PDA

View Full Version : Czy powinno tłumaczyć się imiona w książkach i filmach?


anjie
07-05-2011, 10:44
Czy powinno tłumaczyć się imiona w książkach i filmach?
Przykład:
Mary-> Marysia
Kate-> Katarzyna
John->Jan

Asienka90
07-05-2011, 11:03
czytałam wiele książek zarówno po polsku jak i po angielsku, a wszystkie imiona na które się natknęłam w tekście zostały przetłumaczone.

cutetee
07-05-2011, 21:14
ostatnio oglądałam z chłopakiem "Millennium, mężczyźni którzy nienawidzą kobiet" i jakoś nie pasowałami "Henryka" w miejscu Harriet....

bumpy
07-05-2011, 22:06
Moim zdaniem nie powinno się tłumaczyć imion i nazwisk bohaterów, bo po prostu nie ma takiej potrzeby. Autor książki chciał nazwać bohatera Charlesem, a nie Karolem, umieścił go w takich, a nie innych realiach. Przecież gdyby wprowadził do narracji jakiegoś bohatera z polskim rodowodem, to nie przetłumaczyłby jego imienia na angielski czy jakikolwiek inny język, bo straciłby wiarygodność. Tłumaczenie imion i nazwisk jest za to konieczne wtedy, gdy wymaga tego fabuła, gdy są to na przykład nazwiska znaczące, no nie wiem, w bajkach z jakimś przesłaniem moralnym, gdzie bohaterowie są personifikacjami jakichś cech albo wartości. Inaczej tłumaczenie nie ma sensu, bo jakby wyglądał Henryk Garncarz?

maszka88
07-23-2011, 15:38
A ja myślę, że wszystko zależy od tekstu. Bywa tak, że imiona czy nazwiska są w jakiś sposób znaczące. Wówczas należy przetłumaczyć je tak, aby tego znaczenia nie zatracić. Lub w przypadku, gdy imię jest charakterystyczne, z czymś się kojarzy.
Przykładowo, Staś Pytalski ze znanej bajki dziecięcej chyba nie powinien pozostać Stasiem Pytalskim w przekładzie ;) Ale z drugiej strony Henryk Potter mógłby brzmieć trochę dziwnie, nieprawdaż?

abochniak
07-23-2011, 20:14
Cóż, nie wyobrażam sobie tłumaczenia ani imienia ani nazwiska bohatera. Imię to coś co nie powinno być w ogóle zmieniane - ma ono swój charakter, powiązania/konotacje itd (nieistotne jest to czy dobre czy złe).

Według mnie, jeśli autor jakiegoś dzieła decyduje się nazwać bohatera tak a nie inaczej - robi to celowo.
Na przykład nie nazwałby bohatera tragicznego Grzesiu czy Czesiu - chyba że ma na celu ośmieszenie jakiegoś motywu w sztuce czy postawy ludzkiej itd.
Pamiętam czytając 'Jane Eyre' po polsku, głównej bohaterce nie zmieniono imienia - tym lepiej. Chociaż (jak miał to w zwyczaju zdrobniale odnosić się do niej Rochester) imię Janet zostało przetłumaczone jako Żanetka, co mnie raczej trochę rozbawiło, bo mam inne skojarzenia co do tego.:D Ale to zapewne rzecz gustu.

paola
07-23-2011, 20:19
A ja myślę, że wszystko zależy od tekstu. Bywa tak, że imiona czy nazwiska są w jakiś sposób znaczące. Wówczas należy przetłumaczyć je tak, aby tego znaczenia nie zatracić. Lub w przypadku, gdy imię jest charakterystyczne, z czymś się kojarzy.
Przykładowo, Staś Pytalski ze znanej bajki dziecięcej chyba nie powinien pozostać Stasiem Pytalskim w przekładzie ;) Ale z drugiej strony Henryk Potter mógłby brzmieć trochę dziwnie, nieprawdaż?

Z tym Stasiem Pytalskim rzeczywiście masz rację. Moim zdaniem też należy tłumaczyć imiona czy nazwiska tylko w przypadku, gdy charakteryzują one postać. Na przykład kto dziś pamięta, że Pippi Langstrump to po naszemu Fizia Pończoszanka. Tutaj tłumaczenie było chyba bezzasadne.

cynamonowapanna
07-23-2011, 21:06
A co z pseudonimami? Mały? Gruby? Konus? Rudy? Czy np. Janek od nazwiska Jankowski.
Co robicie z takimi fantami?

paola
07-23-2011, 21:27
W innym temacie już o tym pisałam ale w niektórych książkach, szczególnie takich posiadających swój niepowtarzalny klimat, tłumaczenie imion, nazwisk czy ksywek jest zbrodnią.
Taką książką jest np. Trainspotting. Czytałoby się ją w polskim przekładzie dużo, dużo lepiej gdyby nie przetłumaczone w następujący sposób nazwiska/ksywy bohaterów:
- nazwisko Renton - Czynsz
- ksywa Sick Boy - Chory
- ksywa Spud - Kartofel
Naprawdę, czytać się książki człowiekowi nie chciało gdy miał przed oczami takie coś...
To tylko dowodzi, że tłumaczeniem danej książki powinien zajmować się ktoś, komu podoba się książka i kto czuje jej klimat.

fergee13
07-23-2011, 22:00
zgadzam się z wami ;] nie powinno się tłumaczyć imion i nazwisk bohaterów z prostego względu ze to raczej nie wpływa na rozumienie książki czy filmu :D jeżeli autor nazwał swoich bohaterów tak jak nazwał to tak powinno zostać ;] poza tym mnie osobiście lepiej czyta się książki w których imiona i nazwiska są nieprzetłumaczone :p

cynamonowapanna
07-23-2011, 22:47
zgadzam się z wami ;] nie powinno się tłumaczyć imion i nazwisk bohaterów z prostego względu ze to raczej nie wpływa na rozumienie książki czy filmu

A co, jeśli jednak antroponimy w tekście są znaczące? Ostatnio miałam taki problem -ważny element tłumaczonego przeze mnie opowiadania związany z przekonaniem o nieuchronności losu-opierał się na tożsamych nazwach: rosyjskiej nazwie trznadla (owsianka), nazwisku głównej bohaterki (owsiankina)i nazwie posiłku (owsianka). Straszna gimnastyka, żeby wyszło z tego coś sensownego...

Asia S.
07-23-2011, 22:53
Też jestem przeciwna tłumaczeniu imion w filmach i książkach. Jak słusznie zauważyliście jest to zbyteczne i nic nie wnoszące do danego dzieła. Bohaterowie powinni pozostać jak najbardziej autentyczni i nie należy z nich na siłę robić, np. Polaków. :mad:

cynamonowapanna
07-23-2011, 23:45
A w książkach dla dzieci?

dora8
07-24-2011, 22:31
Właśnie. Co w takim razie powiecie na Anię z Zielonego Wzgórza, gdzie wszystkie imiona zostały przetłmaczone? Czy wolelibyście, aby pozostały zachowane oryginalne? A przecież właśnie z tej książki dowiedziałam się, że imię Rachel to Małgorzta :)

dora8
07-24-2011, 22:54
I z innej beczki. Serial Kości - Bones, tak Booth nazywa dr. Brennan i nie tłumaczy się tego. No bo rzeczywiście, jak? Kościanka? :) A z drugiej strony w Star Treku (TOS) kapitan Kirk tak nazywa medyka okrętowego i zostało to przetłumaczone: Kostuch. Moim zdaniem pasuje.

fergee13
07-27-2011, 10:34
A co, jeśli jednak antroponimy w tekście są znaczące? Ostatnio miałam taki problem -ważny element tłumaczonego przeze mnie opowiadania związany z przekonaniem o nieuchronności losu-opierał się na tożsamych nazwach: rosyjskiej nazwie trznadla (owsianka), nazwisku głównej bohaterki (owsiankina)i nazwie posiłku (owsianka). Straszna gimnastyka, żeby wyszło z tego coś sensownego...

ja ujęłam problem tłumaczenia imion i nazwisk ogólnie ;] chodziło mi o coś w stylu John Smith :D oczywiście masz racje że w niektórych przypadkach tłumaczenie bywa niezbędne żeby oddać sens utworu. pzdr :)

WeronikaW
07-28-2011, 13:42
Ja ogólnie jestem bardzo przeciwna tłumaczeniom ksywek, czy imion.
Niech angielskie zostanie angielskie, polskie- polskie itd.
Osobiście natknęłam się kiedyś na tłumaczenie filmu Matrix. Gdy kupowałam płytę potrzebowałam napisów. Już sam początek, tłumaczenie Matrix na 'Macierz' zbiło mnie z tropu i trochę dobiło. Później było tylko gorzej.
Trinity jako 'Trójnia', Tank- 'Czołg', Switch 'Łącznik', była jeszcze 'Obojnia' (???).

A Jack Sparrow? Cpt. Jack Sparrow? Tłumaczenie byłoby dla mnie paranoją:p

Poza tym. Angielski staje się globalny i dobrze by było, żeby dzieci od najmłodszych lat miały z nim styczność.
Jeśli rodzic chce dać dziecku książkę z bohaterami o polskich imionach, niech da dziecku książkę polskiego autora:)

Perkoz
08-02-2011, 16:41
Angielski staje się globalny i dobrze by było, żeby dzieci od najmłodszych lat miały z nim styczność. Jeśli rodzic chce dać dziecku książkę z bohaterami o polskich imionach, niech da dziecku książkę polskiego autora:)
Styczność z angielskim od najmłodszych lat wcale nie oznacza wałkowania przez dzieci angielskich imion w literaturze dziecięcej. Nie ma żelaznej zasady czy imiona przekładać czy nie. W większości przypadków oczywiście wskazane jest zostawienie oryginałów, choćby po to, aby nie zniechęcać potencjalnych odbiorców (coś w stylu przykładu z Matrixem powyżej), ale w przypadku literatury dziecięcej tłumaczenie imion ma zupełnie inny cel - bardziej chodzi tu, według mnie, o zwykłe przybliżenie postaci do małego czytelnika, sprawienie, że dziecko może danego bohatera po prostu polubić, itp. itd. Idąc w myśl zasady zachowywania imion oryginalnych w każdym przypadku, można dojść do wniosku, że wszyscy tłumacze dzieł A.A. Milne'a popełnili błędy przekładając "Winnie the Pooh" jako "Kubuś Puchatek", "Eeyore" jako "Kłapouchy", "Tigger" jako "Tygrysek" itp.

Lynx85
08-03-2011, 12:52
... w przypadku literatury dziecięcej tłumaczenie imion ma zupełnie inny cel - bardziej chodzi tu, według mnie, o zwykłe przybliżenie postaci do małego czytelnika, sprawienie, że dziecko może danego bohatera po prostu polubić, itp. itd. Idąc w myśl zasady zachowywania imion oryginalnych w każdym przypadku, można dojść do wniosku, że wszyscy tłumacze dzieł A.A. Milne'a popełnili błędy przekładając "Winnie the Pooh" jako "Kubuś Puchatek", "Eeyore" jako "Kłapouchy", "Tigger" jako "Tygrysek" itp.

Zgadzam się z powyższym. Mało tego, niejednokrotnie imiona bohaterów bajek dla dzieci mają również przybliżać jakąś cechę charakterystyczną danej postaci, jak choćby w przypadku "Królewny Śnieżki i Siedmiu Krasnoludków" - przecież Grumpy, Sneezy czy Dopey nigdy by się nie przyjęło wśród polskich dzieci, niezależnie od tego, czy miały one od dzieciństwa styczność z językiem angielskim, czy też nie. Jest to po prostu kwestia jakiejś wewnętrznej sympatii do postaci, a przecież Apsik czy Gburek brzmią jakoś tak bardziej "swojsko" ;)

Lynx85
08-03-2011, 13:04
A co powiecie na propozycje imion Jerzego Łozińskiego w jego wersji "Władcy Pierścieni"? Moja reakcja na Bilbo Bagosza z Bagoszna (Bilbo Baggins from Bag End), Włości (Shire), czy słynnego Łazika była dosyć gwałtowna ;) W takich chwilach jestem w 100% przekonana, że NIE powinno się tłumaczyć nazw własnych :D

Ale, ale!! Chciałabym również napomknąć o lekturze szkolnej "Ferdydurke" Witolda Gombrowicza, która miała być przetłumaczona na język angielski. Sam autor zaczerpnął niniejsze słowo z powieści Sinclaira Lewisa, notabene amerykańskiego pisarza i niniejsze słowo nawiązuje do nazwiska Freddy Durkee.

Tłumacz miał jednak zagwostkę jak uporać się z tytułem i ostatecznie wpadł na niebanalny w tamtych czasach pomysł, aby zachować fonetykę słowa, ale zmienić jego "znaczenie" i zdecydował się zaprezentować niniejszy tytuł jako "Thirty door key", gdyż brzmi bardzo podobnie do naszego rodzimego "Ferdydurke" :) Osobiście pomysł uważam za trafiony - pozostawienie go w oryginale nic by nie dało. Ot, taka ciekawostka zapamiętana z L.O. :D

Lynx85
08-03-2011, 13:10
W nawiązaniu do poprzedniego postu, oto jak J. Skolimowski wyjaśnia przetłumaczenie tytułu jako "30 DOOR KEY":

"Gombrowicz nadał swej książce tytuł, który nic nie znaczy prócz odległego skojarzenia z postacią z Sinclera Lewisa. Niestety dla zachodniego odbiorcy słowo Ferdydurke brzmi jak spolszczone imię Ferdynanda. Chcąc uniknąć takiego odczytania wpadłem na pomysł, że fonetyczny zapis FERDY-DUR-KE jest bardzo bliski THIRTY-DOOR-KEY, zaś thirty zanotowane cyfrą 30 pozwala łatwiej zapamiętać ten absurdalny układ trzech słów, gramatycznie bez sensu, czyli tak jak chciał Gombrowicz. Natomiast powstają niezłe skojarzenia, jako że bohater ma lat 30, próbuje przekroczyć drzwi (DOOR) pomiędzy niedojrzałością a dojrzałością, zaś najbardziej życzliwi widzowie być może odnajdą też i klucz (KEY)." :)

Perkoz
08-03-2011, 13:29
Właśnie. Co w takim razie powiecie na Anię z Zielonego Wzgórza, gdzie wszystkie imiona zostały przetłmaczone? Czy wolelibyście, aby pozostały zachowane oryginalne? A przecież właśnie z tej książki dowiedziałam się, że imię Rachel to Małgorzta :)
Rachel to nie Małgorzata:). Tłumaczka po prostu postanowiła tak przełożyć. Nie wiem czym się konkretnie kierowała, ale moim zdaniem wybór niegłupi. Zdecydowanie wolę tu w przekładzie Małgorzatę niż Rachelę (czy w Polsce to imię w ogóle jest w użyciu?). Poza tym, tłumaczka nie była konsekwentna, gdyż niektórych imion w ogóle nie spolszczyła (np. James, Jerry, Nancy, Mary), a już nie rozumiem dlaczego Davy i Dora stali się Tadziem i Tolą. Skoro Davy jest zdrobnieniem od David, to czemu by nie przełożyć tego na Dawida, a Dorę zostawić bez zmian (skoro i tak nie wszystkie imiona zostały spolszczone)? Dora nie jest imieniem, które sprawiałoby dzieciom trudność przy czytaniu, więc można by je pominąć w spolszczeniu. Podsumowując, osobiście widziałbym imiona w "Ani z Zielonego..." w taki sposób: spolszczone częściowo tj. tylko te, które mają powszechnie uznane odpowiedniki w polskim albo po prostu podobnie brzmią np. Mary-Maria, Thomas-Tomasz, Martin-Marcin itp., Rachel-Małgorzata = jeden jedyny wyjątek od powyższej zasady. Imiona takie jak Nancy, Jerry, Dora zostawiłbym bez zmian.

silezia
08-03-2011, 18:41
Witam!!!

W kwestii tłumaczenia imion,nazwisk i przezwisk chyba doskonałym przykładem jest tłumaczenie Kubusia Puchatka przez Pania Grabowską.Moim zdaniem Pani G. wprost popłynęlaze swim nowym tlumaczeniem chociażby samego Puchatka jako "FRedzia phi-phi" itp.Jak Pani Tuwimtłumaczyła jak najabrdzij zbliżenie do wersji oryginalnej tak Pani Grabowska prawie w ogole,tym samym zmienił się trochę klimat książki.
Poza tym,tłumacząc nazwiska np. rosyjskie trzeba wziąć pod uwagę fakt iż rosjanie maja"отчество ",już w jakimś stopniu sugeruje że jednak nie warto tego zmieniać gdyż jest to element kulturowy ,charakterystyczny dla danego języka :)

W takim razie nie tłumaczmy imion i nazwisk niech żyją własnym życiem szczególnie ze często tłumaczenia nie są trafione:)

PZDR!

Lynx85
08-04-2011, 09:58
W kwestii tłumaczenia imion,nazwisk i przezwisk chyba doskonałym przykładem jest tłumaczenie Kubusia Puchatka przez Pania Grabowską.Moim zdaniem Pani G. wprost popłynęlaze swim nowym tlumaczeniem chociażby samego Puchatka jako "FRedzia phi-phi" itp.Jak Pani Tuwimtłumaczyła jak najabrdzij zbliżenie do wersji oryginalnej tak Pani Grabowska prawie w ogole,tym samym zmienił się trochę klimat książki.

Ekhm... prawdę mówiąc to było trochę na odwrót, ponieważ to Pani Tuwim odbiegała od oryginału, tworząc kultowego Kubusia Puchatka, natomiast wersja "Fredzia Phi-Phi", która wyszła z rąk Pani Adamczyk-Grabowskiej było tłumaczeniem bardziej kontrowersyjnym, jednakże przez jego zwolenników uważany jest za bliższy oryginałowi.

Irena Tuwim rozumując, że nie da się przełożyć imienia tak, by sprawa jego pochodzenia była jasna dla polskiego czytelnika, ochrzciła misia imieniem Kubuś. Monika Adamczyk w Fredzi Phi-Phi nadała "Kubusiowi" imię żeńskie, ale pozostawia go "mężczyzną", konsekwentnie stosując formy męskie np. " Phi miał zamknięte oczy", "Fredzia Phi-Phi zatrzymał się nagle i pochylił się zagadkowo nad śladami".

Moim zdaniem trochę to koślawe, bo słysząc imię żeńskie mamy odruch dodania takowej końcówki, natomiast rozwiązanie zaproponowane przez Panią Adamczyk może spowodować u dziecka chęć zadawania niekoniecznie wygodnych dla rodzica pytań :p :D

ulkens
08-04-2011, 11:46
Wg mnie pozostawianie imion w nieprzetłumaczonej formie pozwala przenieść się czytelnikowi w świat oryginału. Chociaż bywa to czasami problemem, bo czy np pytanie w rosyjskiej sali wykładowej: Юрий Иванович, вопрос можно? można przetłumaczyć jako: Janie Iwanowiczu, można pytanie? czy lepiej zastąpić polską normą zwracania się do wykładowcy: panie profesorze, można zadać pytanie?

Lynx85
08-04-2011, 12:26
To zależy też oczywiście od tego do kogo kierowane jest tłumaczenie, bo jeśli jest to bajka dla dzieci, to raczej wątpliwe, żeby przyjęło się Eeyore [abstrahując od tego, że pewnie nie miałyby pojęcia jak to wymówić i ostatecznie wyszłoby z tego jakieś pokrętne imię ;)], bardziej "swojski" jest Kłapouchy :)

Ale już w przypadku książek dla młodzieży, czy dorosłych można się pokusić o stwierdzenie, że efekt mógłby być odwrotny. Wprawdzie nic nie mam do polskich imion, ale jeśli by zamienić Harry na Henryka (mówię oczywiście o Potterze), to jakoś tak... powszednieje :rolleyes: zwłaszcza jeśli rzecz dzieje się ewidentnie NIE w Polsce :p

Nie, zdecydowanie sobie tego NIE wyobrażam... Heniu rzuć zaklęcie [lol!]

dora8
08-13-2011, 12:47
Rachel to nie Małgorzata:). Tłumaczka po prostu postanowiła tak przełożyć. Nie wiem czym się konkretnie kierowała, ale moim zdaniem wybór niegłupi. Zdecydowanie wolę tu w przekładzie Małgorzatę niż Rachelę (czy w Polsce to imię w ogóle jest w użyciu?). Poza tym, tłumaczka nie była konsekwentna, gdyż niektórych imion w ogóle nie spolszczyła (np. James, Jerry, Nancy, Mary), a już nie rozumiem dlaczego Davy i Dora stali się Tadziem i Tolą. Skoro Davy jest zdrobnieniem od David, to czemu by nie przełożyć tego na Dawida, a Dorę zostawić bez zmian (skoro i tak nie wszystkie imiona zostały spolszczone)? Dora nie jest imieniem, które sprawiałoby dzieciom trudność przy czytaniu, więc można by je pominąć w spolszczeniu. Podsumowując, osobiście widziałbym imiona w "Ani z Zielonego..." w taki sposób: spolszczone częściowo tj. tylko te, które mają powszechnie uznane odpowiedniki w polskim albo po prostu podobnie brzmią np. Mary-Maria, Thomas-Tomasz, Martin-Marcin itp., Rachel-Małgorzata = jeden jedyny wyjątek od powyższej zasady. Imiona takie jak Nancy, Jerry, Dora zostawiłbym bez zmian.

Hej, dzięki za wyjaśnienie, bo byłam przekonana z tą Małgorzatą :)

Toshinus
02-20-2012, 14:44
według mnie, imiona mozna tłumaczyć, ale tylko w ksiazkach dla dzieci do lat, powiedzmy, 6. Później jest to absolutnie zbędne.

Ola_A
02-21-2012, 22:03
Osobiście wolę wersję oryginalną wszelkich nazwisk i imion, ale zgadzam się, że czasami nazwisko/ksywka coś wnosi w postać bohatera, coś o nim mówi... i wtedy tłumacz powinien się bardzo zastanowić czy więcej straci tłumacząc nazwy własne (dla wielu czytelników może to brzmieć sztucznie) czy ich nie tłumacząc (zabraknie "wskazówek" na temat charakteru postaci.

Kasiula84
02-23-2012, 11:14
Nie spotkałam się raczej z tłumaczeniem imion w książkach i myślę, że byłoby to nie bardzo naturalne. W końcu akcji nikt nie przenosi to kraju związanego z językiem tłumaczenia, więc po co tłumaczyć imiona?

Betty84
02-23-2012, 13:44
Myślę, że lepiej nie tłumaczyć imion. W końcu takie imiona istnieją w danym języku, w którym książka została napisana. Może i dziwnie niekiedy brzmią, ale uważam, że lepiej zostawić tak jak jest w oryginale.

Ailith
04-29-2012, 17:09
imion ABSOLUTNIE nie powinno się tłumaczyć! Wyobrażacie sobie, że trzymacie w rękach książkę Henry Potter i Kamień Filozoficzny? To tak, jakbyście pili Jasia Wędrowniczka:p

Aga12
04-29-2012, 18:44
imion ABSOLUTNIE nie powinno się tłumaczyć! Wyobrażacie sobie, że trzymacie w rękach książkę Henry Potter i Kamień Filozoficzny? To tak, jakbyście pili Jasia Wędrowniczka:p

Super może Henryś Garnacarski albo Henio Garnuszek;);)

marta88
04-29-2012, 19:35
Też uważam, że nie powinno się imion tłumaczyć, chyba że mowa o literaturze dla dzieci. W przypadku imion mówiących, w których ich znaczenie w jakiś sposób może określać daną postać, pokusiłabym się o przypis z taką adnotacją i ewentualne tam "wytłumaczenie" imienia bohatera.

malka
04-29-2012, 20:59
Zdecydowanie nie. wyobraźmy sobie przetłumaczone na polski imię - Harry Potter (Henryk Garncarz)...po prostu śmieszne.

Aga12
04-29-2012, 22:05
Zdecydowanie nie. wyobraźmy sobie przetłumaczone na polski imię - Harry Potter (Henryk Garncarz)...po prostu śmieszne.

Dla przyjaciół Heniu :D:D.

basilili
04-30-2012, 09:37
Na pewno NIE. Moim zdaniem imiona to taka szczególna rzecz... a czasami poprzez jego przetłumaczenie traci się gdzieś magię i czar oryginalnego tekstu..

rdest
04-30-2012, 12:38
Również jestem przeciwniczką tłumaczenia imion bohaterów, no chyba że chodzi o bajeczki dla dzieci ;)

valan
04-30-2012, 12:48
Również jestem przeciwniczką tłumaczenia imion bohaterów, no chyba że chodzi o bajeczki dla dzieci ;)

Dokładnie tak. Dzieci, szczególnie te które dopiero uczą się czytać i pisać powinny mieć polskie odpowiedniki imion w książkach. Natomiast w pozycjach dla młodzieży i dorosłych to już nie przejdzie, gdyż wydaje się nie naturalne. Nie wyobrażam sobie tego, że Jack Sparrow miałby widnieć jako Jacek Wróbel. :p

pancia1
04-30-2012, 13:25
Nie wyobrażam sobie oglądać zagranicznego filmu i słyszeć w nim polskie imiona, to by po prostu zupel nie pasowało.... Myślę jednak, że już inaczej ma się sprawa z ksywkami, tutaj każda moze coś znaczyc więc warto jest uświadomić widza lub czytelnika dlaczego dany bohater ma włąsnie taką ksywę, dodatkowo jak w książce mamy przetłumaczone ksywkę na "Grubas" to automatycznie mamy inne wyobrażenie bohatera - więc dlatego tu jestem na tak.
Imiona i Nazwiska zdecydowane NIE!!!!

Twisted
05-05-2012, 19:01
Moim zdaniem nie powinno się tłumaczyć imion i nazwisk bohaterów, bo po prostu nie ma takiej potrzeby. Autor książki chciał nazwać bohatera Charlesem, a nie Karolem, umieścił go w takich, a nie innych realiach. Przecież gdyby wprowadził do narracji jakiegoś bohatera z polskim rodowodem, to nie przetłumaczyłby jego imienia na angielski czy jakikolwiek inny język, bo straciłby wiarygodność. Tłumaczenie imion i nazwisk jest za to konieczne wtedy, gdy wymaga tego fabuła, gdy są to na przykład nazwiska znaczące, no nie wiem, w bajkach z jakimś przesłaniem moralnym, gdzie bohaterowie są personifikacjami jakichś cech albo wartości. Inaczej tłumaczenie nie ma sensu, bo jakby wyglądał Henryk Garncarz?

Zupełnie się zgadzam... W większości zrujnowałoby to książkę. Tłumaczenie nie polega na zmianie realiów - chyba, że np. z mieściny w Tennessee przenosimy jakiegoś książkowego Johna na postPGR-owską wieś i nazywamy go wtedy Janem :D

Aleksandra26
05-14-2012, 23:27
Zdecydowanie nie powinno się tłumaczyć imion ani nazwisk. To jest takie sztuczne, i nie może odwzorować tego, co autor miał na myśli. Czytam teraz książkę, gdzie ktoś przetłumaczył Cousine Catherine na kuzynkę Kasię. Straszne

martynak
05-14-2012, 23:36
w sumie mi to jakoś bardzo nie przeszkadza...

Flavka
05-15-2012, 11:43
Ciężko jednoznacznie stwierdzić. Czasem aż się prosi o przetłumaczenie, a czasem o zostawienie oryginału. Myślę, że tłumacz powinien zdecydować co będzie lepiej wyglądało i pasowało do książki.

justysia123333
05-15-2012, 14:59
Wydaje mi się, że to zależy tak naprawdę od tekstu, ale myślę, że w większości przypadków jednak nie ma takiej potrzeby.

pelle_kb
05-15-2012, 17:01
Ja strasznie nie lubię takiego zmieniania imion - mogę czytać np. Narnię ze zmienionymi imionami, ale już np. przez "Czarną Kompanię" Cooka nie przebrnęłam, bo chociaż uwielbiam fantastykę, to koszmarnie moim zdaniem brzmiące i na siłę spolszczone imiona strasznie psuły dla mnie jej odbiór :/

NatiGaby
05-15-2012, 18:31
Ostatnio tłumaczyłam El Árbol De Oro. Bohaterami są m.in. uczniowie, Ivo i Mateo oraz nauczycielka, panna Leocadia. Mimo, że istnieją w języku polskim, pozostawiłam nieodmiennie dwa pierwsze, bo pojawiają się z nazwiskami (odpowiednio: Marquez i Heredia) i jakoś mi nie pasowało :p, ostatnie przetłumaczyłam.

Poza tym, wyjątkowo denerwuje mnie odmiana na siłę. :o

Jestem za tłumaczeniem, jeśli są wyjątkowo znaczące, ale też bez przesady (Sancho Pansa vs. Brzuchacz :D)

August
05-16-2012, 04:07
Heh fajny temat. Generalnie optyka zmieniała się w historii. Kiedyś imiona tłumaczyło się w zasadzie zawsze; teraz raczej się nie tłumaczy, albo rzadko. Nieraz występuje dziwna niekonsekwencja, a myślę, że najgorsze w tłumaczeniu to właśnie niekonsekwencja. Tłumaczenie imion bez dwóch zdań ułatwia ich odmianę - myślę, że jest to najpoważniejszy argument za tłumaczeniem imion. Bo jeśli się nie tłumaczy, to powinno się mieć elementarną wiedzę na temat odmiany (lub jej braku) imion (lub generalnie słów) obcych.