PDA

View Full Version : Władca Pierścieni


marcink
05-28-2011, 12:49
Doczekaliśmy się w Polsce trzech przekładów „Władcy Pierścieni”. Które według was jest najlepsze?? Czy uważacie przekład Marii Skibniewskiej za niedościgniony ideał? Czy według was niektóre rozwiązania wprowadzone przez Jerzego Łoźińskiego niszczą klimat świata stworzonego przez J. R. R. Tolkiena ? Moim zdaniem Maria Skibniewska odniosła sukces, ponieważ unikała kontrowersyjnych zmian oraz potrafiła oddać klimat książki. Natomiast Pan Łoźiński, spotkał się z krytyką, ponieważ starał się stworzyć innowacyjny, udomowiony tekst, który nie pasuje do dzieła Tolkiena. Naruszył przy tym przyjęte konwencje fantasy. Zapraszam do dyskusji.

nensha
05-28-2011, 13:08
Pisałam o tym pracę :) I we wnioskach wyszło mi, że Łoziński przegrywa z kretesem, bo zrobił z WP książkę dla dzieci, którą ona w rzeczywstości nie jest. WP to bardziej baśń, epopeja - Tolkien chciał napisać taką mitologię dla Anglików na wzór skandynawskich opowieści - a jak tu mówić o epopei, gdy zamiast Merriadoka Brandybucka mamy Radostka Gorzalenia albo w miejscu farmera Maggota jest kmieć Chętka? Nazwy własne w jego tłumaczeniu to w ogóle jakiś dramat, może wrzucę listę, jaką zrobiłam podczas pisania pracy. Bajka dla dzieci, jeszcze w dodatku ze staropolskimi naleciałościami, to najlepsze podsumowanie wersji Łozińskiego. Nie znoszę jego przekładu całym sercem i uważam że to największa zbrodnia na WP :)
Skibniewska po prostu przełożyła powieść na język polski, nic nie dodając i nic nie ujmując z klimatu. Dlatego jej tłumaczenie jest uważane za najlepsze i pewnie zawsze będzie.

bumpy
07-03-2011, 00:41
Skibniewska po prostu przełożyła powieść na język polski, nic nie dodając i nic nie ujmując z klimatu. Dlatego jej tłumaczenie jest uważane za najlepsze i pewnie zawsze będzie.

Popieram całym swym jestestwem! Bilbowi Bagoszowi z Bagoszna mówimy po trzykroć NIE!

quenya
07-05-2011, 20:16
Najbardziej rzeczywiscie chyba raziło mnie tłumaczenie przez Łozińskiego nazw własnych, takich jak Hobbiton - totalna porażka. Nensha - bardzo jestem ciekawa tej listy :)

kompaktowa
07-05-2011, 22:02
Nensha znów jestem zmuszona Ci przyklasnąć:) Ja unikam przekładu Łozińskiego jak ognia odkąd przeczytałam wstęp i pierwszą stronę. Wszelkiego rodzaju skrzaty i Łaziki mnie po prostu przyprawiły o zawał serca. Przekład ten totalnie ośmieszył LOTRa i zamienił go w parodię. Ale porównywałam kiedyś Skibniewską do oryginału i zdarzyło jej się w kilku miejscach wyłożyć co mnie nieco zdruzgotało, bo przecież jest ideałem;))

bardzo jestem ciekawa tej listy :) ja też!:)

Viima
07-05-2011, 23:35
Ja pierwszy raz czytałam "Władcę Pierścieni" jeszcze we wczesnej podstawówce. Pierwszy tom wypożyczony z biblioteki był w tłumaczeniu Skibniewskiej właśnie. Przy drugim nie miałam tyle szczęścia - dostałam przekład Łozińskiego, a że byłam tylko dzieciakiem, to nie zwróciłam uwagi. Do momentu, kiedy zaczęłam czytać i zorientowałam się, że nie wiem, kto jest kim i o co chodzi. Na początku byłam przekonana, że to jakaś zupełnie osobna historia... a później, kiedy zdałam sobie sprawę, że coś tu ewidentnie nie gra, rzuciłam tę książkę w pierony, wróciłam do biblioteki i poprosiłam o inne wydanie... :D Mogę więc powiedzieć, że do pana Łozińskiego mam uraz od dzieciństwa. :P

theWitcher
07-06-2011, 11:39
Cóż, Skibniewska miała w tłumaczeniu jedną ogromną nad konkurentami przewagę - możliwość korespondowania z Tolkienem we własnej osobie, i zasięgania Jego opinii w co bardziej dyskusyjnych przypadkach. Oprócz tego, tak jak wspomniano wyżej - Skibniewska kierowała się raczej zdroworozsądkowym podejściem, nie starając się nic zrobić na siłę.

Z innej beczki, czy ktoś doświadczył tłumaczenia w wykonaniu państwa (bodajże) Frąców? Jak ma się ono w porównaniu z resztą?

pelle_kb
04-12-2012, 17:56
Moja przyjaciółka bardzo sobie ceni tłumaczenie Frąców, ja jednak pozostaje przy starej, dobrej Skibniewskiej - mam jej stare wydanie (CIA Books) i to późniejsze, poprawione i oba naprawdę uwielbiam. ;) Łozińskiemu mówię stanowcze nie - ten człowiek powinien dostać bana na tłumaczenie kolejnych książek. ;)

poppywitch
04-12-2012, 19:33
Z Frącami do czynienia nie miałam, patrzyłam sobie tylko na przekłady wierszy i piosenek, całkiem porządne się wydają, chociaż nie porwały mnie, ze Skibiniewską miałam owszem do czynienia, ale nie w przypadku Władcy, tylko Silmarilionu.
Już chyba w innym wątku to pisałam, ale wrzucę i tutaj - poprawione wydanie Łozińskiego z 2002 roku (wdawnictwo bodaj Libros) właściwie da się czytać bez większego szoku kulturowego, z dziwnych rzeczy został tylko Łazik zamiast Obieżyświata i nieco swojskiej staropolszczyzny tu i ówdzie. I w sumie jeszcze jako młodzież szkolna, kiedy się zorientowałam, że to nazwisko dla czytelników Tolkiena brzmi bardzo złowróżbnie, znalazłam w mojej książeczce taką oto adnotację: "Niniejszą edycję (...) oparto na wydaniu Zysk i S-ka Wydawnictwo S.c, Poznań 2001, w którym wprowadzono zmiany w stosunku do wcześniej publikowanego tłumaczenia Jerzego Łozińskiego, za jego zgodą, lecz wbrew jego woli (...)." :) I dodano, że zmiany te zostały wprowadzone na wyraźne życzenie czytelników. A tą wersje 'ocenzurowaną' się naprawdę da czytać.
Zaczęłam się zastanawiać (chociaż idea może nieco bluźniercza) jaki byłby efekt jakby się pan Łoziński zajął właśnie Silmarilionem. Głównie tam są nazwy własne pochodzące z języków elfów, robienia jakichś dziwnych, przaśnych przekładów z angielskiego nie za bardzo widzę możliwości, aczkolwiek pewnie mogłabym się zdumieć.

anna2506
04-12-2012, 20:30
Moja przygoda z "Władcą..." zaczęła się od przekładu Państwa Frąców właśnie, dwunastolatce czytało się dobrze;) i nadal dobrze się czyta (acz może wypadałoby odświeżyć znajomość...)
Nie do końca jestem pewna, czy Frącowie są zadowoleni z przekładów niektórych wierszy (o ile pamiętam, Pieśń o Nimrodel czytało się dość topornie), ale np. Piosenkę o trollu, co siedział na zadku z kamienia pamiętam do dziś - i do teraz przekład uważam za genialny (choć bez bicia przyznaję się, że nie znam wersji pani Skibniewskiej).

poppywitch
04-12-2012, 22:11
W sumie patrząc na wiersze i piosenki, to najbardziej mi oczywiście zapadły w pamięć te, które były w poprawionym wydaniu Łozińskiego. Nie on je tłumaczył (widziałam te jego próbki), ale Marek Gumkowski i przynajmniej jak dla mnie odwalił kawał dobrej roboty, ładne, melodyjne, mnie bardzo zapadające w pamięć, pieśń o Gil-Galadzie i to, co śpiewano po śmierci Gandalfa do tej pory bym potrafiła powtórzyć, głównie dlatego, że mi te rymy i melodyka podeszły. Skibiniewska jakoś mnie pod tym względem nie zaskoczyła.

seri
04-13-2012, 10:38
Ciekawe dlaczego w ogóle zdecydowano się na wydanie przekładu Łozińskiego, przecież ktoś to chyba wcześniej czytał, nie? :D

kompaktowa
04-13-2012, 11:01
Ciekawe dlaczego w ogóle zdecydowano się na wydanie przekładu Łozińskiego, przecież ktoś to chyba wcześniej czytał, nie? :D

Kiedyś tłumaczenie imion i nazw własnych nie było niczym dziwnym, poza tym o ile dobrze pamiętam Hobbit, który pojawił się jako pierwszy, był pisany z myślą o młodszym odbiorcy. Może wydawca stwierdził, że Władca Pierścieni przeznaczony jest dla tej samej publiki co Hobbit i stąd tego typu strategia tłumaczeniowa?

rdest
04-13-2012, 12:26
Ja pierwszy raz czytałam WP w tłumaczeniu Łozińskiego i do tej pory mam do tego tłumaczenia sentyment.
A nawiązując do jednego z wcześniejszych wpisów - nie wiedziałam że Skibniewska korespondowała z Tolkienem!

poppywitch
04-13-2012, 21:26
Hmm... od początku tej dyskusji intensywnie próbuję sobie przypomnieć, w jakim tłumaczeniu czytałam Hobbita po raz pierwszy, jakoś w podstawówce wtedy byłam i nie zwracałam uwagi szczególnie. W tłumaczeniu Hobbita też był Tajar zamiast Rivendell?