PDA

View Full Version : Nauka angielskiego wczoraj i dzis


TomsiaPiotr
05-29-2009, 09:07
Ostatnio spotkalem sie z dosyc ciekawym stwierdzeniem, ze dzisiejsze podreczniki do angielskiego sa duzo bardziej ubogie i uproszczone a w tych starszych material byl o wiele trudniejszy. Co o tym sadzicie? Chetnie poznam wasze opinie.

aina
05-29-2009, 09:55
Nie wiem o jaką różnicę wiekową podręczników chodzi, ale czy nie jest tak, że dawne podręczniki opierały się przede wszystkim na "drillach" gramatycznych - o trzeba było szybciutko umieć bezbłędnie uzupełniać setki zdań przy użyciu właściwej formy np. czasownika ;)
Myślę, że to o czym mówisz może pośrednio wynikać ze zmian w metodyce nauczania - teraz stawia się nacisk na komunikację bardziej i (niektórym) wydaje się, że dawne drille są już niepotrzebne.
Czy o to chodziło?

agatagrzybowska
05-29-2009, 10:09
Zgadzam się z tym, co napisała aina. W starszych podręcznikach więcej uwagi poświęcano gramatyce, podczas gdy obecnie nacisk kładzie się głównie na komunikację. Stąd w dzisiejszych książkach tyle sytuacji, dialogów, obrazków, itp. Może właśnie dlatego odnosi się wrażenie, że obecne książki są uboższe w treści;)

JoannaGawron
05-29-2009, 11:11
Za moich czasów podręczniki do angielskiego opierały się przede wszystkim na gramatyce, schemat był bardzo prosty: dialog albo krótki tekst, pytania do tekstu i ćwiczenia gramatyczne i tak przez 50 Unitów. Uważam, że wcale na złe mi to nie wyszło, ale to wszystko zależy od tego jaka metoda nauki języków obcych jest dla nas odpowiednia: dedukcyjna czy indukcyjna. Ja preferuje metodę dedukcyjną, czyli od reguły do przykładu.
Dzisiejsze podręczniki, przynajmniej mam takie wrażenie, stawiają przede wszystkim na metodę indukcyjną.
Zachęcają uczących się przede wszystkim do komunikacji a na dalszy plan schodzi gramatyka.
Chodzi o to aby przede wszystkim rozmawiać w języku obcym, nawet kosztem popełniania błędów gramatycznych.

natula
05-29-2009, 11:45
Tez uczylam sie najpierw gramatyki - duzo regul i cwiczen. I chyba dlatego dosc dlugo mialam problem я mowieniem - no bo jeszcze dostrzegam bledy, a to цыенвю Dlugo sie я tym borykalam, by pokonac bariere psychologiczna "niedoskonalego mowienia". Mi sie wydaje, ze stawianie na mowienie jest wazniejsze od gramatyki (przynajmniej dla zwyklego czlowieka - nie tlumacza)

bartek
05-29-2009, 11:50
Za moich czasów podręczniki do angielskiego opierały się przede wszystkim na gramatyce, schemat był bardzo prosty: dialog albo krótki tekst, pytania do tekstu i ćwiczenia gramatyczne i tak przez 50 Unitów. Uważam, że wcale na złe mi to nie wyszło, ale to wszystko zależy od tego jaka metoda nauki języków obcych jest dla nas odpowiednia: dedukcyjna czy indukcyjna. Ja preferuje metodę dedukcyjną, czyli od reguły do przykładu.
Dzisiejsze podręczniki, przynajmniej mam takie wrażenie, stawiają przede wszystkim na metodę indukcyjną.
Zachęcają uczących się przede wszystkim do komunikacji a na dalszy plan schodzi gramatyka.
Chodzi o to aby przede wszystkim rozmawiać w języku obcym, nawet kosztem popełniania błędów gramatycznych.

Obie ww. metody maja plusy i minusy.
"Deductive approach" daje pożądane skutki z uczniami na wyższym poziomie nauczania, którzy opanowali już podstawy języka oraz z uczniami przyzwyczajonymi do tradycyjnych metod nauczania.
Metoda dedukcyjna jest jednak mniej efektywna z uczniami początkującymi oraz gdy nauczyciel przedstawia nowe, złożone pod względem formy i treści, struktury gramatyczne.
W przypadku metody indukcyjnej, uczniowie koncentrują się na użyciu języka, a poprawność gramatyczna odgrywa mniejszą rolę, dzięki czemu niezachwiana zostaje płynność wypowiedzi. Metoda ta również sprzyja aktywnemu udziałowi uczniów w ćwiczeniach językowych. Wadą metody indukcyjnej jest to, iż może ona sprawiać wiele kłopotów uczniom przyzwyczajonym do tradycyjnych metod nauczania, gdzie wykładane są wpierw reguły, a później prowadzone ćwiczenia językowe - mogą mieć duże trudności w samodzielnym dochodzeniu do reguł gramatycznych na podstawie kontekstu.

bartek
05-29-2009, 12:04
Tez uczylam sie najpierw gramatyki - duzo regul i cwiczen. I chyba dlatego dosc dlugo mialam problem я mowieniem - no bo jeszcze dostrzegam bledy, a to цыенвю Dlugo sie я tym borykalam, by pokonac bariere psychologiczna "niedoskonalego mowienia". Mi sie wydaje, ze stawianie na mowienie jest wazniejsze od gramatyki (przynajmniej dla zwyklego czlowieka - nie tlumacza)

Zgadzam się z Tobą. Uważam, że największy nacisk powinien być położony na swobodną komunikację. Za totalną pomyłkę uważam lekcje gdzie obciąża się uczniów kilkoma regułami naraz, kiedy uczniowie mają ogromne problemy z formułowaniem podstawowych wypowiedzi.

JoannaGawron
05-29-2009, 12:22
Całkowicie się z Wami zgadzam.

Kładąc zbyt duży nacisk na poprawność gramatyczną doprowadzamy do sytuacji, w której powstaje bariera językowa. Nie odzywamy się w obawie, że popełnimy błędy. Lepiej w pierwszej kolejności wypracować w sobie swobodę wypowiadania się (nawet z błędami), a w drugiej kolejności zająć się gramatyką.

aina
05-29-2009, 15:20
Dodatkową barierę w dawnych metodach stawiało też szczegółowe nazywanie każdej części mowy i zdania - bo jeśli dziecku mówiło się, że tu ma być okolicznik jakiś tam czy zaimek dzierżawczy...to część może na tym odpaść.
Choć ja wcale nie odcinałabym się od dawnych metod, bo fakt jest taki, że były pewne efekty - i zasanie "współczesnego" nauczyciela powinno być inteligente połączenia paru metod, tak, żeby jednocześnie wspierać cele komunikacji, ale nie zapominać o poprawności...

Znam nauczycieli, którzy np. uczą tak francuskiego, że w ogóle nie przykładają uwagi do wymowy... i może nawet ktoś umiałby ułożyć zdanie, ale wstydzi się swojej wymowy, nie przeczyta tekstu.

Receptą jest znalezienie złotego środka :)

NoOne3
05-30-2009, 23:52
Gramatyka gramatyką, a teoria teorią, a ja zaczynałem swego czasu uczyć się angielskiego w podstawówce i drugą naszą książką był tzw. "Alexander", z jednym małym obrazkiem na początku każdego "unitu" i dwoma stronami "drillowych" ćwiczeń. Nauczyciel robił z nami stronę za stroną tychże ćwiczeń, pisaliśmy ich całe zeszyty, nie opuszczając nawet jednego.
Po kilku latach (potem były jeszcze chyba dwie książki z tej serii) okazało się, że nie znam wprawdzie zasad gramatycznych, bo te zupełnie mi nie wchodziły,nie znaczy to jednak, że nie potrafię ich stosować - dzięki drillom na wyczucie radzę sobie z większością problemów poprawnie i odruchowo, bez kombinowania, tłumaczenia (http://translator.telewizor.eu/translator.html) w myślach tam i z powrotem, zastanawiania się nad zasadami itp.
Nie oznacza to, że mówiłem dzięki temu bezbłędnie, ale sprawnie i w miarę poprawnie potrafiłem się znaleźć w języku i chociaż zdolność w miarę płynnego wysławiania myśli przyszła znacznie później, to umiejętności te stanowiły solidną podstawę dla dalszej nauki, już na "normalnych" książkach.

TomsiaPiotr
06-03-2009, 10:20
Dziekuje za wypowiedzi, teraz jestem o kilka postow madrzejszy. Wydaje mi sie jednak, ze osoba ktora o tym mowila miala na mysli zakres slownictwa, ktory trzeba bylo opanowac. Ale z tym ze dawniej podreczniki maily wiecej gramatyki to prawda, niestety dzis schodzi ona na dalszy plan. Sam widze to po sobie:).

Tom z Sopotu
06-03-2009, 20:59
A ja może nieco obok tematu, ale gdzieś mi się skojarzyło a propos domniemanego pogorszenia standardów - widzę jeszcze jedną zmianę (choć nie wiem, czy ona ma miejsce wszędzie, czy tylko na mojej macierzystej uczelni). Kiedy studiowałem na gdańskim uniwerku kierunek wcale niefilologiczny, bo prawo, miałem obowiązkowe lektoraty z dwóch języków, po dwie godziny w tygodniu każdy; jeden z języka od podstaw, drugi - kontynuacja języka z ogólniaka (lub innego, opanowanego w wystarczającym stopniu). W moim wypadku więc, uczyłem się przez dwa i pół roku hiszpańskiego i przez półtora roku angielskiego (i to jeszcze nie licząc łaciny, która dla prawników trwała bodajże cały pierwszy rok). Do wyboru mieliśmy też, jak na kierunek niefilologiczny, calkiem sporo języków - wszystkich pewnie nie wymienię, ale poza angielskim i hiszpańskim były wśród nich niemiecki, francuski, rosyjski, szwedzki i bodajże włoski. Dziś natomiast, jak gdyby potrzeby językowe się zmniejszyły, na tym samym uniwersytecie uczy się studentów tylko jednego języka i to chyba nie więcej niż przez dwa lata, czy nawet półtora. Wydaje mi się to pogorszeniem standardu - a tymczasem ja zaczynałem studia zaraz po upadku komuny, 19 lat temu, więc trudno się spodziewać, by wtedy edukacja była nastawiona bardziej nowocześnie czy "światowo" niż obecnie. Czym zatem to tłumaczyć?

TomsiaPiotr
06-03-2009, 21:49
No to Tom z Sopotu, tutaj jestem wielce zaskoczony ale to prawda, gdy ja zaczynalem studia w Lublinie (nadal studiuje wiec to bylo 4 lata temu), dowiedzialem sie ze jeszcze kilka lat temu studenci mieli do wyboru wiecej lektoratow niz my. Ja mialem do wyboru wloski, hiszpanski i rosyjski. Jakosc rosyjskiego i wloskiego pozostawiala wiele do zyczenia. Wczesniej uczniowie mieli do wyboru szwedzki i kilka innych jezykow ktorych juz nie pamietam. Zapewne chodzi o kase, bo o coz innego?

mala_z_Aarhus
06-03-2009, 21:51
Oszczednosciami.
Jestem z UWr. i moze troche pozniej niz Ty, ale ja jeszcze mialam 2 lektoraty. Kolejne roczniki nie. Za drogo bylo. Ograniczono tez wybor, tak ze wloski byl najbardziej egzotyczny. Byl jedynie ang, niem, ros.

JoannaGawron
06-05-2009, 09:09
Kiedy ja zaczynałam studia na Neofilologi to miałam "do wyboru" tylko rosyjski.
Kiedy studia kończyłam, nowy rocznik dostąpił zaszczytu wyboru dodatkowego języka: do wyboru był język szwedzki, francuski, hiszpański, włoski i rosyjski. Jednak przyporządkowanie do konkretnej grupy językowej opierało się na zasadzie "kto pierwszy ten lepszy". Oczywiście wszyscy w pierwszej kolejności rzucili się na język szwedzki i hiszpański. Liczba miejsc była ograniczona dlatego większość osób została przydzielona do grup językowych, do których nie chciała. Niemniej jednak mieli większy wybór.

Patrząc z dzisiejszej perspektywy muszę przyznać, że warunki nauki na UAM zdecydowanie się polepszyły. Nie wiem dlaczego zawsze mam takiego pecha, że jak skądś odchodzę to nagle zaczynają się remonty, przybywa nowego sprzętu (np; kabin do tłumaczeń symultanicznych, pulpitów dla tłumaczy, rzutników itp.).
Za moich czasów było do dyspozycji 8 prowizorycznych stanowisk ze słuchawkami z czego tylko 3 działały.
Chyba za wcześnie się urodziłam.:)

DominikS
02-20-2012, 09:56
Według mnie róznica miedzy podrecznikami "wczora" ,a "dziś" jest nawet wizualna. Kiedyś były drukowane na zwykłym papierze, biało-czarne strony, teraz są piękne, kolorowe, lniący papier.Dziś jest mniej ćwiczeń, zadań w książkach, bo połowie stron to wydrukowane obrazki, czy bardziej zachęcaja do nauki? Obsrewujac dzisiejszą młodzież i dzieci mogę stwierdzić, że nie. Wiem, ważna jest komunikacja, ale gramatyka i czytanie ze zrozumieniem tekstu też. Są to naczynia połączone, najważniejszy jest złoty środek, niestety trudno go osiągnać.