PDA

View Full Version : Polski vs angielski


viper_pred
05-30-2011, 01:49
Filmy, książki, gry... Żyjemy w takich czasach, że wszystko można zdobyć w kilku wersjach językowych. Co preferujecie?

Powiem szczerze, że jednak zdecydowanie wolę oryginał niż jakiekolwiek tłumaczenia. I to nie tylko dlatego, że doskonale znam angielski, bo w wypadku innych języków (np. japoński, koreański, rosyjski) jest identyczna sytuacja.

nensha
05-30-2011, 17:36
No cóż, przyznam szczerze, że znając angielski to nie robi mi to aż takiej różnicy. Nie jestem aż taką 'purystką', że 'omg bosh, tylko oryginał i nic poza tym!' Tłumaczenie też ma prawo bytu. W ogóle to trochę paradoks, że przyszły tłumacz nie znosi tłumaczeń, no ale to temat na inny wątek :D
Nie zniosę tylko jednego - dubbingu w grach i filmach :)

Natomiast w przypadku innych języków, wspomnianego japońskiego, z którym mam duży kontakt, wolę jednak jakieś tłumaczenie. Rozumiejąc treść w nie większej ilości niż 3% wolę wiedzieć, z czym mam do czynienia, żeby nie czuć się jak dziecko we mgle :) Grałam swego czasu w Fatal Frame 4, które wyszło tylko w Japonii i nie ma oficjalnego tłumaczenia na angielski... Przekład fanowski może nie był jakiś rewelacyjny, zdarzały się ciekawe 'kwiatki' językowe, no ale był i to jednak pozwala wejść w grę o wiele bardziej.

climhazzard
05-30-2011, 18:44
Moje preferencje zależą od rodzaju nośnika, że tak się wyrażę.
Męczę się okrutnie przy czytaniu mang w polskich przekładach. Z reguły (choć oczywiście nie wszystkie) są one najeżone kalkami, które nie dość, że brzmią nienaturalnie w danym kontekście, to jeszcze nie są w stanie oddać w pełni tego, co autor chciał nam przekazać. Pozostaje niesmak i niedosyt. Wniosek - jeśli mangi i anime, to tylko po angielsku. W anime obowiązkowo też powinny rozbrzmiewać głosy Japończyków, które są niepowtarzalne : )

nensha
05-30-2011, 18:50
A ja ostatnio czytałam polską wersję mangi "Pluto" i tłumaczenie bardzo mi się podobało... Ale to jest taka sama sytuacja jak z książkami. Też są tam przekłady zarówno dobre i złe. Nie można generalizować, że
jeśli mangi i anime, to tylko po angielsku
:)

Wydaje mi się, że po prostu język ojczysty oceniamy surowiej niż obcy. Po angielsku wszystko wydaje się takie poprawne i ładne... A pewnie gdyby przyjrzeć się tym tłumaczeniom krytyczniej, szczególnie porównując z oryginałem, to dopiero by się znalazło błędów.

climhazzard
05-30-2011, 19:06
Ciekawa sprawa, bo ta manga też wpadła mi swojego czasu w ręce ; ) Akurat tłumaczenie "Pluto" było pozbawione "kwiatków". Może też zwyczajnie za bardzo mnie wciągnęła, żebym był w stanie je wychwycić, ale to już off-topic ; ) (jeśli chodzi o te słabsze przekłady to najczęściej trafiają mi się takowe 'shouneny')
Być może po angielsku dużo rzeczy wydaje się brzmieć ładniej, bo jest to jednak język nieco prostszy i nie ma w nim takiej mnogości różnorakich konstrukcji, w których można by się zgubić i już nie odnaleźć drogi wyjścia : )

nensha
05-30-2011, 19:14
Tak się właśnie zastanawiam... Obcy język zawsze brzmi w uszach jakoś inaczej. Korespondowałam swego czasu z Japonką, która ukończyła studia polonistyczne w Tokio. Zawsze zachwycała się pięknem naszego języka, właśnie m.in. ze względu na jego złożoność i ogromne słownictwo :)
Ciekawe jest to, że my mamy podobne zdanie o angielskim... Może nie tyle przez złożoność, ale po prostu uważamy go za ładny - dlatego że język obcy ma dla nas inne brzmienie?

viper_pred
05-31-2011, 01:36
W ogóle to trochę paradoks, że przyszły tłumacz nie znosi tłumaczeń, no ale to temat na inny wątek :D

Ja tu tylko przejazdem, nie mam najmniejszego zamiaru zostawać zawodowym tłumaczem, po prostu korzystam z okazji, żeby podszlifować umiejetność tłumaczenia w celach amatorskich ;)

studia polonistyczne w Tokio

:eek:

maadzzikk
05-31-2011, 12:06
Jeżeli chodzi o filmy, to wolę je oglądać w oryginalnej wersji, jeżeli jest to język angielski.
Oryginał to oryginał. Możemy poobcować z językiem, osłuchać się, nauczyć nowych zwrotów, których jeszcze nie znamy. Jeżeli film jest w języku mi nieznanym, muszą być napisy, choć wiadomo, że czasem człowiek bardziej skupia się wtedy na nich niż na obrazie. Dubbing - bajki. Lektora nie zdzierżę. Jest to jedna osoba, która fakt faktem mówi wyraźnie, ale brak w tym jakiejkolwiek werwy. Z reguły trafiałam na lektorów, dla których pytania i wykrzyknienia to jedna i to samo, co psuje oglądanie filmu.

nensha
05-31-2011, 12:26
Ja tu tylko przejazdem, nie mam najmniejszego zamiaru zostawać zawodowym tłumaczem, po prostu korzystam z okazji, żeby podszlifować umiejetność tłumaczenia w celach amatorskich ;)
Nie mówię akurat o tobie, ale jest tu gdzieś taki wątek 'tłumaczenie czy oryginał' i słychać tylko głosy, że tłumaczenie jest be i niedobre a oryginał jedyną słuszną wersją ;)
A lektor taki właśnie ma być... Ma tylko czytać, a nie się wczuwać.

A propo polonistyki w Tokio - tak, są tam tacy desperaci :D W ogóle Japończycy bardzo lubią Polskę, no ale to już pewnie temat na oddzielny wątek.

climhazzard
05-31-2011, 19:56
Z reguły trafiałam na lektorów, dla których pytania i wykrzyknienia to jedna i to samo, co psuje oglądanie filmu.
Uroki telewizji. Niemniej, jako że od najmłodszych lat miałem z lektorem do czynienia, nie brzmi on dla mnie już tak strasznie. Rzecz jasna, jeśli dubbing jest dobry jakościowo, jest jeszcze milej widziany. Jeśli z kolei jest na poziomie Naruto, emitowanego kiedyś na FoxKids, gotów jestem oddać królestwo za lektora.

Zostawiając na moment temat dubbingu i poruszając "gaming industry", ciekaw jestem, czy zna ktoś może gry podobne np. do Baldur's Gate. Całość wręcz obfituje w pisane dialogi i często pojawiają się słowa, które wyszły już z powszechnego użycia, a co za tym idzie - nie wszyscy muszą je znać. Teraz pytanie - wolicie przystępniejszy polski przekład (często nieperfekcyjny), czy raczej grać w języku angielskim, wertując ciągle słownik, żeby niczego nie przeoczyć? (nie wszyscy przecież muszą go doskonale znać ; ))

nensha
05-31-2011, 22:22
No cóż, jeśli o mnie chodzi, to przekład. Jak niejednokrotnie na tym forum wspominałam, nie jestem tak cięta na przekłady, nie wielbię też oryginałów ponad wszystko, bo czasem lubię najpierw mieć do czynienia z tłumaczeniem a potem sobie ewentualnie sprawdzić, "jak to było w oryginale".
Choć przyznaję się szczerze, że po polsku to już czasem nie brzmi tak dobrze. Po prostu nasz odbiór jest wtedy inny i - ja np mam takie wrażenie - że taka gra trochę zatraca swój patos :)

maadzzikk
06-01-2011, 00:13
Jako, że w gry nie gram, nie mogę się wypowiedzieć, ale myślę, że gdybym miała do czynienia z jakąś, wolałabym przekład. W grach są czasem tak skomplikowane nazwy (jakiś narzędzi, broni itp.), że ciężko je zrozumieć po polsku, a co dopiero po angielsku. Wolałbym najpierw zrozumieć o co chodzi w języku ojczystym. Myślę, że w grach bardziej chodzi o to, żeby ją przejść aniżeli o język Ale jak wspomniałam, nie mam z nimi do czynienia.

aga/stycz
06-01-2011, 00:40
co do mnie, to staram sie czytać w oryginale i potem tłumaczenie, co do filmów, to preferuję te z napisami, w razie ptrzeby mogę się nimi podeprzeć:P kiedyś, mam ndzieje, kiedy będę znała jęz. angielski perfekcyjnie, będe czytałą tylko oryginały, ale na chwilę obecną czytam je na zmniane z przekładami, a poza tym to jest to doświadczenie, potrzebne nam jako że szlifujemy swój tłumaczowski fach:D

climhazzard
06-01-2011, 12:55
Myślę, że w grach bardziej chodzi o to, żeby ją przejść aniżeli o język Ale jak wspomniałam, nie mam z nimi do czynienia.
No to ja z kolei pokrótce postaram się obronić ten jakże często niedoceniany "nośnik" : ) Gry są różne i typowych bezdialogowych strzelanek nie można porównywać do np. RPG. Tam rozmowy między postaciami wypełniają olbrzymią część rozgrywki i niekiedy niemożliwością jest przejście dalej, jeśli się podczas owych rozmów nie uważało : ) Lwią część języka angielskiego opanowałem właśnie dzięki temu.

Czytanie oryginału i translatu jednocześnie bywa bardzo pracochłonne, nie wspominając już o czasie, jaki trzeba na to poświęcić. Osobiście na nadmiar czasu jednak nie narzekam, więc jak wspominałem - w oryginale tylko mangi - a co do prozy, chyba póki co jeszcze wolę czytać przekłady, nawet jeśli często pozostawiają wiele do życzenia.

Na koniec perełka podpatrzona w książce "Pod Kopułą". Co prawda nie znalazłem nigdzie, jak ten zwrot brzmiał w oryginale, ale na pierwszy rzut oka możemy domyślić się, że jednak coś zazgrzytało tłumaczom. Oto ona - "Nie oddam władzy w łapy takiego, siakiego, owakiego typa".

nensha
06-01-2011, 13:52
A co myślicie o przekładach "w drugą stronę"? Chodzi mi z polskiego na angielski. Jak do tej pory zagłębiłam się tylko w przekłady Sapkowskiego, jako że to mój ulubiony polski autor :)
W każdym razie... Choć przekład jest technicznie całkiem niezły, to klimat serii o wiedźminie się zatracił całkowicie. U Sapkowskiego uwielbiałam ten specyficzny język, a na potrzeby angielskiego tłumaczenia oczywistym było, że straci ten koloryt. Sapkowski używa mieszaniny staropolskiego, 'języka wyższych sfer', potoczności i współczesnej 'łaciny podwórkowej', angielski już tego nie oddaje.
Dla przykładu... Pierwszy oryginał, potem przekład.
- Każdy Riv to złodziej - ciągnął ospowaty, zionąc piwem, czosnkiem i złością. - Słyszysz, co mówię, pokrzywniku?
- Nie słyszy. Łajno ma w uszach - rzekł jeden z tych z tyłu, a drugi zarechotał.
- Płać i wynoś się! - wrzasnął dziobaty.
Nieznajomy dopiero teraz spojrzał na niego.
- Piwo skończę.
'All Rivians are thieves,' the pock-marked man went on, his breath smelling of beer, garlic and anger. 'Do you hear me, you bastard?'
'He can't hear you. His ears are full of shit,' said one of the men with him, and the second man cackled.
'Pay and leave!' yelled the pocked man.
Only now did the Rivian look at him.
'I'll finish my beer.'
Wg mnie cała 'słowiańskość' gdzieś się ulotniła... A Sapkowski jest w Polsce właśnie za nią uwielbiany.

hanabi25
06-01-2011, 15:02
Zgadzam się. Swojego czasu czytałam Sapkowskiego i wiem o jakim języku mówisz. Myślę, że tłumacz powinien spróbować zaaplikować trochę atmosfery, jaka panuje w książkach autora, np. nie powinien był przetłumaczyć "Piwo skończę" jako " 'I'll finish my beer.' Już w tym jednym zdaniu brakuje charakterystycznego języka Sapkowskiego, a co tu mówić o całym utworze... Z pewnością trudno jest zachować taki język, lecz wątpię czy to jest niemożliwe.

nensha
06-01-2011, 15:22
Tak, mnie też ta "piwna różnica" uderzyła ;D Ale jak to przełożyć w takim razie?

Kolejna radosna twórczość:
Łapki masz chropawe jak kormoran.
Your hands are as rough as crocodile skin.
Czyżby Anglicy nie znali kormoranów?
Zastanawiam się zresztą, czy w uniwersum wiedźmińskim w ogóle istniały krokodyle :P To dość niebezpieczne, dodawać w książkach fantasy nowe nazwy. Przypomina mi się sytuacja z przekładem Władcy Pierścieni Skibniewskiej - imię konia Shadowfax przełożyła na Gryf, tyle że gryfów, podobnie jak jednorożców, w świecie WP nie było.

Queen Of The Horizon
06-01-2011, 23:48
Typowo polskie słowa, czy te dawniejsze, czy nowoczesne neologizmy, są trudne do przetłumaczenia. Myślę, że nawet Polak, który bardzo dobrze zna angielski, miał by trudności z tak specyficznym tekstem.

Siedziałam jakąś chwilkę i zastanawiałam się nad przetłumaczeniem "pokrzywnika",nic mi takiego naprawdę dobrego nie przyszło do głowy(i nie, nie uważam się za kogoś znającego super angielski : P ). "Bastard" to zdecydowanie nie to, brakuje temu powiewu "klimatycznego", nie jest to wyrażenie znamionujące klimat i epokę książki, o ile o epoce może być mowa w naszym systemie czasowym; ).

Tłumacz jest od tego, żeby pokombinować. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że tłumacząc coś nie wolno zaniżać poziomu oryginału.

Queen Of The Horizon
06-01-2011, 23:55
Co do piwa, może chwyt nieco "Yodowy"? W języku polskim to zdanie jest przestawieniem normalnego szyku zdania, teoretycznie powinno być coś w kierunku "Skończę piwo". Co powiedzielibyście na " Beer I finish first"?

Gwoli ścisłości, mówiąc o poziomie tekstu mam na myśli jego ogólny charakter,formę i specyfikę, bez negatywnej oceny niczyjej pracy.

hanabi25
06-02-2011, 00:52
" Beer I finish first"?
Myślę, że to tłumaczenie jest znacznie lepsze niż "I'll finish my beer".
Co do pani Skibniewskiej i jej tłumaczeń - ma swoje potknięcia, jednak jej tłumaczenie "Władcy Pierścieni" uważane jest za najlepsze (przychylam się do tego gdyż czytałam jej przekład).

nensha
06-02-2011, 10:35
o ile o epoce może być mowa w naszym systemie czasowym
Akcja wiedźmina toczy się w czasach/świecie, które (oczywiście bez magii i wszystkich tych smoków) można spokojnie porównać do europejskiego średniowiecza. Stąd właśnie wszystkie "łajna" i "pokrzywniki". Sapkowski stylizuje język swoich bohaterów na staropolski, żeby osiągnąć podobny efekt trzebaby chyba dać trochę starszego angielskiego... Ale to też nie to samo.

Co do piwa, może chwyt nieco "Yodowy"? W języku polskim to zdanie jest przestawieniem normalnego szyku zdania, teoretycznie powinno być coś w kierunku "Skończę piwo". Co powiedzielibyście na " Beer I finish first"?
To chyba jedno z tych nieprzetłumaczalnych miejsc, gdzie sens się przełoży, ale traci koloryt. Polskie "piwo skończę" ma sens, brzmi ok, jest jeszcze czasem słyszalne no i świetnie pasuje do postaci Geralta, jest takie od niechcenia, wprowadza w tym miejscu pewną grozę - bo kilka linijek później wiedźmin urządza sobie krwawą jatkę ;P A to samo po angielsku - czy zwykła inwersja to już stylizacja? To nie ma takiego samego brzmienia jak w polskim, tak się w ogóle nie pisze ani mówi.

Oczywiście że tłumaczenie Skibniewskiej rządzi :) Każdy, kto czytał wypociny Łozińskiego zaczyna uwielbiać przekład pani Marii jeszcze bardziej...

Queen Of The Horizon
06-02-2011, 11:01
Mówiąc o naszym systemie czasowym, miałam na myśli fakt, że owszem, można porównać to poniekąd do średniowiecza, ale nie dzieje się to realnie i nie jest też identyczne. Stąd to stwierdzenie.

Myślę, że inwersja dodaje nieco inności wyrażeniu. Widać, że nie jest to typowe wyrażenie. Standardowe, że tak powiem. Niemniej, nie jest to niesamowicie zaawansowany i spektakularny środek artystyczny, przyznaję.Do odwzorowania polskich wyrażeń średniowiecznych przydatna byłaby szeroka wiedza na temat wyrażeń angielskich tego samego przedziału. Może coś by to dało....

nensha
06-02-2011, 11:24
Poza smokami, elfami i magią - owszem, jest identyczne z tamtą epoką :) Przeczytałam całą sagę kilka razy, więc z czystym sumieniem twierdzę, że średniowieczne realia są tam obecne i to pełną gębą. Są znachorzy, palenie czarownic, w którymś tomie Jaskier wspomina nawet, że studiował wszystkie siedem sztuk wyzwolonych.

Ja powiem tak - inwersja w polskiej wersji brzmi jak napisałam wyżej, ma w sobie trochę grozy, trochę nieokrzesania, odrobinę takiego "odwalcie się". Proponowana inwersja po angielsku brzmi... literacko? Wiedźmin takiego języka nie używał, już bardziej by to pasowało do Jaskra. Ok, "I'll finish my beer" to nie jest to samo co "Piwo skończę" ale to już ograniczenie języka i po namyśle uznaję, że nic się z tym nie zrobi.

Queen Of The Horizon
06-02-2011, 12:08
Nie jestem ekspertem w dziedzinie wiedźminowania, ale jesteś pewna tych epokowych zawiłości, fine for me. Wierzę i przyjmuję do wiadomości: )

Z tego co zauważyłam, Geralt nie był zbyt okrzesany, może i inwersja brzmi zbyt literacko, ale ja osobiście uważam, że jakikolwiek zabieg stylistyczny powinien być zastosowany. "Piwo skończę" mimo wszystko nie jest standardowym zwrotem po polsku. A jak byś to widziała Ty czy też inni użytkownicy? W sumie to ciekawy temat.

maadzzikk
06-02-2011, 15:19
Ja się cieszę bardzo, że film został nakręcony na podstawie przekładu Skibniewskiej. Na pewno jej wersja tłumaczenia bardziej do mnie trafiła niż przekład Łozińskiego. Chociaż są jego zwolennicy. Nie można powiedzieć, że jedno jest lepsze od drugiego, koniec i kropka. Jedni wolą w przekładzie angielszczyznę inni nie.
Ja się zaliczam do tych pierwszych, jednakże potępiać drugiej wersji przekładu nie będę.

Queen Of The Horizon
06-02-2011, 16:09
Nie można powiedzieć, że jedno jest lepsze od drugiego, koniec i kropka. Jedni wolą w przekładzie angielszczyznę inni nie.
Ja się zaliczam do tych pierwszych, jednakże potępiać drugiej wersji przekładu nie będę.

Masz (chyba) całkowitą rację w tym względzie. Łoziński miał pewien pomysł na przetłumaczenie tekstu i go zrealizował, podobnie Skibniewska. W tłumaczeniu Władcy Pierścieni była podobna farsa. Mimo wszystko, powszechnie potępiany przekład jest dla mnie manifestacją kreatywności tłumacza i próbą pokazania kolorytu miejsc i postaci stworzonych przez Tolkiena również w nazwach. Wyszło jak wyszło, ale pewnych rzeczy nie można mu odmówić. Nie chodzi tu nawet o czyjeś osobiste preferencje, tylko o obiektywny osąd wyniku pracy.

nensha
06-02-2011, 16:54
Z tego co zauważyłam, Geralt nie był zbyt okrzesany, może i inwersja brzmi zbyt literacko, ale ja osobiście uważam, że jakikolwiek zabieg stylistyczny powinien być zastosowany. "Piwo skończę" mimo wszystko nie jest standardowym zwrotem po polsku. A jak byś to widziała Ty czy też inni użytkownicy? W sumie to ciekawy temat.
Geralt to akurat jedna z inteligentniejszych i złośliwszych postaci, która doskonale wie jak się używa ironii, wspomniałam tylko że w tej jednej wypowiedzi okazuje nieokrzesanie (ale to było po to, aby się od niego odczepili... nie posłuchali, więc ich głowy poleciały :P). Jest to pierwsze opowiadanie, gdzie spotykamy Geralta, w zwykłych rozmowach nie używa on takiego "innego" języka, więc po kilkunastu stronach w ogóle zapominamy że czegoś takiego użył. Gdyby język angielski pozwalał na bezproblemowe oddanie wyrażenia "Piwo skończę", wtedy ok. Ale nie uważam, aby kombinowanie na siłę było tu potrzebne. Taka inwersja jest jeszcze czasem spotykana na polskich wsiach, angielski czytelnik będzie tylko zachodził w głowę, o co tu kurcze chodzi.

Mimo wszystko, powszechnie potępiany przekład jest dla mnie manifestacją kreatywności tłumacza i próbą pokazania kolorytu miejsc i postaci stworzonych przez Tolkiena również w nazwach. Wyszło jak wyszło, ale pewnych rzeczy nie można mu odmówić. Nie chodzi tu nawet o czyjeś osobiste preferencje, tylko o obiektywny osąd wyniku pracy.
Tłumaczenie Łozińskiego jest beznadziejne i powie to nawet każdy szanujący się badacz literatury, który spojrzenie ma obiektywnie :) Ugładzenie i ugłaskanie nie jest próbą pokazania kolorytu miejsc (których polskie odpowiedniki mają się tak do oryginalnych jak piernik do wiatraka i których sam Tolkien prosił, aby nie zmieniać). Przede wszystkim CAŁKOWICIE zmienił sens WP, to nie miała być baśń dla dzieci (taką był Hobbit), Tolkien chciał stworzyć epopeję dla Anglików, którą Łoziński podeptał, więc o jakiej kreatywności tu mowa? Już pomijając fakt oczywistych błędów językowych... Tłumacz, który tłumaczy "some forty miles east of the Shire" na "około dziesięciu mil na wschód od Włości" NIE zrobił dobrego tłumaczenia. A siedzę w tym temacie na tyle głęboko, że aż mi się włos na głowie jeży, gdy czytam, że ktoś uważa, że to dobry przekład.

Queen Of The Horizon
06-02-2011, 18:26
Nensha, nie powiedziałam, że to dobry przekład. Stwierdziłam, że jest w nim manifestacja kreatywności i że coś w nim jest. Pamiętaj, że niektórzy ludzie mogą preferować ten przekład( nie jestem takim człowiekiem). Nie wiem, na ile zagłębiają się w oryginał czy też zwracają uwagę na błędy językowe, ale jest to dla nich The Thing. Takie coś należy mimo wszystko uszanować. Podobnie, jak koncepcję Łozińskiego. Tolkien, owszem, nie chciał, aby tłumaczono nazwy, ale mimo wszystko coś przyświecało tłumaczowi, skoro to zrobił.Błędy to błędy, moja wypowiedź dotyczyła raczej stylistyki. Niemniej, nie neguję ich istnienia.Tyle w temacie.

Geralt, owszem, jest inteligentny, etc( chyba inaczej nie został by wiedźminem...), ale jego wypowiedzi czasem odbiegały od "standardu"-to jet nieokrzesanie, o którym mówiłam,aczkolwiek nie jestem specjalistą w tym temacie. Podobnie jest z jego kwestią o piwie, nie jest to standard. Tak się mówi, ale nie jest to raczej forma uznawana za poprawną polszczyznę. Jakaś forma w angielskim by to na pewno odzwierciedliła, potrzeba dobrego językoznawcy, aby to stwierdzić, ja nie czuję się uprawniona do takowego stwierdzenia. Podałam tylko propozycję.

hanabi25
06-02-2011, 20:38
No i tutaj mamy problem - do jakiego stopnia tłumacz może popisać się kreatywnością podczas tłumaczenia? Pan Łoziński próbował być bardzo twórczy, a jego przekład okazał się jedną wielką porażką. Tłumacz jednak nie może być ignorantem i tłumaczyć tekst "jak leci". A zatem nasuwa się pytanie: jak bardzo może on zmienić tekst? Czy zmieniając poszczególne elementy nie zmieni przy tym sensu i zamierzeń autora?

Queen Of The Horizon
06-02-2011, 22:02
Moim skromnym zdaniem jest to kwestia bardzo drażniąca i dyskusyjna. Nie da się chyba precyzyjnie określić granicy, że tak użyję metafory, narysować linii na kartce papieru. Kreatywność jest cechą pożądaną u tłumacza, bez niej efekt pracy może być po prostu bezpłciowy, a wręcz nieprawidłowy. Tłumaczenie nie ma wtedy sensu, bo nie jest to transponowanie tekstu, tylko jakby...streszczenie.Nie wiem, jak to nazwać : )

Nie kwestionuję "przegięcia" przez pana Łozińskiego, przekroczył tą granicę i to dość znacznie. O ile się nie mylę, tłumacz powinien stosować się do wymogów i zaleceń autora i wydawcy. Jednak zrobił po swojemu, efekt jest znany(mimo że są zwolennicy). Czy są jakiekolwiek konsekwencje takiego czynu poza niesławą?

nensha
06-02-2011, 22:31
Pisałam wcześniej post, ale widzę że się nie dodał...
W każdym razie, pisałam, że jeżeli tłumacz - powiem brzydko - ma gdzieś autora, co pokazał Łoziński, to dla mnie nie jest to dobry tłumacz. Wola autora jest święta, a jeżeli Tolkien wyraźnie powiedział, że nazw nie tłumaczyć, to dzieło Łozińskiego nie jest przykładem kreatywności, tylko ignorancji. Jak żyję i jak wielu tolkienistów spotkałam, nikt, ani jedna osoba nawet nie tyle była zwolennikiem jego tłumaczenia co nawet nie chciała bronić :) A przekład był na tyle niedobry, że gdy już znawcy zaczęli krytykować, wydawnictwo wypuszczało coraz to nowsze, poprawione wersje, bez tych kwiatków.
Łoziński chciał być też lepszy przy tłumaczeniu "Diuny" Franka Herberta, dostał takie same baty.
Coby nie być gołosłowną, polecam artykuł Agnieszki Sylwanowicz, tłumaczka i znawczyni twórczości Tolkiena: http://parmadili.skf.org.pl/jrrtolkien/nprzeklad.htm Jej zdanie jest takie samo jak moje i wielu, wielu fanów :)

Konsekwencje są takie, że jak wspomniałam wyżej, wydawnictwo wydało wersje poprawione, założę się też, że podziękowano mu tam już za współpracę...

hanabi25
06-02-2011, 22:56
Niektórzy mogą określić to niesławą, inni zaś mogą okrzyknąć lepszym, "świeższym" i kreatywniejszym podejściem do przekładu (jak w przypadku tłumaczenia "Władcy Pierścieni"). Zgadzam się, że nie można określić jak daleko tłumacz może się posunąć. Dobry i znający się na rzeczy przekładowca zna granice.

Czy patrząc na tłumaczenia podobne do pana Łozińskiego nie macie wrażenia, że tłumacz chciał
"przewyższyć" autora? Stworzyć po części swój własny tekst, a nie do końca przekład? Nie oskarżam tutaj nikogo o brak kwalifikacji czy tzw. "zagarnięcie" tekstu - interesuje mnie tylko kwestia: czy niektórzy tłumacze chcą w ten sposób zostać zauważeni? Czy może powinni "pozostawać w cieniu" i tylko odwzorowywać autora?

Queen Of The Horizon
06-03-2011, 14:04
Podejście do danego przekładu jest często nacechowane subiektywnością...

Czasem mam wrażenie, że tłumacz chciał pokazać się z jak najlepszej strony i przyłożył się do pracy. Za bardzo ; ) W każdym razie przewyższenie autora jest złym pomysłem, szczególnie w erze elektroniki i praw autorskich. Z drugiej jednak strony, historia niejednokrotnie pokazywała przykłady tłumaczeń uznanych za lepsze od oryginału i nikt nie robił z tego afery. Może to też jest jakaś mobilizacja dla ambitnego tłumacza? Wzorowanie się na wielkich?

disguised
06-04-2011, 13:48
Jeżeli o mnie chodzi, to preferuję wszystko w oryginale, tak jak jest. Filmy z lektorem są dobre, ale oczywiście wolę (jeżeli jest produkcji anglojęzycznej) obejrzeć w oryginale, bez napisów.


W każdym razie przewyższenie autora jest złym pomysłem, szczególnie w erze elektroniki i praw autorskich.

Zjawisko nadinterpretacji to nie tylko przewyższanie autora, lecz także uwalnianie fantazji tłumacza, co moim zdaniem jest niedopuszczalne.

climhazzard
06-04-2011, 16:16
Zjawisko nadinterpretacji to nie tylko przewyższanie autora, lecz także uwalnianie fantazji tłumacza, co moim zdaniem jest niedopuszczalne.

Nie wydaje mi się, żeby nadinterpretacja miała coś w związku z przewyższaniem autora. No, chyba że jest to efekt uboczny i wyszło tak niechcący.
Owo uwalnianie fantazji można usprawiedliwić, ale z reguły właśnie nie jest to mile widziane w prozie. Najbardziej tradycyjny przykład niechętnego przyjmowania zbyt dużych zmian w stosunku do oryginału to przekład "Władcy Pierścieni " Jerzego Łozińskiego, gdzie Aragorn stał się Łazikiem.

nensha
06-04-2011, 23:14
Dwa posty mi wcięło, więc w razie gdyby się jeszcze pojawiły - wybaczcie dublowanie się :)

Pisałam w nich, że jeśli tłumacz w ogóle nie respektuje życzenia autora, jest partaczem. Jeżeli autor wyraźnie sobie życzy, aby NIE tłumaczyć, a tłumacz to robi, choćby był najbardziej kreatywną osobą na świecie - spartaczył robotę. Ja to odbieram jako "a co ten autor wie, ja wiem lepiej". Przykład Łozińskiego doskonale pokazuje, że przegiął. Zresztą, samo wydawnictwo po miażdżącej krytyce tego przekładu chciało odciąć się od "dzieła", o czym świadczą wydania poprawione, z usuniętymi kwiatkami typu "Frodo Bagosz z Bagoszna".

Z drugiej jednak strony, historia niejednokrotnie pokazywała przykłady tłumaczeń uznanych za lepsze od oryginału i nikt nie robił z tego afery.
Właśnie... słowo "lepsze" jest tu kluczowe. Jeżeli jest lepsze - wtedy co za problem? Ale wałkowane tłumaczenie Łozińskiego NIE jest lepsze od oryginału w żadnym wypadku. Z wieloma tolkienistami wymieniałam poglądy i ani jeden nie wolał tego tłumaczenia. Ba, ani jeden nawet nie próbował czegokolwiek w nim bronić :)

disguised
06-05-2011, 00:21
Może nie jestem zbytnio doświadczony w tych sprawach, ale jeżeli tłumacz uważa się za lepszego od autora (tak pojmuję ww. "przewyższanie autora") to nie tylko kojarzy mi się to z problemem nadinterpretacji, lecz także z problemami z ego tlumacza ;), gdyż wynikiem owego "przewyższania się" jest wprowadzanie swoich zabiegów/rozwiązań, nie bacząc na tekst oryginalny, który to niezaprzeczalnie jest wzorcem najważniejszym.

Z drugiej jednak strony, historia niejednokrotnie pokazywała przykłady tłumaczeń uznanych za lepsze od oryginału i nikt nie robił z tego afery.

To niedorzeczne, podajcie proszę jakieś konkretne przykłady?

nensha
06-05-2011, 00:37
To niedorzeczne, podajcie proszę jakieś konkretne przykłady?
Osobiście słyszałam tylko o jednym, wspominałam na forum parę razy - przekład "Giaura" Byrona, zrobiony przez Adama Mickiewicza. Ale trzeba wziąć na poprawkę fakt, że o Mickiewiczu złego słowa nikt nie powie ;D

disguised
06-05-2011, 11:58
Mickiewicz, Mickiewiczem, lecz to w tej roli zawsze tłumacz, nawet jeśli sam jest utalentowanym poetą :).

Queen Of The Horizon
06-05-2011, 13:03
Teraz nie dojdziemy, co imć Adam Mickiewicz,etc.sobie myślał tłumacząc tekst. Nawiązując do wcześniej zadanego pytania, czy wielkim twórcom należy wybaczać takie wyskoki? A może twórca nie powinien tłumaczyć tekstów innych osób?

nensha
06-05-2011, 13:08
W wypadku wielkiego twórcy, jeżeli zrobił coś naprawdę lepszego (a wiemy, że możliwa jest taka sytuacja) to już chyba nie jest "wyskok" i chyba nie ma czego wybaczać... :)

disguised
06-05-2011, 13:18
Nadal uważam, iż niedopuszczalnym jest owy "wyskok", nawet jeśli to wielki człowiek :).

W wypadku wielkiego twórcy, jeżeli zrobił coś naprawdę lepszego (a wiemy, że możliwa jest taka sytuacja) to już chyba nie jest "wyskok" i chyba nie ma czego wybaczać...

Być może.

nensha
06-05-2011, 13:22
Tzn żeby było jasne - ja jestem przeciwniczką "radosnej twórczości" i dodawania masy od siebie, nawet jeśli to tłumaczenie jest majstersztykiem. Czytając tłumaczenie, chcę dostawać to samo co w oryginale, tyle że w języku polskim. Chciałam tylko obiektywnie przedstawić przykład tłumaczenia, które jest uważane przez wielu polonistów za lepsze od oryginału ;)

disguised
06-05-2011, 13:26
Rozumiem Twój punkt widzenia. Czasami polonistom się zdarza powiedzieć coś takiego, aby jeszcze bardziej podkreślić niepowtarzalność owego przekładu :).

nensha
06-05-2011, 13:48
Niby tak. Ale zawsze zastanawiam się, ile jest w takich opiniach prawdy, a ile zwykłego fanatyzmu ;)

Queen Of The Horizon
06-05-2011, 15:37
W czasach mickiewiczowskich nie było chyba tak szerokiej kontroli wydawnictwa nad tłumaczem, a także praw autorskich w dzisiejszym rozumieniu. Zapewne dlatego takie tłumaczenia zostały uznane za majstersztyki i istnieją bardziej pod nazwiskiem tłumacza, niż autora.

Takowe tłumaczenia są świetne pod względem językowym, stylistycznym, itp. Myślę, że stąd wynika fascynacja polonistów tymi tekstami:)

nensha
06-05-2011, 15:51
W czasach mickiewiczowskich wszystko podlegało jeszcze ściślejszej cenzurze niż dzisiaj :) Między innymi dlatego Mickiewicz napisał Konrada Wallenroda, gdzie pod płaszczykiem wojny z Krzyżakami opisywał walkę Polaków z Rosjanami.
Tłumaczenie uznawane jest za majstersztyk do dzisiaj, a dziś prawa autorskie to świętość... Ale jak wspominałam, to pewnie bardziej ze względu na nazwisko Mickiewicz. Choć ja tam niczego nie ujmuję jego tłumaczeniu, nazwisko to też nie wszystko, poetycko dobre jest. Z trzymaniem się oryginału już gorzej.

maadzzikk
06-05-2011, 21:30
Tłumacz powinien się trzymać oryginału. Jeżeli wychodzi majstersztyk i nie jest on odtworzeniem zamiaru autora to ktoś zrobił coś, czego nie powinien był zrobić. Majstersztyki niech tworzy, ale swoje.

maadzzikk
06-05-2011, 21:42
Czasem w Internecie przed oficjalnym wydaniem tłumaczenia można znaleźć tłumaczenia amatorskie, które nie wiadomo czemu nawet nie są podpisane nazwiskiem tłumacza. Przykro, że osoby które nie znają języka, nie wiedzą, że mają do czynienia ze słabym przekładam, które nijak ma się do oryginału.

disguised
06-06-2011, 00:11
Myślę, że stąd wynika fascynacja polonistów tymi tekstami

Być może, jednak ja jestem przekonania, że owych polonistów komentarze w tę stronę spowodowane są zbyt dużą fascynacją, i że próbują w ten sposób zachęcić do czytania tychże przekładów :).

Queen Of The Horizon
06-15-2011, 10:22
Tłumacz powinien się trzymać oryginału. Jeżeli wychodzi majstersztyk i nie jest on odtworzeniem zamiaru autora to ktoś zrobił coś, czego nie powinien był zrobić. Majstersztyki niech tworzy, ale swoje.

Masz, dziewczyno, rację!

Cenzura za czasów mickiewiczowskich polegała na restrykcjach innego rodzaju - chodziło bardziej o to, żeby nie podnosić w Polakach ducha walki, po co mieli widzieć jakąś nadzieję na wyzwolenie. Dziś mamy prawa autorskie i cenzurę treści uważanych za "obraźliwe"(to ostatnie chyba średnio działa: ) ).

nensha
06-15-2011, 11:07
Hm, biorąc pod uwagę fakt, że pierwsze zalążki praw autorskich pojawiły się już w 15 wieku i dodając do tego to, że w czasach romantyzmu - zupełnie inaczej niż w średniowieczu - autor był wręcz nadczłowiekiem i właściwie musiał się pokazywać ze swoim talentem, aby go uwielbiano... To chyba nawet działało lepiej niż jakiekolwiek prawa, Mickiewicz wydrapałby oczy Słowackiemu, gdyby któraś z wypowiedzi Kordiana do Laury brzmiała "kobieto, puchu marny" :) Ale skoro tak uważnie przepuszczano teksty przez cenzurę, to i na prawa autorskie zwracano uwagę. Może nie było za to po prostu takich kar jak dziś, bo wtedy Polacy mieli na głowie ważniejsze sprawy. Zła sytuacja w kraju to dobry powód, tak myślę.
Ale nie można mówić, że nie było wtedy praw autorskich jak dziś, bo jest to zwyczajna bzdura.

Toshinus
02-20-2012, 14:53
Oryginał oczywiście lepszy, chociaż często też dużo cięższy do zrozumienia.

Esteban
02-20-2012, 19:56
Generalnie to też wolę oryginał, bo wiadomo, że z tłumaczeniami różnie bywa, ale nie stronię od nich. Rzeczywiście niejednokrotnie tłumaczenie może pomóc w zrozumieniu ciężkiego oryginału ;)

Feniks
02-20-2012, 21:42
Tak szczerze mówiąc, w podejściu "tylko oryginał, bo tłumacze się nie znają, ja jestem lepszy/-a od nich" jest niestety bardzo dużo elitaryzmu... Sam preferuję czytanie w oryginale, ale nie z powodu jakiejś awersji do tłumaczy czy też niezachwianej wiary w moje lingwistyczne zdolności, tylko dlatego, że korzyść jest obopólna - obok przyswajania treści szlifuję także język.

hasan_talib
02-20-2012, 23:26
Mam podobne zdanie co Feniks. Do tego dodam jeszcze, że jeśli czytam w oryginale i czegoś nie zrozumiem, to będę mógł winić tylko siebie, a nie to, że ktoś (tłumacz) "krzywo" przetłumaczył ;)

maliny
04-29-2012, 21:12
osobiście lubię przeczytać oryginał i tłumaczenie, jeśli jest dostępne. dosyć pouczające i interesujące jeśli ktoś się zajmuje przekładem

karolinakat
06-04-2015, 14:46
Ja również wolę czytać w oryginale, jeśli książki napisane są po angielsku, lub filmy są angielskiej bądź amerykańskiej produkcji. Tłumaczenie nigdy nie odda w pełni tego, co i jak jest powiedzane w języku oryginalnym. Poza tym czytając lub oglądając w oryginale, ulepszamy swoją znajomość danegoo języka.

Slendro
06-04-2015, 16:25
Nie jestem wstanie sobie wyobrazić, aby oglądać filmy lub seriale z dubbingiem lub lektorem. Czasem oglądam z napisami (z tatą, który nie zna angielskiego). Książki preferuje po polsku, gdy czytam science-fiction lub fantasy (strasznie się męczyłem w oryginale czytając na przykład "Dark Tower" S. Kinga). Inne książki oraz komiksy czytam w oryginalnej wersji. Przepadam również bardziej za angielską muzyką.

Pchela13
06-01-2017, 00:10
U mnie różnie bywa, zależy od tego jak dobry jest przekład. Jeśli chodzi o filmy, to nienawidzę dubbingu w normalnych filmach, w animowanych zwykle wychodzi im to dobrze.

Anna186
06-01-2017, 12:24
Rzecz jasna, jeśli dubbing jest dobry jakościowo, jest jeszcze milej widziany. Jeśli z kolei jest na poziomie Naruto, emitowanego kiedyś na FoxKids, gotów jestem oddać królestwo za lektora.

Pamiętam to, prawie spadłam z fotela jak usłyszałam te głosiki ;)
Generalnie poza bardzo dobrze zrobionymi dubbingami (np. Shrek) zawsze wybiorę oryginał. Już wolę co chwila sprawdzać w słowniku co oznacza jakieś słówko, niż słuchać/czytać tłumaczenia. Natomiast tłumaczenia są oczywiście potrzebne, bo przecież nie każdy zna język na takim poziomie żeby sobie poradzić samemu.

Dominika00
08-14-2017, 00:52
Jeśli mogę sobie na to pozwolić, czytam i oryginał, i przekład, w celu porównania obu wersji pod względem jakości przekładu/wyborów tłumacza.

Dominika00
08-14-2017, 00:57
Choć przekład jest technicznie całkiem niezły, to klimat serii o wiedźminie się zatracił całkowicie. U Sapkowskiego uwielbiałam ten specyficzny język, a na potrzeby angielskiego tłumaczenia oczywistym było, że straci ten koloryt. Sapkowski używa mieszaniny staropolskiego, 'języka wyższych sfer', potoczności i współczesnej 'łaciny podwórkowej', angielski już tego nie oddaje.

Miałam dokładnie te same odczucia, czytając przekład "Wiedźmina". Zainteresowało mnie to na tyle, że postanowiłam rozwinąć temat tego kiepskiego tłumaczenia w pracy licencjackiej. :)

Venusa
08-14-2017, 01:04
Zawsze oryginał. Ewentualne tłumaczenie tylko w wersji napisów. Zarówno czytając czy oglądając chcę mieć dokładnie tę wersję, jaką stworzył autor :-)

scemat
08-14-2017, 01:07
Nie jest tajemnicą, że każde dzieło literackie najlepiej czytać w języku w którym zostało ono napisane (co jest oczywiście dla zwykłego śmiertelnika fizycznie niewykonalne). A pewnych rzeczy przetłumaczyć się po prostu nie da. Z drugiej strony, pamiętam jak pierwszy raz obejrzałem Shreka w oryginale. Osioł pozbawiony głosu pana Stuhra to już nie to samo :) Krótko mówiąc, wszystko zależy od specyfiki oryginału i jakości przekładu.

polakm96
08-14-2017, 10:35
Ja zdecydowanie wolę oryginał

pelikan850
08-17-2017, 12:18
Zdecydowanie wolę czytać książki w oryginale. Mając do wyboru tłumaczenie na polski i oryginał po angielsku, najczęściej wybieram oryginał, ponieważ chcę poznać dane dzieło, czytając dokładnie te same słowa, których użył autor. W tłumaczeniu, nawet bardzo dobrym, zawsze coś może umknąć. Bywa jednak, że lektura w oryginale okazuje się dla mnie zbyt wymagająca, wtedy daję sobie spokój i jestem wdzięczna za tłumaczenie. Chęć czytania książek w oryginale działa też w drugą stronę w moim przypadku - jeśli mam ochotę przeczytać coś właśnie po polsku, muszą to być książki polskich autorów.

MatKas
08-17-2017, 13:41
Angielski. Skoro już wyuczyłem się tego języka, to szkoda z niego nie korzystać :D Polskim tłumaczeniom z reguły nie ufam, a nawet jeśli, to nic nie przebije oryginału. Z podobnego powodu uczę się japońskiego.

michalxstatic
08-17-2017, 14:40
Ogólnie powiedziałbym, że oryginał. Jest natomiast jedna rzecz, która zmieniła moje zdanie, już dość dawno miałem okazję przeczytać "Trylogię Czarnego Maga" australijskiej pisarki Trudi Canavan, czytałem w naszym ojczystym języku. Jestem jedną z tych osób, która jak czyta coś interesującego, to w pewnym momencie zamiast liter widzi już obrazy/ogląda książkę. Tłumaczenie Polskie jest na tyle dobre, że wybiorę je ponad oryginał. Są natomiast rzeczy, które tłumaczone nie ważne jak dobrze nigdy nie oddadzą idei oryginału, Wiedźmin Andrzeja Sapkowskiego jest tu chyba najlepszym przykładem. Sposób w jaki książki są napisane i słownictwo użyte niemalże wyklucza tłumaczenie w taki sposób, by osoba czytająca w innym języku odczuła to co my czujemy czytając oryginał.

kamwie
08-18-2017, 16:13
Oczywiście jeśli włada się językiem oryginału w stopniu pozwalającym na zrozumienie treści, to warto czytać/oglądać/słuchać dzieł w oryginale. Często jednak zdarza się, że tłumacze całkowicie zatracają się w języku obcym i tracą kontakt z językiem ojczystym. Dlatego warto czytać również tłumaczenia, porównywać tłumaczenie z oryginałem itp.

joannasamp
08-20-2017, 20:28
Lubię czytać polskie wersje bo zawsze boję się że nie zrozumiem wszystkiego tak jak chciałabym jak będę czytać po angielsku haha :) ale jeśli chodzi o gry to preferuje wersje angielskie. Filmy tylko z napisami :)

Kdziublewski
08-20-2017, 20:55
Jeżeli oryginał jest angielski, wtedy bez zastanawienia preferuję angielski. Poza tym, jeśli oryginał jest w języku, którego nie znam, często i tak preferuję język angielski, jeżeli jest w języku bliższym angielskiemu niż polskiemu lub jeżeli jest to język po prostu rzadko tłumaczony na polski. Po polskie tłumaczenia sięgam wyłącznie w przypadku oryginałów w innych językach słowiańskich.

Michelle2108
08-21-2017, 11:01
Jeżeli chodzi o jakiekolwiek ścieżki dźwiękowe, dialogi w filmach czy grach to jak najbardziej wolę słyszeć oryginalny język, w którym dana rzecz powstała. Dodaje to po prostu klimatu do całej produkcji, a czytanie napisów nie jest dla mnie problematyczne, bez względu czy to w języku polskim czy angielskim. Jeśli chodzi natomiast o książki czy komiksy to czytanie tłumaczenia nie jest dla mnie problemem. No chyba, że mam do czynienia z dziełem, które zostało przetłumaczone ale nie z języka oryginalnego, ale z wcześniejszego tłumaczenia - wtedy mam wątpliwości ponieważ przy takim podwójnym tłumaczeniu to co czytam może być dalekie od oryginału.

karmal95
08-21-2017, 12:18
Oryginał, działa to w obie strony.