PDA

View Full Version : Różne wersje przekładu "Władcy Pierścieni"


marcink
05-28-2011, 12:49
Doczekaliśmy się w Polsce trzech przekładów „Władcy Pierścieni”. Które według was jest najlepsze?? Czy uważacie przekład Marii Skibniewskiej za niedościgniony ideał? Czy według was niektóre rozwiązania wprowadzone przez Jerzego Łoźińskiego niszczą klimat świata stworzonego przez J. R. R. Tolkiena ? Moim zdaniem Maria Skibniewska odniosła sukces, ponieważ unikała kontrowersyjnych zmian oraz potrafiła oddać klimat książki. Natomiast Pan Łoźiński, spotkał się z krytyką, ponieważ starał się stworzyć innowacyjny, udomowiony tekst, który nie pasuje do dzieła Tolkiena. Naruszył przy tym przyjęte konwencje fantasy. Zapraszam do dyskusji.

nensha
05-28-2011, 13:08
Pisałam o tym pracę :) I we wnioskach wyszło mi, że Łoziński przegrywa z kretesem, bo zrobił z WP książkę dla dzieci, którą ona w rzeczywstości nie jest. WP to bardziej baśń, epopeja - Tolkien chciał napisać taką mitologię dla Anglików na wzór skandynawskich opowieści - a jak tu mówić o epopei, gdy zamiast Merriadoka Brandybucka mamy Radostka Gorzalenia albo w miejscu farmera Maggota jest kmieć Chętka? Nazwy własne w jego tłumaczeniu to w ogóle jakiś dramat, może wrzucę listę, jaką zrobiłam podczas pisania pracy. Bajka dla dzieci, jeszcze w dodatku ze staropolskimi naleciałościami, to najlepsze podsumowanie wersji Łozińskiego. Nie znoszę jego przekładu całym sercem i uważam że to największa zbrodnia na WP :)
Skibniewska po prostu przełożyła powieść na język polski, nic nie dodając i nic nie ujmując z klimatu. Dlatego jej tłumaczenie jest uważane za najlepsze i pewnie zawsze będzie.

bumpy
07-03-2011, 00:41
Skibniewska po prostu przełożyła powieść na język polski, nic nie dodając i nic nie ujmując z klimatu. Dlatego jej tłumaczenie jest uważane za najlepsze i pewnie zawsze będzie.

Popieram całym swym jestestwem! Bilbowi Bagoszowi z Bagoszna mówimy po trzykroć NIE!

quenya
07-05-2011, 20:16
Najbardziej rzeczywiscie chyba raziło mnie tłumaczenie przez Łozińskiego nazw własnych, takich jak Hobbiton - totalna porażka. Nensha - bardzo jestem ciekawa tej listy :)

kompaktowa
07-05-2011, 22:02
Nensha znów jestem zmuszona Ci przyklasnąć:) Ja unikam przekładu Łozińskiego jak ognia odkąd przeczytałam wstęp i pierwszą stronę. Wszelkiego rodzaju skrzaty i Łaziki mnie po prostu przyprawiły o zawał serca. Przekład ten totalnie ośmieszył LOTRa i zamienił go w parodię. Ale porównywałam kiedyś Skibniewską do oryginału i zdarzyło jej się w kilku miejscach wyłożyć co mnie nieco zdruzgotało, bo przecież jest ideałem;))

bardzo jestem ciekawa tej listy :) ja też!:)

Viima
07-05-2011, 23:35
Ja pierwszy raz czytałam "Władcę Pierścieni" jeszcze we wczesnej podstawówce. Pierwszy tom wypożyczony z biblioteki był w tłumaczeniu Skibniewskiej właśnie. Przy drugim nie miałam tyle szczęścia - dostałam przekład Łozińskiego, a że byłam tylko dzieciakiem, to nie zwróciłam uwagi. Do momentu, kiedy zaczęłam czytać i zorientowałam się, że nie wiem, kto jest kim i o co chodzi. Na początku byłam przekonana, że to jakaś zupełnie osobna historia... a później, kiedy zdałam sobie sprawę, że coś tu ewidentnie nie gra, rzuciłam tę książkę w pierony, wróciłam do biblioteki i poprosiłam o inne wydanie... :D Mogę więc powiedzieć, że do pana Łozińskiego mam uraz od dzieciństwa. :P

theWitcher
07-06-2011, 11:39
Cóż, Skibniewska miała w tłumaczeniu jedną ogromną nad konkurentami przewagę - możliwość korespondowania z Tolkienem we własnej osobie, i zasięgania Jego opinii w co bardziej dyskusyjnych przypadkach. Oprócz tego, tak jak wspomniano wyżej - Skibniewska kierowała się raczej zdroworozsądkowym podejściem, nie starając się nic zrobić na siłę.

Z innej beczki, czy ktoś doświadczył tłumaczenia w wykonaniu państwa (bodajże) Frąców? Jak ma się ono w porównaniu z resztą?

kompaktowa
01-09-2012, 12:37
Wszyscy fani Tolkiena wiedzą lub przynajmniej orientują się, co zrobił Łoziński z kanonicznym dziełem fantasy jakim jest "Władca Pierścieni" (jeśli nie odsyłam do innych wątków forum). Dopiero niedawno dowiedziałam się, że położył łapki także na Herbercie czy Fowlesie. Zaintrygowana tym faktem mam pytanie, widział ktoś te lub inne tłumaczenia dzieła Łozińskiego? Ciekawa jestem czy konsekwentnie stosował politykę Łazików i skrzatów w innych dziełach.

Kattie
01-09-2012, 13:20
O innych cudach pana Łozińskiego nie słyszałam, ale zeszłego lata usłyszałam na panelu dyskusyjnym dla tłumaczy, że Łoziński chciał udowodnić, że "Władcę" da się przetłumaczyć w trzy miesiące. I udowodnił. Ale fuszerę przy tym wiadomo, jaką odwalił. Może przy Herbercie i Fowlesie nie spieszyło mu się tak bardzo. ;)

olaka
01-18-2012, 20:18
O matko, tylko nie Fowlesa ): Lepiej niech go oszczędzi :P

Aglarwen
01-20-2012, 20:11
Słyszałam od miłośników Diuny równie pochlebne :D słowa w stosunku do pana Łozińskiego, co od miłośników Władcy Pierścieni. Ktoś nawet uczynił wysiłek i stworzył precyzyjną recenzję tłumaczenia:

http://tlumok.republika.pl/lozins2.htm

ach, na krzaty i Wolan! :D

eltordo
01-21-2012, 10:05
A ja stanę w obronie Łozińskiego! Wychowałem się na jego "Władcy" i przyzwyczaiłem się do Bagosza i Radostka Gorzalenia. Brzmi trochę bardziej swoisko, a o to chodzi z niziołkami, mają być "swoje".
Dobra, może zmiana Rivendell na Tajar była trochę dziwna, ale ważne było eksperymentowanie z tłumaczeniem nazw własnych.
Niebawem ma zostać wydany "Don Kichot" z podobnym tłumaczeniem. Wbrew pozorom, książka jest pełna humoru i smaczków ukrytych w imionach i nazwach. Zobaczymy jak wszystko wyjdzie w praniu.

marylou000
01-21-2012, 10:29
Pierwszy raz przeczytałam "Władcę" w przekładzie Łozińskiego właśnie, dopiero później w "prawowitym" Skibniewskiej. I, o ile tłumaczenie nazw własnych może być dla niektórych irytujące, to moim zdaniem wersja Łozińskiego stwarza nieporównywalnie lepszy klimat.

nensha
01-21-2012, 10:49
Powiedzmy sobie szczerze - Łoziński złym tłumaczem jest. Ktokolwiek mówi że jego tłumaczenia brzmią bardziej "swojsko", grzeszy przeciw tłumaczeniom i przeciw autorom oryginałów :D Gdybym ja była autorem, pozwałabym takiego tłumacza do sądu. Jakim prawem tworzy zupełnie nową książkę, o całkowicie innym przesłaniu i klimacie?

marcink
01-21-2012, 20:23
O gustach się nie dyskutuje, z tego co widziałem na forach nawet przekłada Łozińskiego ma sporo rzeszę fanów. Mimo to, wolę przekład Skibniewskiej ze względu, że w pełni oddaje zamysł autora. Na temat 'Diuny' się nie wypowiadam, ale znajomy wspominał, że tłumaczenie jest gorsze niż średnie.

pmatus
01-25-2012, 21:28
Z usilnym spolszczaniem imion i nazw własnych we "Władcy" jest o tyle problem, że Tolkien stworzył własny świat, wraz z językami i mitologią, od postaw, wzorując się jedynie na dawnych językach i kulturze Wielkiej Brytanii. Zatem świat "Władcy" zachowuje dystans językowy nawet dla native speakera angielskiego, więc przybliżanie go Polakowi za pomocą polskiego mija się z celem.

ttova
01-30-2012, 01:10
Ach, Łoziński... "Władcę" przełknęłam w miarę gładko, chyba dlatego, że "Hobbit" Skibniewskiej pozostawił po sobie złe wspomnienia. Niedługo później sięgnęłam po "Fasolową wojnę". Stron dużo, czytało mi się to strasznie, ale miałam wtedy jakieś 15 lat i nie poddawałam się tak łatwo, szczególnie jeśli z opisu na okładce wynikało, że obcuję z dziełem wartościowym. Mniej więcej w połowie tomiszcza się wciągnęłam i sprawnie doczytałam do końca. Kilka książek później zabrałam się za "Sprzysiężenie głupców". I znów mordęga, a potem w połowie jakbym przywykła i zaczęła ogarniać. Wtedy mnie ruszyło, spojrzałam na nazwisko tłumacza, a potem poszłam sprawdzić, kto tłumaczył "Fasolową" - ten sam. Usiadłam na chwilę oszołomiona tym odkryciem, po czym przypomniałam sobie, że z pierwszym tomem władcy miałam dokładnie to samo, więc otwarłam jeszcze to - i proszę! Wszystko się zgadzało! Jeszcze dobrych parę lat miałam po tym odruch sprawdzania, czy nie majstrował przy książce, zanim zabrałam się do czytania. Tak więc w pewnym sensie to on nauczył mnie zwracać uwagę na osobę tłumacza. ;) I zapewniam wszystkich - to, co robi z fantasy, jeszcze względnie się broni, bo jak gdzieś ganiają elfy i trole, to i językiem można mówić dość dziwnym, ale jego wyobrażenie o współczesnym slangu - cudowne! Moim faworytem było słowo "picjant", którym, jak wiadomo, powszechnie określa się policjantów.

Lottie
01-30-2012, 12:45
Nie wiem jak z innymi jego tłumaczeniami, ale tłumaczenie Władcy... w jego wykonaniu było dla mnie straszne :D. Mimo, że sięgnęłam najpierw po jego wersję, a dopiero potem po wersję Skibniewskiej. No cóż, jak to różni ludzie mówią, o gustach się nie dyskutuje :D.

W każdym razie, jak przeciętny czytelnik po lekturze książki przetłumaczonej przez niego ma się zorientować kto jest kim w filmie pod tym samym tytułem :)?

barbarra
02-08-2012, 21:54
Jestem fanką "Diuny", czytałam ją w różnych tłumaczeniach (zależy jakie wydanie danego tomu było akurat w bibliotece) i żadne z nich mnie nie raziło, każde czytało się gładko, niezależnie od tego, czy po Diunie wędrowali Fremeni czy Wolanie. Może to po prostu magia Herberta :)

Viima
04-05-2012, 11:58
A ja mam do was wszystkich pytanie: czy znacie książki inne niż Władca pierścieni i Diuna, które pojawiły się w "wersji polskiej i wersji łozińskiej"? Na przykład coś Roalda Dahla (wiem, że jego książki tłumaczył J.Ł, ale nie wiem czy są gdzieś "alternatywne" tłumaczenia")? Baaaaaardzo proszę o informacje, bo google niewiele mi mówią, a potrzebuję tego do pracy magisterskiej. :)

walkatee
04-05-2012, 13:40
A ja stanę w obronie Łozińskiego! Wychowałem się na jego "Władcy" i przyzwyczaiłem się do Bagosza i Radostka Gorzalenia. Brzmi trochę bardziej swoisko, a o to chodzi z niziołkami, mają być "swoje".
Dobra, może zmiana Rivendell na Tajar była trochę dziwna, ale ważne było eksperymentowanie z tłumaczeniem nazw własnych.
Niebawem ma zostać wydany "Don Kichot" z podobnym tłumaczeniem. Wbrew pozorom, książka jest pełna humoru i smaczków ukrytych w imionach i nazwach. Zobaczymy jak wszystko wyjdzie w praniu.

Zgadzam się w całości! Tłumaczenie Łozińskiego jest bardziej swojskie, a Skibniewska brzmi sztucznie.

zjb
04-05-2012, 13:42
A ja mam do was wszystkich pytanie: czy znacie książki inne niż Władca pierścieni i Diuna, które pojawiły się w "wersji polskiej i wersji łozińskiej"? Na przykład coś Roalda Dahla (wiem, że jego książki tłumaczył J.Ł, ale nie wiem czy są gdzieś "alternatywne" tłumaczenia")? Baaaaaardzo proszę o informacje, bo google niewiele mi mówią, a potrzebuję tego do pracy magisterskiej. :)

No tak, jak tego nie można znaleźć w Google'u, to masz poważny problem. Prawdę mówiąc, nie wiem, czy taką pracę magisterską da się w ogóle napisać? Może zmień temat?

A gdybyś jednak się upierał, to znajdź na Wikipedii listę tłumaczeń Łozińskiego, a potem popatrz, czy były inne przekłady, sprawdzając np. w katalogu UW czy Jagiellonki (są online), czy w Polskiej Bibliografii Literackiej (też jest online).

Ambitnie byłoby sprawdzić, czy Wikipedia się nie myli - używając podanych powyżej źródeł. A także czy jest aktualna - sprawdzając ostatnio wydane książki (choćby w księgarniach online).

Viima
04-05-2012, 14:13
No tak, jak tego nie można znaleźć w Google'u, to masz poważny problem. Prawdę mówiąc, nie wiem, czy taką pracę magisterską da się w ogóle napisać? Może zmień temat?

A gdybyś jednak się upierał, to znajdź na Wikipedii listę tłumaczeń Łozińskiego, a potem popatrz, czy były inne przekłady, sprawdzając np. w katalogu UW czy Jagiellonki (są online), czy w Polskiej Bibliografii Literackiej (też jest online).

Ambitnie byłoby sprawdzić, czy Wikipedia się nie myli - używając podanych powyżej źródeł. A także czy jest aktualna - sprawdzając ostatnio wydane książki (choćby w księgarniach online).

Praca jest o Łozińskim ogólnie, jego metodach w porównaniu do innych tłumaczy tych samych dzieł, oraz o recepcji jego tłumaczeń. I tak, da się ją napisać, a przynajmniej mam zamiar udowodnić, że się da. :P Diunę i LOTR oczywiście w niej wykorzystam, z tym, że chciałam jeszcze jakiś mniej znany przykład - coś, co nie wzbudziło aż takich kontrowersji jak te dwa powyższe. Słyszałam gdzieś, że są dwa tłumaczenia "Fantastic Mr Fox" R. Dahla, ale niestety przez fakt, że powstał film animowany o tym tytule, znalezienie czegoś związanego z książką jest znacznie utrudnione. No cóż, szukam dalej. :)

Przeszukanie katalogów bibliotek to niegłupi pomysł; chociaż już próbowałam z BUWem, ale niewiele mi to pomogło...

zjb
04-05-2012, 15:45
Wow, brawo... skoro wybrałaś czerwona pigułkę, czyli ambitnie przesz naprzód, to weź głęboki oddech i zanurzymy się razem w takie otmęty neta, do których nawet Google nie sięga....

W końcu mamy Wielki Tydzień, więc może dobre uczynki będą mi policzone do odpustu podwójnie... a i denerwowac się nie wypada...

Zatem szuuur...jedziemy!
Najpierw wpadamy na tę stronę (http://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Łoziński (tłumacz)) i widzimy listę przekładów Łozińskiego, w tym cztery ksiązki Dahla. Ale miej się na baczności - może to jakiś inny student, biedzący się nad jakąś inną pracą magisterską sporządził tę bibliografię, np. chodząc po księgarniach lub pytając na jakimś forum? A może po prostu agent Smith nas nabiera? W końcu to tylko Wikipedia...

Ciekawszy jest akapit Kontrowersje, bo możemy się z niego dowiedzieć nie tylko, że za przekład Tolkiena Łoziński był bardzo krytykowany, za Herberta nieco mniej, a przekład Dahla to już w ogóle się podobał, ale także mamy link do artykułu Agnieszki Sylwanowicz, dokładnie recenzującej tłumaczenie Tolkiena.

OK, czas na jeszcze bardziej mroczne głębiny Jagiellonki (http://www.bj.uj.edu.pl/). W zakładce "Katalogi" wybieramy "Komp. katalog online" i w okienku wyszukiwania wpisujemy "Dahl, Roald", bez cudzysłowów.

Bingo, pojawia się cała lista... Klikamy w tym wierszu, gdzie pisze "30" i mamy 30 ksiązek Dahla, w większości po polsku! To aż 3 strony, ale już się przekonałem, że jesteś dzielna i się łatwo nie zniechęcasz...

W szczególności widzimy, że "Fantastic Mr Fox: był istotnie przetłumaczony nie tylko przez Łozińskiego ale też przez Władysława ...oj zamkneła mi się strona, będziesz musiała sama znaleźć :(

Widzimy też, że Łoziński przetłumaczył więcej książek Dahla, niż to podaje Wikipedia (mamy 3 dodatkowe tytuły).

Nie ma jednak w tym katalogu książki "Danny i mistrz świata", cóż to było wydane zaledwie 7 lat temu, pewnie leży i czeka na swoją kolej w Jagiellonce. Wejdźmy zatem do Empiku online i znajdźmy tę książkę. Wchodzimy w dane szczegółowe i okazuje się że tłumaczem był/a...

Skoro już jesteśmy w księgarni sprawdźmy, czy p. Łoziński nie przetłumaczył czegoś jeszcze ostatnio... Bingo raz jeszcze...i to podwójnie:
"Zdumiewajaca historia...." oraz taka książka o dużym owocu, którą kiedyś pod nieco innym tytułem przetłumaczył Ludwik Jerzy Kern (co zapamiętaliśmy z Jagiellonki).

Oczywiście, zrób to staranniej niż ja,w końcu to Twoja praca magisterska, a ja tylko zabijam czas, by się nie brać za świąteczne porządki. Może jeszcze coś znajdziesz.

Tak czy inaczej, gratulacje, teraz już możesz nie tylko zostać magistrem, ale i edytorem Wikipedii i nanieść te wszystkie poprawki.

Wesołych Świąt!

Viima
04-05-2012, 16:11
Dziękuję za odpowiedź! Już biorę się za przedzieranie się przez ww. katalog. ;)
Wikipedię oczywiście przejrzałam na samym początku, a dosłownie przed paroma minutami znalazłam też w mrocznych odmętach Internetu informację o dwóch tłumaczeniach "The Witches" R. Dahla i po jedno zaraz biegnę do biblioteki. :)

zjb
04-05-2012, 16:19
Dziękuję za odpowiedź! Już biorę się za przedzieranie się przez ww. katalog. ;)
Wikipedię oczywiście przejrzałam na samym początku, a dosłownie przed paroma minutami znalazłam też w mrocznych odmętach Internetu informację o dwóch tłumaczeniach "The Witches" R. Dahla i po jedno zaraz biegnę do biblioteki. :)

Brawo, widzisz, że to działa :)
To juz masz 3 tłumaczenia podwójne: Pan Lis, Wiedźmy/Czarownice i ta trzecia, o dużęj brzoskwini.

poppywitch
04-05-2012, 17:29
Praca magisterska o tłumaczeniach Łozińskiego? To by mogło być nawet dobre, chociaż nigdzie poza Władcą kontaktu z nim nie miałam, a i w tym Władcy też tak nie za bardzo, bo miałam jakieś nowsze, bardziej szczęśliwe wydanie bez Bagoszowa i Tajaru (widać tłumacz został zachęcony do zrobienia pewnych poprawek i zamiast swoich tłumaczeń wierszy dodać tłumaczenia w wykonaniu Marka Gumkowskiego, które mi chyba najbardziej odpowiadają), i w tym poprawionym wydaniu nawet całkiem nieźle dało się to czytać, przez Skibiniewską mi się brnęło ciężej.

pelle_kb
04-12-2012, 17:56
Moja przyjaciółka bardzo sobie ceni tłumaczenie Frąców, ja jednak pozostaje przy starej, dobrej Skibniewskiej - mam jej stare wydanie (CIA Books) i to późniejsze, poprawione i oba naprawdę uwielbiam. ;) Łozińskiemu mówię stanowcze nie - ten człowiek powinien dostać bana na tłumaczenie kolejnych książek. ;)

poppywitch
04-12-2012, 19:33
Z Frącami do czynienia nie miałam, patrzyłam sobie tylko na przekłady wierszy i piosenek, całkiem porządne się wydają, chociaż nie porwały mnie, ze Skibiniewską miałam owszem do czynienia, ale nie w przypadku Władcy, tylko Silmarilionu.
Już chyba w innym wątku to pisałam, ale wrzucę i tutaj - poprawione wydanie Łozińskiego z 2002 roku (wdawnictwo bodaj Libros) właściwie da się czytać bez większego szoku kulturowego, z dziwnych rzeczy został tylko Łazik zamiast Obieżyświata i nieco swojskiej staropolszczyzny tu i ówdzie. I w sumie jeszcze jako młodzież szkolna, kiedy się zorientowałam, że to nazwisko dla czytelników Tolkiena brzmi bardzo złowróżbnie, znalazłam w mojej książeczce taką oto adnotację: "Niniejszą edycję (...) oparto na wydaniu Zysk i S-ka Wydawnictwo S.c, Poznań 2001, w którym wprowadzono zmiany w stosunku do wcześniej publikowanego tłumaczenia Jerzego Łozińskiego, za jego zgodą, lecz wbrew jego woli (...)." :) I dodano, że zmiany te zostały wprowadzone na wyraźne życzenie czytelników. A tą wersje 'ocenzurowaną' się naprawdę da czytać.
Zaczęłam się zastanawiać (chociaż idea może nieco bluźniercza) jaki byłby efekt jakby się pan Łoziński zajął właśnie Silmarilionem. Głównie tam są nazwy własne pochodzące z języków elfów, robienia jakichś dziwnych, przaśnych przekładów z angielskiego nie za bardzo widzę możliwości, aczkolwiek pewnie mogłabym się zdumieć.

anna2506
04-12-2012, 20:30
Moja przygoda z "Władcą..." zaczęła się od przekładu Państwa Frąców właśnie, dwunastolatce czytało się dobrze;) i nadal dobrze się czyta (acz może wypadałoby odświeżyć znajomość...)
Nie do końca jestem pewna, czy Frącowie są zadowoleni z przekładów niektórych wierszy (o ile pamiętam, Pieśń o Nimrodel czytało się dość topornie), ale np. Piosenkę o trollu, co siedział na zadku z kamienia pamiętam do dziś - i do teraz przekład uważam za genialny (choć bez bicia przyznaję się, że nie znam wersji pani Skibniewskiej).

poppywitch
04-12-2012, 22:11
W sumie patrząc na wiersze i piosenki, to najbardziej mi oczywiście zapadły w pamięć te, które były w poprawionym wydaniu Łozińskiego. Nie on je tłumaczył (widziałam te jego próbki), ale Marek Gumkowski i przynajmniej jak dla mnie odwalił kawał dobrej roboty, ładne, melodyjne, mnie bardzo zapadające w pamięć, pieśń o Gil-Galadzie i to, co śpiewano po śmierci Gandalfa do tej pory bym potrafiła powtórzyć, głównie dlatego, że mi te rymy i melodyka podeszły. Skibiniewska jakoś mnie pod tym względem nie zaskoczyła.

seri
04-13-2012, 10:38
Ciekawe dlaczego w ogóle zdecydowano się na wydanie przekładu Łozińskiego, przecież ktoś to chyba wcześniej czytał, nie? :D

kompaktowa
04-13-2012, 11:01
Ciekawe dlaczego w ogóle zdecydowano się na wydanie przekładu Łozińskiego, przecież ktoś to chyba wcześniej czytał, nie? :D

Kiedyś tłumaczenie imion i nazw własnych nie było niczym dziwnym, poza tym o ile dobrze pamiętam Hobbit, który pojawił się jako pierwszy, był pisany z myślą o młodszym odbiorcy. Może wydawca stwierdził, że Władca Pierścieni przeznaczony jest dla tej samej publiki co Hobbit i stąd tego typu strategia tłumaczeniowa?

rdest
04-13-2012, 12:26
Ja pierwszy raz czytałam WP w tłumaczeniu Łozińskiego i do tej pory mam do tego tłumaczenia sentyment.
A nawiązując do jednego z wcześniejszych wpisów - nie wiedziałam że Skibniewska korespondowała z Tolkienem!

poppywitch
04-13-2012, 21:26
Hmm... od początku tej dyskusji intensywnie próbuję sobie przypomnieć, w jakim tłumaczeniu czytałam Hobbita po raz pierwszy, jakoś w podstawówce wtedy byłam i nie zwracałam uwagi szczególnie. W tłumaczeniu Hobbita też był Tajar zamiast Rivendell?

caia.balcania
05-09-2012, 19:36
A ja mam do was wszystkich pytanie: czy znacie książki inne niż Władca pierścieni i Diuna, które pojawiły się w "wersji polskiej i wersji łozińskiej"? Na przykład coś Roalda Dahla (wiem, że jego książki tłumaczył J.Ł, ale nie wiem czy są gdzieś "alternatywne" tłumaczenia")? Baaaaaardzo proszę o informacje, bo google niewiele mi mówią, a potrzebuję tego do pracy magisterskiej. :)

Praca magisterska i google. Dokąd zmierza humanistyka...

Viima
05-09-2012, 19:52
Praca magisterska i google. Dokąd zmierza humanistyka...

Że tak powiem... WTF, dude? Google to teraz normalne narzędzie pracy/nauki. Nie widzę powodu nie korzystać z ułatwienia, kiedy mam taką możliwość. To tak, jakby mieć łopatę a i tak kopać dół rękoma, bo łopatą to "nie po bożemu". o_O
A tak poza tym wszystkim - ten temat to nie miejsce na taki komentarz.


Co do tematu - jeszcze nie pojawił się tu ten link (http://www.tolkien.cyberdusk.pl/index.php?tlu), więc pomyślałam, że może go tu zamieszczę. Krótki komentarz do trzech przekładów LOTR i przykłady obrazujące różnice między nimi. ;>

pelle_kb
05-09-2012, 19:58
Piszę właśnie licencjat o tłumaczeniu Diuny w wydaniu Marszała i Łozińskiego, więc temat ten też mnie interesuje, ale raczej z czystej ciekawości. ;) Niektóre neologizmy z Diuny podobają mi się akurat bardziej w wydaniu Łozińskiego, np. piaskal, ale zdaję sobie sprawę z tego, że jestem w mniejszości ;) (a już np. Wolanie wołają o pomstę do nieba ;)

zjb
05-09-2012, 20:04
Że tak powiem... WTF, dude? Google to teraz normalne narzędzie pracy/nauki. Nie widzę powodu nie korzystać z ułatwienia, kiedy mam taką możliwość. To tak, jakby mieć łopatę a i tak kopać dół rękoma, bo łopatą to "nie po bożemu". o_O


Przyjrzyj się proszę sytuacji: dziewczyna nie znajduje w Google'u informacji o książkach, więc nie wie, jak sobie dalej poradzić? Google sięga tylko do pewnej części internetu! (nie obejmuje choćby katalogów bibliotek czy księgarni internetowych) . I na studiach powinni byli ją nauczyć, jak przeprowadzić badania bilbiograficzne.

caia.balcania
05-09-2012, 20:12
Że tak powiem... WTF, dude? Google to teraz normalne narzędzie pracy/nauki. Nie widzę powodu nie korzystać z ułatwienia, kiedy mam taką możliwość. To tak, jakby mieć łopatę a i tak kopać dół rękoma, bo łopatą to "nie po bożemu". o_O
A tak poza tym wszystkim - ten temat to nie miejsce na taki komentarz.

Oczywiście, ja też korzystam z ułatwień jakie proponują Google czy ogólnie Internet. Ale pierwszym i podstawowym narzędziem filologów(tłumaczy, filologów i innych) powinna być biblioteka, a co za tym idzie książki i katalogi(zwykłe lub elektroniczne, regionalne, krajowe czy zagraniczne).

I uważam, że to dobre miejsce na "taki" komentarz.

Viima
05-09-2012, 20:14
Przyjrzyj się proszę sytuacji: dziewczyna nie znajduje w Google'u informacji o książkach, więc nie wie, jak sobie dalej poradzić? Google sięga tylko do pewnej części internetu! (nie obejmuje choćby katalogów bibliotek czy księgarni internetowych) . I na studiach powinni byli ją nauczyć, jak przeprowadzić badania bilbiograficzne.

Khem... z tym, że to nie jest na zasadzie "nie wiem jak sobie dalej poradzić", tylko "proszę o pomoc na forum, bo a nuż ktoś się tym interesuje, posiada taką wiedzę i jest w stanie pomóc ZANIM przekopię się przez te wszystkie katalogi". Proszę o wypowiadanie się na temat. Jeżeli ktoś jeszcze ma do mnie jakieś pretensje o to, że poprosiłam o pomoc na forum, to bardzo proszę wygarnąć mi wszystko poprzez wiadomość prywatną, bez zaśmiecania wątku, który dotyczy Jerzego Łozińskiego, a nie korzystania z Internetu przy pisaniu prac naukowych.
Bezz offtopu i trollowania proszę, bo polecą ostrzeżenia.

pelle_kb
05-16-2012, 20:27
Żeby pchnąć wątek z powrotem na właściwe tory... ;) Czy są jakieś słowa przetłumaczone przez Łozińskiego, które uznajecie za lepsze niż ich odpowiedniki w wydaniu np. M. Skibniewskiej albo M. Marszała?

Ewelina Kwiatkowska
05-19-2012, 19:44
Żeby pchnąć wątek z powrotem na właściwe tory... ;) Czy są jakieś słowa przetłumaczone przez Łozińskiego, które uznajecie za lepsze niż ich odpowiedniki w wydaniu np. M. Skibniewskiej albo M. Marszała?

Wydaje mi się, że to raczej nie jest możliwe. Tłumacza poniosła fantazja i wśród licznych wpadek translatorskich trudno dopatrzeć się czegoś pozytywnego. "Łozizm" w pełnej krasie...

pelle_kb
05-22-2012, 01:39
Wydaje mi się, że to raczej nie jest możliwe. Tłumacza poniosła fantazja i wśród licznych wpadek translatorskich trudno dopatrzeć się czegoś pozytywnego. "Łozizm" w pełnej krasie...
Hmm, a ja przyznam, ze jako jedna z nielicznych wolę jego "piaskala" od "czerwia pustyni", o czym też wspominam zresztą w swoim licencjacie :D "Czerw" kojarzy się niestety z larwą, czyli niedorosłym owadem, a "piaskal" brzmi tak bardziej fantastycznie i moim zdaniem w kontekście pasuje ;)

kapix
05-24-2012, 19:46
Ja niedawno robiłam prezentację o jego tłumaczeniu "Charliego i fabryki czekolady". Powiem szczerze, że nie jest takie najgorsze (chyba się uczył trochę na błędach/krytyce, bo imiona bohaterów pozostawił bez zmian ;) ).
To, co najbardziej nie podobało mi się w jego tłumaczeniu, to piosenki śpiewane przez Upma-Lumpy - w ogóle nie mają żadnego rytmu, a rymy są w niektórych momentach tak... odległe? nie wiem, czy to dobre słowo. Coś, jak u Dickinson, tylko w tym wypadku wielką poezją tego nazwać nie można.
O, choćby "Augustusie Gloopie, przeraźliwie łakome z ciebie chłopię".
Szału nie ma.

eliza90
07-10-2012, 17:29
Z usilnym spolszczaniem imion i nazw własnych we "Władcy" jest o tyle problem, że Tolkien stworzył własny świat, wraz z językami i mitologią, od postaw, wzorując się jedynie na dawnych językach i kulturze Wielkiej Brytanii. Zatem świat "Władcy" zachowuje dystans językowy nawet dla native speakera angielskiego, więc przybliżanie go Polakowi za pomocą polskiego mija się z celem.

Zgadzam się w zupełności:) Akurat w przypadku Władcy Pierścieni domestykacja to najgorsza możliwa opcja. Taka różnorodność krain, języków, postaci w oryginale zobowiązuje, więc tłumacz naprawdę powinien zadać sobie trud, żeby oddać ten niesamowity klimat, a nie wprowadzać jakieś dziwne własne wersje:)

stanley
07-10-2012, 18:36
Ja nie znam tego tłumaczenia, tzn. czytałem tylko fragmenty, ale czytałem artykuł wskazujący na to, że tłumaczenie Łozińskiego jest dużo lepsze pod względem filologicznym, bo lepiej odnajduje źródłosłowy itd. No, i podobno jest bardziej poetyckie i lepiej oddaje klimat oryginału.

Nie bardzo wiem, na czym to pokazać, więc po prostu weźmy wiersz o Pierścieniach. Mi tłumaczenie Skibniewskiej wydaje się nieco bardziej toporne -- bliższe oryginałowi pod względem konstrukcji tekstu, ale chyba w tłumaczeniach literackich nie o to dokładnie chodzi...

Maria Skibniewska

Trzy pierścienie dla królów elfów pod otwartym niebem,
Siedem dla władców krasnali w ich kamiennych pałacach,
Dziewięć dla śmiertelników, ludzi śmierci podległych,
Jeden dla Władcy Ciemności na czarnym tronie
W Krainie Mordor, gdzie zaległy cienie,
Jeden by wszystkimi rządzić, Jeden by wszystkie odnaleźć,
Jeden by wszystkie zgromadzić i w ciemnościach związać
W Krainie Mordor, gdzie zaległy cienie.


Jerzy Łoziński

Trzy Pierścienie elfowym władcom szlachetnego miana,
Siedem krzatów monarchom w kamiennych sal koronie,
Dziewięć ludzkim istotom, którym śmierć pisana,
Jeden dla Władcy Ciemności, co trwa na mrocznym tronie
W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana.
Ten Jedyny, by rządzić wszystkimi, ten Jedyny, by wszystkie odnaleźć,
Ten Jedyny, by zebrać je wszystkie i w ciemności zespolić więzami
W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana.

doghead
07-11-2012, 11:58
Zgadzam się w zupełności:) Akurat w przypadku Władcy Pierścieni domestykacja to najgorsza możliwa opcja. Taka różnorodność krain, języków, postaci w oryginale zobowiązuje, więc tłumacz naprawdę powinien zadać sobie trud, żeby oddać ten niesamowity klimat, a nie wprowadzać jakieś dziwne własne wersje:)

Najlepsze w krytykach Łozińskiego jest to, że najczęściej nie czytali choćby przedmowy do jego tłumaczeń (nie mówiąc już np. o tym co sam Tolkien tłumaczom zostawił) a opierają się na grzmiących na przeróżnych forach "Prawdziwych Fanach Tolkiena". Ów "swojskość" jest obecna również w oryginale i jest jak najbardziej zaplanowana. Zauważcie, że większość przetłumaczonych nazw własnych pojawia się w początkowej części powieści, podobnie w oryginale gdzie nazwy miejsc czy nazwiska hobbitów brzmią (dla użytkownika j. angielskiego) właśnie swojsko. Egzotyka zaczyna się w miarę trwania podróży i nie jest to przypadek.
Podobne tłumaczenia "Władcy" istnieją również w innych krajach, nie tylko u nas i co najciekawsze tam nie są obiektem kpin. Czasem wydaje mi się smutne, że w tym kraju typowy fan fantastyki uważa "Shire" za ideał w polskiej wersji a "Włość" za wstyd i wiochę.

Oczywiście są różne gusta - nie twierdzę wcale, że tłumaczenie Skibiniewskiej jest złe. Nie mniej, uważam że tłumaczenie Łozińskiego jest co najmniej równie dobre (a czy lepsze czy nie to już indywidualna kwestia).

ziula26
07-13-2012, 13:31
Moim zdaniem przekład Łozińskiego jest, mimo swoich wad, dużo lepszy w odbiorze niż przekład Skibiniewskiej - dużo przyjemniej się go czyta. I nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że Łoziński to zły tłumacz - facet zrobił dobrą robotę przy WP więc z powodzeniem może tłumaczyć również Fowles'a :P

ArX
07-29-2012, 23:24
Szanuję Łozińskiego za świetną polszczyznę, która genialnie podkreśla swojski, baśniowy klimat Władcy Pierścieni. Jeśli wyprodukował tak klimatyczny tekst w trzy miesiące, tym bardziej jestem pod wrażeniem. Tylko te wszystkie błędy.... błędów znaczeniowych jest tyle, że jego LOTR trzeba traktować jak oddzielny tekst, klimatyczny, ale oddzielny od oryginału, co oczywiście "nieco" kłóci się z całą ideą tłumaczenia.

ślepekiszki
11-26-2012, 10:40
Większość sarka na przekłady Łozińskiego Diuny i Władcy Pierścieni, ale tak po prawdzie, to zazwyczaj nie przedstawia rzeczowych argumentów przeciw, tylko mówi o jakichś własnych widzimisie. A przecież punktem odniesienia w krytyce przekładu winien być oryginał. Wrzucę więc link do argumentów wnikliwszego internauty nt. wyższości przekładu Władcy przez Łozińskiego, a następnie link innego internauty o wyższości Łozińskiego przekładu Diuny. Bardzo rzeczowe argumenty za, toteż żywcem przepisuję i proponuję się z nimi zapoznać, zamiast wydawać 'merytoryczne' pochrząkiwania pod jego adresem w stylu: fe, be, a fuj, bo... bo tak.

Doprawdy, forum językowe zobowiązuje do jakiegoś poziomu krytycznych uwag nt. przekładów, a tu widzę powierzchowne traktowanie sprawy, co napawa mnie smutkiem i rozczarowaniem...

1.
WŁADCA PIERŚCIENI:
http://www.elendili.pl/viewtopic.php?t=4256


2. DIUNA (chodzi o długi wpis użytkownika o nicku Radagajs):
http://www.forum.gildia.pl/index.php?topic=1701.45

ślepekiszki
11-29-2012, 16:32
Nie rozumiem, czemu to wydumany (czytaj: książkowy) wyraz 'Obieżyświat' ma być lepszy od 'Łazika'. Forumowicze forum językowego (vide nazwa forum.mlingua.pl), czemu to nie odwołujecie się do oryginału? Wszak u Tolkiena stoi 'Strider', a jest to słowo zwyczajne (nie książkowe) i lekko deprecjonujące, a przynajmniej pozwalające na nieco lekceważący stosunek względem właściciela tego przydomka.

'Łazik' więc odpowiada znakomicie intencji autora, 'Obieżyświat' oczywiście - nie. Macie po prostu niejednokrotnie uprzedzenia, ot co. Albo zraziliście się przez kilka wpadek Łozińskiego i prychacie na wszystko, co nim pachnie. Zresztą, moze po prostu płyniecie z prądem, bo moda na krytykę Łozińskiego nie mija.

A Łoziński wybrał lepszą strategię od Skibniewskiej. Nazwy angielskie tłumaczył, bo i Tolkien "przełożył" je z westronu (wspólnej mowy). Więc czemu krzywicie buziaczki? Że nie miał Łoziński nieraz ucha do nazw? Prawda, poświadczam, ale nie neguje to faktu, że nazwy angielskie winny być przełożone, spolszczone, natomiast elfie i celtyckie - zostawione w oryginale.

Ergo: Skibniewska wybrała złą strategię mimo konsultacji z Tolkienem.

dagalesz
12-10-2012, 13:10
cóż, prawda jest taka, że każdy z nas ma swoje ulubione strategie - zarówno jako tłumacz, jak i jako czytelnik. Mnie np tłumaczenie nazw własnych często wytrąca z rytmu podczas czytania - ale znowu nie każde, bo Pratchett w przekładzie Cholewy łyka mi się bez problemu. Łozińskiego czytałam przed Skibniewską. Na szczęście nowszą wersję, bo Bagosza chyba bym nie zdzierżyła. Nie musi być koniecznie słabym tłumaczem, po prostu przyjęta przez niego strategia się nie sprawdziła i tyle (przynajmniej w większości przypadków, jak się okazuje;)). Może przed publikacją wydawało się to strzałem w dziesiątkę, ale potem wychodzi, że ludziom to nie pasuje. Takie życie. Też mi się zdarza, że doszlifowuję zdanko na zajęcia, puchnę z dumy jak paw, a potem zostaje obśmiane. Cóż:)

ślepekiszki
12-10-2012, 14:12
Rzecz nie w tym, czy strategia się sprawdzi, czy nie, tylko w tym, czy jest wierna względem dzieła. Strategia Łozińskiego względem dzieła wierna była, a że się nie sprawdziła - cóż, po prostu okazało się, że fani Władcy Pierścieni nie są fanami Tolkiena, tylko Skibniewskiej:p

nicnicnic
08-28-2013, 20:39
@ślepekiszki
Jak przeczytałam Twoją wypowiedź, to uznałam, że aż muszę sobie założyć tutaj konto, żeby nie zostawić jej bez odpowiedzi. Zamiast zakładać, że krytyka Łozińskiego jest spowodowana przez uprzedzenia, warto sobie zadać pytanie, skąd się te uprzedzenia wzięły.
Po pierwsze- Tolkien wyraźnie zaznaczył, że nie należy przekładać nazw własnych. I dlaczego wprowadzać tutaj podział na te pochodzenia westrońskiego, celtyckiego, czy elfickiego (tym bardziej, że przełożył je wszystkie...). Imć Jerzy Łoziński zdecydowanie za bardzo spolszczył też klimat tej książki, odebrał jej poetykę celtyckiej legendy, która, jak mi się wydaje, miała istotny wpływ na stworzenie klimatu Śródziemia. Oprócz tego, poza tymi "kilkoma wpadkami"popełnił parę istotnych merytorycznych.
Last, but not least: bez podania argumentów, dlaczego (oprócz wywodu nad pretensjonalnością "Obierżyświata") nazywasz wersję Marii Skibniewskiej gorszą. Skoro korespondowała ona z Tolkienem, chyba trzeba założyć, że jednak wybrała strategię bliższą twórcy oryginału- ergo LEPSZĄ.

mimmika
08-28-2013, 22:40
Przekład Łozińskiego był dla mnie po prostu straszny- wg mnie nie powinno się przekładać imion i nazw własnych. Nigdy i pod żadnym pozorem!

kevinmoore
08-29-2013, 00:30
Tłumaczenie Łozińskiego to tragedia w ogóle nie powinno się ukazać według mnie. Jak można przekładać imiona, translated by George the Wanderer :D i już nawet pomijając wszystko tłumacz powinien trzymać się jakichś reguł a nie pisać książkę od nowa, sugerując, że wie lepiej od autora o co chodzi w jego dziele. Jest sobie "Guide to the names in The Lord of the Rings", który Łoziński zupełnie lekcewazy.

adrianka883
09-01-2013, 16:44
Absolutnie jestem za tłumaczeniem Skibniewskiej. Ale ukłon trzeba oddać też panom Włodzimierzowi Lewikowi i Andrzejowi Nowickiemu, którzy tłumaczyli wiersze i piosenki.

AgataLiberska
09-01-2013, 19:51
Ciekawe dlaczego w ogóle zdecydowano się na wydanie przekładu Łozińskiego, przecież ktoś to chyba wcześniej czytał, nie? :D

Nam się wydaje to takie oczywiste, bo Władca Pierścieni chcąc nie chcąc stał się częścią popkultury. Realia wtedy były nieco inne.

Btw, chyba niewiele osób o tym wie, ale jest nowe tłumaczenie, wykonane przez Marię i Cezarego Frąców. Czytaliście? Ja tylko pobieżnie przeglądałam dialogi, bo piszę magisterkę o Gollumie ;) Wydaje się w porządku.

maciej.zinczuk@op.pl
09-09-2013, 15:14
Niestety po dziś dzień nie czytałem żadnego z tłumaczeń Tolkiena na Polski. Powiem wiec tyle, każde polskie kobiece imię musi się kończyć na A. Shelob [+A] niewątpliwie staje się dzięki temu bardziej kobieca ;) Ale myślę, że przetłumaczyć Silmarillion i tak będzie 10 razy trudniej.

AgataLiberska
09-13-2013, 02:12
Cóż, Skibniewska miała w tłumaczeniu jedną ogromną nad konkurentami przewagę - możliwość korespondowania z Tolkienem we własnej osobie, i zasięgania Jego opinii w co bardziej dyskusyjnych przypadkach. Oprócz tego, tak jak wspomniano wyżej - Skibniewska kierowała się raczej zdroworozsądkowym podejściem, nie starając się nic zrobić na siłę.

Z innej beczki, czy ktoś doświadczył tłumaczenia w wykonaniu państwa (bodajże) Frąców? Jak ma się ono w porównaniu z resztą?

Ja pierwszy raz czytałam WP w tłumaczeniu Łozińskiego i do tej pory mam do tego tłumaczenia sentyment.
A nawiązując do jednego z wcześniejszych wpisów - nie wiedziałam że Skibniewska korespondowała z Tolkienem!

Emmmmm... To korespondowanie to nie do końca. Z "Listów Tolkiena": "Przykro mi, że z powodu kłopotów domowych i zamętu nie odpowiedziałem na list pani Skibniewskiej. Nie jestem w stanie sporządzić dla niej szczegółowych wskazówek". I dalej tylko, żeby nie tłumaczyła nazw własnych i może dodała jakiś słownik na końcu (jak Polkowski w Potterze). Także no, tego. Nie gloryfikujmy jej tak może, bo gdyby nie Gumkowski, to chyba nie byłoby tak różowo. Np. postanowiła, że nie będzie tłumaczyć Dodatków, które są przecież integralną częścią całego dzieła (to nie ja tak uważam, tylko Tolkien ;p), zatem hats off to Agnieszka Sylwanowicz. Właśnie pożyczyłam wydanie z '81 roku, ale ono już ma sporo poprawek zrobionych w porównaniu z tym z lat 60. Ciekawe, co to będzie.

Aha, a jak już o korespondencji: nie pisała do Tolkiena, tylko do jego wydawcy ;) Dobranoc wszystkim :D

Arya_92
09-27-2013, 13:46
W przypadku Władcy Pierścieni, jestem zwolenniczką tłumaczenia Skibniewskiej. Jest to pierwszy przekład, który czytalam i być może własnie dlatego wersja Skibniewskiej najbardziej przypadła mi do gustu.Wydaje mi się też, że ta wersja najlepiej oddaje klimat oryginału.

ItaliAnna
12-21-2013, 23:42
Jestem absolutną zwolenniczką tłumaczenia p. Skibniewskiej. Czytając Władcę Pierścieni przez chwilę bawiłam się w czytanie porównawcze, czytając wersję w tłumaczeniu Skibniewskiej jednoscześnie co jakiś czas przeskakiwałam na Łozińskiego, żeby zobaczyć jak wygląda jego tłumaczenie. Im dalej, tym było gorzej, tłumaczenia nazw własnych zaproponowane przez Łozińskeigo bardziej mnie ziechęcały do lektury niż przybliżały mi świat Środziemia. Poza tym ile razy widziałam słowo Łazik to od razu przychodził mi na myśl łazik marsjański.

venicequeen
07-19-2014, 15:39
Pierwszą część Władcy Pierścieni czytałam w przekładzie pani Skibniewskiej, drugą w przekładzie pana Łozińskiego i muszę przyznać, że nijak nie potrafiłam poradzić sobie z przetłumaczonymi nazwami własnymi. Przeszkadzało mi to do tego stopnia, że z przeczytaniem trzeciej części czekałam chyba dwa lata, do czasu, aż pożyczyłam tłumaczenie pani Skibniewskiej.

Pepper
07-19-2014, 16:13
dostałam kiedyś całą trylogię w tłumaczeniu Łozińskiego, ale w wersji już bardzo bardzo poprawionej... Bagosza z Bagoszna już wprawdzie nie było, ale nadal, nawet z poprawkami, całość brzmiała nieco osobliwie. nie wiem, czy to jakiekolwiek pocieszenie, ale w innych krajach też zdarzało się tłumaczom wyczyniać takie cuda. czytam teraz "Listy" Tolkiena i biedaczek co chwilę się tam irytuje i narzeka na tłumaczy :)

mary5
07-21-2014, 12:43
Dokładnie. Pan Łoziński swoimi "udomowieniami" zepsuł cały klimat książki i odebrał tą magię,która można dostrzec tylko dzięki odmienności bohaterów, nazw itd. Bagoszno i krzat, albo krzatowe kalosze po prostu brzmią śmiesznie.

Orestes
07-25-2014, 17:38
Zgadzam się z mary5 - wynalazki Łozińskiego odbierają sporo powagi i generalnie jak dla mnie są porażką. Np. nazywając Aragorna "Striderem" sugeruje się coś zupełnie innego, niż nazywając go "Łazikiem" (co mi kojarzy się bardziej z gościem, który chodzi tam i siam, bo nie ma pomysłu, co ze sobą zrobić).

Pepper
07-25-2014, 21:43
albo z pokracznym robotem zwiedzającym Marsa :D

ślepekiszki
07-26-2014, 20:48
Skoro uważacie, że Skibniewskiej "Obieżyświat" jest bardziej adekwatny od "Łazika" Łozińskiego, to znaczy, że nie macie pojęcia, co znaczy i jaką funkcję pełni słowo "Strider" w oryginalnym tekście The Lord of the Rings. Byłoby wskazane, żeby człowiek wypowiadał się, jeśli zna dane zagadnienie, a nie kpił z kogoś, tak naprawdę ośmieszając siebie.

Pepper
07-30-2014, 11:15
"Obieżyświat" też mi się specjalnie nie podoba. Żadne z tych tłumaczeń nie jest godne zachwytu, ale "Łazik" dodatkowo jeszcze brzmi po prostu głupio. Cały czas liczę na to, że ktoś w swoim geniuszu zastąpi je oba czymś, co połączy adekwatność z estetyką.

ślepekiszki
07-30-2014, 22:10
"Obieżyświat" też mi się specjalnie nie podoba. Żadne z tych tłumaczeń nie jest godne zachwytu, ale "Łazik" dodatkowo jeszcze brzmi po prostu głupio. Cały czas liczę na to, że ktoś w swoim geniuszu zastąpi je oba czymś, co połączy adekwatność z estetyką.

A niby czego brzmi "głupio"? A sprawdzałeś, w jakich znaczących kontekstach w oryginale pojawia się "Strider"? "Łazik" jest lepszy niż wydumany (czytaj: górnolotny) "Obieżyświat". "Obieżyświat" brzmi zbyt nienaturalnie jak na względną pospolitość słowotwórczą wyrazu "Strider" - dodanie końcówki -er do czasownika stride właśnie na taką zwyczajność wskazuje, choć raczej nieczęsto się słowa strider używa w angielszczyźnie. Ponadto przezwisko Aragorna miało być "prześmiewcze", niezbyt "szlachetne", toteż "Obieżyświat" nie zdaje egzaminu, "Łazik zaś" - i owszem. I nieistotne, że "łazik" ma w naszym języku także inne znaczenia. Homonimia nie jest sabotażystką w królestwie języka.

Czytelnik - jeśli "łazik" kojarzy mu się tylko z gazikiem, dżipem - powinien po prostu sięgnąć do słownika i przyswoić sobie inne znaczenia tego słowa (ja tak zawsze staram się robić, gdy spotykam w tekście nieznane albo na wpół zapomniane słowo albo takie, którego znaczenie znam, ale w danym kontekście mi coś nie pasuje), a kontekst WP podpowie już mu, w jakim znaczeniu użyto tego słowa. "Łazik" brzmi pospoliciej niż "obieżyświat", ale w końcu "strider" brzmi też pospoliciej niż np. "vagabond, vagrant czy wayfarer", a właśnie raczej odpowiednikiem takich słów jest "obieżyświat" - słów literackich, książkowych, nie pospolitych jak "strider". "Obieżyświat" jest odpowiednikiem zbyt wyszukanym, zbyt książkowym. Z tych właśnie względów obiektywnych uważam, że "Łazik" stanowi lepsze rozwiązanie.

Za Łazikiem przemawia dodatkowo ważny fragment z rozdziału RIDERS OF ROHAN:

'Strider is too poor a name, son of Arathorn,', he [Éomer] said. 'Wingfoot I name you.'

Éomer nawiązuje tu do znaczenia przezwiska Aragorna - przezwisko to, mówiące o robieniu dużych kroków, zbyt słabo określa szybkość, z jaką Aragorn pokonuje odległości, więc lepsze byłoby określenie: Śmigły/ Pędziwiatr/ itp. A zatem ani Włóczykij, ani Obieżyświat (ten drugi notabene nie pasuje też z powodu zbytniej książkowości tego słowa w porównaniu ze zwyczajnością słowa "Strider") nie pasują. Najlepiej nadaje się mimo wszystko Łazik - mamy tu skontrastowane "łażenie" (raczej nie konotujące szybkości) z byciem "pędziwiatrem/ wiatrogonem/ wiatropędem".

Jeśli już chcielibyśmy użyć słowa "Obieżyświat", to prędzej dla oddania słowa "Wingfoot": kontrastowałoby to PoWSInogę (Strider) z ObieżyŚWIATem (Wingfoot). Nie jest to optymalne rozwiązanie, choć całkiem niezłe.

Co innego, czy jest "łazik" rozwiązaniem optymalnym, idealnym. To już inna para kaloszy (można proponować inne, np. "Włóczykij", "Łazęga" itp.). Jedno jest pewne: "Łazik" jest wierniejszy znaczeniowo i stylistycznie aniżeli wydumany, górnolotny "Obieżyświat".

priczmond
08-11-2014, 08:33
Ślepekiszki, napisałeś dużo dobrego i zgadzam się, że "Obieżyświat" to określenie zbyt pompatyczne dla zwykłego "Stridera". Jednak "Łazik" nadal mnie nie przekonuje - w dzisiejszych czasach ma jedno skojarzenie i zwykły śmiertelnik czytający WP nie będzie chciał zagłębiać się w wielakość znaczeniową tego słowa - uzna to tłumaczenie za nieadekwatne. Według mnie, dobrym rozwiązaniem było przetłumaczenie "Stridera" jako "Włóczęgi", tylko z dużej litery, żeby pokazać, że mamy do czynienia z TYM Włóczęgą, a nie jakimś tam włóczęgą, których wielu tuła się po Śródziemiu. Określenie to jest proste i ma negatywny wydźwięk, a także jest bardzo pospolite, więc wydaje mi się, że pasowałoby do kontekstu. Ktoś ma inne pomysły?

alex9489
08-17-2014, 22:35
Moim zdaniem tłumaczenie Marii Skibniewskiej jest najlepsze. Zdania nie zmienię, a pozostałe tłumaczenia.. No cóż, nie przekonują mnie.

Mortia von Posen
08-17-2014, 23:54
Jako dziecko trzynastoletnie, nie będąc jeszcze szczególnie świadoma różnic w przekładzie, sięgnęłam najpierw po wersję pana Łozińskiego i po przeczytaniu dwóch stron, intuicyjnie odłożyłam książkę z powrotem na półkę. Pamiętałam, że na półce stała także inna wersja w przekładzie Marii Skibniewskiej, dokonałam zamiany i Władcę Pierścieni w tłumaczeniu pani Skibniewskiej przeczytałam od deski do deski bodajże w tydzień. Bilbo Bagosz za bardzo brzmiał dla mnie jak bambosz, inne przetłumaczone nazwy własne wywoływały podobnie niewzniosłe skojarzenia, dlatego wygrała pani Skibniewska.

Charlie93
04-18-2015, 12:27
Czytelnik - jeśli "łazik" kojarzy mu się tylko z gazikiem, dżipem - powinien po prostu sięgnąć do słownika i przyswoić sobie inne znaczenia tego słowa.

Ten argument jest inwalidą. Język to zjawisko bardziej złożone niż definicje słownikowe, stąd wydaje mi się, że powszechna recepcja danego słowa ma tutaj bardzo duże znaczenie. Nie ma też przecież gwarancji, że po dokładnym zapoznaniu się ze wszystkimi szczegółami pozbędziesz się negatywnego wrażenia, które dane słowo ze sobą niesie... a tak właśnie jest w przypadku Łazika. Zgadzam się, że Obieżyświat to kiepska opcja, ale wolę już przekłamanie w kierunku "epickości" niż tak żałosną wierność oryginałowi. Podoba mi się natomiast Twoja propozycja "Łazęga". Sam myślałem nad "Szwędaczem", choć obecny kinoman może mieć z tym słowem bardzo konkretne skojarzenia, które nie mają z WP zbyt wiele wspólnego ;)

ślepekiszki
04-18-2015, 22:55
Ten argument jest inwalidą. Język to zjawisko bardziej złożone niż definicje słownikowe, stąd wydaje mi się, że powszechna recepcja danego słowa ma tutaj bardzo duże znaczenie. Nie ma też przecież gwarancji, że po dokładnym zapoznaniu się ze wszystkimi szczegółami pozbędziesz się negatywnego wrażenia, które dane słowo ze sobą niesie... a tak właśnie jest w przypadku Łazika. Zgadzam się, że Obieżyświat to kiepska opcja, ale wolę już przekłamanie w kierunku "epickości" niż tak żałosną wierność oryginałowi. Podoba mi się natomiast Twoja propozycja "Łazęga". Sam myślałem nad "Szwędaczem", choć obecny kinoman może mieć z tym słowem bardzo konkretne skojarzenia, które nie mają z WP zbyt wiele wspólnego ;)

1. Jeśli już, to "SzwENdacz".

2. A argumentu co do skojarzeń nie przyjmuję. Co innego, gdyby znaczenie było śmieszne, np. "stolec" nie znaczy dziś już "tron". Ale już słowa "stolica" możemy użyć w znaczeniu "tron", podobnie jak słowa "łazik", które ma więcej niż jedno znaczenie. Nie gra roli, z czym się komu kojarzy w pierwszej kolejności.

PunIntended
04-19-2015, 13:23
Nie każde złoto blask odkrywa,
Ani wędrowiec myli drogi,
Starość dojrzała siłą bywa,
Korzeni mróz nie sięga srogi.
Z popiołów płomień się zapali,
I w mroku kiedyś skra zapłonie,
Złamaną klingę można scalić,
Wygnaniec siądzie znów na tronie.
Przekład: Jerzy Łoziński

Nie każde złoto jasno błyszczy,
Nie każdy błądzi, kto wędruje,
Nie każdą siłę starość zniszczy.
Korzeni w głębi lód nie skuje,
Z popiołów strzelą znów ogniska,
I mrok rozświetlą błyskawice.
Złamany miecz swą moc odzyska,
Król tułacz wróci na stolicę.
Przekład: Maria Skibniewska

Ten fragment osobiście uznaję za przykład wyższości tłumaczenia Skibniewskiej. Czytając powyższe wersje jedna po drugiej zupełnie inaczej (podświadomie?) odbieram tą samą treść.

Przy okazji, co sądzicie o tłumaczeniu "Strider" po prostu jako "Wędrowiec", lub ewentualnie "Tułacz". Według mnie brzmi trochę lepiej i poważniej niż "Łazik", a mniej patetycznie niż "Obieżyświat".

krzysztofinski
04-19-2015, 14:50
Tłumaczenie Łozińskiego było pierwszym, z jakim się zetknąłem. I choć jest w nim sporo błędów merytorycznych (wierzcie, nazwy własne, czy pewne strategie względem terminologii to mały pikuś przy niektórych cudach i przeinaczeniach), to trzeba przyznać, że całość przełożył na dość ładną polszczyznę, a i z niektórych pułapek (np. dialogu: WK: "No man can kill me." E: "I am not a man") wybrnął dość zgrabnie i czasem lepiej niż Skibniewska.
Natomiast z nazwami własnymi jest o tyle problem, że Tolkien sam chciał, by je przekładano. Stworzył nawet cały przewodnik: http://tolkien.ro/text/JRR%20Tolkien%20-%20Guide%20to%20the%20Names%20in%20The%20Lord%20of %20the%20Rings.pdf
Sek w tym, że przewodnik ten został napisany głównie z myślą o tłumaczach, którzy przekładali sagę na języki germańskie. W przypadku języków należących do innych rodzin zalecane było pozostawienie tychże nazw własnych w oryginalnym brzmieniu.
Nie chcę tutaj więc w żadnym przypadku Łozińskiego usprawiedliwiać (pomijając już fakt, że nie powinien ich stosować, to i tak potraktował wskazówki Tolkiena bardzo umownie i niekonsekwentnie), ale warto mieć na względzie różne okoliczności.

kkamila
04-20-2015, 09:20
Ja jestem pod wrażaniem tłumaczenia Marii Skibniewskiej i zgadzam się z Tobą całkowicie. Przekład państwa Frąc, dla porównania, jest jak najbardziej poprawny, jednak w moim odczuciu pozbawiony magii i lekko "zakłamany". Zbytnia ingerencja w powieść mnie irytuje.

jastrzebska
11-07-2016, 14:40
Osobiście, jeśli chodzi o tłumaczenie "Władcy" to uczucia mam dość mieszane, ponieważ całą historię czytało mi się bardzo dobrze (zaczęłam), ale kiedy do akcji wkroczył Łazik, odłożyłam książkę i po to tłumaczenie już więcej nie sięgnęłam, chociaż... teraz żałuję.

Nie wiem czy ktoś z Was miał przyjemność czytać "Portret Doriana Graya" w tłumaczeniu Łozińskiego, ale... zakochałam się. W książce i w nim. Uważam, że to ARCYDZIEŁO. Nie mogłam się oderwać, naprawdę. Tekst dosłownie płynie... Rozważam drugie podejście do Łozińskiego, tym razem z nastawieniem pozytywnym.

Czy ktoś z Was zetknął się z tym tłumaczeniem Wilde'a? Zastanawiam się czy to subiektywne odczucie czy tłumaczenie Łozińskiego faktycznie robi robotę... :D

damian1993
11-24-2017, 13:17
Nic nie pobije tłumaczenia Pani Skibniewskiej. Łoziński tłumacząc te wszystkie nazwy na siłę na język polski w pewnym sensie napisał własną książkę, zupełnie gubiąc klimat całej powieści. Zadaniem tłumacza jest przedstawienie oryginału w możliwie jak najlepszy sposób w języku docelowym, a Pan Łoziński zrobił coś zupełnie przeciwnego.