PDA

View Full Version : Przekaz wiersza w oryginale i tłumaczeniu


Samisa
05-23-2011, 20:09
Wiele postów dotyczy tłumaczeń poezji czy też piosenek jednak czy tłumaczenie niesie ten sam przekaz co oryginał? Pisałam pracę na temat utworu 'Spojrzenie' Krzysztofa Kamila Baczyńskiego oraz tłumaczenia tego utworu wykonanego przez Alexa Kurczabę pod tytułem 'The Glimpse'.
Poniżej linki do obu wierszy:
http://wiersze.bfcior.pl/krzysztof-kamil-baczynski.php?show=spojrzenie - oryginał
http://falcon.tamucc.edu/~sencerz/baczynski.htm - tłumaczenie
Czy uważacie, iż tłumaczenie zostało wykonane rzetelnie? Według mnie już samo tłumaczenie tytułu jest swoistą wpadką, ponieważ nie oddaje istoty tytułu oryginału. Gdy analizowałam wiersz Baczyńskiego, tytuł skojarzył mi się z dłuższym spojrzeniem, może retrospekcją. Słowo 'glimpse' wydaje się w ogóle nie oddawać istoty tego co K.K.B miał na myśli. W poezji przekaz jest niesamowicie istotny, ponieważ nawet za banalnymi słowami może kryć się głęboka myśl.

nataje
05-23-2011, 21:32
Tłumaczenie poezji to bardzo trudną sztuką. Użyłam tutaj tego słowa, bo tłumaczenie wiersza jest jego tworzeniem jakby od początku opierając się na tekście źródłowym. Bardzo ciężko jest określić czy tłumaczenie wiersza jest dobre czy też pozostawia wiele do życzenia. Podczas tłumaczenia poezji tłumacz musi podjąć wiele decyzji, z którymi wiąże się często utrata jakiś elementów tekstu: metafor, rymów czy rozbudowanych porównań. Osobiście tłumaczenie nie bardzo przypadło mi do gustu, ponieważ wg mnie autor tłumaczenia zbyt dużo utracił w przekładzie. Jednakże uważam, że opinie dotyczące tłumaczenia mogą się różnić, gdyż ciężko wydać obiektywną ocenę.

Rita.Baranska
07-05-2011, 07:29
Zgadzam sie z przedmowczyniami. Niestety tłumaczenie tektów literackich nie jest sprawa łatwa, a spektakularne "wpadki" zdarzają się nawet doswiadczonym tłumaczom. Przy tłumaczeniu wierszy istnieje kilka sztandarowych rzeczy, na ktore nalezy zwrocic uwagę, by odbiorca porownujac tekst z oryginałem, nie miał wątpliwości, ze to ten sam tekst. Wydaje mi sie, ze sam tłumacz powinien wykazywac juz duza "skłonność" do tego rodzaju przekładu. I dla przkładu podam bardzo znane nazwisko: Stanisław Barańczak - światowej sławy tłumacz. Przetłumaczył wiele tekstow literackich i zdecydowanie nalezy mu się uznanie. Jednak ostatnio czytalam jego tłumaczenie wiersza Wisławy Szymborskiej pt. "Pochwałą złego o sobie mniemania", gdzie jego angielski odpowiednik brzmiał "In Praise of Feeling Bad About Yourself". I zaczełam się zastanawiać czy "złe mnienamnie o sobie" to to samo co "feel bad about sb" w tym wypadku "myslef". A to dopiero tytuł. Wydaje się, ze S.Barańczak chcial zachować styl i przez to moznaby tlumaczyc jego wybory. Jednak tłumaczenie nie wydaje mi się być dokladnie tym, co chiala przekazac Szymborska.
Rowniez podaje linki do wersji polskiej oraz angielskiej"
http://wiersze.doktorzy.pl/pochwala.htm
http://whitewings.sulekha.com/blog/post/2008/02/in-praise-of-feeling-bad-about-yourself-walslawa.htm
Nasuwa mi sie jedynie stwierdzenie, iz przy tłumaczeniach literackich istnieje wielosc mozliwych i, byc moze, rownoprawnych rozwiazan i sa one umotywowane szeregiem obiektywnych oraz subiektywnych decyzji tłumacza.

agadek
07-05-2011, 11:30
Z tego co przeczytałam

Jak zauważyłam po lekturze obu wersji wiersza K. K. Baczyńskiego, przekaz został źle oddany głównie w angielskim tytule. Dostrzegłam jednak inny problem: tekst tłumaczenia powinien sprawiać dla odbiorcy wrażenie jak najbardziej naturalnego w języku docelowym. Tymczasem ten przekład został wykonany słowo w słowo, bez formalnej "przebudowy". Jego autor nie zachował rymów (ale może taki był zamiar). Nie zastosował też niuansów stylistycznych ani leksykalnych, tak aby dostosować przekład do obcego języka. Zarówno to, jak i wierność przekazu są najważniejsze w sztuce tłumaczenia poezji.

Co do tłumaczenia utworu Szymborskiej, rozwiązanie S. Barańczaka jest moim zdaniem słuszne. Czasami trudno znaleźć dokładne odpowiedniki wyrażeń czy związków wyrazowych o podobnej długości i wydźwięku. Wtedy tłumacz szuka odpowiedników częśiowo bliskich znaczeniowo i, tutaj zgodzę się z moją poprzedniczką, staje przed wyborem różnych wersji.

Witam wszystkich
Ogółem tłumaczenie czegokolwiek wymaga (przynajmniej) względnego skupienia i zaangażowania, ale z własnego doświadczenia wiem, że wszelkiego rodzaju metafory, rozwlekłe poetyckie porównania i kwieciste opisy są czasem prawdziwym koszmarkiem - "obraca się" je w umyśle na wszystkie strony przez bardzo długi czas żeby w końcu znaleźć odpowiednie wyrażenie, które w pełni oddałoby ”to, co autor miał na myśli...” ;) Przynajmniej ja tak robię: zapisuję to, co w danej chwili wpadnie mi do głowy w związku z tłumaczeniem, a później porównuję kolejne idee i eliminuję te, które wydają mi się mało trafne. Rzadko zdarza się metafora, której przetłumaczenie nie sprawia kłopotu lub której sens można w pełni przełożyć na inny język... W tym dla mnie tkwi magia znajomości języka obcego: mimo tego, że czasem ciężko przetłumaczyć dosłownie to, co się usłyszało/przeczytało, to i tak rozumiemy sens danej wypowiedzi – zwłaszcza jeśli chodzi o literaturę piękną, która w oryginale brzmi jakby bardziej głęboko
Co do samej techniki tłumaczenia tego typu wyrażeń, ktoś już wspomniał w tym wątku o możliwości rozdzielenia metafory na dwie części... W ostateczności czasem się coś omija – też tak można.

Pisaliście jeszcze tutaj o tekstach przetłumaczonych z języka obcego, które w ojczyźnie tłumacza zyskały większą popularność niż w ojczyźnie autora... Przykładem z literatury hiszpańskojęzycznej może być „Gra w klasy” Julio Cortázara w przekładzie Zofii Chądzyńskiej. Mówi się, że to dzięki pani Chądzyńskiej „Gra w klasy” stała się tekstem kultowym w Polsce, sztandarowym tekstem realizmu magicznego, bardziej nawet czczonym od „Stu lat samotności” Márqueza (chociaż to „Sto lat...” w moim pojęciu jest książką stulecia jeśli chodzi o ten typ literatury; „Gra w klasy” mnie nie przekonała ani nie zachwyciła nadmiernie, miałam wrażenie, że jest przegadana, a kiedy czytałam „Sto lat...” to pragnęłam żeby ta książka się nigdy nie skończyła...)
Ale wracając do tematu – tłumaczenie pani Zofii podobno dodało książce Cortázara tej specyficznej magii, która zachwyciła polskich czytelników (boom latynoamerykański był u nas naprawdę potężny swego czasu), a której nie ma aż tyle w oryginale... Szczerze mówiąc, oryginału nie czytałam, ale może z ciekawości kiedyś zajrzę.
W każdym razie czasem świetne tłumaczenie może wypromować, obronić lub uratować książkę – i dobrze, bo nie każde dzieło jest genialne, ale jest dużo książek miłych, łatwych i przyjemnych, które warto przeczytać chociażby dla dobrej zabawy.

Dokładnie. Zgadzam się z powyższym stwierdzeniem Julii_m, że najważniejsze jest słowo autora, a nie tłumacza. Dlatego też tłumacz nie może za dużo tworzyć, odbiegać od wypowiedzi autora, ale oddać sens jego słów jak najbardziej dokładnie.

Ponadto zgadzam się z tym, że im większe są różnice kulturowe tym tłumaczenie jest trudniejsze.
Podobnie jest z humorem. W każdym kraju ludzie śmieją się z czegoś innego, dlatego tak trudno jest oddać sens pewnych żartów, wywołać odpowiedni efekt u innego odbiorcy.

Tłumaczenie metafor wymaga z pewnością dużej kreatywności od tłumacza.

Joasia:)
07-05-2011, 12:12
Zgadzam się z poprzedniczkami. Tłumaczenie tekstów literackich to nie lada wyzwanie nawet dla tych najbardziej doświadczonych tłumaczy, których nieraz nazywa się 'drugimi autorami tekstu'. Problemów, które uniemożliwiają oddanie w pełni przekazu oryginału jest wiele jak chociażby różnice wynikające w językach - polski to język fleksyjny a angielski pozycyjny gdzie większość słów jest wieloznacznych. Weźmy chociażby wiersz W.H. Auden 'Lay your sleeping head, my love' , które zostało przetłumaczone przez Jerzego S. Sito 'Połóż śpiącą głowę, mała'. W tej chwili odbiorca dostaje coś kompletnie innego niż jest w oryginale. Polski odbiorca ma wyraźny znak, że słowa te wypowiadane są w odniesieniu do kobiety. Nic jednak bardziej mylnego. Znając Audena wiemy iż był on homoseksualistą czy więc wybór 'mała' wydaje się słuszny w tm przypadku? Tym bardziej, że to chłopiec jest tym, który kładzie śpiącą głowę, a nie kobieta. Może w tym wypadku dobrze by było zastosować neutralne i politycznie poprawne 'kochanie'? Tłumaczenie to żmudny proces decyzyjny o czym możemy się przekonać po lekturze S. Barańczaka 'Ocalone w tłumaczeniu'

bo2joan
07-05-2011, 18:10
Powyższy przykład pokazuje, że oprócz swobodnego operowania dwoma językami tłumacz musi znać życiorys autora oraz kontekst oryginału, inaczej może dojść do błędów merytorycznych i przeinaczenia treści.

Wracając jednak do problemu wierności przekazu, w przypadku wierszy głównie klasycznych tłumaczenie słowo w słowo nie sprawia, że przekaz oryginału zostaje wypaczony. Natomiast taki przekład zawsze będzie mało ciekawy i straci "charakter" oryginału. Jako że studiuję język francuski, przytoczę przykład znanego z programów szkolnych utworu J. Słowackiego "Testament mój" i ich dwóch francuskich tłumaczeń:
http://francoblogilc.wordpress.com/partenariats/pologne/activites-des-eleves/ - oryginał i jedno z francuskich tłumaczeń (pomiędzy nimi wesja w j. retoromańskim) prawie na samym końcu artykułu
http://slowacki.chez.com/fratesta.htm - drugie francuskie tłumaczenie
Autor pierwszego przekładu podjął się stylistycznej obróbki tekstu, poszukiwania nowego układu rymów i sposobów na wyrównanie długości wersów. Z kolei drugie tłumaczenie jest poprawne, ale dosłowne i można powiedzieć "suche", a wiersz stał się nieregularny.

denzil
07-05-2011, 20:11
Witam,
Podobnie jak moi przedmówcy uważam, że tłumaczenie poezji to wielkie wyzwanie dla każdego tłumacza. Tłumaczenie może w znacznym stopniu zmienić przekaz utworu, który najczęściej coś traci lub zyskuje.
Po przeczytaniu oryginału i dwóch tłumaczeń przytoczonych przez bo2joan zgadzam się, że drugie tłumaczenie , pozbawione środków stylistycznych jest trochę „puste” i „ciężkie” do czytania. Pierwsze tłumaczenie, mimo że odbiega od oryginału (semantycznie) jest znacznie ciekawsze i bardziej zachęca do lektury.
Jestem ciekawy, czy według Was, jest w ogóle możliwe oddanie w 100 % przekazu oryginału w tłumaczeniu wykonanym choćby przez najlepszego tłumacza?

Joasia:)
07-05-2011, 21:52
W 100% to chyba niemożliwe chociaż wiele zależy od poziomu skomplikowania tekstu. Dla przykładu podam wiersz Philipa Larkina High Windows

http://www.poemhunter.com/best-poems/philip-larkin/high-windows/

oraz dwa tłumaczenia, pierwsze tłumaczenie należące do S. Barańczaka, a drugie do J.Dehnela

http://czytam.blox.pl/2005/09/Philip-Larkin-Wysokie-okna.html

http://wampirak.blog.onet.pl/Philip-Larkin-Wysokie-okna,2,ID356764111,n

Muszę przyznać, że tłumaczenie Dehnela czyta się całkiem nieźle. Podoba mi się też jego wybór 'posuwa' zamiast 'rypie' u Barańczaka. Co Wy o tym sądzicie?

Rita.Baranska
07-06-2011, 06:44
Jak widac na przykladzie podanego przeze mnie wiersza S.Barańczaka nie jest to zawsze mozliwe. I tyle ile odbiorcow, tyle bedzie odczuc i komentarzy. Jak zauwazono juz wczesniej, jesli dany, przetlumaczony juz wiersz, pokazemy angielskiemu odbiorcy, mysle, ze pochwali on warsztat tlumacza. Odbiorcy, ktorzy mogą swobodnie poslugiwac sie jezykiem polskim jak i angielskim, przewaznie znajda w tłumaczeniu jakies "niedociagniecia", jest to jednak odbior subiektywny.

anowi33
07-06-2011, 08:39
Witam,

Zgadzam się z osobami, które się wypowiadają. Otóż tłumaczenia literackie są bardzo trudne. Wymagają od tłumacza oprócz umiejętności językowych, dobrej znajomości dwóch języków, intuicji językowej. Nie każdy tłumacz potrafi wczuć się w myśli autora, którego przekłada. Osobiście uważam, że proza jest prostsza od poezji.

bo2joan
07-06-2011, 10:56
Z tym się zgodzę. Odbiór wierszy i ich przekładów to głównie kwestia zrozumienia przez każdego z czytelników. Tłumacz skupia się na technice przekładu i na kulturze odbiorców jako grupy, a indywidualny odbiór jest osobną sprawą. Dlatego czytelnicy różnie zrozumieją przetłumaczony wiersz, niezależnie od tego czy sens oryginału udało się zachować w 100% czy nie.

Joasia:)
07-06-2011, 13:30
Święte słowa bo2joan :) Najciężej jest tutaj chyba zachować polisemię, która nadaje poezji tej wyjątkowości, możliwości wielu interpretacji.Tak jak też już wspomniano - tłumaczenie powinno być poprzedzone interpretacją, a niestety nie każdy tłumacz potrafi się zagłębić w styl danego autora.

denzil
07-06-2011, 14:55
Tak myślę, że oddanie stylu i formy oryginału wymaga znacznego zagłębienia się tłumacza w przekaz utworu i interpretację myśli autora (jak wspomniała bo2joan). Tłumacz musi dokonywać często wyborów: czy na rzecz zachowania rytmu, stylu i melodii wiersza poświęcić niektóre słowa , czy dla absolutnej wierności przekazu skupić się na dosłownym tłumaczeniu i porzucić formę. Odnalezienie podobnego stylu z użyciem słów języka na który tłumaczymy często wymaga dokonania znacznych zmian w utworze. Ważne jest tu znalezienie złotego środka , aby nie zniszczyć formy oryginału , a jednocześnie przekazać jak najwięcej treści.

kosatek
07-06-2011, 17:44
W przypadku tłumaczeń literackich, a przede wszystkim wierszy stwierdzenie, że tłumacz jest artystą i tworzy, nabiera zupełnie innego znaczenia. Dobrym przykładem jest Barańczak, można krytykować jego tłumaczenia, że odbiegają od oryginału. Jednak prawda jest taka, że sama Szymborska, interpretując swój własny wiersz pisząc nową maturę ( eksperymentalnie) i uzyskała zaledwie 60% punktów. Jesli chodzi o interpretację trzeba być wyrozumiałym. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że to właśnie Barańczak i inni zdobyli nagrodę nobla, a co najmniej się do jej zdobycia mocno przyczynili. Przecież komisja w Szwecji nie ocenia polskich wierszy, a jedynie ich anglojęzyczne interpretację.
Jeśli chcemy zabrać się za tłumaczenie wierszy, warto zacząć od własnej twórczości.

bo2joan
07-06-2011, 19:37
Z drugiej strony czy udane tłumaczenie wiersza jest lepsze od oryginału pozostaje kwestią sporną i chyba takie ocenianie nie ma specjalnie sensu. Z resztą przekłady poezji są skierowane głównie do osób nie znających języka oryginału, które nie mają żadnego porównania. A co do interpretacji wierszy na nowej maturze - chyba to, że Szymborska nie umiałą "wpasować się" w klucz i sposób myślenia egzaminatorów nie znaczy, że źle rozumie wiersze, zwłaszcza własne. Zasady matury są obecnie zbyt sztywne i nie uwzględniają samodzielnych spostrzeżeń i rozwiązań w zadaniach.

natalia87
07-06-2011, 19:38
Dyskusja prowadzona w tym wątku bardzo mnie zaciekawiła, dlatego dołączam się. Padło wiele słusznych hipotez, które trafnie zostały uargumentowane. Niemniej jednak, pokuszę się o rozwinięcie niektórych z nich.
Po pierwsze, odnośnie słów Joasi:) i denzila chciałabym dodać, że, oczywiście, interpretacja jest podstawą dobrego tłumaczenia wiersza, ale jednocześnie trzeba być ostrożnym, aby ta podstawa nie przerodziła się w myśl przewodnią. Chcę powiedzieć, że czytając tekst w oryginale czytelnik sam musi dokonać interpretacji. A zadaniem tłumacza jest, aby czytelnik przekładu zareagował w ten sam sposób jak czytelnik oryginału (to teoria Eguene Nida, który pisał o ekwiwalencji dynamicznej i formalnej). Wiadomo, że odbiór poezji to kwestia indywidualna, ale chodzi tutaj o nienarzucanie interpretacji. Niestety taka sytuacja może mieć miejsce, kiedy tłumacz chcąc przygotować się starannie do tłumaczenia dokona wnikliwej interpretacji i nawet nieświadomie może ją potem narzucić w swoim przekładzie, ponieważ on już w pewien sposób doszedł do przekazu autora. Z drugiej strony, przy tłumaczeniu poezji nie można pominąć tego etapu jakim jest interpretacja. Denzil ma całkowitą rację, pisząc, że „Ważne jest tu znalezienie złotego środka , aby nie zniszczyć formy oryginału , a jednocześnie przekazać jak najwięcej treści.”
A co do przekazu autora, to od razu nasuwa mi się na myśl pytanie, którym terroryzowano nas w szkole, a mianowicie „Co autor miał na myśli?” i oczywiście wszelkie interpretacje, które nie pokrywały się z kluczem odpowiedzi, były z góry przekreślane. Jako początkująca tłumaczka i amatorka pisania poezji pokuszę się o stwierdzenie, że autor czasami sam nie wie, co miał na myśli. Po prostu pisał to, co mu podpowiadała wena ;)
Ciekawi mnie, czy Was również spotkało takie podcinanie skrzydeł?

A co do interpretacji wierszy na nowej maturze - chyba to, że Szymborska nie umiałą "wpasować się" w klucz i sposób myślenia egzaminatorów nie znaczy, że źle rozumie wiersze, zwłaszcza własne. Zasady matury są obecnie zbyt sztywne i nie uwzględniają samodzielnych spostrzeżeń i rozwiązań w zadaniach.

Hehe:), jednocześnie poruszyłyśmy ten sam wątek, a mianowicie samodzielne i kreatywne myślenie. To ciekawe, że wraz z wiekiem człowiek pozbywa się (albo jest pozbawiany) możliwości samodzielnego rozumowania.

Inną kwestią, jaką chciałabym skomentować, jest temat nagrody Nobla. Wraz z moim profesorem od tłumaczeń na Iberystyce często zastanawialiśmy się, kiedy zostanie stworzona nagroda Nobla za tłumaczenia, bo, jak już słusznie zauważył kosatek "Przecież komisja w Szwecji nie ocenia polskich wierszy, a jedynie ich anglojęzyczne interpretację" - to tłumacze przyczyniają się do rozpowszechnianie dzieł i to od ich przekładu uzależniony jest autor i jego ewentualna nagroda.

Joasia:)
07-06-2011, 19:56
Hehe:), jednocześnie poruszyłyśmy ten sam wątek, a mianowicie samodzielne i kreatywne myślenie. To ciekawe, że wraz z wiekiem człowiek pozbywa się (albo jest pozbawiany) możliwości samodzielnego rozumowania.

Inną kwestią, jaką chciałabym skomentować, jest temat nagrody Nobla. Wraz z moim profesorem od tłumaczeń na Iberystyce często zastanawialiśmy się, kiedy zostanie stworzona nagroda Nobla za tłumaczenia, bo, jak już słusznie zauważył kosatek "Przecież komisja w Szwecji nie ocenia polskich wierszy, a jedynie ich anglojęzyczne interpretację" - to tłumacze przyczyniają się do rozpowszechnianie dzieł i to od ich przekładu uzależniony jest autor i jego ewentualna nagroda ;)

Ja tylko mogę przyznać Ci rację. Tłumacz pełniąc funckję tzw. ambasadora wybiera dzieła, które mogą nieść ze sobą pewną wartość. Tak jak Barańczak tłumaczył dzieła Keatsa, Dickensona, Frosta, Larkina, Cummingsa itd. - czyli dzieła, które należą do kanonu dzieł anglojęzycznych. Tłumacząc je na język polski niewątpliwie rozsławił je także w naszym kraju. Można więc śmiało rzec, że tłumaczenia wzbogacają literaturę.

BasiaWK
07-06-2011, 20:02
A co się tyczy subiektywizmu w odbiorze poezji, myślę, że warto pamiętać o tym, że i sam tłumacz jest odbiorcą, który "filtruje" tekst na swój własny sposób. I choć zgadzam się z postulatem wysuwanym m.in. przez O. Wojtasiewicza, że należy tłumaczyć tak, żeby tłumaczenie wywołało podobne skojarzenia do tych, które u odbiorców wywołał oryginał, często zastanawiam się, czy w przypadku literatury, a szczególnie poezji, powinno się automatycznie krytykować tłumacza za to, że według nas nie zachował przekazu oryginału. Pomijam oczywiście ewidentne wpadki przytaczane przez Was wcześniej.

A propos "wpadek". Gdy widzę jakieś "złe" tłumaczenie, zadaję sobie pytanie, jak ja bym to przetłumaczyła, często dochodząc do wniosku, że i ja nie umiem znaleźć lepszego sformułowania. Ponieważ zajmuję się tłumaczeniami z francuskiego i w angielskim odnajduję się średnio, chciałam zapytać zwłaszcza tych z Was, którzy tłumaczą właśnie na angielski, co zaproponowaliby zamiast nieszczęsnego The Glimpse (to tak, żeby wyjść na chwilę z rozważań teoretycznych:)).

denzil
07-06-2011, 21:44
Zgadzam się w zupełności z natalią87 i Joasią, iż tłumacz bierze na siebie odpowiedzialne zadanie rozpowszechnienia danego dzieła w określonym kraju (ach). Stąd autor, np. zlecając tłumaczenie własnej twórczości (oczywiście jeśli jeszcze jest wśród żywych) z pewnością musi dokonać trafnego wyboru tłumacza, od którego często zależy sukces całego przedsięwzięcia . Rzeczywiście może powinna istnieć Nagroda Nobla za tłumaczenie poezji, które, jak zauważyła już większość poprzedników, jest swoistą sztuką i umiejętnością. Według mnie tłumaczowi jest dużo łatwiej tłumaczyć wiersze wówczas, gdy sam również posiada odpowiednie predyspozycje i tworzy.
A propos przekazu autora (jak wspomniała natalia87) to słynne, szkolne pytanie „Co autor miał na myśli?” jeszcze do dnia dzisiejszego wywołuje u mnie dreszcze. Nigdy do końca nie wiemy, co autor miał na myśli i nie istnieje jedna, ustalona i właściwa interpretacja. Każdy odbiera dany utwór na swój sposób i interpretacja autora, tłumacza, czy kolejnego czytelnika może być diametralnie różna.

BasiaWK
07-07-2011, 10:28
Tak myślę, że oddanie stylu i formy oryginału wymaga znacznego zagłębienia się tłumacza w przekaz utworu i interpretację myśli autora (jak wspomniała bo2joan) [...] Ważne jest tu znalezienie złotego środka , aby nie zniszczyć formy oryginału , a jednocześnie przekazać jak najwięcej treści.

Wydaje mi się, że jeśli poezja jest tak trudna do przetłumaczenia, to dlatego, że oprócz wyżej wspomnianego problemu subiektywizmu interpretacji ( słynne 'co poeta miał na myśli?':)), w grę chodzi niezwykle skomplikowana gra między formą a sensem. Głównie dlatego, że w poezji sama forma jakby uczestniczy w powstawaniu sensu (pisały o tych chociażby A. Pisarska i T. Tomaszkiewicz). To bardzo często rymy, rytmika, melodia, gra słów decydują o naszym odbiorze wiersza.

edytag
07-07-2011, 11:22
Jeśi chodzi o pytanie "Co autor miał na myśli?" to również było ono moim koszmarem. Cokolwiek nie powiedziałabym na jęz. polskim to było źle. A skąd nauczyciel wie na pewno jaka jest prawidłowa odpowiedź? Dlaczego ma on wyłączność na "prawidłową interpretację wiersza"? Przecież na tym polega istota poezji - aby każdy przeżywał ją na swój sposób i mógł samodzielnie ją interpretować, bo jak powiedziano wcześniej: czasem nawet sam autor nie wie, co miał na myśli :)
I właśnie ta dowolność interpretacji stanowi problem dla tłumacza, ponieważ powinien on tłumaczyć wiersz tak, aby zachować niejako tę swobodę w interpretacji dla odbiorcy.

natalia87
07-07-2011, 12:40
1. A propos "wpadek". Gdy widzę jakieś "złe" tłumaczenie, zadaję sobie pytanie, jak ja bym to przetłumaczyła, często dochodząc do wniosku, że i ja nie umiem znaleźć lepszego sformułowania.

To niestety jest już zboczenie zawodowe tłumaczy ;) też często zastanawiam się, jak ja bym rozwiązała daną "zagwostkę", gdy widzę w jakimś przekładzie niespójność. Barańczak też o tym pisał i stwierdził, że jeśli nie jesteśmy zadowoleni z czyjegoś tłumaczenia, najpierw powinniśmy sami spróbować przetłumaczyć dany tekst, by potem móc kogoś krytykować, albo by udowodnić, że rzeczywiście można było zrobić to lepiej.
Nie ma złych tłumaczeń, są tylko różne strategie :)

wg Barańczaka kluczem do dobrego tłumaczenia jest odnalezienie dominanty semantycznej - czyli jakby istoty wiersza, która mu przewodzi. Jeśli zachowamy tę istotę a zmienimy po drodze kilka innych elementów, tłumaczenie się obroni. Życzę wszystkim owocnych poszukiwań! :)

2. Wydaje mi się, że jeśli poezja jest tak trudna do przetłumaczenia, to dlatego, że oprócz wyżej wspomnianego problemu subiektywizmu interpretacji ( słynne 'co poeta miał na myśli?':)), w grę chodzi niezwykle skomplikowana gra między formą a sensem. Głównie dlatego, że w poezji sama forma jakby uczestniczy w powstawaniu sensu (pisały o tych chociażby A. Pisarska i T. Tomaszkiewicz). To bardzo często rymy, rytmika, melodia, gra słów decydują o naszym odbiorze wiersza.

masz rację, forma w wierszu jest niemal tak samo (albo i nawet czasem bardziej) ważna niż treść. Edytorzy tekstów często popełniają ten grzech, że zmieniają "wygląd" wiersza, bo tak im lepiej na stronie się mieściło, co w ogóle jest zabójstwem dla wiersza, bo autor mógł spędzić wiele czasu zastanawiając się, czy dany wers wysunąć o te kilka centymetrów, czy nie.
To samo tyczy się rymów, rytmu, nie można w tłumaczeniu pozbawić wiersza rymów, wyjaśniając, że się nie miało czasu. Albo coś się robi najlepiej, jak się potrafi, albo lepiej się za to nie brać, bo tłumacz to wbrew pozorom zawód bardzo odpowiedzialny, o czym już wcześniej wspominaliśmy.

bo2joan
07-07-2011, 13:01
"Jeśi chodzi o pytanie "Co autor miał na myśli?" to również było ono moim koszmarem. Cokolwiek nie powiedziałabym na jęz. polskim to było źle. A skąd nauczyciel wie na pewno jaka jest prawidłowa odpowiedź? Dlaczego ma on wyłączność na "prawidłową interpretację wiersza"? Przecież na tym polega istota poezji - aby każdy przeżywał ją na swój sposób i mógł samodzielnie ją interpretować, bo jak powiedziano wcześniej: czasem nawet sam autor nie wie, co miał na myśli
I właśnie ta dowolność interpretacji stanowi problem dla tłumacza, ponieważ powinien on tłumaczyć wiersz tak, aby zachować niejako tę swobodę w interpretacji dla odbiorcy."

Dlatego też najwięcej problemu sprawiają wiersze bardzo bogate w środki stylistyczne, podobnie jak zwroty, które nie mają dokładnych odpowiedników w języku docelowym - czyli wszystko, co wymaga subiektywnych decyzji tłumacza i zinterpretowania. Poza tym tłumacz skupia się w miarę możliwości na obiektywnej treści i, jak już wspomniałam, najważniejsza jest technika i kultura odbiorców jako grupy.

denzil
07-07-2011, 14:05
Jak wspomniała bo2joan to bogactwo stylistyczne jest często nielada wyzwaniem dla tłumacza. Im więcej rytmu, rymu i melodii w wierszu, tym więcej akrobacji poetyckich i zabiegów stylistycznych musi wykonać tłumacz. Różnice między językami są często tak duże, że oddanie stylu i brzmienia wiersza w nowym języku jest często niemożliwe, np. jak oddać polskie sz czy ś, ź itp. po francusku?
Nie zapominajmy również o jeszcze jednym istotnym aspekcie, który wpływa na tłumaczenie poezji. Dobry tłumacz nie tylko musi znać doskonale oba języki oraz dziedzinę, której dotyczy tłumaczenie, ale jeszcze musi mieć wyrazisty obraz odbiorców, do których adresowany jest oryginał, a także tych, do których adresowane jest tłumaczenie. Często różnice kulturowe obu grup są bardzo duże, co może wynikać np. z dystansu czasowego, kiedy oryginał od przekładu dzieli kilka stuleci. Co ma w takiej sytuacji zrobić tłumacz? Dostosować przekład do epoki, w której żyją adresaci tłumaczenia, czy zachować formę i przekaz oryginału?
Na koniec znane powiedzenie "Une traduction est comme une femme. Si elle est fidele, elle n'est pas belle. Si elle est belle, elle n'est pas fidele." (Tłumaczenie jest jak kobieta: jeśli wierne to brzydkie, jeśli ładne to niewierne). Mam nadzieję, że Panie się nie obrażą. Pozdrawiam:)

Joasia:)
07-07-2011, 14:29
To ja tak dla przykładu nawiążę do amerykańskiego poety e.e. cummingsa gdzie forma jest niesamowicie istotna, a zarazem jest ogromnym wyzwaniem dla tłumacza. Tutaj oprócz zachowania sensu pojawia się wyzwanie w zachowaniu formy.
http://www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=45233

BasiaWK
07-07-2011, 15:25
To samo tyczy się rymów, rytmu, nie można w tłumaczeniu pozbawić wiersza rymów, wyjaśniając, że się nie miało czasu. Albo coś się robi najlepiej, jak się potrafi, albo lepiej się za to nie brać, bo tłumacz to wbrew pozorom zawód bardzo odpowiedzialny, o czym już wcześniej wspominaliśmy.

To absolutnie prawda. Moim zdaniem trzeba mieć wyjątkowy talent, żeby tłumaczyć literaturę. A co do zachowania rymów w poezji, to przypomina mi się jeszcze z zajęć na studiach, jak porównywaliśmy fragmenty tłumaczenia Pana Tadeusza na francuski i jedno z nich nie zawierało rymów ( liczby sylaba także była różna - ale nie dam sobie głowy za to uciąć). To był piękny tekst, bardzo naturalny, przynajmniej ten fragment, czytało się lepiej niż wersje rymowane, a jednak... To, czego zabrakło temu tłumaczeniu, to podniosły nastrój oryginału - wszak to nasza epopeja narodowa:) - na który składają się również rymy i rytmika.

A tak na marginesie: czy ktoś już ma jakąś propozycję tytułu wiersza Baczyńskiego zamiast The Glimpse? Bo ja mam problem, ale zwalam to na brak odpowiednich kompetencji do tłumaczeń angielskich:P

edytag
07-07-2011, 17:28
Tłumaczenie poezji wymaga od tłumacza nie tylko doskonałej znajomości języka źródłowego i docelowego, aby znaleźć odpowiednie ekwiwalenty, ale także (jak ktoś słusznie zauważył) życiorysu pisarza i kultury obu języków. Jest to ważne, aby starać się wywołać takie same rekacje u czytelników jęz. docelowego, jak u czytelników jęz. źródłowego (ekwiwalencja dynamiczna). Często warto poświęcić realia występujące w orygialnym tekście; jest to konieczne zwłaszcza gdy występuje w nim wiele aluzji, których odbiorcy języka docelowego nie zrozumieją z powodu różnego bagażu kulturowego.

BasiaWK
07-08-2011, 10:01
Stąd autor, np. zlecając tłumaczenie własnej twórczości (oczywiście jeśli jeszcze jest wśród żywych) z pewnością musi dokonać trafnego wyboru tłumacza, od którego często zależy sukces całego przedsięwzięcia.

No właśnie. Poruszyłam tę kwestię w osobnym wątku, bo zainteresowała mnie relacja autor (żyjący) - tłumacz. Czy rzeczywiście wskazówki samego autora zawsze wpłyną korzystnie na tłumaczenie? Czy to daję gwarancję na "zachowanie przekazu" wiersza? Czy w ogóle jest możliwe, żeby autor nie czuł się obco w obliczu "innej wersji" własnego utworu?

edytag
07-08-2011, 10:14
No właśnie. Poruszyłam tę kwestię w osobnym wątku, bo zainteresowała mnie relacja autor (żyjący) - tłumacz. Czy rzeczywiście wskazówki samego autora zawsze wpłyną korzystnie na tłumaczenie? Czy to daję gwarancję na "zachowanie przekazu" wiersza? Czy w ogóle jest możliwe, żeby autor nie czuł się obco w obliczu "innej wersji" własnego utworu?

Rzeczywiście autor tekstu oryginalnego może czuć się obco i nieswojo biorąc udział w tworzeniu przekładu, dlatego relacja 'autor - tłumacz' powinna się ograniczyć do przekazania przez pisarza ewentualnych informacji implicytnych występujących w wierszu, aby tłumacz był pewien, że zrozumiał cały ukyty sens i mógł stworzyć odpowiedni przekład.

adam.l
07-08-2011, 11:26
Ja jednak myślę, że przy procesie tłumaczenia utworów literackich ścisła współpraca pomiędzy tłumaczem a autorem jest niezbędna na każdym etapie przekładu. Tylko autor bowiem wie co w danym momencie chciał przekazać jednoznacznie, co pozostawić do luźniejszej interpretacji. Tylko on wie czy tłumacz może luźniej podejść do odwzorowania stylu, czy skupić się zdecydowanie na treści tracąc przy tym przykładowo niektóre rymy.

bo2joan
07-09-2011, 11:43
Zgadzam się. Współpraca między autorem wiersza i tłumaczem nieraz by się przydała, zwłaszcza po to, żeby ustalić co i jak można jeszcze przeformułować, a kiedy przestaje to pasować do całej koncepcji wiersza.

denzil
07-09-2011, 20:37
Zapewne współpraca autora z tłumaczem znacząco może wpłynąć na wiarygodność przekazu wiersza. Myślę, że nawet sam kontakt, poznanie autora osobiście lub przyjaźń z nim spowoduje, że przekład będzie pełniejszy i wiarygodniejszy. Jeśli zna się autora, środowisko, w którym żyje dużo łatwiej jest odnaleźć sens tego, co pisze. Sądzę, że wielu tłumaczy nie wyobraża sobie tłumaczenia bez współpracy z autorem.

BasiaWK
07-09-2011, 20:58
Oczywiście to wszystko przy założeniu, że "poeta wie, co miał na myśli" i chce przekazać pewne wskazówki tłumaczowi, tak żeby wiersz zachował "przekaz". Taka pomoc może być nieoceniona.

A inna kwestia to to, czy autor zna wystarczająco język, na który ma być tłumaczony. Tu może się zdarzyć, że tłumacz będzie miał lepsze wyczucie co do poszczególnych słów, ponieważ jest po prostu "zanurzony" w tym języku i kulturze.

anowi33
07-10-2011, 17:47
Współpraca również by się przydała nie tylko między autorem a tłumaczem, ale i redaktorem merytorycznym, który redaguje tłumaczenie. To tak na marginesie.

I kontynuując poprzedni wątek związany z oceną pracy tłumacza, zwłaszcza tłumacza literackiego, sądzę, że taka ocena jest naprawdę trudna. Przekład literatury, czy tyczy się wiersza czy prozy, jest wielowymiarowy, ale pewnie każda osoba, która tłumaczy takie teksty zdaje sobie doskonale z tego sprawę.

natalia87
07-10-2011, 18:02
Znajomość autora / z autorem rzeczywiście może sporo pomóc, ale są to nieliczne wyjątki. W większej merze tłumaczowi pozostają domysły, ale dzięki temu przy gotowym przekładzie wychodzi na jaw, czy tłumacz podołał zadaniu, czy nie. Dodatkowo brak jednoznacznej wskazówki otwiera drogę do wieluznacznych interpretacji.

Niemniej jednak, moim zdaniem taka konfrontacja autor - tłumacz może być krępująca dla tego pierwszego, bo musi tłumaczyć, co w danym momencie odczuwał, myślał. Z drugiej strony tylko w ten sposób może "kontrolować" przekład na inne języki, a co za tym idzie czuwać nad własną reputacją.

anowi33
07-10-2011, 18:09
Niejednokrotnie sława tłumacza wywiera presję co do jakości tłumaczenia, dlatego dystans jest wskazany w pracy tłumacza literackiego.

natalia87
07-10-2011, 18:35
Niejednokrotnie sława tłumacza wywiera presję co do jakości tłumaczenia, dlatego dystans jest wskazany w pracy tłumacza literackiego.

anoqi33 ma całkowitą rację. Czasami to, co dla tłumacza może wydawać się oczywiste, dla czytelnika wcale takie być nie musi, ale tłumacz znający doskonale materiał, nad którym pracuje, może całkiem nieświadomie "pominąć" pewne kwestie. I tu rodzi się kolejny problem: przekład (zwłaszcza poezji) to proces długotrwały, i tłumacz, który pracuje nad tekstem sporo czasu, możliwe, że "przemilczy" elementy, które wychwycił w pierwotnej lekturze, gdyż po n-tej lekturze takie detale się zacierają.

adam.l
07-10-2011, 21:28
Myślę więc, że należy sobie zadać pytanie sensowności tłumaczeń literackich. Wiersz jest najczęściej w pełni zrozumiały i na swój sposób piękny tylko w języku w którym powstał. Jego przekład, nieważne jak dobry, będzie właściwie nowym utworem, i może obcojęzycznym czytelnikom jedynie mniej lub więcej nakreślić jego obraz w języku macierzystym.

BasiaWK
07-10-2011, 21:54
Wracamy w ten sposób do teorii, która mówi, że literatura (a zwłaszcza poezja) są nieprzetłumaczalne, ale z drugiej strony praktyka tłumaczeniowa od wieków temu zaprzecza (nie znalibyśmy Homera!) Bez wątpienia w innym języku powstanie inny tekst, jednak powtórzę za E. Balcerzanem, że "tłumaczenie jest pokonywaniem nieprzekładalności".

Rita.Baranska
07-11-2011, 08:44
Wydaje sie naturalne, ze osoba zajmujaca sie tłumaczeniem poezji powinna rowniez w pewien sposob odnajdywac sie w jej tworzeniu. Sam Baranczak przeciez tworzy, ale jednak czy wychodzi mu to tak dobrze, jak samo tlumaczenie innych? Na pewno wazne jest, by tłumacz lubil poezje; analize, interpretacje itp., bowiem w przeciwnym razie chyba nie dalby rady za wiele przetlumaczyc. Osobiscie jest dla mnie problemem tłumaczenie poezji, ale byc moze z czasem i przez lata praktyki nabiera sie swoistego "flow" rowniez i w tlumaczeniu poezji.

Rita.Baranska
07-11-2011, 08:50
Kolejna sprawa jest interpretacja samego wiersza. Wszystkim przysparza trudnosci interpretacja poezji, dlatego zgadzam sie z poprzednikami, iz Nagroda Nobla powinna byc przyznawanarowniez w kwestii przekladu literatury pieknej. Czesto zdarza sie, ze ludzie, ktorzy nie zajmuja sie tłumaczeniami i maja nikla wiedze na ich temat, po prostu nie doceniaja pracy tłumacza, ktora jest przeciez ogromnym wysilkiem.

alexie
07-11-2011, 09:48
Rzeczywiście, myślę, że trud tłumacza, jeśli chodzi o przekład poezji jest jakby ignorowany. Często ktoś bierze książkę do ręki i mówi np. "czytam Sorokina", gdy w rzeczywistości czyta to, jak jakiś tłumacz tego Sorokina zrozumiał. Z własnego doświadczenia wiem, że nieraz przekład bywa tak zły, że gdybyśmy nie znali oryginału, od razu skreślilibyśmy daną książkę jako beznadziejną.

anowi33
07-11-2011, 10:11
Tłumaczenie poezji to wyższa szkoła jazdy i z pewnością trzeba mieć po prostu do tego talent, doświadczenie i dużo cierpliwości :). Ja osobiście wolę jednak prozę.

natalia87
07-11-2011, 10:32
Rzeczywiście, myślę, że trud tłumacza, jeśli chodzi o przekład poezji jest jakby ignorowany. Często ktoś bierze książkę do ręki i mówi np. "czytam Sorokina", gdy w rzeczywistości czyta to, jak jakiś tłumacz tego Sorokina zrozumiał. Z własnego doświadczenia wiem, że nieraz przekład bywa tak zły, że gdybyśmy nie znali oryginału, od razu skreślilibyśmy daną książkę jako beznadziejną.

Myślę, że Polacy coraz częściej doceniają i dostrzegają pracę tłumaczy. Często zanim czytelnik sięgnie po jakąś książkę, zwraca uwagę na autora przekładu. U mnie w szkole podstawowej i liceum nauczyciele polskiego podkreślali, czyje tłumaczenie czytać, jeśli chodziło o lektury. Wtedy tego nie rozumiałam, bo sądziłam, że przekład to przekład i że aż tak bardzo nie mogą się różnić. Teraz widzę, że czasami to jakby niebo a ziemia ;) i podczas gdy jeden tłumacz może nam umilić czas, inni mogą nas skutecznie zniechęcić do kontynuacji lektury.

edytag
07-11-2011, 10:47
Tak, tłumaczenie to proces długotrwały i wieloetapowy, dlatego w pracy tłumacza ważne jest robienie notatek. Myślę, że po każdej lekturze wiersza tłumacz doszuka się innego wymiaru, ale za każdym razem powinien notować swoje myśli i dopiero potem pozbierać je w całość i stworzyć swoje dzieło.

annajustyna22
07-11-2011, 10:56
Śledząc dyskusję na temat tłumaczenia poezji przypomniało mi się moje osobiste wyzwanie w tej kwestii. Piszę "wyzwanie", bo z tłumaczeniem wiersza musiałam zmierzyć się jeszcze w liceum, kiedy to mój znajomy z Niemiec poprosił mnie o próbkę mojej amatorszczyzny (piszę trochę "do szuflady"). Pamiętam,że mimo wielu poprawek i analizy tłumaczenia ciągle miałam wrażenie, że nie oddaje ono dokładnie moich myśli- a był to przecież mój wiersz! Być może na tym etapie mojej nauki języka przetłumaczyłbym ten wiersz lepiej, nie zmienia to jednak faktu,że jest to trudna sztuka i nie byłoby to łatwiejsze, nawet ze względu lepszej kompeencji językowej. Mogę tylko przypuszczać, jak trudne musi to być,jeśli mamy przetłumaczyć wiersz, który napisał ktoś inny- a więc musimy przełożyć myśli twórcy, nie swoje. Trzeba zmierzyć się tu zapewne z interpretacją wiersza a jest ich tak wiele, jak wiele odbiorców (sama często się dziwię, jak różne są interpretacje mojego wiersza czytane przez wiele różnych osób). Zadanie komplikują nie tylko metafory,ale i neologizmy, bądź "gra słów" w utworze literackim- w tym także w piosenkach.
http://www.youtube.com/watch?v=_EdZbopNeS8
-kiedyś zadumałam się, jak przetłumaczyc w niej frazę "słowa nie do powiedzenia", co można rozumieć na dwa sposoby: rzeczy, których nie da się wyrazić lub niedpowiedzenia, czyli po prostu jakies niewyrażone głośno myśli, nieporozumienia. Tu chyba w przekładzie znikłby ten "podwójny" wydźwięk zaśpiewanej frazy. Do tego dochodzi interpretacja choćby tej frazy, u mnie jest jak wyżej napisałam, ktoś inny zrozumie to inaczej.

natalia87
07-11-2011, 11:14
Tłumaczenie poezji to wyższa szkoła jazdy i z pewnością trzeba mieć po prostu do tego talent, doświadczenie i dużo cierpliwości :). Ja osobiście wolę jednak prozę.

Ja z kolei jestem miłośniczką tłumaczenia wierszy. Im trudniejszy, im więcej rymów, stałej ilości sylab, tym ciekawiej :) to jest wtedy jak puzzle, z początku jest ciężko, ale im więcej elementów zbierzemy, tym łatwiej potem ułożyć całość. A uczucie, gdy ostatni element znajdzie się na swoim miejscu - bezcenne!:D

edytag
07-11-2011, 11:14
W takich wypadkach są dwie opcje: przetłumaczyć ten fragment dosłownie, gdzie tracimy grę słów (a co za tym idzie - zawężamy możliwości interpretacji) lub stworzyć grę słów w języku docelowym, zmieniając realia (treść przekładu będzie się wtedy znacząco różnić od oryginału).

alexie
07-11-2011, 12:13
Myślę, że Polacy coraz częściej doceniają i dostrzegają pracę tłumaczy. Często zanim czytelnik sięgnie po jakąś książkę, zwraca uwagę na autora przekładu. U mnie w szkole podstawowej i liceum nauczyciele polskiego podkreślali, czyje tłumaczenie czytać, jeśli chodziło o lektury. Wtedy tego nie rozumiałam, bo sądziłam, że przekład to przekład i że aż tak bardzo nie mogą się różnić. Teraz widzę, że czasami to jakby niebo a ziemia ;) i podczas gdy jeden tłumacz może nam umilić czas, inni mogą nas skutecznie zniechęcić do kontynuacji lektury.

Z drugiej strony masz rację, rzeczywiście, jednak coraz częściej się o tym mówi, jak chociażby w przypadku "Władcy Pierścieni" albo innych kultowych książek, gdzie np. ludzie polecając powieść od razu dodają "ale w tłumaczeniu tego i tego...". Najlepiej jest, kiedy mamy na rynku kilka wersji jednego utworu, wtedy każdy może sam wyrobić sobie zdanie na temat tłumaczenia. I chyba też nie do końca jest tak, że to subiektywna kwestia, bo jednak zdarza się, że jakieś tłumaczenie jest "gremialnie" uznawane za dobre, a inne za złe; być może chodzi tu o intuicję językową czy po prostu o tzw. lekkie pióro, które większość ludzi jednak odczuwa podobnie.

alexie
07-11-2011, 12:18
A propos pytania, które się jakoś po drodze zagubiło, dotyczącego tego nieszczęsnego "glimpse"; ja zatytułowałabym ten wiersz np. "A vision". Co prawda nie oznacza to spojrzenia dosłownie, ale można by potraktować to, o czym autor mówi w wierszu jako taką właśnie "wizję" , "widzenie" na jawie. Poza tym, myślę, że w tym tłumaczeniu gubi się takie "staccato" Baczyńskiego "a drugi z nas, a trzeci z nas" itd. Pomyślcie, jak dziwnie brzmiałby ten wiersz, gdyby był napisany tak, jak w tym tłumaczeniu: "podczas gdy drugi z nas...". Mnie się to jakoś nie widzi. Gubi się cała dynamika i zaczyna to przypominać zwykłą wypowiedź.

alexie
07-11-2011, 14:35
http://lyricstranslate.com/en/dzien-dobry-kocham-cie-good-morning-i-love-you.html

Tutaj ktoś podjął próbę przetłumaczenia tych słów "nie-do-powiedzenia". Tłumacz wybrał wariant dosłowny, choć w sumie nie do końca, bo jednak słowa nie do powiedzenia to nie to samo co "słowa, które nie nadają się do tego, żeby je głośno powiedzieć", jak wynika z tłumaczenia. Może najlepiej byłoby w tłumaczeniu połączyć to w całość i zrobić coś w stylu " słowa nie do powiedzenia, niedopowiedzenia". Wtedy słuchający piosenki w oryginale wiedziałby, że jakaś zabawa językiem polskim ma tu miejsce.

annajustyna22
07-11-2011, 14:38
Z drugiej strony masz rację, rzeczywiście, jednak coraz częściej się o tym mówi, jak chociażby w przypadku "Władcy Pierścieni" albo innych kultowych książek, gdzie np. ludzie polecając powieść od razu dodają "ale w tłumaczeniu tego i tego...". Najlepiej jest, kiedy mamy na rynku kilka wersji jednego utworu, wtedy każdy może sam wyrobić sobie zdanie na temat tłumaczenia. I chyba też nie do końca jest tak, że to subiektywna kwestia, bo jednak zdarza się, że jakieś tłumaczenie jest "gremialnie" uznawane za dobre, a inne za złe; być może chodzi tu o intuicję językową czy po prostu o tzw. lekkie pióro, które większość ludzi jednak odczuwa podobnie.

Myślę, że kwestia jakości tłumaczenia dzieła literackiego ma dla niektórch tak duże znaczenie, że idą bardziej w kierunku rozwijania umiejętności językowych tak, aby móc czytać dzieła w oryginale. Głównie dotyczy to czytelników pisarzy anglojęzycznych, moim zdaniem. Sama wolę czytać książki po niemiecku niż ich tłumaczenia, choć zdarzało mi się porównywać oryginał z tłumaczeniem,jednak zawsze w pewnych fragmnetach, bo skupienie sie na całości byłoby troche utrudniająca odbiór.

http://lyricstranslate.com/en/dzien-dobry-kocham-cie-good-morning-i-love-you.html

Tutaj ktoś podjął próbę przetłumaczenia tych słów "nie-do-powiedzenia". Tłumacz wybrał wariant dosłowny, choć w sumie nie do końca, bo jednak słowa nie do powiedzenia to nie to samo co "słowa, które nie nadają się do tego, żeby je głośno powiedzieć", jak wynika z tłumaczenia. Może najlepiej byłoby w tłumaczeniu połączyć to w całość i zrobić coś w stylu " słowa nie do powiedzenia, niedopowiedzenia". Wtedy słuchający piosenki w oryginale wiedziałby, że jakaś zabawa językiem polskim ma tu miejsce.

Jak fajnie, że pojawiło się tłumaczenie tej piosenki. Niestety nie znalazłam wersji niemieckiej a o tej chętnie bym podyskutowała. Może komuś się udało?

Rita.Baranska
07-11-2011, 14:45
Zastanawia mnie dlaczego jednych uwazamy za "dobrych" innych za "złych" czy tez "nie tak dobrych". I tym "dobrym" i tym "nie tak dobrym" zleca sie tlumaczenia, choc jak napisala alexie sa przeciez tacy tłumacze, ktorych tlumaczenia czytac sie wspaniale. Odbior niestety zawsze bedzie subiektywny. A moze tak nie powinno byc? Roze tlumaczenia roznych osob pokazuja, ze jednak jest zapotrzebowanie na rozne wersje.

alexie
07-11-2011, 14:51
Myślę, że tu okazuje się, że nie ma to jak bliskość kulturowa języków; nie wiem jak byłoby w niemieckim, ale myślę, że po rosyjsku byłoby znacznie łatwiej przetłumaczyć tę piosenkę: "слова не до сказания, недосказанности", choć to pierwsze to raczej polonizm:)

annajustyna22
07-11-2011, 15:36
Zgadzam się w zupełności z natalią87 i Joasią, iż tłumacz bierze na siebie odpowiedzialne zadanie rozpowszechnienia danego dzieła w określonym kraju (ach). Stąd autor, np. zlecając tłumaczenie własnej twórczości (oczywiście jeśli jeszcze jest wśród żywych) z pewnością musi dokonać trafnego wyboru tłumacza, od którego często zależy sukces całego przedsięwzięcia . Rzeczywiście może powinna istnieć Nagroda Nobla za tłumaczenie poezji, które, jak zauważyła już większość poprzedników, jest swoistą sztuką i umiejętnością. Według mnie tłumaczowi jest dużo łatwiej tłumaczyć wiersze wówczas, gdy sam również posiada odpowiednie predyspozycje i tworzy.
A propos przekazu autora (jak wspomniała natalia87) to słynne, szkolne pytanie „Co autor miał na myśli?” jeszcze do dnia dzisiejszego wywołuje u mnie dreszcze. Nigdy do końca nie wiemy, co autor miał na myśli i nie istnieje jedna, ustalona i właściwa interpretacja. Każdy odbiera dany utwór na swój sposób i interpretacja autora, tłumacza, czy kolejnego czytelnika może być diametralnie różna.

Myślę, że przy tłumaczeniu dzieł literackich a w szczególności poezji umięjętności literackie tlumacza mogą ułatwiać proces przekładu. Jeśli ktoś sam tworzy, choćby amatorsko to moim zdaniem łatwiej przychodzi mu interpretacja dzieła czy wiersza a to już duże ułatwienie w oddaniu jego przesłania za pomocą słów w języku docelowym.

Zapewne współpraca autora z tłumaczem znacząco może wpłynąć na wiarygodność przekazu wiersza.[...]. Jeśli zna się autora, środowisko, w którym żyje dużo łatwiej jest odnaleźć sens tego, co pisze.

Myślę, że dzięki temu tłumacz oszczędza sobie czasu na szukanie kwestii autobiograficznych, kontekstu historycznego czy społecznego,co niewatpliwie ma znaczenie przy odbiorze wiersza bądź innego tesktu literackiego.

Joasia:)
07-11-2011, 23:21
Myślę, że kwestia jakości tłumaczenia dzieła literackiego ma dla niektórch tak duże znaczenie, że idą bardziej w kierunku rozwijania umiejętności językowych tak, aby móc czytać dzieła w oryginale. Głównie dotyczy to czytelników pisarzy anglojęzycznych, moim zdaniem. Sama wolę czytać książki po niemiecku niż ich tłumaczenia, choć zdarzało mi się porównywać oryginał z tłumaczeniem,jednak zawsze w pewnych fragmnetach, bo skupienie sie na całości byłoby troche utrudniająca odbiór.

Sama również lubuję się w czytaniu oryginałów;) Swego czasu w drodze na wakacje odsłuchiwałam audiobooka 'Zakupoholiczki' w wersji angielskiej, która rozbawiała swoim humorem do łez. Potem na wakacjach udało mi się kupić książkę tylko że w polskiej wersji i niestety czytając te same fragmenty, które wcześniej odsłuchiwałam po ang. nie bawiły mnie, nie miały w sobie tego humoru, gry słów, które miał oryginał.

adam.l
07-13-2011, 08:56
Sama również lubuję się w czytaniu oryginałów Swego czasu w drodze na wakacje odsłuchiwałam audiobooka 'Zakupoholiczki' w wersji angielskiej, która rozbawiała swoim humorem do łez. Potem na wakacjach udało mi się kupić książkę tylko że w polskiej wersji i niestety czytając te same fragmenty, które wcześniej odsłuchiwałam po ang. nie bawiły mnie, nie miały w sobie tego humoru, gry słów, które miał oryginał.

I w przypadku niektórych tłumaczeń niezależnie od jakości tłumaczenia to się nie zmieni. Po prostu niektóre gry słów spełniają swoją funkcję jedynie w języku oryginału i nic tego nie zmieni. Jeśli chcemy mieć pełen obraz danego utworu pozostaje jedynie nauka języka.

ania6061
07-15-2011, 21:20
Już tak wiele zostało powiedziane.
Ze swojej strony mogę napisać, iż biję pokłony przed osobami podejmującymi się tłumaczenia wiersza.

Moje podejście wynika najprawdopodobniej ze złych wspomnień z wątkiem już wcześniej podjętym: "co autor miał na myśli?". Zagadnienie to zawsze było dla mnie temat niemożliwy do odgadnięcia. Teraz z perspektywy czasu i waszych wypowiedzi zastanawiam się czy rzeczywiście aż tak bardzo się myliłam. Oczywiście klucz odpowiedzi bardzo ogranicza swobodne interpretacje, ale czy możliwe jest błędne odczytanie wiersza? Tutaj powtórzę pytanie: czy sam autor zawsze wiedział co miał na myśli?
Czy nie ważniejsze jest indywidualne podejście i interpretacja?

Bardzo trafiła do mnie wypowiedź koleżanki:
Wracamy w ten sposób do teorii, która mówi, że literatura (a zwłaszcza poezja) są nieprzetłumaczalne, ale z drugiej strony praktyka tłumaczeniowa od wieków temu zaprzecza (nie znalibyśmy Homera!) Bez wątpienia w innym języku powstanie inny tekst, jednak powtórzę za E. Balcerzanem, że "tłumaczenie jest pokonywaniem nieprzekładalności".

adam.l
07-16-2011, 09:11
Z pewnością zależy to właśnie od samego autora. Niektórzy mogą pozostawić taką swobodę interpretacji odbiorcom, podczas gdy inni starają się raczej o konkretny przekaz. Dlatego tak jak wspominałem wcześniej, bez konsultacji z autorem może być ciężko.

ania6061
07-17-2011, 02:08
Sama również lubuję się w czytaniu oryginałów;) Swego czasu w drodze na wakacje odsłuchiwałam audiobooka 'Zakupoholiczki' w wersji angielskiej, która rozbawiała swoim humorem do łez. Potem na wakacjach udało mi się kupić książkę tylko że w polskiej wersji i niestety czytając te same fragmenty, które wcześniej odsłuchiwałam po ang. nie bawiły mnie, nie miały w sobie tego humoru, gry słów, które miał oryginał.

Również bardzo lubię poznawać oryginały - nawet jeśli przeczytałam już tłumaczenie. Wówczas nawet chętniej sięgam po anglojęzyczną wersję. Ciekawie porównuje się tekst (razem z przekładem tytułu) oraz zauważa grę słów, którą nie zawsze da się odtworzyć.

Kell-Raa
07-22-2011, 12:37
Moim zdaniem z tłumaczeniem utworu jest taki sam problem jak z jego ekranizacją. W jednym i w drugim przypadku mamy możliwość zapoznania się z utworem, ale żeby w pełni docenić jego wszystkie aspekty, trzeba przeczytać dany utwór w oryginale.

a_g_a
07-22-2011, 12:45
Zapewne współpraca autora z tłumaczem znacząco może wpłynąć na wiarygodność przekazu wiersza. Myślę, że nawet sam kontakt, poznanie autora osobiście lub przyjaźń z nim spowoduje, że przekład będzie pełniejszy i wiarygodniejszy. Jeśli zna się autora, środowisko, w którym żyje dużo łatwiej jest odnaleźć sens tego, co pisze. Sądzę, że wielu tłumaczy nie wyobraża sobie tłumaczenia bez współpracy z autorem.

Niestety, bardzo często taka współpraca tłumacza z autorem jest niemożliwa chociażby dlatego, że ze względu na mentalność sięgamy po czyjeś dzieła, interesujemy się kimś dopiero wtedy, gdy zabraknie go wśród nas. Wówczas tłumacz zdany jest jedynie na siebie i swoje przemyślenia na temat twórczości danej osoby. Na wszelkie pytania rodzące się w jego głowie podczas procesu przekładu tłumacz musi odpowiedzieć sobie sam.

Kell-Raa
07-22-2011, 12:56
Moje podejście wynika najprawdopodobniej ze złych wspomnień z wątkiem już wcześniej podjętym: "co autor miał na myśli?". Zagadnienie to zawsze było dla mnie temat niemożliwy do odgadnięcia. Teraz z perspektywy czasu i waszych wypowiedzi zastanawiam się czy rzeczywiście aż tak bardzo się myliłam. Oczywiście klucz odpowiedzi bardzo ogranicza swobodne interpretacje, ale czy możliwe jest błędne odczytanie wiersza? Tutaj powtórzę pytanie: czy sam autor zawsze wiedział co miał na myśli?
Czy nie ważniejsze jest indywidualne podejście i interpretacja?


W pełni zgadzam się z koleżanką. Cytując mojego profesora od literatury: "Ilu jest czytelników danego utworu, tyle istnieje jego interpretacji". Osobiście w pełni zgadzam się z takim stwierdzeniem, i moim zdaniem aby w pełni zrozumieć wiersz autora powinniśmy czytać go w oryginale. Każde tłumaczenie to kolejna interpretacja kolejnego tłumacza.

Ponadto w przypadku wiersza istnieje jeszcze jeden duży problem, a mianowicie taki, że w wielu utworach oprócz samego tekstu bardzo dużą rolę odgrywa rym i rytmika w nim zawarte. W takich wypadkach niemożliwym jest takie przetłumaczenie wiersza, aby zachować wszystkie 3 elementy. Moim zdaniem wówczas tłumacz powinien w pierwszej kolejności starać się jak najlepiej przetłumaczyć treść utworu.

Pamiętam taki przypadek na studiach: na literaturze omawialiśmy wiersze jakiegoś autora i jedna z osób na roku miała książkę z biblioteki wydaną w taki sposób, że na każdej lewej stronie był tekst oryginału, a na prawej polskie tłumaczenie. Szokiem dla mnie było gdy po przeczytaniu takiego wydania okazało się, że treść prawej strony jest zupełnie różna od tej na stronie lewej. Po prostu tłumacz przyjął, że najważniejsze to przekazanie rymu i rytmiki. Moim zdaniem takie tłumaczenie, jako ciekawostka, może być jedynie dodatkiem do tłumaczenia głównego, w którym według mnie najważniejsze jest aby przekazać treść.

a_g_a
07-22-2011, 13:21
Cytując mojego profesora od literatury: "Ilu jest czytelników danego utworu, tyle istnieje jego interpretacji". Osobiście w pełni zgadzam się z takim stwierdzeniem (...)

Umberto Eco twierdzi, iż w dziedzinie interpretacji tekstów "nie wszystko jest dozwolone". :) Mówi on o czytelniku modelowym, intencji autora oraz intencji dzieła. Polecam lekturę zbioru "Interpretacja i nadinterpretacja" U. Eco, na który składają się wykłady wygłoszone w Cambridge w 1990r. W tym miejscu pozwolę sobie jedynie zacytować fragment z dzieła Eco:

"Interpretowanie tekstu polega zatem na tym, aby tworzyć hipotezy dotyczące znaczenia tekstu, a następnie w oparciu o nie próbować zrozumieć dzieło. Interpretacja (...) niejako pasuje do dzieła. Pozwala zrozumieć całość dzieła i nie stoi w jawnej sprzeczności z żadnym fragmentem. Interpretacja musi zachować wewnętrzną spójność dzięki czemu harmonijnie współgra z dziełem."

Warto wspomnieć, iż Eco rozróżnia także interpretację tekstu i użycie tekstu.

Kell-Raa
07-22-2011, 14:31
Umberto Eco twierdzi, iż w dziedzinie interpretacji tekstów "nie wszystko jest dozwolone". :) Mówi on o czytelniku modelowym, intencji autora oraz intencji dzieła.

Choć zgadzam się w pełni z tym cytatem, to niestety, co podkreśla sam autor, jest to tylko twierdzenie. Rzeczywiście, jeśli utwór trafi na modelowego czytelnika, wówczas można mówić o idealnym odczycie intencji autora i utworu. Jednak modelowy czytelnik (o ile w ogóle istnieje, gdyż jest to tylko twierdzenie) to tylko ułamek wszystkich odbiorców utworu. Tutaj znów powracamy do twierdzenia:
"Ilu jest czytelników danego utworu, tyle istnieje jego interpretacji".

Tutaj mogę podać prosty przykład z mojego doświadczenia:
Książka braci Strugackich pod tytułem "Przenicowany świat".
Rozmawiałem kiedyś z kolegą z roku (wówczas 24 lata), miłośnikiem fantastyki, który uważał, że intencją autorów i utworu było pokazanie możliwej drogi w rozwoju ludzkości, oraz niebezpieczeństw z tym związanych, łącznie z ustrojem totalitarnym.
Jakieś 2 lata później dowiedziałem się od miłośnika fantastyki (pana w wieku ok. 50 lat), iż intencją autora i utworu była walka z systemem totalitarnym w ówczesnym świecie w tym w Rosji.

a_g_a
07-22-2011, 15:22
Oczywiście, jest to tylko założenie, pewna ścieżka, którą może pójść badacz badając literaturę. Sam Eco również mówi o możliwości nieskończonego interpretowania dzieła literackiego. Podkreśla jednak, iż niektóre interpretacje są bardzo mocno naciągane czy wręcz paranoidalne.

Jeżeli chodzi o odmienny odbiór tego samego dzieła przez różne osoby jak najbardziej się z tym zgadzam. Każdy człowiek posiada inną wrażliwość, inny bagaż doświadczeń, inną wiedzę a wszystko to ma niewątpliwie wpływ na to, jak odbieramy dzieło sztuki. Co więcej, uważam, iż percepcja dzieła literackiego, z którym czytelnik zetknął się dwukrotnie w pewnym odstępie czasu będzie inna. Inaczej rozumiemy utwór np. liryczny w wieku 18 lat, inaczej w wieku 38. Może inaczej to mocno powiedziane, niemniej jednak na pewno dostrzegamy nowe detale, które przy pierwszej lekturze były dla nas niewidoczne lub zamglone, pewne rysy nabiorą wyraźnego konturu. Pięknie opisuje te wydarzenia (spotkanie z dziełem literackim to wydarzenie!) Sergiusz Bułhakow w opowiadaniu "Dwa spotkania" ("Две встречи").

ania6061
07-23-2011, 14:43
Pamiętam taki przypadek na studiach: na literaturze omawialiśmy wiersze jakiegoś autora i jedna z osób na roku miała książkę z biblioteki wydaną w taki sposób, że na każdej lewej stronie był tekst oryginału, a na prawej polskie tłumaczenie. Szokiem dla mnie było gdy po przeczytaniu takiego wydania okazało się, że treść prawej strony jest zupełnie różna od tej na stronie lewej. Po prostu tłumacz przyjął, że najważniejsze to przekazanie rymu i rytmiki. Moim zdaniem takie tłumaczenie, jako ciekawostka, może być jedynie dodatkiem do tłumaczenia głównego, w którym według mnie najważniejsze jest aby przekazać treść.

Zgadzam się z powyższym. Próba utrzymania za wszelką cenę rytmu i rytmiki może prowadzić do całkowitej zmiany treści i przekazu wiersza, a tekst może stać się banalny lub też monotonny.

a_g_a
07-23-2011, 15:05
Przekazanie wszystkich elementów wiersza, tj. jego treści (sensu), rytmiki, układu rymów, stopy metrycznej itd. jest moim zdaniem niewykonalne w przekładzie. Tłumacz musi wybrać, które elementy są dla niego najważniejsze i na oddaniu których chce się skupić. Dlatego nie można mówić o przekładzie, który oddaje rymy, rytm wiersza a nie oddaje sensu poszczególnych fragmentów iż jest to przekład zły. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie "co jest dla mnie najważniejsze w wierszu i co chcę przekazać". Większość tłumaczy skupia się jednak na przekazaniu sensu, elementy rytmicznej organizacji wiersza pozostawiając na uboczu.

Jednak, jak wspomniano już wcześniej, niewielu czytelników sięga do oryginału wiersza i porównuje go z przekładem. Stąd też osoba nie znająca języka oryginału nie może w pełni powiedzieć, iż przeczytała wiersz np. Schillera. Jedynie może powiedzieć, iż zapoznała się z interpretacją tłumacza.

katarzynaszypka
07-23-2011, 15:22
Witam.
Moim zdaniem oddanie w 100% przekazu orginałó w tłumaczeniu wiersza nie jest możliwe także dlatego, że samo rozumienie poezjii jest czymś bardzo subiektywnym. Ile osób czytających, dany wiersz, tyle jego interpretacji. Tłumacz jako współautor musi przedewszystkim zrozumieć tekst. Wczuć się w niego i ocenić, które treści, myśli, emocje są w nim najistotniejsze. Nie może, więc zupełnie pozbyć się własnych odczuć, jakie w nim samym, wzbudza dany wiersz.

Jak fajnie, że pojawiło się tłumaczenie tej piosenki. Niestety nie znalazłam wersji niemieckiej a o tej chętnie bym podyskutowała. Może komuś się udało?

Ja też chętnie podyskutowała bym o niemieckiej wersji tej piosenki, gdyby istniała. Nie znam jej, ale czytając tekst orginał, zastanawiałam się, jak wybrnąć z tych niedopowiedzeń. Myślę, że dobrze było by zamiast tego zastosować jakąś niemiecką grę słów w innym miejscu. Taki, może nie najleprzy pomysł. Np "Worte, die Mann, die man nicht sagen kann."

W pełni zgadzam się z koleżanką. Cytując mojego profesora od literatury: "Ilu jest czytelników danego utworu, tyle istnieje jego interpretacji". Osobiście w pełni zgadzam się z takim stwierdzeniem, i moim zdaniem aby w pełni zrozumieć wiersz autora powinniśmy czytać go w oryginale. Każde tłumaczenie to kolejna interpretacja kolejnego tłumacza.

Ponadto w przypadku wiersza istnieje jeszcze jeden duży problem, a mianowicie taki, że w wielu utworach oprócz samego tekstu bardzo dużą rolę odgrywa rym i rytmika w nim zawarte. W takich wypadkach niemożliwym jest takie przetłumaczenie wiersza, aby zachować wszystkie 3 elementy. Moim zdaniem wówczas tłumacz powinien w pierwszej kolejności starać się jak najlepiej przetłumaczyć treść utworu.

Pamiętam taki przypadek na studiach: na literaturze omawialiśmy wiersze jakiegoś autora i jedna z osób na roku miała książkę z biblioteki wydaną w taki sposób, że na każdej lewej stronie był tekst oryginału, a na prawej polskie tłumaczenie. Szokiem dla mnie było gdy po przeczytaniu takiego wydania okazało się, że treść prawej strony jest zupełnie różna od tej na stronie lewej. Po prostu tłumacz przyjął, że najważniejsze to przekazanie rymu i rytmiki. Moim zdaniem takie tłumaczenie, jako ciekawostka, może być jedynie dodatkiem do tłumaczenia głównego, w którym według mnie najważniejsze jest aby przekazać treść.

Niedokońca się zgadzam, że najważniejsza jest treść. To zależy. Są autorzy, piszący wiersze, których celem jest zabawa słowem i rymem.

a_g_a
07-23-2011, 16:48
Niedokońca się zgadzam, że najważniejsza jest treść. To zależy. Są autorzy, piszący wiersze, których celem jest zabawa słowem i rymem.

Dokładnie. Wystarczy wspomnieć chociażby twórczość futurystów. Doskonały przykład stanowi wiersz W. Chlebnikowa "Залятие смехом" - jest to zabawa brzmieniem słów, bliskim sąsiedztwem określonych grup spółgłosek. Przekazanie takiej zabawy słowem w innym języku jest niezmiernie trudne.

Oto link do tegoż wiersza: http://www.litera.ru/stixiya/authors/xlebnikov/o-rassmejtes-smexachi.html

ania6061
07-23-2011, 20:33
Oczywiście są wiersze, w których to właśnie rym czy zabawa słowem jest ważna ale są i takie, w których przekaz jest ważniejszy. Trzeba wyczuć co autor miał na myśli i znaleźć złoty środek;)

katarzynaszypka
07-24-2011, 16:56
Zgadzam się. Właśnie w gestji tłumacza leży decyzja, co jest ważniejsze.Nie twierdzę, że treść jest nieważna wogóle. Na szczęście dla tłómaczy, w większości dzieł jest ważniejsza. W poezji współczesnej corazbardziej odchodzi się od klasycznych rymów na korzyść wiersza białego i rozbudowanej symboliki.

nozickbuble
07-24-2011, 17:08
[QUOTE=katarzynaszypka;43671 W poezji współczesnej corazbardziej odchodzi się od klasycznych rymów na korzyść wiersza białego i rozbudowanej symboliki.[/QUOTE]

Śledzę dyskusję jakiś czas i brakowało mi tutaj wzmianki o najnowszych trendach w poezji - poezja cybernetyczna, poezja lingwistyczna to wyzwanie dla tłumacza równie wielkie jak Białoszewski.

Dla przykładu Wiersz Joanny Mueller

lanugo

być sobie dwojgiem
najbliżej w sobie najgłębiej nieznane
istnienie dużego ryzyka przeważająca mniejszości
uparta nacjo narodzie sprzed narodzin
niepospolite poruszenie niepodległe eksterminacjom
tworzą się rzeźbią linie papilarne
twarz ledwie muśnięta w okienku transferowym
oczy = bakterie uczulone na światło
znużone nóżęta w lunecie tunelu
na równi pochyłej ponad płaszczyzną łamania
podnosi się dno tej historii
panoszą się msze wcielenia
omszała zbroja którą porastasz
w złączce osmozy odbitko stykowa
ułóż się jeszcze wnikliwiej wraź w powięź
jak manat w mroźnej fali jak delfin w ultradźwięku
pławię się otorbiam uziemiam w leżeniu
kolejny tydzień chodzę w tej miłości
w jeziorze łzowym tętni obawiaczek
rytm traumi refrenem echem wymilczanki
klęsko urodzaju nie opłać mi się stratą
okiełznaj zagrożenia wpisz w księgę rodzaju
nie być jak kocia matka gdy niepokojona
potrafi zanosić kocięta na śmierć
ani jak obietnica która cię zawodzi

wciel się za nami
taki traf mi się

Wiersz w oryginalnej formie tutaj:

http://www.dwutygodnik.com/artykul/1255-wiersz.html

Jak więc pogodzić w tłumaczeniu formę, dekonstrukcyjne chwyty z treścią wiersza?

Kell-Raa
07-24-2011, 21:38
Niedokońca się zgadzam, że najważniejsza jest treść. To zależy. Są autorzy, piszący wiersze, których celem jest zabawa słowem i rymem.

Zawsze istnieją jakieś odstępstwa od reguły. Jednak... Nie jestem znawcą tematu, ale czy istnieją wiersze, w których jest tylko rym i/lub rytm, a słowa nic nie znaczą?



Jak więc pogodzić w tłumaczeniu formę, dekonstrukcyjne chwyty z treścią wiersza?

Moim zdaniem często jest to po prostu niemożliwe.

Z poezją jest tak samo jak z matematyką. Jedno i drugie ma swój oryginalny, specyficzny język. Poezja używa rymu, rytmu oraz gry słowem i znaczeniami. Matematyka liczb i wykresów. W jednym i w drugim przypadku często nie można przetłumaczyć i wytłumaczyć znaczenia oryginału w drugim języku, i jedyną drogą do poznania/zrozumienia jest sam oryginał.