PDA

View Full Version : Kubuś Puchatek vs Fredzia Phi-Phi


baggins
05-23-2011, 20:35
Witam serdecznie:) Pisałam pracę porównującą przekłady 'Winnie-the-Pooh' w wykonaniu Moniki Adamczyk i Ireny Tuwim, analizując przy tym pojęcia 'domestication' oraz 'foreignization'. Czy nie uważacie, że tłumaczenie Tuwim jest uważane za lepsze jedynie dlatego, że jest pierwszym? Czy też wierność oryginałowi jaką chciała niewątpliwie zachować Adamczyk znajduje odzwierciedlenie w ciężkim do zrozumienia tekście? Chciałabym zamieścić także przykłady:

'my Spelling is Wobbly'- piszę dobrze tylko koślawo (Tuwim), moja ortografia jest chwiejna (Adamczyk);
'Cottleston Pie' - Sroczka-Skoczka (Tuwim), Bumbalala (Adamczyk).

BCD
05-24-2011, 19:27
Wydaje mi się, że ludzie tak przyzwyczaili się do "Kubusia Puchatka", powstało tyle serii i bajek, że jakikolwiek inny przekład na tym etapie już się nie przyjmie, przynajmniej jeśli chodzi o szersze grono odbiorców. Pierwsze tłumaczenie okazało się dużym sukcesem.

Aglarwen
05-24-2011, 19:43
Myślę, że po długim panowaniu przekładu Ireny Tuwim (ponad 40 lat, o ile się nie mylę) ludzie wręcz nie umieli sobie przyswoić nowego tłumaczenia - to była całkiem inna wizja. Monika Adamczyk trzymała się ducha oryginału i wręcz nie chciała zdetronizować "Kubusia Puchatka" Fredzią Phi-Phi. Wydaje mi się, że gdyby to "Fredzia" pojawiła się najpierw, dla czytelników to Kubuś Puchatek byłby czymś dziwnym. Po prostu kwestia przyzwyczajenia. Późniejszy przekład był po prostu solidny, dawniejszy do dzisiaj ma dla większości czytelników posmak dzieciństwa.

Purple
05-24-2011, 19:44
Podejrzewam, że "Kubuś Puchatek" bardzo zakorzenił się w naszej literaturze. Jak napisał(a) BCD, był dużym sukcesem. Porwanie się na tłumaczenie takiego tekstu wydaje mi się bardzo ryzykowne. Swoją drogą, ciekawe przykłady podałaś z tych dwóch przekładów. Wierność oryginałowi w przypadku "Fredzia Phi-Phi" nie jest najlepszą strategią przy tłumaczeniu książki dla dzieci. "Moja ortografia jest chwieja" - mało przyjemne dla dziecka, z kolei "Bumbalala" nie wywołuje jakiegoś szczególnego skojarzenia, za to "Sroczka-Skoczka" przemawia do wyobraźni.

baggins
05-24-2011, 20:17
Zgadzam się z Tobą, drogi Purple, całkowicie i takie właśnie wnioski zawarłam w swojej pracy :) Po raz kolejny stwierdzam: kreatywność górą, a tłumaczenie dosłowne=słabe :)

redbox
05-24-2011, 21:31
Co prawda dopiero nie dawno i to przez przypadek (maluchy w rodzinie;)) zetknęłam się nowym tłumaczeniem Kubusia Puchatka i muszę stwierdzić, że to oczywiście jest teoretycznie ta sama książka, niby ta sama opowieść i ci sami bohaterowie z mojego dzieciństwa, ale jeżeli chodzi o mój osobisty odbiór, to nie czytało mi się tego już tak naturalnie. Przebrnęłam co prawda przez całe nowe wydanie, ale jedynie z ciekawości jak wygląda tłumaczenie. Zupełnie nie przemówiły do mnie nowe nazwy, chociaż są pewnie bardziej 'accurate'. Być może to kwestia pokolenia i bardzo możliwe, że jeżeli nowe wydanie się przyjmie i najmłodsi je polubią, ulubieńcem moich przyszłych dzieci nie będzie już Kubuś tylko Fredzia :)

baggins
05-24-2011, 22:56
Tłumaczenie Adamczyk nie jest już takie nowe (koniec lat 80) i z tego, co można wywnioskować czytając fora czy robiąc prywatny research, entuzjazmu wśród czytelników nie słychać. Nie ma co ukrywać, przekład jest bardzo kontrowersyjny i szczerze wątpię, że Fredzia (sama nazwa nie pasuje do pluszowego misia) kiedykolwiek zastąpi Kubusia, a raczej jestem pewna, że nie stanie się to nigdy, bo które dziecko chce czytać coś co jest tak niezrozumiałe? Czy takiego malca obchodzi fakt, że to jest przekład bliski oryginałowi? Tłumaczka chyba zapomniała o najważniejszym - do kogo tekst będzie (głównie) skierowany.

sabina.s
08-26-2012, 13:22
Nie czytałam całej książki o Fredzi phi-phi jedynie tylko fragmenty, ale odczuwała duży dyskomfort. Jednak Kubuś Puchatek przemawia do mnie bardziej, pewnie dlatego, że od dzieciństwa znam to opowiadanie i ciężko mi sobie wyobrazić całą historię od nowa. Wydaje mi się także, że dosyć późno zostało wydane nowe tłumaczenie i się zastanawiam po co? Przecież każdy już zna Kubusia Puchatka i wiadome było, że dla zwykłych czytelników i dzieci Kubuś Puchatek to Kubuś Puchatek a nie Fredzia phi-phi. Gdyby oba tłumaczenia pojawiły się w tym samym czasie, to co innego, ponieważ potem wydawnictwo wybrało by pewnie to, które im się bardziej podoba :) Ja podziwiam tylko zapał i pomysł za nowe tłumaczenie, ale przepadam bardziej za starym :)

bartoszf
08-26-2012, 17:09
Nie wiem, czy w tamtych czasach ktoś na to zwracał uwagę, ale sądzę, że po prostu Kubuś Puchatek łatwiej trafił do grupy docelowej. Nie czytałem Fredzi, ale "Winnie the Pooh" jest obecnie dobrze znanym znakiem towarowym (w dużej mierze przez Disney'a, który go przełożył na ekran) i sądzę, że po prostu nawet dzieci sięgałyby chętniej po Kubusia Puchatka, niż to samo nazwane Fredzią Phi Phi. Nazwij przenośny odtwarzacz kasetowy "walkmanem" i masz podbity rynek. To samo z produktami Apple. Dzieci też chętniej sięgają po fajniej nazwane rzeczy.

Aga12
08-26-2012, 20:06
Nie czytałem Fredzi, ale Winnie the Pooh jest obecnie dobrze znanym znakiem towarowym (w dużej mierze przez Disney'a, który go przełożył na ekran) i sądzę, że po prostu nawet dzieci sięgałyby chętniej po Kubusia Puchatka niż to samo nazwane Fredzią Phi Phi. Nazwij przenośny odtwarzacz kasetowy Walkmanem i masz podbity rynek. To samo z produktami Apple. Dzieci też chętniej sięgają bo fajniej nazwane rzeczy.

Bo ten niedźwiadek jest bardziej znany jako Kubuś niż Fredzia. A rodzice kupując książkę wybiorą raczej z takim tytułem, który pamiętają zw swojego dzieciństwa. Gdyby to było coś zupełnie nowego to myślę, że Fredzia może być tak samo atrakcyjna jak Kubuś, a może nawet bardziej.

Gosiak
08-26-2012, 20:16
Czytałam oba przekłady i choć niektóre pomysły Moniki Adamczyk mi się podobały, to jednak często jej tłumaczenie wydawało mi się zbyt sztywne, na siłę wierne oryginałowi. Jeśli chodzi o odbiorców, to chyba bardziej jest to książka dla dorosłych, niż dla dzieci, ze względu na wszystkie zawiłe gry językowe. Co się zaś tyczy płci Kubusia/Fredzi, to pewnie niejedna rozprawa pod kątem gender studies na ten temat powstała :P

lummen
08-27-2012, 07:55
Tyle o tym piszecie, że trzeba nadrobić zaległości i to przeczytać:)

Możecie podpowiedzieć, gdzie można dostać nowe tłumaczenie?

AgaM
08-27-2012, 13:15
tyle o tym piszecie że trzeba nadrobić zaległości i to przeczytać:)

Możecie podpowiedzieć gdzie można dostać nowe tłumaczenie?

Możesz przejrzeć Allegro :) Wątpię, czy wydawnictwa są w posiadaniu owej wersji. Chociaż mogę się mylić.

Moim zdaniem to nowe tłumaczenie jest niezmiernie intrygujące i chciałabym się z nim zaznajomić. Opowiadał nam o nim nasz pan od translatoryki i stwierdziłam, że to tłumaczenie jest bardziej kreatywne, ale rzeczywiście: ludzie są przyzwyczajeni. Gdyby nie było wersji 'Kubuś Puchatek', to tamta by nam również odpowiadała.
Tylko nie jestem przekonana, co do płci Puchatka/Fredzi. Winnie może być, jak dla mnie, zarówno męskie, jak i żeńskie.

zxully
08-29-2012, 15:16
tyle o tym piszecie że trzeba nadrobić zaległości i to przeczytać:)

Możecie podpowiedzieć gdzie można dostać nowe tłumaczenie?

Ja znalazłam nowe tłumaczenie w bibliotece uniwersyteckiej UG. Jestem pewna, że w innych bibliotekach również można znaleźć.

I osobiście uważam, że jest genialne w swej adekwatności do oryginału. Adamczyk-Garbowska zrobiła wspaniały ukłon w stron A.A. Milne'a, tłumacząc tę książkę nareszcie we właściwy sposób. Polecam przeczytać Jolanty Kozak "Przekład literacki jako metafora. Między logos a lexis", gdzie pisze ona w sposób bardzo ciekawy o przekładzie A-G oraz Tuwim, a także samej A-G "Polskie tłumaczenia angielskiej literatury dziecięcej", gdzie w sposób obiektywny ocenia ona tłumaczenie Tuwim (i nie tylko, ocenia też inne tłumaczenia).

Największą zmorą Fredzi Phi-Phi jest fakt, iż jesteśmy zbyt przyzwyczajeni do Kubusia Puchatka. Owszem, dziecko chętniej sięgnie po "Kubusia" niż po "Fredzię", ale tak samo dziecko chętniej sięgnie po "Kubusia" niż po "Winnie". W literaturze dziecięcej nie chodzi tylko o "domestykację". Chodzi też o oddanie wspaniałej książki dla szerokiego grona odbiorców - a taką książką jest "Winnie-the-Pooh". Taką książką też jest "Fredzie Phi-Phi", a nie jest nią "Kubuś Puchatek".

Aga12
08-29-2012, 15:47
Tylko nie jestem przekonana, co do płci Puchatka/Fredzi. Winnie może być, jak dla mnie, zarówno męskie, jak i żeńskie.

Imię może być mylące, ale w tekście autor pisze o nim używając słowa he, także nie ma wątpliwości w sprawie jego płci.

stanley
09-02-2012, 18:44
To chyba tak samo, jak z tłumaczeniem Tolkiena: tłumaczenie "Kubuś" nie jest zbyt adekwatne, ale już się (niestety?) przyjęło.

Iverling
09-06-2012, 11:15
Czytałam obie wersje, z tym że Kubusia najpierw, w dzieciństwie... i to on się utrwalił, a Fredzia została ciekawostką, wariacją na temat.

Joanna89
09-07-2012, 02:38
Czytałam książkę p. Moniki o przekładzie literatury dziecięcej. P. Monika jest zdecydowanie przeciwna sentymentalizowaniu literatury dziecięcej. Chciała być bliższa oryginału, tylko że chyba jednak z tym przesadziła. "Fredzia" miała być niby polskim odpowiednikiem Winfredy.. Tylko że Winnie może pochodzić (i najpewniej pochodziło) od Winifreda. Właśnie przez tę kontrowersyjną zmianą tłumaczenie Adamczyk-Garbowskiej jest traktowane jako "niepoważne". Całość przekładu nie jest jednak aż tak zła. Jeśli chodzi o sam wybór tytuł - IMO Kubuś Puchatek jest tutaj bardziej odpowiedni.

Ocena tych przekładów w całości zależy od naszych opinii o tłumaczeniu ogólnie i tłumaczeniu lit. dziecięcej w szczególności. Oba tłumaczenia są praktycznie ilustracjami dwóch kompletnie sobie przeciwstawnych metod tłumaczenia. Wydaje mi się jednak, że obie panie przesadziły, każda w swoją stronę. Tłumaczenie p. Adamczyk jest bliskie oryginałowi, ale często za bardzo "zangielszczone" i pełne kalek językowy, zaś tłumaczenie p. Tuwim "ładnie brzmi", ale jest nie do końca dokładne i nieco przesłodzone.

zxully
09-08-2012, 22:02
Czytałam książkę p. Moniki o przekładzie literatury dziecięcej. P. Monika jest zdecydowanie przeciwna sentymentalizowaniu literatury dziecięcej. Chciała być bliższa oryginału, tylko że chyba jednak z tym przesadziła. "Fredzia" miała być niby polskim odpowiednikiem Winfredy.. Tylko że Winnie może pochodzić (i najpewniej pochodziło) od Winifreda.

Nieprawda. Nie została ustalona geneza imienia Winnie - może ono pochodzić zarówno od żeńskiego imienia Winniefreda, jak i od miasta Winnipeg. Nikt nie podejrzewa Winnie o pochodzenie z męskiego imienia.

Podsuwam fragment z oryginału dla zapoznania i dla odniesienia, iż Winnie jest imieniem żeńskim:
When I first heard his name, I said, just as you are going to say, "But I thought he was a boy?"
"So did I," said Christopher Robin.
"Then you can't call him Winnie?"
"I don't."
"But you said--"
"He's Winnie-ther-Pooh. Don't you know what 'ther' means?"
"Ah, yes, now I do," I said quickly; and I hope you do too, because it is all the explanation you are going to get.

stanley
09-09-2012, 02:08
Nieprawda. Nie została ustalona geneza imienia Winnie - może ono pochodzić zarówno od żeńskiego imienia Winniefreda, jak i od miasta Winnipeg. Nikt nie podejrzewa Winnie o pochodzenie z męskiego imienia.

Też nieprawda. Imię pochodzi od pluszaka syna Milne'a, który został tak nazwany. Maskotka ochrzczona została po Winnie, niedźwiadku z londyńskiego zoo. Niedźwiadek ten był dziewczynką :), więc Puchatek powinien mieć raczej żeńskie imię.

gosia10295
10-01-2012, 22:23
Uważam, że nie można porównywać tych tłumaczeń ze sobą. Choć opowiadają o tym samym, różnią się niemal pod każdym względem. Kubuś Puchatek jest bardziej przystępny dla małych dzieci, Fredzia jest poważniejsza. Na pewno każdy 'wychowany' na Kubusiu z ciekawością przeczyta Fredzię w wieku dorosłym :)

MagdaLea
10-05-2012, 13:17
Ktoś kiedyś stwierdził, że każde pokolenie ma swojego Shakespeare`a. Podobnie rzecz się ma z "Kubusiem Puchatkiem" oraz np. "Alicją w krainie czarów". Wydaje mi się, że każde nowe tłumaczenie wzbogaca nas o nową interpretację, kwestia przyzwyczajenia do starego tłumaczenia jest odrębna, ale polifonia zawsze jest ciekawsza.

zxully
10-07-2012, 15:57
Też nieprawda. Imię pochodzi od pluszaka syna Milne'a, który został tak nazwany. Maskotka ochrzczona została po Winnie, niedźwiadku z londyńskiego zoo. Niedźwiadek ten był dziewczynką :), więc Puchatek powinien mieć raczej żeńskie imię.

Tej informacji nie znalazłam. :)
Chodziło mi tylko o to, skąd wzięło się właśnie imię tej niedźwiedzicy z londyńskiego zoo, bo chyba o to całe nieporozumienie ;)

LukaszBe
10-07-2012, 20:34
Dla chcących poczytać o przekładzie Pani Adamczyk polecam książkę Jolanty Kozak Przekład jako metafora. Miedzy logos a lexis. Tam poruszonych jest wiele spraw dotyczących propozycji Pani Adamczyk. Pojawia się wiele argumentów w obronie tej późniejszej wersji.

Milady
10-11-2012, 11:02
Podziwiam sam pomysł, ale mnie odrzuca sam tytuł.
"Winnie the Pooh", "Kubuś Puchatek" - sami musicie przyznać, że brzmią bardzo miło. Jakoś brakuje mi tego w "Fredzia Phi-Phi".

gebasia
10-22-2012, 01:11
Faktem jest, że wszystko zaczęło się od niedźwiedzicy z londyńskiego ZOO o imieniu Winnie, ale maskotka należąca do syna Milne, która dostała to imię była ponoć płci męskiej :) Przynajmniej tak twierdził właściciel maskotki :) Myślę więc, że imię Fredzia jest trochę mylące. Poza tym imię Kubuś brzmi bardziej swojsko i jest moim zdaniem trafniejszym wyborem jeśli chodzi o o dziecko-czytelnika. Ale faktycznie być może jeśli to Fredzia Phi-Phi byłaby wersją pierwszą, mój punkt widzenia byłby zupełnie inny.

ślepekiszki
11-26-2012, 17:16
Ładnie pisze o przekładziw 'Winnie the Pooh' Jan Sofiński, warto poczytać:
(chodzi o artykuł nr 29 w linku)
http://www.nkjociechanow.edu.pl/index.php?po=arch3

I jeszcze inny fragment jego wypowiedzi w tej sprawie:

Z podobnym niezrozumieniem słowa funny można się zetknąć w polskiej wersji Winnie-the-Pooh A. A. Milne'a. W zakończeniu r. IV jest taki passus: Eeyore frisked about he forest, waving his tail so happily that Winnie-the-Pooh came over all funny, and had to hurry home for a little snack of something to sustain him. Irena Tuwim, która jako pierwsza przybliżyła polskim dzieciom (i dorosłym) postać pluszowego misia, oddała ten fragment następująco: Kłapouchy zaczął hasać i kozły fikać po Lesie, i machać ogonem tak wesoło, że Kubuś Puchatek z trudem przezwyciężył swoją radość i pośpieszył do domu po swoje małe Conieco dla pokrzepienia sił (Nasza Księgarnia). Oprócz wielosłowia uderza tu niezrozumienie oryginału: już na pierwszy rzut oka widać, że come over pomyliło się tej pani z overcome (nienajlepsza znajomość angielskiego u siostry znakomitego poety powinna być udokumentowana w dłuższym artykule) i że funny nie może znaczyć „radość”, ponieważ – pomijając inne względy – jest przymiotnikiem. Całego zwrotu come over all funny nie rozumiał też Bohdan Drozdowski, który w swojej wersji Kubusia Puchatka (Wydawnictwo Philip Wison, Warszawa 1994), zależnej pod wieloma względami od adaptacji I. Tuwim, napisał, że Kłapcio bryknął do lasu jak fryga, tak radośnie i zabawnie machając ogonem-wisiorem, że Kubuś Puchatek aż pokładał się ze śmiechu. Mogłoby sie wydawać – inaczej niż u Tuwim – że to właśnie wesołość przezwyciężyła Winnie-the-Pooh (znowu niezrozumienie czasownika come over!), gdyby nie dalsze zapewnienie tłumacza, tym razem bez zbędnych dodatków i upiększeń: Potem Miś szybko popędził do domu na swoje małe co nieco.
Jak podają słowniki phrasal verbs, jednym z rzadziej spotykanych znaczeń come over w brytyjskiej angielszczyźnie jest feel or become (esp. suddenly) i odnosi sie to do ludzi, a konkretnie ich samopoczucia lub zachowania, np. Dad came over faint. Do innych przymiotników używanych z come over zaliczyć można tired, sick, dizzy, a także nasty, bad-tempered, crafty i parę innych. Do tej listy śmiało można dopisać funny (przypominam, że chodzi o znaczenie slightly ill). Każdy z tych przymiotników można modyfikować takimi przysłówkami jak all (tak jak jest u Milne'a), quite i rather, które niwelują modyfikację slightly.
Myślę, że znaczenie całego zwrotu stało się już jasne. Nie rozminęła się dalece z oryginałem w swojej skądinąd słabej wersji Agnieszka Traut (O Kubusiu Puchatku, Krajowa Agencja Wydawnicza, Białystok 1993): Osiołek zaczął brykać z radości po całym lesie, szczęśliwie wymachując ogonem. Zaś Kubuś Puchatek, żeby nie zasłabnąć z głodu, pobiegł do domu na MAŁE COŚ. Dobrze rozumiała to Monika Adamczyk-Garbowska (Fredzia Phi-Phi, Wydawnictwo Lubelskie, Lublin 1990, wyd. II), tak często krytykowana przez zwolenników adaptacji Ireny Tuwim. Oto jeszcze raz ten fragment: Iijaa zaczął brykać po lesie i machać ogonem tak radośnie, że Phi z tego wszystkiego zrobiło się słabo i musiał pospieszyć do domu, żeby przegryźć coś niecoś na wzmocnienie. Wszystko jest tu jasne i logiczne – miś poczuł się słabo, i dlatego musiał pobiec do domu, żeby się czymś wzmocnić. Czy był bliski zasłabnięcia dlatego, że rozśmieszył go do rozpuku swoimi harcami osiołek (nazywany przez I. Tuwim Kłapouchym)? Tego nie wiemy na pewno – ani oryginał, ani rysunki Sheparda takiego powodu jednoznacznie nie nasuwają. Pamiętamy, że kiedy nadchodziła odpowiednia pora, Winnie odczuwał ssanie w żołądku niezależnie od innych okoliczności.

popi
11-26-2012, 17:39
Po prostu "Kubuś Puchatek" Ireny Tuwim wrósł już na dobre w polski kanon literatury dla dzieci - właśnie Puchatek Ireny Tuwim, a nie A. A. Milne'a
z tego, co zauważyłam, o nowym przekładzie mówi się prawie wyłącznie w kontekście traduktologii - chyba nikt nie potraktował go jako książeczki do czytania dziecku ;)

(sporo miejsca tłumaczeniom - nie tylko polskim - Kubusia poświęca Krzysztof Lipiński w książeczce "Vademecum tłumacza")

Gato
12-03-2012, 11:50
po prostu Kubuś Puchatek Ireny Tuwim wrósł już na dobre w polski kanon literatury dla dzieci - właśnie Puchatek Ireny Tuwim, a nie A. A. Milne'a
z tego, co zauważyłam, o nowym przekładzie mówi się prawie wyłącznie w kontekście traduktologii - chyba nikt nie potraktował go jako książeczki do czytania dziecku ;)

Autor artykułu podlinkowanego przez ślepekiszki (notabene bardzo ciekawego) najwyraźniej potraktował Fredzię jako książeczkę do czytania dziecku, i podobno się podobała :)

Czytałam obie wersje i obie mi się podobały. Porównywałam je w pracy magisterskiej i doszłam do wniosku, że obie są udane, z tym że wersja Tuwim bardziej jako książka sama w sobie, niż jako wierny przekład. Warto swoją drogą być świadomym, że oryginał Milne'a nie był przeznaczony tylko dla dzieci, więc dostosowywanie go do dziecka niekoniecznie jest priorytetem.

kashmire
12-09-2012, 21:54
Mam wrażenie, że diagnoza postawiona w tej dyskusji jest dość przygnębiająca - jakieś tłumaczenie mówiąc nieładnie "utarło się", a więc po co robić nowe, skoro i tak się nie przyjmie? Pomijając fakt, czy "Fredzia Phi-Phi" jest udanym tłumaczeniem, czy też nie. Czy sam fakt tego, że przekład Adamczyk nadaje się bardziej dla dorosłych, a tłumaczenie Tuwim dla dzieci, powinien przesądzać o tym, które jest lepsze? Oczywiście dopasowanie tekstu do odbiorcy jest bardzo ważne, jednak istotne jest również na ile jest ono zgodne z oryginałem, a na ile jest zmianą "autorską" tłumacza (jak ktoś wcześnie słusznie zauważył, w Polsce znany jest Kubuś Puchatek autorstwa Ireny Tuwim). A przecież znane są w literaturze przykłady książek, które pisane są zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych, a więc czy tłumaczenia nie powinny starać się sprostać takiej dwuwarstwowości? Przykład może niezbyt dopasowany do tej dyskusji, ale w dzieciństwie moją ulubioną bajką (bo dla mnie to była piękna bajka) były "Podróże Guliwera", w których zaczytywałam się kilkukrotnie (rzecz jasna w przekładzie). Kiedy przeczytałam tę książkę po raz kolejny na studiach, równocześnie z zaskoczeniem odkryłam jej drugie dno i przypomniałam sobie wszystkie odczucia jakie wywoływała we mnie w dzieciństwie. W sumie trochę szkoda, że wartość sentymentalna Kubusia (którego również uwielbiam) przeważa nad innymi aspektami tego tłumaczenia. A może jeśli przekład się "sprzedaje", to nie ma sensu go "ulepszać" poprzez robienie nowego tłumaczenia?

Gato
12-10-2012, 02:02
Mam wrażenie, że diagnoza postawiona w tej dyskusji jest dość przygnębiająca - jakieś tłumaczenie mówiąc nieładnie "utarło się", a więc po co robić nowe, skoro i tak się nie przyjmie?

Postawiona diagnoza jest raczej taka, że w tym przypadku drugie tłumaczenie nie przyjęło się ze względu na popularność pierwszego, niekoniecznie, że tworzenie nowych przekładów nigdy nie ma sensu. Moim zdaniem jak najbardziej ma sens. Może nowa wersja zyska popularność, może nie, ale jeśli są jakieś powody, aby takową stworzyć, to na pewno warto to zrobić.

nbrajner
12-10-2012, 09:54
Witam serdecznie:) Pisałam pracę porównującą przekłady 'Winnie-the-Pooh' w wykonaniu Moniki Adamczyk i Ireny Tuwim, analizując przy tym pojęcia 'domestication' oraz 'foreignization'. Czy nie uważacie, że tłumaczenie Tuwim jest uważane za lepsze jedynie dlatego, że jest pierwszym? Czy też wierność oryginałowi jaką chciała niewątpliwie zachować Adamczyk znajduje odzwierciedlenie w ciężkim do zrozumienia tekście? Chciałabym zamieścić także przykłady:

'my Spelling is Wobbly'- piszę dobrze tylko koślawo (Tuwim), moja ortografia jest chwiejna(Adamczyk);
'Cottleston Pie' - Sroczka-Skoczka (Tuwim), Bumbalala (Adamczyk).

Świat jest tak zdominowany przekładem Tuwim, że nie zdawałam sobie sprawy z istnienia innego.
Dzięki za inf. Spróbuję poczytać tłum. Adamczyk.

Można gdzieś przeczytać Twoją pracę? Chętnie zapoznałabym się z taką analizą :)

Tygrzyk
01-07-2013, 11:23
My Kubusia tłumaczyliśmy jako Fredzio Sapek ( bo sapał tak pooh pooh).
Tuwimowej lepsze... to nie z tych Tuwimów co nie lubili Żydów i cyklistów?

Gato
01-07-2013, 17:58
my kubusia tłumaczyliśmy jako Fredzio Sapek ( bo sapał tak pooh pooh).
Tuwimowej lepsze... to niie z tych tuwimów co nielubli żydów i cyklistów?

I masonów. Tak, to siostra Juliana.
Fredzio Sapek... nie podoba mi się, brzmi jakoś tak... nieprzyjemnie.

annamaja
01-14-2013, 13:42
Kiedy powiedziałam chłopakowi, że Kubuś oryginalnie jest dziewczynką, to najpierw tę informację wyparł, potem się niemal obraził, a na końcu dodał: "tylko nie mów tego dzieciom" :) Dla niego to było jak informacja o tym, że Święty Mikołaj nie istnieje :)
Myślę, że stosunkowo mało osób wie o "tym drugim" tłumaczeniu.

Aga12
01-14-2013, 14:01
Kiedy powiedziałam chłopakowi, że Kubuś oryginalnie jest dziewczynką, to najpierw tę informację wyparł, potem się niemal obraził, a na końcu dodał: "tylko nie mów tego dzieciom" :) Dla niego to było jak informacja o tym, że Święty Mikołaj nie istnieje :)
Myślę, że stosunkowo mało osób wie o "tym drugim" tłumaczeniu.

Ależ nie jest dziewczynką! W tekście pisze się o nim he. Tylko imię miał takie.

Gato
01-14-2013, 18:40
Właśnie! Bardzo często w kontekście Fredzi stykam się z tym nieporozumieniem. Kwestia nie dotyczy płci misia - zawsze i wszędzie jest chłopcem - tylko jego imienia (w oryginale jest żeńskie, czyli niedopasowane do płci niedźwiadka). Rozumiem jeszcze, kiedy źle to rozumieją ludzie, którzy tylko gdzieśtam kiedyśtam cośtam słyszeli o drugim przekładzie, ale trochę mnie dziwi takie stwierdzenie na czwartej stronie wątku o Kubusiu i Fredzi, gdzie kwestia imienia była już poruszana ._.

Tygrzyk
01-27-2013, 17:17
Najlepszy był radziecki - Vinni Puh XD

Lintee
06-16-2017, 15:42
Jakież to forum edukujące... Tak się składa, że czytałam obie książki w dzieciństwie, niemalże równolegle, ale byłam na tyle mała, że nie skojarzyłam, że jest to ta sama książka w innych tłumaczeniach i zrozumiałam to dopiero teraz, czytając ten wątek ;) to chyba świadczy o tym, jak różne są te wersje... Chociaż chyba miałam jakieś podejrzenia, coś brzmiało znajomo. Ale ze względu na okładki, nie skojarzyłam żółtego misia z imieniem Fredzia. Tamta historia brzmiała trochę... mniej atrakcyjnie, jakby topornie. To pewnie przez próbę jak najwierniejszego przekładu, podczas gdy Kubuś jest bardziej spolszczony, użyte słowa mniej wymagające.

jstrehl
06-17-2017, 14:42
Ja sama dorastałam już tylko na "Kubusiu Puchatku", zwłaszcza, że było to już w erze bajek Disneya. Myślę zresztą, że to też zadecydowało o popularności tego przekładu- imię Kubuś teraz dzieci, nawet, gdy są za małe, żeby to jeszcze czytać, kojarzą z telewizji. Mimo wszystko sprawa z Fredzią jest całkiem interesująca, chociaż rzeczywiście z zamieszczonych tu fragmentów wynika, że jest nieco zbyt dosłowne jak na coś, co mają czytać 5-, 6-latki.