View Full Version : Tłumacze wojny
Klempicz
01-29-2008, 09:39
Ciekawy artykuł o tłumaczach w Iraku:
http://przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=3369&Itemid=61
Pozdrawiam!
TheBlood
02-10-2008, 22:25
Ciekawi mnie fakt skąd terroryści wiedzą o zawodzie (tj. byciu tłumaczem armii amerykańskiej / polskiej) jakiegoś Irakijczyka? Przecież tacy tłumacze są starannie konspirowani, otrzymują mundur niczym nieróżniący się od mundurów żołnierzy i w dodatku zasłaniają twarz chustami dla jeszcze lepszego efektu...
Dobrze chociaż, że wycofujące się z konfliktu kraje często zabierają ze sobą swoich tłumaczy i ich rodziny, a także zapewniają im póxniej godne warunki życia. Ubolewam nad faktem, iż często ludzie realizujący szczytne cele spotykają się z taką wrogością i nienawiścią otoczenia... Choć z drugiej strony, jakby nie patrzeć, jest to swoista walka z własnym krajem, stanie po tej samej stronie barykady co "najeźdźcy", a nie każdy Irakijczyk jest pod tym względem tolerancyjny...
Ciekawi mnie fakt skąd terroryści wiedzą o zawodzie (tj. byciu tłumaczem armii amerykańskiej / polskiej) jakiegoś Irakijczyka? Przecież tacy tłumacze są starannie konspirowani, otrzymują mundur niczym nieróżniący się od mundurów żołnierzy i w dodatku zasłaniają twarz chustami dla jeszcze lepszego efektu...
Niżej podaje linki do artykułów, z których wynika, że tłumacze wcale nie mogą czuć się bezpiecznie mimo owych mundurów i masek które musieli do niedawna nosić (czemu niektórzy tłumacze silnie się sprzeciwiali twierdząc, że naraża ich to na większe niebezpieczeństwo). O tym, że mają powody do strachu świadczy choćby ten fragment:
Interpreters have good reason to hide their faces. Terrorists and insurgent groups devote enormous time and effort to identifying and killing the Iraqis who work with Americans. They've slain some 300 so far, according to the Checkpoint One Foundation. Many, if not most, interpreters lead double lives, unable to tell their closest friends or even their families about their work.
It is impossible to know how many Iraqi interpreters were identified while the mask ban remained in effect. What is for certain, however, is that insurgent groups such as the Mahdi Army circulate photos of suspected interpreters to terrorist cells across Iraq. While US troops return to well-guarded bases at the end of a patrol, interpreters go back to their unguarded homes, many in hostile communities.
A oto linki:
http://www.csmonitor.com/2008/1209/p09s02-coop.html
http://news.bbc.co.uk/2/hi/middle_east/7768041.stm
A tak swoją drogą, czy podjęlibyście się pracy w takich warunkach?
Z jednej strony ryzyko jest duże tak jak i strach o życie swoje i bliskich. Jednak, być może poczucie, że się jest niezbędnym, że sprzyja się ratowaniu ludzkiego (innego) życia i namacalny dowód dużej wartości wykonywanego zawodu w jakiś sposób wynagradza te niepokoje?
Żołnierze stacjonujący tam nie raz nie dwa przyznają, że bez tłumaczy ich praca byłaby o wiele cięższa, niebezpieczniejsza, byłoby więcej ofiar i (oczywiście) nieporozumień, często banalnych, takich których łatwo można uniknąć.
For a platoon leader on the streets of Iraq, a trusted interpreter can be the difference between a successful patrol and a body bag. At great personal risk, interpreters bridge the language gap, guide soldiers and marines through unfamiliar streets, serve as cultural advisers, and make crucial introductions. American strategy in Iraq hinges on building positive relationships between US forces and Iraqi communities, a task that would be impossible without dependable interpreters.
kkosciukiewicz
01-19-2009, 19:46
Właściwie każdy zawód jest związany z ryzykiem, jedne bardziej, inne mniej. Praca jako tłumacz na wojnie niewątpliwie wiąże się z ogromnym ryzykiem. Jak już ktoś wspomniał, nie tylko ryzykujemy swoje życie i zdrowie, ale jednocześnie (w przypadku Irakijczyków przede wszystkim) życie rodziny i bliskich. Jednak jeśli ktoś decyduje się na taką pracę musi się z tym liczyć.
Co do masek czy zasłaniania twarzy. Nie potrafię zrozumieć dlaczego rząd Stanów Zjednoczonych podjął taką a nie inną decyzję. To powinna być indywidualna decyzja każdego tłumacza czy chce, czy nie chce zasłaniać twarz. Przynajmniej tyle można byłoby zrobić dla ochrony ludzi, którzy jakby nie patrzeć pomagają Amerykanom.
annajurys
01-21-2009, 20:43
tłumacze wcale nie mogą czuć się bezpiecznie mimo owych mundurów i masek które musieli do niedawna nosić (czemu niektórzy tłumacze silnie się sprzeciwiali twierdząc, że naraża ich to na większe niebezpieczeństwo).
Coś tu chyba zostało źle zrozumiane: mundury noszą, a jakże, amerykańskie, a masek nosić im zabraniano, bo decydenci w swoich cieplutkich i przytulnych gabinetach w USA wpadli na genialny pomysł, który od czasów wojny w Wietnamie nazywają "the hearts and minds campaign", czyli w wolnym tłumaczeniu "sposób na zdobycie zaufania tubylców". Stąd tłumaczom nie wolno było nosić masek, żeby tubylcy mogli w nich rozpoznać "swoich". Tyle że nikt nie wziął pod uwagę, że "swoi" nie chcą, żeby Irakijczycy współpracowali z Amerykanami. Decyzje podejmowane z dala od toczących się walk, bez znajomości realiów danego kręgu kulturowego, klimatu i sytuacji na miejscu to paradoks każdej większej operacji wojskowej... ad hoc nasuwa mi się Napoleon i jego inwazja na Moskwę, ale w całych dziejach ludzkości wiele innych by się znalazło.
Jeśli już o maskach mowa, pewnie dzięki nim Irakijczycy nie widzą twarzy tłumacza, ale z drugiej strony człowiek w masce wyróżnia się między ludźmi bez maski...więc suma sumarum nie jestem pewna czy maski pomagają czy szkodzą.
Z irackimi współpracownikami polskiej misji w Iraku jest ten sam problem- dla terrorysty Polak i Amerykanin to jedno zło. Tłumacze zostali wraz z rodzinami przewiezieni do Polski, ale teraz za bardzo nie wiadomo, co z nimi zrobić. Najchętniej wysłano by ich do innych krajów Unii zanim zaczną sprowadzać swoje 4 żony i 12 dzieci. Słowem: póki byli potrzebni, miło, że narażali życie, ale teraz niech się sobą zajmą. oto kilka artykułów z wyborczej:
http://wyborcza.pl/1,76842,5547194,Nie_zostawiajcie_nas_na_smierc.htm l
http://wyborcza.pl/1,75478,5757935,Skazani_na_smierc_Irakijczycy_pod_ Bydgoszcza.html
Prawdą jest, że iraccy tłumacze wciąż nie wiedzą, czy w tej bajce są postaciami pozytywnymi czy negatywnymi. Historia wciąż się tworzy. Jeśli wygra demokracja, będą bohaterami; jeśli terror-zdrajcami. Przekładając na nasze: my ich uważamy za nasz KOR, ale Irakijczycy ich kiedyś może zlustrują jak agentów ub.
kkosciukiewicz
01-21-2009, 22:22
Zgadzam się, nie ma idealnego rozwiązania. Bez masek czy z maskami są w dość kiepskiej sytuacji. Jednak, mimo wszystko decyzja tych amerykańskich polityków, czy kto tam podjął taką decyzję (tj. zakazu noszenia masek) wydaje mi się najgorszym z możliwych rozwiązań. Może ktoś powinien się był lepiej zastanowić nad konsekwencjami. Jeśli rzeczywiście niektórzy twierdzili, że w maskach są bardziej narażeni na ryzyko niż bez, niech je zostawią. Ale jestem pewna, że większości tłumaczy (mam na myśli głównie irackich tłumaczy) wolą to zabezpieczenie, nawet jeśli jest tylko "zabezpieczeniem psychicznym" a nie takim, które rzeczywiście chroni ich tożsamość.
annajurys, myślę, że Irakijczycy nie będą lustrować takowych tłumaczy, oni mają raczej odrobinę drastyczniejsze metody niż nasza tradycyjna polska lustracja....
Rzeczywiście, z tego zdania można odczytać nieco przeinaczone fakty, ale chodziło w nim głownie o komentarz do poprzedniej wypowiedzi - że tłumacze wcale nie są tak dobrze zakonspirowani jakby się mogło wydawać.
magdalenajurczak
02-21-2009, 12:31
A US military spokesman originally defended the mask ban by asserting: "We are a professional army and professional units don't conceal their identity…."
Niezmiernie dziwi mnie ignorancja i arogancja ze strony Stanów. To także oznaka braku profesjonalizmu, bo przecież jednym z zadań wojsk amerykańskich stacjonujących w Iraku, jest ochrona bezpieczeństwa lokalnych mieszkańców, a już chyba tym bardziej tłumaczy, którym, jak sami mówią tak wiele zawdzięczają.
Z maską czy bez, tłumacz nie może czuć się bezpieczny w rejonie operacji militarnych. Ja osobiście uważam, że tłumacze sami powinni decydować o tym czy chcą nosić maski, czy też nie. A skoro Stany Zjednoczone stać (tym bardziej w dobie kryzysu) na wydawanie grubych miliardów dolarów na wojnę i na wtykanie nosa w nieswoje sprawy, to powinno ich też być stać na to, aby zabrać irackich tłumaczy do siebie i zapewnić im i ich rodzinom bezpieczeństwo.
magdalenajurczak
02-21-2009, 14:31
Z maską czy bez, tłumacz nie może czuć się bezpieczny w rejonie operacji militarnych.
Właśnie co do masek jeszcze, to rzeczywiście niezależnie czy tłumacze je noszą (wyróżniając się spośród wojskowych, którzy ich nie noszą), czy też nie, iraccy terroryści zawsze będą postrzegać takich tłumaczy jako zdrajców narodu i zrobią wszystko, żeby ich wytropić i móc się zemścić za tę rzekomo przynoszącą hańbę irackiemu państwu, współpracę z Amerykanami.
Każdy, kto decyduje się jednak pracować w takich warunkach, nie tylko tłumacze, ale np. korespondenci/dziennikarze wojenni, są przecież świadomi ryzyka, które ponoszą. Często zawodzą nawet najlepsze środki bezpieczeństwa. Mówimy w końcu o wojnie…
katarzynaz
02-21-2009, 17:39
A tak swoją drogą, czy podjęlibyście się pracy w takich warunkach?
Z jednej strony ryzyko jest duże tak jak i strach o życie swoje i bliskich. Jednak, być może poczucie, że się jest niezbędnym, że sprzyja się ratowaniu ludzkiego (innego) życia i namacalny dowód dużej wartości wykonywanego zawodu w jakiś sposób wynagradza te niepokoje?
[/I]
no wiesz...fajnie, że ratujesz ludzkość, ale jak cię ktoś zabije, to dobrze będzie w ogóle jak coś o tobie powiedzą w telewizji, a co najwyżej najbliższa rodzina będzie za tobą płakać. Ludzie, którym byłeś potrzebny będą żałować, że cię nie ma, ale prędzej czy później będą musieli znaleźć nowego tłumacza.
Dla mnie gra jest nie warta świeczki.
No chyba, że czujesz wewnętrzną potrzebę ratowania świata i nie masz rodziny.
katarzynaz
02-21-2009, 17:47
Teraz przyszło mi na myśl, że rozwiązaniem mogłaby być duża rotacja tłumaczy, tak aby Irakijczycy nie zorientowali się kim oni są. Jednakże wiązałoby się to z zapewnieniem bezpieczeństwa byłym tłumaczom oraz ich rodzinom, a to rządowi amerykańskiemu zapewne nie bardzo by się uśmiechało...
magdalenajurczak
02-21-2009, 20:19
Teraz przyszło mi na myśl, że rozwiązaniem mogłaby być duża rotacja tłumaczy, tak aby Irakijczycy nie zorientowali się kim oni są. Jednakże wiązałoby się to z zapewnieniem bezpieczeństwa byłym tłumaczom oraz ich rodzinom, a to rządowi amerykańskiemu zapewne nie bardzo by się uśmiechało...
Pomijając amerykański rząd... Który tłumacz świadomie ryzykowałby własnym życiem i bezpieczeństwem swojej rodziny, pracując w takich warunkach jedynie przez "chwilę", na jakiś określony czas. W takim wypadku lepsza byłaby chyba każda inna posadka... Jeśli już się poświęcać, to raczej w ramach stałej współpracy, która wiąże się wtedy z własnym wyborem/powołaniem/misją życiową;) itp.
A tak właściwie to ma ktoś z was jakieś pojęcie ile tacy tłumacze np. w Iraku mogą zarabiać? Na pewno jest to kwota spora "jak na warunki panujące w rejonie wojny", ale ciekawe czy jest też "spora ogólnie". Jak myślicie?
marlenaww
02-23-2009, 12:07
Jeśli chodzi o zarobki to czytałam że wynagrodzenie cywilnych pracowników wojska w Iraku (w tym tłumaczy i psychologów) składało się z czterech elementów: uposażenia krajowego (najniższej pensji), dodatku zagranicznego, zwiększonego dodatku wojennego i dodatku za każdy dzień przebywania w strefie działań wojennych. W sumie miesięcznie można było zarobić ok. 9 tys. zł. Tak więc kokosów ogólnie nie a, biorąc pod uwagę fakt, że każdego dnia narażeni są na utratę życia. Z tego co wiem rząd polski wypiera się wypłacania tłumaczom ich wynagrodzeń za nadgodziny. Standardowy dzień pracy liczy 8 godzin, podczas gdy z rzeczywistości niektórzy pracowali po 20, nawet 24h na dobę!! I znowu smutna konkluzja. Jak im byli tłumacze potrzebni, to obiecywali złote góry, a skończyło się jak zwykle...
Przemilenka
02-23-2009, 13:14
Jeśli chodzi o zarobki to czytałam że wynagrodzenie cywilnych pracowników wojska w Iraku (w tym tłumaczy i psychologów) składało się z czterech elementów: uposażenia krajowego (najniższej pensji), dodatku zagranicznego, zwiększonego dodatku wojennego i dodatku za każdy dzień przebywania w strefie działań wojennych. W sumie miesięcznie można było zarobić ok. 9 tys. zł. Tak więc kokosów ogólnie nie a, biorąc pod uwagę fakt, że każdego dnia narażeni są na utratę życia. Z tego co wiem rząd polski wypiera się wypłacania tłumaczom ich wynagrodzeń za nadgodziny. Standardowy dzień pracy liczy 8 godzin, podczas gdy z rzeczywistości niektórzy pracowali po 20, nawet 24h na dobę!! I znowu smutna konkluzja. Jak im byli tłumacze potrzebni, to obiecywali złote góry, a skończyło się jak zwykle...
Moim zdaniem żadne pieniądze nie są warte takiego ryzyka, a zarobki tych tłumaczy są marne biorąc pod uwagę zagrożenie życia i sytuację w jakiej się znajdują. Nie podjęłabym się takiej pracy.
magdalenajurczak
02-23-2009, 17:14
Jeśli rzeczywiście zarobki są takie, a nie inne, to zaczynam się dziwić dlaczego ludzie mimo wszystko decydują się na pracę w takich warunkach. Wtedy pozostaje już chyba tylko kwestia wyższych wartości, jakimi się kierują..
Ubolewam nad faktem, iż często ludzie realizujący szczytne cele spotykają się z taką wrogością i nienawiścią otoczenia... Choć z drugiej strony, jakby nie patrzeć, jest to swoista walka z własnym krajem, stanie po tej samej stronie barykady co "najeźdźcy"
Mam dokładnie takie same, mieszane uczucia co do „tłumaczy wojny”. Z jednej strony jestem pełna podziwu i szacunku dla ludzi, którzy decydują się na pracę w tak trudnych warunkach. Do niebezpieczeństwa jakie wojna niesie dla każdego jej uczestnika, dochodzi jeszcze niezwykłe obciążenie psychiczne, związane z ciągłym udawaniem kogoś, kim tak naprawdę się nie jest, jak również wyrzuty sumienia, które w mniejszym lub w większym stopniu odczuwa prawdopodobnie każdy człowiek zdradzając swoją ojczyznę i rodaków. Jednak z drugiej strony, potrafię sobie wyobrazić swoją własną reakcję na Polaka, który pracowałby dla wroga Polski, szczególnie w czasie wojny. Tłumacze wojny otwarcie nazywają siebie zdrajcami, bo i rzeczywiście nimi są. Jednak uważam, że mimo wszystko, należy im się szacunek za to, że decydują się wykonywać tak niewdzięczną i niebezpieczną, ale jak potrzebną pracę. A jeśli chodzi o wynagrodzenie, to uważam , że biorąc pod uwagę rodzaj i warunki pracy, wcale nie jest aż takie wysokie...
Przecież tacy tłumacze są starannie konspirowani, otrzymują mundur niczym nieróżniący się od mundurów żołnierzy i w dodatku zasłaniają twarz chustami dla jeszcze lepszego efektu...
Być może dla żołnierzy wroga (którakolwiek ze stron by nim nie była) są rzeczywiście nierozpoznawalni, ale dla innych tłumaczy na pewno. A wśród tych również znajdują się szpiedzy, którzy nawiązują kontakty z tłumaczami a następnie przekazują ich zdjęcia i dane szwadronom śmierci. Tak naprawdę, nie ma więc skutecznej ochrony dla tłumaczy pracujących na wojnie, dlatego należy im się tym większy szacunek za to, że świadomi niebezpieczeństw decydują się na taką pracę.
Rzeczywiście pieniądze z tego marne, biorąc pod uwagę ryzyko, ale możliwe że wielu "zdrajców" wybiera taką, a nie inną drogę w imię wartości. Ja nie wykluczyłbym bym pracy jako tłumacz w rejonie wojny (oczywiście za dużo większe wynagrodzenie), ale tylko wtedy gdy moja rodzina znajdowałby się poza strefą działań wojennych, a wręcz na innym kontynencie. Z drugiej jednak strony, która normalna rodzina "puściła by" swojego członka do pracy w tak niebezpiecznym miejscu...no dobra ludzie są różni, może i są rodziny, które pogodziłyby się z taka decyzją, szanuję to, bo przecież w takich miejscach pracują też reporterzy, dzięki którym wiemy mniej więcej co tam się dzieje. Nigdy nie pojmę jednak jak człowiek (np. Irakijczyk) może pracować w czasie wojny w swoim kraju, przeciwko swojemu krajowi, mając jednocześnie rodzinę w tym samym kraju. Może ktoś powie, że z powodu biedy czy problemów materialnych, ale biorąc pod uwagę mentalność tamtych grup etnicznych chyba kradzież (choć oczywiście nie jestem jej zwolennikiem) byłaby bezpieczniejszym i mniej niechlubnym zajęciem lub sposobem na zarobek.
katarzynaz
02-24-2009, 16:37
a jednak jest nadzieja jeśli chodzi o Polskę...
http://rss.startowy.com/index.php?4526597,516,Wojenni_uchodzcy_znalezli_sc hronienie_Iraccy_tlumacze_zamieszkali_w_Polsce
katarzynaz
02-24-2009, 16:38
Tu nieco więcej na ten temat...
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article300905/Iraccy_tlumacze_zamieszkali_w_Polsce.html#reqRss
katarzynaz
02-24-2009, 16:42
O i takie coś jeszcze wrzucę do przeczytania:
WAR PARTICIPATING INTERPRETERS
As the professional organization in Denmark, representing among others interpreters and translators, and also as a FIT member (International Federation of Translators (www.fit-ift.org)) The Union of Communication and Language Professionals, Denmark (in Danish: Forbundet Kommunikation og Sprog (www.kommunikationogsprog.dk)) sees it as its task to draw the attention of the Danish society at large to the problem of assaults upon interpreters and translators in areas of conflict and to take the initiative of bringing the problem into an increased international focus.
It has consequently been decided by the Board that The Union of Communication and Language Professionals, Denmark allocates an amount of 1,000 USD for helping interpreters stationed in Iraq. The amount shall be paid to the Human Rights Committee of FIT for further transfer.
The Danish Association of Journalists (in Danish: Dansk Journalistforbund (http://www.journalistforbundet.dk))will be contacted with a view to discussing all possibilities of cooperation in this area.
Amnesty International, Danish Section, (www.amnesty.dk) will likewise be contacted with a view to drawing attention to the initiative.
Furthermore contact will be established with FIT with a view to bringing the problem into focus, possibly in conjunction with the International Federation of Journalists, IFJ (www.ifj.org)
Finally, an article to be published in the local press has been planned.
NUMBER OF INTERPRETERS AND TRANSLATORS KILLED IN ZONES OF WAR AND CONFLICT IS INCREASING
”65 journalists were killed in 2005 - 13 less than the year before”. This is a quotation from the yearly report of the International Press Institute, IPI (www.freemedia.at). For many years we have received reports on journalists who were killed in zones of war and conflict in carrying out their professional job. There is no mitigation involved in this, and the International Federation of Journalists is closely involved in the problem.
Reports on many interpreters and translators being killed in theaters of war in carrying out their job are more recent. They stem from the wars in what was previously Yugoslavia over Afghanistan to Iraq.
There are also reports on interpreters participating in examination of prisoners of war, etc. thereby violating the ethical principles of the independence and impartiality of interpreters.
At the FIT congress in Tampere, Finland, in August 2005 the FIT Human Rights Committe presented personal evidence regarding the Iraq situation.
The congress was in agreement that increasing internatioal communication across political, linguistic and cultural borders entails many advantages to interpreters and translators. But unfortunately there are also drawbacks. Thus more and more interpreters and translators are killed, while doing their jobs in international areas of conflict, often together with journalists and others operating in the media branch. In Iraq interpreters and translators are frequently killed systematically, merly on account of their profession, or because they are English speaking, often women, or because they work for foreign troops.
At the congress professor Salal Ali in the University of Mosul, Iraq, presented cogent evidence. He mentioned, giving the names, ten female interpreters who were raped and thereafter killed. Interpreters and translators are systematically assaulted by terrorists, opposing any kind of cooperation with foreign troops or with foreigners at large. Even the interpreters` families are exposed to assaults, kidnapping, torture, etc. According to the professor we are faced with clear violations of human rights.
The interpreters are often employed by private firms such as Titan Corporation providing linguistic services to the American troops. The Americans therefore argue that protecting interpreters is not the responsibility of the authorities.
Professor Ali states: ”The contention that interpreters and translators are not engaged by the American government or military, but by private firms such as Titan, does not exonerate the authorities from responsibility.”
Together with colleagues the professor has now established ”The Society for the Protection of Human Rights of Interpreters in Iraq.” The purpose of the Society is, among other things, to keep the public posted on the situation and to help the victims. The Society has established a fund which collects money for the interpreters and their families.
The Union of Communication and Language Professionals, Denmark, together with FIT - The International Federation of Translators - urge the American government and the authorities of Iraq to live up to their responsibility by providing a reasonable protection of the interpreters and their families.
The Union of Communication and Language Professionals, Denmark
Forbundet Kommunikation og Sprog
Copenhagen, June 2006
Birgitte Jensen, President, bij@kommunikationogsprog.dk
Jørgen Christian Wind Nielsen, Consultant, jcn@kommunikationogsprog.dk
fajne linki. Cieszy fakt, że chociaż Polacy i Duńczycy starają się jakoś pomóc irackim tłumaczom, "których to tak cenią i którym tak wiele zawdzięczają". Miejmy nadzieję, że sprawa zostanie doprowadzona do końca, co byłoby na pewno dobrym przykładem i mogłoby przekonać wielu do ewentualnej pracy w rejonach konfliktów w przyszłości, choć oczywiście wszyscy życzylibyśmy sobie aby konfliktów było jak najmniej;)
agatagrzybowska
02-25-2009, 00:18
A tak swoją drogą, czy podjęlibyście się pracy w takich warunkach?[/I]
Pdobnie jak większość przedmówców, musiałabym być zmuszona sytuacją życiową, żeby podjąć się takiego tłumaczenia i żadne, nawet największe pieniądze nie skłoniłyby mnie, żeby narażać swoje życie.
agatagrzybowska
02-25-2009, 17:47
Zastanawia mnie tylko, dlaczego iraccy tłumacze godzą się na pomoc Amerykanom, skoro wiedzą, że grozi im tak wielkie niebezpieczeństwo. Kwestia pieniędzy?
marlenaww
02-25-2009, 22:02
A tak swoją drogą, czy podjęlibyście się pracy w takich warunkach? [/I]
Szczerze mówiąc to nie wyobrażam sobie tego. Za bardzo zależy mi na życiu żeby poświęcać się "dla dobra ogółu". Zresztą moim zdaniem to tylko piękne hasełka, zresztą jak większość polityki. Świadczą o tym niezbite przykłady, które wymienili już moi koledzy a z którymi niestety mogę się tylko zgodzić: jak jest wojna i potrzebowali żołnierzy do porozumiewania się z tubylcami itd, to obiecywali złote góry, starali się, żeby tłumaczy było dużo. Ale kiedy ci ludzie nie są już im potrzebni, to okazało się, że nie ma pieniędzy na przepracowane przez nich nadgodziny (niektórzy nawet po 700!!) i że traktują ludzi jak półgłówków! W życiu nie poświęcałabym swojego życia i bezpieczeństwa dla pieniędzy a tak szczerze mówiąc to stawki nie są zbijające z nóg.
Ciekawa jestem opinii innych.
marlenaww
02-25-2009, 22:09
Zastanawia mnie tylko, dlaczego iraccy tłumacze godzą się na pomoc Amerykanom, skoro wiedzą, że grozi im tak wielkie niebezpieczeństwo. Kwestia pieniędzy?
Wydaje mi się że innego uzasadnienia nie ma. Chociaż z drugiej strony Irakijczycy, o czym już nie raz się przekonałam, myślą w całkiem inny sposób niż my, Europejczycy. Czasem mam wrażenie że to nie ludzie, lecz zwierzęta (barbarzyńskie ścięcie głowy polskiego inżyniera). Dlatego więc, nie byłabym zszokowana słysząc argumenty całkowicie dla nas absurdalne. Ale musielibyśmy tu mieć na forum jakiegoś prawdziwego przedstawiciela tej specyficznej grupy ludzi.
agatagrzybowska
02-25-2009, 22:29
Chociaż z drugiej strony Irakijczycy, o czym już nie raz się przekonałam, myślą w całkiem inny sposób niż my, Europejczycy. Czasem mam wrażenie że to nie ludzie, lecz zwierzęta (barbarzyńskie ścięcie głowy polskiego inżyniera). Dlatego więc, nie byłabym zszokowana słysząc argumenty całkowicie dla nas absurdalne. Ale musielibyśmy tu mieć na forum jakiegoś prawdziwego przedstawiciela tej specyficznej grupy ludzi.
To, o czym piszesz jest bardzo brutalne, ale niestety prawdziwe. Ich mentalność jest całkiem inna od naszej i pewnie nigdy nie będziemy w stanie zrozumieć dlaczego postępują tak, a nie inaczej. Ale nie można zapominać, że bestialskich mordów dokonuje się wszędzie na świecie, również w Polsce, tylko nie zawsze trąbi się o tym w telewizji.
agatagrzybowska
02-25-2009, 23:16
jak jest wojna i potrzebowali żołnierzy do porozumiewania się z tubylcami itd, to obiecywali złote góry, starali się, żeby tłumaczy było dużo. Ale kiedy ci ludzie nie są już im potrzebni, to okazało się, że nie ma pieniędzy na przepracowane przez nich nadgodziny (niektórzy nawet po 700!!) i że traktują ludzi jak półgłówków!
a propos:
- Nie mamy pomysłu, jak asymilować ich w polskim społeczeństwie - mówi wysoki rangą urzędnik MON. - W Danii był z nimi problem, bo dostali prawo do łączenia rodzin. Niektórzy mają po kilka żon, zaczęli je sprowadzać. Najlepiej, gdyby wyjechali od razu do innego kraju Unii, ale to nie jest takie proste, bo tam mogą ich nie chcieć.
Szef MON Bogdan Klich (wczoraj był dla nas nieuchwytny) przed kilkoma tygodniami na pokładzie samolotu lecącego z Bagdadu mówił nam: - Najwygodniejsze z naszego punktu widzenia byłoby udzielenie jednorazowej pomocy finansowej w wysokości do 40 tys. dol. (http://wyborcza.pl/1,75478,5757935,Skazani_na_smierc_Irakijczycy_pod_ Bydgoszcza.html)
Może ktoś powie, że z powodu biedy czy problemów materialnych, ale biorąc pod uwagę mentalność tamtych grup etnicznych chyba kradzież (choć oczywiście nie jestem jej zwolennikiem) byłaby bezpieczniejszym i mniej niechlubnym zajęciem lub sposobem na zarobek.
Jeśli chodzi o przywołany przez eagle10 problem, a mianowicie biedę, która może popchnąć Irakijczyka do podjęcia pracy tłumacza na wojnie, zastanawia mnie kim tak naprawdę są "tłumacze wojny". Czy są to osoby wykształcone w zakresie tłumaczenia czy może każdy kto zna angielski na tyle że może się w tym języku dogadać? Bo jeśli na tłumaczy wybierane są osoby, posiadające przygotowanie merytoryczne, to zakładam, że nie decydują się na taką pracę z biedy. Jeśli natomiast tłumaczem może być tak naprawdę każdy, to bieda może być rzeczywiście realnym i częstym powodem.
The interpreters are often employed by private firms such as Titan Corporation providing linguistic services to the American troops. The Americans therefore argue that protecting interpreters is not the responsibility of the authorities.
łatwa wymówka... skoro rząd nie zatrudnia tłumaczy to czemu ma za nich brać odpowiedzialność?
Wiadomym jest, że rząd nie może odpowiadać i chronić wszystkich tłumaczy pracujących dla prywatnych firm, ale chyba każdy zgodzi się z tym, że praca na wojnie to wyjątkowa sytuacja i w interesie rządów państw biorących w niej udział jest aby ich żołnierzy wspierali rzetelni, lojalni tłumacze. Uważam więc, że tego rodzaju podejście rządu do ochrony tłumaczy nie ma najmniejszego uzasadnienia ani racji bytu.
katarzynaz
02-27-2009, 21:38
łatwa wymówka... skoro rząd nie zatrudnia tłumaczy to czemu ma za nich brać odpowiedzialność?
Wiadomym jest, że rząd nie może odpowiadać i chronić wszystkich tłumaczy pracujących dla prywatnych firm, ale chyba każdy zgodzi się z tym, że praca na wojnie to wyjątkowa sytuacja i w interesie rządów państw biorących w niej udział jest aby ich żołnierzy wspierali rzetelni, lojalni tłumacze. Uważam więc, że tego rodzaju podejście rządu do ochrony tłumaczy nie ma najmniejszego uzasadnienia ani racji bytu.
Właśnie... i tak logicznie myśląc, każdy tłumacz, który wie jak to wygląda nie powinien brać się za taką "brudną robotę"... a jednak... są ochotnicy...czyżby byli nieświadomi sytuacji?...
ciekawe...
mala_z_Aarhus
05-25-2009, 19:53
Ja przepraszam, ale wybuchu? to nie wrzesien?
vBulletin v3.7.2, Copyright ©2000-2012, Jelsoft Enterprises Ltd.