrozumie i tłumaczenie będzie udane ;).

Zgadzam się z Tobą w zupełności, pieniądze nie są żadną gwarancją poprawności a ile się człowiek na studiach naczytał artykułów o profesjonalnych tłumaczach którzy popełniali szkolne błędy i byli potem mieszani z błotem przez krytykę to moje. Co warto podkreślić, internet umożliwił niespotykaną dotąd swobodę w tworzeniu napisów, powstało mnóstwo pół-profesjonalnych grup tworzących napisy które całkiem nieźle wypełniają lukę tam gdzie ani telewizja ani inne organy twórcze nie chcą lub nie mogą się wykazać :)