PDA

View Full Version : Tłumaczenie filmów na podstawie tylko scenariusza


hanabi25
05-28-2011, 11:35
Oglądając filmy, kreskówki lub seriale coraz częściej ma się wrażenie, że tłumacz nie odrobił pracy domowej i chyba nigdy nie widział oryginału, a tylko czytał scenariusz. A wy? Czy uważacie, że takie tłumaczenia powinny być publikowane? Osobiście uważam, że koniecznością jest zapoznanie się z oryginałem. :D

Queen Of The Horizon
05-28-2011, 14:18
To, czy tłumacz zapozna się z filmem, zależy od niego. Klient nie może go posadzić przed telewizorem i zmusić do obejrzenia np. całego długaśnego sezonu:) Niemniej, myślę, że zapoznanie się z chociaż częścią jest konieczne z uwagi na rzeczy, których słowo pisane nie odzwierciedli. Sarkazm, emocje, sposób mówienia postaci- tego nie będzie w scenariuszu, albo gdzieś na marginesie napisane ołówkiem;) Dobrze jest zapoznać się z klimatem danego filmu, to znacznie ułatwia sprawę.

aga/stycz
05-30-2011, 17:17
Z drugiej strony, ponieważ tłumaczenie dociera do najszerszego kręgu odbiorców, znajduje jednocześnie najwięcej krytyków, przekonanych, że oni zrobiliby to lepiej. Bardzo często jest to krytyka uzasadniona, gdyż polskie opracowania niektórych filmów rzeczywiście wołają o pomstę do nieba.
Jak wszyscy dobrze wiemy, tłumaczenie jest piekielnie trudne, tłumacz musi nie tylko wymyślić zgrabną polską wersję każdej kwestii, ale także odpowiednio ją przyciąć - za co obrywa mu się potem od widzów, zdaniem których nie wolno niczego pomijać. I moze właśnie to jest przyczyną błedów, a nie zapoznawanie się tylko ze scenariuszem bez uprzedniego "odrobienia lekcji" w postaci obejrzenia filmu.

aga/stycz
05-30-2011, 17:24
Mimo wszystko zgadzam się z Queen Of The Horizon. Tłumacz, moim zdaniem, nie tylko powinien, ale wręcz musi, zapoznać się z filmem, przeczytać jak najwięcej materiałów na jego temat. Tylko dobre zrozumienie intencji reżysera i scenarzysty pozwoli mu "nie zepsuć" czyjegoś dzięła. Myśle, ze z tłumaczeniem filmów jest podobnie jak z tłumaczeniem książek, najważniejsze to poznać idiolekt autora i próbować jak najwierniej go odtworzyc. a swoją drogą to wytworniom filmowym powinno zależeć, aby tłumaczenia filmów były jak najwierniejsze i odpowiadałły jak najwyższym standardom... dlatego dziwię się, że w obecnych czasach ktokolwiek godzi się na tłumaczenie czegoś tylko na podstawie scenariusza.

monix
05-30-2011, 17:54
Zgadzam się z Queen Of The Horizon, że nie wszystkie emocje są zawsze oddane w tekście pisanym i w przypadku, gdy nie zapoznamy się z filmem możemy źle coś zinterpretować i w ten sposób zmienić intencje twórców oryginału.

student1206
05-30-2011, 18:04
W pełni zgadzam się z moimi przedmówczyniami, Queen of the Horizon słusznie zwróciła uwagę na to,że zapoznanie się z wersją oryginału jest ważne aby oddać właściwie klimat,co uważam za jeden z najważniejszych czynników. aga/stycz natomiast poruszyła kolejną ważną kwestię - '' tłumacz musi nie tylko wymyślić zgrabną polską wersję każdej kwestii, ale także odpowiednio ją przyciąć - za co obrywa mu się potem od widzów, zdaniem których nie wolno niczego pomijać''- świetne spostrzeżenie! Również moim zdaniem jest to wielki problem. Ograniczanie tłumacza do określonej liczby znaków jest znacznym utrudnieniem!

student1206
05-30-2011, 18:09
Z drugiej jednak strony... tłumacze, którzy skupiają się tylko i wyłącznie na przeczytaniu scenariusza również mogą wykonać dobrą robotę! w końcu na tym to polega... - aby przetłumaczyć otrzymany tekst...należy pamiętać, że tłumacz może nie mieć dostępu do wersji oryginalnej lub też po prostu i po ludzku ;P nie mieć czasu na oglądanie... Poza tym, może stworzyć nawet nową ( może nawet lepszą ?...) jakość. Oczywiście pozostając wiernym tekstowi oryginału.

student1206
05-30-2011, 18:50
Uważam również,że tzw.proofreading zdałoby tu egzamin.

aga/stycz
05-31-2011, 14:16
wszyscy moi przedmówcy mają rację, aczkolwiek, jako "adwokat diabła" chciałabym stanac w obronie tłumaczy, którzy czasm mają za mało czasu, lub nie mogą, z różnych przyczyn, niekoniecznie lenistwa, dotrzec do całości filmu i dysponują tylko scenariuszem. Ci tłumacze, maja trudne zadanie ale nie niewykonalne, wiadomo, ze tłuamczenie przez nich przygotowane, nie będzie "super extra wspaniałe", ale jednak skoro zdarza sie ze takie tłuamczenia są dopuszczane to nie mogą one w rażący sposób odbiegać od oryginału.

monix
05-31-2011, 16:10
myślę, że tutaj klient powinien postarać się o dostarczenie oryginału, gdyż to jemu najbardziej powinno zależeć na końcowym rezultacie.

aga/stycz
05-31-2011, 16:38
tak, jak juz pisalam wcześniej, firmom zajmujacym się przygotowywaniem tłumaczen filmów powinno zależeć na jak najlepszym wykonaniu zadania, przecież na tym właśnie zarabiaja, ale wiesz jak to czasem wyglada... polska rzeczywistość :)

student1206
05-31-2011, 17:11
Zgadzam się z Wami. Ale czasami są tacy klienci, którzy zlecają tłumaczenie i nic więcej ich nie obchodzi - zadanie ma być wykonane dobrze, szybko i najlepiej tanio ;P I co wtedy?..."nasz klient nasz pan"...:P

student1206
05-31-2011, 17:43
Wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem w przypadku tłumaczenia napisów do filmów jest zapewnienie tłumaczowi (przez firmę lub osobę zlecającą mu to zadanie) kontaktu do reżysera, aby w razie wątpliwości mógł po prostu np.zadzwonić i dowiedzieć się u źródła jak najlepiej odzwierciedlić daną sytuację, w końcu to reżyser wie najwięcej o swoim filmie i tak jak scenarzysta oryginału musi współpracować z reżyserem tak i tłumacz powinien mieć taką możliwość. Jednak zdaję sobie sprawę,że jest to niewykonalne...

aga/stycz
05-31-2011, 18:00
Drogi studencie 1206, to byłoby idealne wyjście, ale wyobrażasz sobie jakiegoś tłumacza z Polski, nikomu nieznanego "dziekiego" kraju, dzwoniacego do znanego reżysera z USA czy innego zachodniego kraju? to chyba mało realne.... musimy poszukać innego wyjścia z tej trudnej sytuacji.... Masz jakieś pomysły? :)

monix
05-31-2011, 18:23
tak, tak, kontakt z reżyserem - wishful thinking :d inne opcje? hmmm, no np jeśli to jakiś sequel no to na pewno dużo pomoże tutaj obejrzenie wcześniejszych części, ułatwi to zapoznanie się ze stylem wypowiedzi poszczególnych bohaterów, co na pewno pomoże przynajmniej w niektórych kwestiach spornych.

student1206
05-31-2011, 18:48
heh to mnie sprowadziłyście na ziemię brutalnie... :( heheh ;P Wiem, że to wręcz nierealne... NIESTETY! Ale pomarzyć dobra rzecz... ;)
Inne rozwiązanie?
hmmmmm.....
Zostaje nam już chyba tylko stwierdzić, że tłumacz musi bez pamięci poświęcić się swojej pracy i być rzetelnym i obowiązkowym i kompetentnym i pracowitym i...itp. itd.

student1206
05-31-2011, 18:50
A z tym dzikim krajem to może bez przesady...;P Zacznijmy wierzyć w siebie to i inni zaczną ! :)

monix
05-31-2011, 20:43
dokładnie, my Polacy mamy z pewnością na co narzekać ale od dzikusów to nas chyba trochę dzieli ; )

aga/stycz
05-31-2011, 23:24
macie rację, mój błąd, nie chodziło mi o to że jesteśmy "dzicy" :P raczej o to, ze inni nas tak postrzegają... kurde, alez kontrowersyjna dyskusja nam się tutaj rodzi:D mam nadzieję ze rzeczywiscie tłumacze w Polsce bedą mieli nieograniczone mozliwości w kontaktach z reżyserami, scenarzystami i będą mieli dostęp do różnych "pomocy"... bo na chwilę obecną nie wiem jak to wygląda, ktoś się może orientuje ?

student1206
06-01-2011, 00:09
Wydaje mi się,że jest to na zasadzie "Jak sobie pościelesz człowieku tak się wyśpisz";P i to tłumacz sam musi zadbać o załatwienie sobie kontaktów,czy dostępu do wersji oryginalnej....

student1206
06-01-2011, 11:25
A co myślicie o tym, że tłumacze łagodzą przekleństwa jak tłumaczą listy dialogowe?

monix
06-01-2011, 15:00
moim zdaniem nie jest to dobre posunięcie, przekleństwa jednak po coś są tam użyte i łagodzenie ich, czy też omijanie, jest po prostu oszustwem i nie oddaje w pełni tego, co zamierzał twórca :). Jeśli takie filmy zawierają przekleństwa, nie są raczej emitowane w godzinach, kiedy mogą obejrzeć je dzieci, które i tak osłuchają się owego poetyckiego języka w najbliższym otoczeniu lub na ulicy :]

student1206
06-01-2011, 18:43
Heheh słuszna uwaga monix ;P Zgadzam się

Madziarra
06-04-2011, 23:43
[QUOTE=Queen Of The Horizon;36150]To, czy tłumacz zapozna się z filmem, zależy od niego. Klient nie może go posadzić przed telewizorem i zmusić do obejrzenia np. całego długaśnego sezonu

Zmusić? Skoro podejmuje się pracy, powinien podejść do sprawy profesjonalnie, nie odpędzlować swoją działkę i cześć. Jeśli ktoś zabiera się do tłumaczenia filmu czy odcinka, powinien najpierw obejrzeć oryginał. Tak myślę, dla mnie to naturalne i logiczne. Tak jak tłumacz książki powinien zapoznać się z kontekstem w którym powstała, z osobą autora - to też wychodzi poza czynność samego tłumaczenia tekstu, ale wskazuje to na profesjonalne podejście tłumacza do swojej pracy i pomaga uniknąć istotnych błędów.

Madziarra
06-04-2011, 23:51
Aha, i co więcej - samo przeczytanie scenariusza może nie wystarczyć z tego powodu, że często scenariusze te są już tłumaczeniami. W takim wypadku trzeba brać pod uwagę to, że tłumacz poprzedniej wersji skryptu (np. kiedy mamy film hiszpański, który potem tłumaczony jest na angielski, i trafia do rąk tłumacza polskiego) mógł popełnić błędy wynikające z niezrozumienia sytuacji, gdyż na przykład właśnie on odpuścił sobie oglądanie. I nie chodzi tu o wsłuchiwanie się w ten hiszpański, tylko często tłumaczenie jakiejś frazy ze skryptu wymaga poznania kontekstu, sytuacji, sposobu w jaki postać ją wypowiada w filmie.

Madziarra
06-04-2011, 23:56
A co myślicie o tym, że tłumacze łagodzą przekleństwa jak tłumaczą listy dialogowe?

Myślę, że totalnie rozwala to odbiór filmu. Przekleństwa to istotny środek ekspresji w filmie, nie powinno się go wymijać. Rozumiem, że często stacja w danej godzinie nie wyemituje obrazu w którym ciągle lecą piękne wiązanki, ale tu nawet bardziej oddające charakter wypowiedzi byłoby 'wypikanie' kwestii niż wtykanie kwiatków takich jak 'motyla noga' czy 'ty też terefere.'

A w godzinach kiedy dzieci śpią, dajmy dorosłym obejrzeć dobrze przetłumaczony film, amen. ;)

student1206
06-05-2011, 10:50
Otóż to ;D

Camcio
06-05-2011, 11:06
Zgadzam się. Jeśli film był kierowany do starszej grupy odbiorców, wprowadzanie cenzury psuje zamysł producentów co do odbiorców, a w dodatku film znacząco traci na treści. No kto nie lubi soczystych wiązanek w filmach?

andrzej
06-05-2011, 11:26
JA :D

a wracając do tematu, tłumaczenie samego scenariuszu, bez zapoznawania się z wersją oryginalną jest pozbawione sensu, wiele zależy od tego co akurat mamy na ekranie, po takim tłumaczeniu otrzymujemy coś na wzór suchara

andrzej
06-05-2011, 12:33
nie jest to może niewykonalne, lecz według mnie tłumacząc coś nie powinno się podchodzić do tego profesjonalnie, jeśli robi się odwrotnie, nie należałoby się w ogóle za to zabierać

andrzej
06-05-2011, 12:56
co do przekleństw w filmach, tłumacz nie powinien ich w żaden sposób łagodzić czy tez pomijać, gdyż wtedy odbiór danego kontekstu przez widza zmienia się diametralnie

Camcio
06-05-2011, 13:10
Ciekawi mnie jeszcze jak wiele może stracić tłumaczenie gdy nie widzimy tak naprawdę całego kontekstu. Chodzi o to, że jeżeli film nie był widziany przez tłumacza, to ominie go wiele drobiazgów nie wymienionych w liście dialogowej. Takie rzeczy mogą sprawić, że w kontekście polskiej kultury tłumaczenie będzie nieadekwatne.
Spotkaliście się z czymś takim?

andrzej
06-05-2011, 18:57
osobiście się z czymś takim nie spotkałem, ale zapewne niejeden film został w ten sposób 'skaleczony', chociaż w tym przypadku wydaje mi się, że są to raczej amatorskie próby tłumaczenia

Madziarra
06-05-2011, 19:15
Tu nie musi chodzić jedynie o nieporozumienia związane z kulturą, ale film jest specyficznym przedmiotem tłumaczenia, jest wiele filmów, w których reżyser operuje w większej mierze obrazem i muzyką niż słowem, a wtedy potrzebny jest wgląd w ogólny obraz, w kontekst, w który wpisane są kwestie. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mógł tłumaczyć filmy Almodovara, Kusturicy czy Gatlifa na podstawie samego skryptu.

Camcio
06-05-2011, 19:40
Werdykt jest chyba jednogłośny. Tłumaczenie na podstawie samego tylko scenariusza to głupota.

Madziarra
06-05-2011, 20:06
Ma to moim zdaniem tyle sensu co recenzowanie książki po przeczytaniu streszczenia.

Camcio
06-05-2011, 20:35
Albo opisanie koncertu w filharmonii na podstawie tylko nut :)

Madziarra
06-05-2011, 20:37
O, bardzo zgrabnie to ująłeś :D

Camcio
06-05-2011, 20:40
Dziękuję :)

andrzej
06-05-2011, 21:35
dalsza dyskusja jest już chyba zbędna, nie pozostaje mi nic innego jak przychylić do werdyktu traktującego o bezsensowności tłumaczenia na podstawie samego scenariusza :p

badis
06-11-2011, 14:54
Ja bym nie nazwała tego bezsensownością, a raczej nierzetelnością. Sens to ma, nawet np. dla danego tłumacza, który nie ma czasu - sensowniejszym dla niego wydaje się przetłumaczenie filmu na podstawie samego scenariusza niż tracenie czasu na oglądanie. Jednak jest to nierzetelne. Wiadomo, że jeśli chcemy wykonać swoją robotę jak najlepiej - powinniśmy wykorzystać wszelkie możliwości - w tym wypadku podstawową możliwością wydaje się być obejrzenie filmu.

badis
06-11-2011, 14:57
A co myślicie o tym, że tłumacze łagodzą przekleństwa jak tłumaczą listy dialogowe?

Co prawda to zupełnie inny wątek, ale uważam że jest to nie fair, upłycanie odbioru. To samo dzieje się np. w bajkach dla dzieci - mocne słowa są zamieniane na papkę, którą podaje się łyżeczką.

badis
06-11-2011, 15:02
Z drugiej strony, tak się zastanawiam: w oryginale w sumie też najpierw był tekst, dopiero później obraz i dźwięk. Może nie jest to tak do końca pozbawione logiki, żeby tłumaczyć sam scenariusz.

badis
06-11-2011, 15:04
nie jest to może niewykonalne, lecz według mnie tłumacząc coś nie powinno się podchodzić do tego profesjonalnie, jeśli robi się odwrotnie, nie należałoby się w ogóle za to zabierać

No właśnie, zgadzam się. Jednak rozejrzymy się w około - profesjonalistów można policzyć na palcach jednej ręki.

lummen
09-17-2012, 13:04
tłumaczenie na podstawie wyłącznie skryptu jest mega słabe. Potem pojawiają się takie kwiatki że nie wiadomo czy się śmiać czy płakać...

Wydaje mi się, że nawet najbardziej doświadczony tłumacz miałby problem, aby właściwie oddać kontekst filmu bez oglądnięcia oryginału i postępów swojej pracy.

Hadrian
09-22-2012, 23:44
Nie wiem jak wygląda sprawa w rzeczywistości i nie znam tego z własnego doświadczenia, ale czy nie jest tak, że czasami, np. w przypadku nowych produkcji kinowych tłumacz nie ma dostępu do niczego innego poza listą dialogową? Wtedy chyba tłumaczenie ze scenariusza jest jedynym wyjściem. :)

lummen
09-24-2012, 11:45
Nie wiem jak wygląda sprawa w rzeczywistości i nie znam tego z własnego doświadczenia, ale czy nie jest tak, że czasami, np. w przypadku nowych produkcji kinowych tłumacz nie ma dostępu do niczego innego poza listą dialogową? Wtedy chyba tłumaczenie ze scenariusza jest jedynym wyjściem. :)

tyle że to jest zabójstwo filmu tak na prawde...

Homer88
09-24-2012, 12:00
Średnio sobie wyobrażam tłumaczyć film bez dostępu do obrazu, jeszcze jak to jest komedia sytuacyjna...to jest proszenie się o bubel.

annabiszko
09-24-2012, 12:54
Myślę, że tłumacząc w ten sposób można wyprodukować wiele "kwiatków", które będą wynikały z tego, że tłumacz nie widział jak teksty miały zagrać w kontekście.

zagmar
09-28-2012, 11:38
Nie wiem, jak w ogóle jest możliwe tłumaczenie filmu,jeśli nie widzi się obrazu. Przecież na tym też polega praca tłumacza audiowizualnego, żeby odpowiednio dobrać długość napisów (jeśli mówimy o tym rodzaju), żeby pojawiały się w odpowiednim momencie i znikały,gdy zmienia się scena itd. To bardzo ważne również z tego względu, że napisy nie mogą się rozmijać z tym, co odbiorca widzi na ekranie.

paweltutka
09-28-2012, 15:00
myślę, że tutaj klient powinien postarać się o dostarczenie oryginału, gdyż to jemu najbardziej powinno zależeć na końcowym rezultacie.

A niestety często tak nie jest, bo tłumacz zrobi swoje, a później zmienią lekko scenariusz filmu. Raczej twórcy nie lubią dzielić się swoimi dziećmi, ponieważ mogłoby to przypadkiem "pójść w świat". A wtedy tłumacz może zostać osądzony jako pirat komputerowy ;)

bo2joan
09-29-2012, 19:36
I właśnie dlatego nic nie daje tłumaczowi tyle, co obejrzenie filmu bezpośrednio. Zresztą bez tego faktycznie można nie zorientować się w niektórych niuansach wynikających z obrazu. Sama nie tłumaczyłam jeszcze zawodowo filmów, ale nigdy bym bez tego nie pracowała nad ich przekładem.

Zgadzam się też z uwagą co do napisów, które oczywtście też trzeba prędzej czy później dopasować. A nawet gdybyśmy opracowywali tłumaczenie do czytania przez lektora, film wypada i tak obejrzeć.