PDA

View Full Version : Amplifikacja vs Redukcja


climhazzard
05-28-2011, 21:08
No właśnie, które „zło” jest złem mniejszym? Jesteście zdania, że jest lepiej do tekstu dodawać własne, niezamierzone przez autora (nie zawsze też mile widziane przez odbiorców) opisy i rozwinięcia, czy ułatwić sobie życie i każdy problematyczny moment upraszczać, albo wręcz pomijać? Zdaję sobie sprawę, że wszystko zależy od rodzaju tekstu, którym akurat się zajmujemy, ale chciałbym się dowiedzieć, której metody jesteście zwolennikami? Czy istnieje jakiś złoty środek pozwalający wybrnąć obronną ręką z podobnych sytuacji?

JakubD
06-06-2011, 22:37
W przypadkach kiedy na prawdę nie wiem jak poradzić sobie z danym fragmentem/zdaniem w kwestii przekładu, a rozumiem sens decyduje się na uproszczenia. Niestety zazwyczaj w jakimś stopniu, mniejszym lub większym, odbija się to na jakości tłumaczenia.

Anna1990
06-06-2011, 23:08
czy ułatwić sobie życie i każdy problematyczny moment upraszczać, albo wręcz pomijać?

Uważam, że częste pomijanie części tekstu nie jest dobrym sposobem. Oczywiście jest to jakieś wyjście z sytuacji, ale moim zdaniem nie można tego stosować zbyt często. Odbiorca mógłby mieć na przykład problemy ze zrozumieniem całości tekstu, gdyby tłumacz za każdym razem usuwał z przekładu wszystko to, co sprawia problem

banadona
06-07-2011, 14:33
Jak zwykle trzeba zachować umiar, obcinanie tekstu na tak zwanego "chama" prędzej czy później sprawi że nasz przekład stanie się czymś w rodzaju karykatury oryginału.

dun
06-07-2011, 17:59
Wszystko zależy od tłumacza, ale należy wziąć pod uwagę wiele różnych aspektów.
Według mnie dodawanie pewnych rzeczy "od siebie" przez tłumacza jest pewnym rozwiązaniem. Możemy wtedy wzbogacić pewne kwestie o pomocne informacje. Co do upraszczania, to nie jestem zwolennikiem tego sposobu, ale podkreślam jest to moje osobiste zdanie.
Mimo wszystko, należy wziąć pod uwagę cały tekst oraz (co najważniejsze) czy dany zabieg możemy przeprowadzić bez wpływania w negatywny sposób na jakość przekładu.

JakubD
06-07-2011, 20:08
Osobiście stanowczo jestem przeciwko pomijaniu danych fragmentów tekstu. Opuszczenie powinno być ostatecznością, ale tylko generalizując. Jak wiadomo zależy to od wielu czynników, takich jak np. rodzaju tłumaczenia czy odbiorca tekstu docelowego.

dun
06-07-2011, 21:25
Uważam podobnie jak Pan powyżej, mimo to opuścić daną frazę, słowo, czy nawet fragment w niektórych sytuacjach po prostu tłumacz jest zmuszony.

margolciaaa
06-08-2011, 15:12
Zarówno redukcja tekstu jak i jego rozszerzenie są pomocne. Trzeba jednak zachować umiar i nie korzystać nagminnie z tego typu rozwiązań. Rozszerzenia i redukcje mogą wpłynąć na jakość tłumaczenia, powodując, że stanie się ono zbyt nudne bądź niejasne dla odbiorcy.

Anna1990
06-08-2011, 17:15
Zarówno redukcja tekstu jak i jego rozszerzenie są pomocne. Trzeba jednak zachować umiar i nie korzystać nagminnie z tego typu rozwiązań. Rozszerzenia i redukcje mogą wpłynąć na jakość tłumaczenia, powodując, że stanie się ono zbyt nudne bądź niejasne dla odbiorcy.

Całkowicie zgadzam się z moją przedmówczynią. Umiar jest niezwykle ważny w tego typu sprawach. Nie należy nadużywać żadnej z tych metod, aczkolwiek jest to normalne, że w niektórych sytuacjach tłumacz jest niemal zmuszony dodać coć czy też usunąć, aby przekład był w pełni zrozumiały dla odbiorców.

JakubD
06-08-2011, 23:38
Ważne jest też to aby sam tłumacz pracujący nad danym tekstem, wiedział gdzie odpowiednie będzie zastosowanie rozszerzenia, a gdzie należy dany tekst uprościć. Oczywiście poruszone kwestia umiaru jest również niezwykle ważna! Zbyt duża ilość opisów to w efekcie końcowym - nudny i trudny w odbiorze tekst, natomiast zbyt wiele uproszczeń wpływa bezpośrednio na wartość merytoryczną tłumaczenia.

Fairy_Queen
06-10-2011, 14:19
Witam wszystkich!

Uważam, iż opuszczenie jest naprawdę ostatecznością ostateczności i może być użyte jedynie w przypadkach drobnych oraz mało istotnych dla wydźwięku całego tekstu. Dobrym wyjściem jest dostosowywanie tłumaczenia do odbiorców - ważne jest, by jednocześnie zachować sens, zawarty w słowach autora, i dopasować tekst do polskich realiów, zrozumiałych dla przeciętnego Polaka.

dun
06-10-2011, 15:22
Witam wszystkich!

Uważam, iż opuszczenie jest naprawdę ostatecznością ostateczności i może być użyte jedynie w przypadkach drobnych oraz mało istotnych dla wydźwięku całego tekstu.

Tutaj popieram Panią wyżej w 100 %. Częstym błędem tłumaczy jest omijanie (i nieprzetłumaczenie) fragmentów, których po prostu tłumacz nie potrafi przetłumaczyć, ponieważ nie zna sensu danego zdania.

Fairy_Queen
06-10-2011, 16:04
tłumacz nie potrafi przetłumaczyć, ponieważ nie zna sensu danego zdania.

Często, jak czytam tutaj na forum tłumaczenia niektórych osób, to mam nieodparte wrażenie, że nie mają pojęcia o języku ojczystym, a co dopiero mówić o angielskim. Często trzeba umieć wychwycić ten sens podany między wierszami, a bycie oczytanym to cecha działająca bardzo na TAK, jeśli chodzi o tłumacza. Specyficzny idiolekt pisarski jest łatwiej wyczuć, gdy nie traktujemy książek jak zarazy i zła koniecznego. A co więcej, jak to mój zacny nauczyciel powiedział, "powinniśmy pokochać się ze słownikiem". :)

banadona
06-10-2011, 20:47
Często, jak czytam tutaj na forum tłumaczenia niektórych osób, to mam nieodparte wrażenie, że nie mają pojęcia o języku ojczystym, a co dopiero mówić o angielskim. Często trzeba umieć wychwycić ten sens podany między wierszami, a bycie oczytanym to cecha działająca bardzo na TAK, jeśli chodzi o tłumacza. Specyficzny idiolekt pisarski jest łatwiej wyczuć, gdy nie traktujemy książek jak zarazy i zła koniecznego. A co więcej, jak to mój zacny nauczyciel powiedział, "powinniśmy pokochać się ze słownikiem". :)

Przynajmniej coś robią w tym kierunku. Im więcej się pisze tym lepiej. Oczywiście, czytając książki najlepiej zaznajamiamy się z językiem i poszerzamy swoją wiedzę w tym zakresie ale nie zapominajmy też o pisaniu. Ludzie uważają w dzisiejszych czasach że jeśli potrzebujesz słownika to jesteś kretynem i wstydzą się z nich korzystać. Wiele takich przykrych nawyków utrwaliło się w społeczeństwie.

banadona
06-10-2011, 20:52
Tutaj popieram Panią wyżej w 100 %. Częstym błędem tłumaczy jest omijanie (i nieprzetłumaczenie) fragmentów, których po prostu tłumacz nie potrafi przetłumaczyć, ponieważ nie zna sensu danego zdania.

Sęk w tym że jeśli ktoś nie zna sensu danego zdania to ja nie wróżę mu świetlanej przyszłości w tym fachu. Sam fakt że osoba która przecież skończyła studia i, zdaje się, powinna być osobą oczytaną i inteligentną nie potrafi zrozumieć zdania ( rozumiem artykuły fachowe lub pisane specjalistycznym językiem fachowym ) to coś tu już się bardzo ale to bardzo burzy. ;) Wszystko da się pojąć, wystarczy czasami tylko poświęcić na to trochę więcej czasu. Takie jest moje zdanie.

Fairy_Queen
06-11-2011, 15:37
Ludzie uważają w dzisiejszych czasach że jeśli potrzebujesz słownika to jesteś kretynem i wstydzą się z nich korzystać. Wiele takich przykrych nawyków utrwaliło się w społeczeństwie.

Moje słowniki z liceum wyglądają tragicznie. :P Często mnie bawi, jak osoby z mej grupy boją się znaleźć coś w słowniku, bo czasami po prostu nie wiedzą, gdzie i jak się do tego zabrać. Nie mogę tego pojąć, gdyż zawsze mi się zdawało, że im dalej zaznajamiamy się z językiem, tym trudniej, dochodzi więcej specjalistycznego słownictwa, czego konsekwencją jest większa ilość godzin spędzonych sam na sam ze słownikiem. Jeśli ktoś tego nie rozumie, odwleka to bądź nuży go wertowanie słownika w poszukiwaniu potrzebnego do tłumaczenia słówka, to jakim cudem może być choćby przeciętnym tłumaczem? Zazwyczaj takie osoby, gdy napotkają przeszkodę językową na swej drodze tłumaczniowej używają redukcji.

Anna1990
06-12-2011, 17:44
Jeśli ktoś tego nie rozumie, odwleka to bądź nuży go wertowanie słownika w poszukiwaniu potrzebnego do tłumaczenia słówka, to jakim cudem może być choćby przeciętnym tłumaczem? Zazwyczaj takie osoby, gdy napotkają przeszkodę językową na swej drodze tłumaczniowej używają redukcji.

Moim zdaniem nawet przeciętny tłumacz powinien umieć prawidłowo korzystać ze słowników, których jest przecież cała masa.Nie potrzeba do tego nadzwyczajnych umiejętności. Wystarczy uważnie czytać i posiadać wiedzę na temat języka. Mimo wszystko, zdarzają się osoby, które nie mogąc znaleźć czegoś w słowniku omijają dany fragment w przekładzie, co jest nieudolnym sposobem na zamaskowanie ewidentnego braku wiedzy i umiejętności translatorskich

viper_pred
06-13-2011, 14:22
Często, jak czytam tutaj na forum tłumaczenia niektórych osób, to mam nieodparte wrażenie, że nie mają pojęcia o języku ojczystym, a co dopiero mówić o angielskim. Często trzeba umieć wychwycić ten sens podany między wierszami, a bycie oczytanym to cecha działająca bardzo na TAK, jeśli chodzi o tłumacza. Specyficzny idiolekt pisarski jest łatwiej wyczuć, gdy nie traktujemy książek jak zarazy i zła koniecznego. A co więcej, jak to mój zacny nauczyciel powiedział, "powinniśmy pokochać się ze słownikiem". :)

Z tym językiem polskim to naprawdę ciężka sprawa jest. Nawet, a może szczególnie gdy patrzę na siebie, co by nie było, tłumacza amatora. Angielski towarzyszy mi od dzieciństwa i coraz częściej łapię się na tym, że prościej mi jest wyrazić pewne rzeczy po angielsku niż po polsku. I to pomimo faktu, że czytam całkiem sporo książek w języku polskim. Najbardziej cierpi na tym oczywiście umiejętność formułowania zdań po polsku.

Ma ktoś pomysł, jak się przed tym bronić? Bo samo czytanie książek po polsku nie pomaga, a raczej nie odstawię języka angielskiego :P

viper_pred
06-13-2011, 14:24
Moim zdaniem nawet przeciętny tłumacz powinien umieć prawidłowo korzystać ze słowników, których jest przecież cała masa.Nie potrzeba do tego nadzwyczajnych umiejętności. Wystarczy uważnie czytać i posiadać wiedzę na temat języka. Mimo wszystko, zdarzają się osoby, które nie mogąc znaleźć czegoś w słowniku omijają dany fragment w przekładzie, co jest nieudolnym sposobem na zamaskowanie ewidentnego braku wiedzy i umiejętności translatorskich

W przypadku tłumaczeń pisemnych nieużywanie słowników jest karygodne, ale popatrzcie na przykład na tłumaczenia ze słuchu, zarówno ustne jak i np. tłumaczenia filmów. Czasem naprawdę trudno jest zidentyfikować, że już nie powiem o zrozumieniu, co bardziej kwieciste słowo, więc jeśli zdanie nie jest szczególnie istotne, możemy zastosować redukcję.

viper_pred
06-13-2011, 14:30
Każdy mówi tutaj o redukcji, a co z amplifikacją? Czy możemy sobie pozwolić trochę... hmmm, "upiększyć" tłumaczony tekst? Oczywiście, nie mówię tu o dodawaniu nowych elementów (gdy np. "his eyes" zostałoby zmienione na "jego błękitne oczy", chociaż nigdzie w tekście nie ma opisanego koloru oczu), gdyż jest to niedopuszczalne. Chodzi mi raczej o dialogi, kiedy wzmocnienie jakieś kwestii w stosunku do oryginału (czy to poprzez wulgaryzmy, dobór innego słownictwa czy też inne zabiegi) może się wydawać naturalniejsze.