PDA

View Full Version : Puryzm językowy- obowiązek czy przesada?


mstep
04-20-2009, 10:27
Chciałabym, żebyście wyrazili swoje opinie na temat puryzmu językowego wśród ludzi w naszym wieku o wykształceniu językowym. Czy w dobie zalewu anglicyzmów, mnogości rodzajów slangu, globalizacji języka oraz internetowej "nowomowy" czujecie się odpowiedzialni za dzieje naszego języka? Czy uważacie, że z racji waszego wykształcenia powinniście o język szczególnie dbać, czy raczej takie podejście uważacie za przesadę? Naturalność i wygoda czy dążenie do perfekcji? Mam nadzieję, że trochę sprowokuję dyskusję, bo bardzo mnie ciekawią wasze wnioski!

Tom z Sopotu
04-20-2009, 14:14
Chciałabym, żebyście wyrazili swoje opinie na temat puryzmu językowego wśród ludzi w naszym wieku o wykształceniu językowym. Czy w dobie zalewu anglicyzmów, mnogości rodzajów slangu, globalizacji języka oraz internetowej "nowomowy" czujecie się odpowiedzialni za dzieje naszego języka? Czy uważacie, że z racji waszego wykształcenia powinniście o język szczególnie dbać, czy raczej takie podejście uważacie za przesadę? Naturalność i wygoda czy dążenie do perfekcji? Mam nadzieję, że trochę sprowokuję dyskusję, bo bardzo mnie ciekawią wasze wnioski!

Hmmm... To zależy. Cenię sobie funkcjonalność języka, ale nie za wszelką cenę. Jestem dość pobłażliwy wobec zapożyczeń z innych języków (o ile są zapożyczane z sensem, merytorycznym i gramatycznym), natomiast niepomiernie mnie mierzi akceptacja dla rozpowszechnionych błędów językowych i tej stawiam opór, kiedy tylko mogę. A zatem, przykładowo: "wygooglować" - tak, "poszłem" - zdecydowanie nie.

aina
04-23-2009, 15:48
Mnie chyba też trudno się jednoznacznie określić...drażnią mnie czasem błędy (np. leksykalne, ale też złe akcentowanie!!), ale zdarza mi się też oddać wolnej twórczości i wymyślać neologizmy (często opierające się na zapożyczeniach). Chyba zasadą będzie tu złoty środek...wszystko fajnie, byle z umiarem - tak, żeby nie zapomnieć/ nie zniszczyć rodzimego języka ;)

salamandra
04-23-2009, 15:55
Absolutnie zgadzam się z Tomem. Co innego fukcjonalność, a co innego niedbałość czy wręcz niechlujstwo językowe! Osobiście jestem chyba aż za bardzo wyczulona na błędy językowe, bo potrafią mnie one czasem nawet wyprowadzić z równowagi ;) drażni mnie bardzo np. coś typowego dla Lubelszczyzny a mianowicie mówienie 'czego' zamiast 'dlaczego/czemu' i 'wchódź' zamiast 'wchodź/wejdź' (!&*%$#@).

salamandra
04-23-2009, 16:01
A co do szczególnej odpowiedzialności z racji wykształcenia to uważam, że jednak ponosimy jej trochę więcej niż 'zwykli' użytkownicy języka, jako że język to nasze narzędzie pracy, a każdy majster powinien dbać o swoje materiały ;) często też my jesteśmy po prostu bardziej świadomi tego, co jest poprawne a co nie, bo mamy z tym do czynienia na co dzień.

aina
04-23-2009, 16:41
Taaa...ta odpowiedzialność przypomina mi się podczas lekcji angielskiego, kiedy "dzieci" (niekoniecznie takie "małe") piszą z błędami po polsku. I czasem zastanawiam się czy nie powinny najpierw lepiej nauczyć się własnego języka, bo oprócz języka obcego poprawiam im błędy z polskiego :>

mmanka
04-23-2009, 20:10
Ja z racji językowego wykształcenia też sie czuje odpowiedzialna - nie popadam w skrajność i nie odrzucam funkcjonalnych rozwiazań. Jednak są standardowe błędy które powodują u mnie białą gorączke - poszłem i LUBIAŁEM. co to wogóle za forma ma byc? nie ma czasownika lubiAć... co do naleciałości z języków obcych - tak i owszem, są do przyjecia - jesli w naszym języku nie ma ich ekwiwalentu, bo po co nadużywać zapożyczeń skoro to samo można po polsku wyrazic?

Galleahad
04-24-2009, 00:14
Jak to kiedyś Barańczak pisał, że u niektórych słychać błędy ortograficzne... rzecz rozchodziła się wówczas np. o różnicę w wymowie "h" i "ch". Ale moim zdaniem słychać to też czasem w intonacji. Niektórzy ludzie mówiąc mają taką dziwną naleciałość, że każdej wypowiedzi nadają ton wznoszący. W połączeniu z dosć krótkimi zdaniami brzmi to jak prymitywne odszczekiwanie się, a nie jak mowa. Tego nie znoszę.

A co do puryzmu - zawsze były i będą z tym kłopoty. Przyjmuje się, że na zaakceptowanie nowego słowa w języku literackim kiedyś (przed czasami multimediów) potrzeba było ok 30 lat. Teraz to czasem wręcz rok, może dwa.
W ogóle nasuwa mi się tu spór sprzed ponad 200 lat - między J. Ch. Adelungiem a J. H. Campe. Pierwszy z nich to językoznawca, autor pierwszego słownika języka niemieckiego, który swoją pracę oparł na badaniach w terenie. Jeździł po kraju i zapisywał informacje językowe. Włączył do słownictwa też sporo wyrazów uchodzących wówczas za zapożyczenia, używanych w języku mówionym i w literaturze popularnej. Campe, również językoznawca, był purystą językowym. Także wydał słownik języka niemieckiego, lecz nie włączył on do niego ani neologizmów, ani nie uwzględnił obcej pisowni - dlatego w jego czterotomowym słowniku literze C poświęcono bodajże 3-4 strony. Znalazły się tam słowa takie jak Christus, Christentum itp... reszty należy szukać pod literą K, która jest zgodna z niemieckim zapisem tej podniebiennej spółgłoski :) Jest on też autorem sporej ilości niemieckich odpowiedników zastępujących wówczas neologizmy. W przeciwieństwie do naszego przykładowego "zwisu męskiego" weszły one do języka, istniejąc dziś często równolegle ze słowami obcymi (np. Erdgeschoss w znaczeniu Parterre).

Cały szkopuł tkwi w motywacji. Co jest przyczyną puryzmu językowego? Campe miał na celu, aby prosta ludność zamiast niezrozumiałych wyrazów obcych miała do dyspozycji słownictwo zakorzenione znaczeniowo w rodzimych źródłosłowach. Zadziałało. A w naszym przypadku? Jeśli chodzi o likwidację błędów to ok, ale trzeba wziąć poprawkę na fakt, że obecnie mamy większe przemieszanie kultur i nacisk na znajomość języków obcych. Nie ma się co dziwić, że trend ten odzwierciedla się w kształtowaniu naszego języka.

aina
04-24-2009, 09:53
Zgadzam się ze stwierdzeniem, że to zależy od motywacji...
Wg definicji:
Puryzm (od łac. purus – czysty) – postawa językowa charakteryzująca się rygorystyczną dbałością o poprawność i czystość języka, wynikającą z pobudek emocjonalnych, związanych z poczuciem, że język jest wartością wymagającą troski. Puryści dążą do usunięcia z języka lub niedopuszczenia do niego tych elementów, które uważają za niepoprawne lub szkodliwe.

Problem w tym osądzie co jest "niepoprawne lub szkodliwe", a co jeszcze "poprawne i dopuszczalne". Całkowite wykluczenie wszelkich neologizmów i taki rygoryzm językowy wcale nie musi być dobry, bo rzeczą naturalną dla języka jest ciągły rozwój...

A co do błędów...wszędzie się zdarzają, jedne bardziej, inne mniej denerwujące. I zdarzają się wszystkim...nawet dzisiaj jeden "rzucił mi się w oczy" ;)
No bo co to w ogóle znaczy "kumotr"??? :D
Jeśli dobrze rozumiem chodziło raczej o kumotra (od słowa kumoter) ;)
No chyba, że to zabieg zamierzony...ale komu to teraz oceniać?

salamandra
04-24-2009, 12:15
Według mnie każda skrajność jest zła, choćby nie wiem w jak dobrej wierze była popełniana. Grunt to umiar. Dlatego należy dbać o poprawność języka, ale nie bronić się rękami i nogami przed neologizmami i zapozyczeniami, o ile oczywiście nie grożą one wyparciem rodzimych określeń.
Ciekawi mnie jeszcze Wasza opinia nt. wprowadzania zmian w zasadach ortografii. Czy to dobry krok? Czy sensowny?

Tom z Sopotu
04-24-2009, 14:00
Według mnie każda skrajność jest zła, choćby nie wiem w jak dobrej wierze była popełniana. Grunt to umiar. Dlatego należy dbać o poprawność języka, ale nie bronić się rękami i nogami przed neologizmami i zapozyczeniami, o ile oczywiście nie grożą one wyparciem rodzimych określeń.
Ciekawi mnie jeszcze Wasza opinia nt. wprowadzania zmian w zasadach ortografii. Czy to dobry krok? Czy sensowny?

Jestem przeciw.

mmanka
04-24-2009, 14:15
Według mnie każda skrajność jest zła, choćby nie wiem w jak dobrej wierze była popełniana. Grunt to umiar. Dlatego należy dbać o poprawność języka, ale nie bronić się rękami i nogami przed neologizmami i zapozyczeniami, o ile oczywiście nie grożą one wyparciem rodzimych określeń.
Ciekawi mnie jeszcze Wasza opinia nt. wprowadzania zmian w zasadach ortografii. Czy to dobry krok? Czy sensowny?

Nie rozumiem co miałoby na celu wprowadzenie zmian w ortografii?? Jakos do tej pory pokolenia nie miały problemów z opanowaniem poprawnej pisowni, zauważyłam że dopiero od czasu, gdy komputery stały sie powszechne i każdy dzieciak ma swój ortografia zaczęła byc problemem i każdy nagle ma jakiegoś dysa... A to jest zwykłe lenistwo i brak oczytania i opatrzenia sie z pisownią. Podsumowujac - to jest zadna argumentacja do wprowadzania takich zmian.

salamandra
04-24-2009, 21:14
może powinnam była podać przykład ilustrujący o co mi chodzi. Pisząc tamtego posta miałam na myśli wprowadzoną kilka lat temu w Niemczech reformę. Wielu Niemców się do tej pory gubi w nowych zasadach albo je wręcz odrzuca.

mmanka
04-25-2009, 20:28
Jeśli chodzi o reforme pisowni niemieckiej - miała ona ułatwić Niemcom życie i wprowadzić prostsze formy jako poprawne.
"W reformie głównie chodzi o zastąpienie litery ß przez podwójne ss po krótkich samogłoskach, zmiany zasad pisania słów razem i oddzielnie, zmiany zasad dzielenia słów."
Ogólnie zasady nie są jakieś szczególnie skomplikowane, szczególnei dla osób uczacych się. Po prost przyswajaja nową, poprwna wersje. A jak odczywaja to sami Niemcy- nei mam pojęcia. Jako osoba ucząca sie języka przed reformą muszę stwierdzic, że zmiana pisowni nie przysporzyła mi problemów - i teraz z powodzeniam stosuje formy poprawne wg reformy :).

A jakie zmiany w pisownii można wprowadzic w języku polskim?

aina
04-25-2009, 22:22
Podejrzewam, że niektórzy byliby chętni do usunięcia z pisowni polskiej pewnych "zawiłości" ortograficznych...i podejrzewam, że to głównie ze względu na problemy z przyswojeniem tychże ;)

król Julian
04-26-2009, 18:38
Ja jestem przeciwko jakimkolwiek zmianom w ortografii. Podobno czesto uzywana wersja "poszlem" zostala uznana niedawno za poprawna... Czy ktos wie czy to prawda? Ciarki mnie przechodza, gdy slysze "poszlem..:mad:

król Julian
04-26-2009, 18:47
Co do puryzmu jezykowego... ja osobiscie staram sie poprawiac bledy jezykowe, ktorych jest coraz wiecej odkad komputery staly sie popularne. Jak zauwazyla mmanka teraz kazdy ma jakiegos dysa, a wedlug mnie ludzie robia sie poprostu leniwi, a w szkolach kladzie sie zbyt maly nacisk na nauke zasad rodzimego jezyka i potem jest jak jest niestety... :(

Anetadan
04-26-2009, 21:14
Zauważalna jest tendencja do opuszczania znaków diakrytycznych. Oczywiście wynika to z upraszczania pisowni na klawiaturze-uprawiamy bylejakość językową w codziennej komunikacji wirtualnej, co niekiedy przekłada się na błędy w tekstach, które winny być językowo poprawne.

Anetadan
04-26-2009, 21:17
Poważnym problemem jest też tendencja do pomijania znaków interpunkcyjnych, czego przyczyny należy upatrywać także w niedbałości o poprawność języka online. Zdecydowanie powinniśmy walczyć o respektowanie zasad naszego języka. Co innego funkcjonalność, co innego niechlujstwo.

król Julian
04-27-2009, 04:15
Poważnym problemem jest też tendencja do pomijania znaków interpunkcyjnych, czego przyczyny należy upatrywać także w niedbałości o poprawność języka online. Zdecydowanie powinniśmy walczyć o respektowanie zasad naszego języka. Co innego funkcjonalność, co innego niechlujstwo.

Pomijanie swoja droga... moim zdaniem jeszcze gorsza jest calkowita nieznajomosc zasad interpunkcji, np. stawianie przecinkow przed "i" lub stosowanie zasad interpunkcyjnych z jezyka angielskiego, co niestety czesto sie zdarza osobom uczacym sie jezykow obcych... :(

aina
04-27-2009, 09:38
A tu to się do końca nie zgodzę (żeby nie generalizować)...mogą być takie przypadki, kiedy trzeba postawić przecinek przed "i"...np. jeśli jest to zdanie podrzędnie złożone, etc. A większość ludzi jak już zobaczy przecinek przed "i" to reaguje alergicznie i wydaje im się, że to błąd...

salamandra
04-27-2009, 17:01
Bardzo słuszna uwaga co do interpunkcji. Rozumiem, że jakieś pomyłki mogą się zdarzać osobom uczącym się języków obcych, bo w nich często zasady interpunkcyjne trochę się różnią, ale ostatnio widziałam w taki sposób zapisane zdanie, że musiałam je przeczytać dwa razy żeby się zorientować o co chodzi. Całego nie pamiętam, ale byłam tam fraza podobna do tej (proszę zwrócić uwagę na przecinki ;) ): problem, w sprawie, którego się spotkaliśmy (...). I muszę dodać, że było to w jakimś stopniu pismo oficjalne...

monisz
04-27-2009, 19:58
Ja również dołączam się do dyskusji i do stanowiska, że jako lingwiści powinniśmy dbać o nasz język ojczysty, o jego ortografię i interpunkcję. Mnie też ciarki przechodzą, gdy słyszę słowa w stylu "poszłem", "lubiałem", "kupywać"...albo gdy widzę błędy ortograficzne w komunikacji wirtualnej..... W takiej sytuacji staram się w kolejnym zdaniu czy poście zastosować jeszcze raz błędnie użyty wyraz, tylko już w poprawnej formie. :)

monisz
04-27-2009, 19:59
Moim zdaniem też nie należy przesadzać z tą poprawnością językową. Zawsze trzeba znaleźć "złoty środek". Czasem, szczególnie w gronie przyjaciół, można sobie pozwolić na swego rodzaju "rozluźnienie językowe" i popełnić jakieś błędy, ale tylko pod warunkiem, że wszyscy wiedzą, że to żarty.....

Anetadan
04-27-2009, 23:56
Wszystko zależy od dopadowania dyskursu do odbiorcy docelowego, rejestru językowego, czyli po prostu należy przestrzegać rejestr- wówczas wszelkie nieporozumienia powinny zniknąć...

król Julian
04-28-2009, 02:48
Nalezy rowniez zauwazyc, ze w niektorych regionach kraju slownictwo, ktore wydaje sie nam niepoprawne, jesy na porzadku dziennym i nie wiem w jaki sposob to traktowac. Takim przykladem jest slowo "chlopacy", ktore czasami uwaza sie za poprawne. Co o tym sadzicie?

aina
04-28-2009, 09:05
A mogę zapytać, gdzie "chłopacy" jest poprawną wersją? Jakoś odruchowo pewnie poprawiałabym zawsze "taki błąd" ;)

salamandra
04-28-2009, 13:55
nie jestem pewna czy ta forma uchodzi za poprawną, ale na pewno na Suwalszczyźnie czasem się jej używa, ale nie wyłącznie, bo równolegle funkcjonują też 'chłopaki' ;)

król Julian
04-28-2009, 18:06
nie jestem pewna czy ta forma uchodzi za poprawną, ale na pewno na Suwalszczyźnie czasem się jej używa, ale nie wyłącznie, bo równolegle funkcjonują też 'chłopaki' ;)

moze "poprawna" to zle okreslenie, ale napewno jest uzywana :P

mmanka
04-28-2009, 20:39
moze "poprawna" to zle okreslenie, ale napewno jest uzywana :P

że używana to też nie znaczy ze poprawna, i mamy błędne koło :). Bo "poszłem" tez jest używana, chociaż niepoprawna :)

Tom z Sopotu
04-28-2009, 23:37
Bo "poszłem" tez jest używana, chociaż niepoprawna :)

Do czasu! Jestem całkowicie pewien, że szanowna RADA już knuje, by to chociaż warunkowo dopuścić. :)

mstep
04-29-2009, 16:12
Widzę, że większość z was jednak przychyla się bardziej ZA puryzmem, jakkolwiek bez popadania w skrajność- i taką postawę reprezentuję osobiście. Oprócz "kupywać", "półtorej litra", czy "włANczam" pojawia się także inny problem- "pustych" słów użytych w niewłaściwym kontekście. Co powiecie np. na "jakby", "niejako", "w każdym bądź razie", czy "dokładnie"? Bardzo często wyrażenia te powtarzają się w wypowiedziach co parę fraz, zupełnie bez potrzeby. Wystarczy włączyć TV, aby się przekonać...Strasznie drażnią mnie językowe maniery, które mają sprawiać wrażenie elokwencji, a tak naprawdę nic nie wnoszą...

mstep
04-29-2009, 16:19
Aha i dodam jeszcze, że zauważyłam dziwny trend, wydaje mi się zapoczątkowany przez warszawiaków, chociaż nie jestem pewna- dodawanie "TAK" na końcu niemalże każdego zdania w dłuższej wypowiedzi. "Jesteśmy studentami lingwistyki, tak? Dlatego powinniśmy dbać o nasz język, tak?" Czy wiecie, co mam na myśli? To chyba ma być coś na kształt angielskich "question tags", przynajmniej tak mi się wydaje...Ciekawa jestem, czy ktoś jeszcze oprócz mnie zwrócił na to ostatnio uwagę :)

aina
04-29-2009, 16:57
Hehe...ciekawe spostrzeżenie ;)

Mnie się z kolei przypomniało dziś coś innego..chyba w radiu usłyszałam wyrażenie "coś się zadziało" (np. wtedy coś tam się zadziało...). Rozumiałam, że użyto to w znaczeniu "zdarzyć się"...no i to też tak chyba średnio poprawne użycie (jakkolwiek coraz bardziej rozpowszechnione) :)
Ku swojemu zdziwieniu po krótkim "researchu" na googlach dowiedziałam się, że ten wyraz jest poprawny i oznacza..."zagubić coś" :p

bebe05
04-29-2009, 21:21
Lista powszechnych błędów językowych jest długa:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Wikipedia:Powszechne_b%C5%82%C4%99dy_j%C4%99zykowe
Do moich ulubionych „kwiatków” należą: ‘swert’, ‘weszłem’ oraz ‘tu pisze’. :eek:

mmanka
04-29-2009, 21:35
Ciekawa jestem, czy ktoś jeszcze oprócz mnie zwrócił na to ostatnio uwagę :)

To jest jeszcze maniera przedstawicieli handlowych, którzy wciskając swoje dobro próbują chyba się sami utwierdzać w tym, ze to co mówią jest słuszne :P

bebe05
04-29-2009, 21:43
Ja jestem przeciwko jakimkolwiek zmianom w ortografii. Podobno czesto uzywana wersja "poszlem" zostala uznana niedawno za poprawna... Czy ktos wie czy to prawda? Ciarki mnie przechodza, gdy slysze "poszlem..:mad:

Nie znalazłam (na szczęście :p ) informacji potwierdzającej uznanie formy ‘poszłem’ za poprawną. Natomiast wszelkie pytania i wątpliwości dotyczące poprawności językowej można kierować do poradni językowej UJ:
http://poradnia.polonistyka.uj.edu.pl/?modul=18

bebe05
04-29-2009, 22:47
W wątku dotyczącym puryzmu nie może zabraknąć tematu slangu młodzieżowego. :) Niektóre z wyrażeń ( choć nierzadko pomysłowe lub śmieszne) są po prostu nie zrozumiałe np. ‘ale suchar’, ‘antyki na kwadracie’, ‘puszka Pandory’, ‘a świstak siedzi…’. :p Czy jako ‘strażnicy języka’ uważacie, że powinno się walczyć ze slangiem ?

bebe05
04-29-2009, 23:02
Absolutnie zgadzam się z Tomem. Co innego fukcjonalność, a co innego niedbałość czy wręcz niechlujstwo językowe! Osobiście jestem chyba aż za bardzo wyczulona na błędy językowe, bo potrafią mnie one czasem nawet wyprowadzić z równowagi ;) drażni mnie bardzo np. coś typowego dla Lubelszczyzny a mianowicie mówienie 'czego' zamiast 'dlaczego/czemu' i 'wchódź' zamiast 'wchodź/wejdź' (!&*%$#@).

Chciałabym bronić honoru Lubelszczyzny, ale to wyjątkowo trudne zadanie.:p A to dlatego, że w naszym regionie powstało i nadal jest używane szczególne określenie brata – ‘brejdak’. Oczywiście powstała też forma żeńska -‘brejdaczka’.
Co do Twojej wypowiedzi Salamandro - nie sądzę, aby używanie wymienionych przez Ciebie form miało cokolwiek wspólnego z regionem.

mmanka
04-29-2009, 23:07
W wątku dotyczącym puryzmu nie może zabraknąć tematu slangu młodzieżowego. :) Niektóre z wyrażeń ( choć nierzadko pomysłowe lub śmieszne) są po prostu nie zrozumiałe np. ‘ale suchar’, ‘antyki na kwadracie’, ‘puszka Pandory’, ‘a świstak siedzi…’. :p Czy jako ‘strażnicy języka’ uważacie, że powinno się walczyć ze slangiem ?

Nie sądzę, że walka ze slangiem jest konieczna. Należałoby zacząc od tego, ze określone grupy używają slangu po to by inni ich nie zrozumieli, ponadto slang stanowi element charakteryzujący dana grupę. Przecież różne subkultury posługują się różnymi określeniami, które są tylko dla nich zrozumiałe. Nie postrzegam zwrotów slangowych jako zagrożenia dla języka - fakt, że niektóre z nich przyjmują się w języku mówionym, jednak zazwyczaj są to krótkofalowe trendy, które zanikają prędzej czy później.

wiolan
04-29-2009, 23:14
W wątku dotyczącym puryzmu nie może zabraknąć tematu slangu młodzieżowego. :) Niektóre z wyrażeń ( choć nierzadko pomysłowe lub śmieszne) są po prostu nie zrozumiałe np. ‘ale suchar’, ‘antyki na kwadracie’, ‘puszka Pandory’, ‘a świstak siedzi…’. :p Czy jako ‘strażnicy języka’ uważacie, że powinno się walczyć ze slangiem ?

Z całym szacunkiem, ale wyżej wymienionej "Puszki Pandory" z pewnością nie można zakwalifikować do slangu młodzieżowego...

Tom z Sopotu
04-29-2009, 23:23
W wątku dotyczącym puryzmu nie może zabraknąć tematu slangu młodzieżowego. :) Niektóre z wyrażeń ( choć nierzadko pomysłowe lub śmieszne) są po prostu nie zrozumiałe np. ‘ale suchar’, ‘antyki na kwadracie’, ‘puszka Pandory’, ‘a świstak siedzi…’. :p Czy jako ‘strażnicy języka’ uważacie, że powinno się walczyć ze slangiem ?

Z ciekawości pytam, jako antyk - co z tą "puszką Pandory"?

monisz
04-30-2009, 00:57
Jeśli chodzi o slang, ja również bym z tym nie walczyła;) To element wyróżniający daną grupę i myślę, że element bardzo pozytywny, o ile (!) oczywiście jest używany rozsądnie i bez przesady, tzn. jeśli nie przenika do "normalnej" polszczyzny podczas rozmowy z przedstawicielem innej grupy społecznej (rodzicem ,nauczycielem, prezesem). Slang jest slangiem i ma swoje zalety tylko w zamkniętej społeczności i tam nie warto ingerować, ale warto dbać o poprawność językową poza obrębem owej społeczności:)

bebe05
04-30-2009, 10:22
Z ciekawości pytam, jako antyk - co z tą "puszką Pandory"?

Drogi 'Antyku' wegług 'zwierzyńca' ( młodsze rodzeństwo) dla ucznia źródłem niekończących się kłopotów, smutków, przykrości lub nieszczęść może być jedynie dziennik. :D

jenoty
05-01-2009, 20:06
Aha i dodam jeszcze, że zauważyłam dziwny trend, wydaje mi się zapoczątkowany przez warszawiaków, chociaż nie jestem pewna- dodawanie "TAK" na końcu niemalże każdego zdania w dłuższej wypowiedzi. "Jesteśmy studentami lingwistyki, tak? Dlatego powinniśmy dbać o nasz język, tak?" Czy wiecie, co mam na myśli? To chyba ma być coś na kształt angielskich "question tags", przynajmniej tak mi się wydaje...Ciekawa jestem, czy ktoś jeszcze oprócz mnie zwrócił na to ostatnio uwagę :)

O tak!:) Nie wiem czy to ostatni trend, bo wydaje mi się, że już dawno się z tym spotkałam, ale rzeczywiście to "takanie" może być bardzo denerwujące. Mi kojarzy się to przede wszystkim z z wymądrzaniem się, może dlatego, że niektóre osoby używają owego "tak" podczas wyjaśniania czegoś...

ewakrawiel
05-02-2009, 12:03
"Takanie" kojarzy mi się również z question tags. Moim zdaniem brzmi to dosyć nienaturalnie i można za to zostać posądzonym o kalkowanie;)

ewakrawiel
05-03-2009, 18:00
Wydaje mi się, że wiele błędów językowych "pochodzi" z danego rejonu Polski. Dopiero kiedy wyjechałam na studia zdałam sobie sprawę z niektórych błędów które popełniam, bo zauważyłam (albo mi wytknięto;)), że koledzy z innych regionów Polski mówią inaczej (oszczędzę tu sobie podawaniu konkretnych przykładów;)).

Przemilenka
05-03-2009, 18:01
Widzę, że większość z was jednak przychyla się bardziej ZA puryzmem, jakkolwiek bez popadania w skrajność- i taką postawę reprezentuję osobiście. Oprócz "kupywać", "półtorej litra", czy "włANczam" pojawia się także inny problem- "pustych" słów użytych w niewłaściwym kontekście. Co powiecie np. na "jakby", "niejako", "w każdym bądź razie", czy "dokładnie"? Bardzo często wyrażenia te powtarzają się w wypowiedziach co parę fraz, zupełnie bez potrzeby. Wystarczy włączyć TV, aby się przekonać...Strasznie drażnią mnie językowe maniery, które mają sprawiać wrażenie elokwencji, a tak naprawdę nic nie wnoszą...

Takich słów jest bardzo dużo, a najbardziej drażni mnie "aczkolwiek"...

Odnośnie slangu, chyba nie powinno się z nim walczyć, to jest też jakaś forma języka, bardzo rozpowszechniona, i właściwie zupełnie na miejscu, o ile używa się jej adekwatnie do sytuacji a nie non stop, niezależnie od tego z kim rozmawiamy i o czym.

Chciałabym bronić honoru Lubelszczyzny, ale to wyjątkowo trudne zadanie.:p A to dlatego, że w naszym regionie powstało i nadal jest używane szczególne określenie brata – ‘brejdak’. Oczywiście powstała też forma żeńska -‘brejdaczka’.
Co do Twojej wypowiedzi Salamandro - nie sądzę, aby używanie wymienionych przez Ciebie form miało cokolwiek wspólnego z regionem.

Kiedy przeprowadziłam się do Lublina nie miałam pojęcia, że takie słowo istnieje i nie wiedziałam co ono znaczy:)

Jestem za poprawnością językową, ale puryzm językowy i popadanie w skrajności to przesada.

kkosciukiewicz
05-04-2009, 15:28
Znam to... słowo brejdak/brejdaczka poznałam dopiero po przeprowadzce do Lublina... A i tak jak po raz pierwszy to usłyszałam, nie wiedziałam czy to jakiś slang, dialekt czy inne cuda na kiju :) Jestem z nad morza, z Gdańska, i jak mam być szczera to ja nie dostrzegam jakiś drastycznych różnic między polskim ode mnie a polskim z Lublina. Jednak moje wspaniałe koleżanki czasami się śmieją, jak coś powiem. Bo u nich tak się nie mówi... :) Beka, fafołkie (chociaż to chyba mój neologizm), i... uwaga... gzyms :) czy to tylko moje koleżanki, czy rzeczywiście te słow nie są jakoś popularne na lubelszczyznie...?

kkosciukiewicz
05-04-2009, 15:33
Jako osoba z wykształceniem językowym zapewne powinnam traktować swój język ojczysty jako coś, czego nie należy "zaśmieciać" zapożyczeniami. Jednak w moim wypadku, to jest chyba działanie odwrotne. Ja bookuję bilety, nie kupuję, mamy beafory i aftery itd

Jednak najciekawiej jest jak rozmawiamy ze znajomymi na jakiś temat związany z zajęciami. Wtedy w ruch idą spolszczone wersje angielskich terminów czy słów :) czasem ciężko jest to komuś obcemu zrozumieć...

ewakrawiel
05-04-2009, 16:20
No właśnie, można by powiedzieć że to taki nasz lingwistyczny żargon. Ciężko by się spierać, czy jest to zjawisko pozytywne czy negatywne. Z jednej strony takie żonglowanie słówkami ma przeważnie na celu ułatwienie nam rozmowy, z drugiej jednak możemy za bardzo przyzwyczaić się do tej wygody i zacząć używać naszego lingo wtedy kiedy nie powinniśmy..

Przemilenka
05-05-2009, 13:09
Wracając jeszcze do puryzmu językowego- nawet wykszałceni ludzie robią takie błędy, że czasem przykro słuchać- mam wykładowcę, który zamiast "trz" mówi "cz", nie "trzeba" tylko "czeba", "czy" zamiast "trzy" itd. i to nagminnie, setki razy w ciągu każdego wykładu, bardzo mnie to drażni i przeszkadza w skupieniu się na temacie.

ewakrawiel
05-05-2009, 16:06
Domyślam się, że taka wymowa może być denerwująca..ale być może to jest jakaś wada wymowy?

aina
05-05-2009, 16:17
Dla mnie takim dystraktorem wszelkich wykładów, przemówień, etc. jest złe akcentowanie czasowników z końcówkami -liśmy, -łyśmy, etc ;)

kkosciukiewicz
05-05-2009, 21:56
Wracając jeszcze do puryzmu językowego- nawet wykszałceni ludzie robią takie błędy, że czasem przykro słuchać- mam wykładowcę, który zamiast "trz" mówi "cz", nie "trzeba" tylko "czeba", "czy" zamiast "trzy" itd. i to nagminnie, setki razy w ciągu każdego wykładu, bardzo mnie to drażni i przeszkadza w skupieniu się na temacie.

nie wiedzieć czemu skojarzyło mi się to z podobną sytuacją, chociaż to chodzi o język angielski... Znam taką panią dr co mówi łice łersa = vice versa, albo mułed (gdzie czasownik to moved), albo, i to mnie rozbraja jak tylko to słyszę, senkju.... dosłownie.... ehhhh...

kkosciukiewicz
05-05-2009, 21:57
Dla mnie takim dystraktorem wszelkich wykładów, przemówień, etc. jest złe akcentowanie czasowników z końcówkami -liśmy, -łyśmy, etc ;)
czasem się cieszę, że mam wykłady po angielsku... chociaż i tu czasem słyszy się przeróżne akcenty i wymowy :)

jenoty
05-05-2009, 22:46
Jako osoba z wykształceniem językowym zapewne powinnam traktować swój język ojczysty jako coś, czego nie należy "zaśmieciać" zapożyczeniami. Jednak w moim wypadku, to jest chyba działanie odwrotne. Ja bookuję bilety, nie kupuję, mamy beafory i aftery itd

Jednak najciekawiej jest jak rozmawiamy ze znajomymi na jakiś temat związany z zajęciami. Wtedy w ruch idą spolszczone wersje angielskich terminów czy słów :) czasem ciężko jest to komuś obcemu zrozumieć...


Wiele osób, które uczą się języków obcych używają takich zapożyczeń, czasem z lenistwa, czasem dla szpanu, czasem może nawet nie do końca świadomie :). Od znajomych wiem, że często im to przeszkadza bo traktują to jako zwykłe popisywanie się.
Teoretycznie najlepszym wyjściem jest używanie polskich wyrazów jeśli mówimy po polsku, zwłaszcza jeśli w grupie rozmówców są osoby, które nie znają danego obcego języka.
Z drugiej strony wiem też, że często używamy zapożyczeń bo to bardzo ułatwia sprawę i używa się ich z oszczędności mowy, do której w mowie potocznej wszyscy dążą.
Myślę też, że w kręgu znajomych, którzy rozumieją dany język, używanie zapożyczeń nie jest takie złe (oczywiście jeśli się nie przesadza). W dodatku czasem po prostu nie ma ekwiwalentów niektórych wyrażeń czy pojęć.

Tom z Sopotu
05-06-2009, 00:34
Jestem z nad morza, z Gdańska, i jak mam być szczera to ja nie dostrzegam jakiś drastycznych różnic między polskim ode mnie a polskim z Lublina. Jednak moje wspaniałe koleżanki czasami się śmieją, jak coś powiem. Bo u nich tak się nie mówi... :) Beka, fafołkie (chociaż to chyba mój neologizm), i... uwaga... gzyms :) czy to tylko moje koleżanki, czy rzeczywiście te słow nie są jakoś popularne na lubelszczyznie...?

Beki faktycznie ludzie w Polsce, zwłaszcza na południu, jakoś nie jarzą, ku memu zdumieniu - to może być nasze, lokalne, choć powoli się już przebija do szerszej świadomości.
Tego drugiego to i ja nie kojarzę, więc to faktycznie może być Twój neologizm. :-) A cóż on oznacza, można wiedzieć?
Ale gzyms, na Boga?!

aina
05-06-2009, 09:09
Beka to chyba rzeczywiście regionalizm, bo ja nie jestem z Lublina (ani z lubelszczyzny), a też średnio kojarzę ;) [zresztą "wyrocznia google.pl" wcale nie jest lepsza]. Można prosić o wyjaśnienie, cóż to takiego?
A co do gzymsu...no comment :p

kkosciukiewicz
05-06-2009, 11:42
Beka = zajawka, śmiechawa, komedia, jazda... więcej synonimów nie kojarzę w tej chwili :) po prostu coś śmiesznego :P i rzeczywiście, wychodzi to już powoli z mody :)
a jeśli chodzi o gzyms... ufff... myślałam, że ze mną coś nie tak, ale to tylko te dwie nie czają :P a fafołki.. ok... czasem mi jakieś dziwadło wyjdzie :P a chodzi mi o jakieś takie coś pływające np w napoju, takie a la skrawki czegoś.. sama nie wiem jak to nawet wytłumaczyć :D

Tom z Sopotu
05-06-2009, 13:03
Beka = zajawka, śmiechawa, komedia, jazda... więcej synonimów nie kojarzę w tej chwili po prostu coś śmiesznego i rzeczywiście, wychodzi to już powoli z mody
a jeśli chodzi o gzyms... ufff... myślałam, że ze mną coś nie tak, ale to tylko te dwie nie czają a fafołki.. ok... czasem mi jakieś dziwadło wyjdzie a chodzi mi o jakieś takie coś pływające np w napoju, takie a la skrawki czegoś.. sama nie wiem jak to nawet wytłumaczyć

Takie farfocle jakby? :)
"Beka" pochodzi, według mnie, wprost od "beczki śmiechu", źródłosłów jest więc ogólnie znany. Używa się tego u nas na północy w kontekstach typu "Ale beka!", lub "Mam z tego bekę". Ciekawa rzecz, że pewna moja znajoma góralka, skądinąd osoba z dużym wyczuciem języka, tego akurat sformułowania jakoś nie umiała sobie wytłumaczyć - "beczka śmiechu" w ogóle jej nie przyszła do głowy jako możliwe źródło, doszukiwała się go natomiast całkiem bez sensu w "bekaniu". :D

aina
05-06-2009, 14:29
No z tą beką...beczka: beka, jakiś sens to ma ;)
Ale nie spotkałam się wcześniej z takim użyciem, które funkcjonowałoby samoistnie (choć jakaś logika istnieje).
A z tym "fafołki", to może ma jakiś sens...i może niekoniecznie to jest tylko twój neologizm ;)
Zobacz tu: fafoły (http://mirbink.webpark.pl/f.htm)
Chociaż też nie znałam tego użycia, raczej mi się skojarzyło słowo "fafulki" :p

jenoty
05-06-2009, 19:20
A ja nie wiem co to jest gzyms... Może mnie ktoś oświeci?
Beke znam od dawna i nigdy nie lubiłam tego słowa, chyba właśnie dlatego, ze kojarzyło mi się bardziej z bekaniem niż z beczką śmiechu.
O fafołkach słyszę pierwszy raz w życiu, ale jak wynika z linka od Ainy, istnieje takie słowo.
A czy spotkaliście się z takimi określeniami jak: "odziapnąć przyklapkę", "zachałom", "habędzie" albo "capić" (ale nie w sensie brzydkiego zapachu, ale bezsensownego stania i czekania na coś/kogoś) - wydaje mi się, że to są takie bardzo wschodnie regionalizmy, ale może wiecie co znaczą.

mmanka
05-06-2009, 21:38
A ja nie wiem co to jest gzyms... Może mnie ktoś oświeci?

"Gzyms to pozioma, zwykle profilowana listwa wystająca przed lico muru, która chroni elewację budynku przed ściekającą wodą deszczową. Nierzadko pełni też funkcję ozdobną. " Tyle mówi wiki, ja używajac tego słowa tez mam na myśli element sciany, a jestem rodowitą prawie Lublinianką :p ktoś używa tego słowa w innym znaczeniu?

annajurys
05-06-2009, 21:48
Dla mnie takim dystraktorem wszelkich wykładów, przemówień, etc. jest złe akcentowanie czasowników z końcówkami -liśmy, -łyśmy, etc ;)

uff, już myślałam, że tylko ja mam takiego fioła na punkcie akcentowania... Kiedy słyszę "poszliśmy" i "zrobiliśmy", też mam ochotę coś komuś pójść i zrobić. Zresztą, pocieszyłam się też czytając ostatnio w Tygodniku Powszechnym wywiad z Eustachym Rylskim, który użala się na ten sam temat i prorokuje, że jeśli nie zaczniemy tego błędnego akcentowania tępić, to pokolenie dobrze akcentujące przeminie i zostanie nasze, tj dzisiejszej młodzieży, coraz bardziej niedouczone. Rzeczywiście, nie wiem dlaczego tak się dzieje, że najwięcej błędów można wyłapać u młodych ludzi, nierzadko wykształconych...Elita! A co będzie za kilka lat, kiedy studia zaczną kończyć dzieci, które od dzieciństwa zasypiały nad klawiaturą/joystickiem? brrr...

annajurys
05-06-2009, 21:53
A czy spotkaliście się z takimi określeniami jak: "odziapnąć przyklapkę", "zachałom", "habędzie" albo "capić" (ale nie w sensie brzydkiego zapachu, ale bezsensownego stania i czekania na coś/kogoś)

Czytam i czytam i czuję się coraz bardziej zacofana. Z tym "capić" mnie zaskoczyłaś, znam to słowo tylko w znaczeniu "niemiło wonieć":) cała reszta to może być cokolwiek...
pamiętam jak w podstawówce zamiast "spadaj" mówiło się "bij sandały":) ale to się chyba nie przyjęło ogólnie....

Teraz jednym z największych "kontrybutorów" słownictwa nowego są kabarety. Zauważyliście jak szybko do języka weszły "krejzole" albo "lachonarium"? nie mówiąc już o całych powiedzeniach...

mstep
05-06-2009, 22:10
Zgadzam się co do błędnego akcentowania czasowników osobowych i bez bicia przyznaję się, że sama robię to poprawnie dopiero od paru lat, odkąd zaczęłam bardziej świadomie dbać o polski, którego używam. Wszystko dlatego, że wiem, że najmniejszy błąd u tłumacza w tej dziedzinie może go dyskredytować. Skąd się biorą te niepoprawne wersje to nie wiem, ale faktem jest, że ich popularność jest ogromna. Najśmieszniejsze, że niektórzy jak usłyszą uwagę, że to błąd mówić poszLIŚmy zamiast POszliśmy robią wielkie oczy ze zdzumienia i niezrozumienia :)

aina
05-06-2009, 22:13
Wracając jeszcze do tego błędnego akcentowania...na początku myślałam, że to charakterystyczne dla danego regionu...konkretnie okolic Poznania, bo kogo nie znałam z tamtych stron, to tak źle mówił :p
Ale potem okazało się, że coraz więcej osób (i nie tylko z Poznania) tak mówi...

A co do tych przykładów podanych przez jenoty, to chyba żadnego nie znam...może z takiego całkowitego wschodu nie jestem (tzn. nie tuż nad granicą wschodnią), ale nawet się nie spotkałam z takimi wyrażeniami...

jenoty
05-06-2009, 22:19
Czytam i czytam i czuję się coraz bardziej zacofana. Z tym "capić" mnie zaskoczyłaś, znam to słowo tylko w znaczeniu "niemiło wonieć":) cała reszta to może być cokolwiek...


Nie musisz czuć się zacofana, bo te słowa to akurat takie bardzo stare zapożyczenia z dalekiego wschodu Polski :). Ja je słyszałam z ust ludzi ok. sześćdziesiątki. Odziapnąć przyklapkę = zdjąć pokrywkę (taką na garnek), zachałom = wszystko naraz, a chabędzie = gałęzie. A capić to o ile się nie mylę to jakiś okołokrakowski wynalazek.

A co do "kontrybutorów" nowego słownictwa, to rzeczywiście kabarety się pod tym względem wyróżniają, ale myślę że wszelkiego rodzaju filmy i seriale komediowe nie są w tym gorsze. A już na pewno bardzo szybko przyjmują się głupawe powiedzonka z kreskówek typu "Włatcy much", "Generał Italia", czy "Koleś git".

mstep
05-06-2009, 22:24
Ale chyba zgodzicie się ze mną, że dzięki temu język jest piękny :) Możemy go do woli "gimnastykować", wymyślać neologizmy, sklejać słowa i koncepty...To taka zabawa i myślę nawet, że zdolność tworzenia nowych słów, które niosą jakiś zaskakujący, humorystyczny przekaz w jakiś sposób świadczy o wysokich umiejętnościach językowych:)

jenoty
05-06-2009, 22:51
Ale chyba zgodzicie się ze mną, że dzięki temu język jest piękny :) Możemy go do woli "gimnastykować", wymyślać neologizmy, sklejać słowa i koncepty...To taka zabawa i myślę nawet, że zdolność tworzenia nowych słów, które niosą jakiś zaskakujący, humorystyczny przekaz w jakiś sposób świadczy o wysokich umiejętnościach językowych:)

Pomyślałam sobie właśnie, że przy tej globalizacji języka o której napisałaś w pierwszym poście, wszystkie regionalizmy i typowo polskie slangowe wyrażenia warto kultywować. Na pewno warto też uważać na błędy językowe i starać się mówić poprawnie (co nie wyklucza używania regionalizmów i neologizmów).
Mi osobiście podobają się słowa typu farfołki czy przyklapka i bez nich język byłby chyba zbyt sztywny, formalny i ponury.
Jeśli chodzi o zapożyczenia to one też potrafią ubarwić rozmowę np. studiuję rosyjski, w którym niektóre słowa są tak bajeczne, że od razu wchodzą do naszego grupowego idiolektu :) i dlatego ustrojstwo i pribambasy są na porządku dziennym. W kręgu moich znajomych przyjęły się już też takie zapożyczenia jak złoczingować film, nerdzić, albo tekerizi, a to wszystko dla śmiechu właśnie.

aknapinska
05-06-2009, 23:23
Dla mnie takim dystraktorem wszelkich wykładów, przemówień, etc. jest złe akcentowanie czasowników z końcówkami -liśmy, -łyśmy, etc ;)

Wiem, że sie powtarzam bo wspominałam już o tym w innym wątku, ale musze się zgodzić z Aina i po raz kolejny podkreślić, że przerażające jest jak wiele ludzi źle akcentuje te końcówki. Nawet gdy próbuję wytłumaczyć, że tak się nie mówi, większość przyzwyczajona do błędów z tv, radio i otoczenia spiera się, że nie mam racji, albo, że dwie formy są poprawne, albo po prostu nie słyszą różnicy...:confused:

aknapinska
05-06-2009, 23:44
Wiele osób, które uczą się języków obcych używają takich zapożyczeń, czasem z lenistwa, czasem dla szpanu, czasem może nawet nie do końca świadomie :). Od znajomych wiem, że często im to przeszkadza bo traktują to jako zwykłe popisywanie się.
Teoretycznie najlepszym wyjściem jest używanie polskich wyrazów jeśli mówimy po polsku, zwłaszcza jeśli w grupie rozmówców są osoby, które nie znają danego obcego języka.
Z drugiej strony wiem też, że często używamy zapożyczeń bo to bardzo ułatwia sprawę i używa się ich z oszczędności mowy, do której w mowie potocznej wszyscy dążą.
Myślę też, że w kręgu znajomych, którzy rozumieją dany język, używanie zapożyczeń nie jest takie złe (oczywiście jeśli się nie przesadza). W dodatku czasem po prostu nie ma ekwiwalentów niektórych wyrażeń czy pojęć.

Mnie osobiście drażni,to że niektórzy uważają używanie obcych słówkek za snobizm. Szczególnie jeśli wiadomo, że są to osoby które zajmują sie językami na co dzień. Właśnie takie słówka-ich przekręcanie, łączenie z innymi językami obcymi, dodawani polskich końcówek itd. to cały "smaczek" studiowania języków (może nie cały ale jego integralna część). Oczywiście przesada nigdy nie jest mile widziana...ale branie to za snobizm, też nie wydaje mi się sprawiedliwe.

annajurys
05-07-2009, 08:37
Nie musisz czuć się zacofana, bo te słowa to akurat takie bardzo stare zapożyczenia z dalekiego wschodu Polski :)

cha- skoro o regionalizmach mowa, to podzielę się moimi skojarzeniami:
1) kiedyś w bieszczadach braliśmy mleko od gospodarzy, świeżo wydojone, pani gospodyni mówi: "tylko musicie je sobie przewarzyć"...kolega w Warszawy był i nie zrozumiał, że je trzeba przegotować, pytał skąd ma wagę wytrzasnąć i po co właściwie...:))
2) może ktoś zgadnie co znaczy "szpatnie krzipać", "rożnąć" albo "spórować"? to takie moje wspomnienia z dzieciństwa u dziadków:)
3) jak ktoś lubi gwary, polecam "chłopów" albo "konopielkę" - językowo są to książki - skanseny.

bardzo szybko przyjmują się głupawe powiedzonka z kreskówek typu "Włatcy much", "Generał Italia", czy "Koleś git".

Niestety w serialach też się czuję zacofana. Cięzko mi przychodzą włatcy, a o pozostałych nie słyszałam. Ale skoro tak jest, znaczy że twórcy dialogów są poniekąd twórcami słowników współczesnej polszczyzny.

annajurys
05-07-2009, 08:43
dlatego ustrojstwo i pribambasy są na porządku dziennym. W kręgu moich znajomych przyjęły się już też takie zapożyczenia jak złoczingować film, nerdzić, albo tekerizi, a to wszystko dla śmiechu właśnie.

ustrojstwo ok, ale pribambasy? oświeć lub chodzący w ciemności! jeno ty możesz;)

A ja z kolei jestem fanką słowa "wichajster". Nie mam pojęcia jak to się pisze, wiem że po niemiecku znaczy "jak to się nazywa", w związku z tym jest bardzo bardzo poręcznym słowem. Trochę jak "tego" albo "ten", ale bardziej zmyślne i fikuśne;)

jenoty
05-07-2009, 23:40
ustrojstwo ok, ale pribambasy? oświeć lub chodzący w ciemności! jeno ty możesz;)


Pribambasy (прибамбасы) to jeno takie różne dodatki, gadżety, bajery:)


2) może ktoś zgadnie co znaczy "szpatnie krzipać", "rożnąć" albo "spórować"? to takie moje wspomnienia z dzieciństwa u dziadków:)


Niestety pierwszy raz widzę takie szałowe słowa. Tym razem może Ty mnie oświecisz? :)

Aha, i wciąż nie wiem co to jest gzyms..

Tom z Sopotu
05-07-2009, 23:59
Aha, i wciąż nie wiem co to jest gzyms..

No nie no, jaja sobie chyba robisz, i to uporczywie! :o :confused: Już ktoś wyżej wyjasniał wprawdzie, ale może potrzebujesz szerszej definicji:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Gzyms
Powiedz mi, jak dotąd nazywałaś taki element muru? ;)

aina
05-08-2009, 13:05
Poza tym gzyms to chyba pojęcie takie architektoniczne, ale też pojawiające się w historii sztuki. Wydaje mi się, że to taka podstawowa wiedza z poziomu LO ;)
A co do wichajstrów, to też lubię to wyrażenie :p

mstep
05-08-2009, 13:26
Mnie osobiście drażni,to że niektórzy uważają używanie obcych słówkek za snobizm. Szczególnie jeśli wiadomo, że są to osoby które zajmują sie językami na co dzień. Właśnie takie słówka-ich przekręcanie, łączenie z innymi językami obcymi, dodawani polskich końcówek itd. to cały "smaczek" studiowania języków (może nie cały ale jego integralna część). Oczywiście przesada nigdy nie jest mile widziana...ale branie to za snobizm, też nie wydaje mi się sprawiedliwe.

Ja też nie zgadzam się z tym, że używanie takich językowych śmiesznych "tworków" to snobizm, ALE tylko pod warunkiem, że wie się, kiedy ich używać. Tzn. używanie np. miksu polsko- angielskiego czy polsko- rosyjskiego jest ok w gronie osób znających temat, ale np. w gronie znajomych studiujących matematykę już niekoniecznie. Wiadomo, że każda grupa zawodowa ma prawo do własnego profesjolektu, ale inni mają prawo go nie rozumieć i nie lubić. Każdy prawnik powinien mieć świadomość tego, że rozmawiając z laikiem w tej dziedzinie nie powinien szafować terminami na prawo i lewo, dlatego też lingwista w rozmowie z nie-lingwistą powinien ograniczyć swoje "czekitałt" czy "łoczingować" :)

jenoty
05-09-2009, 03:45
No nie no, jaja sobie chyba robisz, i to uporczywie! :o :confused: Już ktoś wyżej wyjasniał wprawdzie, ale może potrzebujesz szerszej definicji:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Gzyms
Powiedz mi, jak dotąd nazywałaś taki element muru? ;)

Nie robię sobie jaj, z kontekstu wynikało, że to słowo ma jakieś dodatkowe slangowe znaczenie, ale po Twoim komentarzu przestało mnie to interesować...

paulinagesta
08-19-2014, 18:36
Dla mnie puryzmy już są lepsze ponieważ w dzisiejszych czasach nasz język opanowują słowa angielskie
:(

angelika93
09-01-2014, 18:34
Myślę, że podczas używania naszego ojczystego języka powinniśmy wykazywać się pewnym rygorem. To fakt, że zapożyczenia z języka angielskiego są obecne i tego raczej się nie uniknie, ale zwracanie uwagi na poprawność języka polskiego jest ważne. Nie ma nic gorszego nic krzywdzenie swojej mowy ojczystej.

vertejas
09-02-2014, 13:03
Mnie najbardziej denerwuje coraz to większa ilość nowych słów tworzonych przez naszych polskich polityków. Za każdym razem, gdy oglądam jakiś wywiad słyszę jakieś nowe dziwne słowo, które oczywiście zostało utworzone od angielskiego, a nadana mu została polska forma gramatyczna. Czy na prawdę język polski ma tak ubogi słownik, że musimy sięgać po zagraniczne słowa i "wpychać" je na siłę do codzinnych zwrotów?
Świetnym przykładem są dzisiejsze nastolatki, które po prostu są mistrzami w tworzeniu nowych słów. Przykład - "randomowa osoba" :D Chyba nie muszę tłumaczyć, że w j. polskim posiadamy takie słowo jak przypadkowa!

GRodewald
09-07-2014, 19:10
Nic nie rani bardziej uszu niż dzisiejszy Polglish. Często z trudem jestem w stanie zrozumieć tego rodzaju przekaz ustny. Nie mam nic przeciw używaniu zwrotów obcojęzycznych zwłaszcza, jeśli jest to słowo nieprzetłumaczalne, albo które po tłumaczeniu traci swój pierwotny sens (lub akcent humorystyczny). Jestem jednak daleki od kaleczenia jakiegokolwiek języka i tworzenia nierozpoznawalnych hybryd.

MoonBearKing
09-07-2014, 20:23
W szkole średniej byłem trochę takim "gramatycznym nazistą" jeśli chodzi o język polski. Z biegiem lat jednak, i nauką języka angielskiego zacząłem trochę spuszczać z tonu. Język jest dla ludzi i ma spełniać funkcję użytkową. Nie znaczy to, że pochwalam fatalnie zniekształconą nowomowę internetową, czy inne językowe niechlujstwa. Po prostu drobne błędy innych już mnie tak nie rażą, a sobie pozwalam tu i ówdzie na anglicyzm czy swobodne słowotwórstwo.

Natek
10-13-2014, 17:54
Uważam, ze jako ludzie wykształceni mamy obowiązek dbać również o język polski. Jeśli chcemy być dobrymi tłumaczami, powinniśmy znać podstawowe zasady naszego języka ojczystego. W końcu to jak się wyrażamy dużo o nas świadczy.

aprzewozna
10-13-2014, 22:09
Dopóki język nie jest sztucznie "wygodny", dopóty wszystko jest w porządku. Nie mówię tu o oczywistych oczywistościach typu błędy gramatyczne, ale o nowomowie. Na przykład według mnie zbędne jest skracanie wyrazów, które przecież wcale długie nie są, na przykład promo - promocja, info - informacja.

nemini
10-14-2014, 12:24
Pewnych rzeczy nie da się uniknąć, język "żyje" i jeśli chce być językiem żywym to będzie ewoluował i zmieniał się, tak jak zmienia się rzeczywistość, w której przychodzi nam się komunikować. Jednak w całym tym procesie pojawiają się różne słowotwory, które rażą mnie i wtedy zamieniam się w lingwistycznego konserwatystę np. w pewnym muzycznym show (nie powiem którym) jurorzy namiętnie używali słowa "wykon" mając na myśli "wykonanie" utworu przez uczestnika. Fuj!

OlgaK
10-16-2014, 12:27
Denerwują mnie słowa typu briefing. Kiedyś widziałam podpis "krótki briefing premiera". Chyba briefing to krótkie wystąpienie. Denerwują mnie słowa zapożyczone, które są używane błędnie lub nadmiernie.

pakow
10-19-2014, 16:00
Uważam, że nie należy przesadzać w żadną stronę. Mamy takie a nie inne czasy, język ewoluuje i, ogólnie rzecz ujmując,jest to od nas niezależne. Moim zdaniem należy dbać o język ale też iść z duchem czasu. Przyznaję, że zapożyczenia wręcz zalewają nas ostatnimi czasy i również tego nadmiaru nie popieram. Z drugiej strony, na duża skalę nie da się z tym nic zrobić. Umiar we wszystkim jest najlepszym rozwiązaniem.

Gaeul
10-19-2014, 19:43
Wydaje mi się, że nie ma sposobu na to, by mówić idealnie i bez błędów. Dlatego odnoszę wrażenie, że puryzm językowy w swojej czystej formie może być obecny jedynie w słowie pisanym. Mimo to wychodzę z założenia, że jeśli ma się możliwość i czas na przemyślenie tego, co chcielibyśmy powiedzieć i przekazać, to powinniśmy to zrobić jak najpoprawniej - to po prostu ułatwia komunikację ;)

GuzikA
03-26-2016, 23:48
Absolutnie tak! Wiadomo, że język to coś, co rozwija się i zmienia non stop, ale mimo wszystko zasady (przynajmniej te dotyczące języka) są po to, żeby je przestrzegać. Zwłaszcza w erze internetu i telefonów, gdzie wszystko jest pisane na szybko i bez większego namysłu trzeba dbać, żeby przynajmniej ta podstawowa estetyka jak używanie polskich znaków została zachowana.

sylwia6
03-27-2016, 11:49
Świat jest piekniejszy, kiedy ludzie dbają o estetykę i precyzję wypowiedzi.
Bardzo nie podoba mi się młodzieżowy slang. Nie rozumiem za nic, dlaczego np. słowo ,,ogarnąć" weszło na tak długo do naszego codziennego języka. Brzmi bardzo szpetnie. Ciągle czekam aż ludziom się znudzi i będą je zastępowali innymi słowami.
Myślę, że powinniśmy wzorować się bardziej na dawnej beletrystyce niż powtarzać sformułowania zasłyszane w telewizji. Wolę sprawiać wrażenie aroganckiej osoby, mówiąc czasem zbyt pedantycznie, niż mówić byle jak, by wydawać się wyluzowana.

rescuecall
06-27-2016, 10:50
Osobiście uważam że są miejsca gdzie należy trzymać fason i dbać o czystość tego języka ale z drugiej strony są miejsca gdzie można sobie wrzucić czasem na luz.
Ktoś gdzieś kiedyś na youtubie w blogu mówił, że najpierw jest dobrze poznać wszystkie zasady w języku (grama, ortografia itd) żeby dopiero potem móc świadomie z pewnych punktów rezygnować.
Niby mądrze powiedziane.
Ale tak jak mówiłem wcześniej, gdzie trzeba to się pilnuje jak jestem w domu, ze znajomymi to zupełnie na luzie.

zhengfei
06-28-2016, 13:46
Mnie zawsze najbardziej interesowała kwestia słów przechodzących do polskiego z innych języków. Słyszałam kiedyś, że na Islandii w ogóle nie pozwalają na coś takiego - na wszystko wymyślają swoje własne słowa. Nigdy nie zgłębiłam tego tematu i nie wiem, jak sprawa dokładnie na Islandii wygląda, ale brzmi to jak syzyfowa praca.
Ale sama wcale nie byłabym przeciwko, gdybyśmy zrobili coś takiego z językiem polskim - chociaż teraz już ilość wyrażeń, która przeszła do naszego języka z łaciny, francuskiego czy anielskiego, jest zbyt wielka. Poza tym, mam wrażenie, że w Polsce takiego działania łatwo mogłyby nabrać jakiegoś nacjonalistycznego, ksenofobicznego wydźwięku.
Sama staram się nie używać, na ile jestem w stanie się kontrolować, żadnych "świeżych" anglicyzmów. Jednak czasem znajduję się w sytuacji, w której wydaje mi się, że wyłącznie jakieś chińskie słowo jest w stanie w pełni, idealnie wyrazić moją myśl. Mam je już na końcu języka i w takiej chwili bardzo trudno jest mi znaleźć jakiś znośny polski odpowiednik.

Języki zdają się coraz ciaśniej zazębiać. Dzisiaj w większości funkcjonują chyba anglicyzmy. Czyżby w przyszłości dzięki tym podobieństwom leksykalnym miałyby się stać wzajemnie zrozumiałe, aż w końcu różnice zupełnie by zniknęły i wszystkie języki zlałyby się w jeden, wspólny dla wszystkich? Brzmi futurystycznie i utopijnie.

Z kolei poprawianie błędów językowych jest jak walka z wiatrakami. Język bezustannie się zmienia i dawniej część tego, co my uznajemy dzisiaj za poprawne formy, było zapewne błędne. Ale mimo to ja również nieustannie wszystkich wokół poprawiam i cieszę się, kiedy inni poprawiają mnie.
Zauważyłam dość ciekawy błąd u swojej koleżanki - często mówiąc o nas dwóch używa formy męskiej czasownika. Czyżby w przyszłości rozróżnienie między płciami miałoby na tyle stracić wagę, byśmy zupełnie porzucili żeńskie formy czasowników i uznali męskie za neutralne? Burzy się na tę myśl ta część mnie, która bardzo kocha swój język - ale cieszy ta, która wierzy w równouprawnienie.

wolfen
10-25-2017, 18:10
Uważam, że powinniśmy dbać o zachowanie starannej polszczyzny za wszelką cenę. Bo jak nie my to kto? Patrząc na to co się dzieje z naszym językiem jestem czasami wręcz przerażony. Język dla mnie nie jest częścią kultury, ale czymś co stoi ponad nią. To jest nasz największy skarb narodowy, ktoś kto nie dba o język, to tak jakby nie dbał o swój kraj.

Tomek_trans
10-29-2017, 22:54
Na pewno powinniśmy pilnować pięknych i unikalnych aspektów naszego języka, żeby nie "zabić" jego kultury. Z drugiej jednak strony trzeba iść z duchem czasu, więc wprowadzanie do polskiego neologizmów czy zapożyczeń również jest potrzebne i nieuniknione. Puryzm jest moim zdaniem zły, bo osoba przesadnie przestrzegająca zasad języka i czepiająca się błędów innych osób może wyglądać trochę śmiesznie i wprowadzać dziwną atmosferę w codziennych sytuacjach. Niemniej jednak ciągłe błędy to również skrajność, która pozostawia po sobie niesmak.

mikolajc
10-29-2017, 23:04
Należy pilnować przestrzegania norm języka, ale nie można też walczyć z uzusem. Język to żywy twór i mimo wszystko ulegnie zmianom.

w.bylinski@yahoo.com
11-05-2017, 11:47
W dobie internetowego języka "bezznakowego", zauważyłem, że pojawił się trend odwrotny i ludzie zaczynają stosować polskie znaki pisząc w internecie. Przyznam jednak, że sam nie zawsze stosuję, bo mi się po prostu nie chce, zwłaszcza pisząc na telefonie krótkie wiadomości do bliskich.

Melissa
01-23-2018, 08:38
Przesada. Język to nie sztuczny twór, zmienia się i ewoluuje wraz z ludzkością.

EdenB
01-23-2018, 20:18
Myślę, że warto dbać o język, ale nie trzymałbym się tego, że zawsze trzeba być w 100% poprawnym. Język mówiony zawsze pozwalał użytkownikom na trochę więcej i nie zwracam uwagi na drobne pomyłki, o ile nie wydają mi się bardzo dziwne. Najtrudniejsze jest wyznaczenie tej granicy, gdzie kończy się przyzwyczajenie, a zaczyna zbyt mała znajomość języka.