PDA

View Full Version : Tłumaczenia w kreskówkach, bajkach i filmach animowanych


x_Jiro_x
05-23-2011, 15:44
Od dawna ciekawiła mnie kwestia polskich tłumaczeń kreskówek dla dzieci. Nie chodzi o te pełnometrażowe, które można zobaczyć w kinach, ale o te odcinkowe w TV. Od niedawna widać poprawę, ale jeszcze kilka lat temu błędy były nagminne i wręcz tragiczne. Za przykład podam tłumaczenie słowa 'slam' jako 'szlam' czy 'dragon piper' jako 'pieprzowy smok'. Mam pytanie do osób, które bardziej siedzą w tym temacie: Czemu tłumacze dosyć często nie przykładają się zbytnio do tego typu pracy? Skąd biorą się takie błędy (i tacy tłumacze)?

nataje
05-23-2011, 19:49
Może wiąże się to w jakiś sposób z typem odbiorców tych kreskówek. Tak owy tłumacz zakłada, że dzieci nie są zbyt wymagającymi odbiorcami?! I uwierzą we wszystko, zwłaszcza, że pewnie żadne z nich nie sprawdzi oryginału ? Poza tym może też pewien brak kreatywności u tłumacza, wiąże się z brakiem wymyślnych odpowiedników. Wydaje mi się także, że tłumaczenie kreskówek jest po prostu traktowane z przymrużeniem oka.

Samisa
05-23-2011, 20:45
Myślę,iż po prostu tłumacze idą na łatwiznę i nie chcą się wysilać. Kreskówki w oryginale mogą ociekać żargonem i slangiem, jednak czy powinniśmy karmić podobnym ( przetłumaczonym) słownictwem najmłodszych? Czy nie demoralizujemy ich w ten sposób? Słowo słowu nierówne,to co w jednym języku jest normalne w innym uchodzi za przekleństwo lub określenie obraźliwe i vice versa.

nensha
05-23-2011, 21:49
Ja pamiętam, że za dawnych, dobrych czasów, gdy byłam małym, niewinnym dziewczęciem, oglądałam "Czarodziejkę z Księżyca"... i tam były takie kwiatki, gdy czarodziejki atakowały, jak "mydło, powidło" w miejscu "shabon spray" albo "groch, fasola" z oryginalnego "crescent beam", bo tłumaczce pomyliło się "bean" z "beam" :)
Ulepszone wersje tych ataków brzmiały odpowiednio: "mydło, powidło, lód" - "shabon spray freezing" oraz "groch, fasola, silna wola" - "crescent beam shower". Szukając tych dziwności, odkryłam, że stały się tak sławne, że nawet na polskiej wikipedii utworzono stronę: http://pl.wikipedia.org/wiki/Polska_wersja_Czarodziejki_z_Ksi%C4%99%C5%BCyca

Dramat :)

Kajutka
05-23-2011, 23:42
W jaki sposób powinno się tłumaczyc bajki dla dzieci? Zmieniac imiona bohaterów? Czy w dobie globalizacji adaptacja do polskich realiów ma sens?

Olalla
07-04-2011, 23:39
Uważam, że tłumaczenie imion bohaterów jak najbardziej ma sens. Dzieci to wyjątkowa grupa czytelników, w związku z czym tłumaczenie bajek nie jest pracą lekką, zwłaszcza dla osób, które nie potrafią się w odpowiedni sposób uwrażliwić i wczuć w świadomość małego dziecka. Podczas tłumaczenia bajki należy spróbować spojrzeć na świat oczami dziecka. Imiona bohaterów i nazwy miejsc nie mogą brzmieć obco i muszą być łatwe do zapamiętania. Wskazane zdrobnienia, jakich pełno w języku kilkulatków :)

meg.dom
07-04-2011, 23:47
Wydaje mi się, że podczas pracy przy tak znanych bajkach jak np. "Shrek" zmienianie imion bohaterów pomniejszyłoby jej wartość. Nie wyobrażam sobie aby Fiona w polskiej wersji nazywała się Marysią, to nasze tradycyjne imię nie pasowałoby do całej amerykańskiej otoczki. Co więcej, nie widzę takiej potrzeby jeśli mamy do czynienia z popularnymi imionami, znanymi z produkcji amerykańskich, niemieckich czy też francuskich. Dzieci są do nich przyzwyczajone i są w stanie je wyartykułować . Polemizowałabym jednak nad postaciami bajkowymi krajów azjatyckich. Co o tym sądzicie?

ilona070
07-05-2011, 10:54
Witam,

mnie również wydaje się, że nie należy zmieniać imion bohaterów bajek, gdyż psuje to pierwotny przekaz autora. Imiona bohaterów powinny mieć raczej międzynarodowy wydźwięk. Oczywiście, w przypadku bajek w skomplikowanym języku, zgodzę się z poprzednikiem, iż można uprościć imiona, ponieważ dzieci czasem nawet nie są w stanie wypowiedzieć bądź zapamiętać danego imienia, więc jak mają się potem wypowiedzieć o bohaterach, czy opisać daną bajkę? Opisowo, na podstawie wyglądu?? Zdecydowanie nie.

meg.dom
07-05-2011, 11:49
Patrząc jednak na imiona/nazwy własne, których użycie w języku polskim nie miałoby żadnego przekazu dla dzieci np. postacie z bajki "Iniemamocni"/ "The Incredibles" niepoprawnym zabiegiem byłoby nie dostosowanie tych imion do naszych realiów. Wiąże się to jednak z faktem, iż imiona te nadane zostały postaciom jako odzwierciedlenie ich nadprzyrodzonych zdolności i dlatego w polskim tłumaczeniu mamy "Elastynę" zamiast "Elastgirl" czy "Mrożona" w miejsce "Frozone".

KaHa
07-05-2011, 12:00
Zgadzam się. Zresztą w dzisiejszych czasach nie przeskoczymy pewnych tendencji, jak na przykład wszechobecny angielski. Dzieciaki już od początku oswajają się z tym językiem, choćby używając imion swoich ulubionych bajkowych bohaterów, które brzmią tak samo na całym świecie. I wydaje mi się, że ten międzynarodowy wydźwięk, o którym wspomniała ilona070, jest jednak zachowywany przez autorów bajek. Imiona nadawane bohaterom są prosto brzmiące i łatwe do zapamiętania. Nie ma więc chyba konieczności tłumaczenia ich "na siłę".

KaHa
07-05-2011, 12:03
Moja odpowiedź dotyczyła wcześniejszych wypowiedzi, a Twoja uwaga, meg.dom, jest jak najbardziej słuszna. Jak zwykle kluczem przy tłumaczeniu powinien być zdrowy rozsądek :):

Olalla
07-05-2011, 12:18
Oczywiście, zgadzam się z Wami, że w przypadku imion "gotowych" jak Fiona czy Pinokio nie należy nic zmieniać, by nie tracić ich wydźwięku. Imiona obce, ale w miarę krótkie i łatwe do zapamiętania to dla dziecka nie problem. Mówiąc o konieczności tłumaczenia imion miałam na myśli te trudne i nic nie znaczące dla dzieci jak chociażby Winnie-the-Pooh, nasz polski Kubuś Puchatek niesie ze sobą o wiele większy sens dla małych czytelników w Polsce :)

DanW
07-05-2011, 12:50
Moim zdaniem w przypadku filmowych tworów bajkowych stricte dla dzieci tłumaczenie imion ma sens, szczególnie tych brzmiących wybitnie obcojęzycznie z uwagi na to, że świat bajek nie jest zamknięty tylko dla maluchów, a lubią one też dzielić się swoimi wrażeniami z dorosłymi. Wiadomo jednak, że nie każdy dorosły będzie w stanie wyartykułować dane imię (tudzież pseudonim) chcąc jednak nawiązać konwersację z młokosem, a czasami wiele osób ma na to po prostu ochotę. Prosta sytuacja - wnuczek do babci: "Babciu babciu! A wczoraj Spider-Man uratował swoją ciocię!" , na co babcia "A co takiego ten 'spajdermen'". Miło byłoby uświadomić dziecku istnienie polskiego odpowiednika danej osoby, nawet jeżeli zalecałoby się pozostawienie formy oryginalnej dla zachowania wydźwięku, realiów danego kraju itp.

DanW
07-05-2011, 13:18
Ostatnio miałem też okazję pobieżnie spojrzeć sobie na bajkę "Gnomeo i Julia" (org. "Gnomeo and Juliet") i tam zauważyłem jeden z przykładów dostosowania tłumaczenia do oczekiwań młodego odbiorcy z jednoczesnym zachowaniem znaczenia, które sprawi, że dorosła osoba będzie wiedziała do czego się to odnosi. Chodzi tu mianowicie o Panią Montecką i Pana Kapuleckiego. Z uwagi na to, że bajka jest niejako adaptacją szekspirowskiego dzieła, to nazwy kluczowych rodów powinny mieć swoje odbicie. A tutaj przybliżono je dzieciom na tyle, że mogą to swobodnie zapamiętać, a w miarę upływu czasu bez problemu przejdą na Capuletich i Montecchi, gdy już przyjdzie im się zmierzyć z oryginalną twórczością Szekspira. Jednocześnie taka forma w niczym nie przeszkadza osobie dorosłej, a zatem jeżeli mamy tłumaczenie bajki i imion to lokalizacja naprawdę obco brzmiących przykładów (szczególnie dla dzieci) byłaby jak najbardziej wskazana.

meg.dom
07-05-2011, 14:25
Wyobraźmy sobie, że mamy odwrotną sytuację i tłumaczymy polską bajkę na dowolny język obcy. Czy w takim wypadku bezwzględnie należałoby zmieniać imiona bohaterów aby były lepiej odbierane przez dzieci?

listopadowa
07-05-2011, 14:27
Problem dotyczący tego, czy imiona bohaterów bajek będą zrozumiałe dla dorosłych, wydaje się być mało istotnym w tego typu tłumaczeniach. Jeśli dziecko z łatwością przyswoi pewne nazwy własne, wsytępujące w bajkach, to w większości przypadków osoba dorosła również nie będzie mieć z tym problemów. Istotą tłumaczenia bajek powinna być umiejętność spojrzenia na magiczną rzeczywistość oczami dziecka, co jest specyficznym i często niełatwym zadaniem. Moim zdaniem, podczas tłumaczenia imion bohaterów powinien zostać uwzględniony wiek małego odbiorcy, tj. dla tych najmłodszych warto by zastosować urodzimienie nazw własnych, natomiast dla tych nieco starszych - można pokusić się o pozostawienie oryginału lub formy do niego zbliżonej, pod warunkiem, że nie jest to, jak już wcześniej wspomniano, zawiła lub trudna w wymowie nazwa własna.

DanW
07-05-2011, 14:39
Odnośnie sugestii meg.dom - Może nie 'bezwględnie', ale są przykłady bohaterów, które dla naszych dzieci są całkowicie zrozumiałe, a niestety bez udomowienia na język obcy stanowiłyby problem dla malców z innych krajów. Chodzi tu np. o Misia Uszatka. Imię bierze się oczywiście z charakterystycznie oklapniętego ucha, więc żeby dziecko z innego kraju mogło utożsamić ten fakt z imieniem bohatera możnaby pokusić się o przekład bardziej zrozumiały w języku docelowym. Takie luźne tłumaczenie na angielski brzmiałoby np. Teddy Floppy-Ear, co od razu byłoby nieco lepszym rozwiązaniem dla odbiorców anglojęzycznych. A zatem tak - jestem jak najbardziej ZA tłumaczeniem na język obcy, tym bardziej że język polski nie jest językiem globalnym i wszechobecnym w kulturze bajek.

ania1986
07-05-2011, 14:46
A co z tłumaczeniem filmów dla dzieci? Jak myślicie co tłumacz powinien wziąć pod uwagę? Czy takie tachniki jak np. gra słów mogą sprawdzić się w takiej grupie wiekowej? Czekam na Wasze pomysły! :)

Olalla
07-05-2011, 14:48
No właśnie, język polski nie jest językiem globalnym. Język angielski nim jest, ale i tak jeśli chodzi o najmłodszych odbiorców należy robić tłumaczenia imion bohaterów bajek. Myślę, że to, iż żyjemy w erze globalizacji nie ma tu większego znaczenia.

pasikonik
07-05-2011, 14:57
Uważam, że imiona bohaterów należy za każdym razem rozważyć pod względami, o których pisaliście (stopień "trudności" danego imienia, to, czy dziecku imię bohatera mówi coś o jego cechach - "The Incredibles"), nie ma w tej kwestii sztywnej zasady. Miś Uszatek nieprzetłumaczony tylko dla Polaków ma sens. Z drugiej strony, gdy weźmiemy pod uwagę obecnie już kultowe postaci komiksowe i bajkowe, jak np. wspomniany Spiderman - czy zastąpienie go "Człowiekiem- pająkiem" ma sens? Wydaje mi się, że dla dzieci, nawet jeśli nie znają znaczenia imienia superbohatera, to obce brzmienie dodaje niesamowitości, tajemniczości i egzotyki.

DanW
07-05-2011, 15:14
Prawda, kwestia globalizacji danego imienia/pseudonimu ma teraz duże znaczenie. I fakt, Spidermana się już nie tłumaczy, po tym jak stał się tak rozpoznawalny i 'znajomy' jakim jest teraz. To już nie czasy gdy na rynek polski wchodziły pierwsze komiksy przedstawiające amerykańskich superbohaterów obdarzonych rozmaitymi mocami i wtedy można było faktycznie zauważyć udomowione, polskie odpowiedniki niektórych postaci. Tu się zgadzam.

Olalla
07-05-2011, 15:56
Zgadzam się! :) Pewne imiona i nazwy miejsc są "nieprzetłumaczalne", gdyby je przełożyć brzmiałyby dziwnie lub śmiesznie. I tak np. wspomniany Spiderman nie kwalifikuje się do żadnej próby tłumaczenia, dzieci wiedzą, że to człowiek- pająk, ale to wystarczy :D

meg.dom
07-05-2011, 17:07
Prawdę mówiąc nie zaliczyłabym Spiderman'a do typowej postaci z bajki dla dzieci ponieważ to postać z komiksu, która następnie znalazła swoje odzwierciedlenie w adaptacjach filmowych. Człowiek-pająk walczy z innymi monstrami, w tej historii pełno postaci i zdarzeń nieodpowiednich dla małych dzieci, strasznych, skutkujących nocnymi koszmarami. Odbiorcami bajki/filmu powinny być dzieci starsze, młodzież i reszta populacji pnąca się wiekowo do góry :) ale to taka moja mała dygresja.

listopadowa
07-05-2011, 19:16
Wracając do tłumaczenia bajki polskiej na język obcy, to dobrym pomysłem przy tego typu przedsięwzięciach byłaby współpraca z native speaker'em, np. konsultacje dotyczące wyboru najlepszego odpowiednika imienia bohatera bajki. Nam, Polakom, czasami ciężko jest na tyle dobrze wyczuć specyfikę danego języka, żeby być całkowicie pewnym, że nasz wybór to ten właściwy. Jest to szczególniee trudne zadanie dla początkującego tłumacza. Wtedy zaprzyjaźniony native speaker to prawdziwy skarb!

Apaczonka
07-05-2011, 20:33
Według mnie wszystko zależy od rodzaju imion: są przecież takie, które zawierają w sobie części rzeczowników/przymiotników, według mnie te powinny być tłumaczone, bo mają jakiś SENS. I o ten sens w nich chodzi. Są jednak takie, które oddają klimat, nadają egzotyczności, jak wspomniane wcześniej bajki azjatyckie - wtedy warto je zostawić.

Olga87
07-05-2011, 21:01
Witam,
według mnie tłumaczenie imion własnych jest ważne, jeżeli są to imiona "znaczące". Jak wiemy autorzy przy wyborze imion dla swoich postaci zwracają uwagę na to, aby miały one emocjonalno-ekspresywny charakter, aby imię w pierwszej kolejności scharakteryzowało danego bohatera, określiło jaki ma stosunek sam autor do stworzonej przez siebie postaci. "Imiona znaczące" nie powinny podlegać ani transkrypcji ani transliteracji, tak jak nie spełnią swojej funkcji w przekładzie.

ilona070
07-05-2011, 21:17
Zatem najważniejsze jest samo wyczucie tłumacza. Nazwy imion muszą pasować do całokształtu bajki, jej treści i świata, pobudzać fantazję i wyobraźnię dziecka. Imię bohatera powinno mieć powiązanie z innymi postaciami oraz ze światem, który go otacza.
Nie jest to łatwe zadanie, ale czasem być może należy wcielić w rolę milusińskich, może nawet cofnąć do lat z dzieciństwa i spróbować wkroczyć w ten mały, dziecięcy i tajemniczy świat...

KaHa
07-05-2011, 22:26
A które tłumaczenia imion bajkowych postaci wydają się Wam szczególnie trafne? Dla mnie absolutną klasyką w tym temacie jest Kubuś Puchatek, przetłumaczony z fantastycznym wyczuciem, takim typowo dziecięcym - od razu budzi pozytywne skojarzenia :) Jakie macie inne pomysły? Oczywiście mogą być też bohaterowie negatywni...

kasiabz
07-06-2011, 00:27
W tradycji polskiej, tendencją do tłumaczeń tekstów dla dzieci była strategia lokalizacji, czego Kubuś jest świetnym przykładem. Kubuś Puchatek dzięki znakomitemu tłumaczeniu stał się utworem kanonicznym w kulturze polskiej. Odwołując się do teorii tłumaczeniowych oczywiście można byłoby polemizować na temat słuszności pewnych rozwiązań translatologicznych Ireny Tuwim. Tłumaczenie to, choć przez niektórych opisane jako zbyt ‘frywolne,’ odniosło tak ogomny sukces, ponieważ w pełni oddaje mentalność dzieci oraz jest odpowiednia dla ich procesów intelektualno-emocjonalnych. W takich przypadkach czasem warto jest użyć technik ‘urodzimiania’ tekstów czy pojęć źródłowych (dla porównania proponuję lekturę ‘Fredzi Phi-Phi’ w tłumaczeniu Moniki Adamczyk, jest to drugi przekład Winnie-the-Pooh, tym razem ukierunkowane na ‘dokładne’ tłumaczenie tekstu źródłowego.) Zgodzę się z przedmówcami co do doboru strategii do grupy wiekowej czytelnika. Jeśli chodzi o globalizację, to pozostawienie nazw obcych czasem wydaje się lepszym rozwiązaniem. Jednakże najważniejsze jest to, by tekst był zrozumiały i spełniał swój cel czyli przemawiał do młodych cztelników, porywał ich... Dzieci są w stanie użyć wyobraźni i przyswoić obce nazwy, i tak jak ktoś wcześniej wspomniał, może się to przyczynić do stworzenia dodatkowej atmosfery tajemniczości czy magii. Do decyzji tłumacza natomiast należy poradzenie sobie z konceptami w tekście źródłowym, które przeszkodzą w zrozumieniu historii lub pozbawią czytelników informacji dodatkowych niezbędnych dla rozwoju fabuły.

Apaczonka
07-06-2011, 11:34
W odpowiedzi na pytanie, które tłumaczenia wydają się nam szczególnie trafne - lub wręcz przeciwnie - proponuję zastanowić się nad imionami w Harrym Potterze. Co sądzicie o tłumaczeniu pana Polkowskiego? Według mnie fakt, że zostawił większość imion (Severus Snape, pani Hooch, ciotka Marge ), ma służyć oddaniu klimatu, dość dziwnie brzmiałyby próby spolszczenia, chociaż z drugiej strony te imiona mają przecież swoje znaczenie - dla czytelników anglojęzycznych zauważalne od razu, dla dzieci nieanglojęzycznych - bardzo rzadko... Myślicie, że lepiej byłoby znaleźć polskie odpowiedniki, ale zburzyć ten magiczny nastrój, tę 'inność'?

DanW
07-06-2011, 11:55
Potter to dobry przykład. Książka jeszcze przed przystąpieniem do prac nad polską wersją odniosła sukces na skalę światową i zignorowanie tego faktu przez tłumaczy nie byłoby mądrym posunięciem. Tym bardziej, że lektura nie jest wcale skierowana wyłącznie do najmłodszych, ale również i do osób starszych, także tych mogących wymieniać spostrzeżenia z obcojęzycznymi znajomymi. Pozostawienie tutaj oryginalnych form imion było najlepszą decyzją, tym bardziej że u nas nie odnajdziemy tego charakterystycznego, ciężkiego deszczowo-ponurego klimatu Anglii obecnego w książce, do którego niektóre imiona pasują po prostu jak ulał.

Olga87
07-06-2011, 12:11
Świat magii i tajemniczości w bajkach tworzony jest przez występujące w nim postaci (pojawiają się wróżki, smoki, zły czarodziej), dlatego uważam, że dla dziecka ważna jest zarówno treść jaką niesie imię, ale także jego brzmienie. Tłumacz powinien poprzez tłumaczenie przekazać charakter danego bohatera, ale także postarać się, aby jego brzmienie wywołało u dziecka odpowiednie skojarzenie i było łatwe do zapamiętania.

Jak dla mnie Harry nie jest typowym przykładem bajki dla dzieci, gdyż jest skierowany praktycznie do każdej grupy wiekowej, co innego Kubuś Puchatek, o którym wcześniej była mowa. Myślę, że nikt z nas nie wyobraża sobie, aby jego tytuł pozostał w wersji angielskiej.

anne85
07-06-2011, 12:32
Witam,
Zgadzam się z poprzednimi opiniami. Uważam, iż na tłumaczenie imion w bajkach powinny wpływać: wiek odbiorców (czy są to zaledwie kilkuletnie dzieci, czy też młodsi nastolatkowie 11-13 lat) jak i złożoność tych imion (tzn im bardziej skomplikowana nazwa, tym bardziej powinna być przetłumaczona, jeśli natomiast nazwa jest prosta w wymowie i łatwa do zapamiętania to sądzę, że nie ma potrzeby tłumaczenia jej, nikt nie wyobraża sobie przecież żeby kultowy Shrek nazywał się inaczej). Uważam również, że trafnym wyjściem jest tłumaczenie imion znaczeniowych, mówiących o atrybutach danej postaci, np. imion krasnoludków w 'Śpiącej Królewnie'. Dla kilkuletnich odbiorców jest to bardzo znaczące. Obcobrzmiące nazwy są dla nich abstrakcją. Wszystko to właściwie sprowadza się do jednego wniosku: każdy tłumacz powinien rozważnie i rozsądnie podejmować decyzje co do tłumaczenia imion w bajkach, biorąc pod uwagę zarówno docelowego odbiorcę jak i przekładany tekst.

listopadowa
07-06-2011, 13:36
A czy słyszał ktoś o tłumaczeniu bajek Krasickiego? Jak myślicie, czy w tym wypadku należałoby zachować ich często polityczny charakter czy może zmienić formę na bardziej neutralną?

Olga87
07-06-2011, 14:28
Wydaje mi się, że ten temat mógłby być poruszony w innym wątku, tak jak polityka jest częścią kultury (np. rządy szlachty w Polsce, Kozaków na Ukrainie, carów w Rosji). Imion własnych w bajkach Krasickiego jest mało, gdyż występują tam różne zwierzęta (Czapla, ryby i rak, Kot i kogut, Kruk i lis) albo ludzie wykonujący określone zawody (szewc, pisarz, malarze) albo po prostu ludzie o pewnych cechach charakteru (Mądry i głupi), a z tym raczej nie byłoby problemu.

Apaczonka
07-06-2011, 16:21
Myślę, że ciekawym przykładem jest tłumaczenie książki "Ronja, córka zbójnika" wykonane przez panią Węgleńską. Imiona, takie jak Ronja, Birk czy Lovis są krótkie i brzmią tak trochę po 'zbójnicku', a nazwy zwierząt, które oddają ich charakter (Wietrzydła, Szaruchy, Mroczniaki) zostały odpowiednio przetłumaczone. Widać tutaj, że należy wybierać - czy to brzmienie imienia jest ważne, czy raczej jego sens. Macie jakieś inne dobre przykłady?

anne85
07-06-2011, 16:59
Nie czytałam nigdy tłumaczenia bajek Krasickiego, ale osobiście wydaje mi się że funkcja oraz charakter tych bajek powinien zostać również przeniesiony w innym języku

Olga87
07-06-2011, 17:32
Nie czytałam nigdy tłumaczenia bajek Krasickiego, ale osobiście wydaje mi się że funkcja oraz charakter tych bajek powinien zostać również przeniesiony w innym języku

Nikt nie mówi, że nie. Tylko tak naprawdę każde państwo ma swojego bajkopisarza (np. Ivan Krylov w Rosji, Bracia Grimm w Niemczech), którzy piszą bajki o zwierzętach, mających cechy ludzkie. Tutaj był poruszony bardziej polityczny aspekt i uważam, że dzieci przecież i tak nie dopatrzą się drugiego dnia. Kto z nas czytając w dzieciństwie bajkę o "Kruku i lisie" wiedział, że Krasicki poddaje krytyce szlachtę, która zachwycała się swoim pochodzeniem?

kasiabz
07-06-2011, 20:54
W odpowiedzi na pytanie, które tłumaczenia wydają się nam szczególnie trafne - lub wręcz przeciwnie - proponuję zastanowić się nad imionami w Harrym Potterze. Co sądzicie o tłumaczeniu pana Polkowskiego? Według mnie fakt, że zostawił większość imion (Severus Snape, pani Hooch, ciotka Marge ), ma służyć oddaniu klimatu, dość dziwnie brzmiałyby próby spolszczenia, chociaż z drugiej strony te imiona mają przecież swoje znaczenie - dla czytelników anglojęzycznych zauważalne od razu, dla dzieci nieanglojęzycznych - bardzo rzadko... Myślicie, że lepiej byłoby znaleźć polskie odpowiedniki, ale zburzyć ten magiczny nastrój, tę 'inność'?

Pan Polkowski zdecydowanie wybrał strategie egzotyzacji tekstu zostawiając większość konceptów kultury anglojęzycznej w ich formie ‘orgnialnej.’ Czasami zdarzają się pewne rozbieżnośći w tekście, ale ogólnie mimo tego, iż tekst nasycony jest elementami obcymi, odnisł on ogromny sukces w Polsce. Prawdopodobnie dlatego, że tłumaczenie oddaje magię i bajkowość utworu i dzięki temu przemawia do najmłodszych, jak i starszych czytelników. Jednym krytycyzmem jeśli chodzi o nie tłumaczenie imion oraz innych nazw własnych jest to, iż w ten sposób czytelnicy pozbawieni są informacji, do których mają dostęp czytelnicy rodzimi dzięki skojarzeniom jakie te nazwy wywołują np. imiona bohaterów, nazwy ulic, miejsc itd. Więc w pewnym stopniu utwór staje się bardziej neutralny, dalej osadzony w kulturze angielskiej, lecz mniej ‘brytyjski’ niż oryginał. Jednakże wygląda na to, że nie było to konieczne, by utwór spełnił swoją funkcję i tłumaczenie na pewno było trafne. Harry Potter jest bardziej skomplikowany na poziomie lingwistyczno-kulturowym niż może się wydawać! I tak jak mówi DanW wcześniej, to że odnisł on wcześniej sukces na skale światową i Harry stał się ikoną, nie ułatwiło zadania tłumaczowi. No i Harry musiał pozostać Harrym! Dla ciekawości, tłumaczenie francuskie, mimo tego że zachowuje imiona głównych bohaterów niezmienione, i ogólnie zastępuje o wiele więcej terminów odpowiednikami francuskimi np. imiona innych bohaterów nasycone znaczeniowo są zastępowane podobnymi słowami francuskimi, podobnie nazwy domów, nazwy potraw, jednostki miary..i też odniosło sukces :)

ilona070
07-06-2011, 21:34
Nie czytałam nigdy tłumaczenia bajek Krasickiego, ale osobiście wydaje mi się że funkcja oraz charakter tych bajek powinien zostać również przeniesiony w innym języku
W tłumaczeniu bajek pojawia się właśnie problem tzw. transferu kulturowego. Nie jest sztuką znalezienie poprawnego odpowiednika danej nazwy czy imienia, ale sztuką jest bez wątpienia odnalezienie prawdziwego zamysłu autora i dopasowanie imienia do tłumaczonego tekstu, jego treści i pointy. Uważam, że charakter oraz funkcja bajki powinny być oddane najlepiej i najdokładniej, jak tylko to możliwe.

ilona070
07-06-2011, 21:46
Nikt nie mówi, że nie. Tylko tak naprawdę każde państwo ma swojego bajkopisarza (np. Ivan Krylov w Rosji, Bracia Grimm w Niemczech), którzy piszą bajki o zwierzętach, mających cechy ludzkie. Tutaj był poruszony bardziej polityczny aspekt i uważam, że dzieci przecież i tak nie dopatrzą się drugiego dnia. Kto z nas czytając w dzieciństwie bajkę o "Kruku i lisie" wiedział, że Krasicki poddaje krytyce szlachtę, która zachwycała się swoim pochodzeniem?
Może i dzieci nie dopatrzą się dokładnego przekazu autora, politycznego czy kultorowego charakteru danej bajki, ale co z rodzicami, którzy czytają dzieciom te bajki na dobranoc? Może właśnie taki zamiar ma autor- bajka ma stac się narzędziem, aby dotrzec do rodzica i przekazac mu dany pogląd ?? Moim zdaniem tłumaczenie powinno jak najwierniej odzwierciedlac tresc oryginału, gdyż nigdy nie możemy na 100% byc pewni, jaki zamiar miał autor używając takich a nie innych imion i kto bedzie odbiorcą danej bajki. Teoretycznie bajki są kierowane do dzieci, ale w praktyce czyta je również wielu dorosłych.

Olga87
07-06-2011, 23:08
Bajka jako gatunek literacki jest głównie skierowana do dzieci. Zawsze maja morał i tak jak w bajce o Kruku i lisie pokazują, że człowiek nie powinien być zachłanny, a także naiwny. Myślę, że ten morał rodzice chcą przekazać dziecku i później w świadomości dziecka pozostaje, że lis jest symbolem chytrości i przebiegłości. Nikt dziecku nie tłumaczy, że mowa jest o szlachcie, bo skąd dziecko wie co to "szlachta". Tutaj można raczej zadać pytanie jak przetłumaczyć słowo lis np. w kulturze japońskiej, gdzie są one sługami bóstwa i nie są tak negatywnie nacechowane jak w naszej kulturze?

Apaczonka
07-07-2011, 05:49
Zgadzam się z powyższą wypowiedzią. Dobrze wiemy, że konkretne gatunki zwierząt mają przywoływać cechy ludzkie. O ile w kulturze europejskiej zwierzęta i cechy, które reprezentują, zwykle się pokrywają, o tyle problem może być z transferem poza granice 'europejskości', gdzie znaczenia nie są już podobne. Myślę, że w tym wypadku należy zaznajomić się dobrze z symboliką kraju, w którego języku się tłumaczy, aby oddać sens bajki, a nie tłumaczyć słowo w słowo.

DanW
07-07-2011, 07:24
Zgadzam się z Apaczonką, że im dalej od kraju źródłowego ma dotrzeć przekład tekstu tym bardziej należałoby uważać na różniący się sposób interpretacji tych samych symboli. Gdyby różnice były drastyczne i egzotyczny 'lis' nie miałby w sobie absolutnie nic z tego chytrego polskiego lisa, to możnaby go zastąpić czymś, co posiada dany zestaw cech (a przynajmniej bardzo zbliżony).
Zainteresowała mnie ta wizja przeniesienia bajki Krasickiego w realia np. japońskie. Tamtejsza szlachta dosyć znacząco różni się od polskiej w kwestiach charakteru, tak więc oddanie głębszego sensu bajki (tego dla już dojrzalszych dzieci) byłoby niezłym wyzwaniem...

ilona070
07-07-2011, 11:45
Nie chodzi o to, aby tłumaczyć daną bajkę dokładnie "słowo w słowo", ale aby oddać prawdziwy jej sens i zamiar samego autora. Różnice kulturowe mogą przysporzyć nam w takim zabiegu sporo problemów, ale musimy to wyczuć. Należy zaznajomić się z kulturą kraju, którego język jest językiem docelowym naszego przekładu. Nie można pominąć tego aspektu- w przeciwnym razie bajka stanie się niezrozumiała. Można dobrać odpowiednie ekwiwalenty do danego problemu, ale nie twierdzę oczywiście, że jest to łatwe zadanie...
Każda bajka niesie za sobą jakieś przesłanie i nie można go bagatelizować. Można je zmieniać, upraszczać czy uogólniać- ale moim zdaniem nigdy nie można go pomijać.

NightMonkey
07-07-2011, 11:56
Moim zdaniem Ricky Gervais opisał kwestię tzw nursery rhymes najlepiej:

http://www.youtube.com/watch?v=hYytaZ06Hco

anne85
07-07-2011, 14:33
Dokładnie, w tłumaczeniach z resztą nie chodzi tylko o przetłumaczenie samych słów. Jest to raczej sztuka przeniesienia myśli autora tylko w innym języku, co każdy wie że nie jest łatwym zadaniem w szczególności gdy chodzi o zagadnienia kulturowe. Jak zostało powiedziane każda bajka ma swoją pointę i ją należy również przełożyć na inny język.

Olalla
07-07-2011, 16:42
Tak, zgadzam się z Wami. Wracając do tłumaczenia imion bohaterów bajek, jak już mówiłam wcześniej myślę, że tam gdzie to konieczne, należy je jakoś przełożyć, by ułatwić odbiór (głównie wtedy, gdy w języku obcym brzmi bezpłciowo dla dziecka np. Winnie-the-Pooh). Jednak, muszę tu coś dodać, a mianowicie to, iż wiek dziecka ma ogromne znaczenie. Dla przykładu poruszę kwestię programu Teletubisie, z założenia przeznaczonego dla najmłodszych dzieci (1-4). Nie jest w nim potrzebne tłumaczenie imion teletubisiów. 2-letnie maluchy są w fazie dwu-, trzywyrazowych wypowiedzi, nie mają jeszcze rozwiniętych podstaw systemu leksykalnego, te rozwijają się do 4. roku życia. Najmłodsi widzowie Teletubisiów nie wyczuwają nawet różnicy imię obce-imię polskie. Problem tłumaczenia imion bohaterów bajek dotyczy tych bajek przeznaczonych dla dzieci nieco starszych, które mają już opanowany język rodzimy. Co o tym myślicie?

listopadowa
07-07-2011, 20:16
Racja. Imiona ze znaczeniem lub w jakiś sposób nacechowane raczej nie zmienią odbioru przekazu u kilkulatka, dla którego jest to tylko sposób identyfikacji danej postaci. Z kolei dzieci starsze o wiele szybciej i łatwiej wyłapują takie zabiegi i nie pozostawienie oryginalnych imion niesie ze sobą dla nich więcej korzyści, a także zabawy językowej.

meg.dom
07-07-2011, 23:14
Czy więc możemy powiedzieć, że obcojęzyczne nazwy/imiona wpływają pozytywnie na osłuchanie się dzieci z językiem obcym czy może pozostawienie jedynie tak drobnego elementu bajki, który nie byłby przetłumaczony na język ojczysty nie ma żadnego wpływu na późniejszą naukę języków (jak wiadomo im wcześniej dziecko rozpocznie naukę tym owocniejsze będą jego starania)?

patfrau
07-08-2011, 08:19
To jest temat...dzieci się kszałcą, więc ważne co czytają lub co im się czyta...przyszłość narodu!!!!Jestem mamą i zastanawiam się co jest lepsze....Czy przekładać bajkę na polskie realia czy może pomału zapoznawać dziecko z kulturami, zwyczajami... hmmm myślę, że lepszym będzie pozostawienie imion nieprzetłumaczonymi i pozostanie w realich oryginału. Przecież polskie bajki mamy!!! Co innego bajki dla dorosłych typu Shrek ociekające dowcipami...

majkel111
07-08-2011, 10:02
Witam wszystkich,

Ja mam tylko takie małe przemyślenie w kwestii imion i uczenia się języka, postępów itp. Oczywiście, że można zarzucać dzieci angielskimi (bo bajki w tym języku są najbardziej popularne) imionami wierząc, że pomoże im to w osłuchaniu się z językiem.
Istnieją jednak 2 kwestie:
1) Czy ktoś z Was pamięta ulubione bajki z dzieciństwa? Mieliście tam Winniego, Roaryegp, Spider/Super/Batmana? Czy może przez bajki uczyliście się różnych polskich słów? Czy to źle? Nie sądzę. Sam mam 3-letnią córkę i cieszę się za każdym razem, kiedy słyszę jak powtarza nowe słówko zasłyszane z bajki.
2) Czy dzieci już w wieku 5 lat muszą absolutnie mówić/rozumieć/ogarniać angielski? hmm

Jestem zdecydowanie za przekładaniem imion. Oczywiście nie mówię tu o dosłownym tłumaczeniu. Przykład Puchatka pokazuje dobitnie, że jest to bezcelowe. Tu trzeba polotu, wyobraźni i umiejętności wczucia się w pkt widzenia dziecka. Pewnie dlatego tłumaczenie bajek jest takie trudne.

Olga87
07-08-2011, 10:28
To jest temat...dzieci się kszałcą, więc ważne co czytają lub co im się czyta...przyszłość narodu!!!!Jestem mamą i zastanawiam się co jest lepsze....Czy przekładać bajkę na polskie realia czy może pomału zapoznawać dziecko z kulturami, zwyczajami... hmmm myślę, że lepszym będzie pozostawienie imion nieprzetłumaczonymi i pozostanie w realich oryginału. Przecież polskie bajki mamy!!! Co innego bajki dla dorosłych typu Shrek ociekające dowcipami...

Niestety nie mogę zgodzić się z Twoim zdaniem. Jak dla mnie trochę temat został zbagatelizowany stwierdzeniem, że lepsze rozwiązaniem będzie "pozostawienie imion nieprzetłumaczonymi i pozostanie w realiach oryginału".

Taki prosty przykład:
w rosyjskich bajkach często występuje bohater o imieniu Ivan, który jest odpowiednikiem polskiego Jasia. Przez swoich braci uważany jest za głupszego i nie nadającego się do niczego.
W ten sposób w świadomości dziecka zostaje obraz takiego głupiego Jasia (głupi Ivan nic mu nie mówi) i odwrotnie: imię Ivan dla dzieci rosyjskich będzie wyrażać pewną cechę charakteru.

Dlatego uważam, że tłumacz powinien starać się dotrzeć do kultury odbiorcy, szukać odpowiednika albo substytutu.

anne85
07-08-2011, 11:30
Zgadzam się ze stwierdzeniem że im wcześniej dziecko rozpocznie naukę języka obcego, tym owocniejsze będą jego starania oraz nauka. Obco brzmiące słowa mogą się wydawać atrakcyjne i egzotyczne. Ale u kilkuletniego dziecka może przynieść to zupełnie odwrotny efekt i taka bajka nie spełni swojej funkcji. Trzeba być ostrożnym tłumacząc dla małych dzieci. Naprawdę wymaga to kunsztu ze strony tłumacza żeby spełnić oczekiwania tak młodego odbiorcy. A co do Shreka to gdyby nie przetłumaczono pewnych kwestii kulturowych, to również dla dorosłego odbiorcy nie byłby tak śmieszny i dowcipny jak jest.

Apaczonka
07-08-2011, 14:50
Mam wrażenie, że racja jest po obu stronach. Faktycznie przykład Ivana / Jasia pokazuje, że niektóre imona dobrze jest tłumaczyć. Zastanawia mnie jednak jeszcze jedna kwestia: skoro przenosimy imiona w polskie realia, to czy również zmieniamy krajobraz etc. by to było dla dziecka łatwiej przyswajalne, rodzime? Nie sądzę, żeby to miało jakiś głębszy sens. Jak ktoś trafnie napisał, mamy polskie bajki, te zagraniczne niech pomagają dzieciom w poznawaniu świata i pokazują, że są różne narodowości, kultury, krajobrazy...

agastroba
07-08-2011, 20:50
Nie czytałam współczesnej Calineczki ale politycznie poprawna wersja Little Red Riding Hood bardzo mi sie podoba, dlatego uwspółcześnianie bajek chyba nie jest złym pomysłem.

agastroba
07-08-2011, 20:59
Jeśli chodzi o tłumaczenie bajek to przychodzi mi na myśl bajka Hello Kitty. Tłumaczenie tytułu czy imion byłoby nie na miejscu ze względu na szeroko zakrojoną akcję marketingową produktów uzupełniających takich jak plecaki, koszulki itd. W momencie gdy nazwa staje się rozpoznawalną marką przestaje być przetłumaczalna.

Joanna80
07-09-2011, 20:19
Tak jak już wiele osób przede mną powiedziało - wszystko zależy od polotu tłumacza. Moje ulubione 'Gumisie' zostały niemalże słowo w słowo przetłumaczone i pamiętam, że nigdy nie gryzła mnie w oczy Sami, król Gregor, czy Zami. Bardzo dobrze przetłumaczona została Bunia (Grammi), natomiast można by tez było się pokusić o znalezienie imienia dla Tamiego (Tummi w oryginale). Jednak myślę sobie, że małe dzieci mają to do siebie, że to co usłyszą, czy zobaczą, biorą dosłownie, na zasadzie "tak jest i już", dlatego uważam, że jeśli imię nie ma jakiegoś uzasadnionego, szczególnego dla historii znaczenia, oraz lekko wpada w ucho, nie musi być tłumaczone.
Jeśli natomiast chodzi o adaptacje bajek, to prawdę powiedziawszy odnoszę wrażenie, że większość bajek jest kierowana raczej do dorosłych niż dla dzieci. Powstaje adaptacja po adaptacji, wszystko na zasadzie odtwórczego humoru ze Shreka. Jak myślicie?

agastroba
07-09-2011, 20:22
Wydaje mi się, że podczas pracy przy tak znanych bajkach jak np. "Shrek" zmienianie imion bohaterów pomniejszyłoby jej wartość. Nie wyobrażam sobie aby Fiona w polskiej wersji nazywała się Marysią, to nasze tradycyjne imię nie pasowałoby do całej amerykańskiej otoczki. Co więcej, nie widzę takiej potrzeby jeśli mamy do czynienia z popularnymi imionami, znanymi z produkcji amerykańskich, niemieckich czy też francuskich. Dzieci są do nich przyzwyczajone i są w stanie je wyartykułować . Polemizowałabym jednak nad postaciami bajkowymi krajów azjatyckich. Co o tym sądzicie?

Zgadzam się z Meg.dom. Język angielski jest tak powszechny, że nie trzeba tłumaczyć wszystkich imion. Większość z nich nie sprawia nam i dzieciom większych trudności. Co do bajek krajów azjatyckich to moim zdaniem zdecydowanie powinno się tłumaczyć. Ten język nie jest już nam tak bliski. Wydaje mi się, że to samo tyczy się też francuskiego. W telewizji i kinie słyszy się prawie wyłącznie angielski.

Joanna80
07-09-2011, 20:33
Odnośnie wątku Magdy_b i tego, że współcześni nastolatkowie nie potrafią posługiwać się poprawnym językiem angielskim, to myślę, że jest to temat na inny wątek, dlatego że to przede wszystkim jest wina tego, że dzieci siedzą godzinami przed komputerem grając w głupie gry, do których potrzebne jest tylko hasło "fire", parę potocznych wyrażeń - z reguły slang i to taki mniej "użyteczny" dla kogoś kto nie mieszka w slumsach. Filmy też mają niemały udział, gdyż bardzo "uwsteczniają intelektualnie" ;). Ale wracając do bajek, to stały się one ostatnio tak agresywne, że naprawdę trzeba uważać, co się pozwala dzieciom oglądać, gdyż często pod pozorem zwykłej kreskówki siedzi coś, co kształtem przypomina niemal "Itchy & Scratchy" z Simpsonów...

patfrau
07-09-2011, 20:39
A jak bardzo groźny był Iwan Groźny??? A nie Jan Groźny:) - wiem to nie bajka, ale mimo wszystko nie tłumaczyłabym imion. Dzięki temu wiemy, że tam gdzieś daleko w danym kraju żyją sobie ludzie o imieniu Iwan itp. itd. Ale to moje zdanie.

agastroba
07-09-2011, 21:30
Dyskusja skupiła się na imionach bohaterów bajek, natomiast w bajkach pojawia się wiele innych nazw własnych, takich jak nazwy miejsc, magicznych przedmiotów, które składają się na ogólny odbiór bajki. Nazwy te mają zazwyczaj charakter opisowy i w tym przypadku powinny być przetłumaczone i w większości przypadków są tłumaczone. Weźmy pod uwagę bajkę Shrek. Imiona głównych bohaterów jak Shrek i Fiona nie zostały przetłumaczone, jednak jedno z głównych miejsc w których toczy się fabuła czyli " Far far away" zostało przetłumaczone na polski jako "Zasiedmiogórogród" - moim zdaniem bardzo trafnie. Czy możecie podać inne przykłady potwierdzające tą tezę?

Joanna80
07-09-2011, 21:47
Pewnie! Np. Nibylandia, czyli Neverland :) i Piotruś Pan.

listopadowa
07-09-2011, 22:17
Może mało dziecięca bajka, ale mnie się podba tłumaczenie "Corpse bride" - "Gnijąca panna mloda" :-)

agastroba
07-10-2011, 19:12
Odnośnie waloru edukacyjnego, nie ma żadnych dowodów, że nie tłumaczenie imion czy zwrotów w przekazach dla dzieci ma wpływ na przyswajalność języka obcego, wręcz przeciwnie - nauczyciele alarmują, że znaczna część współczesnuych nanstolatków (a więc pokolenia wychowanego już pod zancznym wpływem kuktury i języka angielskiego) nie potrafi się tym językiem posługiwać. Owszem używają pewnych symbli językowych, zwrotów np. w opisach i statusach, ale często dość bezmyślnie i nie potrafią tychże słów z niczym powiązać.

Dokładnie. Sądzę, że gdybyśmy chcieli wpływać na edukację dzieci odnośnie języka angielskiego to musielibyśmy nie tłumaczyć bajek tylko pozwolić im na oglądanie ich w oryginale. Ja sama wychowałam się na bajkach angielskojęzycznych i bardzo mi to pomogło w uczeniu się go w szkole. Dlatego to czy przetłumaczymy imię czy nie jest zależne od tego na ile jest to tłumaczenie potrzebne w odbiorze całości bajki.

anne85
07-10-2011, 23:00
Zgadzam się z wami. Też wychowałam się na bajkach anglojęzycznych, dzięki czemu właśnie zafascynował mnie ten język. Żeby uczenie języków obcych przynosiło efekty lepiej jest w ogóle nie tłumaczyć ani bajek ani filmów i oglądać je w oryginale. Ale jeśli już tłumaczymy bajki to powinny być one przetłumaczone w sposób zrozumiały i atrakcyjny dla odbiorcy, biorąc pod uwagę wszystkie czynniki które zostały już opisane powyżej.

pasikonik
07-11-2011, 08:18
to prawda, że styczność z jęyzkiem od najmłodszych lat procentuje i dzieci mają szczególną umiejętność w naturalny sposób przyswajania elementów języka, a poza tym poprzez bajki treść językowa zyskuje odpowiedni kontekst. Z tego kontekstu dzieci zwykle są w stanie (mimo nieznajomości danego słowa w obcym języku) zinterpretować obcobrzmiące imię bohatera, jeśli jest ono nacechowane znaczeniowo, a w przyszłości w zetknięciu się z danym słowem w innym dobrze obrazującym je kontekście będą mogły użyć swojego doświadczenia "bajkowego" do zrozumienia i utrwalenia znajomości tego słowa/słów.

pasikonik
07-11-2011, 08:26
wprawdzie jesteśmy w wątku tłumaczenia filmów, ale często filmy bazują na literaturze, więc pozwolę sobie na małą dygresję: ostatnio zetknęłam się z książką dla dzieci w wieku ok. 10-12 lat, napisaną przez autorów anglojęzycznych, ale wydaną dla polskich dzieci. W książce część tekstu pozostawiona jest w oryginale, ale przeplatana jest wypowiedziami i fragmentami przetłumaczonymi na jęz. polski. Wygląda to mniej więcej tak:
"I'm really tired" odpowiedział Jack.

Poza tym trudniejsze słowa w jęz. angielskim podane są w słowniczku na dole każdej strony. Oczywiście jest to pomoc w nauce języka, ale co sądzicie o tłumaczeniu takiego typu? Czy Waszym zdaniem odbiega ono (z punktu widzenia tłumacza) od tłumaczenia całości tekstu?

Joanna80
07-11-2011, 08:37
Może rzeczywiście jest to dobry sposób... Choć z tego co wiem, to obecnie stawia się na całkowite przejście na język, którego się dziecko uczy. Wydaje mi się, że mieszanie dwóch języków w jednej bajce może zdezorientować dziecko, bo może stracić intuicyjne rozróżnienie co jest jego językiem ojczystym, a co uczonym.

Joanna80
07-11-2011, 08:39
Może mało dziecięca bajka, ale mnie się podba tłumaczenie "Corpse bride" - "Gnijąca panna mloda" :-)

Szalenie poetyckie, prawda? :D tytuł idealnie dobrany, ale raczej ciężko podciągnąć ją do kategorii 'bajki' - prędzej kreskówka dla dorosłych :)

KaHa
07-11-2011, 11:14
Mam wrażenie, że ostatnio coraz więcej bajek – których odbiorcą z założenia są dzieci – kierowanych jest też pośrednio do dorosłych. Wszystko biegnie „dwutorowo” – dzieci śledzą akcję bajki, a oprócz tego pojawia się mnóstwo nawiązań i kontekstów zrozumiałych tylko dla starszych widzów. W dużej mierze ma to odbicie w języku, dialogach – i wymusza na tłumaczu adekwatny przekład. Perełką jest tutaj oczywiście „Shrek”, ale mnóstwo innych bajek też ma „drugie dno”, również w warstwie językowej.

pasikonik
07-11-2011, 11:53
no właśnie - a skoro bajki są kierowane i do dzieci i do dorosłych, to jak zapatrujecie się na tłumaczenie różnych gier słownych? wydaje mi się, że dorośli jak najbardziej je docenią, a i dzieci od ok. 7 roku życia podchwycą takie "teksty" i będą je później z upodobaniem powtarzać.

KaHa
07-11-2011, 13:02
Też tak myślę, dlatego tym bardziej podziwiam pracę tłumaczy, którzy są tutaj poniekąd autorami dialogów. To musi być bardzo satysfakcjonujące, kiedy przetłumaczone przez nas teksty wchodzą na stałe do języka.

KaHa
07-11-2011, 13:57
W temacie tłumaczenia bajek znalazłam jeszcze coś ciekawego – wielojęzyczny słownik imion bohaterów Disneya:

ftp://ftp.update.uu.se/pub/comics/disney/characters/interlingual

Myślę, że warto sobie spojrzeć dla porównania, jak w różnych językach te imiona są tłumaczone i pokusić się o analizę, z czego to wynika. Jak widać, Pluto wszędzie pozostaje Plutem, natomiast wariacje na temat siostrzeńców Kaczora Donalda (Hyzio, Dyzio i Zyzio – pamiętacie?:) ) są nieograniczone…

majkel111
07-14-2011, 14:12
Nadal nie rozumiem jak to, że się nie przetłumaczyło imion bohaterów bajki może wpływać na umiejętności językowe. Moim zdaniem w ogóle nie ma to sensu.

meg.dom
07-14-2011, 15:23
Ot właśnie. Ja zadałam to pytanie kilka dni temu i wiele osób rozpisało się na temat wczesnego rozpoczynania nauki języków obcych i ich zbawiennego wpływu na późniejsze zdolności językowe. Wracając jednak do kwestii nieprzetłumaczonych imion bajkowych - myślę, że nie mają wpływu na samą naukę języka. Mogą jedynie przyzwyczaić dziecko do obco brzmiących imion.

majkel111
07-15-2011, 07:57
Z imionami też jest problem. Np w Sezamkowej często jest bajka o Roszpunce. No niby wiemy kto to i co to, ale dzieciom trzeba tłumaczyć. Czy zatem tłumaczenie imienia nie powinno być łatwiejsze w odbiorze?

majkel111
07-15-2011, 08:00
A co sądzicie o uwspółcześnianiu bajek przy okazji ich tłumaczania i ekranizacji? Mam na myśli zamienianie ich wypowiedzi z archaicznego języka na współczesny, czy nawet zmienianie charakterów. Przykład: w pierwotnej wersji kret wcale nie musiał więzić Calineczki, powiedział, że będzie jego żoną, a ona była na tyle cicha, bierna i pokorna (co było w czasach powstania bajki ideałem), że nie śmiała się sprzeciwić. Współczesna Calineczka ma już nieco więcej wigoru :) Bajka traci, czy zyskuje?

Ale chyba zajęciem tłumacza nie jest edytowanie bajek czy też adaptacja do współczesnych realiów? Zresztą kto miałby decydować o tym jak niby dziś zachowałby się Dratewka przy smoku? Znałby kung -fu? Czy może zabiłby go mieczem świetlnym rodem z Jedi?

majkel111
07-15-2011, 08:04
Odnośnie wątku Magdy_b i tego, że współcześni nastolatkowie nie potrafią posługiwać się poprawnym językiem angielskim, to myślę, że jest to temat na inny wątek, dlatego że to przede wszystkim jest wina tego, że dzieci siedzą godzinami przed komputerem grając w głupie gry, do których potrzebne jest tylko hasło "fire", parę potocznych wyrażeń - z reguły slang i to taki mniej "użyteczny" dla kogoś kto nie mieszka w slumsach. Filmy też mają niemały udział, gdyż bardzo "uwsteczniają intelektualnie" ;). Ale wracając do bajek, to stały się one ostatnio tak agresywne, że naprawdę trzeba uważać, co się pozwala dzieciom oglądać, gdyż często pod pozorem zwykłej kreskówki siedzi coś, co kształtem przypomina niemal "Itchy & Scratchy" z Simpsonów...

TU się nie zgodzę. Jest mnóstwo bajek np na MINI MINI zupełnie bez przemocy. Cebeebies też jej nie ma. A niestety starsze bajki np o królewnie Śnieżce mają jej aż nadto. Pół godziny tłumaczyłem jeszcze wtedy 2 letniej córce czemu królowa chciała, żeby myśliwy przyniósł jej serce Śnieżki. I tu pytanie- czy taką bajkę dla maluchów zmiękczać czy tłumaczyć wiernie?

meg.dom
07-15-2011, 11:17
Myślę, że trzeba tłumaczyć wiernie. Nie można zmieniać treści, jak już sam wspomniałeś nie jest to rolą tłumacza. Jeśli naszym zdaniem bajka zawiera treści nieodpowiednie dla naszego dziecka to nie powinniśmy mu jej udostępniać. Kontynuując wątek Śnieżki, lektor - rodzic ma trudne zadanie wprowadzając w niewinny świat dziecka czarny charakter jakim jest postać Macochy. Jednak jest to, prędzej czy później, proces nieunikniony.

Hija
07-24-2011, 09:56
Wydaje mi się, że podczas pracy przy tak znanych bajkach jak np. "Shrek" zmienianie imion bohaterów pomniejszyłoby jej wartość. Nie wyobrażam sobie aby Fiona w polskiej wersji nazywała się Marysią, to nasze tradycyjne imię nie pasowałoby do całej amerykańskiej otoczki. Co więcej, nie widzę takiej potrzeby jeśli mamy do czynienia z popularnymi imionami, znanymi z produkcji amerykańskich, niemieckich czy też francuskich. Dzieci są do nich przyzwyczajone i są w stanie je wyartykułować . Polemizowałabym jednak nad postaciami bajkowymi krajów azjatyckich. Co o tym sądzicie?

Nie tłumaczyłabym imion bohaterów, a to z kilku względów:

- dzieciaki mają fenomenalną pamieć, jeśli nawet bohater będzie się nazywał Tukultininurta, a spodoba się milusińskim, na pewno go zapamiętają. Ja do dziś nie mogę przeboleć , że nie pozostawiono oryginalnego imienia Czarodziejki z Księżyca (Usuri) a przetłumaczono je na Bunny:)

- część z przetłumaczonych imion brzmiałaby śmiesznie po polsku jeśli przekładalibyśmy je dosłownie - np. Ben Ten. Niestety, ale tu fantazja tłumacza musiałaby pójść w ruch, i przyznam, że trochę obawiam się tego poruszenia.

- trzecia sprawa tyczy się nieco starszych dzieci - łatwiej dyskutować ze swoimi internetowymi znajomymi o jakimś bohaterze, gdzy psługujemy się tym samym imieniem

kadre
07-24-2011, 10:04
Nie tłumaczyłabym imion bohaterów, a to z kilku względów:

- dzieciaki mają fenomenalną pamieć, jeśli nawet bohater będzie się nazywał Tukultininurta, a spodoba się milusińskim, na pewno go zapamiętają. Ja do dziś nie mogę przeboleć , że nie pozostawiono oryginalnego imienia Czarodziejki z Księżyca (Usuri) a przetłumaczono je na Bunny:)

- część z przetłumaczonych imion brzmiałaby śmiesznie po polsku jeśli przekładalibyśmy je dosłownie - np. Ben Ten. Niestety, ale tu fantazja tłumacza musiałaby pójść w ruch, i przyznam, że trochę obawiam się tego poruszenia.

- trzecia sprawa tyczy się nieco starszych dzieci - łatwiej dyskutować ze swoimi internetowymi znajomymi o jakimś bohaterze, gdzy psługujemy się tym samym imieniem

ad. Czarodziejka z Księżyca:
Bohaterka ma na imię Usagi, a nie Usuri, a to po japońsku jest nic innego, jak królonek. Mało tego, na nazwisko ma chyba Tsukino, z tego, co pamiętam: sufiks -no przysługuje przymiotnikom, a Tsuki to Księżyc, więc mamy księżycowego króliczka ----> w legendach japońskich wierzy się, że Księżyc zamieszkiwany jest przez króliki właśnie.
(Kiedyś bawiłam się w japoński, a potem i tak polazłam na chiński. Ale gramatykę pamiętam!)

Pani J.
07-24-2011, 13:24
ad. Czarodziejka z Księżyca:
Bohaterka ma na imię Usagi, a nie Usuri, a to po japońsku jest nic innego, jak królonek. Mało tego, na nazwisko ma chyba Tsukino, z tego, co pamiętam: sufiks -no przysługuje przymiotnikom, a Tsuki to Księżyc, więc mamy księżycowego króliczka ----> w legendach japońskich wierzy się, że Księżyc zamieszkiwany jest przez króliki właśnie.

Dokładnie, Tsukino Usagi - księżycowy króliczek :) Mnie tylko zastanawia dlaczego w polskiej wersji językowej tłumacz przetłumaczył Usagi na Bunny (fakt bardziej wywołuje skojarzenia). Nieźle za to wybrnął z samego tytułu "Sailor Moon" - czarodziejka brzmi o wiele lepiej niż marynarz :)

kadre
07-24-2011, 21:34
Dokładnie, Tsukino Usagi - księżycowy króliczek :) Mnie tylko zastanawia dlaczego w polskiej wersji językowej tłumacz przetłumaczył Usagi na Bunny (fakt bardziej wywołuje skojarzenia). Nieźle za to wybrnął z samego tytułu "Sailor Moon" - czarodziejka brzmi o wiele lepiej niż marynarz :)

Bunny mógł, brzydko mówiąc zerżnąć z wersji amerykańskiej. Za to pani Stachyra czytała to jako BANE, czemu zawdzięczałam parę łaadnych lat w przekonaniu, że tak właśnie mówi się "królik" po japońsku.
W ogóle to tłumaczenie jest wybitne, przywołam mój ulubiony kwiatek: GROCH FASOLA (crescent beam).
Potego wolnych skojarzeń, działaj!

Zastanawiające jest też, czemu tylko główna bohaterka dostąpiła tego wątpliwego zaszczytu zmiany imienia, hmmmmmm...


Co się tyczy samego tłumaczenia nazw własnych w literaturze dziecięcej, to są dwie szkoły: Klingberg i jego zwolennicy uważają, że dziecko (jako twór bezrozumny) powinno mieć całość uproszczoną i udomowioną. Stąd zmiany imion, czasem drastyczne (jak np. w Ani z Zielonego Wzgórza) i w sumie wzięte z - nomen omen - księżyca. Szkoła Oiittinen natomiast hołduje poglądom, że "dziecko też człowiek i o świecie wiedzieć musi" i że posiada wszelkie aspekty umysłowe zapewniające pojęcie tego strasznego faktu, że poza jego ojczyzną też jest świat i inne dzieci, a dziewczynka z Filipin raczej nie będzie miała na imię Marysia (no chyba że rodzice to emigranci). Na chwilę obecną raczej odsuwa się od teorii klasycznej na rzecz bardziej, hm, liberalnej, aczkolwiek najczęstszą praktyką jest zastępowanie imion ich podobnie brzmiącymi odpowiednikami lub zmienianie oryginalnej pisowni tak, aby ułatwić mlodemu czytelnikowi płynność odbioru (a także, zapewne, poprawną wymowę).
Zastępowanie imion to nie jest zjawisko zawężone do literatury dziecięcej, zwróćcie uwagę na uprzednie formy używane potocznie: TOMASZA Alwę Edisona, JERZEGO WASZYNGTONA, JANA Sebastiana Bacha, MICHAŁA ANIOŁA...

Joanna80
07-26-2011, 17:14
TU się nie zgodzę. Jest mnóstwo bajek np na MINI MINI zupełnie bez przemocy. Cebeebies też jej nie ma. A niestety starsze bajki np o królewnie Śnieżce mają jej aż nadto. Pół godziny tłumaczyłem jeszcze wtedy 2 letniej córce czemu królowa chciała, żeby myśliwy przyniósł jej serce Śnieżki. I tu pytanie- czy taką bajkę dla maluchów zmiękczać czy tłumaczyć wiernie?

Prawda, JimJam też jest w porządku, ale chodziło mi bardziej o filmy w wersji kinowej, lub wypożyczane - tutaj różnie może być. A co do królewny Śnieżki i innych pomysłów braci Grimm... No chyba trzeba wiernie przetłumaczyć, oni po prostu tacy są. Co dziwne, ja ich uwielbiałam jako mała dziewczynka, mimo że naprawde - krew ocieka prawie na każdej stronie, ale teraz mam spory dylemat, czy to nie będzie za mocny "towar" dla moich dziewczynek :).

mskassa
08-09-2011, 14:12
W tym temacie chciałabym rozpocząć dyskusję na temat tłumaczeń filmów animowanych. Jakie są Wasze ulubione tłumaczenia i dlaczego? A może istnieją takie, których wybitnie nie lubicie / uważacie za nieudane?

Moim zdecydowanym faworytem jest tłumaczenie kreskówki The Marvelous Misadventures of Flapjack, nadawanej obecnie na kanale Cartoon Network. Polskie tłumaczenie jest niesamowicie śmieszne, a jednocześnie pozostaje wierne oryginałowi. Na osobną pochwałę zasługuje polski dubbing :)

bartek_t
08-25-2011, 16:27
Tlumaczyl ktos z Was bajki? Z jakimi trudnosciami, poza doborem odpowiedniego dla mlodego widza slownictwem, musi liczyc sie tlumacz tlumaczac np. kreskowki? Czy wyzwania typu kontekst kulturowy maja takie same, wg Was, znaczenie w przypadku programow dla dzieci jak programow dla doroslych? A moze tlumaczac bajke na wiele rzeczy mozemy spojrzec z przymrozeniem oka, wiedzac, ze najmlodsi nie zwroca na nie uwagi? Ciekawy jestem Waszych spostrzezen w tym temacie :)

kasia*
08-25-2011, 21:50
Sprawa ma się podobnie jak w tłumaczeniu bajek "książkowych" - dla mnie największym wyzwaniem było dobranie imion, które mają jakieś ukryte znaczenie, oczywiste dla widza anglojęzycznego, ale nic niemówiące Polakowi. Np. pies nazwany "Fluffy" dla małego Anglika będzie czymś puszystym, milutkim i mięciutkim, ale dla Polaka Flafi to Flafi. O ile w tym przypadku, zastąpienie go "Puszkiem" nie było żadnym wyzwaniem, zwłaszcza, że jest to powszechnie używany zamiennik tego imienia, o tyle niektóre imiona i nazwy naprawdę potrafią dać w kość ;)

dorottya
08-25-2011, 23:08
Wydaje mi się, że tłumacząc bajkę można pozwolić sobie na dużą dowolność i popuścić nieco wodzę fantazji w przypadku tłumaczenia nazw własnych. Najważniejsze to myśleć jak dziecko :)
Powstaje jednak problem, kiedy niektóre gagi, żarty sytuacyjne są po prostu nieprzetłumaczalne na inny język, jak np. w Shreku. Wtedy tłumacz staje przed pewnym dylematem- stworzyć zupełnie nowy żart, czy przetłumaczyć coś dosłownie, w rezultacie otrzymując coś całkowicie niezabawnego. Ważne, aby przetłumaczona bajka nie traciła swojego charakteru i była mimo wszystko podobna do oryginału. W Czechach np. Hogwart, szkoła czarodziejów z Harrego Pottera nie nazywa się tak jak na całym świecie, ale Bradavice. Nie jestem przekonana co do tego, czy takie tłumaczenie było dobrym posunięciem ;)

kasia_p
08-26-2011, 13:27
Zgodzę się, że w tłumaczeniu bajek można pozwolić sobie na troszkę więcej wyobraźni, ale nie łudziłabym się, że dzieci coś przeoczą. W gruncie rzeczy to bardzo dociekliwi obserwatorzy, dlatego tłumacz musi mieć się na baczności ;) Dla mnie tłumaczenie literatury czy filmów animowanych dla dzieci jest szalenie przyjemne. To doskonała odskocznia od codzienności. Co do kontekstów, to uważam, że każda bajka musi być przede wszystkim funkcjonalna. O ile można pozwolić sobie na żonglowanie kulturami w bajkach dla starszych dzieci, to nie przesadzałabym z tym jeśli chodzi o najmniejszych milusińskich. Owszem, należy zaznajamiać dzieci z innymi kulturami ale stopniowo. Bardzo dobrym przykładem tłumaczenia z funkcjonalnego punktu widzenia jest Fluffy - Puszek. Myślę, że takie tłumaczenia na pewno zdadzą egzamin u najmłodszych odbiorców.

camilla00
08-26-2011, 17:44
Mnie osobiście zachwyca i sama bajka i jej tłumaczenie, mianowicie Seep in the Big City, lub po polsku Owca w wielkim mieście. Bajka jest nadzwyczajnym nagromadzeniem gier słownych, które są cudowną zabawą dla umysłu i nie lada wyzwaniem dla tłumacza. Choćby imiona i nazwy własne: np. Lady Richington - Pani Szmal-Bogacka i jej parodia: Lady Medusington, czyli Pani Meduz-Pożeracka; Ben Wątek - Ben Plotz;
oraz tłumaczenia tytułów odcinków:
Część 1: Cicho beczące serce me Chapter 1: Be Still My Bleating Heart!
Część 2: Jagnięca miłość Chapter 2: Mutton But Love!
Część 3: Będziesz moją wełną? Chapter 3: Wool You Be Mine?
Część 3: Nigdy owcześniej tego nie słyszałem Chapter 3: I Never Herd of Such a Thing!
Tłumacz w wielu przypadkach wykazał się naprawdę godną podziwu inwencją.
Moim zdaniem tego typu tłumaczenia, to ogromne wyzwanie.

marthe0207
02-27-2012, 12:10
Uważam, że tłumaczenie imion bohaterów jak najbardziej ma sens. Dzieci to wyjątkowa grupa czytelników, w związku z czym tłumaczenie bajek nie jest pracą lekką, zwłaszcza dla osób, które nie potrafią się w odpowiedni sposób uwrażliwić i wczuć w świadomość małego dziecka. Podczas tłumaczenia bajki należy spróbować spojrzeć na świat oczami dziecka. Imiona bohaterów i nazwy miejsc nie mogą brzmieć obco i muszą być łatwe do zapamiętania. Wskazane zdrobnienia, jakich pełno w języku kilkulatków :)

Myślę, że tłumaczenie bajek nie jest aż tak trudnym zadaniem. Dużym plusem jest to, że w bajkach język jest raczej prosty, beż żadnych aluzji, gry słów, ma być w końcu zrozumiały dla najmłodszych. A co do imion bohaterów, to zależy czy w języku docelowym są ich odpowiedniki, bo co np. ze Świnką Peppą? :)imię jest tu raczej zachowane. Poza tym tłumaczenie bajek może być bardzo dobrą zabawą, wyszukiwanie onomatopei, itp. :)

KarolinaK
02-27-2012, 12:28
to zależy od bajki. Uważam, że tłumacz powinien kierować się wyczuciem, co będzie się dobrze "czytało" dziecku. Nie powinno to moim zdnaiaem też byc dosłowne tłuamczenie jak w przypadku Fredi Phi Phi, tylko powinno wynikać z kontekstru.

IWKA
02-28-2012, 09:41
W jaki sposób powinno się tłumaczyc bajki dla dzieci? Zmieniac imiona bohaterów? Czy w dobie globalizacji adaptacja do polskich realiów ma sens?

ma. mam wrażenie, że dzięki takiej adaptacji odbiorca doceni taki materiał. :)
globalizacji bym w to nie mieszała. ;) ona jest, ale w tym przypadku obok, a nie przede wszystkim. :)

przemekm
10-31-2018, 07:48
Mała ciekawostka o nazwach bohaterów kreskówek. Pod koniec lat trzydziestych ubiegłego wieku - czyli tuż przed wybuchem wojny - ukazywał się pierwszy w Polsce tygodnik komiksowy pt. "Gazetka Miki". W zamieszczanych tam historyjkach nazwy postaci Disneya miały swoje polskie odpowiedniki - Kaczor Donald był Kaczorkiem Zadziorkiem, Myszka Minnie Mysią a Goofy Hipolitem Warkotem. :)