PDA

View Full Version : Kreatywność?


Blue_moon
05-29-2011, 16:23
Jeśli w języku docelowym nie ma odpowiednika wyrażenia z języka źródłowego, to czy warto wykazać się kreatywnością i spróbować wprowadzić swój własny ekwiwalent bądź nazwę na coś? Czy lepiej jest po prostu wyjaśnić "okrężną drogą" o co chodzi? Co na ten temat sądzicie?

Agni3s2ka
07-04-2011, 18:35
Chyba zależy to od rodzaju tekstu źródłowego. Czasami można (a nawet trzeba) sobie pozwolić na tzw. kreatywność ale tak żeby jednak tłumaczenie nie odbiegało zbytnio od źródła. A czasami jednak należałoby "sucho" opisać o co chodzi.

madziara.tg
07-05-2011, 08:08
Witam,

Również uważam, że stosowana technika zależna jest od rodzaju tekstu, jednak warto czasami skorzystać z wiedzy o kulturze i z własnej kreatywności, oczywiście zachowując przy tym sens tłumaczenia. Częste wykorzystanie "okrężnej drogi" może spowodować chaos w tłumaczeniu.

biedronaa
07-05-2011, 08:50
Myślę, że kreatywność jest ceniona. Dzięki niej można uniknąć objaśniania słów jak w słowniku i czasem jeszcze lepiej oddać sens danego pojęcia. Trzeba tylko uważać, gdyż nie dla każdego nasze skojarzenia i pomysły okażą się jasne i zrozumiałe.

emka_ok
07-05-2011, 09:02
A ja uważam, że wszystko zależy od rodzaju tekstu. Bo i ile mamy do czynienia z tzw. "luźnym" tłumaczeniem, to nasza kreatywność może być dodatkowym atutem takiej pracy, natomiast jeżeli posilimy się o wymyślenie np. jakiegoś terminu technicznego, który jeszcze nie istnieje, mamy pewne ryzyko, że nie zostaniemy zrozumiani. Dodatkowo, to co dla nas jest jasne i fakt, że "ukuty" przez nas termin wydaje się idealny wcale nie oznacza, że przeciętny odbiorca zrozumie go w ten sam sposób. A potem tylko powstają pytania "co autor miał na myśli...?"

anjie
07-05-2011, 09:27
Zgadzam się z Agni3s2ka i madziara.tg. Wszystko zależy w dużej mierze od zadania. Przy tłumaczeniu niektórych tekstów nie jest wskazana zbytnia kreatywność (oficjalne teksty). Należałoby również zwrócić uwagę na to ile miejsca zająłby opis. Tłumaczenie wyrażenia nie powinno być dużo dłuższe od tego, które wystąpiło w tekście źródłowym. Tłumacz powinien też zastanowić się nad tym, czy w tekście ważniejsza jest informacja zawarta w wyrażeniu (powiązana z kontekstem) czy efekt jaki ono wywołuje u odbiorcy tekstu.

Agni3s2ka
07-05-2011, 09:51
No właśnie, a powiedzcie co myślicie o tłumaczeniu instrukcji?

anjie
07-05-2011, 10:05
No właśnie, a powiedzcie co myślicie o tłumaczeniu instrukcji?

Często małe firmy nie chcą/nie mogą zatrudnić tłumacza i korzystają z darmowego tłumaczenia maszynowego w sieci, więc dobrze żeby w ogóle kogoś do tego zatrudnili. Przykład tego typu tłumaczenia :
http://engrishfunny.failblog.org/2009/02/05/engrish-hand-brake-engrish/
W instrukcjach raczej ważniejsza jest informacja niż piękny opis. Tłumaczenie musi być takie, żeby klient wszystko zrozumiał.

Agni3s2ka
07-05-2011, 10:20
Wydaje mi się że pójście na tzw drogę okrężną jest jednak jakimś ułatwieniem dla tłumacza ale czami może brzmieć po prostu głupio. Dlatego myślę że najpierw zawsze trzeba byłoby włożyć więcej wysiłku w znalezienie jakiegoś kreatywnego rozwiązania. Zrozumiałego dla odbiorcy - rzecz jasna.

Iza
07-05-2011, 12:16
Zgadzam się, że wszystko zależy od rodzaju tekstu, bo do każdego tłumaczonego zadania trzeba podchodzić indywidualnie. Nie ma chyba opcji uniwersalnej, która zawsze i w każdym przypadku dałaby się zastosować. Kreatywność to z pewnością pożądana cecha tłumacza, ale trzeba wyczuć kiedy można pozwolić sobie na bycie kreatywnym, a kiedy nie. Przykładowo, weźmy pod uwagę adresy: w zasadzie nie tłumaczy się ich nigdy (Baker Street będzie zawsze Baker Street, a nie ulicą Piekarską); podobnie w tłumaczeniu na angielski nie należy tworzyć dziwolągów typu Dąbrowskiego Street czy Marszałkowski Square. Dlaczego? Z praktycznych powodów: adres jest po to, by można było wysłać korespondencję, czy odnaleźć jakieś miejsce, a tłumaczenie w efekcie zmienia cały zapis i utrudnia zadanie.
Myślę, że bardzo trzeba uważać z tym wprowadzaniem własnych ekwiwalentów, bo zazwyczaj jest tak, że odpowiednik już istnieje, ale my (tłumacze) jeszcze się z nim nie spotkaliśmy (np. nazwy jakichś wydarzeń historycznych, bitew, postaci z bajek czy filmów, nazwy instytucji itp.). Dlatego zanim coś wymyślimy i popiszemy się kreatywnością, trzeba zrobić dobry research :)

biedronaa
07-05-2011, 12:28
Nie wiem czy w instrukcjach jest miejsce na kreatywność... Chyba już lepiej coś opisać niż używać własnych określeń (typu "dynks"). Byle zwięźle i prosto.

Iza
07-05-2011, 12:50
A może porozmawiajmy bardziej na konkretnych przykładach, a nie czysto teoretycznie Tłumacząc niedawno pewien tekst z dziedziny psychologii/socjologii z angielskiego na polski, natknęłam się na termin „affect propeller” (po polsku „afekt napięty”). Jako, że tekst był przeznaczony dla odbiorców posiadających wiedzę z tych dziedzin, przetłumaczyłam go po prostu jako „afekt napięty”. Ale gdyby odbiorcami były osoby „zielone z temacie”, to by trzeba było pewnie umieścić jakieś krótkie i zwięzłe wyjaśnienie. Co myślicie? Zgadzacie się?

emka_ok
07-05-2011, 12:57
Wszystko zależy od specyfikacji tekstu. Tak jak już wcześniej się pojawiało - przede wszystkim tekst musi być zrozumiały nie tylko dla tłumacza, ale przede wszystkim dla odbiorcy! I o ile zakładając, że była to jakaś specjalistyczna pozycja, po którą sięgają ludzie, którzy znają się na rzeczy, tak pewnie wyżej wspomniany "afekt" nie stanowi problemu, ale gdyby taki termin pojawił się w np. prasie kobiecej, to mogłby to juz byc problem.

anjie
07-05-2011, 14:50
przetłumaczyłam go po prostu jako „afekt napięty”. Ale gdyby odbiorcami były osoby „zielone z temacie”, to by trzeba było pewnie umieścić jakieś krótkie i zwięzłe wyjaśnienie. Co myślicie? Zgadzacie się?

W tym wypadku wydaję mi się, że odbiorcami tekstu specjalistycznego niemal zawsze będą specjaliści z danej dziedziny lub ktoś, kto zna się na tym chociaż trochę. Jeśli po taki przetłumaczony tekst sięgnie osoba, która nie jest zaznajomiona w temacie może sobie sprawdzić termin w Internecie. Podobno duża ilość przypisów świadczy o niskiej jakości tłumaczenia.

madziara.tg
07-05-2011, 15:10
Często małe firmy nie chcą/nie mogą zatrudnić tłumacza i korzystają z darmowego tłumaczenia maszynowego w sieci, więc dobrze żeby w ogóle kogoś do tego zatrudnili. Przykład tego typu tłumaczenia :
http://engrishfunny.failblog.org/2009/02/05/engrish-hand-brake-engrish/
W instrukcjach raczej ważniejsza jest informacja niż piękny opis. Tłumaczenie musi być takie, żeby klient wszystko zrozumiał.

Zgadzam się z wypowiedzią anjie - jak już inni nadmienili, najważniejszy jest efekt, czyli to, czy tłumaczenie jest zrozumiałe. Oczywiście w tłumaczeniach instrukcji, czy też dokumentów formalnych nie ma miejsca na kreatywność, tylko gotowe formaty lub opis interesującego nas wyrażenia.

madziara.tg
07-05-2011, 15:28
A może porozmawiajmy bardziej na konkretnych przykładach, a nie czysto teoretycznie Tłumacząc niedawno pewien tekst z dziedziny psychologii/socjologii z angielskiego na polski, natknęłam się na termin „affect propeller” (po polsku „afekt napięty”). Jako, że tekst był przeznaczony dla odbiorców posiadających wiedzę z tych dziedzin, przetłumaczyłam go po prostu jako „afekt napięty”. Ale gdyby odbiorcami były osoby „zielone z temacie”, to by trzeba było pewnie umieścić jakieś krótkie i zwięzłe wyjaśnienie. Co myślicie? Zgadzacie się?



Ja na ten przykład, tłumacząc film dokumentalny, otrzymałam specyficzne zalecenie, aby tłumaczyć również teksty polskich piosenek. Piosenki te nie mają odpowiednika w języku angielskim, dlatego też "popuściłam wodze fantazji" i stworzyłam własne tłumaczenie, zachowując przy tym sens, rym, oraz efekt jaki ma wywołać ta piosenka:
„Wzdłuż tej drogi na Smoleńsk tak gęsty stoi las, nad tą drogą na Smoleńsk samotnych słupów sznur, Wzdłuż tej drogi na Smoleńsk dwóch gwiazd się sączy blask, jak twe oczy dalekich wieczornych gwiazd zza chmur.”

“Along the road to Smolensk, dark trees lead the way, along the road to Smolensk, lonely poles stand, along the road to Smolensk, two stars brightly shine, just like your eyes looking from the cloudy sky.”

dorga
07-05-2011, 15:37
Witam,

włączając się do dyskusji, przede wszystkim chciałam się zgodzić z opinią, że kreatywność tłumacza ogranicza zdecydowanie charakter tekstu oraz docelowy odbiorca. W przekładzie literackim lub w tekstach mniej oficjalnych brak ekwiwalentu w docelowym języku często można nadrobić wymyślonym słówkiem lub opisać coś w czytelny sposób- jednak, co samej mi się zdarzyło, i "zgrabny" opis może przysporzyć niemały kłopot. Z kolei, tak jak zostało to już zauważone, instrukcje lub inne techniczne teksty, wg mnie wymagają znalezienia odpowiednika, nawet jeśli dla tłumacza jest ona nie do końca zrozumiały...ale osoba "techniczna" z pewnością odnajdzie sens :)
Jestem ciekawa natomiast co myślicie o przekładzie tekstów o charakterze bardziej oficjalnym np. z pogranicza kwestii prawnych- jak tutaj poradzić sobie z brakiem odpowiednika?

madziara.tg
07-05-2011, 16:01
Zgadzam się, że wszystko zależy od rodzaju tekstu, bo do każdego tłumaczonego zadania trzeba podchodzić indywidualnie. Nie ma chyba opcji uniwersalnej, która zawsze i w każdym przypadku dałaby się zastosować. Kreatywność to z pewnością pożądana cecha tłumacza, ale trzeba wyczuć kiedy można pozwolić sobie na bycie kreatywnym, a kiedy nie. Przykładowo, weźmy pod uwagę adresy: w zasadzie nie tłumaczy się ich nigdy (Baker Street będzie zawsze Baker Street, a nie ulicą Piekarską); podobnie w tłumaczeniu na angielski nie należy tworzyć dziwolągów typu Dąbrowskiego Street czy Marszałkowski Square. Dlaczego? Z praktycznych powodów: adres jest po to, by można było wysłać korespondencję, czy odnaleźć jakieś miejsce, a tłumaczenie w efekcie zmienia cały zapis i utrudnia zadanie.
Myślę, że bardzo trzeba uważać z tym wprowadzaniem własnych ekwiwalentów, bo zazwyczaj jest tak, że odpowiednik już istnieje, ale my (tłumacze) jeszcze się z nim nie spotkaliśmy (np. nazwy jakichś wydarzeń historycznych, bitew, postaci z bajek czy filmów, nazwy instytucji itp.). Dlatego zanim coś wymyślimy i popiszemy się kreatywnością, trzeba zrobić dobry research :)

I tutaj kolejny trafny punkt - research :)
Wiadomo, że nie możemy pozwolić sobie na tłumaczenie "jak popadnie" i jak nam wygodniej. Każde zlecenie wymaga dokładnego sprawdzenia, czy przypadkiem ktoś nie przetłumaczył podobnego wyrażenia lub czy w słownikach nie istnieją już odpowiedniki. Warto pamiętać, że nie zawsze tłumaczenie danej frazy znajdziemy w tej formie, w jakiej jest tekst źdródłowy. Dlatego też często korzystam z takiego magicznego wynalazku, jakim jest słownik języka polskiego. I tutaj najważniejsze: należy dokładnie sprawdzić, czy wybrane przez nas wyrażenie rzeczywiście odzwierciedla poprawne znaczenie tłumaczonego słowa.

emka_ok
07-05-2011, 16:02
Ja np. kiedyś dostałam zlecenie przetłumaczenie "niewielkiej" instrukcji pewnego instrumentu klawiszowego. Niby nie było problemu, bo jak to w instrukcji- same polecenia i opcje. Problem pojawił się kiedy napotkałam termin "ribbon tape". Szukałam wszędzie i nic. Żadnego odpowiednika. Dramat po prostu. O opisówce też za bardzo nie było mowy, bo zajęłoby to co najmniej pół strony. Na szczęście zupełnie przypadkiem po rozmowie z użytkownukiem danego modelu okazało się, że istnieje taki termin jak "taśma ribbon", którą użytkownicy sami sobie stworzyli na własne potrzeby. Faktycznie, kiedy zostałam przez owego człowieka odesłana do forum przekonałam się na własne oczy, że wszyscy wiedzą o co chodzi :) Pomimo tego, że termin jest nieoficjalny i nigdzie nie wpisany, to i tak wszyscy wiedzieli o czym mowa. Czasem dobrze porozmawiać z kimś, kto danego sprzętu używa :)

dorga
07-05-2011, 17:33
ja też przy tłumaczeniu instrukcji sprzętu pomiarowego, napotkałam się wielokrotnie na słówka fachowe, których tłumaczeń nigdzie nie można było uświadczyć. Przekonałam się wtedy, że konsultacje z osobą " z branży"są bardzo pomocne- porównywalnie z researchem lub nawet bardziej, gdyż mimo chodem wiele kwestii się rozjaśnia :)

dorga
07-05-2011, 17:55
Ja na ten przykład, tłumacząc film dokumentalny, otrzymałam specyficzne zalecenie, aby tłumaczyć również teksty polskich piosenek. Piosenki te nie mają odpowiednika w języku angielskim, dlatego też "popuściłam wodze fantazji" i stworzyłam własne tłumaczenie, zachowując przy tym sens, rym, oraz efekt jaki ma wywołać ta piosenka:
„Wzdłuż tej drogi na Smoleńsk tak gęsty stoi las, nad tą drogą na Smoleńsk samotnych słupów sznur, Wzdłuż tej drogi na Smoleńsk dwóch gwiazd się sączy blask, jak twe oczy dalekich wieczornych gwiazd zza chmur.”

“Along the road to Smolensk, dark trees lead the way, along the road to Smolensk, lonely poles stand, along the road to Smolensk, two stars brightly shine, just like your eyes looking from the cloudy sky.”

Myślę, że piosenki są jednymi najbardziej wdzięcznych materiałów do przekładu, jeśli chodzi o kreatywne podejście tłumacza- oczywiście ogranicza nas np. ilość słów w linii, aby nie zatracić melodii i rytmu, ale zachować sens można za pośrednictwem wielu słów i skojarzeń, w przeciwieństwie do bardziej schematycznych i rygorystycznych rodzajów tekstu...

kasiabz
07-05-2011, 22:57
Witam,
Tak jak wszyscy przede mną wspomnieli, technika tłumaczeniowa oraz strategie dotyczące tłumaczeń poszczególnych terminów na pewno zależą od rodzaju tekstu, od intencji zleceniodawcy oraz klienta, do którego tekst tłumaczony będzie skierowany. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że zgodnie z teoriami tłumaczeniowymi, pojęcie ‘ekwiwalentu’ coraz częściej jawi się jako pojęcie ‘fikcyjne,’ iż każde tłumaczenie to pewnego typu interpretacja.. Jeśli chodzi o teksty techniczne/medyczne itd., gdzie liczy się dokładność, to zdecydowanie bardziej efektywne wydaje się odnalezienie terminu używanego w języku docelowym odpowiadające danemu terminowi w języku źródłowym. Jeśli wydaje się, że takie terminu nie ma z racji na np. może mniej zaawansowany rozwój techniczny w kulturze języka docelowego, to wydaje mi się, że można byłoby skorzystać z użycia hiperonimu oraz małego opisu jeśli wyrażenie pozostaje nieczytelne. Jeśli chodzi o teksty literackie, to powinny być postrzegane bardziej globalnie, w kontekscie kulturowym, do kogo są kierowane, jaki efekt powinny wywolać i przed wszystkim, by były zrozumiałe. Wydaje mi sie, ze decyzją tłumacza powinno być przetłumaczenie terminu w taki sposób by nie wprowadził czytelnika w zakłopotanie w trakcie lektury.

Iza
07-05-2011, 23:24
Dobrze jest mieć znajomych z różnych branż, bo rzeczywiście stanowią oni nieocenione źródło informacji na dany temat. Tłumacz nie jest w stanie, pomimo i tak ogromnej wiedzy ogólnej, znać niuansów dziedzin, z których teksty przyszło mu tłumaczyć.

kasiabz
07-05-2011, 23:38
Zgadzam się. Przecież nie da się być specjalistą w każdej dziedzinie. Nawet w naszym własnym języku czasem trudno zrozumieć język specjalistyczny kiedy np. rozmawiają ludzie, którzy znają się na jakimś zagadnieniu. Nie rzadko w takim przypadku potrzebne są tłumaczenia z języka źródłowego na źródłowy ;). Pomoc i konsultacje na pewno są nieodzowne by dobrze przetłumaczyć tekst.

anjie
07-06-2011, 07:04
Przecież nie da się być specjalistą w każdej dziedzinie.
To prawda. Dlatego dla tłumacza ważne jest żeby specjalizować się w jakiejś dziedzinie:)

madziara.tg
07-06-2011, 08:02
Jeśli chodzi o teksty techniczne/medyczne itd., gdzie liczy się dokładność, to zdecydowanie bardziej efektywne wydaje się odnalezienie terminu używanego w języku docelowym odpowiadające danemu terminowi w języku źródłowym. Jeśli wydaje się, że takie terminu nie ma z racji na np. może mniej zaawansowany rozwój techniczny w kulturze języka docelowego, to wydaje mi się, że można byłoby skorzystać z użycia hiperonimu oraz małego opisu jeśli wyrażenie pozostaje nieczytelne.

Dodatkowo, w skrajnych przypadkach, gdy wiemy, że języku docelowym na pewno nie istnieje jeszcze dane pojęcie, możemy skorzystać z przypisów (oczywiście trzeba pamiętać tutaj o umiarze). Dzięki temu tekst jest schludny i przejrzysty dla czytelnika.

biedronaa
07-06-2011, 08:23
A co jeśli chodzi o własne słowotwórstwo w przekładzie wierszy lub piosenek? Dopuszczalne?

kasiabz
07-06-2011, 08:43
To prawda. Dlatego dla tłumacza ważne jest żeby specjalizować się w jakiejś dziedzinie:)

Masz rację Anjie. I tutaj narzuca się kolejna kwestia sporna: zostać tłumaczem, a później się specjalizować czy być specjalistą i po czym zostać tłumaczem- ale debata odbiegałaby od tematu kreatywności, więc nie będę się rozpisywać Zdecydowanie specjalizacja pomaga w radzeniu sobie z tekstami, jako że wraz z doświadczeniem przy tłumaczeniu tekstów z danego gatunku rozwija się wyczucie językowe, zasób słownictwa, przewidywanie i ocenianie czy lepsza strategią jest opis, zastąpienie, ominięcie czy też kreatywność w przypadku terminu problematycznego

emka_ok
07-06-2011, 08:48
A co jeśli chodzi o własne słowotwórstwo w przekładzie wierszy lub piosenek? Dopuszczalne?

Myślę, że dopóki wszystko jest jasne i klarowne to tak. Oczywiście w granicach rozsądku- tak, żebyśmy nie narazili się na śmieszność. Kiedyś w tłumaczeniu znalazłam wyraz "wyciuchrać". Myślę, że to już było pewne przekroczenie granic fantazji, no bo co to właściwie znaczy "wyciuchrać"?

kasiabz
07-06-2011, 08:51
Dodatkowo, w skrajnych przypadkach, gdy wiemy, że języku docelowym na pewno nie istnieje jeszcze dane pojęcie, możemy skorzystać z przypisów (oczywiście trzeba pamiętać tutaj o umiarze). Dzięki temu tekst jest schludny i przejrzysty dla czytelnika.

Przypisy są bardzo pomocne, z racji na to, że rozwijają wątpliwości w kwestiach kulturowych, niejasności znaczeniowe itd. Wydaje mi się, że w przypadku tekstów fikcyjnych, jednakże lepiej czasem stosować inne metody translatorkie, ponieważ przypisy czasem powodują ‘rozbicie’ tekstu, odciągają uwagę i gubi się rytm. Czytałam ostanio lekką powieść o charakterze bardzo brytyjskim (tytuł ‘One Day’ ) w tłumaczeniu polskim i tłumacz używał przypisów bardzo gęsto. Wydaje mi się, że w niektórych przypadkach strategie zastąpienia bądź użycia bardziej ogólnego wyrazu byłoby lepsze ponieważ ciągłe odnośniki troszkę dekoncentrowały, a tłumaczone słowa nie były elementem niezbędnym do rozwoju akcji, więc nie była konieczna dogłęna analiza każdego z nich.:)

Pati
07-06-2011, 10:08
Witam wszystkich serdecznie.
Zgadzam się z wami, że wszystko zależy od tekstu źródłowego. W tekstach literackich można, a czasami nawet powinno się opierać na kreatywności. Takie tłumaczenia bowiem powinny być ciekawe, pobudzić wyobraźnie u odbiorcy. Jak przetłumaczyć np. poezję bez odrobiny kreatywności?
Natomiast w tłumaczeniach naukowych, technicznych należy zachować odpowiednią formę i styl języka. Nie ma tutaj miejsca na kreatywność. Jeśli dany termin nie ma odpowiednika w języku docelowym, wtedy trzeba posłużyć się opisem.

Iza
07-06-2011, 10:12
A co jeśli chodzi o własne słowotwórstwo w przekładzie wierszy lub piosenek? Dopuszczalne?

Jak najbardziej jest to dopuszczalne, a w przypadku takich wierszy jak np. "Namuzowywanie" Mirona Białoszewskiego, w których aż roi się od neologizmów i innych farfocli - wręcz nieodzowne!:) Dla tych, którzy nie znają tego wierszyka, podaję link: http://www.miron.art.pl/wiersz,57.htm Wiersz króciuteńki, ale jakie stanowi wyzwanie dla tłumacza (dodatkowym utrudnieniem jest konieczność zachowania oryginalnego układu graficznego tekstu)!
Generalnie przy tłumaczeniu poezji (i nie tylko) zgadzam się ze Stanisławem Barańczakiem, który w swoim "Małym lecz maksymalistycznym manifeście translatologicznym" mówi o MAKSYMALIZMIE, tj. stawianiu sobie jak najwyższych wymagań w trakcie tłumaczenia. Błędnym podejściem zaś jest translatorski minimalizm, czyli "umieszczanie poprzeczki własnych wymagań na poziomie, na którym pewne jest, że przeskoczymy z zapasem i nie zwichniemy sobie kostki.":D

Pati
07-06-2011, 10:15
A co jeśli chodzi o własne słowotwórstwo w przekładzie wierszy lub piosenek? Dopuszczalne?

Wydaje mi się, że słowotwórstwo jest dopuszczalne jeśli wywołuje ten sam efekt co w tekście źródłowym.

Pati
07-06-2011, 11:21
Kreatywność to z pewnością pożądana cecha tłumacza, ale trzeba wyczuć kiedy można pozwolić sobie na bycie kreatywnym, a kiedy nie. Przykładowo, weźmy pod uwagę adresy: w zasadzie nie tłumaczy się ich nigdy (Baker Street będzie zawsze Baker Street, a nie ulicą Piekarską); podobnie w tłumaczeniu na angielski nie należy tworzyć dziwolągów typu Dąbrowskiego Street czy Marszałkowski Square.


Bardzo często tłumacz zastanawia się czy zostawić nazwy własne w takiej postaci jak występują czy tłumaczyć nazwy własne? Zazwyczaj nazwy dobrze znane są tłumaczone (chodzi głównie o nazwy miast, krain geograficznych itp.). Czasami stosuje się odpowiedniki w języku docelowym, jak np. John Smith -> Jan Kowalski.
Bardzo często nazwy własne, które pojawiają sie w tłumaczeniach literatury dla dzieci są również tłumaczone, ponieważ niosą one pewne nacechowanie semantyczne. I tutaj można puścić wodze fantazji. Tłumacz powinien wejść w świat wyobraźni dziecka. Im bardziej kreatywne nazwy, tym lepiej.

biedronaa
07-06-2011, 12:57
Z tłumaczeniem imion i nazwisk byłabym ostrożna, zwłaszcza jeśli nie mają one właściwych odpowiedników w innym języku. W pewnym sensie imię jest charakterystyczne dla bohatera, dla powieści, i nie lubię gdy jest zmienione w tłumaczeniu (np. "Józie" w Ani z Zielonego wzgórza).

Pati
07-06-2011, 14:05
Rozumiem Cie, ja również wolę imiona i nazwiska w oryginale, bo wtedy można „wczuć się” w opisywaną rzeczywistość. Jednak czasami jest tak, że odbiorca, mimo, iż zdaje sobie sprawę, że ma do czynienia z tekstem mówiącym o innej rzeczywistości kulturowej, oczekuje „swojskich” cech w przekładzie. Jest to lęk przed „Obcością”. Od dawna teoretycy zastanawiają się czy zostawiać elementy kultury w przekładzie czy je dostosować do czytelnika. Aby zminimalizować np. trudności z odczytywaniem nazw, tłumacze szukają odpowiedników, co nie zawsze jest słuszne.

rusałka
07-06-2011, 14:09
Ja np. kiedyś dostałam zlecenie przetłumaczenie "niewielkiej" instrukcji pewnego instrumentu klawiszowego. Niby nie było problemu, bo jak to w instrukcji- same polecenia i opcje. Problem pojawił się kiedy napotkałam termin "ribbon tape". Szukałam wszędzie i nic. Żadnego odpowiednika. Dramat po prostu. O opisówce też za bardzo nie było mowy, bo zajęłoby to co najmniej pół strony. Na szczęście zupełnie przypadkiem po rozmowie z użytkownukiem danego modelu okazało się, że istnieje taki termin jak "taśma ribbon", którą użytkownicy sami sobie stworzyli na własne potrzeby. Faktycznie, kiedy zostałam przez owego człowieka odesłana do forum przekonałam się na własne oczy, że wszyscy wiedzą o co chodzi :) Pomimo tego, że termin jest nieoficjalny i nigdzie nie wpisany, to i tak wszyscy wiedzieli o czym mowa. Czasem dobrze porozmawiać z kimś, kto danego sprzętu używa :)

Nadrzędnym celem tłumaczenia tego typu jest właśnie zrozumienie odbiorcy. Tłumaczenie tekstów specjalistycznych wymaga czasem konsultacji ze specjalistą...

rusałka
07-06-2011, 14:21
Rozumiem Cie, ja również wolę imiona i nazwiska w oryginale, bo wtedy można „wczuć się” w opisywaną rzeczywistość. Jednak czasami jest tak, że odbiorca, mimo, iż zdaje sobie sprawę, że ma do czynienia z tekstem mówiącym o innej rzeczywistości kulturowej, oczekuje „swojskich” cech w przekładzie. Jest to lęk przed „Obcością”. Od dawna teoretycy zastanawiają się czy zostawiać elementy kultury w przekładzie czy je dostosować do czytelnika. Aby zminimalizować np. trudności z odczytywaniem nazw, tłumacze szukają odpowiedników, co nie zawsze jest słuszne.

Tak, ja również uważam, że imiona i nazwiska to identyfikatory ludzkiej tożsamości i należałoby je zachować w języku, w którym zostały utworzone. Problemem natomiast byłoby umieszczanie oryginalnych nazw imion i nazwisk w przypadku, gdy nie tylko języki, kultura itp. bardzo by się od siebie różniły, ale przede wszystkim czcionka. Tu jednak należałoby nieco przekształcić oryginał.

rusałka
07-06-2011, 14:57
Witam wszystkich serdecznie.
Zgadzam się z wami, że wszystko zależy od tekstu źródłowego. W tekstach literackich można, a czasami nawet powinno się opierać na kreatywności. Takie tłumaczenia bowiem powinny być ciekawe, pobudzić wyobraźnie u odbiorcy. Jak przetłumaczyć np. poezję bez odrobiny kreatywności?
Natomiast w tłumaczeniach naukowych, technicznych należy zachować odpowiednią formę i styl języka. Nie ma tutaj miejsca na kreatywność. Jeśli dany termin nie ma odpowiednika w języku docelowym, wtedy trzeba posłużyć się opisem.

Dokładnie tak samo rozgraniczyłabym przynajmniej dwa typu tekstów. Kreatywność w tłumaczeniach filmów, piosenek, literatury oraz kreatywny minimalizm w tłumaczeniach tekstów specjalistycznych, technicznych, naukowych. W pierwszym przypadku kreatywność jest jak najbardziej ceniona, co widać choćby na przykładzie popisowych tłumaczeń popularnych komediowych filmów animowanych, które nie rzadko odbiegają od oryginału, ale jednocześnie oddają ich zabawowy charakter. Natomiast wymyślając własne ekwiwalenty pojęć z tekstów specjalistycznych, których nie ma w słownikach języka docelowego narażamy się na to, że możemy zdublować wyrażenie, które, choć nieoficjalnie, już istnieje. Ponadto już wiele było takich nieudanych prób, które wzbudziły jedynie uśmiech u odbiorców i wcale im się nie skojarzyły z tym, z czym miały się skojarzyć. Tu należałoby zaznajomić się z dziedziną. Kreatywność w drugim typie tekstów jest jak najbardziej wskazana, ale kreatywność wyważona. Najrozsądniejszą wydaje mi się opcja polegająca na oddaniu brzmienia danego wyrazu za pomocą liter języka docelowego, ale i w języku docelowym musi to brzmieć i wyglądać dobrze.

anjie
07-06-2011, 15:14
Wydaje mi się, że słowotwórstwo jest dopuszczalne jeśli wywołuje ten sam efekt co w tekście źródłowym.

Uważam, że czasami słowotwórstwo jest nawet wskazane. Jeśli autor wymyśli jakieś słowo lub termin(żart?gra słów?) to nie ma innego wyboru. Trzeba jednak sprawdzić czy taki termin nie został już przetłumaczony przez kogoś innego(np. w innym dziele autora).

Plummy
07-06-2011, 15:42
Witam wszystkich,

Moim zdaniem kazdy tłumacz powinien potrafić być kreatywny. Nie zawsze można sobie na to pozwolić (i tu zgadzam się, że zależy to od rodzaju tekstu - instrukcja obsługi kreatywna być nie może, bo jej zadaniem jest przekazać precyzyjnie informację, ale już z tekstami piosenek, czy dajmy na to, tytułami filmów, sprawa wygląda zupełnie inaczej). Trzeba umieć "wyczuć" tą granicę i podświadomie czuć, że w danym tekście możemy sobie pozwolić na kreatywność, a w innym nie.

kasiabz
07-06-2011, 19:27
Bardzo często tłumacz zastanawia się czy zostawić nazwy własne w takiej postaci jak występują czy tłumaczyć nazwy własne? Zazwyczaj nazwy dobrze znane są tłumaczone (chodzi głównie o nazwy miast, krain geograficznych itp.). Czasami stosuje się odpowiedniki w języku docelowym, jak np. John Smith -> Jan Kowalski.
Bardzo często nazwy własne, które pojawiają sie w tłumaczeniach literatury dla dzieci są również tłumaczone, ponieważ niosą one pewne nacechowanie semantyczne. I tutaj można puścić wodze fantazji. Tłumacz powinien wejść w świat wyobraźni dziecka. Im bardziej kreatywne nazwy, tym lepiej.

Jeśli chodzi o kreatywność w zakresie nazw własnych, to tak jak wspomina cytowana przeze mnie osoba, strategie różnią się w zależności od tekstu, odbiorcy, funkcji tłumaczenia oraz tego czy tłumacz przyjął metodę lokalizacji czy egzotyzacji tłumaczenia. Dlatego czasem słuszne jest zatrzymanie wersji źródłowej, a czasem kreatywność..Coraz częściej spotyka się nazwy własne zachowane w ich formie ‘orginalnej’ (do czego pewnie przyczynia się globalizacja). Jednakże nie zawsze jest to możliwe, szczególnie jeśli imie bohatera jest nacechowane semantycznie ( tutaj najlepszym przykładem jest powyżej wspomniana literatura dziecięca). W przypadku utworów dla dzieci często trzeba być kreatywnym, ponieważ, by tekst wywołał efekt zbliżony do tekstu źródłowego, tłumaczenia muszą powodować podobne skojarzenia ( np. Winnie-the-Pooh to imię ‘miękkie’ w wymowie, które wydaje się odpowiednie dla zabawki pluszowej i dlatego tłumaczenie ‘Kubuś,’ choć daleko mu do bycia odpowiednikiem ‘Winnie,’ spełnia swój cel. ‘Kubuś’ wraz z dopełnieniem ‘Puchatek’ ( fonetycznie zbliżonym do ‘Pooh’), wywołuje podobny efekt i stanowi nieodzowny element świata fantazji w utworze. ‘Fredzia Phi-Phi,’choć bliższa Winnie lub Winnifred, od której zdrobnienie pochodzi, nie jest w stanie przywołać takich samych uczuć, ponieważ jest to imię zawierające ‘ostro brzmiące’ spółgłoski i na pewno nie kojarzy się z czymś pluszowym:)

emka_ok
07-06-2011, 19:40
Uważam, że czasami słowotwórstwo jest nawet wskazane. Jeśli autor wymyśli jakieś słowo lub termin(żart?gra słów?) to nie ma innego wyboru. Trzeba jednak sprawdzić czy taki termin nie został już przetłumaczony przez kogoś innego(np. w innym dziele autora).

Jeżeli tekst oparty jest na grze słów, wieloznaczności czy niedopowiedzeniach, to tłumacz - żeby dokładnie odzwierciedlić "co autor miał na myśli" - też musi się posilić o podobne środki. Niestety jest to szalenie trudne i wymaga nielada wprawy, błyskotliwości i umiejętności...

biedronaa
07-06-2011, 20:19
No tak, czyli chyba tylko poeta może tłumaczyć wiersze ...

Co do tłumaczenia imion i nazwisk, wydaje mi się, że tłumacząc np. z języka angielskiego nie trzeba ich spolszczać, gdyż odbiorcy w większości są z nimi "osłuchani". Gorzej mają tłumacze bardziej "egzotycznych" języków. Nie dość, że zwykle imiona nie maja swoich odpowiedników w polskim (lub innych językach), to jeszcze są trudne do wymówienia i przede wszystkim - zapamiętania.
Sama zauważyłam, że niekiedy, gdy w książce pojawia się bohater o skomplikowanym imieniu lub nazwisku czytając upraszczam, zmieniam je na własny użytek... Co nie znaczy, że chciałabym by robił to za mnie tłumacz. :)

kasiabz
07-06-2011, 20:19
Jeżeli tekst oparty jest na grze słów, wieloznaczności czy niedopowiedzeniach, to tłumacz - żeby dokładnie odzwierciedlić "co autor miał na myśli" - też musi się posilić o podobne środki. Niestety jest to szalenie trudne i wymaga nielada wprawy, błyskotliwości i umiejętności...

Ja będę obstawać przy teorii, że tłumacz tak jak autor jest artystą, a nie tylko ‘odtwórcą.’ Tak zgadzam się, wymaga to wprawy, błyskotliwości i umiejętnośći... Jednak co autor miał na myśli wie tylko sam autor, bo w momencie jak tekst opuścił jego ręce rozpoczął się wielki proces interpretacji i reinterpretacji, tłumaczeń, adaptacji, zmian w czasie i przestrzeni.. Tak więc zadaniem błyskotliwego tłumacza jest podejście do tekstu w kontekście globalnym i takie tłumaczenie, które najbardziej odda jego charakter i stylistykę, ale równocześnie spełni oczekiwania czytelników i wywoła na nich wrażenia zbliżone do tych jakie tekst źródłowy i jego zawiłości wywołały u swoich czytelników.

Iza
07-06-2011, 21:36
Ja będę obstawać przy teorii, że tłumacz tak jak autor jest artystą, a nie tylko ‘odtwórcą.’

W pełni się zgadzam. Wydaje mi sie, że czasami nie docenia się pracy tłumacza, który przecież mnóstwo serca i umiejętności wkłada w przekład. Ludzie często uważają, że zadanie tłumacza ogranicza się jedynie do "podstawienia" odpowiednich słów w języku docelowym. Tak naprawde jednak dobry i wartościowy przekład to praca twórcza, szczególnie w przypadku tłumaczenia literackiego/poezji. Niedowiarkom łatwo można udowodnić tę kolosalną różnicę, wrzucając wiersz do translatora. Powstanie zbitek dziwnych słów i zwrotów, nie mających nic wspólnego z oryginałem. Natomiast dobrze przetłumaczona poezja czy książka posiada duszę ;)

Pati
07-07-2011, 11:19
Ja będę obstawać przy teorii, że tłumacz tak jak autor jest artystą, a nie tylko ‘odtwórcą.’ Tak zgadzam się, wymaga to wprawy, błyskotliwości i umiejętnośći...

Zgadzam z tą wypowiedzią. Tłumacz jest artystą, a nie tylko ‘odtwórcą.’ Tłumacz powinien oddać treść oryginału, formę, artyzm. Bez wątpienia wymaga to dużej kreatywności i umiejętności językowych. Jest to widoczne zwłaszcza w tłumaczeniu poezji (liczne środki stylistyczne, neologizmy, polisemia, homonimia, itd), sloganów reklamowych (gra słów), nagłówków prasowych, które mają przyciągnąć uwagę czytelnika. Tłumaczenia tekstów reklamowych wbrew pozorom jest dość trudnym zadaniem. Oprócz właściwej treści, slogan powinien być krótki, najlepiej opierać się na grze słów i „wpadać w ucho”, wzbudzać chęć zakupu. Dodatkowo powinny być dopasowane do charakterystyki danej kultury, w którym reklama ma się ukazać.

rusałka
07-07-2011, 14:21
Rzeczywiście, gdy stykamy się z nazwami bohaterów utworów dla dzieci, które wyraznie noszą znamiona pewnych cech, należałoby tworzyć oryginalne odpowiedniki podobnie nacechowane. Ale to świat fikcyjny. W "realu" lepiej trzymać się najbliżej oryginału.

rusałka
07-07-2011, 14:39
A może porozmawiajmy bardziej na konkretnych przykładach, a nie czysto teoretycznie Tłumacząc niedawno pewien tekst z dziedziny psychologii/socjologii z angielskiego na polski, natknęłam się na termin „affect propeller” (po polsku „afekt napięty”). Jako, że tekst był przeznaczony dla odbiorców posiadających wiedzę z tych dziedzin, przetłumaczyłam go po prostu jako „afekt napięty”. Ale gdyby odbiorcami były osoby „zielone z temacie”, to by trzeba było pewnie umieścić jakieś krótkie i zwięzłe wyjaśnienie. Co myślicie? Zgadzacie się?

Nie jestem psychologiem ani socjologiem, ale wg mnie przetłumaczone w ten sposób pojęcie brzmi dobrze w języku polskim. Może wielość przypisów nie jest wskazana, ale gdy pojęcie jest kluczowe w tekście naukowym, należałoby jednak powtórzyć je w oryginale choć raz w nawiasie albo za pomocą przypisu. Opisowe wyjaśnienie wówczas jest zbędne, bo to tekst przeznaczony dla tych. którzy wiedzą, co to takiego afekt napięty, czyli affect propeller. Waro byłoby jedynie skonsultować się ze zleceniodawcą, jak mniemam specjalistą w tej dziedzinie, i zapytać, czy nie ma już odpowiednika.

Plummy
07-07-2011, 16:36
Przykład na kreatywność - polskie tłumacznenie filmu "Shrek" (chyba nie ma lepszego przykładu..). Tłumacz przetłumaczył nie tylko tekst, ale cały kontekst i "przybliżył"bajkę również kulturowo (np. genialna wypowiedź Osła, czytana przez Jerzego Stuhra "Latać każdy może..."). To się dopiero nazywa kreatywność! Tłumacz to artysta, a nie tylko odtwórca.

kasiabz
07-07-2011, 19:50
Rzeczywiście, gdy stykamy się z nazwami bohaterów utworów dla dzieci, które wyraznie noszą znamiona pewnych cech, należałoby tworzyć oryginalne odpowiedniki podobnie nacechowane. Ale to świat fikcyjny. W "realu" lepiej trzymać się najbliżej oryginału.

Świat literatury dla dzieci to świat szczególnie fikcyjny oraz bardziej skomplikowany z punktu widzenia tłumacza niż się może wydawać z racji na wartości ekspresyjne takich tekstów oraz to, iż przekład musi zadowalać młodych odbiorców jak i również dorosłych, bo przecież to dorosły teksty owe tworzy oraz publikuje.. Jak wspomina Tiina Puurtinnen w swoim eseju na temat tłumaczeń literatury dziecięcej, bohaterowie oraz fabuła to elementy tekstu, które przed wszystkim muszą być brane pod uwagę w trakcie tłumaczenia. Jeśli za wszelką cenę tłumacz trzyma się ‘oryginału,’ ignorując te elementy, tekst może stać się nieczytelny dla małego odbiorcy i przestanie wtedy pełnić swoją funkcję i okaże się tak zwanym ‘złym’ tłumaczeniem. Tutaj jeszcze raz polecam porównanie tłumaczeń nazw bohaterów Winnie-the-Pooh przez Irenę Tuwim ( czyż jej kreatywność zasługuje na negatywną krytykę?) oraz Moniki Adamczyk ( uzasadnione translatologicznie i dość ‘wierne,’ ale gdzie magia?)

kasiabz
07-07-2011, 20:03
Przykład na kreatywność - polskie tłumacznenie filmu "Shrek" (chyba nie ma lepszego przykładu..). Tłumacz przetłumaczył nie tylko tekst, ale cały kontekst i "przybliżył"bajkę również kulturowo (np. genialna wypowiedź Osła, czytana przez Jerzego Stuhra "Latać każdy może..."). To się dopiero nazywa kreatywność! Tłumacz to artysta, a nie tylko odtwórca.

Zgadzam się! Nie ulega wątpliwości, że tekst zmienia się nie do poznania w trakcie tłumaczenia, dlatego element kreatywności zawsze będzie obecny. Shrek to wspaniałe tłumaczenie, choć fani ‘tłumaczenia wiernego’ pewnie mieliby dużo do zarzucenia. Jednak przekład ten świetnie spełnia swą funkcje ( podoba się zarówno małym jak i troszkę większym widzom:)), świetnie wpisuje się w kulturę polską, korzysta z strategii tłumaczeniowych, które na widzu wywołują podobny efekt do tego jaki tekst źródłowy wywołuje na swoich widzach i tworzy świat fikcyjny, który jest ‘inny’ lecz na tyle znajomy, że ‘hipnotyzuje’ widza na prawie 2 godziny filmu..A czy nie o to chodzi w bajkach? Czy tłumaczenie ‘bliższe oryginału’ w podobny sposób wpłynęło na publikę?

dorga
07-07-2011, 22:00
Uważam, że czasami słowotwórstwo jest nawet wskazane. Jeśli autor wymyśli jakieś słowo lub termin(żart?gra słów?) to nie ma innego wyboru. Trzeba jednak sprawdzić czy taki termin nie został już przetłumaczony przez kogoś innego(np. w innym dziele autora).

Oczywiście w przypadku tekstów bardzo nowatorskich, gdzie piętrzą się neologizmy i niestandardowe konteksty użycia słów, to jak najbardziej niezbędna technika tłumacza. Jednak w zależności od stopnia przekładalności, może się okazać, że mimo wszystko intencja autora zatraci się w "słowotwórczym tłumaczeniu". Dlatego zgodzę się, że korzystanie z już istniejących przekładów danego terminu może okazać się zbawienne.

dorga
07-07-2011, 22:11
Wydaje mi się, ze w przypadku literatury dla dzieci tłumaczenie powinno zawsze opierać się na daleko idącej domestykacji oraz dużej kreatywności tłumacza. Jego zadaniem jest nie tylko przełożenie tekstu na język docelowy, ale stworzeniu wrażenia, że dana historia dzieje się w realiach małego czytelnika, który siłą rzeczy nie zna ani obcobrzmiących nazwisk czy obiektów/zjawisk.

Pati
07-07-2011, 22:56
Przykład na kreatywność - polskie tłumacznenie filmu "Shrek" (chyba nie ma lepszego przykładu..). Tłumacz przetłumaczył nie tylko tekst, ale cały kontekst i "przybliżył"bajkę również kulturowo (np. genialna wypowiedź Osła, czytana przez Jerzego Stuhra "Latać każdy może..."). To się dopiero nazywa kreatywność! Tłumacz to artysta, a nie tylko odtwórca.

Tak, tłumaczenie Shreka to dobry przykład kreatywności i adaptacji tłumaczenia do odbiorcy docelowego. Wierne tłumaczenie nie miało by tu raczej sensu, bo nie każdy zna kulturę anglosaską i nie każdy jest w stanie zrozumieć zastosowane w oryginale aluzje czy żarty. Tłumacz odwoływał się do znanych wszystkim bajek (jak np. Zwirek i Muchomorek :) oraz polskich filmów i osiągnął dzięki temu najważniejszy cel: śmieszył wszystkich.

emka_ok
07-08-2011, 14:23
Bajki bajkami, ale przecież tam też są różne interpretacje i nazewnictwo. Choćby nieco już wytarty przykład Kubusia Puchatka. W oryginale to przecież Winnie the Pooh, czyli dziewczynka... nie wiem czy Kubuś odniósłby tak spektakularny sukces popkulturowy gdyby był dziewczynką...

dorga
07-10-2011, 09:06
W adaptacji tekstu kreatywność tłumaczenia pozwala nadrobić luki kulturowe i faktycznie w przypadku Kubusia Puchatka czy tak chętnie przetaczanego Shreka, tylko taka strategia tłumaczeniowa miała szansę przełożyć się na sukces wydawniczy i ogromną popularność wśród polskiej widowni. Trudno sobie wyobrazić anglosaskie żarty i skojarzenia przełożone 1:1, wywołujące salwy śmiechu....Myślę, że w przypadku komizmu, różnice kulturowe stanowią duże wyzwanie dla tłumacza i w dużej mierze sprawdzają jego twórcze podejście do tematu.

Iza
07-10-2011, 10:36
Wydaje mi się, ze w przypadku literatury dla dzieci tłumaczenie powinno zawsze opierać się na daleko idącej domestykacji oraz dużej kreatywności tłumacza. Jego zadaniem jest nie tylko przełożenie tekstu na język docelowy, ale stworzeniu wrażenia, że dana historia dzieje się w realiach małego czytelnika, który siłą rzeczy nie zna ani obcobrzmiących nazwisk czy obiektów/zjawisk.

Też myślę, że w przypadku tłumaczeń, których odbiorcami mają być ci najmłodsi, dużą rolę odgrywa domestication. Dzieci nie posiadają przecież wiedzy o kraju czy kulturze obecnej w filmie/bajce/książce, one odbierają treści tu i teraz, czyli w takiej rzeczywistości, w jakiej żyją na co dzień. Rolą tłumacza jest stworzyć dziecku taki obraz i umożliwić takie przeżycia, które będą jak najbardziej naturalne.

madziara.tg
07-10-2011, 12:40
Przypisy są bardzo pomocne, z racji na to, że rozwijają wątpliwości w kwestiach kulturowych, niejasności znaczeniowe itd. Wydaje mi się, że w przypadku tekstów fikcyjnych, jednakże lepiej czasem stosować inne metody translatorkie, ponieważ przypisy czasem powodują ‘rozbicie’ tekstu, odciągają uwagę i gubi się rytm. Czytałam ostanio lekką powieść o charakterze bardzo brytyjskim (tytuł ‘One Day’ ) w tłumaczeniu polskim i tłumacz używał przypisów bardzo gęsto.

Dlatego też wspomniałam o umiarze. Generalnie zbyt częste stosowanie przypisów świadczy też o braku umiejętności dopasowania tekstu do kultury kraju języka docelowego. Jak wiadomo, w przypadku fikcji literackiej, czytelnik ma mieć możliwość "wejścia" w świat przedstawiony. I tutaj masz rację - zbyt częste odrywanie od tekstu powoduje chaos i dekoncentruje czytelnika.

madziara.tg
07-10-2011, 12:52
np. Winnie-the-Pooh to imię ‘miękkie’ w wymowie, które wydaje się odpowiednie dla zabawki pluszowej i dlatego tłumaczenie ‘Kubuś,’ choć daleko mu do bycia odpowiednikiem ‘Winnie,’ spełnia swój cel. ‘Kubuś’ wraz z dopełnieniem ‘Puchatek’ ( fonetycznie zbliżonym do ‘Pooh’)

Przykład "Fredzi Phi-Phi" to idealne odzwierciedlenie błędnej interpretacji tłumaczonego tekstu. Autorka dokładnie, aczkolwiek zbyt dosłownie przetłumaczyła tekst źródłowy. A w bajkach nie oto chodzi. Należy oddać ten sam klimat i odczucia, jakie są w tekście źródłowym, między innymi przez nadanie imion pasujących do realiów kultury i języka docelowego, w szczególności jeśli tekst ten jest przygotowany dla najmłodszych. Dla nich przecież nie jest ważne, czy imiona i przydomki są dokładnym odzwierciedleniem pierwowzoru, tylko możliwość skojarzenia postaci z ich przywarami.

polAgita
07-10-2011, 20:13
Pragnę zwrócić uwagę na dwa aspekty tłumaczeń. Mianowicie: tłumaczenia specjalistyczne, gdzie kreatywność jest limitowana. Tłumaczenia takie muszą trzymać się blisko oryginału, muszą być precyzyjne i jak najdokładniej oddawać treści zawarte w dokumencie tłumaczonym. Tłumacz nie może pozwolić sobie tu na wielką kreatywność, jedynie na dogłebne poszukiwanie ekwiwalentów i odpowiedników.

Sprawa przedstawia się zupełnie inaczej gdy wkraczamy w dziedzinę tłumaczeń literackich. Tłumaczenia tekstów literackich, w szczególności poezji to sztuka sama w sobie. Tłumacz staje się tu nie tylko kopistą wiernie powielającym teks, ale także artystą samym w sobie.Takie tłumaczenia muszą odznaczać się niebanalną kreatywnością. Połączenie doświadczenia, wiedzy lingwistycznej i literackiej pozwala tworzyć wysoce kreatywne tłumaczenie, oddające ducha utworu i spełniające jego przeznaczenie.

polAgita
07-10-2011, 20:24
No właśnie, a powiedzcie co myślicie o tłumaczeniu instrukcji?


Moim zdaniem, w tłumaczeniu instrukcji kreatywność odgrywa ogromną rolę.
Należy pamiętać, iż w różnych krajach możemy zaobserwować różne style tworzenia instrukcji oraz odmienną frazeologię. instrukcji powinny być jak najbardziej dostosowane do tego typu języka w danym kraju oraz uwarunkowań kulturowych. Są kraje gdzie instrukcji udziela się bardzo szczegółowo, podając je krok po kroku, a są takie gdzie instrukcje są uproszczone, hasłowe, pisane z pominięciem zasad gramatycznych. Tu kreatywność przejawia się w umiejętności przełożenia nie tylko słów, ale także uwarunkowań kulturowych.

polAgita
07-10-2011, 20:32
Myślę, że piosenki są jednymi najbardziej wdzięcznych materiałów do przekładu, jeśli chodzi o kreatywne podejście tłumacza- oczywiście ogranicza nas np. ilość słów w linii, aby nie zatracić melodii i rytmu, ale zachować sens można za pośrednictwem wielu słów i skojarzeń, w przeciwieństwie do bardziej schematycznych i rygorystycznych rodzajów tekstu...

W zupełności się zgadzam i podsuwam także zagadnienie tłumaczenia poezji, jakże bliskie piosenkom. Tu trzeba skoordynować i rymy i rytmikę i sylaby, no i jeszcze wszelkie środki stylistyczne muszą mieć swój odpowiednik w danym języku, a niestety nasza frazeologia się często rozbiega z innymi językami, no i co najważniejsze, możemy tu przestawiać, wyrzucać, zastępować słowa, lecz "To co autor miał na myśli" musi pozostać nie zmienione...!!!!

polAgita
07-10-2011, 20:36
Świat literatury dla dzieci to świat szczególnie fikcyjny oraz bardziej skomplikowany z punktu widzenia tłumacza niż się może wydawać z racji na wartości ekspresyjne takich tekstów oraz to, iż przekład musi zadowalać młodych odbiorców jak i również dorosłych, bo przecież to dorosły teksty owe tworzy oraz publikuje.. Jak wspomina Tiina Puurtinnen w swoim eseju na temat tłumaczeń literatury dziecięcej, bohaterowie oraz fabuła to elementy tekstu, które przed wszystkim muszą być brane pod uwagę w trakcie tłumaczenia. Jeśli za wszelką cenę tłumacz trzyma się ‘oryginału,’ ignorując te elementy, tekst może stać się nieczytelny dla małego odbiorcy i przestanie wtedy pełnić swoją funkcję i okaże się tak zwanym ‘złym’ tłumaczeniem. Tutaj jeszcze raz polecam porównanie tłumaczeń nazw bohaterów Winnie-the-Pooh przez Irenę Tuwim ( czyż jej kreatywność zasługuje na negatywną krytykę?) oraz Moniki Adamczyk ( uzasadnione translatologicznie i dość ‘wierne,’ ale gdzie magia?)


Ustosunkowując się do tłumaczenia Ireny Tuwim, uważa je za arcydzieło literackie, tłumaczce udało się bezpardonowo wykroczyć poza ramy tradycyjnego tłumaczenia, doskonale dostosowując tekst do potrzeb odbiorcy, bo czy to ważne czy Kubuś był dziewczynką? Istotne jest by tekst spełnił swoją funkcję.

polAgita
07-10-2011, 20:40
Zgadzam się! Nie ulega wątpliwości, że tekst zmienia się nie do poznania w trakcie tłumaczenia, dlatego element kreatywności zawsze będzie obecny. Shrek to wspaniałe tłumaczenie, choć fani ‘tłumaczenia wiernego’ pewnie mieliby dużo do zarzucenia. Jednak przekład ten świetnie spełnia swą funkcje ( podoba się zarówno małym jak i troszkę większym widzom:)), świetnie wpisuje się w kulturę polską, korzysta z strategii tłumaczeniowych, które na widzu wywołują podobny efekt do tego jaki tekst źródłowy wywołuje na swoich widzach i tworzy świat fikcyjny, który jest ‘inny’ lecz na tyle znajomy, że ‘hipnotyzuje’ widza na prawie 2 godziny filmu..A czy nie o to chodzi w bajkach? Czy tłumaczenie ‘bliższe oryginału’ w podobny sposób wpłynęło na publikę?


Shrek jest świetnym przykładem tłumaczenia kulturowego, gdzie nie tylko słownictwo bądź frazeologia zostały przeniesione na język polski, ale również użyto wielu odwołań do filmów, bajek, rzeczy które są mocno zakorzenione w naszej kulturze masowej i oscylują jako symbole kulturowe. Shrek w pewien sposób stał się również pewnym symbolem i skarbnicą takich właśnie, powiedzonek, tekstów, gagów.

Plummy
07-10-2011, 21:47
Moim zdaniem, w tłumaczeniu instrukcji kreatywność odgrywa ogromną rolę.
Należy pamiętać, iż w różnych krajach możemy zaobserwować różne style tworzenia instrukcji oraz odmienną frazeologię. instrukcji powinny być jak najbardziej dostosowane do tego typu języka w danym kraju oraz uwarunkowań kulturowych. Są kraje gdzie instrukcji udziela się bardzo szczegółowo, podając je krok po kroku, a są takie gdzie instrukcje są uproszczone, hasłowe, pisane z pominięciem zasad gramatycznych. Tu kreatywność przejawia się w umiejętności przełożenia nie tylko słów, ale także uwarunkowań kulturowych.

Jakbyśmy nie podchodzili do tematu, dochodzimy do wniosku, że tłumaczenie to nie tylko przełożenie warstwy językowej, ale także kulturowej i umożliwienie pełnego zrozumienia tekstu. Podam przykład: angielskie słowo "corn dog". Jest to parówka (ala hot dog) w kukurydzianej panierce, parówka jest wzdłuż natknięta na patyk (jak szaszłyk albo lody). Jest to bardzo popularna przekąska w Stanach Zjednoczonych, kojarząca się najczęściej z festynami rodzinnymi i parkami rozrywki (coś jak nasza wata cukrowa). Wielki słownik PWN OXFORD podaje następujące tłumaczenie:
corn dog n US parówka f w cieście (z mąki kukurydzianej)
Czy waszym zdaniem będzie to dobre tłumaczenie? Jak teraz ma zareagować tłumacz - jak przetłumaczyć "corn dog", aby zachować sens i zawrzeć również automatyczne skojarzenie Amerykanina z festynem, czasem wolnym i spędzanym w gronie rodziny? Zostać przy powyższym "parówka w cieście z mąki kukurydzianej", opisać jeszcze dokładniej w przypisie, zestawić z jakąś (właśnie jaką?) polską festynową przekąską w tym rodzaju, czy może wręcz zostawić słowo w oryginale? Na jaką kreatywność byście sobie pozwolili?

Plummy
07-10-2011, 21:51
Moim zdaniem, w tłumaczeniu instrukcji kreatywność odgrywa ogromną rolę.
Należy pamiętać, iż w różnych krajach możemy zaobserwować różne style tworzenia instrukcji oraz odmienną frazeologię. instrukcji powinny być jak najbardziej dostosowane do tego typu języka w danym kraju oraz uwarunkowań kulturowych. Są kraje gdzie instrukcji udziela się bardzo szczegółowo, podając je krok po kroku, a są takie gdzie instrukcje są uproszczone, hasłowe, pisane z pominięciem zasad gramatycznych. Tu kreatywność przejawia się w umiejętności przełożenia nie tylko słów, ale także uwarunkowań kulturowych.

Ciekawe spojrzenie na tłumaczenie instrukcji... W pierwszym momencie odruchowo pomyślałam, że instrukcja, dajmy na to obsługi odkurzacza i wymiany w nim worka, kreatywna być nie powinna. W końcu to "suchy" tekst informacja jest tu najważniejsza. Kontekst kulturowy jest jednak zbyt potęznym konceptem, którego nawet przy tłumaczeniu instrukcji nie można lekceważyć!

kasiabz
07-11-2011, 00:36
Moim zdaniem, w tłumaczeniu instrukcji kreatywność odgrywa ogromną rolę.
Należy pamiętać, iż w różnych krajach możemy zaobserwować różne style tworzenia instrukcji oraz odmienną frazeologię. instrukcji powinny być jak najbardziej dostosowane do tego typu języka w danym kraju oraz uwarunkowań kulturowych. Są kraje gdzie instrukcji udziela się bardzo szczegółowo, podając je krok po kroku, a są takie gdzie instrukcje są uproszczone, hasłowe, pisane z pominięciem zasad gramatycznych. Tu kreatywność przejawia się w umiejętności przełożenia nie tylko słów, ale także uwarunkowań kulturowych.

Zgadzam się polAgita, zaprzeczasz lekko jednak swojemy poprzedniemu stwierdzeniu o tekstach specjalistycznych, do których instrukcja należy :) Czy pointą naszej dyskusji powinna być konkluzja, że rzeczywiście każdy tłumaczony tekst wymaga od nas jakiegoś stopnia kreatywności? Tak jak wszyscy mówicie nie da się uniknąć czynników zewnętrznych warunkujących tłumaczenie. Tak więc myślę, że pojęcie ekwiwalentu i odpowiednika ‘wiernego’ powinno być traktowane z przymróżeniem oko, bo tak naprawdę żadne tłumaczone słowo czy zwrot nie do końca nim jest..?

kasiabz
07-11-2011, 00:48
Jakbyśmy nie podchodzili do tematu, dochodzimy do wniosku, że tłumaczenie to nie tylko przełożenie warstwy językowej, ale także kulturowej i umożliwienie pełnego zrozumienia tekstu. Podam przykład: angielskie słowo "corn dog". Jest to parówka (ala hot dog) w kukurydzianej panierce, parówka jest wzdłuż natknięta na patyk (jak szaszłyk albo lody). Jest to bardzo popularna przekąska w Stanach Zjednoczonych, kojarząca się najczęściej z festynami rodzinnymi i parkami rozrywki (coś jak nasza wata cukrowa). Wielki słownik PWN OXFORD podaje następujące tłumaczenie:
corn dog n US parówka f w cieście (z mąki kukurydzianej)
Czy waszym zdaniem będzie to dobre tłumaczenie? Jak teraz ma zareagować tłumacz - jak przetłumaczyć "corn dog", aby zachować sens i zawrzeć również automatyczne skojarzenie Amerykanina z festynem, czasem wolnym i spędzanym w gronie rodziny? Zostać przy powyższym "parówka w cieście z mąki kukurydzianej", opisać jeszcze dokładniej w przypisie, zestawić z jakąś (właśnie jaką?) polską festynową przekąską w tym rodzaju, czy może wręcz zostawić słowo w oryginale? Na jaką kreatywność byście sobie pozwolili?

Bardzo mnie zainteresował poruszony przez Ciebie temat Corn Dog’a. Wszystko zależy od tłumaczonego tekstu i jego przyszłego zastosowania. Według mnie, jeśli celem tekstu będzie poinformowanie publiki o jedzeniu czy zwyczajach Amerykańskich, to myślę, że można skorzystać z tłumaczenia przy użyciu nazwy w języku docelowym i porównanie do produktu w języku docelowym oraz z opisu wyjaśniającego. Jeśli mowa jest o tekscie fikcyjnym, gdzie czytelnik nie musi do końca wiedzieć detali dotyczących corn dog’a, to spokojnie można przetłumaczyć przez zastąpienie: np. hot dog- ponieważ jest podobny i też z Ameryką się kojarzy, bądź polską kolbę kukurydzy na gorąco choć z kiełbasą w cieście nie ma nic wspólnego. Wszystko zależy od kontekstu i efektu jaki tekst ma wywołać oraz ‘stopnia ważności dla zrozumienia całościowego tekstu’ jakie ma tłumaczone wyrażenie czy słowo.

Plummy
07-11-2011, 08:29
Bardzo mnie zainteresował poruszony przez Ciebie temat Corn Dog’a. Wszystko zależy od tłumaczonego tekstu i jego przyszłego zastosowania. Według mnie, jeśli celem tekstu będzie poinformowanie publiki o jedzeniu czy zwyczajach Amerykańskich, to myślę, że można skorzystać z tłumaczenia przy użyciu nazwy w języku docelowym i porównanie do produktu w języku docelowym oraz z opisu wyjaśniającego. Jeśli mowa jest o tekscie fikcyjnym, gdzie czytelnik nie musi do końca wiedzieć detali dotyczących corn dog’a, to spokojnie można przetłumaczyć przez zastąpienie: np. hot dog- ponieważ jest podobny i też z Ameryką się kojarzy, bądź polską kolbę kukurydzy na gorąco choć z kiełbasą w cieście nie ma nic wspólnego. Wszystko zależy od kontekstu i efektu jaki tekst ma wywołać oraz ‘stopnia ważności dla zrozumienia całościowego tekstu’ jakie ma tłumaczone wyrażenie czy słowo.

Rzeczywiście, nie wspomniałam o rodzaju tekstu, w którym z "corn dog" się zetknęłam. Był to amerykański serial komediowy. Odcinek nie tyczył się samego corn doga, ale komizm sytuacyjny sceny wynikał z "pełnej" wiedzy na temat tej przekąski (a więc również z kontekstu kulturowego). W tym momencie odpada przypis, bądź omówienie dłuższe (również ze względu na tempo dialogów). Propozycja przetłumaczenia jako 'hot dog" wydaje się dobra, kolba kukurydzy również (z kiełbasą owszem, nie ma nic wspólnego, ale z kukurydzianą panierką już tak). Nie jest to program kulinarny, gdzie wymagana byłaby większa precyzja w tłumaczeniu. Dobry pomysł z tą kolbą :)

biedronaa
07-11-2011, 09:08
Tłumacz staje się tu nie tylko kopistą wiernie powielającym teks, ale także artystą samym w sobie.Takie tłumaczenia muszą odznaczać się niebanalną kreatywnością. Połączenie doświadczenia, wiedzy lingwistycznej i literackiej pozwala tworzyć wysoce kreatywne tłumaczenie, oddające ducha utworu i spełniające jego przeznaczenie.

I to jest chyba najciekawsze w pracy tłumacza. Właściwie dobierając słowa nadaje odpowiedni charakter tłumaczonemu tekstowi. Może nawet odrobinę wpływać na osobowość postaci i przedstawiać świat poprzez pryzmat tego jak sam go rozumie i widzi. W pewnym sensie zostawia w nim trochę siebie i sam staje się twórcą.

Z kolei tłumaczenia specjalistyczne są jak łamigłówki. Trzeba ja "rozgryzać" po kawałeczku. Dobierać właściwe odpowiedniki słów i pojęć przeszukując słowniki branżowe i mądre artykuły. :)

madziara.tg
07-11-2011, 13:24
Podam przykład: angielskie słowo "corn dog". Jest to parówka (ala hot dog) w kukurydzianej panierce, parówka jest wzdłuż natknięta na patyk (jak szaszłyk albo lody). Jest to bardzo popularna przekąska w Stanach Zjednoczonych, kojarząca się najczęściej z festynami rodzinnymi i parkami rozrywki (coś jak nasza wata cukrowa). Wielki słownik PWN OXFORD podaje następujące tłumaczenie:
corn dog n US parówka f w cieście (z mąki kukurydzianej)
Czy waszym zdaniem będzie to dobre tłumaczenie? Jak teraz ma zareagować tłumacz - jak przetłumaczyć "corn dog", aby zachować sens i zawrzeć również automatyczne skojarzenie Amerykanina z festynem, czasem wolnym i spędzanym w gronie rodziny? Zostać przy powyższym "parówka w cieście z mąki kukurydzianej", opisać jeszcze dokładniej w przypisie, zestawić z jakąś (właśnie jaką?) polską festynową przekąską w tym rodzaju, czy może wręcz zostawić słowo w oryginale? Na jaką kreatywność byście sobie pozwolili?

Wydaje mi się, że akurat w przypadku słowa "corn dog" sprawa jest jasna. Tak samo, jak w przypadku zakorzenionego już w naszej kulturze (i nie tylko naszej, ale również w innych krajach) hot doga, wyraz powinien zostać w orygniale. Żyjemy w czasach globalizacji i chyba mało kto miałby problem z wytłumaczeniem słowa corn. A nawet jeśli taki problem występowałby na początku, to ludzie szybko przyzwyczailiby się do nazwy produktu, jeśli tylko jakaś firma rozpropagowałaby go. Bo w takiej sytuacji, jak przetłumaczyć słowo hamburger? Nie jest to nikomu potrzebne, bo słysząc ten wyraz, ludzie od razu widzą obraz bułki z mięsem. A jestem tego pewna, że nie było tak od samego początku wprowadzenia produktu na nasz rynek.
Ja ostrożnie podchodziłabym do tłumaczenia wyrażeniacorn dog (ewentualnie w przypisach, chociaż niekoniecznie - wydaje mi się, że czytelnik zrozumiałby sens tego wyrażenia ).

Iza
07-11-2011, 13:36
Moim zdaniem, w tłumaczeniu instrukcji kreatywność odgrywa ogromną rolę.
Należy pamiętać, iż w różnych krajach możemy zaobserwować różne style tworzenia instrukcji oraz odmienną frazeologię. instrukcji powinny być jak najbardziej dostosowane do tego typu języka w danym kraju oraz uwarunkowań kulturowych. Są kraje gdzie instrukcji udziela się bardzo szczegółowo, podając je krok po kroku, a są takie gdzie instrukcje są uproszczone, hasłowe, pisane z pominięciem zasad gramatycznych. Tu kreatywność przejawia się w umiejętności przełożenia nie tylko słów, ale także uwarunkowań kulturowych.

Czy mogłabyś jaśniej wytłumaczyć, bo chyba nie bardzo to rozumiem;) Co masz na myśli pisząc, że "instrukcje powinny być dostosowane do uwarunkowań kulturowych"? Weźmy np. instrukcję użycia suszarki do włosów albo odkurzacza. Wydaje mi się, że niezależnie od kultury, instrukcja będzie brzmiała podobnie (tzn. dość "sucho", zwięźle, konkretnie, bez zbędnych kwiecistych stwierdzeń). Generalnie w instrukcjach nie ma raczej miejsca na zbytnią kreatywność tłumacza, co zresztą zostało już powiedziane przez wielu użytkonkików w tym wątku.

I jeszcze odnośnie tej podkreślonej części Twojej wypowiedzi. Czy to, że w niektórych krajach instrukcje są bardziej szczegółowe, a w innych uproszczone i hasłowe, jest rzeczywiście "problemem" tłumacza? Chyba nie, bo nawet jeśli tekst źródłowy ma formę hasłową/uproszczoną, to przecież tłumacz nie może nagle niejako "poprawiać" autora instrukcji, pisząc ją z detalami i szczegółami, których nie było w wersji oryginalnej. Byłoby to nie tłumaczenie, a raczej "dopisywanie kolejnych rozdziałów":)
Nie wiem, może się mylę, może czegoś nie do końca zrozumiałam w Twoim poście. Jeśli tak, to proszę o oświecenie:D

kasiabz
07-11-2011, 14:48
Co do ostrożności z instrukcjami i różnicami kulturowymi, to na pewno trzeba pomyśleć przy tłumaczeniu z języków/ albo na języki, które czyta się z prawej do lewej. W książkach do tłumaczeń cytowany jest przypadek kiedy instrukcja leku została przetłumaczona na taki właśnie język, ale towarzyszące jej obrazki nie. I tak ‘oryginalna’ instrukcja przedstawiała smutną buzię, która po zażyciu leku robiła się wesoła, a czytelnicy docelowi mieli obrazek gdzie po zażyciu leku wesoła buzia zmieniała się w smutną :)

monija
12-16-2011, 12:33
No właśnie, a powiedzcie co myślicie o tłumaczeniu instrukcji?

W tym przypadku daleka byłabym od kreatywności. W instrukcjach technicznych zwłaszcza w urządzeniach wymagających precyzji, starałabym się przetłumaczyć instrukcję tak aby była ona jasna i czytelna, nawet jeśli wiązałoby się to z dłuższym tłumaczeniem (opisywaniem)