View Full Version : język i kultura Indian Północnoamerykańskich
Piszę pracę magisterską dotyczącą problemów tłumaczeniowych w autobiografii Tori Amos. W książce tej znajduje się wiele nawiązań do kultury, wierzeń i historii Indian Północnoamerykańskich, a szczególnie do plemienia Cherokee. Amos opowiada o swoim pochodzeniu, używa nazw własnych, cytuje słowa swojego dziadka, który należał do tego plemienia i mówił dosyć specyficznie przeciągając sylaby, co jest odzwierciedlone w tekście np. : tell-e-vision, polly-ticians, gee-tar itp.). Chciałabym stworzyć w swojej pracy właśnie taką kategorię tłumaczeniową (czyli kultura/język Indian), bo wydaje mi się, że jest to ciekawa sprawa do analizy.
A Was chciałabym zapytać o to, jak można radzić sobie w tłumaczeniu ze słowami/wyrażeniami powiązanymi z kulturą, która jest bardzo odległa od naszej polskiej?
Czy znacie jakieś książki lub artykuły na temat tłumaczenia tego typu zagadnień związanych z kulturą i językiem Indian? Czy moglibyście ewentualnie mi coś podpowiedzieć? Będę baaaaaardzo wdzięczna:)
anamarija
10-30-2009, 15:17
Dobre pytanie :) Wiadomo, że w tłumaczeniu można zastosować albo domestication i w pewien sposób "udomowić" pewne elementy; albo trzymać się oryginału stosując foreignization. Osobiście jestem zwolenniczką tej drugiej opcji, zwłaszcza w przypadku tak odległej od naszej kultury Indian; czyli w tłumaczeniu książki duuuużo footnotes'ów.
Wydaje mi się, że mowa dziadka pani Amos to nie język Indian, a po prostu angielski wymawiany ze specyficznym akcentem :) Przeciąganie sylab dosyć łatwo można oddać w języku polskim, stosując tą samą procedurę. :)
A ciekawa jeste, na jakie inne trudności można natrafić tłumacząc taką książkę? Które elementy kulturowe są najtrudniejsze do przetłumaczenia?
kasiakieliszek
11-01-2009, 17:52
Ja również w tym przypadku jestem za foreignization i zatrzymaniem jak największej ilości "obcych" elementów żeby w pełni przybliżyć polskiemu czytelnikowi tak odległą kulturę i język, aby była jak najbardziej zrozumiała. Jednak osobiście nie jestem zwolenniczką footnotesów, bo za bardzo odwracają uwagę czytelnika od głównego tekstu , więc może sprytnym rozwiązaniem byłoby umieszczenie krótkiego słowniczka/glosariusza na końcu książki?? Co o tym myślicie?
A o samej teorii tłumaczeniu odległych kultur, etapach w takim tłumaczeniu pisał Steiner w "The Hermeneutic Motion".
anamarija
11-01-2009, 19:30
Hmm, wydaje mi się, że słowniczki na koncu książki są trochę niewygodne, przynajmniej dla mnie - trzeba przewertować na koniec ksiązki, znależć to czego szukamy, wrócić...:) A footnotes są w zasięgu oka; chociaż to prawda, że czasem zajmują za dużo miejsca i odwracają uwagę od tekstu. Jeszcze innym sposobem jest wplecenie objaśnień w główny tekst,np. z adnotacją przyp. tłum., o ile oczywiście nie zajmują zbyt dużo miejsca; co myślisz o tym rozwiązaniu?
kasiakieliszek
11-03-2009, 18:35
przypiski tłumacza są faktycznie wygodne, z tym że wtedy pojawia się problem z "the translator's invisibility" :) czy takie przypiski nie są zbyt dużą ingerencją tłumacza w oryginalny tekst?
anamarija
11-03-2009, 21:06
Wydaje mi się, że można je traktować na równi z takimi formami ingerencji, jak przypisy, czy wspomniany glosariusz :) O ile, oczywiście, tłumacz nie wykracza poza swoje kompetencje i nie próbuje zmieniać treści; ale jeśli taki przypis jest zwięzły i "wpasowany" w treść tłumaczenia, to jest chyba niezłym rozwiązaniem.
Nie wiem, czy w ogóle można by uniknąć jakicholwiek ingerencji tłumacza w przypadku przekładu elementów odległej kultur; zawsze przecież znajdzie się coś w jednej kulturze, co nie ma ekwiwalentu w drugiej... A może dało by się znależć na to jakiś sposób?
kasiakieliszek
11-04-2009, 17:03
Wydaje mi się, że idealna ekwiwalencja jednak nie istnieje. Niemożliwe jest odnalezienie dwóch słów, w językach, które są tak odległe kulturowo. Dlatego praca tłumacza jest taka trudna :) Jak przekazać sens jakiejś wypowiedzi, żeby mogła być zrozumiana w taki sam sposób jak tekst źródłowy?
Wracając jednak do tematu, krótkie i zwięzłe przypiski w tekście przy wyrazach zapożyczonych z tekstu źródłowego plus glosariusz na końcu książki wydają mi się najlepszym rozwiązaniem w takim przypadku
anamarija
11-04-2009, 17:39
Rzeczywiście, połącznie dwóch sposobów "wtrącania się" tłumacza to świetny pomysł; chociaż dodanie trzeciego było by już pewnie przedobrzeniem sprawy: moim zdaniem tłumacz może być widoczny, ale nie powinien być, hmm... nachalny ;)
Ale przede wszystkim, jeśli chodzi o tłumaczenie kultur (nie tylko odległych), tłumacz powinien coś o danej kulturze wiedzieć; chyba nic bardziej nie denerwuje czytelnika niż brak choćby minimalnej znajomości tematu u tłumacza. Tak więc, jeśli chodzi o kulturę Indian, radziłabym najpierw poszukać książek na ten temat i sprawdzić czy istnieją już jakieś tlumaczenia na polski.
joanna8606
11-04-2009, 20:21
Zgadzam się z poprzedniczkami, które były 'za' foreignazation. Również uważam,że niektórych elementów kulturowych tłumacz nie jest w stanie przetłumaczyc,szczegolnie jesli dotyczy to tak 'odleglej' dla nas Polakow kultury Indian Północnoamerykańskich.
joanna8606
11-04-2009, 20:29
Natomiast jeśli chodzi o sposób 'wtrącania się' tłumacza, to wydaje mi sie,że glosariusz gdzieś na końcu nie jest najlepszym pomysłem, gdyż 'odrywa' czytelnika od tekstu. Krótko sformułowane footnotes'y byłyby idealnym rozwiązaniem. Nie odciągają uwagi czytelnika, znajdują się w zasięgu wzroku-są wprost idealnym rozwiązaniem:)
anamarija
11-04-2009, 22:50
Zgadzam się z poprzedniczkami, które były 'za' foreignazation. Również uważam,że niektórych elementów kulturowych tłumacz nie jest w stanie przetłumaczyc,szczegolnie jesli dotyczy to tak 'odleglej' dla nas Polakow kultury Indian Północnoamerykańskich.
Może nawet nie przetłumaczyć, bo jak widać powyżej, na wszytko znajdzie się sposób; ale wytłumaczyć czytelnikowi/ widzowi, np. zwyczaje właściwe tylko jednej kulturze, - to jest prawdziwe wyzwanie dla tłumacza. Tak właściwie, to w przekładzie literackim jest to na pewno prostsze, niż na przyklad w filmie; ale to już chyba temat na inną dyskusję :)
Tom z Sopotu
11-04-2009, 23:17
Kultura Indian jest akurat tak odległa, że poza zwykłymi translacyjnymi problemami, pojawiają się problemy w zakresie samej istoty pojęć. Indianie nie znali np. pierwotnie pojęcia czasu, przynajmniej nie w naszym rozumieniu, w sensie jednostek czasu - dlatego umawianie się z nimi na konkretną godzinę całkowicie mijało się z celem. :) Albo np. obok opisu części przedmiotu, dajmy na to dzbana, niektóre indiańskie grupy językowe mają określenia na nie istniejące w naszej kulturze elementy, jak np. przestrzeń (powietrze) otoczone uchem od dzbana. I jak to przetłumaczyć?
agnieszkak
11-05-2009, 06:27
Zgadzam się z przedmówcami, iż w tym wypadku na pewno należy zasosować foreignazation. Kultura Indian jest tak odległa od kultury polskiej, że nie byłoby sensu przekładać jej na polskie warunki
agnieszkak
11-05-2009, 06:29
Tym bardziej, że, tak jak wspomniał Tom z Sopotu, mogą pojawić się problemy w zakresie samej istoty pojęć i ich rozumienia. Przykładem jest właśsnie pierwotne pojęcie czasu.
agnieszkak
11-05-2009, 06:34
Może warto by było zajrzeć do książki Gringo wśród dzikich plemion, w której jest przedstawiona w sposób barzo realistyczny kultura Indian Południowoamerykańskich, z nawiązaniami jednak również do Indian Północnoamerykańskich.
agnieszkak
11-05-2009, 06:37
Chciałam jeszcze dodać, że właśnie w w.w. książce autor nie próbuje tłumaczyć nazw, czy sprowadzać ich na grunt polski, ale używa określeń oryginalnych, uzupełniając je o obszeeeerne przypisy (swoje oraz tłumaczki).
agnieszkak
11-05-2009, 06:38
Oczywiście autorem książki jest Wojciech Cejrowski.
kasiakieliszek
11-05-2009, 16:54
Może nawet nie przetłumaczyć, bo jak widać powyżej, na wszytko znajdzie się sposób; ale wytłumaczyć czytelnikowi/ widzowi, np. zwyczaje właściwe tylko jednej kulturze, - to jest prawdziwe wyzwanie dla tłumacza. Tak właściwie, to w przekładzie literackim jest to na pewno prostsze, niż na przyklad w filmie; ale to już chyba temat na inną dyskusję :)
No właśnie, tłumacz w takim wypadku musi wytłumaczyć pewne pojecie, więc ważna jest przede wszystkim znajomość kultury źródłowego języka.
A co do filmu to pamiętajmy, że tam język dopełnia obraz, ale to faktycznie temat na inną dyskusję. ;)
kasiakieliszek
11-05-2009, 17:00
Kultura Indian jest akurat tak odległa, że poza zwykłymi translacyjnymi problemami, pojawiają się problemy w zakresie samej istoty pojęć. Indianie nie znali np. pierwotnie pojęcia czasu, przynajmniej nie w naszym rozumieniu, w sensie jednostek czasu - dlatego umawianie się z nimi na konkretną godzinę całkowicie mijało się z celem. :) Albo np. obok opisu części przedmiotu, dajmy na to dzbana, niektóre indiańskie grupy językowe mają określenia na nie istniejące w naszej kulturze elementy, jak np. przestrzeń (powietrze) otoczone uchem od dzbana. I jak to przetłumaczyć?
Wydaje mi się, że jedyne co nam pozostaje, to tłumaczenie opisowe, bo niemożliwe jest odnalezienie ekwiwalentu w języku polskim.
joanna8606
11-11-2009, 18:46
Zgadzam się z przedmówcami i rowniez myśle,ze jedna z pierwszych rzeczy, ktore powinien zrobic tlumacz to przeczytac kilka pozycji dotyczacych kultury Indian- bez tego ani rusz :).
joanna8606
11-11-2009, 18:58
W zrozumieniu różnic kulturowych moze pomóc książka Leszka Michalika ' Wojownicy gwiaździstych tarcz . Duchowosc i kultura Indian Ameryki Północnej.'
joanna8606
11-11-2009, 18:59
...jak również książka Liliany Olchowik-Adamowskiej 'Indianie Ameryki Północnej'.
vBulletin v3.7.2, Copyright ©2000-2012, Jelsoft Enterprises Ltd.