PDA

View Full Version : słownik przeciętnego Polaka


annajurys
05-07-2009, 08:51
Czy nie macie wrażenia, że w zatrważającym tempie ubożeje słownictwo przeciętnego użytkownika języka polskiego? Słowa takie jak "ten", "tego", "na tym!", "przetegować",etc. zwłaszcza kiedy chodzi o jakiś szybki i precyzyjny komunikat, zastępują konkretne słowa (na całe szczęście, zwykle wiadomo o co chodzi, bo "ten" jest w zasięgu wzroku). Z czego to wynika? U Francuzów czy Anglików (bo tylko ich mowę rozumiem na tyle, by się jej dokładnie przyjrzeć) nie zauważyłam tendencji do zapominania jak pewne przedmioty się nazywają...Jak temu zapobiec?

NoOne3
05-07-2009, 23:06
Nie mam wrażenia.

A u sąsiadów za wodą podobną rolę odgrywa określenie "thingy", zastępujące praktycznie cokolwiek, określone odpowiednim kontekstem.

Śmiem twierdzić, że słownictwo przeciętnego mieszkańca Polski ani się nie rozszerzyło, ani drastycznie nie skurczyło się, a wspomniane przez Ciebie formy stosowane są w momencie, gdy mówiącemu, lub rozmówcy brakuje w temacie danego zjawiska odpowiednich kompetencji.

Bo jeżeli, powiedzmy wdasz się w rozmowę z cieślą na temat konstrukcji dachu, który Ci buduje, to widząc niezrozumienie na twojej twarzy przy słowach typu: "kontrłata", "kleszcze", czy nie daj Boże "stolec" i mając łeb na karku zacznie używać wyrazów prostszych, posiłkując się przy tym gestykulacją i pokazywaniem palcem o co chodzi.

I nie jest to w żadnym przypadku zjawisko ograniczone do naszego kraju, inaczej nie potrafiłbym swego czasu odpowiedzieć irlandzkiemu dentyście na pytanie, czy byłem szczepiony na wirusowe zapalenie wątroby (http://zdrowo.info.pl/forum/viewtopic.php?f=3&t=777), bo nie znałem akurat jeszcze słowa "hepatitis".

agatagrzybowska
05-09-2009, 13:00
Wydaje mi się, że obcokrajowcy również mają i często sięgają do polskich odpowiedników "ten tego". We francuskim, na przykład, nagminnie słyszeć można "truc" tudzież "machin" określające niemalże wszystko. U anglików natomiast, prócz "thing" dość popularne jest słówko "stuff", które, podobnie, może oznaczać nieskończoną liczbę przedmiotów :)

jadis
05-09-2009, 14:26
Sczerze mówiąc, nie zauważyłam aż tak niepokojących zmian w sposobie wypowiadania się Polaków. Co prawda, niektóre słowa na pewno wychodzą z użycia ale na ich miejsce pojawiają się nowe. Zanikanie pewnych starych dziedzin czy elementów życia oraz ciągły napływ nowych trendów i technologii sprawia, że używane słownictwo rzeczywiście się zmienia, ale nie sądzę aby język polski przez to ubożał. Co do zastępowania konkretnych słów określeniami typu: „ten”, „tego” itd. to po pierwsze nie zauważyłam aż takich nadużyć w tej kwestii, a po drugie, takich słów najczęściej używa się mówiąc o sprawach czy przedmiotach, których nie jesteśmy w stanie nazwać, bo np. nie jesteśmy ekspertami w danej dziedzinie i nie potrafimy się fachowo na dany temat wypowiadać. Tak jak zaznaczył NoOne3, działa to również w drugą stronę. W rozmowie z laikiem w kwestiach komputerowych, informatyk nie może używać fachowej terminologii, bo rozmówca go po prostu nie zrozumie. Dlatego uważam, że upraszczanie języka często powodowane jest wymogami konkretnej sytuacji, niż brakami edukacyjnymi czy lenistwa użytkowników języka.

kfejklowicz
05-11-2009, 09:13
Czy nie macie wrażenia, że w zatrważającym tempie ubożeje słownictwo przeciętnego użytkownika języka polskiego?

NIestety da się to zauważyć, zwłaszcza wśród młodszych osób. Ja widzę ten problem gdy rozmawiam z gimnazjalistą bądź licealistą [sic!]. Nie obrażając oczywiście kwiatu młodzieży ani nie generalizując to widać znaczącą różnicę w ich sposobie wyrażania się. Może to prozaiczne wytłumaczenie, ale wydaje mi się, że to wszystko bierzę się po prostu z braku czytania. Poprzez czytanie można naprawdę wzbogacić język, szkoda tylko, że rzadko sięga się po książkę w dobie Internetu (jak to mentorsko brzmi).

NoOne3
05-11-2009, 22:57
Wiesz, może to także kwestia różnicy wieku?
Jak śpiewali swego czasu "the who":
"Things they do look awful c-c-cold
I hope I die before I get old"
http://forum.mlingua.pl/images/editor/resize_1.gif (http://srebrne.w.interia.pl/monety2002.html)
Poza tym pamiętaj, że gimnazjum, to schyłek niegdysiejszej podstawówki. Ja nie pamiętam, żebym był w tym okresie szczególnie elokwentny, a i liceum, to też nie najmądrzejszy wiek. Niby człowiek taki duży, ma garnitur na studniówkę i maturę na karku, ale w głowie jeszcze pstro.
Przynajmniej mówię o sobie.

aina
05-12-2009, 09:14
Ja myślę, że tu chodziło raczej o fakt czytania, nie mądrości ;)
Chodzi mi o to, że kiedyś te dzieci w szkole rzeczywiście czytały...może z karności, może z faktu, że książka była (prawie) jedynym źródłem informacji, w przeciwieństwie do dzisiejszego społeczeństwa - telewizja, komputery, gry, Internet...jest co robić zamiast nauki :p
Innym przykładem obrazującym to zjawisko są problemy z pisaniem (które mają nie tylko gimnazjaliści i licealiści)... Skoro MS Office poprawia, to nie trzeba pamiętać o regułach pisowni ;)
A zresztą, sama się ostatnio na tym przyłapałam, że kiedy miałam napisać ręcznie parę stron A4, to już po pierwszej bolała mnie ręka!! I się zastanawiałam po jakiego ja to robię, zamiast napisać na kompie i wydrukować ;)

wolfus
05-12-2009, 10:25
Przykłady wyrażeń pełniących zbliżoną funkcję w angielskim: "thingy", "the ... thing", "stuff", "dingus", "whatsit", "whatsitname", "whatshername","whatchamacallit", "whatnot" itp. W niemieckim: "Dingsda", "Dings", "Zeugs". Tego typu zwroty były używane w ww. językach już na długo przed powstaniem tego forum, a większość z nich była już wtedy obecna w słownikach. Język polski nie jest więc wcale pod tym względem wyjątkowy :)

kfejklowicz
05-12-2009, 11:59
Raczej nie chodziło mi tutaj o wiek "przeciętnego Polaka" tylko faktycznie o brak zainteresowania literaturą i jak już aina wspomniał/a o wyręczanie się komputerem we wszystkim. Poza tym - czego Jaś się nie nauczy... itd. Przecież w młodym wieku jest wiele okazji do czytania i nauki języka polskiego bo poźniej na studiach (oczywiście bez generalizacji ani kierunków w stylu polonistyka) wiele osob ogranicza się do przerzucenia kilku stron gazety lub poczytania czegoś w Internecie. I takie nawyki zostają niestety na przyszłość, więc nie ma się co dziwić że słownik Polaka ubożeje. Oczywiście nie jest to jednoznaczne z problemami w komunikacji międzyludzkiej - bo czasem do kogoś bardziej dociera "weź mi ten teges".

mmanka
05-12-2009, 13:44
Moim zdaneim trudno stwierdzic czy słownik przecietnego Polaka ubożeje. Wprawdzie cora częściej słychać wpsomniane już "tam, na tym, koło tego.." ale to chyba nie bierze się z nieznajomości słownictwa, bo przecież wszyscy rozumieją co sie do nich mówiu, nawet przy użyciu bardziej skomplikowanego nazewnictwa. Moim zdaniem jest to nieumiejętność wysłowienia się, spowodowana brakiem czytania, niestety...

magda.d
05-12-2009, 17:35
Innym, niemniej istotnym powodem jest z pewnością lenistwo przeciętnego Polaka, który stara się daną myśl wyrazić szybko i nie zastanawia się nad doborem ospowiednich środków stylistycznych. Trudno byłoby oczekiwać, że ktoś powie "Spójrz, przyjacielu na ten cud techniki, stworzony ręką, jakże genialnego artysty, jak mknie niezrażony przeciwnościami ruchu ulicznego!" mówiąc o samochodzie, który nas właśnie mija na autostradzie. Nie uważam, zeby słownictwo naszego narodu zubożało, wręcz przeciwnie, dostrzegam większą precyzję w dobieraniu słów i formułowaniu myśli w dyskusji. Jako Polacy mamy spory zasób słownictwa, którym posługujemy się, jeśli tylko starcza nam chęci i czasu. Współczesne realia przyzwyczajają nas do kawy trzy w jednym i proszku, który wybiela, odplamia i chroni, nic więc dziwnego, iż czasami naród stara się iść za ciosem i zastosować wyraz "wszystko w jednym".

aina
05-12-2009, 18:17
Wydaje mi się, że to o czym piszesz Magdo dotyczy nie tylko Polaków...
Ta swoista "ekonomia" językowa jest tym co kształtuje każdy język i sprawia, że pojawia się "ewolucja językowa" - jak najbardziej naturalny proces ;)
Tylko, że to nie o to chyba chodzi w tym wątku...

kfejklowicz
05-12-2009, 18:37
Ja też uważam, że sposób wyrażania swoich myśli w precyzyjny sposób nie jest równoznaczny z nazywaniem samochodu "cudem techniki". Nie chodzi chyba o to, że znamy pewne słowa ale ich nie używamy żeby było oszczędniej tylko o to, że tych słów nie znamy bądz nie rozumiemy. Wiadomo, że nie ma co porównywać sposobu wypowiadania się gimnazjalisty a profesora nauk humanistycznych, ale mimo wszystko przychylam się do zdania założycielki wątku. Słownik Polaka ubożeje może nie w zatrważającym ale w dość szybkim tempie.

magda.d
05-12-2009, 19:15
Niestety, nie mogę sie z wami zgodzić w tej kwestii. Mówimy o słowniku przeciętnego Polaka, analogicznie więc nie skupimy sie na badaniu zasobu słownictwa trzynastolatka lub osoby dojrzałej o wyższym wykształceniu. Przeciętny Polak to trzydziestoparolatek o wykształeceniu średnim, który zna pierwszą zwrotkę hymnu panstwowego i czyta dwie książki miesięcznie. Leksykon prototypicznego obywatela zawiera ok 15 00 słów ze znaczeniami. Należy dodać, że większość z nich pochodzi z zamierzchłych czasów historycznych, ale w drodze kształtowania języka zmieniały one swój wygląd w kwestii pisowni oraz fonetyki, lecz nigdy liczebności. Archaizmy zostały wyparte z języka potocznego, lecz ich miejsce zajeły neologizmy, które na stałe wpisały sie w leksykon Polaka. Pewnie zdziwi was fakt, iż na przestrzeni ostatniego ćwierczwiecza zasób słownictwa Polaków nie zmienił sie tak drastycznie, jak próbujecie to przedstawić w powyższych postach. Według badań różnica ta jest nieznaczna i waha się w granicach 5 -7%. W związku z powyższym uważam, iż zakładanie, iż Polacy stają sie narodem o ograniczonym zasobie słownictwa jest niedorzeczne i wynika z innej cechy prototypicznego Polaka- krytycyzmu i narzekania bez rzetelnej oceny stanu faktycznego...

jadis
05-12-2009, 19:24
Szczerze mówiąc, uważam, że gimnazjalista to nie najlepszy punkt odniesienia w tej dyskusji. Faktem jest, że młodzież używa specyficznego języka, ale wg mnie wcale nie jest on ograniczony. Mimo, że nie jestem dużo starsza od przeciętnego gimnazjalisty, to bardzo często zdarza mi się kompletnie nie zrozumieć, skomplikowanego na swój sposób, języka nastolatków.:) Co więcej, trudno oczekiwać, aby 16-latek mówił językiem jakiego używają dorosłe, wykształcone osoby. Dlatego uważam, że nie można oceniać zasobu słownictwa 'przeciętnego Polaka' na podstawie gimnazjalisty. Poza tym, tak jak już wspomniałam, nie zauważyłam aby zasób słownictwa Polaków aż tak bardzo się kurczył. Oczywiście wiele zależy to od wykształcenia, pracy, środowiska zycia danej osoby. Wiadomo, że dziennikarz czy prawnik będzie miał lepsze zdolności wypowiedzi niż osoba o niższym wykształceniu. Jednak wg. mnie aby nadążyć za rozwojem technologii, szybko zmieniającym się światem, każdy Polak musi uczyć się jak nazywać nowe zjawiska, przedmioty, które stają się częścią jego życia, aby móc wśród nich funkcjonować. Nawet jeśli z jego słownika znikają jedne słowa, to na ich miejsce pojawia się wiele innych.

jadis
05-12-2009, 19:29
tym samym, zgadzam się całkowicie z przedmówczynią, której posta nie zdążyłam wcześniej przeczytać! ;)

agatagrzybowska
05-12-2009, 21:05
Poza tym pamiętaj, że gimnazjum, to schyłek niegdysiejszej podstawówki. Ja nie pamiętam, żebym był w tym okresie szczególnie elokwentny, a i liceum, to też nie najmądrzejszy wiek. Niby człowiek taki duży, ma garnitur na studniówkę i maturę na karku, ale w głowie jeszcze pstro.
Przynajmniej mówię o sobie.
Powiedziałabym nawet, że dla sporej części gimnazjalistów, poszukujących zapewne akceptacji w grupie, paczki znajomych itp. sposób mówienia jest baardzo ważny. Niestety bardzo często okazuje się, że im gorzej "tentegują" tym lepiej, są wtedy cool i łatwiej odnajdują się wśród rówieśników. Bo wiadomo, że kujony nie mają łatwego losu ;)

aina
05-12-2009, 21:30
Zgadzam się, że gimnazjum to nie jest najlepszy przykład, zwłaszcza dla 'przeciętnego Polaka', ale nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że Polacy dużo czytają..Może i jakieś statystyki twierdzą, że są to dwie książki na miesiąc, ale to są statystyki "podbijane" przez uczniów i studentów :p
Do narodu oczytanego i dużo czytającego jeszcze trochę nam brakuje ;)

kfejklowicz
05-13-2009, 09:03
Pewnie zdziwi was fakt, iż na przestrzeni ostatniego ćwierczwiecza zasób słownictwa Polaków nie zmienił sie tak drastycznie, jak próbujecie to przedstawić w powyższych postach. Według badań różnica ta jest nieznaczna i waha się w granicach 5 -7%. W związku z powyższym uważam, iż zakładanie, iż Polacy stają sie narodem o ograniczonym zasobie słownictwa jest niedorzeczne i wynika z innej cechy prototypicznego Polaka- krytycyzmu i narzekania bez rzetelnej oceny stanu faktycznego...

wydaje mi się, że każdy wyrabia sobie zdanie na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji. Jasne może nie jest to stan rzeczywisty - bo tutaj podane zostały konkretne przykłady - ale warto było moim zdaniem zacząć taką dyskusję żeby właśnie dojść do takich wniosków :) biedny gimnazjalista, któremu się dostało przeze mnie na początku - zwracam honor i bynajmniej nie chciałam wrzucać go do worka nieuków niczym niezainteresowanych.
Ja mimo wszystko przychylam się do wypowiedzi autorki bo wstyd się przyznać ale u siebie zauważyłam coraz większe niechlujstwo w sposobie mówienia. Kto wie, może się dzięki temu zmotywuję żeby bardziej konkretnie się wypowiadać bez "no tego... wiecie" :)

jadis
05-13-2009, 11:34
ale nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że Polacy dużo czytają.. (...) Do narodu oczytanego i dużo czytającego jeszcze trochę nam brakuje ;)

Niestety trudno się nie zgodzić z aina w tej kwestii. Czy to z braku czasu, czy to z lenistwa Polacy czytają coraz mniej. Dotyczy to zarówno młodzieży szkolnej, która zamiast przeczytać lekturę może obejrzeć nakręcony na jej podstawie film, jak i dorosłych, którzy zazwyczaj preferują inne formy zdobywania informacji czy rozrywki niż czytanie książek. Przywołane przez magda.d wyniki statystyczne są dla mnie naprawdę zaskakujące, bo wydaje mi się, że nawet studenci (no może z wyjątkim polonistów) nie czytają 2 książek miesięcznie. Co więcej, nie mówimy chyba w tym momencie o podręcznikach akademickich, ani wszelkich innych książkach naukowych, których studenci używają pisząc referaty, prace magisterskie itd. Chodzi tu raczej o literaturę piękną, którą czyta się w wolnych chwilach, dla relaksu. Uważam więc, że statystyka ta może być niestety troszeczkę zawyżona.

aina
05-13-2009, 14:52
No właśnie z tymi statystykami to jest taka dziwna sprawa, że często mówią to, co ktoś chce usłyszeć ;)
Wystarczy porównać sobie parę artykułów z Internetu:
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/czytamy_wiecej_lecz_ciagle_za_malo_4750.html
lub ten:
http://www.codziennie.org/node/443

magda.d
05-13-2009, 21:52
W pierwszym artykule najbardziej daje do myslenia zdanie "najwięcej czytają osoby poniżej 15 roku życia". Paradoksalnie, świadczyłoby to o tym, iż przeciętny gimnazjalista posiada większy zasób słownictwa niż "przeciętny", dorosły Polak, który czyta mało, bądź wcale. Jednakże równiez w tej kwestii pozostaję optymistką i wierzę, że Polacy odkryją bogactwo, płynące z czytania książek. Tak zwane "nowe media", które nieco zepchnęły książki na drugi plan, powoli stają sie codziennością i Polacy z pewnością powoli zaczną powracać do tradycyjnych nośników kultury. Wracając króregoś dnia do domu, zauważyłam nawet kilka osób czytających książki na przystankach autobusowych. Serce roście :)

aina
05-13-2009, 23:07
Ale można czytać i czytać ;)
Statystyka chyba nie powie czy gimnazjalista czyta książkę, czy książkę-streszczenie...
A propos osób czytających na przystankach...często spotykałam się, że ludzie dużo czytają w metrze. To może dlatego u nas nie czyta się tak wielu książek, bo po prostu nie mamy tylu linii metra :p

jadis
05-13-2009, 23:30
I znów wracamy do naszego ulubionego bohatera - gimnazjalisty ;) Ale rzeczywiście, młodzież w wieku szkolnym częściej korzysta z biblioteki bo w tym okresie nauki omawia się wiele lektur i chcąc czy nie chcąc wypada je wypożyczyć. To czy się je czyta, to już inna sprawa... Ale, wracając do tematu wątku, wg mnie ilość wypożyczonych książek wcale nie musi świadczyć o oczytaniu danej osoby a już napewno nie o jej zasobie słownictwa. Składa się na to wiele innych czynników. Uważam, że ważniejsze jest jej wykształcenie, środowisko w jakim się obraca, praca jaką wykonuje. To przede wszystkim te czynniki wpływają na naszą inteligencję językową a nie ilość książek na koncie w bibliotece.

aina
05-14-2009, 07:21
Nie jestem do końca pewna czy mogłabym się zgodzić z takim stwierdzeniem. Oczywiście, środowisko ma wpływ na nasz rozwój, ale przecież zdarzają się przypadki dzieci wychodzących z nienajlepszego środowiska, a jednak wrażliwych i inteligentnych (językowo), które właśnie zaczerpnęły to, czego im środowisko nie mogło zaoferować, z czytanych pozycji ;)
I nie chodzi tu o zaspokojenie obowiązkowego repertuału lektur szkolnych :)
Myślę, że te czynniki są tak mocno związane, że trudno oddzielać jedne od drugich i wyznaczać, które z nich są ważniejsze...

magda.d
05-14-2009, 07:56
Muszę sie zgodzić z przedmówczynią w tej kwestii. Zasób słownictwa, jakim operujemy w dużej mierze wynika z obcowania z kulturą, która czyni nas wrażliwszymi na piękno, a tym samym zachęca do wysławiania się w sposób niestandardowy. Dbałość o nas leksykon często wynika z uwrażliwienia na sztukę i ze spotkania z książką, teatrem lub filmem dokumentalnym. Kształtują one naszą wyobraźnię i kreatywność. Naukowcy zwracają szczególną uwagę na czytanie w jak najmłodszym wieku, E, Wasiewska w swoich pracach na temat wpływu literatury na młodego odbiorcę, stwierdza: "obcowanie z książką to poszerzenie słownictwa, rozwój osobowości dziecka, nauka kulturalnego spędzania czasu, wyciszenie, rozwijanie zainteresowań, a przede wszystkim rozwijanie dziecięcej wyobraźni, przeżywanie fantastycznych przygód, tworzenie własnych obrazów czytanego słowa, czego nie może dać dziecku ani telewizja, ani komputer." To my tworzymy społeczeństwo i mamy wpływ na to, jak będzie wygladał leksykon dorosłego człowieka za lat 10 lub 20, im wcześniej zaczniemy edukację językową wspieraną przez książki, tym szybciej zmieni sie obraz przeciętnego Polaka w kwestii jego zasobu językowego.

basiap
05-17-2009, 09:39
Pięknie powiedziane (napisane:)). Uważam, że jeśli chodzi o edukację językową to oczywiście masz rację, trzeba ją zacząć jak najwcześniej. Czytanie rzeczywiście rozwija wyobraźnię, osobowość i poszerza słownictwo już od najmłodszych lat. Moim zdaniem właśnie dlatego potrzebne są takie akcje jak „Cała Polska czyta dzieciom”, które uświadamiają potrzebę kontaktu dziecka z książką.

basiap
05-17-2009, 09:47
Hmm…a co do tych statystyk, które zostały tu wspomniane, to też uważam, że dane są nieco zawyżone. W dobie Internetu, komputerów i telewizji coraz mniej osób skłania się do przeczytania książki tak po prostu, dla relaksu. Ludzie są zabiegani, szukają szybkich informacji, których dostarczają im nowoczesne media a na czytanie nie starcza czasu, siły lub chęci.

ewela
11-17-2009, 23:01
Hmm…a co do tych statystyk, które zostały tu wspomniane, to też uważam, że dane są nieco zawyżone. W dobie Internetu, komputerów i telewizji coraz mniej osób skłania się do przeczytania książki tak po prostu, dla relaksu. Ludzie są zabiegani, szukają szybkich informacji, których dostarczają im nowoczesne media a na czytanie nie starcza czasu, siły lub chęci.

Ryszard Kapuściński powiedział, że w dzisiejszym świecie ludzie jedynie zdobywają informacje i wiedzę powierzchownie a nie mają czasu by się w to wszystko zagłębić. Porównał tą sytuację do surferów, którzy ślizgają się na fali a nie nurkują pod wodą. Myślę, że takie "ślizganie się" jest w dobie Internetu bardzo częstym zjawiskiem. Ludzie nie mają czasu przeczytać artykułu w gazecie więc sięgają po stronę internetową i czytają fragmentaryczne informacje. To zjawisko odzwierciedla się potem w języku, którym się posługujemy. Niestety w większości jest to język uboższy.

NoOne3
11-18-2009, 23:52
Mądrze powiedziane, ale czy mądre? Stwierdzenie oparte jest na złym założeniu, że kiedyś ludzie jako ogół byli bardziej zainteresowani poznawaniem spraw do głębi niż dzisiaj. Nie widzę podstaw żeby tak twierdzić. Ślizgający się po powierzchni rzeczy w internecie (http://online.freeware.info.pl/gry-sieciowe.html), bez niego nie poznaliby sprawy w ogóle i nic by ich to nie obchodziło, bo w końcu niby dlaczego by miało?

A słownictwo czerpać można nie tylko z książek, w końcu skomplikowane słowa mówiące o ważnych sprawach znajdują się też w internecie, tyle że niekoniecznie na "naszej klasie" i na pewno nie na "pudelku".

Chrith
11-19-2009, 10:49
A słownictwo czerpać można nie tylko z książek, w końcu skomplikowane słowa mówiące o ważnych sprawach znajdują się też w internecie, tyle że niekoniecznie na "naszej klasie" i na pewno nie na "pudelku".

Pewnie, przecież w internecie roi się chociażby od blogów przeróżnych intelektualistów (bądź pretendujących do bycia nimi).Pomijając kwestie poruszanych przez nich treści i ich przekonań, używają oni zazwyczaj dosyć wysublimowanego języka. Ktoś kto chce znajdzie mnóstwo wartościowego słownictwa w sieci.

ewela
11-19-2009, 20:04
Myślę, że Kapuściński nie chciał negować, obrażać współczesnych ludzi,a jedynie podkreślić, że dzisiejszy świat, w którym króluje Internet sprzyja takiemu ślizganiu się.

martynak
05-07-2012, 22:25
co drugie słowo to przekleństwo - tak jest najczęściej..