PDA

View Full Version : Słowotwórstwo


jenoty
05-07-2009, 20:52
Przy przeglądaniu artykułów o neologizmach natknęłam się na ciekawy wątek dotyczący zapożyczeń i słowotwórstwa. W artykule Marty Czyżewskiej "Snowboard czy śniegodeska - czyli o aspekcie translacyjnym we współczesnym słowotwórstwie" można poczytać o udanych i nieudanych próbach spolszczenia pewnych wyrażeń. Udane to np. cassette - kaseta, lub cellular phone - telefon komórkowy.
Okazuje się jednak, że istnieje wiele przypadków, kiedy słowa mające na celu zastąpienie wyrazów obcych nie zostały przyjęte do języka. Takimi nieudanymi próbami były: deszczochron zamiast parasol, cichostępy zamiast pantofle, zatulnik zamiast szlafrok lub, moje ulubione, nocobłęd lub sennowłok zamiast lunatyk.
Ten sam artykuł przypomina konkurs "Polityki" na wymyślenie polskich odpowiedników dla rozpowszechnionych wyrazów obcych. Wśród propozycji znalazły się m.in.: hasłonosz zamiast bannera, buszer lub kompirat zamiast hakera, szbkokęs - fast food, listel - e-mail, nałonnik - laptop, chłopela, męskapela, chłopcopaka - boys band, czy tez tytułowa śniegodeska jako kalka słowa snowboard.

A Wy co myślicie o podobnych akcjach? Czy zastępowanie obcych wyrazów ma sens i szanse na powodzenie? Czy lepiej byłoby brać przykład z Hiszpanów, którzy na tak globalne słowa jak komputer i hot dog mają własne, świetnie funkcjonujące odpowiedniki nie przypominające nawet oryginalnych nazw? Czy nie przeszkadza Wam duża ilość zapożyczeń, czy może te polskie odpowiedniki brzmią Waszym zdaniem jeszcze gorzej?

NoOne3
05-07-2009, 22:56
Był jeszcze "zwis męski" zamiast krawata i "trójkąt męski" zamiast slipów.
A co do mojego zdania, to z przyjemnością patrzę na słowa stworzone przez językoznawców, którym nie udało się wyprzeć form napływowych, z czystej jeno przekory wobec tych wszystkich, którzy knują, jak tu każde słowo zastąpić jakimś rodzimym słowotworkiem.

A myślę sobie też, że debatowanie na ten temat jest często domeną ludzi, którzy z motyką porywają się na słońce, potem z kijem na Wisłę, a na koniec każą jeszcze morze wybatożyć i cały czas narzekają, że nikt nie słucha ich wołania wieszczącego zgubę niechybną języka, kultury i narodowości.
http://forum.mlingua.pl/images/editor/resize_1.gif (http://srebrne.w.interia.pl/monety2003.html)
...

Ale zaraz zbiorę baty... :P

salamandra
05-09-2009, 11:11
Tak jak zauważyłaś, jenoty, takie stwrzanie rodzimych odpowiedników raz jest bardziej efektywne a raz mniej. Trudno stwierdzić jednoznacznie i uniwersalnie, co sprawia, że jakieś słowo się przyjmuje a inne nie.
Z pewnością próby tworzenia polskich słów do każdego pojawiającego się zapożyczenia dostarcza czasem okazji do uśmiechu, żeby nie powiedzieć wybuchu śmiechu ;)
PS też bardzo przypadł mi do gustu nocobłęd, ale nie wiem dlaczego laptop to nałonnik?? kojarzy mi się to tylko z łonem, ale wątpię, żeby to był dobry trop ;)

jadis
05-09-2009, 23:11
Również uważam, że wszystko zależy od konkretnego przypadku. Niektóre udomowienia bardzo szybko wnikają w język i wchodzą do powszechnego użytku, ale są i takie, które bynajmniej domowo nie brzmią. Myślę, że przywołane przez jenoty przykłady są na to najlepszym dowodem. Słowa typu chłopcopaki, nocobłędy czy szybkokęsy brzmią po prostu niedorzecznie i tak dziwacznie, że wątpię aby mogły przyjąć się w języku polskim. Oczywiście nie można przesadzać z podatnością na obce nazewnictwo i w miarę możliwości chronić ojczysty język przystosowując go do szybko zmieniającej się rzeczywistości. Uważam jednak, że często lepszym rozwiązaniem jest albo przyjęcie obcego słowa, albo utworzenie zupełnie nowej nazwy dla danego przedmiotu czy zjawiska, niż kalkowanie na siłę, bo jak widać, efekty tego mogą być opłakane.

JoannaGawron
05-10-2009, 10:31
Odpowiem cytując prof. Krystynę Waszakową: "Język powinien żyć chwilą bieżącą, przyjmować „dżihady” i „tsunami”, a także zapożyczenia angielskie. Trzeba tylko starannie odsiewać plewy. Zresztą język sam się oczyszcza".
Próby zastępowania obcych wyrazów polskimi najczęściej kończą się fiaskiem. Nie wyobrażam sobie aby nagle do powszechnego użytku miał wejść nałonnik, szybkokęs czy deszczochron.

Podobnym przykładem jest "pizza". Za Słownikiem Wyrazów Obcych i Zwrotów Obcojęzycznych Władysława Kopalińskiego polskim odpowiednikiem tego słowa jest podpłomyk neapolitański, który w sposób naturalny w polszczyźnie się nie przyjął.
Przyznacie, że chyba słusznie.:)

salamandra
05-10-2009, 12:46
Przed nowymi słowami obcego pochodzenia nie ma co się bronić bo bez nich nasz język (i inne!) by się nie rozwijały. Jeśli by dobrze poszukać to by się okazało, że wiele słów używanych dziś powszechnie swoje korzenie ma np. w łacinie. A że dziś popularniejszy jest angielski, no cóż to lingua franca naszych czasów, tak jak w średniowieczu była łacina, więc nie ma co się dziwić, że tak wielki wpływ na inne języki ma dziś angielski.

jenoty
05-10-2009, 15:49
nie wiem dlaczego laptop to nałonnik?? kojarzy mi się to tylko z łonem, ale wątpię, żeby to był dobry trop ;)

Bardzo dobry trop - lap oznacza również łono, i zdaje się, że polska propozycja to tłumaczenie leksykalne a nie semantyczne, bo w wersji angielskiej chodzi raczej o to że można położyć to urządzenie "na kolana". Może bardziej trafny byłby nakolannik, ale z racji tego, że już istnieje taka rzecz, ktoś poszedł w nieco innym kierunku i wyszedł dziwaczny nałonnik.

salamandra
05-10-2009, 22:00
bardzo dziwaczny. wg mnie jedna z bardziej nieudanych prób stworzenia polskiego odpowiednika. chyba już 'przenośny komputer' byłby lepszy, mimo że długi i pewnie też nie miałby większych szans na przyjęcie się w języku ;)

mstep
05-10-2009, 22:48
Zgadzam się z tym, że wymyślanie polskich odpowiedników na siłę i próba "wtłoczenia" ich do języka to kiepski pomysł z marnymi szansami na powodzenie. Język jest tworem, narzędziem żywym, ewoluującym poprzez wkład każdego z nas, a nie dzięki gremium mądrych "gadających głów". Pytanie tylko, czy jest w stanie się idealnie samoregulować, niczym, nie przymierzając, gospodarka w ideałach kapitalistycznych ? :) Hm...
Są pewne słowa, które, owszem, przyjmują się w polszczyźnie, ale nie bez problemów, powodując kontrowersje, błędy, dziwaczne hybrydy, itp.
Dla mnie takim przykładem jest słowo "logo", które niektórzy odmieniają, a inni nie. O ile można jeszcze znieść formę "nie ma loga", to jak powiedzieć to w liczbie mnogiej? Nie ma LOG??? Chyba pozostaje tylko powiedzieć "nie ma logotypów"- ale nie wiem czy to znaczy to samo ;)

aina
05-11-2009, 15:00
NoOne3 nastawił się na baty, a tu nic...
Ale ja się dołączę do tej opinii...podobnie uważam, że tworzenie na siłe jakiś odpowiedników i wielki hałas o tym, jak to język jest zanieczyszczany wydają się być trochę na wyrost. Nie jest to ani nowe, ani niepostykane zjawisko. Zgadzam się też, że nie ma się co dziwić, że lingua franca wielokrotnie stanowi źródłosłów ;)
A co do takich zapożyczeń jak deszczoschron zamiast parasola... Słowo 'parasol' jest niby zapożyczeniem z francuskiego, ale tam to słowo funkcjonuje tylko jako parasol przeciwsłoneczny. Normalny parasol to 'parapluie' ;)
Podobnie można by się zastanowić dlaczego włoskie 'collazione' (= śniadanie) przeszło do naszego języka jako kolacja?
Tak oto właśnie wygląda historia zapożyczeń polskich...może ktoś jeszcze coś ciekawego pożyczy ;)

Tom z Sopotu
05-11-2009, 18:17
Dopóki nasza rodzima kultura (w szerokim tego słowa znaczeniu), a wraz z nią nasz język, nie staną się kulturą dominującą na świecie (a nie staną się, to raczej pewne), jesteśmy skazani na przepływ nowości językowych w tę stronę. Pozostaje tylko dobrze je wchłaniać, zamiast z błędami, co też się zdarza (dlaczego np. tak wielu ludzi chodzi do MacDonaldsa zamiast do MacDonalda, skoro to drugie jest i łatwiejsze do wymówienia, i więcej ma gramatycznego sensu?) - trzeba dobrze przystosować naleciałości do naszych konstrukcji językowych. Na poziomie fonetycznym to jeszcze jako-tako idzie, gorzej z pisownią, która nastręcza trudności - np. pisać oldskulowy, oldskólowy, czy zostawić oldschoolowy? Wygooglować, wyguglować, czy wygóglować?

Wymyślanie polskich odpowiedników zwykle kończy się na zabawie, choć mamy przykłady dobrze zakorzenionych nazw rodzimych, którymi zastąpiono wcześniejsze zapożyczenia - czymże innym jest "samochód", który zastąpił "automobil" (niemal dokładne tłumaczenie), czy "samolot" w miejsce dawniej używanego "aeroplanu" (ten raczej już skonstruowany przez analogię do samochodu, który przyjął się wcześniej)? Te wyrazy zapewne nie powstały spontanicznie, ktoś je do języka z rozmysłem wprowadził. Nawet w nowszej historii mamy takie przykłady - ogłoszono kiedyś konkurs na zastąpienie wspomnianego wyżej "szlafroka" i to z tego konkursu wzięła się "podomka", choć z czasem słowo to zaczęło żyć własnym życiem, funkcjonując równolegle z niepokonanym do dziś szlafrokiem jako określenie nieco innego rodzaju garderoby.

Moja ciotka, która mieszka od 30 lat w Hiszpanii, być może zmotywowana tamtejszym podejściem do problemu, z lubością przyjmuje takie nowalijki i np. na codzień używa "listela" zamiast "maila", choć powszechnie pomysł - ten akurat wcale nie najgorszy - się nie przyjął.

Ale to w ogóle żadna nowość - bodaj pod koniec XIX wieku istniał na terenie Polski silny prąd, usiłujący stawić opór wypieraniu języka polskiego przez inne języki, zwłaszcza zaborcze. Wtedy to powstało mnóstwo sztucznych słów, którymi z mniejszym lub większym powodzeniem usiłowano zastąpić narzucające się wyrazy obce. To z tego trendu wywodzą się właśnie prawodpodobnie "samochody" i "samoloty", choć większość tego typu słów zaginęła w niepamięci. Niektórzy jednak przyjmowali wówczas za punkt honoru nie używać innych nazw, niż rodzime - i coś tam wywalczyli.

Istnieje też przykład sukcesu takiej polityki. Jest nią ponoć język czeski. Niektórzy z Was być może zastanawiali się, dlaczego "muzyka" w tym języku nie brzmi podobnie jak w większości innych europejskich (także słowiańskich) języków, ale "hudba", albo dlaczego na tak powszechny na całym kontynencie "teatr" akurat jedni Czesi mówią "divadlo". Niech mnie jakiś specjalista poprawi, bo tu moja wiedza jest bardzo powierzchowna i być może nieścisła, ale słyszałem, że język czeski, jako bliski w pewnym momencie wymarcia, został programowo odtworzony przez ówczesnych, nazwijmy to, językoznawców i w dużej mierze - większej niż w wypadku innych języków - zaopatrzony w określenia nowe, sztuczne, ale jakoś tam etymologicznie uzasadnione. I one się przyjęły, a reaktywowany w ten sposób język ma się dobrze.

król Julian
05-12-2009, 03:43
Fakt, ze dane wyrazy wydaja sie nam smieszne jest spowodowany tylko i wylacznie tym, ze nie jestemy do nich przyzwyczajeni. Jesli sie chwile zastanowimy nad takim wyrazem jak "samochod" zamiast "auto", to tez to w sumie smiesznie brzmi, a jest w powszechnym uzyciu. Wszystkie te wyrazy wiec wcale nie byly by takie zabawne, gdybysmy ich uzywali na codzien:)

Natomiast co do samych prob ich tworzenia, jestem za. Dlaczego mamy byc tacy leniwi i od razu przyjmowac angielskie wersje, zamiast probowac stworzyc wlasne? To czy sie one przyjma czy nie, to juz inna kwestia, ale same proby sa dobrym pomyslem;)

król Julian
05-12-2009, 03:46
I jeszcze co do samych tendencji na spolszczone wersje angielskie, zamiast polskich odpowiednikow. Wydaje mi sie, ze (nie)stety bedzie co raz wiecej tych pierwszych, poniewaz (jak juz wiele osob zauwazylo na tym forum) istnieje "moda" na jezyk angielski i wszystko co brzmi zagranicznie jest "lepsze", tak wiec lepiej sie sprzedaje itp. Zgadzacie sie ze mna?

aina
05-12-2009, 09:07
Zastanowił mnie ten MacDonald...bo się nawet ostatnio zastanawiałam, kiedy koleżanka mówiła MacDonalds, a ja zawsze używałam MacDonald :D

"Programowe" odtwarzanie wymierającego języka nie zawsze musi przebiegać w ten sposób, jak było z językiem czeskim. Innym przykładem odtwarzania języka i słowotwórstwa może być język hebrajski, który był (oprócz Biblii i liturgii) niemalże całkowicie zapomniany i dopiero po II wojnie reaktywowany. Prawda jest taka, że zamiast słowotwórstwa skorzystano tam w większości przypadków z zapożyczeń...

aina
05-12-2009, 09:10
Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz...często przywołuje sie w takim temacie języki francuski czy hiszpański, które zachowały (albo raczej przeforsowały) swoje własne określenia na pewne nowe zjawiska, takie jak np. komputer ;)
I może to tylko takie teoretyczne gdybanie...ale zastanawia mnie co było pierwsze. Wiadomo, że języki romańskie, etc., ale któryś musiał być pierwszy w tym słowotwórstwie, a potem następowało już zapożyczenie... A może ktoś z was wie coś na ten temat?

król Julian
05-12-2009, 16:49
Zastanowił mnie ten MacDonald...bo się nawet ostatnio zastanawiałam, kiedy koleżanka mówiła MacDonalds, a ja zawsze używałam MacDonald :D

Ja tez zawsze uzywam McDonald. Wydaje mi sie, ze to jest poprawna forma, poniewaz nazwisko zalozyciela to Mcdonald, natomiast wszystkie restauracje, ktore maja w nazwie czyjes nawzwisko, maja na koncu dodane "s", wiec wychodzi nam McDonald's albo Wendy's. Tak samo mowi sie "I am going to Magda's" z "s" na koncu, zeby zanzczyc ze idzie sie DO KOGOS. Z tego wszystkiego wynika, ze w jezyku polskim nalezy opusicic "s" na koncu, gdzyz mamy zamiast tego "a", ktore wskazuje, ze idziemy gdzies/do kogos. Forma "do McDonaldsa" to jaby podwojne powiedzenie tego samego:).

bebe05
05-12-2009, 17:57
Kolejne słowo po „MacDonald” sprawiające nie lada problemy to „dubbing”. Zaskakująco często słyszę w mediach „dubling”. Niestety natknęłam się również wielokrotnie na taką właśnie pisownię tego słowa. Błąd czy spolszczenie ? :p

aina
05-12-2009, 18:14
Bo może to chodzi o doublowanie, w stylu kaskaderzy, etc ;)

król Julian
05-12-2009, 21:13
Zastanawiamy sie tutaj glownie nad anglicyzmami w jezyku polskim, a tak troche z innej beczki: zastanawial sie ktos nad tym, ze np. jezyk polski tez zostawil slady w jez. angielskim? Takim przykladem moze byc slowo "kielbasa", ktore jest zanane jako polskie danie i wystepuje w takiej wlasnie formie:)

Anetadan
05-12-2009, 21:30
Wydaje mi się, że jeśli już stosujemy zapożyczenia, nie ma sensu ich spolszczać.. brzmi to cokolwiek komicznie, a zapożyczenia stosujmy, oczywiście w przypadku braku polskiego ekwiwalentu.

aina
05-12-2009, 21:31
Hehe...podobnie jak pierogi, vodka, etc.
Widać, że z naszego języka najlepiej przyjmują się terminy z naszych spiżarni :p

Anetadan
05-12-2009, 21:33
A jeśli chodzi o wpływ polskiego na języki obce, to przykładem może być niemieckie określenie "Piroggen". Jak widać, migracja leksykalna nie ma jedynie kierunku j.obcy-polski, ale jest wzajemna.

Anetadan
05-12-2009, 21:37
Dokładnie, Szereg wyrazów zapożyczonych dotyczy przecież produktów żywnościowych i potraw: coca – cola, keczup, whisky, chipsy, snacki, hamburger. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele z nich jest obcego pochodzenia..

jenoty
05-12-2009, 21:41
Bo może to chodzi o doublowanie, w stylu kaskaderzy, etc ;)

A może o zwiedzanie Dublinu ;)

Anetadan
05-12-2009, 21:49
Chyba dziedziną życia najmniej przesiąkniętą spolszczeniami i udziwnioną słowotwórstwem jest IT - w świecie technologii informacyjnej nie ma dużo miejsca na polonizmy.

jenoty
05-12-2009, 21:52
Zastanawiamy sie tutaj glownie nad anglicyzmami w jezyku polskim, a tak troche z innej beczki: zastanawial sie ktos nad tym, ze np. jezyk polski tez zostawil slady w jez. angielskim? Takim przykladem moze byc slowo "kielbasa", ktore jest zanane jako polskie danie i wystepuje w takiej wlasnie formie:)

Poza wspomnianymi tu kulinarnymi przypadkami, nie przypominam sobie innych przykładów przyswojenia polskich wyrazów w angielskim języku. Na pewno dzieje się tak często w przypadku nieprzystawalności elementów kulturowych. Takim sposobem przejęto wiele pojęć z bogatej i dość egzotycznej kultury Rosyjskiej np. khokhloma, matryoshka, dacha itp.

bebe05
05-12-2009, 22:42
Przychodzi mi na myśl jeszcze jeden niebanalny twór językowy . :D Słowo „ciucholand” powstało z połączenia potocznie używanego określenia ubrania (ciuch) i angielskiego słowa land . Inną często spotykaną ‘wersją’ tego słowa jest „ciuchland”. Powstało również kilka ciekawych synonimów: Lumpex, Szmatex, Szpermel . Nie mogę też nie wspomnieć o szyldach takich sklepów. Mój ulubiony to: „Świat Szmat”. Jak wytłumaczyć fenomen popularności tych słów? :confused:

aina
05-13-2009, 09:40
Chyba trzeba go tłumaczyć fenomenem popularności wyżej wspomnianych sklepów...

A propos scena z jednego z takich sklepów:
<kobieta 1> znalazłam fajne buty, ale nie wiem czy je kupować?
<kobieta 2> no, rzeczywiście fajne. Porządne. A po ile?
<kobieta 1> 5,5 zł.
<kobieta 2> ee...to drogie, nie bierz.

A propos ciucholandu vs. ciuchlandu, to pierwsza wersja dużo bardziej mi się podoba przez ten interfix -o- :)

bebe05
05-13-2009, 20:54
Przykłady z życia codziennego są najlepsze.:D (Pamiętacie skecz łowców b. – ‘szczypiorek’? ) :p ‘Sklep z odzieżą używaną’ to długa, ale według mnie najodpowiedniejsza nazwa. Wydaje mi się, że nie wywołuje aż tak negatywnych skojarzeń jak ‘ciucholand’.

bebe05
05-14-2009, 11:34
Poza wspomnianymi tu kulinarnymi przypadkami, nie przypominam sobie innych przykładów przyswojenia polskich wyrazów w angielskim języku.

Według mnie takich przykładów z różnych dziedzin będzie coraz więcej. Wszystko to za sprawą migracji zarobkowej do Wielkiej Brytanii i Irlandii. Anglicy (z mojego doświadczenia) nie wzbraniają się przed nauką i używaniem polskich słów - traktują to jako zabawę. Tak naprawdę tylko od nas zależy jakie słowa poznają – oby nie były to głównie wulgaryzmy.

Milven
05-15-2009, 20:10
A wiecie,że jest polonizm w angielskim NIE związany z kuchnią??
Świerk to "spruce".Słowo to pochodzi z średniowiecza.
Pruscy kupcy,którzy sprowadzali do Anglii świerk(nie spotykany tam ówcześnie na wyspie),Anglicy słyszeli często "z Prus".Stąd wziął się "spruce" :)

aina
05-15-2009, 20:34
Ciekawe :) Pierwszy raz słyszę, ale to naprawdę niesamowite :D

katarzynaz
05-17-2009, 17:33
Wątek jest bardzo ciekawy, nie da się ukryć. Według mnie, słów, które na dobre weszły na naszego języka, takich jak "fast-food" czy "e-mail" nie ma sensu zmieniać ponieważ było by to po prostu sztuczne. Natomiast osobiście nie podoba mi się bardzo używanie takich słów jak np. "celebryci". Uważam, że jest to wprowadzanie na siłę obcych wyrazów, które są niepotrzebne, bo mamy przecież polskie odpowiedniki, czyż nie?

marlenaww
05-18-2009, 13:03
Również uważam, że wszystko zależy od konkretnego przypadku. Niektóre udomowienia bardzo szybko wnikają w język i wchodzą do powszechnego użytku, ale są i takie, które bynajmniej domowo nie brzmią. Słowa typu chłopcopaki, nocobłędy czy szybkokęsy brzmią po prostu niedorzecznie i tak dziwacznie, że wątpię aby mogły przyjąć się w języku polskim.

Zgadzam się jak najbardziej z jadis. Problem polega głównie na tym, że nazwy obce próbuje się tłumaczyć dosłownie i dlatego brzmią one tak beznadziejnie. Zapewne w krajach takich jak np. Hiszpania nowe słowa, zastępowane sa po prostu sensownymi sowami rodzimymi i dlatego przyjmują się o wiele łatwiej i wcale nie brzmią podobnie jak ich "oryginały". Poza tym, nie wszystkie zapożyczenia są złe i nie powinniśmy się tak strasznie przed nimi bronić. Wszystko w granicach rozsądku.

marlenaww
05-18-2009, 13:10
A co do angielskich niedorzeczności w j. polskim, to usłyszałam niedawno w radio, że prezydent będzie brał udział w spotkaniu ekstraordynaryjnym rządu! Co za bezsens! Jakby nie można powiedzieć spotkanie nadzwyczajne, jak było do tej pory! To zabrzmiało tak sztucznie. Wobec takich stworków jestem zdecydowanie na nie!

kasiaw
05-18-2009, 13:24
Wydaje mi się, że stworzone słowa na obce odpowiedniki może i by się przyjęły gdyby zaczęły funkcjonować od razu. Bo jeżeli jakiś obcy wyraz jest już obecny w naszym języku, jest powszechnie używany to ludzie się do niego przyzwyczaili i wówczas próby zastąpienia go innym, spolszczonym wyrazem są moim zdanie bez sensu. Jeśli chcemy stworzyć Polski odpowiednik dla jakiegoś słowa to trzeba to robić jak tylko ono się pojawi, bo ludzie szybko się przyzwyczajają i potem ciężko jest im przejść na coś innego.

aina
05-18-2009, 18:26
Mnie z kolei zastanowiło dzisiaj słowo "żaluzja" - zapożyczenie z francuskiego ze słowa oznaczającego "zazdrość". Tak się przyjęło, każdy tak mówi i nawet się nie zastanawiamy...i tu jest racja, jeśli chce się wprowadzić jakiś odpowiednik to trzeba od razu, bo potem to przysłowiowa "klamka zapadła" ;)

TomsiaPiotr
05-20-2009, 09:11
Mnie zawsze smieszy wyraz 'cerata.' Jakies pomysly skad to sie moglo wziac?:) Swoja droga, duzo mamy w jezyku polskim bardzo smiesznych wyrazow, nie sadzicie? Bardzo ciekawy, watek, wypowiedzi takze mi sie podobaly.

aina
05-20-2009, 09:23
Pomysł nazywa sie słownik etymologiczny :p
CERATA [od łac. ceratus - woskowany]

jenoty
05-20-2009, 13:59
A co do angielskich niedorzeczności w j. polskim, to usłyszałam niedawno w radio, że prezydent będzie brał udział w spotkaniu ekstraordynaryjnym rządu! Co za bezsens! Jakby nie można powiedzieć spotkanie nadzwyczajne, jak było do tej pory! To zabrzmiało tak sztucznie. Wobec takich stworków jestem zdecydowanie na nie!

Kiedy przeczytałam wypowiedź to też pomyślałam, że ekstraordynaryjny to już gruba przesada. Ale po małym dochodzeniu okazało się, że choć słowo jest zapożyczeniem, to z łaciny i do tego, że używa się go w języku polskim długo i że jest już wręcz przestarzałe.

Za słownikiem Kopalińskiego:

ekstraordynaryjny dawn. nadzwyczajny, wyjątkowy.

Etym. - łac. extraordinarius 'niezwykły' od extra ordinem 'poza (zwykłym) porządkiem'; zob. ekstra-; ordo, zob. ordynacja.

TomsiaPiotr
05-20-2009, 19:50
Hmm a co sadzicie o uzywaniu obcych wyrazow przez naszych politykow? To tak nawiazujac do tego, co powiedziala Jenoty. "Nasi" politycy mnie bardzo wkurzaja czasami swoim doborem slow.

katarzynaz
05-20-2009, 20:00
Hmm a co sadzicie o uzywaniu obcych wyrazow przez naszych politykow? To tak nawiazujac do tego, co powiedziala Jenoty. "Nasi" politycy mnie bardzo wkurzaja czasami swoim doborem slow.

Taak... naśladowanie mowy naszych polityków może mieć marne skutki..
Nie chodzi mi już nawet o używanie obcych wyrazów, ale nawet o ich całokształt, z którego powstała niejedna "książeczka" mająca na celu poprawienie nam humoru:)

TomsiaPiotr
05-20-2009, 23:25
Dobrze mowisz :) Ostatnio mnie nasz premier zadziwil podczas "debaty" ze stoczniowcami. Skubany 5 minut mowil o czyms... po czym po 5 minutach skonczyl i wiadomo bylo ze nie powiedzial zupelnie NIC ale 5 minut minelo i sie go tak przyjmnie sluchalo i taki mily itd...

aina
05-21-2009, 07:16
Hehe...nas tego też na studiach uczyli...że jak nie wiesz czegoś na egzamin, to żebyś potrafił przez parę minut mówić płynnie, jednocześnie nie przekazując nic.
Wyższa szkoła :D

ddrruu
05-21-2009, 10:09
Przed nowymi słowami obcego pochodzenia nie ma co się bronić bo bez nich nasz język (i inne!) by się nie rozwijały. Jeśli by dobrze poszukać to by się okazało, że wiele słów używanych dziś powszechnie swoje korzenie ma np. w łacinie. A że dziś popularniejszy jest angielski, no cóż to lingua franca naszych czasów, tak jak w średniowieczu była łacina, więc nie ma co się dziwić, że tak wielki wpływ na inne języki ma dziś angielski.

Zgadzam się, nie obronimy się przed tym i może dobrze, bo dzięki temu język rzeczywiscie się rozwija, chociaż wydaje mi się, warto próbować, szukać polskich odpowiedników, tworzyć nawet te stworki potworki językowe, bo to jest rownież rozwijające :)

ddrruu
05-21-2009, 10:16
Fakt, ze dane wyrazy wydaja sie nam smieszne jest spowodowany tylko i wylacznie tym, ze nie jestemy do nich przyzwyczajeni. Jesli sie chwile zastanowimy nad takim wyrazem jak "samochod" zamiast "auto", to tez to w sumie smiesznie brzmi, a jest w powszechnym uzyciu. Wszystkie te wyrazy wiec wcale nie byly by takie zabawne, gdybysmy ich uzywali na codzien:)

Natomiast co do samych prob ich tworzenia, jestem za. Dlaczego mamy byc tacy leniwi i od razu przyjmowac angielskie wersje, zamiast probowac stworzyc wlasne? To czy sie one przyjma czy nie, to juz inna kwestia, ale same proby sa dobrym pomyslem;)

Bywa, że na poczatku angielskie słowa też nam się wydają śmieszne, kiedy inni ich używają, ale z czasem wchodzą i do naszego słownika, kwestia przyzwyczajenia, a potem już wszyscy organizują eventy, meetingi i aftery...

ddrruu
05-21-2009, 10:18
I jeszcze co do samych tendencji na spolszczone wersje angielskie, zamiast polskich odpowiednikow. Wydaje mi sie, ze (nie)stety bedzie co raz wiecej tych pierwszych, poniewaz (jak juz wiele osob zauwazylo na tym forum) istnieje "moda" na jezyk angielski i wszystko co brzmi zagranicznie jest "lepsze", tak wiec lepiej sie sprzedaje itp. Zgadzacie sie ze mna?

Zdecydowanie, bo chyba generalnie mamy modę na obywateli świata, szeroko pojęty kosmopolityzm...

ddrruu
05-21-2009, 10:29
Wydaje mi się, że jeśli już stosujemy zapożyczenia, nie ma sensu ich spolszczać.. brzmi to cokolwiek komicznie, a zapożyczenia stosujmy, oczywiście w przypadku braku polskiego ekwiwalentu.

Tak jak robią to np Niemcy... - bierzemy angielskie słowo i używamy zgodnie z własnym zasadami gramatycznym... Efekty bywają komiczne.

ddrruu
05-21-2009, 10:32
Przychodzi mi na myśl jeszcze jeden niebanalny twór językowy . :D Słowo „ciucholand” powstało z połączenia potocznie używanego określenia ubrania (ciuch) i angielskiego słowa land . Inną często spotykaną ‘wersją’ tego słowa jest „ciuchland”. Powstało również kilka ciekawych synonimów: Lumpex, Szmatex, Szpermel . Nie mogę też nie wspomnieć o szyldach takich sklepów. Mój ulubiony to: „Świat Szmat”. Jak wytłumaczyć fenomen popularności tych słów? :confused:


O to ja mam swoją ulubioną firmę, która niestety nie wiem czym się zajmuje, ale nazwa moim zdaniem baaaardzo chwytliwa : Zdzichtex.
Swiatowo, nieprawdaż? :)

katarzynaz
05-24-2009, 22:20
Zgadzam się, nie obronimy się przed tym i może dobrze, bo dzięki temu język rzeczywiscie się rozwija, chociaż wydaje mi się, warto próbować, szukać polskich odpowiedników, tworzyć nawet te stworki potworki językowe, bo to jest rownież rozwijające :)

Według mnie to nie jest najlepsze rozwiązanie. Jeśli jakieś słowa istnieją i są uniwersalne dla wielu języków, to po co na siłę tworzyć kolejny neologizm? Żeby obcokrajowcy mieli więcej problemów? Jeśli posiadamy polski odpowiednik - użyjmy go, a nie bawmy się w sztuczne używanie słów typu "implicytny" kiedy można powiedzieć np "ukryty". Jeśli zaś ich nie ma to może lepiej dostosować się do tego co istnieje a nie wymyślać na siłę problemy?

Tom z Sopotu
05-25-2009, 00:03
Mnie z kolei zastanowiło dzisiaj słowo "żaluzja" - zapożyczenie z francuskiego ze słowa oznaczającego "zazdrość". Tak się przyjęło, każdy tak mówi i nawet się nie zastanawiamy...

Byłobyż w tym źródłowe podobieństwo do "zazdrostki", czyli firanki? :)

aina
05-25-2009, 12:30
Możliwe...w końcu podobny jest cel zastosowania - uchronić się przed wszędobylskim spojrzeniem sąsiadów :D

katarzynaz
05-25-2009, 18:28
Mnie "zazdroski" kojarzą się z zazdrością:D

aina
05-25-2009, 20:07
No właśnie o to chodzi...jalousie - to też zazdrość.
Ja to rozumiem tak, że chodzi o uchronienie się przed zazdrosnym spojrzeniem sąsiadów...
Tak jak się kiedyś mówiło, żeby nie mogli uroku rzucić :p

katarzynaz
05-26-2009, 21:20
Ooo proszę, proszę - nie wiedziałam:)
A tak odnośnie tematu zasłyszałam dziś w telewizji wypowiedź pewnego polityka
"Ludzie z tego establishemntu..." hm.. taaak..brzmiało tak pięknie.. aż miło było posłuchać...

kasiaw
05-27-2009, 19:07
Hehe, dobre dobre z ta żaluzją. Ja na przykład znam dużo ludzi, którzy spolszczają angielski, mówią rzeczy typu: wyrzuć trasze, czy car na stricie stoi itp. No strasznie mi się chce śmiać z mojego kuzyna, jak pisze mi maila po polsku, a jest w USA od ponad 10 lat, i piszę mi, żę się ruszył do nowego domu, zamiast przeprowadził. :)

kasiaw
05-27-2009, 19:08
Jeszcze mi się jedna rzecz przypomniała, jak kuzyn zaproponował mi lifta do sklepu;p hehe dobre to było:)

katarzynaz
05-31-2009, 23:31
Tak to bywa niestety, z czasem zapomina się najprostszych słów...
moja kuzynka kiedyś krzyknęła: Och, zapomniałam, że mam appointment!
..hm.. a myślałam, że słowo "spotkanie/ wizyta" jest prostsze... ;p

mala_z_Aarhus
06-01-2009, 00:24
Doskonale rozumiem Twojego kuzyna KasiaW.. Mnie tez sie zdazaja dziwne polaczenia dunskopolskie, czesto kiedy uwazam, ze odpowiedniku dunskie sa duzo bardziej dosadne niz polskie albo bardzo sie spiesze z powiedzeniem czegos. Np kiedy zobaczylam, ze zdazyl sie wypadek na drodze, ostrzegajac mego tate powiedzialam: Uwazaj zbitka straszna. Nie wiem, co myslam. O brudach ( po dun. br&oslash;d to chleb) i szampunach (wiadomo) nie bede wspominac. Boje sie, ze dziecka tez naucze takiej mieszanki.

magda.d
06-01-2009, 08:56
[QUOTE=Anetadan;10876]A jeśli chodzi o wpływ polskiego na języki obce, to przykładem może być niemieckie określenie "Piroggen". Jak widać, migracja leksykalna nie ma jedynie kierunku j.obcy-polski, ale jest wzajemna.[/QUO

Nie spotkałam sie nigdy z takim określeniem :confused: Myśle, że to raczej niemiecki sposób wymawiania tego słowa w oryginale i niemiecką końcówka liczby mnogiej. To sie nazywa germamńska fantazja :)

joannalepicka
01-14-2012, 23:23
"Nazapki" (skrót od "najczęściej zadawane pytania") to propozycja poradni językowej PWN na angielskie "FAQ":
http://poradnia.pwn.pl/faq.php
Brzmi co najmniej uroczo. ;)

MaKus
01-14-2012, 23:56
język zanieczyszczony :cool: język to żywy twór, jego rozwoju nie zatrzymają nawet tłumy purystów;

zgadzam się z większością, że nie ma cona siłę zmieniać tego, co przyjmuje się naturalnie

Smoczyca
01-15-2012, 07:39
A ja myślę, że słowotwórstwo to fantastyczna rzecz.

"nałonnik" = <3 :D

I myślę, że warto starać się utrzymywać w jakimś stopniu czystość języka, bo w innym wypadku niedługo wszystkie języki zostaną pochłonięte przez angielski i chiński i tyle będzie z różnorodności. A różnorodność jest piękna ^^

msowi
01-15-2012, 17:56
Dla jednego środowiska społecznego/zawodowego dane zapożyczenie okaże się trafne, drugie natychmiast je deletnie i już po topiku:cool: