PDA

View Full Version : Problematyka przekładu wulgaryzmów w literaturze


baggins
05-27-2011, 17:11
Witam,
zastanawia mnie kwestia tłumaczenia wulgaryzmów. Wiadome jest, że tłumacz powinien szukać ekwiwalentów o podobnym stopniu ekspresyjnym i stylistycznym, ale co zrobić jeśli dana ekwiwalencja nie może być osiągnięta, gdyż często 'swear words' typowe dla języka oryginału mogą nie mieć odpowiedników w języku docelowym?

KarolinaS
05-28-2011, 13:30
Witam, chciałabym zadać pytanie odnośnie tłumaczenia wulgaryzmów. Jak wiadomo, pojawia się ich wiele w literaturze i filmie, jakie jest Wasze zdanie odnośnie tego problemu? Czy uważacie, ze powinno się je tłumaczyć dosłownie, czy też nieco neutralizować takie wyrażenia? Moim zdaniem tłumacz pownien zachować charakter utworu literackiego/filmu i tłumaczyć wszystko tak, jak było w zamierzeniu autora.

nensha
05-28-2011, 14:17
Oczywiście, że tłumaczyć, nic nie ruszać! Jeśli u Tarantino co minutę słychać motherfucker, to ja nie chcę dostawać w to miejsce gnojka ;D

tulipe87
07-05-2011, 00:47
Ważne jest chyba również w jakiej formie zrobiony jest przekład. Przekleństwo mówione razi mniej niż pisane, dlatego też wydaje mi się, że w przypadku napisów do filmu można by zaakceptować redukcję ilości wulgaryzmów. Tym bardziej, że jeśli chodzi o napisy, to wymogi techniczne narzucają redukcję słów w ogólności.

kompaktowa
07-05-2011, 09:57
Ja również jestem przeciwna ugrzecznianiu czegokolwiek. Dla mnie jest to zbyt duża ingerencja w przekaz autorski. Zresztą jak ogląda się filmy i widzi/słyszy co się tam z wulgaryzmami czasami dzieje, to człowiekowi aż chce się płakać. Nensha chyba trafiła z Tarantino w sedno. No bo ja Was proszę, przy tego typu filmach gdzie rzuca się za przeproszeniem mięsem na prawo i lewo tłumaczenie dosłowne wulgaryzmów jest potrzebne. Jeśli komuś tego typu konwencja nie pasuje, po prostu nie obejrzy. Wydaje mi się, że w Polsce generalnie tabu językowe się dość rozluźniło w ostatnich czasach i unikanie wulgaryzmów, żeby nie zgorszyć publiki jest nieco na wyrost.
Tulipe, mnie chyba przekleństwo mówione jednak razi bardziej niż pisane tutaj więc się nie zgodzę;). Wiadomo czasami coś trzeba wyrzucić, żeby zmieścić się w ograniczeniach, ale w Polsce zauważ notorycznie wulgaryzmy się spłaszcza do zwykłych lekkich obelg, a nawet po prostu ich nie ma. I to nie tylko w filmach, w literaturze też to się zdarza. Zdaje mi się, że we francuskim przekładzie Masłowskiej tak było.

manhattan
07-05-2011, 10:45
autor, który użył wulgaruzmu wprowadza go aby przekazać czytelnikowi swój zamysł/wizje w konkretny sposób, zatem nie należy nic ugrzeczniać, aby nie zmieniać zamysłu autora. NIe mniej interpretacja wulgaryzmów może być dowolna , szczególnie w odniesieniu do słów pochodnych od najbardziej powszechnego: F*ck, jako że nabierają one prawidłowego znaczenia w kontekście... zatem tutaj dowolność jest większa, ale ugrzecznianiu mówimy NIE :):D

malika
07-09-2011, 18:39
Często spotyka się w literaturze wulgaryzmy i tłumacz zastanawia się czy oddać je z taką samą mocą czy trochę złagodzić :)

agastroba
07-09-2011, 20:48
Dlaczego mamy coś zmieniać. Funkcja ekspresywna języka polega na wyrażaniu poprzez wypowiedź, emocji i stanów wewnętrznych osoby. Jeśli pisarz miał na celu wzmocnienie tekstu wulgaryzmami powinniśmy oddać jego emocje w ten sam sposób.

malika
07-10-2011, 18:13
Jednak istnieją też teksty gdzie nie wypada używać wulgaryzmów, a te same cisną się pod pióro.

JustynaL
07-10-2011, 23:30
Tylko jeżeli sam autor użył słowa powszechnie uważanego za wulgaryzm to dlaczego to zmieniać? Zwykle wulgaryzm dodany jest żeby coś podkreślić więc usuwając go zmienia się nacechowanie/ wydźwięk. Inna sprawa, że np w tekście/ filmie angielskim/ amerykańskim zwykle pojawia się jedno słowo a w naszym języku jest cały wachlarz "opcji"...

bo2joan
07-11-2011, 12:03
Trzeba też pamiętać, że w tekście mówionym wulgaryzmy tolerujemy bardziej niż na piśmie. W zależności od bogactwa języka, liczy się odpowiedni wybór odpowiedników oraz innych środków wyrażania emocji.

Kasior
07-20-2011, 20:13
Jednak istnieja tez teksty gdzie nie wypada uzywac wulgaryzmow, a te same cisna sie pod pioro

Trochę nie rozumiem - TŁUMACZYMY czy tworzymy własną interpretację danego tekstu?
W moim odczuciu zadaniem tłumacza jest nie tylko oddanie treści, ale i ogólnej atmosfery, jaką stworzył autor w tekście. Co wiąże się z różnorodną ekspresją języków - np. to, co w naszym języku zostałoby odebrane jako obelga, obraza, załóżmy w takich językach, jak serbski czy czasami bułgarski jest postrzegane za określenie neutralne. Należałoby zatem znaleźć jakiś odpowiednik posiadający w języku docelowym podobny ładunek emocji, co w języku oryginału. Rzecz niełatwa, ale kto powiedział, że tłumaczenie to błahostka? ;)

Kasior
07-20-2011, 20:18
Trzeba też pamiętać, że w tekście mówionym wulgaryzmy tolerujemy bardziej niż na piśmie. W zależności od bogactwa języka, liczy się odpowiedni wybór odpowiedników oraz innych środków wyrażania emocji.

Skąd taki wniosek? Czy jest to ocena subiektywna, czy też może są jakieś badania statystyczne prowadzone na ten temat?
Jeśli chodzi o moje subiektywne zdanie, to wydaje mi się, że jest to dość indywidualna sprawa - albo komuś w ogóle nie przeszkadzają wulgaryzmy - powiedzmy jako środek ekspresji w sztuce, albo go rażą wszędzie - tak w wersji mówionej, jak i drukowanej.

patrycja_h
07-21-2011, 00:16
Nie wiem, czy przeprowadzono takie badania, ale również uważam, że lepiej przyswaja się wulgaryzmy w formie mówionej. Wydaje mi się, że właśnie w takim celu zostały "stworzone" - żeby podkreślić nasze emocje w wypowiedzi ustnej, w interakcji z drugim człowiekiem. Używanie przekleństw np. w sms'ach czy mailach wydaje mi się czasem pretensjonalne, chociaż rzeczywiście jedno przekleństwo może najlepiej wyrazić co ktoś czuje w danej chwili.

ebuczynska
07-21-2011, 08:51
Tylko jeżeli sam autor użył słowa powszechnie uważanego za wulgaryzm to dlaczego to zmieniać? Zwykle wulgaryzm dodany jest żeby coś podkreślić więc usuwając go zmienia się nacechowanie/ wydźwięk. Inna sprawa, że np w tekście/ filmie angielskim/ amerykańskim zwykle pojawia się jedno słowo a w naszym języku jest cały wachlarz "opcji"...

Zdecydowanie tak! Skoro w tekście wyjściowym zostały użyte wulgaryzmy, to z pewnością w jakimś konkretnym celu, więc tłumacz nie powinien ich pomijać.

gaja083
07-22-2011, 18:56
Zgadzam się z przedmówcami, nie należy zmieniać tekstu oryginału ani też niczego pomijać. Powtórzę to, co pisałam w wątku "tłumaczenie a własne przekonania" - tłumacz nie może sobie pozwolić na tego typu "wyrzuty sumienia", ponieważ to nie jego słowa, lecz cudze, a on je tylko przekazuje. Powinien więc dokonać tłumaczenia jak najwierniej, zachowując podobną "atmosferę" tekstu, tak aby czytelnik odebrał go podobnie, jak odebrałby oryginał.

mwojtak
07-23-2011, 12:02
Również się zgadzam, ostatnio oglądałem film, w którym ewidentnie tłumacz napisów "pojechał po bandzie" nie używając wulgaryzmów (w przeciwieństwie do postaci w filmie). Wyobraźcie sobie chociażby to: film akcji - szybkie auta, krew, broń, zabijanie itp a on używa słowa "hej łobuzie" :)

malika
07-23-2011, 15:13
Trochę nie rozumiem - TŁUMACZYMY czy tworzymy własną interpretację danego tekstu?
W moim odczuciu zadaniem tłumacza jest nie tylko oddanie treści, ale i ogólnej atmosfery, jaką stworzył autor w tekście. Co wiąże się z różnorodną ekspresją języków - np. to, co w naszym języku zostałoby odebrane jako obelga, obraza, załóżmy w takich językach, jak serbski czy czasami bułgarski jest postrzegane za określenie neutralne. Należałoby zatem znaleźć jakiś odpowiednik posiadający w języku docelowym podobny ładunek emocji, co w języku oryginału. Rzecz niełatwa, ale kto powiedział, że tłumaczenie to błahostka? ;)
Zgadzam się z tobą, że tłumacz musi przekładać wszystko. Mam tylko jedno ale - język bułgarski i serbski maja więcej przekleństw niż polski i niektóre z nich bardzo trudno oddać lub znaleźć rodzimy odpowiednik. Przykładem może być fakt, że w krajach bałkańskich wszystkie przekleństwa dotyczą najczęściej matki lub każdego członka rodziny, a w polskim możemy je oddać jednym słowem k...

agatha
07-24-2011, 11:58
Również się zgadzam, ostatnio oglądałem film, w którym ewidentnie tłumacz napisów "pojechał po bandzie" nie używając wulgaryzmów (w przeciwieństwie do postaci w filmie). Wyobraźcie sobie chociażby to: film akcji - szybkie auta, krew, broń, zabijanie itp a on używa słowa "hej łobuzie" :)

Zgadzam się, że jeżeli w oryginalnym dziele występują wulgaryzmy to również w tłumaczeniu powinny się one znaleźć. W przeciwnym razie film czy książka może zostać pozbawiona swojego charakteru, a postaci w nich przedstawione mogą rysować się jako zupełnie inne. Ja również zaobserwowałam w wielu filmach (zwłaszcza tych kina akcji), że tłumacz stara się złagodzić wulgaryzmy przez co dialogi wyglądają czasem komicznie.

Kasior
07-24-2011, 14:22
Zgadzam sie z tobą, ze tlumacz musi przekladac wszystko. Mam tylko jedno ale - jezyk bulgarski i serbski maja wiecej przeklenstw niz polski i niektore z nich bardzo trudno oddac lub znalezc rodzimy odpowiednik. Przykladem moze byc fakt,ze w krajach balkanskich wszystkie przeklenstwa dotycza najczesciej matki lub kazdego czlonka rodziny a w polskim mozemy je oddac jednym slowem k...


No tak, czyli potwierdza to w pewnym sensie to, co napisałam - że należy oddać oryginalne przekleństwa używając środków dostępnych w j. docelowym. A to, że języki bałkańskie mają dużo bardziej urozmaicone wulgaryzmy (pojawiają się w nich nie tylko członkowie rodziny, ale i pewne części ciała, podobnie zresztą w tym względzie do j. polskiego), to już problem - a może i ułatwienie? - dla tłumacza. Na pewno gubi się przez to pewna kolorystyka oryginału, choć to właściwie można zrzucić na karb różnic między językami oryginału i tłumaczenia.

Kasior
07-24-2011, 18:06
Z drugiej strony pomyślałam, że - o ile tłumacz nie powinien ingerować w treść i - na ile to możliwe - nie interpretować tekstu, tylko go podawać czytelnikowi na tacy - mógłby również wykazać się lekką nutą oryginalności i jeśli jakieś słowo - w tym wypadku wulgaryzm, nie istnieje w brzmieniu dosłownym w j. docelowym, a jego istniejący odpowiednik nie oddaje całego ładunku emocjonalnego, to może niech wymyśli nowy? Zawsze istnieje ryzyko, że będzie to brzmiało nienaturalnie. W tekście prędzej się spotkamy z przekleństwem w jakiejś wypowiedzi bohaterów, a wówczas owa naturalność jest niezbędna. Czy zatem taki nowatorski wulgaryzm nie zaburzyłby owej nienaturalności? Najlepiej zatem byłoby czerpać z zasobu słów już istniejących. A zresztą może nie jest on aż tak ubogi jak nam się wydaje?

nozickbuble
07-24-2011, 18:15
Dla mnie najistotniejszy jest tu kontekst. Jeżeli mamy do czynienia z żywą mową(np. w powieści) to trzeba użyć istniejący wulgaryzm o podobnym ładunku emocjonalnym. Neologizmem posłużyłbym się gdybym miał do czynienia z postacią ekscentryczną.

Ciekawe, że takie wulgarne wynalazki spotyka się w słabych napisach do filmów, które można ściągnąć z sieci. Zapewne ma to uatrakcyjnić dla widza(najczęściej młodego) film.

Kasior
07-24-2011, 18:23
Zgadzam się, że jeżeli w oryginalnym dziele występują wulgaryzmy to również w tłumaczeniu powinny się one znaleźć. W przeciwnym razie film czy książka może zostać pozbawiona swojego charakteru, a postaci w nich przedstawione mogą rysować się jako zupełnie inne. Ja również zaobserwowałam w wielu filmach (zwłaszcza tych kina akcji), że tłumacz stara się złagodzić wulgaryzmy przez co dialogi wyglądają czasem komicznie.

W sumie dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie możliwości wyboru widzów, w jakiej postaci życzą sobie mieć podane tłumaczenie (patrzcie: wątek napisy w tv): po pierwsze czy napisy, czy lektor, czy dubbing; a po drugie - jaką chcą wersję: złagodzoną czy wierną oryginałowi. Nie bardzo wprawdzie jestem sobie wyobrazić, że ktoś decydujący się na oglądanie filmu akcji, gdzie krew leje się strumieniami, wybrałby tę złagodzoną wersję. No ale wybór tak czy siak powinien przysługiwać każdemu moim zdaniem. Nie oglądam za często tv, stąd zwracam się bardziej z pytaniem: czy te złagodzone tłumaczenia, o których wspomnieliście, są puszczane na wszystkich kanałach, czy tylko w tv publicznej? Jeśli byłyby tylko w publicznej, zaryzykowałabym stwierdzenie, że jest to odgórny wymóg, by nie "deprawować" społeczeństwa, jakkolwiek sam dobór filmów świadczyłby o pewnej niekonsekwencji. A jeśli ma to miejsce na wszystkich kanałach, to - też może być odgórnym wymogiem, ale może być też jakąś przyjętą już (niepisaną) normą, z mojego punktu widzenia niesłuszną. Zostawmy ponownie wybór widzowi - jak nie chce wysłuchiwać wulgaryzmów, niech nie ogląda tego filmu, niech wybierze inny.

Kasior
07-24-2011, 18:28
Ciekawe, że takie wulgarne wynalazki spotyka się w słabych napisach do filmów, które można ściągnąć z sieci. Zapewne ma to uatrakcyjnić dla widza(najczęściej młodego) film.

Wpływ tłumaczy na język jest ogromny. Nie zdziwiłabym się, jakby właśnie dzięki takim napisom te neologizmy się rozpowszechniły i zaczęlibyśmy się z nim spotykać na ulicy. I dopiero wtedy mogłyby nabrać naturalności. Tak więc to, co przez pierwszych widzów by zostało odebrane z rezerwą, już kolejnym by zupełnie nie przeszkadzało.

nozickbuble
07-24-2011, 18:32
Inna sprawa, że te neologizmy często są absurdalne i kompletnie nietrafione. Myślę, że to nie jest świadoma próba wpływania na język, ale wyraz rozpaczy tłumacza, który chce za wszelką cenę uatrakcyjnić film. Często nie zwraca więc uwagi na to, jak jest w oryginale, albo wydaje się to za słabe...

nozickbuble
07-24-2011, 18:38
czy te złagodzone tłumaczenia, o których wspomnieliście, są puszczane na wszystkich kanałach, czy tylko w tv publicznej?

Myślę, że to zależy od filmu a nie od kanału.

Z moich obserwacji tłumaczeń słowa "fuck" wynika, że w filmach ambitnych jest to tłumaczone mniej dosadnie, podczas gdy w filmach dla dorosłych (zwłaszcza filmy akcji niższego gatunku) używa się bardziej wulgarnych synonimów. Wynika to zapewne z próby dostosowania języka do odbiorcy i gatunku filmowego.

malika
07-27-2011, 09:15
A pamiętacie film PSY? Tam bohaterowie prześcigają się w rzucaniu k...... i jestem bardzo ciekawa czy gdyby został przetłumaczony na angielski, to w miejsce k...... pojawiałoby się słowo fuck.

isabelle
07-27-2011, 10:32
Czesto spotyka sie w literaturze wulgaryzmy i tlumacz zastanawia sie czy oddac je z taka sama moca czy troche zlagodzic :)
to jak wulgaryzmy powinny być tłumaczone zależy od tego jaki będzie docelowy odbiorca.
np. film w USA przeznaczony dla widzów dorosłych trafia do Polski i będą mogli go zobaczyć w kinach już
15-latkowie. Wiadomo, że język oryginału może być wulgarny, w końcu dorosłemu widzowi nie zrobi to krzywdy. ale tłumacz znając grupę do jakie trafi film w Polsce musi dostosować do niej język, nawet jeśli to się równa z łagodzeniem wulgaryzmów. Tak samo książka, komiks czy serial...

czuma
07-27-2011, 13:00
Również się zgadzam, ostatnio oglądałem film, w którym ewidentnie tłumacz napisów "pojechał po bandzie" nie używając wulgaryzmów (w przeciwieństwie do postaci w filmie). Wyobraźcie sobie chociażby to: film akcji - szybkie auta, krew, broń, zabijanie itp a on używa słowa "hej łobuzie" :)

Myślę, że to unikanie wulgaryzmów jest nagiminne, nieważne, czy to telewizja publiczna czy nie, czy film na dvd czy w kinie. Baardzo rzadko da się słyszeć dosłowne tłumaczenie słowa "fuck", czy to w filmach z lektorem czy w napisach. Najbardziej spektakularne wpadki jakie udało mi sie usłyszeć to : "do diaska", "tere fere" :D

malika
07-27-2011, 14:08
to jak wulgaryzmy powinny być tłumaczone zależy od tego jaki będzie docelowy odbiorca.
np. film w USA przeznaczony dla widzów dorosłych trafia do Polski i będą mogli go zobaczyć w kinach już
15-latkowie. Wiadomo, że język oryginału może być wulgarny, w końcu dorosłemu widzowi nie zrobi to krzywdy. ale tłumacz znając grupę do jakie trafi film w Polsce musi dostosować do niej język, nawet jeśli to się równa z łagodzeniem wulgaryzmów. Tak samo książka, komiks czy serial...

Zgadzam się z tobą odnośnie wulgaryzmów, ale czy te ograniczenia (od 15 czy 18 lat) nie są ustanowione ze względu na przemoc a nie ilość wulgaryzmów w filmie?

isabelle
07-27-2011, 14:30
Racja. Mimo to tłumacz musi liczyć się z wytycznymi jakie dostaje. i często te wulgaryzmy, których się spodziewamy są łagodzone (przez co tracą "moc" i swoją eufemistyczną funkcję) nie dlatego że tłumacz wstydził się przeklinać czy też nie znał polskiego odpowiednika, tylko takie było jego zadanie - dostosować język do odbiorcy.

natalia87
07-27-2011, 16:48
Ciekawym przykładem jest tłumaczenie książki Marqueza "Rzecz o mych smutnych dziwkach". W prologu do tłumaczenia, Carlos Marrodán wyjaśnił, że wolał pierwotną nazwę tytułu "Rzecz o mych smutnych kurwach" (przepraszam za wyrażenie, ale tytuł to tytuł ;)), ale wydawca się nie zgodził, mimo że ta wersja lepiej odzwierciedlała oryginał ("Memorias de mis putas tristes"). Tak wię, nie zawsze tłumacz decyduje o końcowej formie przekładu,

isabelle
07-27-2011, 18:30
faktycznie, zgadzam się z natalią :) to jednak jest kolejny powód żeby bronić tłumaczy przed obrzucaniem ich błotem za "kurczę" zamiast "fuck" ;)

malika
07-27-2011, 19:19
Wulgaryzmy oddają siłę uczuć i dlatego nie możemy ich pomijać, ale tak jak już pisałam czasami scenarzyści prześcigają się w ich liczbie i praktycznie co drugie słowo je wtrącają i wtedy takiego filmu praktycznie nie da się oglądać

natalia87
07-27-2011, 22:17
oglądać to swoją drogą, ale co jeśli przyjdzie nam taki tekst tłumaczyć? Myślicie, że da się to zrobić z zimną krwią? Mnie się wydaje, że ja po takiej dawce wulgaryzmów przez pewien czas mogłabym mieć problemy z wysławianiem się, a już na pewno nie zabrakło by mi wyzwisk, gdybym chciała sobie poprzeklinać, gdy uderzę się w mały palec u stopy ;)

isabelle
07-27-2011, 22:22
racja. wulgaryzmy dodają "pikanterii", ale efekt jest tylko wtedy kiedy pełnią funkcję eufemistyczną, ewentualnie kreują bohatera (np.charakterystyczny jeżyk jakiego używa), ale niestety - zwłaszcza w filmach sensacyjnych - wypełniają 3/4 dialogów, a wtedy już niestety dialogi (i przez to całość filmu) traci "smaczek" jaki dają odpowiednio użyte wulgaryzmy. :cool:

natalia87
07-28-2011, 07:52
ale niestety - zwłaszcza w filmach sensacyjnych - wypełniają 3/4 dialogów, a wtedy już niestety dialogi (i przez to całość filmu) traci "smaczek" jaki dają odpowiednio użyte wulgaryzmy. :cool:

Ale to już problem reżysera, a nie tłumacza, ponieważ nie powinno się poprawiać po autorze. Jak pisze Barańczak: w tłumaczeniach trzeba dążyć do tego, aby wykazać, że potrafi się wykonać swoją pracę lepiej (niż inni tłumacze) i nie gorzej (niż sam autor).

malika
07-28-2011, 10:14
oglądać to swoją drogą, ale co jeśli przyjdzie nam taki tekst tłumaczyć? Myślicie, że da się to zrobić z zimną krwią? Mnie się wydaje, że ja po takiej dawce wulgaryzmów przez pewien czas mogłabym mieć problemy z wysławianiem się, a już na pewno nie zabrakło by mi wyzwisk, gdybym chciała sobie poprzeklinać, gdy uderzę się w mały palec u stopy ;)

Masz rację, po takim tłumaczeniu nasz słownik wulgaryzmów wzbogaci się kilkakrotnie i niestety ucierpi słownik poprawnej polszczyzny.:)

maevee
07-28-2011, 11:38
Ja też uważam że nie powinno unikać się przekleństw jeśli takowe występują. Są one częścią każdego języka i nie można udawać, że nie istnieją. Jeśli już ich unikać w przypadku filmów, to może lepiej w ogóle je pominąć niż na siłę wymyślać jakieś złagodzone wersji typu "motyla noga", bo nawet jeśli część Polaków nie zna zbyt dobrze języka angielskiego to raczej rozumie znaczenie określeń typu "oh shit" :) Swoją drogą, oglądałam ostatnio w szwedzkiej telewizj ocenzurowaną wersję "Hell's Kitchen"... Wszystkie przekleństwa wyciszone. Doprawdy dziwne uczucie słuchać ugrzecznionego Gordona Ramseya ;)

natalia87
07-28-2011, 15:12
Swoją drogą, oglądałam ostatnio w szwedzkiej telewizj ocenzurowaną wersję "Hell's Kitchen"... Wszystkie przekleństwa wyciszone. Doprawdy dziwne uczucie słuchać ugrzecznionego Gordona Ramseya ;)

A wyobraźcie sobie Terminatoraa z hiszpańskim dubbingiem i hiszpańskimi przekleństwami. Niestety przekład wulgaryzmów jest poniekąd cenzurą tekstu oryginalnego. Tłumacz musi mieć bardzo dobre rozeznanie w kulturze "oryginału", żeby móc wychwycić sens jaki niesie ze sobą dane przekleństwo i aby później móc to przełożyć na inny język. W Polsce chyba nie mamy zbyt rozbudowanego słownictwa jeśli chodzi o wulgaryzmy. Mają dwa głóne tzrony na ku... i spie.... Ale za to słowotwórstwo niektórych grup młodzieży jest fascynujące ;)

malika
07-28-2011, 18:07
Wulgaryzmy to część naszej kultury, dlatego i z tą dziedziną musimy być zapoznani. Odnośnie slangu młodzieżowego, to rzeczywiście ciekawa sfera - tu można zaobserwować jak szybko słowa wychodzą z użycia.

isabelle
07-28-2011, 19:50
dokładnie! slang młodzieżowy to chyba najintensywniej rozwijająca się i zarazem zmieniająca się forma języka. dla nastolatków byłoby obciachem używać słów których my używaliśmy będąc w ich wieku (my też nie chcieliśmy brzmieć jak nasi rodzice). no i rzecz jasna, slang aż kipi od wulgaryzmów. swoja drogą, chociaż to temat za zupełnie nową dyskusję, to także wyzwanie dla tłumacza, mieć rozeznanie i poradzić sobie z trafnym tłumaczeniem dynamicznie zmieniającego się języka młodzieżowego:cool:

patrycja_h
07-29-2011, 23:54
no i rzecz jasna, slang aż kipi od wulgaryzmów. swoja drogą, chociaż to temat za zupełnie nową dyskusję, to także wyzwanie dla tłumacza, mieć rozeznanie i poradzić sobie z trafnym tłumaczeniem dynamicznie zmieniającego się języka młodzieżowego:cool:

ee tam, wystarczy wejść na demoty czy innych mistrzów, żeby łatwo zorientować się w najświeższych trendach :P internet to naprawdę kopalnia w tej kwestii, co niestety nie zawsze wychodzi na dobre jego użytkownikom.

natalia87
08-01-2011, 13:39
(...) to także wyzwanie dla tłumacza, mieć rozeznanie i poradzić sobie z trafnym tłumaczeniem dynamicznie zmieniającego się języka młodzieżowego:cool:

Kolejny problem związany z tłumaczeniem tego dynamicznie rozwijającego się "języka" polega na tym, że takie tłumaczenie się "przeterminowuje", ponieważ to, co w tym roku jest trendy w slangu młodzieżowym, za rok może być już demode. Czy w takim wypadku konieczna jest kolejna wersja tłumaczenia, żeby film mógł dalej cieszyć się popularnością?

katarzynaszypka
08-01-2011, 17:50
Kolejny problem związany z tłumaczeniem tego dynamicznie rozwijającego się "języka" polega na tym, że takie tłumaczenie się "przeterminowuje", ponieważ to, co w tym roku jest trendy w slangu młodzieżowym, za rok może być już demode. Czy w takim wypadku konieczna jest kolejna wersja tłumaczenia, żeby film mógł dalej cieszyć się popularnością?

Hej! Dlatego myślę, że język tłumaczenia, w tym także użyte w nim wulgaryzmy, powinny być dostosowane do czasu, w którym powstaje książka, czy film, lub do czasów, w których rozgrywa się akcja.

solens
08-01-2011, 21:20
To tak, jak dzisiaj oceniamy filmy np. z początków kinematografii. Fakt, że nie mówimy już w ten sposób, nie oznacza, że nie rozumiemy przekazu i że nie jesteśmy w stanie zrozumieć treści filmu i go docenić. Wręcz odwrotnie, dzięki temu możemy film potraktować jako źródło wiedzy o języku. Podobnie z literaturą - z niej wiemy, że kiedyś "idź do diabła" było najgorszą rzeczą, jaką można usłyszeć od drugiej osoby.

Karminowa
08-02-2011, 01:56
Jeżeli można, cofnę się do trochę:

np. film w USA przeznaczony dla widzów dorosłych trafia do Polski i będą mogli go zobaczyć
w kinach już
15-latkowie. Wiadomo, że język oryginału może być wulgarny, w końcu dorosłemu widzowi nie zrobi
to krzywdy. ale tłumacz znając grupę do jakie trafi film w Polsce musi dostosować do niej język,
nawet jeśli to się równa z łagodzeniem wulgaryzmów. Tak samo książka, komiks czy serial...

Cóż, moim zdaniem tutaj rzecz zależy od dystrybutora filmu. Jeżeli tłumacz dostaje przykaz od
zleceniodawcy by złagodzić wulgaryzmy - powinien to zrobić. Jeżeli takiego przykazu nie ma? No
cóż, nie posunęłabym się do nazwania tekstu źródłowego świętym, ale odchodzenie zbyt daleko od
oryginału też nie jest najlepszym posunięciem.

Zapominamy tu o dwóch sprawach. Po pierwsze, osoba sięgająca po tytuł z typu "South Park", "Pulp Fiction" czy którąkolwiek z książek Marqueza WIE czego się spodziewać. Nie odmawiajmy odbiorcy rozumu i możliwości wyboru. Po drugie, chronienie piętnastolatków przed przekleństwami jest jak wychodzenie z jeziora bo zaczęło padać. W tym wieku większość nastolatków dysponuje większym arsenałem przekleństw niż my we wszystkich znanych nam językach razem wziętych.

cdf55
08-02-2011, 13:09
Teoria sobie, a wpraktyce jest różnie. Spójrzcie na tłumaczenia filmów - aktor siarczyście zaklina, a w tłumaczeniu mamy - o kurcze, ale kwas ! I gdzie tu dosłowność i wiarygodny przekład ?

isabelle
08-02-2011, 13:48
jasne, że różnie jest z tymi tłumaczeniami i faktycznie młodzież dysponuje duuużym zasobem wulgaryzmów. zgadzam się też z tym, że sięgając po dzieło danego autora odbiorca zazwyczaj ma świadomość tego jaki język jest używany. JEDNAKŻE chciałam po prostu zauważyć, że tłumacz czasem dostaje po prostu takie wytyczne a nie inne i jeśli zleceniodawca każe złagodzić język to nawet jeśli tłumacz niespecjalnie ma na to ochotę to musi po prostu wykonać zlecenie. w innych przypadkach nie wydaje mi się że tłumacz w ogóle próbuje łagodzić wulgaryzmy, bo i po co? przeciez każdy tłumacz dobrze wie, że jego zadaniem nie jest POPRAWIC oryginał tylko go PRZETŁUMACZYĆ. to tyle. :D

solens
08-02-2011, 18:06
No tak, jak pan każe, sługa musi ;) Wiadomo, że podejmując zlecenie trzeba się dostosować do wytycznych, natomiast mając wolną rękę, moim zdaniem, trzeba trzymać się oryginalnej wersji na tyle, na ile się da. Gorzej jeśli tłumaczem jest ktoś, kto za zadanie stawia sobie ratowanie świata przed demoralizacją ;)

isabelle
08-02-2011, 21:33
hehe ;) zgadzam się!

Karminowa
08-07-2011, 20:53
Cały czas zajmujemy się pytaniem "czy" tłumaczyć, a ja bym z chęcią skierowała rozmowę na "jak" tłumaczyć.

Konkretnie co zrobić z przekleństwami z kultur tak odmiennych jak np. polska i chiny (dosłowne tłum.: nosić zielony kapelusz) czy afganistan (masz but na głowie)? Albo tymi bardziej "kreatywnymi" wulgaryzmami jak bułgarskie "Gladna Karpatska valchitza s dalag kosam minet da ti prai deeba" (mniej więcej "niech głodna, karpacka, długowłosa wilczyca wyliże ci ch***")? Znalezienie odpowiednika nie byłoby pewnie niemożliwe, ale co jeżeli kontekst kulturowy jest ważny dla kontekstu? Z kolei dodawanie przypisu do przekleństwa mija się raczej z celem...

K

Karminowa
08-07-2011, 20:55
To tak, jak dzisiaj oceniamy filmy np. z początków kinematografii. Fakt, że nie mówimy już w ten sposób, nie oznacza, że nie rozumiemy przekazu i że nie jesteśmy w stanie zrozumieć treści filmu i go docenić. Wręcz odwrotnie, dzięki temu możemy film potraktować jako źródło wiedzy o języku. Podobnie z literaturą - z niej wiemy, że kiedyś "idź do diabła" było najgorszą rzeczą, jaką można usłyszeć od drugiej osoby.

O właśnie, właśnie! Nie zapisany język nie przetrwa, więc się go nie bójmy.

K.

Karminowa
08-07-2011, 21:21
W Polsce chyba nie mamy zbyt rozbudowanego słownictwa jeśli chodzi o wulgaryzmy. Mają dwa głóne tzrony na ku... i spie.... Ale za to słowotwórstwo niektórych grup młodzieży jest fascynujące ;)

Oj nie mogę się zgodzić. W naszym pięknym nadwiślańskim języku jest dużo kreatywnych przekleństw. "Problem" polega na tym, że większość ludzi znających te przekleństwa jest zbyt kulturalnych by ich użyć.

K.

iwonaszp
08-08-2011, 23:17
Czy tłumaczenie wulgarzymów polega tylko na zastąpieniu danego słowa zamiennikiem wystepującym w języku docelowym, czy też tłumacz powinien mieć rozeznanie w kulturze źródłowej? Słowem - czy wulgaryzmy mają taką samą 'moc' w różnych językach i kulturach;> Czy to co dla jednych jest bardzo obraźliwe, dla innych jest jedynie nietaktem?

martakow00
12-26-2011, 22:07
Swoją drogą języki południowosłowiańskie, zwłaszcza serbski i chorwacki obfitują w wyjątkowo opisowe i barwne przekleństwa, których niestety odpowiedników w polskim języku brak. Dla tłumacza to nie lada problem. A sam ich przegląd daje wyraz jakże soczystej mowie naszych południowych sąsiadów.... Nic tylko podziwiać pomysłowość :D

bravenewworld
12-30-2011, 11:40
Czesto spotyka sie w literaturze wulgaryzmy i tlumacz zastanawia sie czy oddac je z taka sama moca czy troche zlagodzic :)

Może wrócę do początku tejże dyskusji. Wulgaryzmy to takie same słowa jak każde inne i jeśli występują w tekście, tłumacz powinien stanąć na głowie, aby oddać to w tłumaczeniu. Zgadzam się, iż wytyczne to wytyczne, ale nie każdy klient do końca wie, czego chce. Tutaj pojawia się szansa dla nas 'specjalistów od tłumaczeń', aby przekonać naszych zleceniodawców, że wulgaryzmy w tłumaczeniu nikogo nie zabiją. Jakże często spotykamy się z sytuacją, kiedy podczas czytania przekładu, wulgaryzmy aż kują nas w oczy, ponieważ zostały złagodzone i prezentują się po prostu śmiesznie. Z drugiej strony jak każdy aspekt przekładu, tłumaczenie wulgaryzmów, biorąc pod uwagę aspekt różnicy kultur, może być nie lada wyzwaniem, więc życzę nam wszystkim inwencji i wytrwałości w boju, nie tylko w Nowym Roku :)

baggins
01-02-2012, 16:23
Myślę, że nie podlega dyspucie fakt, że wulgaryzmy użyte w tłumaczeniu powinny oddawać to samo znaczenie oraz 'the level of expressiveness'. Jest to ściśle związane z tym, że tłumaczenie powinno być w miarę możliwości wiernym odbiciem oryginału, dlatego też powinniśmy szukać bliskich ekwiwalentów w naszym ojczystym języku.

MaKus
01-02-2012, 21:20
Łatwiej powiedzieć niż zrobić, j. polski ma takie bogactwo wulgaryzmów w porównaniu np. do niderlandzkiego czy niemieckiego, w dodatku mają one zupełnie inne zabarwienie niż ich odpowiedniki.... W niderlandzkim najgorszym przekleństwem jest Godverdomme - baaardzo brzydkie, przeklinamy Boga, ale używamy podobnie jak my naszego k....

Kaja.p
05-12-2012, 22:32
W tłumaczeniach z polskiego na np. angielski chyba może być ciężko zachować znaczenie niektórych wulgaryzmów, niektóre polskie są po prostu jeszcze bardziej wulgarne niż ich angielskie 'odpowiedniki'. Pomijanie wulgaryzmów czasem wychodzi zabawnie, np. w filmach z lektorem, kiedy aktor używa tzw 'f*** punctuation', a lektor mówi coś w stylu 'co do diaska'...

trojo
05-12-2012, 23:06
Ja też jestem za tłumaczeniem wulgaryzmów, jednak by rzeczywiście znaleźć ekwiwalent w przypadku tłumaczenia zwłaszcza z tak różnych języków jak angielski i polski, trzeba bardzo dokładanie zbadać kontekst wypowiedzi i tekstu, żeby ustalić właśnie ładunek emocjonalny - a to już jest jakaś interpretacja.

Dla przykładu - jest taka piosenka Amy Winehouse 'take the box', w której jest fraza 'i'm so fucking angry'. Decydujemy się tłumaczyć wulgaryzm - ok. Ale jeśli będziemy chcieli być bardzo dosłowni i przełożymy 'czuję się kurewsko zła", to efekt, przynajmniej dla mnie, będzie mocno nietrafiony. T

Pietrann
05-12-2012, 23:20
Trochę nie rozumiem - TŁUMACZYMY czy tworzymy własną interpretację danego tekstu?
W moim odczuciu zadaniem tłumacza jest nie tylko oddanie treści, ale i ogólnej atmosfery, jaką stworzył autor w tekście. Co wiąże się z różnorodną ekspresją języków - np. to, co w naszym języku zostałoby odebrane jako obelga, obraza, załóżmy w takich językach, jak serbski czy czasami bułgarski jest postrzegane za określenie neutralne. Należałoby zatem znaleźć jakiś odpowiednik posiadający w języku docelowym podobny ładunek emocji, co w języku oryginału. Rzecz niełatwa, ale kto powiedział, że tłumaczenie to błahostka? ;)

Zgadzam się w stu procentach, aczkolwiek wydaje mi się, że tłumacz zawsze w pewnym sensie interpretuje tekst, który ma napisać we własnym języku. Jak inaczej oddać atmosferę, styl i intencje autora? Pamiętajmy, że tłumacz to także czytelnik, a każdy czytelnik inaczej odbiera i "czuje" dany tekst. Ilu czytelników, tyle interpretacji. Nie da się tego uniknąć. Poza tym wiele rzeczy w tekście zapisanych jest między wierszami, trzeba się domyślać, co autor chce przekazać i jakie chce wywołać u odbiorcy emocje. To nie zawsze jest oczywiste. Tłumaczenie to sztuka trudnych wyborów, bo przecież jednak nie siedzimy w głowie autora i tak naprawdę nigdy nie możemy do końca być pewni, że wiemy dokładnie, co chciał powiedzieć. Musimy zdać się na własną intuicje. Nie jestem zwolenniczką tłumaczenia absolutnie każdego słowa z tekstu źródłowego, czasem to nie ma sensu. Zdarza się, że całe zdanie z języka źródłowego można przetłumaczyć jednym słowem języka docelowego. Moim zadaniem jako tłumacza jest oddanie atmosfery utworu i wywołanie u czytelnika uczuć zbliżonych od tych jakie ma czytelnik oryginału. Wulgaryzmy owszem należy tłumaczyć, ale z wyczuciem. Trzeba też pamiętać o tym, że wulgaryzm wulgaryzmowi nierówny, to co w jednym języku jest bardzo obraźliwe, w innym może być traktowane jak tzw. przecinek w zdaniu. Wystarczy przeanalizować filmowe tłumaczenia dajmy na to "f***" off" - odchrzań się, spadaj, czep się, odpiernicz się, itp. możliwości jest bez liku. Nie trzeba od razu używać tego najbardziej wulgarnego odpowiednika. Wszystko zależy od sytuacji.

August
05-13-2012, 00:14
Temat rzeka. Wulgaryzmy to właściwie część specyfiki kulturowej, czyli trzeba wziąć pod uwagę różne uwarunkowania pozajęzykowe tłumacząc takie rzeczy. Bo potem efekty są często komiczne. Albo ktoś próbuje przenosić jakieś np. angielskie kalki do języka polskiego, czego bardzo nie lubię, jak chyba każdy tłumacz. Ogólnie jest to dobry test na wrażliwość językową tłumacza. Trzeba wiedzieć, czy dane wyrażenie brzmi bardzo wulgarnie czy nie. Nie ma prostej odpowiedzi. Zdarza się, że jakichś wulgaryzmów lepiej w ogóle nie tłumaczyć. Znowu innym razem, starając się na siłę złagodzić jakieś określenie wychodzi coś bardzo nieadekwatnego do sytuacji. Ktoś kto jest porządnie wkurzony nie będzie cedził słów i używał eufemizmów.

hania88
10-08-2012, 07:43
Jednak istnieja tez teksty gdzie nie wypada uzywac wulgaryzmow, a te same cisna sie pod pioro

Malika skoro autor umieszcza w swojej książce jakiś wulgaryzm to znaczy,że miał ku temu powody, tłumacz nie powinien w żaden sposób załagadzać "ekspresji" pisarza tylko po to, żeby oszczędzić bardziej wrażliwego odbiorcę, nie można zmieniać charakteru danej książki. Przekład literacki nie jest tą samą dziedziną co tłumaczenie konferencyjne, gdzie na używanie wulgaryzmów nie pozwala etykieta tłumacza, pisarz jak każdy artysta używa różnych form wyrażenia swoich emocji, a przekład ma za zadanie przekazać te emocje większemu gronu odbiorców.

moniarekw
10-19-2012, 08:42
Ja też zgadzam się z opinią, że tłumacz powinien wiernie oddawać wulgaryzm ( niekoniecznie słownym ekwiwalentem, ale zawsze na tym samym poziomie wulgarności ). Nawet wypadło mi pisać pracę magisterską i tłumaczeniu wulgaryzmów w South Parku.

Zupełnie nietrafiony pomysł jest z 'ugrzecznianiem' wypowiedzi - tłumacz powinien być bezwzględny i sobie pofolgować`:)

Milady
10-19-2012, 09:09
Zgadzam się, że tłumacz nie powinien ugrzeczniać wypowiedzi, ale niestety musimy również pamiętać o cenzurze naszego rządu, który ocenzurował "Zmierzch". Tłumacz jednak chciałby wydać swoje dzieło i na nim zarobić.

Mati1983
10-28-2012, 20:56
Nie wiem czy tłumaczenie wulgaryzmów jest takie samo jak tłumaczenie dla telewizji ale wydaje mi się, że jeżeli tłumacz nie ma zgody wydawnictwa to musi mocno łagodzić tekst.

Jedrzej87
10-29-2012, 08:55
Jak dla mnie wulgaryzmy powinny być tłumaczone, ponieważ pozwala to zachować oryginalne emocje użyte w danej wypowiedzi.

Nataszka
11-02-2012, 23:49
No jasne;)w końcu co w tym złego? przecież jak ktoś mówi Fuck to po co tłumaczyć to "kurcze"?:)

ekscentryzm
11-04-2012, 09:41
Zgadzam się, że nie można przekształcać tekstu oryginalnego, jest to co najmniej nie profesjonalne.

Ranko
11-04-2012, 12:41
Jak nie przetłumaczymy wulgaryzmu to przecież zmieniamy cały pogląda na zachowanie postaci, jeśli mowa jest o powieści. Zgadzam się z przedmówcami, jakkolwiek wulgaryzmów nie lubię zdaje sobie sprawę, że tłumaczyć je zdecydowanie należy :)

minnaloushe
11-04-2012, 21:19
Zgadzam się z przedmówcami, nie ma powodu, żeby być bardziej świętym od papieża. Jeśli takie jest zamierzenie estetyczne autora albo tak chce on podkreślić ekspresję wypowiedzi, to nie widzę sensu w "upiększaniu" tekstu oryginału :)

nen26
11-04-2012, 22:55
Jakoś przetłumaczyć trzeba, ale często mam wrażenie, że tłumacze nieszczególnie się nad tym zastanawiają. Właśnie z powodu bardzo mało wysublimowanych tłumaczeń przekleństw przestałam czytać po polsku książki Harlana Cobena. O ile w oryginale mnie wulgaryzmy nie rażą, to już w polskiej wersji jest to wysoce niestrawne. Na pewno dało się ten problem jakoś lepiej załatwić, bo nie przypominam sobie, żebym z jakimikolwiek innymi książkami miała aż taką silną reakcję.

Abril
11-04-2012, 23:37
Moim zdaniem należy tłumaczyć wulgaryzmy wiernie, bo wpływają one na to jak czytelnik odbiera daną postać czy też scenę. Jestem jednak za łagodzeniem tekstu jeśli jest to książka przeznaczona dla dzieci czy młodzieży, bo zdarza się przecież, że w kraju z którego pochodzi oryginał utworu jest większe społeczne przyzwolenie na używanie wulgaryzmów w literaturze młodzieżowej niż w Polsce.

LukaszBe
11-04-2012, 23:44
Dodatkową trudnością przy tłumaczeniu wulgaryzmów są wulgaryzmy w dialekcie lub gwarze. Jestem za zachowaniem siły przekazu oryginału. Chciałbym tylko zasygnalizować, że tłumaczenie wulgaryzmów moze mieć wiele warstw i żadnej z nich nie można zaniedbać.

marked
11-05-2012, 07:29
wulgaryzmy wnoszą dużo do wypowiedzi, stają się one jakby bardziej "dynamiczne" i dlatego powinny być tłumaczone...

Bartez86
11-05-2012, 12:28
Nie tłumacząc wulgaryzmów okaleczamy oryginał. Naszym zadaniem jest tłumaczenie, a nie poprawianie czy cenzura oryginalnego tekstu. :)

mardan
11-11-2012, 09:02
Ja będę musiała użyć wulgaryzmów w pracy magisterskiej, gdyż piszę o slangu więziennym :) I w tym przypadku nic nie załagodzę ani nie zmienię.

mareesha
11-11-2012, 16:05
Jeśli mamy w książce postać, która zbudowana jest tak, że kojarzymy ją z wulgarnym zachowaniem, to nienaturalne wręcz będzie jeśli przetłumaczymy jej wypowiedź łagodnie.

bree123
11-11-2012, 16:38
Również uważam, że wulgaryzmy trzeba tłumaczyć bez eufemizowania. W końcu przekład polega na tym, żeby nasza praca była jak najbliżej oryginału - czy to pod względem językowym, czy formalnym.

larossa
11-11-2012, 17:11
Zadaniem tłumacza jest oddanie "atmosfery" tekstu oryginalnego, dlatego wydaje mi się, że jeżeli autor użył wulgaryzmów o pewnej "sile" to zrobił to w jakimś celu i tłumacz powinien starać się aby ten cel został osiągnięty także w przekładzie. I zgadzam się z przedmówcami ,że tłumaczenie polega na przekazaniu, odtworzeniu cudzych słów i w związku z tym wszelkie "wyrzuty sumienia" czy wątpliwości ze strony tłumacza są zbędne.

ola6200
11-14-2012, 16:48
Według mnie nie powinniśmy ich pomijać skoro autor zdecydował się na wulgaryzm, ale czasem powinniśmy je złagodzić, w zależności do kogo skierowany jest tekst.

popi
11-16-2012, 08:58
nie sądzę, żeby tłumaczenie tekstu literackiego powinno być miejscem do wyładowywania cenzorskich zapędów - jedziemy z koksem, jak jest w oryginale, powinno zostać i w przekładzie

Właśnie z powodu bardzo mało wysublimowanych tłumaczeń przekleństw przestałam czytać po polsku książki Harlana Cobena. O ile w oryginale mnie wulgaryzmy nie rażą, to już w polskiej wersji jest to wysoce niestrawne.
a czy nie jest tak zazwyczaj, że wulgarymy w obcych językach mają dużo mniejszą siłę oddziaływania niż w ojczystym? (nie tylko, kiedy czytamy/słyszymy, ale również, kiedy sami je produkujemy... mi potrafi wyrwać się "fuck" i jest to dla mnie dużo mniej dosadne niż soczysta polska "kurwa")

azja
11-17-2012, 00:29
Podpisuję się pod opinią, że wulgaryzm w jęz. obcym ma dużo mniejszą 'siłę rażenia' niż jego dosłowny odpowiednik w języku ojczystym - na mnie też 'fuck' robi mniejsze wrażenie niż 'kurwa'.
Jednak nie sądzę, aby to był powód żeby w tłumaczeniu 'łagodzić' wulgaryzmy - powinno się, moim zdaniem, dobrać odpowiednik o porównywalnym ładunku emocjonalnym jak w oryginale.

kalwazyn
11-17-2012, 12:16
Podpisuję się pod opinią, że wulgaryzm w jęz. obcym ma dużo mniejszą 'siłę rażenia' niż jego dosłowny odpowiednik w języku ojczystym - na mnie też 'fuck' robi mniejsze wrażenie niż 'kurwa'.
Jednak nie sądzę, aby to był powód żeby w tłumaczeniu 'łagodzić' wulgaryzmy - powinno się, moim zdaniem, dobrać odpowiednik o porównywalnym ładunku emocjonalnym jak w oryginale.

Zgadzam się, zresztą w słownikach istnieje tyle wulgaryzmów, że jest w czym wybierać, a taki angielski "fuck" można zastąpić i innymi polskimi ekwiwalentami, w zależności od sytuacji, ale tu już tłumacz powinien zdecydować.

Marta Kospin
12-14-2012, 00:01
Wydaje mi się, że ta tendencja do łagodzenia wulgaryzmów wynika z faktu, że odbiorca czyta przekład i "wini" tłumacza bardziej niż autora za to, co czyta. Jeśli poczuje się urażony czy zgorszony, zapamięta nazwisko tłumacza. Potem spojrzy być może na oryginał i zobaczy wspomniane, "lżejsze" fuck i pomyśli, że miał rację i to tłumacz jest niepoprawny.

JackMal
12-14-2012, 00:29
Częstop niestety konczy sie na ominieciu wulgaryzmów lub wymyslaniu nowych dzięki czemu tekst traci na jakości.

marta020889
12-14-2012, 17:11
oczywiscie, ze tak, wulgaryzmy powinny byc tlumczone, ale nalezy zwrocic uwage do kogo owy tekst tlumaczony ma byc kierowany..czasem przetlumacznie wulgaryzmow moze byc obrazliwe dla osob, ktore dana pozycje przetlumczona.

Daeron
12-14-2012, 20:29
Zgodnie z wcześniejszymi opiniami i ja sądzę, że wulgaryzmy w tłumaczeniu nie powinny znikać. Natomiast powinny one uwzględniać kontekst wypowiedzi, jak i sam charakter czy pochodzenie postaci (wykształcony, klasa wyższa, gangster, narkoman, itd.) oraz to, jak mogłaby się ona wysławiać w języku tłumacza. Jak już ktoś wspomniał, czasem jedno słowo można przetłumaczyć na wiele róznych sposobów i do tłumacza należy wybór najodpowiedniejszego. Może mieć też jednak do czynienia z stuacją odwrotną - każdy dialekt ma swoje charakterystyczne wulgaryzmy, tymczasem w języku docelowym brzmią one zazwyczaj identycznie. Ciekawe są także przypadki wyjątkowo kreatywnych przekleństw, gdzie tłumacz musi się wykazać nie mniejszą pomysłowością od autora oryginału. Dla przykładu, Deb z "Dextera" trafia się sporo takich wiązanek. Pozwolę sobie zacytować jedną, która szczególnie mnie ubawiła: "Motherfucking suck bag! You cock-munching fucking fuck nugget!" (Nie mam pojęcia, w jakiej postaci to poszło w telewizji, ale z pewnością zostało odarte z wymiaru emocjonalno-humorystycznego.)

Toolek
12-15-2012, 14:24
Jeżeli w tekście oryginalnym występują wulgaryzmy to znaczy, ze przeznaczony on jest dla osób dorosłych, wiec problem odbiorcy i dostosowywania do niego tekstu mamy z głowy (chyba, ze mamy do czynienia z adaptacja i zmieniamy odbiorce docelowego na np. szersze grono odbiorców - np w filmie). W związku z tym tłumaczenie wulgaryzmów jest jak najbardziej zasadne. Oczywiście warunkiem jest konkretny, sprecyzowany odbiorca. Jeszcze jedna ważną rzeczą jest rodzaj tekstu który tłumaczymy czy jest to tłumaczenie formy pisemnej np książki czy tez tłumaczenie filmów. Z racji większej dostępności filmów, byłbym bardziej powściągliwy w użyciu wulgaryzmów w tej właśnie formie. Na dowód podaje bardzo ciekawy artykuł dotyczący tłumaczenia wulgaryzmów w filmach:
http://film.onet.pl/wiadomosci/publikacje/artykuly/cala-uwaga-na-brzydkie-slowa,1,3815664,wiadomosc.html

Tygrzyk
12-15-2012, 19:07
Ja przerabiałem wulgaryzmy na bardziej realistyczne, używałem tamtejszych wordplayów oraz dodawałem przypisy...

znajoma kiedyś przetłumaczyła "I've got screwed" - na - "Wkręciłam się" XD tak drogą dygresji i anegddoty.

jak byście tłumaczyli You're full of shit? tylko błagam, nie jako jesteś pełen gówna....

Daeron
12-15-2012, 21:49
http://film.onet.pl/wiadomosci/publikacje/artykuly/cala-uwaga-na-brzydkie-slowa,1,3815664,wiadomosc.html

Całkiem ciekawy artykuł, choć nie powiem, żebym się z niego dowiedział wiele nowego. To, że TVP nagrywa tylko jedną, złagodzoną, wersję lektorską jest ze względów ekonomicznych jak najbardziej usprawiedliwione. Gorzej, że cierpi na tym telewidz, który chce w późnych godzinach wieczornych obejrzeć wulgarne mordobicie, w którym dialogi zostały jednak sprowadzone do idiotycznych odzywek typu "Goń się, wujek." Swoją drogą, zasłanianie się "szacunkiem dla widza i jego wrażliwością" to jest dopiero hipokryzja i traktowanie jak idioty widza, który chce sobie obejrzeć takiego "Dextera" czy "Californication" w takiej postaci, w jakiej został nakręcony. A stacjom telewizyjnym wystarczy ocenzurować słowo mówione, bo krwawe porno zupełnie widza nie ruszy.


jak byście tłumaczyli You're full of shit? tylko błagam, nie jako jesteś pełen gówna
To chyba nie jest zbyt trudna kwestia. W TVP spodziewałbym się wersji "kłamiesz" :D Sam, zależnie od kontekstu przełożyłbym jako "chrzanisz", "pieprzysz", "pierdolisz", etc.

Teraz pytanie ode mnie. Jak byście przetłumaczyli "I don't give a flying fuck"?

UnflinchingMan
12-16-2012, 15:00
Gdybym tłumaczył to amatorsko na potrzeby jakiegoś serwisu z napisami typu napisy24.pl 'I don't give a flying fuck' przetłumaczyłbym "ni chuja mnie to nie obchodzi".

tudor
12-16-2012, 23:53
Wulgaryzmy oddają atmosferę panującą w książce i budują całe napięcie. Dlatego chyba nie należy ich łagodzić, bo łatwo można zmienić sposób, w jaki tekst zostanie zinterpretowany przez czytelników.

TomBed
12-30-2012, 12:20
Wg mnie wszystko zależy od kontekstu użycia tychże wulgaryzmów.. jeżeli są one użyte i są one dość dosadne to zostały one tam wsadzone w jakimś konkretnym celu, nie powinniśmy więc na siłę ich łagodzić ani unikać, o usuwaniu i zastępowaniu jakimiś lżejszymi konstrukcjami nie wspominając, jeżeli wulgaryzm jest to powinien zostać :)

Caitlin
10-12-2013, 22:54
Wydaje mi się, że "fuck" wręcz należy tłumaczyć z trzonem "ku..." i "spi...", i nic lżejszego. To, że w angielskim nas tak nie razi, jest spowodowane tym, że jest to, mimo tak bliskiego kontaktu, obcy nam język. Ten sam mechanizm działa chyba w przypadku początkujących poetów, którzy tworzą nie w swoim, a w obcym języku - zwyczajnie w obcym nie brzmi tak głupio :p

Co do wierszy, to Philip Larkin zaczyna "This Be the Verse" słynnym "They fuck you up, your mum and dad". Istnieją dwa tłumaczenia tego wiersza. Jerzy Jarniewicz przetłumaczył ten fragment jako "Tatko cię z mamcią spierdolili", a Jacek Dehnel jako "Jebią ci życie mama z tatkiem". Ciekawa jestem Waszej opinii. Możemy mówić o jakichś konotacjach wulgaryzmów? Czy "jebać" i "spierdolić" dają całkiem odmienne efekty?

Judyta Łepkowska
10-13-2013, 01:25
Wulgaryzmy oddają atmosferę panującą w książce i budują całe napięcie. Dlatego chyba nie należy ich łagodzić, bo łatwo można zmienić sposób, w jaki tekst zostanie zinterpretowany przez czytelników.

Oczywiście, że tak. Wulgaryzmy świetnie oddają emocje.

JTazbir
10-13-2013, 03:17
Pod warunkiem, że brzmią one wiarygodnie oczywiście. Czasem słyszy się albo czyta wiązanki sformułowane tak, by odbiorcę oczarować kreatywnością czy erudycją autora, i wówczas jak dla mnie tracą one na spontaniczności, a co za tym idzie, zdolności do obrazowania emocji.

To chyba nie jest zbyt trudna kwestia. W TVP spodziewałbym się wersji "kłamiesz" :D Sam, zależnie od kontekstu przełożyłbym jako "chrzanisz", "pieprzysz", "pierdolisz", etc.

Teraz pytanie ode mnie. Jak byście przetłumaczyli "I don't give a flying fuck"?
Jak dla TVP to "zwisa mi to i powiewa". :P I niestety, podejście do tłumaczenia inwektyw wszelakich zależy przede wszystkim od tego, dla kogo to robimy...

ufaflunic
10-13-2013, 23:27
Co do wierszy, to Philip Larkin zaczyna "This Be the Verse" słynnym "They fuck you up, your mum and dad". Istnieją dwa tłumaczenia tego wiersza. Jerzy Jarniewicz przetłumaczył ten fragment jako "Tatko cię z mamcią spierdolili", a Jacek Dehnel jako "Jebią ci życie mama z tatkiem". Ciekawa jestem Waszej opinii. Możemy mówić o jakichś konotacjach wulgaryzmów? Czy "jebać" i "spierdolić" dają całkiem odmienne efekty?

I tak, i nie. Właściwie oba częściowo oddają konotacje seksualne słowa "fuck" (nawet jeżeli funkcjonuje tu jako część phrasalu), ale w zupełnie inny sposób. Powiedzmy, że Dehnel ujął to nieco dosłowniej, bo nie dokonał zmiany na poziomie słowa - samo słowo, zwłaszcza, że otwiera wiersz, jest bardzo sugestywne (podczas, gdy przekład Jerzego Jarniewicza raczej sugeruje, że "ktoś coś zepsuł") i chyba też bardziej agresywne; na tyle sugestywne, że nim zrozumiemy, co przekazuje nam cały pierwszy wers, już wzbudza w nas zupełnie inne podejrzenia co do treści wiersza. Mnie z kolei frapuje odmienna budowa zdania w obu tłumaczeniach - w drugim akcent pada od razu na wulgaryzm, i zastanawiam się, czy przez to nie jest to nieco bliższe oryginałowi.

I jeżeli mogę wrócić się kawałeczek do pewnego aspektu tłumaczenia wulgaryzmów poruszonego wcześniej:
Cały czas zajmujemy się pytaniem "czy" tłumaczyć, a ja bym z chęcią skierowała rozmowę na "jak" tłumaczyć.

Konkretnie co zrobić z przekleństwami z kultur tak odmiennych jak np. polska i chiny (dosłowne tłum.: nosić zielony kapelusz) czy afganistan (masz but na głowie)? Albo tymi bardziej "kreatywnymi" wulgaryzmami jak bułgarskie "Gladna Karpatska valchitza s dalag kosam minet da ti prai deeba" (mniej więcej "niech głodna, karpacka, długowłosa wilczyca wyliże ci ch***")? Znalezienie odpowiednika nie byłoby pewnie niemożliwe, ale co jeżeli kontekst kulturowy jest ważny dla kontekstu? Z kolei dodawanie przypisu do przekleństwa mija się raczej z celem...

Dużo zależy też w tym momencie od tego, czy jest to przekład audiowizualny czy literacki. W przypadku tego pierwszego akcja może być na tyle wartka, że widz nie będzie w stanie w takim tempie wytłumaczyć samemu sobie, że to, co słyszy jest elementem obcej kultury, a nie dziwotworem tłumacza. Natomiast jeżeli chodzi o literaturę, to zawsze ciężkim orzechem do zgryzienia była dla mnie kwestia, którą świetnie obrazuje tłumaczenie "Dzieci północy" Salmana Rushdiego. Pomijając już nawet wszelkie pozostałe bogactwo językowo-kulturowe, które może doprowadzić tłumacza do łez, same wulgaryzmy, które tam padały też można było potraktować bardzo różnie: tłumacząc je słowo po słowie, tak by oddać wyjątkowość kultury, którą "przy okazji" snucia historii wyraża autor (co jest poniekąd bardzo ważne w przypadku akurat tej powieści), ale można też było pójść w zupełnie inną stronę - wszystkie przekleństwa przełożyć na ich, powiedzmy, odpowiedniki w języku polskim, kierując się przekonaniem, że inaczej nie zostanie zrozumiana intencja, dla której zostały użyte (chociaż i wtedy będzie ciężko, ponieważ kultury Indii i Polski są, lekko to ujmując, zupełnie do siebie nieprzystające).

AlanZ
10-20-2013, 20:11
Zawsze jest problem, jak przetłumaczyć "fuck". Niby bardzo brzydkie słowo, ale niesamowicie popularne i superczęsto używane.

katarzyna91b
10-20-2013, 20:45
Zauważyłam tendencje polskich tłumaczy do "łagodzenia" wulgaryzmów, co trochę odbiera styl autora. Z drugiej strony, nie każda kultura jest gotowa na przyjęcie książek zawierających dużo mocnych słów.

Knight Martius
10-26-2013, 18:31
O ile rozumiem, dlaczego w filmach i serialach w telewizji łagodzi się wulgaryzmy (nawet jeśli nie wszystkie powody ku temu uważam za sensowne), o tyle w literaturze wydaje mi się to skrajnie idiotyczne. W książkach jak nigdzie jest istotne, by oddać ekspresję oryginału. Dlaczego więc należałoby postąpić niezgodnie z intencjami autora? Jeśli ktoś jest zbyt wrażliwy na przekleństwa, to powinien daną pozycję zostawić w spokoju i tyle. Niech czytelnik sięgnie po coś, co odpowiada jego oczekiwaniom, a nie narzeka, że trafił na powieść, po której mógł się spodziewać takiego słownictwa. Poza tym we współczesnej literaturze wulgaryzmy są jednak często potrzebne, niestety - wyrażają treść, której czasami nie da się ująć inaczej. Pisarze często stawiają na realizm, a konkretniej na to, by ich utwory były wiarygodne, i chcą to osiągnąć wszelkimi dostępnymi środkami. Natomiast wulgaryzmy są właśnie częścią życia codziennego i języka, czy nam się to podoba, czy nie.

rybawojtek
10-27-2013, 11:44
Jest duża różnica np między filmami które puszczają w telewizji, a takimi na płytach DVD. Np. kiedyś natknąłem się na Pulp Fiction lecące bodajże na TVP2 - o 11 w nocy, z czerwonym kółeczkiem, a i tak "fuck" tłumaczono jako "chromolić" itp. Tymczasem na DVD które posiadam lektor rzuca mięsem aż miło :D Więc wszystko zależy od odbiorcy, najwyraźniej w telewizji boją się wulgaryzmów.

jurewicz
02-14-2014, 18:45
Wulgaryzmy są częścią języka i często częścią utworów literackich. Pytanie, czy należy je tłumaczyć zastąpiłabym zapytaniem : jak je przekładać, żeby być pewnym, że wybrane przez nas słowo odpowiada orginałowi. Nie wyobrażam sobie ile może stracić np. "Bombel" Mirosława Nahacza gdyby tłumacz zdecydował się na duża ingerencję w jego wulgaryzmy.

Kerebroi66
03-01-2014, 10:10
Nie wiem, czy przeprowadzono takie badania, ale również uważam, że lepiej przyswaja się wulgaryzmy w formie mówionej. Wydaje mi się, że właśnie w takim celu zostały "stworzone" - żeby podkreślić nasze emocje w wypowiedzi ustnej, w interakcji z drugim człowiekiem. Używanie przekleństw np. w sms'ach czy mailach wydaje mi się czasem pretensjonalne, chociaż rzeczywiście jedno przekleństwo może najlepiej wyrazić co ktoś czuje w danej chwili.

No właśnie - widzę często głosy na forach (nie, nie u Was drogie Koleżanki i Koledzy) gdzie ktoś pisze: Jak Ci zaraz p... to j...Ty ...ch. Czyli tak - używają wielkiej litery (bo wypada) ale bluźnią na całego - swoista hiperpoprawność. :confused:
Tłumaczyłem kilka książek, w których autor nie przebierał w słowach i czasem było wesoło, czasem trochę przykro. Niemniej jednak nie używam słowa na "zaje.." i tak dalej, bo uważam to za wyjątkowo podły chwast językowy. :eek:
Są też zwroty/słowa na pozór wyglądające zupełnie niewinnie, które w kontekście mają po pięć gwiazdek w skali bluzgowej. Dobrym przykładem jest tu "go down" oraz "cracker". Dlatego też teksty niektórych zespołów (SZCZEGÓLNIE Ac/Dc) są nieprzetłumaczalne, gdyż przy translacji ogranicza się, siłą rzeczy, pole znaczeniowe wyrażenia - patrz "The Jack" AcPiorunDc.
Całość pozornie opisuje partię pokera dwojga osób - kobiety i mężczyzny. Ale:
She was holding a pair, but I had to try,
Her duce was wild, but my ace was high...
Nobody told me she'd been shuffled before.

Oczywiście to z czasów, gdy teksty pisał Śp. Bon Scott, który był geniuszem słownych gierek.

A ja tu gadu, gadu, a tekst stygnie...

annme
03-09-2014, 21:56
Uważam, że zadaniem tłumacza jest jak najdokładniejsze przełożenie oryginału na język docelowy z uwzględnieniem wulgaryzmów. Myśle, że tłumacz powinnien oddać dokładny sens ksiązki, a jeśli dany zwrot ma silne konotacje kulturowe, można poratować się czymś bardziej opisowym.

Ersom
03-10-2014, 00:04
Jeśli autor użył wulgaryzmów, to tłumacz też powinien starać się oddać to samo znaczenie (nie zawsze się da). Tłumaczony tekst powinien mieć podobną objętość co oryginał, oddawać tą samą treść i emocje. Niektóre niezrozumiałe treści, spowodowane różnicą kulturową, powinny być oddane w jak najprostszy sposób (głównie z objaśnieniami), ewentualnie przełożyć na realia innego kraju.

emiliaciokalska
03-10-2014, 09:24
W kwestii tłumaczeń wulgaryzmów zgadzam się z autorem/autorką poniższego artykułu: http://supertlumacz.pl/tlumaczenie-wulgaryzmow/

MMalinowska
04-07-2014, 15:11
Witam,
w wielu tekstach hiszpańskich czy włoskich pojawiają się przekleństwa, które nie są oczekiwanie w tym samym kontekście w języku polskim. Co robicie w takich przypadkach, stawiacie na "wierność przekładu" i "drażnicie ucho czytelnika", obniżacie" moc" przekleństwa czy może nawet je omijacie?

Aniesse
04-07-2014, 16:27
Co prawda nie mam doświadczenia w tłumaczeniu opowiadań, ale oglądając np. filmy przekładane na inne języki, myślę, że powinno się dopasować tłumaczenie przekleństwa do przekleństwa używanego w danym kraju. Np. jak we Włoszech jak coś idzie nie tak, to często mówie się "o cazzo" to po polsku powiedziałabym "o k....".

MMalinowska
04-07-2014, 18:49
Masz rację, tylko że czasem tych przekleństw jest o wiele więcej lub też są tam, gdzie w polskim tekście nigdy by się nie pojawiły.Wtedy polskiego czytelnika zaczynają razic i przeszkadzac mu w lekturze. ;)

amazur
04-08-2014, 19:29
Wydaje mi się, że wszystkie takie przypadki należy rozważać indywidualnie. Ogólnie rzecz biorąc tłumaczenie powinno dokładnie odzwierciedlać oryginał, więc i zawierać przekleństwa.
Nie bardzo rozumiem "lub też są tam, gdzie w polskim tekście nigdy by się nie pojawiły". Jeśli chodzi o dokładne tłumaczenie, słowo po słowie, to wtedy wiele elementów może być "dziwnych", ale tłumaczymy nie same słowa, ale też ogólny sens zdania/wypowiedzi, więc czasem pominięcie lub zamiana niektórych słów jest konieczna.

MMalinowska
04-12-2014, 17:07
Sięgnij do książek "kanibali" włoskich. Czytając je, znajdziesz mnóstwo zdań i zwrotów, w które Polacy nie wplatają przekleństw. :) Poza tym może wpadliście kiedyś na ekwiwalenty Porca Madonna/ Porco Dio / porcoddio?

amazur
04-12-2014, 20:54
Nie znam języka włoskiego, ale wierzę na słowo :) Ja znam jedynie przykłady z angielskiego i jakoś nie potrafię sobie przypomnieć sytuacji, gdzie jakoś wybitnie nie pasowało mi przekleństwo w tłumaczeniu :)

magrosia
04-15-2014, 23:21
Również mam doświadczenie jedynie w tłumaczeniu jedynie języka angielskiego, i stwierdzam, że należy trzymać się w miarę wiernie oryginału. W tłumaczeniach z języka angielskiego możemy nawet korzystając z "dobrobytu i różności" przekleństwo "f***" przetłumaczyć na wiele różnych sposobów, czasem mniej dobitnych a czasem bardziej. Zależy wszystko od kontekstu.

jolantao
04-16-2014, 10:07
Ja myślę, że z tłumaczeniem przeklęństw z języka obcego jest tak jak z tłumaczeniem idiomów należy zastanowić się i wybrać najwłaściwszą strategię, ja jednak nie stosowałabym kalki ani zapożyczenia bo często brzmi to po prostu dość sztucznie (a może i głupio) w języku docelowym.

anet.a
04-16-2014, 10:22
Uważam, że jeśli autor chciał, aby w tekście znalazły się przekleństwa to taki jest charakter książki/opowiadania i nie należałoby tego zmieniać. Jasne, możemy pominąć jedno czy dwa jeśli wybitnie w języku docelowym one nie pasują, ale też nie całość, bo czytelnik włoski (czyli języka oryginalnego) odbierze tekst inaczej niż czytelnik języka docelowego, a myślę, że nie o to chodzi.

mariakupiec
04-16-2014, 14:59
Moim zdaniem jeśli faktycznie przekleństwo w danym języku absolutnie nie pasuje w jakimś zdaniu, tłumacz powinien umieścić je w innym miejscu tak, aby tekst zachował pewną wierność, ale też żeby nie było to uderzające dla czytelnika.Podobnie jeśli chodzi o błędy językowe popełniane przez bohaterów książek. Często mają one charakter sytuacyjny lub powiązane są z historią danego państwa, nie należy jednak z nich rezygnować, a dostosować do przekładu.

Isadora
05-07-2014, 12:55
Myślę, że tłumacz nie powinien zbyt mocno ingerować w wymowę utworu. Zgadzam się, że jeśli autor używa przekleństw, robi to w jakimś określonym celu i nie powinno się tego na siłę łagodzić. Oczywiście pozostaje kwestia "dopasowania" konkretnego przekleństwa do danego języka, ale to jest uzależnione od konkretnej sytuacji i kontekstu.

psuchozebrski
05-11-2014, 23:36
Moim zdaniem powinno się tłumaczyć teksty na tyle dosłownie by nie rozminąć się z ich kontekstem, a jednocześnie by brzmiały sensownie. Jeśli przełożonego zwrotu nie ma w naszym języku to zastępujemy go innym, to jasne, ale sam nie cierpię jak wyrażenie staję się zbyt grzeczne po pominięciu kilku ostrych słów przez tłumacza. Wiele postaci traci wtedy swój "pazur" ;)

psychogarden
05-14-2014, 11:47
Wydaje mi się, że podczas tłumaczenia tekstów z przekleństwami należy wziąć pod uwagę uczucia odbiorcy - i nie mam tu na myśli tego, że powinniśmy się martwić, czy pani Kowalska na widok wulgarnego słowa nie obruszy się i nie rzuci książki w kąt, tylko tego, czy w języku docelowym taki wulgaryzm będzie wyglądał naturalnie i akceptowalnie w danym kontekście. Nie wyobrażam sobie na przykład, by w tłumaczeniu z polskiego na japoński dosłownie przełożyć nasze wdzięczne słówko na "k", używane w formie przecinka. Japońskiemu odbiorcy zwyczajnie mogłoby to zakłócić przekaz i zaburzyć płynność tekstu, a tego przecież tłumacz musi uniknąć. Inna sprawa, że w języku japońskim w ogóle ciężko by było znaleźć odpowiedniki co bardziej soczystych polskich słówek... W drugą stronę za to wybór jest bardzo szeroki ^^

PaulaAnna
05-17-2014, 09:05
zazwyczaj przekleństwa mają swoją funkcje, są 'po coś', często budują postać, dlatego uważam, że warto je tłumaczyć, używając polskich słów o podobnym nacechowaniu, które słyszymy w Polsce w podobnych sytuacjach. na studiach wykładowca Teorii przekładu często wspomina o tym, że w jakimś tłumaczeniu [chyba po rosyjsku] 'Wojny polsko-ruskiej' pominięto bardzo wiele przekleństw, które przecież są ważną częścią charakteru tej książki, jej popularności itp.

psuchozebrski
05-18-2014, 23:27
Nie wyobrażam sobie na przykład, by w tłumaczeniu z polskiego na japoński dosłownie przełożyć nasze wdzięczne słówko na "k", używane w formie przecinka. Japońskiemu odbiorcy zwyczajnie mogłoby to zakłócić przekaz i zaburzyć płynność tekstu, a tego przecież tłumacz musi uniknąć.

Właściwie jest to dość sensowne, ale z drugiej strony jeśli japoński odbiorca zaczytuje się w polskiej literaturze, to w tym wypadku dostanie zniekształcony obraz tego co autor chciał przekazać. Jest to też kwestia pewnej kultury - jeśli ja zabrałbym się za książki z Kraju Kwitnącej Wiśni, to chciałbym otrzymać tamtejszy styl pisania, będący połączeniem owej kultury jak i stylu pisarza.

kedziorska90
05-21-2014, 14:47
Zależy kto jest odbiorcą przetłumaczonego tekstu. Ja staram się zwykle oddać prawdziwe znaczenie przekleństwa szukając w naszym języku zwrotu który będzie wyrażał takie same emocje jak w języku z którego tłumaczę. Czasem jednak trzeba znaleźć łagodniejszą wersję. świetny przykład masz w filmach gdzie usłyszymy raczej tylko cholera, kurczę, niech to szlag itp :)

dh1989
05-23-2014, 11:46
No właśnie. Czasem trudno jest znaleźć odpowiednie tłumaczenie, zwłaszcza dla wiązanki przekleństw w jednej sekwencji. Ostatnio oglądałem taką amerykańską komedię "Rapture Palooza" i facet siedząc przy fortepianie śpiewał "miłosną piosenkę wybrance. Leciało to tak (UWAGA):

" I would like to stick my dick in your booty"

I jak to przetłumaczyć na polski by oddać sens i jednocześnie nie przesadzić?

magdalenamurczek
05-24-2014, 18:33
Czasem omija się przekleństwa po prostu dlatego, że tekst w języku docelowym brzmiałby okropnie nienaturalnie, gdyby zostały one przetłumaczone. Wszystko zależy od sytuacji i danego kontekstu.

Salladyn
05-25-2014, 14:59
Moja wykładowczyni translatoryki słusznie kiedyś powiedziała, że przekleństwa to też część każdego języka i dlatego powinniśmy je przekładać aczkolwiek tak aby, jak już tutaj większość zauważyła, zdanie miało jakiś sens.

nten
05-26-2014, 15:45
Najlepiej oglądać filmy. Wtedy widzi się cały kontekst, a potem mając przy tłumaczeniu podobny kontekst, jak ten, który widziało się kiedyś w filmie, po prostu przytoczyć stamtąd całą wiązankę. Wierność na płaszyźnie leksykalnej będzie w ten sposób pewnie niewielka, ale za to intencje zostaną przetłumaczone doskonale.

ewelka_34
05-26-2014, 17:38
rzeczywiście, świetny sposób, by używać przekleństw z wyczuciem :)

psuchozebrski
06-02-2014, 12:24
Najlepiej oglądać filmy. Wtedy widzi się cały kontekst, a potem mając przy tłumaczeniu podobny kontekst, jak ten, który widziało się kiedyś w filmie, po prostu przytoczyć stamtąd całą wiązankę. Wierność na płaszyźnie leksykalnej będzie w ten sposób pewnie niewielka, ale za to intencje zostaną przetłumaczone doskonale.

O, to właśnie chciałem przekazać w swoich postach, ale nie potrafiłem ubrać tego tak zgrabnie w słowa :D Świetnie ujęte!

ninano
06-30-2014, 12:46
Myślę że nie powinno się eufemizować tego co chciał przekazać autor za pomocą wulgaryzmów. Z doświadczenia wiem, że większość tłumaczy jednak to robi aby zbyt nie szokować publiki, a nie powinno

psuchozebrski
07-07-2014, 00:16
W sumie był już podobny temat, ale jeśli pozostał niezauważony to wrzucę tu znów swoje trzy grosze :P

Moim zdaniem powinno się tłumaczyć wszelkie wulgaryzmy by w pełni oddać zamierzenie autora czy też barwność postaci. Powstrzymałbym się jedynie w wypadku gdy tekst przełożony na polski brzmi źle, np. wyrażenie które u nas nie funkcjonuje jako tako.

GRodewald
07-15-2014, 19:01
Tłumacz "w ogóle" zobowiązany jest do jak najlepszego przekładu tekstu bez nadawania dziełu/tekstowi swoich własnych kalek myślowych. Nie tłumacząc wulgaryzmów nie jesteśmy w stanie oddać przesłania autora, kastrując tekst stawiamy siebie w roli osoby decyzyjnej odnośnie treści tekstu, co moim zdaniem jest błędem.

krna
08-01-2014, 13:10
Dlaczego mamy coś zmieniać. Funkcja ekspresywna języka polega na wyrażaniu poprzez wypowiedź, emocji i stanów wewnętrznych osoby. Jeśli pisarz miał na celu wzmocnienie tekstu wulgaryzmami powinniśmy oddać jego emocje w ten sam sposób.

Jestem tego samego zdania, autor miał na myśli konkretny cel używając bardziej lub mniej dosadnego wulgaryzmy. Myślę, że zadaniem tłumacza jest przekazać to, co autor tekstu miał na myśli, a nie "zaznaczyć swoją obecność" w tekście łagodząć lub wzmacniając wulgaryzm.

wilqouak
08-01-2014, 23:41
Nie ma co zmiękczać albo na siłę ostrzyć języka. Jakkolwiek częściej pojawia się raczej złagodzenie słów nieprzyzwoitych, tak wrzucanie ich na siłę też się zdarza (zainteresowanych odsyłam do postaci Urdnota Wrexa z serii gier Mass Effect, który to w wersji zlokalizowanej rzucał paniami na prawo i lewo - niby pasowało do jego postaci, ale nie było czegoś takiego w oryginalnym skrypcie). Obu tym zjawiskom jestem stanowczo przeciwny - na szali leży wszak wierność przekładu...

baszar
08-02-2014, 07:11
Była u nas moda na ugrzecznianie wulgaryzmów. Ostatnio na szczęście zanika.

priczmond
08-07-2014, 23:48
Tłumacz "w ogóle" zobowiązany jest do jak najlepszego przekładu tekstu bez nadawania dziełu/tekstowi swoich własnych kalek myślowych. Nie tłumacząc wulgaryzmów nie jesteśmy w stanie oddać przesłania autora, kastrując tekst stawiamy siebie w roli osoby decyzyjnej odnośnie treści tekstu, co moim zdaniem jest błędem.

O to to, "kastrować", według mnie jest to czasownik świetnie określający czyn dokonywany przez tłumacza na tłumaczeniu, kiedy wulgaryzmy nie są przekładane albo odbiera się im ich moc i zastępuje 'mięso' paprykarzem szczecińskim. Jeśli język oryginału jest żywy, barwny, dosadny, nie można go zmieniać, bo straci moc nadaną mu przez autora, który być może zgadza się z opinią zespołu Cool Kids of Death na temat języka (fragment z utworu 'Poezja jest nie dla mnie':

"Mój język musi być wyraźny
Musi mówić lepiej
(...)
Mój język ma być zimny
Mój język ma oddychać
Mój język zbyt głośny
Mój język za blisko"

aprzewozna
08-08-2014, 15:57
Zadaniem tłumacza jest tłumaczenie, a nie interpretacja. Jeśli autor użył wulgaryzmu, znaczy, że "miał na myśli" coś konkretnego. Nie rozumiem zupełnie sensu pomijania/braku tłumaczenia/"zmiękczania" wulgaryzmów. Rozmija się to z zamysłem i koncepcją, którą ktoś nam swoją twórczością oferuje.

wumashan
08-10-2014, 09:12
Tłumacz nie jest cenzorem. Jest głosem autora w innym języku. Jeśli głos autora w języku źródłowym jest wulgarny, to i w języku docelowym taki jest. każda zmiana jest ingerencją w tekst i jako taka jest błędem tłumacza.

kluivert114
09-19-2014, 18:18
Tekst o tłumaczeniu wulgaryzmów:
http://tłumaczenie.net.pl/o-tlumaczeniach/wulgaryzmy-nie-gryza-czyli-o-slowach-niecenzuralnych-w-tlumaczeniu/

MoonBearKing
09-20-2014, 16:35
À propos, zauważyłem ciekawą zależność w kilu starszych filmach, mianowicie: wulgaryzmy w dubbingu były ugrzecznione, natomiast w napisach - nie.

Biala
09-21-2014, 12:14
Widać łatwiej jest coś takiego napisać niż wypowiedzieć:D

aleksiskin
10-26-2014, 17:21
Uważam, że dobre tłumaczenie zawiera wszystko, co autor chciał przekazać, a zatem tłumaczenie wulgaryzmów jest jak najbardziej na miejscu. Czasem oglądam w telewizji filmy z lektorem i słyszę w tle pełno wulgaryzmów, podczas gdy lektor od czasu do czasu czyta lżejszą wersję lub nie używa wulgaryzmów wcale. Fakt, gdyby teraz nagle w każdym filmie lektor przeklinał tyle, co postaci byłoby to dziwne, ale osoby, które języka źródłowego nie znają, przekonałyby się jakiego rodzaju film rzeczywiście oglądają.

KKK
10-28-2014, 17:48
Wydaje mi się, że czasem nie da się wyrazić czegoś bez wulgaryzmu. Tłumaczenie "ugrzecznione", gdzie się ich na siłę unika, nie jest wiernym tłumaczeniem, bo nie oddaje tego, co autor wypowiedzi miał na myśli. Nie należy z tym oczywiście przesadzać, ale czasem przekleństwo jest po prostu konieczne w tekście.

mamurna
10-29-2014, 10:56
Problem w tym, że polski zasób wulgaryzmów jest dość ubogi w porównaniu z np. serbskim. Więc niestety w przekładzie na polski serbskie przekleństwo musi zostać nieco spłycone (a szkoda). Chyba że tłumacz wykaże się wyjątkową fantazją ^^

splinter1
10-29-2014, 16:47
Nie zmieniałabym, bo wtedy całe tłumaczenie traci sens moim zdaniem. Tłumacz nie jest od ugrzeczniania tylko od tłumaczenia.

Szypulka
11-04-2014, 11:36
Zauważyłam, że tłumacze często boją się tematyki seksu i wulgaryzmów. Uważam, że ci "oporni" powinni poczytać Pilcha, to nie dość, że się uodpornią na wulgaryzmy, to mogą jeszcze zaczerpnąć inspiracji ;)

Moninite
11-04-2014, 12:30
Moim zdaniem wulgaryzmy należy tłumaczyć w taki sposób, aby odzwierciedliły realia języka. Przykładowo słowo "kurwa" w języku czeskim jest zdecydowanie silniej nacechowane niż w polskim, więc ja np. Czechom niekoniecznie przetłumaczyłabym dosłownie, tylko starała się znaleźć słowo nie tyle "ugrzecznione", co oddające charakter wypowiedzi. Ale zgadzam się, że niestety tłumacze często boją się wulgaryzmów i tematyki seksu. Może nie wynika to z ich strachu, tylko ktoś musi potem to tłumaczenie "zaklepać".

Szypulka
11-04-2014, 14:25
Przez strach miałam na myśli skrępowanie połączone ze strachem o gusta czytelnicze. Ale Moninite ma rację, trzeba dostosować przekleństwo do sytuacji. Nie każde "fuck" tłumaczy się tak samo.

jokerface
11-17-2014, 10:58
Uważam, że zadaniem tłumacza jest oddanie zamysłu autora, nie cenzurowanie czy "ugrzecznianie". Zamysł autora obejmuje również emocjonalny przekaz i jeśli autor w tym celu używa wulgaryzmów, tłumacz powinien znaleźć analogiczne środki służące przekazaniu tego samego w innym języku. Jeżeli idealnym środkiem byłby wulgaryzm, nie widzę przeszkód, by go nie używać.

girasole
11-19-2014, 16:48
Naszą rolą jest przetłumaczenie tekstu, więc oczywiście, że tłumaczymy. Bez tego przetłumaczony tekst nie wyraża tego co autor miał na myśli, tylko jest naszą wersją. Co moim zdaniem nie jest zgodne z zadaniami tłumacza.

klaudia7
05-17-2015, 17:12
Użycie wulgaryzmów w oryginale też zazwyczaj jest celowe, więc nie powinny być pomijane w tłumaczeniu.

Black_Cat
05-18-2015, 13:46
Ja również jestem zwolennikiem zachowania wulgaryzmów podczas tłumaczenia. Zadaniem tłumacza jest przełożenie danego tekstu, a nie ocena języka w nim użytego. Jeśli autor oryginału użył wulgaryzmów, z pewnością miał ku temu powody. A nawet jeśli nie, to tłumacz nie powinien pozbawiać odbiorców tłumaczenia możliwości własnej oceny.

yeahlow
05-25-2015, 18:58
Zawsze zachowuję wulgaryzmy. Tłumacz jest drugim głosem pisarza, nie możemy łagodzić jego słów. Cenzura nie jest mile widziana. Poza tym, wulgaryzmy to formy ekspresyjne, czasem zdanie bez siarczystego słowa traci sens i tym samym, nie jest już takie samo. Jeżeli autor chciał położyć emfazę używając partykuły wzmacniającej w postaci niecenzuralnego słowa, nam jako tłumaczom, pozostało znaleźć jak najlepsze wulgarne ekwiwalenty, które oddadzą piękno "brzydkiego słowa".

karla8
06-03-2015, 20:17
Według mnie wulgaryzmy powinno się zachowywać. Tak jak piszecie, tłumacz nie ma prawa tak ingerować w oryginał. Inna kwestia, że często wydawnictwa boją się (?) i nie pozwalają na tak dosadne tłumaczenie.
To samo jest w filmach, nie raz można zauważyć, że po angielsku leci niezła wiązanka, a po polsku co najwyżej: "O kurde". Dlaczego taka cenzura? Tego nie rozumiem.

olawiktorko
08-08-2016, 14:54
Jestem przeciwniczką ,,ugrzeczniania" i uważam, że tłumacz powinien przekładać wulgaryzmy bez skrupułów. Często jednak w filmach z lektorem, szczególnie w przypadku filmów często puszczanych w telewizji, redukuje się brzydkie słowa lub zamienia je na bardziej kulturalne. A potem oglądamy film typu ,,Szklana pułapka" i mamy konflikt obrazu z dzwiękiem, kiedy widzimy typowego bandziora, który z uśmiechem na ustach kulturalnie wyjaśnia koledze po fachu, żeby sobie poszedł, bo inaczej go zbije.
Z czego to wynika? Może pewnego rodzaju cenzura? Albo obawa przed tym, że dzieci oglądają film?
Uważam, że zabiegi związane z ograniczaniem wulgaryzmów w filmach bardzo zmienia charakter filmu oraz to jak jest odbierany przez widzów.

pawel8163
08-08-2016, 15:04
Właściwe tłumaczenie musi oddać sens, żart i różnice kulturowe tekstu źródłowego i docelowego. Uważam, że wulgaryzmy powinny być tłumaczone. Oczywiście, stosowanie wulgaryzmów i ich poziom nasycenia zależy od wielu czynników, m.in. od odbiorcy tłumaczonego tekstu jak i rodzaju samego tekstu. Inaczej będziemy tłumaczyć teksty gdzie odbiorca są dzieci a inaczej dla dorosłych.

hanna93
08-21-2016, 10:41
Nie, nie, nie. Nie ugrzeczniamy :) Wychodzę z założenia, że wulgaryzmy są w tekście po coś, więc nie możemy sobie tak po prostu zastąpić ich łagodniejszymi odpowiednikami :) Inna sprawa, że taki zabieg mógłby zakończyć się komicznie chociażby w sytuacji, gdzie mamy bohatera filmu (załóżmy, że będzie to jakiś barczysty jegomość z tatuażami tu i ówdzie - taki przykład tylko ;) ) rzucającego "f*uckiem" co dwa zdania, a widz widzi/słyszy polskie "kurczę" :D

graczykij
08-22-2016, 13:14
Ok, to, że wulgaryzmy zostają, to wiedzą wszyscy. Ale ich tłumaczenie wcale nie jest takie proste. Język polski ma ogromną gamę wulgaryzmów, ale jest wiele języków, w których ta grupa wyrazów jest zdecydowanie skromniejsza. No i pamiętajmy, że wulgaryzmy mogą być mocniejsze lub łagodniejsze i różnie wygląda to w różnych językach, więc lepiej uważać i z rozpędu nie rzucać wszędzie kurtyzanami.

Gabriela11
09-24-2016, 11:51
Jestem za zostawianiem wulgaryzmów. Jeśli są one częste w wypowiedzi jakiegoś bohatera w litaraturze czy w filmie, oddaje to poniekąt jego charakter. Jeśli ominiemy lub zniemimy wulgaryzmy na lżejsze sami widzowie będa inaczej postrzegać tego bohatera niż jak go autor wykreował.

maugolena
09-29-2016, 17:08
Znalazłabym najbliższy odpowiednik jaki byłby tylko możliwy. Niestety to jest najgorsze w tłumaczeniach, że czasem się po prostu nie da czegoś przełożyć tak jak byśmy chcieli.

janus.dominikaa@gmail.com
11-14-2016, 12:39
W przypadku wulgaryzmów najlepiej jest szukać słów i tłumaczeń, które będą generować podobne skojarzenia i emocje. Język polski jest pod tym względem bardzo rozbudowany, co stwarza problem z przekładem na inne bardziej ubogie :)

maszynka
11-16-2016, 15:09
W przypadku wulgaryzmów najlepiej jest szukać słów i tłumaczeń, które będą generować podobne skojarzenia i emocje. Język polski jest pod tym względem bardzo rozbudowany, co stwarza problem z przekładem na inne bardziej ubogie :)

Zgadzam się, nie lubię tłumaczyć przekleństw zbyt dosłownie. Tak po prawdzie, jestem zwolenniczką zmiękczania wulgaryzmów (podobnie jak w przekładach audiowizualnych), a więc szukam grupy słów zbliżonych do oryginalnej wersji i wybieram "najszerszy" termin, pozbawiony nadprogramowej wulgarności.

Zmiękczam, ponieważ odnoszę zawsze wrażenie, że np. język angielski nie ma tak obraźliwego wydźwięku jak język polski. Tekst przełożony z angielskiego, z polskimi przekleństwami wydaje mi się przesadnie spolszczony; zawsze mam wrażenie, że ktoś oddaje emocje na siłę, a tym samym niechcący udamawia i wychodzi na równiachę. Moim zdaniem polskie wulgaryzmy zbyt odstają od reszty tekstu.

Są oczywiście różne szkoły i na pewno wielu tłumaczy się ze mną nie zgodzi ;)

otrzasek.m
11-17-2016, 14:37
Zgadzam się, nie lubię tłumaczyć przekleństw zbyt dosłownie. Tak po prawdzie, jestem zwolenniczką zmiękczania wulgaryzmów (podobnie jak w przekładach audiowizualnych), a więc szukam grupy słów zbliżonych do oryginalnej wersji i wybieram "najszerszy" termin, pozbawiony nadprogramowej wulgarności.

Zmiękczam, ponieważ odnoszę zawsze wrażenie, że np. język angielski nie ma tak obraźliwego wydźwięku jak język polski. Tekst przełożony z angielskiego, z polskimi przekleństwami wydaje mi się przesadnie spolszczony; zawsze mam wrażenie, że ktoś oddaje emocje na siłę, a tym samym niechcący udamawia i wychodzi na równiachę. Moim zdaniem polskie wulgaryzmy zbyt odstają od reszty tekstu.

Są oczywiście różne szkoły i na pewno wielu tłumaczy się ze mną nie zgodzi ;)

W kwestii udomowień - uważam, że jest to dobre wyjście, ponieważ uzyskujemy tekst, który brzmi naturalnie, a osoba czytająca nie zauważy nawet, że to tłumaczenie. Jeśli wypowiedź po angielsku jest naszpikowana różnymi 'kwiatkami', myślę, że należy tak je przetłumaczyć, żeby odnieść taki efekt, jak w oryginale.

maszynka
11-24-2016, 11:22
W kwestii udomowień - uważam, że jest to dobre wyjście, ponieważ uzyskujemy tekst, który brzmi naturalnie, a osoba czytająca nie zauważy nawet, że to tłumaczenie. Jeśli wypowiedź po angielsku jest naszpikowana różnymi 'kwiatkami', myślę, że należy tak je przetłumaczyć, żeby odnieść taki efekt, jak w oryginale.
A nie mówiłam, że są różne szkoły? :D Ach, te kontrowersje! Zgadzam się za to, że zapomniałam o sytuacjach, w których ktoś ewidentnie stara się być wulgarny. Wtedy rzeczywiście nie ma się co cackać ;)

Wulgaryzmy to bardzo podstępna sprawa. Trzeba zwracać uwagę na nacechowanie emocjonalne wyrażenia w obu językach, a czasami na jego kontekst kulturowy i zastosowanie tłumaczenia. Na studiach powtarzano mi, że o ile przeklinanie w literaturze jest dozwolone, o tyle w tłumaczeniach filmów już nie, a w szczególności w przypadku napisów. W telewizji lektor też prawie nie przeklina, nawet jeżeli oryginał jest wyraźnie wulgarny, żeby poszerzyć grono odbiorców.

Swoją drogą sposoby przekładania wulgaryzmów świetnie widać na tych przykładach:
http://forum.mlingua.pl/showthread.php?t=1529

GyrosHunter
12-09-2016, 20:56
Najbezpieczniej jest powiedzieć, że w każdym przypadku tłumaczenie wulgaryzmów zależy od okoliczności i kontekstu.

W książkach mogą być, jak najbardziej, ponieważ esencją książki jest słowo i należy natężenie wulgarności oddać z maksymalną precyzją, oczywiście lokalizując.

W napisach do filmów ograniczeni jesteśmy znakami, więc należy dbać taktycznie o charakteryzację wymowy danego bohatera, czy narratora. Jeśli w zdaniu pada pięć przekleństw, czasem wystarczą dwa, aby dobrze nasycić wypowiedź. Czasem jedno. A czasem wcale. Spotkałem się kiedyś z napisami przyrządzonymi do filmu "Gran Torino", których autora poniosła wyobraźnia tak daleko, że oglądanie zrobiło się zwyczajnie niesmaczne. Dosłowne tłumaczenie opisanych aktywności narządów płciowych adwersarzy słownych przepychanek było zwykłą nadgorliwością, niesmaczną, czasem śmieszną, przez którą film straciłby w oczach nieanglojęzycznego widza ogromnie.

Z lektorem jest najciężej. Choć mniej ograniczony ilościowo od napisów, obowiązuje go etykieta, tak zwana obyczajowość. Z tych samych przyczyn, dla których książki nie mają wulgaryzmów w tytułach, pisma pornograficzne w kioskach leżą tak, by pornografia nie była dostępna dla oka każdego klienta itp., lektor nie powinien rzucać wulgaryzmami w widza. Z drugiej strony, konia z rzędem temu, kto ułoży lektorowi tekst do takiego filmu, jak chociażby "Kasyno", bez ani jednego twardego 'bluzga'. Tym, którzy nie widzieli, poglądowo mogę polecić scenę "Casino desert scene" - ale wiele zdradza, lepiej cały film. Ciekawa dla lektora byłaby również scena z The Wire, osławiona "fuck scene".

Tyle spostrzeżeń ode mnie.

yakanaka
12-10-2016, 17:56
Wulgaryzmy to temat-rzeka, ale zazwyczaj najbardziej trzeba uważać, żeby oddać nasycenie emocjonalne tekstu. Myślę, że znane słówko angielskie na "fu", przełożone dosłownie w każdym miejscu, w którym pojawia się w tekście, raziłoby w polszczyźnie. W takich wypadkach trzeba je zmiękczyć, bo jego funkcja jest w istocie inna w angielskim, niż bezpośrednich odpowiedników w języku polskim. Można też rozważyć niekiedy zostawienie go w oryginalnej formie, bo i w Polsce nierzadko sobie pożyczamy to słówko. :)

Podobnie jest z francuskim - widziałam w Paryżu wielkie reklamy na ulicy z napisem "putain". Rozumiem, że były to treści kontrowersyjne, ale jednak nie wyobrażam sobie czegoś takiego u nas na ulicy. Chyba, że w łagodniejszej formie, typu "kurde".

katbła
01-21-2017, 00:03
Nie, nie, nie. Nie zmiękczajmy/nie pomijajmy wulgaryzmów. Skoro są w oryginale, to znaczy, że są istotne. Oglądałam kiedyś wywiad z lektorami i tłumaczami filmów. Mówili, że w tv są wydzielone strefy czasowe, które dopuszczają ograniczoną ilość "mocnych" treści. Filmy emitowane w tej "delikatnie niegrzecznej" strefie wypadają czasem śmiesznie. Jest np. gangster, zły pan, który nikogo nie szanuje i morduje bez mrugnięcia okiem, a najmocniejszym wulgaryzmem, którego używa w polskiej wersji językowej jest "cholera". I to używa go z 5 razy w całym filmie. No błagam was! :D
Nie, jednak po konsultacji z mistrzem, zmieniam zdanie. Można ugrzeczniać:https://www.youtube.com/watch?v=DWwOqwJpsfM Tylko, ku**a, trzeba umieć. :D

the_konkret
02-07-2017, 18:34
Warto mieć na uwadze, że nie każde „fuck” to polskie „kurwa”. Dużą rolę odgrywa zarówno kontekst, jak i sama postać, która bluzga. Nie widzę również sensu tłumaczenia (mówię o filmach) każdego wulgaryzmu, szczególnie, kiedy jest ich natłok w niewielkim odstępie czasowym. Robi się wtedy tak… chamsko – dla widza, rzecz jasna. A widz to nie idiota, będzie w stanie zrozumieć przekaz, tak lubię myśleć i wierzę, że tak jest. Najlepszym przykładem potoku przekleństw jest „Fuck scene” (https://www.youtube.com/watch?v=1lElf7D-An8) z The Wire.
Oczywiście, nie bójmy się wulgaryzmów, ale i nie przesadzajmy, bo może zrobić się niesmacznie.

Rezz
02-20-2017, 11:57
Nie, jednak po konsultacji z mistrzem, zmieniam zdanie. Można ugrzeczniać:https://www.youtube.com/watch?v=DWwOqwJpsfM Tylko, ku**a, trzeba umieć. :D

Leżę i kwiczę. Myślę, że ten filmik mógłby zamknąć temat. Szkoda, że realia są takie, że niestety w naszej telewizji w określonych porach faktycznie wciąż musi to tak brzmieć, mimo że na piaskownicy obok przedszkola można ciekawsze określenia poznać. :D W języku polskim łatwo jest wpaść w pułapkę używania najbardziej popularnego i powiedziałbym międzynarodowego z naszych przekleństw, mimo że nasz język jest dosłownie pełen określeń obraźliwych które są niezwykle wręcz... Interesujące. Wystarczy wspomnieć słynne, Lemowskie "Awruk!".

karna95
02-27-2017, 15:33
Wydaje mi się, że powinno się przetłumaczyć. Język polski jest bogaty w wulgaryzmy (nie czarujmy się), więc jest w czym wybierać aby trafić w sedno.