PDA

View Full Version : Tłumaczenie reklam


bebe05
03-10-2009, 22:31
Tłumaczenie reklam ( czy sloganów reklamowych) często stanowi nie lada wyzwanie dla tłumacza – kontekst kulturowy, gra słów, metafora. Poszukuję reklam, które mogą stanowić takie wyzwanie. Będę wdzięczna za konkretne przykłady reklam (im bardziej kontrowersyjne czy śmieszne tym lepiej :)), artykuły, linki i jak również publikacje książkowe dotyczące języka reklamy.

Dla wszystkich zainteresowanych tematem link do strony, z której można pobrać filmy reklamowe.

http://www.platige.com/newsletter/n13/

Jeśli chodzi o reklamę: Airwick - "Elephant" … jeśli mnie pamięć nie myli to ostatnie zdanie zostało przetłumaczone tak: “To bardzo ważne jeśli się jest matką stonogi.” :)

magdalenajurczak
03-16-2009, 14:46
Tłumaczenie reklamy jest rzeczywiście złożonym zadaniem. Treść reklamy w jednym języku może mieć inny wydźwięk w drugim. Tłumaczenia tekstów reklamowych powinny być specjalnie dopasowane do charakterystyki danego kręgu kulturowego, kraju, w którym tekst ma się ukazać.
Dla mnie trudniejsze wydaje się przetłumaczenie sloganu reklamowego. Poza znaczeniem, powinien on mieć "wpadające w ucho" brzmienie i nie powinien być dłuższy od oryginału.

Artykuł o tłumaczeniu tekstów reklamowych:
http://www.kwintessential.co.uk/translation/articles/translation-of-advertisements.html

Na tej stronie znajdziesz pracę dyplomową o sloganach. Nie mówi się tu o kwestii tłumaczenia, ale może przyda się do bardziej ogólnych przemyśleń.
http://www.sciaga.pl/tekst/49820-50-the_language_of_slogans_in_polish_advertising

Advertising language (fragmenty książki):
http://books.google.pl/books?id=nbLYVS4HmqIC&dq=advertising+language&printsec=frontcover&source=bl&ots=xhQdgbKYgO&sig=lEZsgTK2GLj2ZTe3NqNgjw8N0Eg&hl=pl&ei=VVi-SeQQj5GwBqCUqNEL&sa=X&oi=book_result&resnum=12&ct=result#PPP1,M1

eagle10
03-16-2009, 17:41
Rzeczywiście reklamy i slogany mogą sprawiać problemy. Kiedyś np. gdy oglądałem reklamę jednego ze środków bodajże na hemoroidy, która zapewniała widza, że w przypadku problemów z hemoroidami człowiek czuje się ":(", natomiast po zażyciu leku : ":)". Niby wszystko ok. ale obie buźki występowały na ekranie obok siebie od lewej do prawej i tak sobie pomyślałem jakby taką reklamę przetłumaczyć np. Arabom albo ludziom posługującym się (oczywiście w tym wypadku jest to fantazja, bo tacy nie istnieją) tylko i wyłącznie językiem hebrajskim? Przecież w obu językach czyta się od prawej do lewej, więc potencjalny widz mógłby pomyśleć, że po zażyciu leku poczuje się gorzej...

annajurys
03-16-2009, 21:53
kojarzy mi się w tej chwili tylko coś, co bardziej się tu nadaje na dygresję, a mianowicie sytuacje, w których nazwy marek, sklepów etc mają nawiązywać do nazw obcych, a wychodzi lipa, bo się okazuje, że np. "specjalista od promocji" nie znał idiomatycznego znaczenia wyrażenia. przykładowo, Athlete's Foot, sklep z odzieżą sportową i nie tylko Stopa Atlety, ale też, o ile się nie mylę, Grzybica.
To ci reklama! :)

annajurys
03-16-2009, 21:55
For relaxing times, make it Santori time!

:))

eagle10
03-17-2009, 16:52
Mnie jakoś zawsze irytowała reklama "Mentosa", która jest już wyświetlana (z przerwami) w Polsce od ponad 15 lat. Dlaczego podczas tej reklamy lektor zawsze czytał ang wyrażenie "Menthos, the Freshmaker" mieszając fonetykę polską i angielską,czyli "The" z według zasad angielskich, a "Freshmaker" jako "freszmeker"? Czy na prawdę tak trudno mu było nauczyć się wymowy ang słowa "freshmaker"? A jeśli już "spalszczamy" to może cały slogan, np. "Mentos...odświeża".

eagle10
03-17-2009, 21:37
a przed chwilą właśnie widziałem reklamę "pronto multi surface", w której polski lektor odnosi się do wyżej wymienionego produktu jako "pronto multi 'serfes' "....moim zdaniem żenada:)

eagle10
03-17-2009, 22:06
Znalazłem na innym forum znaczną ilość publikacji, które być może pomogą ci w pisaniu pracy:

1. Cook, Guy. 1992. The discourse of advertising. London: Routledge.
2. Fairclough, Norman. 1999. Language and power. London: Longman
3. Forceville, Charles. 1996. Pictorial metaphor in advertising. London: Routledge
4. Kress, Gunther - Theo van Leeuwen. 1996. Reading images: The grammar of visual design. London: Routledge.
5. Lakoff, George - Mark Johnson. 1980. Metaphors we live by. Chicago: The University of Chicago Press.
6. Leech, Geoffrey N. 1966. English in advertising: A linguistic study of advertising in Great Britain. London: Longmans
7. Ortony, Andrew. 1993. Metaphor and thought. Cambridge: Cambridge University Press.
8. Sperber, Dan - Deirdre Wilson. 1986. Relevance: Communication and cognition. Oxford: Blackwell
9. Vestergaard, Torben - Kim Schrøder. 1994. The language of advertising. London: Blackwell.
10.Brown and Levinson S.C.1992. Politeness:Some Universals in Language Usage.Cambridge:CUP
11. De Vito, Joseph.1976. The Interpersonal Communication Book.New York
12. Lee, David. 2004. Cognitive Linguistics: An Introduction.Oxford
13. Leech, Geoffrey. 1983. Principles of Pragmatics.London
14. Mey, J. 1996. Pragmatics:An Introduction. Oxford

i jeszcze parę innych:

1.Cook -' the discourse of advertising'
2. Douglass- 'complete guide to advertising'
3. Forceville - 'pictorial metaphor in advertising'
4. Geis - 'the language of television advertising'
5. Gilly - 'sex roles in tv advertising'
6. Goddart - ' the language of advertising'
7. Lakoff, Johnson - 'metaphors we live by'
8. Leis, Kline, Jhally - 'social communication in advertising'
9. Pedro 'beyond words : translation of tv adverts'
10. Rush - 'the noun phrase in dvertising'
11. Searle - 'metaphor - metaphor and thought'
12. Świątek - 'metaphors in advertising'
13. Tanaka 'the pun in advertising', 'advertising language'
14. Taplin - ' the origin of tv advertising in the uk'

a tak wo ogóle to może odwiedź to forum, bo tam wypowiadają się osoby, które pisały pracę na temat związany z reklamą, może Ci jakoś pomogą. Większość wpisów jest z 2006 roku, ale ostatni jest w miarę świeży, bo z 8 marca 2009.Podaję linka:

http://www.ang.pl/Magisterka_tlumaczenie_reklam_43029.html

Oprócz tego być może zaciekawią cie także poniższe linki:

http://www.wrota.podkarpackie.pl/pl/edukacja/ciekaw_edu/bledy/inne_przyklady

http://www.wrota.podkarpackie.pl/pl/edukacja/ciekaw_edu/bledy/tv_przyklady

magdalenajurczak
03-18-2009, 07:38
Podaję slogany reklamowe kilku zagranicznych marek, które nie zostały przetłumaczone na polski, a mimo to świetnie funkcjonują.
hmm czyżby producenci, którzy wchodzą na nasz polski rynek ze swoimi produktami, nie chcieli zmieniać haseł, które sprzedawały się na zachodzie?

-McDonalds – ,,Im lovin it!”

- Nike –,,Just do it”

- Nokia –,,Connecting people”

- Siemens –,,Be inspired”

- LG- ,,Life’s Good”

magdalenajurczak
03-18-2009, 08:13
Dla porównania oryginału z tłumaczeniem:

Maxwell House - Good to the last drop.
„Dobra do ostatniej kropli”

Sprite - Obey your thirst.
„Ugaś pragnienie”

L’Oreal - Because you’re worth it.
„Bo jesteś tego warta”

Gillette - Best a Man Can Get.
„Najlepszy dla mężczyzny”

Coca-cola – Live on the Coke Side of Life.
„Witaj po radosnej stronie życia”

M&M - Melts in your mouth, not in your hands.
„Rozpuszcza się w ustach, a nie dłoni” (czekolada M&M)

magdalenajurczak
03-18-2009, 08:21
Swoją drogą warto by się zastanowić nad angielską wersją sloganu: “Lecą w kulki”. Póki co nie spotkałam się z tłumaczeniem tego hasła. No ale w sumie nie dziwne skoro ostatnia dobrze nam znana kampania reklamowa M&M’s jest w pełni zrealizowana w Polsce.

annajurys
03-18-2009, 14:42
bo niestety, w naszym kraju wciąz to, co brzmi zachodnio, konotuje lepszą jakość, więc lepiej się sprzedaje...

aknapinska
03-19-2009, 22:23
Podaje link ze spisem najbardziej znanych sloganów reklamowych.

http://www.ad-mad.co.uk/slogans?page=2

Przeglądając listę wiele razy zatrzymywałam się i zastanawiałam jak przetłumaczyłabym konkretny slogan, zauważyłam też, że polscy tłumacze w wielu przypadkach świetnie poradzili sobie z przekładem :D

agatagrzybowska
03-20-2009, 01:21
a przed chwilą właśnie widziałem reklamę "pronto multi surface", w której polski lektor odnosi się do wyżej wymienionego produktu jako "pronto multi 'serfes' "....moim zdaniem żenada:)

zgadzam się, aż ciarki przechodzą... ale z drugiej strony, nie wiem jak inaczej można by spolszczyć tę nazwę... "serfys"?

agatagrzybowska
03-20-2009, 01:32
Ciekawe do analizy mogą być reklamy "Żubra" albo "Biedronki". Dla mnie genialne, a dla tłumacza niewątpliwie spędzające sen z powiek ;)) "Żubr. Strzela z rogu", "Wiosną chciałoby się osuszyć żubra", "Żubr w trawie puszczy", ... good luck :))

agatagrzybowska
03-20-2009, 01:33
a tu mix reklam i sloganów Biedronki: http://www.youtube.com/watch?v=Q5GsEtpIp4g

joannamitula
03-20-2009, 12:15
A mi te błędy fonetyczne w reklamach nie przeszkadzają, bo kiedy rozmawiałabym z kimś po polsku o tych produktach, to "spolszczałabym" wymowę, to naturalne. Może przez to "przybliża się" zagraniczne produkty Polakom.

salamandra
03-22-2009, 11:37
Moim zdaniem optymalnym wyjściem byłoby stworzenie polskiego odpowiednika nazwy produktu/sloganu, co pozwoliłoby uniknąć trudnego wyboru między spolszczeniem a trzymaniem się wersji oryginalnej, z których żadna nie wydaje mi się korzystna. Oczywiście to by sprawiło więcej problemów producentom, ale za to nam, tłumaczom, dostarczyło więcej okazji to wypróbowywania swojej inwencji ;)

monisz
03-22-2009, 22:46
Tłumaczenie reklam jest rzeczywiście nie lada wyczynem i sprawdzianem naszej kreatywności:)
Ale chciałabym o coś zapytać: czy reklamy produktów typowych dla danego kraju, np.: wspomniany Żubr czy Biedronka są tłumaczone za granicą?? Moim zdaniem, w każdym kraju znajdą się podobne produkty, a forma ich reklamy może jedynie bazować na reklamie w innym kraju, ale to nie będzie tłumaczenie, tylko tworzenie sloganów na potrzeby danego rynku. A jeśli chodzi o znane na całym świecie marki, to albo nie tłumaczy się sloganów (jak przytoczono powyżej), albo slogan da się łatwo przetłumaczyć i dopasować do odbiorców:)

Anetadan
03-23-2009, 10:01
P..P..Pick up a Penguin.
To a propos zagadki- jak przetłumaczeć slogan bazujący na pierwszej literze angielskiego słowa, jeśli polski odpowiednik bynajmniej na tę literę się nie rozpoczyna:>

Anetadan
03-23-2009, 10:03
It takes AGES to be as good as SEGA.
Kolejny ciekawy przykład, tym razem słowo w negatywie i właściwe słowo oznaczające markę - również nie lada łamigłówka tłumaczeniowa.:)

monisz
03-23-2009, 21:42
Rzeczywiście Anetadan podała ciekawe przykłady sloganów, które stanowią prawdziwe wyzwanie. Moim jednak zdaniem w przypadku takich sloganów nie można ich tłumaczyć, bo stracą cały sens i zamysł gry słownej. Pozostaje albo pozostawienie sloganu w wersji oryginalnej albo zastąpienie go zupełnie nowym hasłem. Nie należy jednak uogólniać i każdy tego typu przypadek rozpatrywać oddzielnie.

monisz
03-23-2009, 22:02
A co powiecie o dubbingowanych reklamach w Polsce, które były popularne na przełomie lat 80/90 XXwieku a reklamowały produkty, których nie było wtedy jeszcze w naszym kraju? Na przyklad taki proszek OMO. Słychać polskiego lektora, ale z ruchu warg bohaterek widać ze mówią np. po niemiecku....

salamandra
03-23-2009, 23:36
Takie przykłady mamy do tej pory w naszej kolorowej telewizji, np. 'jesteś tego warta' w ustach Heidi Klum ;)

salamandra
03-23-2009, 23:37
A co do sloganów zawierających gry słowne praktycznie nieprzetłumaczalne z zachowaniem ichc charakteru proponowałabym pozostawienie oryginalnego hasła i dopowiedzenie/dopisanie odpowiednika w języku docelowym, niekoniecznie bardzo wiernego.

salamandra
03-23-2009, 23:39
A czy 'Impossible is nothing' jest oficjalnym sloganem Nike funkcjonującym na naszym rynku? Bo zdaje się, że słyszałam hasło 'Niemożliwe nie istnieje'.

monisz
03-24-2009, 09:02
Masz rację salamandra, mnie też się wydaje, że hasło nike słyszałam w angielskiej, jak i polskiej wersji. A więc zgodnie z tym co wcześniej zaproponowałaś na polskim rynku funkcjonuje oryginalny slogan zagranicznej firmy, jak i jego, akurat w tym przypadku wierny, odpowiednik:)

monisz
03-24-2009, 21:27
Dzisiaj oglądając telewizję trafiłam na reklamę KFC. Rozwiązania zastosowane w tej reklamie mogą przynajmniej po części odpowiedzieć na nasze wątpliwości, jak tłumaczyć reklamy. Otóż w owej reklamie lektor mówi po polsku (nie jestem pewna, czy aktorzy to Polacy, czy głosy są zdubbingowane). Ale co ważniejsze na samym końcu dołączony jest oryginalny głos Amerykanina, który wypowiada oryginalny slogan "KFC Life tastes great!" - Bez tłumaczenia, wszyscy globalnie zapamiętaj oryginał i rozpoznają w/w restaurację. A wniosek z tego taki, że nie zawsze trzeba się wspinać na wyżyny swojej kreatywności, aby przetłumaczyć zgrabnie słowne rymowanki:)

król Julian
03-25-2009, 03:33
Podaję slogany reklamowe kilku zagranicznych marek, które nie zostały przetłumaczone na polski, a mimo to świetnie funkcjonują.
hmm czyżby producenci, którzy wchodzą na nasz polski rynek ze swoimi produktami, nie chcieli zmieniać haseł, które sprzedawały się na zachodzie?

-McDonalds – ,,Im lovin it!”

- Nike –,,Just do it”

- Nokia –,,Connecting people”

- Siemens –,,Be inspired”

- LG- ,,Life’s Good”

Ciekawe, wiekszosc z tych marek chce byc zapewnie "nowoczesna", przez co slogany zostaja w wersji oryginalnej. Poza tym, zastanawia mnie fakt, ze chyba wiekszosc reklam, w ktorych slogany zostaja w pierwotnej wersji jest przeznaczona dla "mlodych" odbiorcow i osob "nowoczesnych", ktore polapia sie o co chodzi w reklamie itp. Nie wyobrazam sobie natomiast hasla w oryginale w reklamie lekow na poprawe pamieci czy proszkow do prania...;)

król Julian
03-25-2009, 03:35
A tak przy okazji, najlepszym rozwiazaniem bylo by stworzenie reklam dla danego produktu od podstaw dla kazdej kultury/kraju itp i po klopocie:) niestety to malo realne, wiec zostaja wyzwania dla kreatywnosci tlumaczy ;)

aina
03-25-2009, 08:14
Myślę, że to celne spostrzeżenie dot. odbiorców reklam (bardziej "zanglicyzowanych" vs. tych polskich)...ale to już chyba nie działka tłumaczy, a raczej specjalistów ds reklamy i marketingu ;)
Wydaje mi się, że kiedy widz napotyka taką "kulturowo dostosowaną" reklamę - np. Biedronka czy Żubr, to docenia to i dlatego wydaje nam się, że to są "lepsze" reklamy :) (podczas gdy odrzucamy te, w których osoby przedstawione "mówią" po polsku, ale ustami ruszają po angielsku czy niemiecku:>)

Anetadan
03-25-2009, 12:30
Najjaśniej i najbardziej zrozumiałe byłoby rzeczywiście stworzenie odrębnej reklamy w danym obszarze kulturowym/ w kraju. Jednak sądzę, że brak przekładu sloganów reklamowych jest zabiegiem celowym - podkreślenie związku z firmą matką, firmowanie reklamy znanym brandem - w zasadzie zabieg marketingowy..

aina
03-25-2009, 17:18
Może i to też racja...a poza tym reklama staje się jednym z lepszych "nauczycieli", wg zasady, że częste powtarzanie przyczynia się do lepszego zapamiętania...gorzej jeśli to powtarzanie nie jest poprawne gramatycznie (czyt. np. I'm lovin' it :>)

mstep
03-25-2009, 17:34
No to co, chyba taki wniosek, że często rodzimy język i kreatywność tłumacza przegrywają z marketingiem? ;)
Można przytaczać wiele argumentów, twierdzących, że to dobre lub złe zjawisko. Mnie osobiście strasznie drażnią angielskie slogany czytane przez Polaków. Być może osoba nie znajaca dobrze angielskiego tego nie zauważy, ale pewnie wszyscy tutaj sie wypowiadający juz po paru zgłoskach poznają, ze to nie native speaker. Taka sztuczność wręcz mnie degustuje i od takiej reklamy od razu uciekam z krzykiem;)

mstep
03-25-2009, 17:51
Dzisiaj oglądając telewizję trafiłam na reklamę KFC. Rozwiązania zastosowane w tej reklamie mogą przynajmniej po części odpowiedzieć na nasze wątpliwości, jak tłumaczyć reklamy. Otóż w owej reklamie lektor mówi po polsku (nie jestem pewna, czy aktorzy to Polacy, czy głosy są zdubbingowane). Ale co ważniejsze na samym końcu dołączony jest oryginalny głos Amerykanina, który wypowiada oryginalny slogan "KFC Life tastes great!" - Bez tłumaczenia, wszyscy globalnie zapamiętaj oryginał i rozpoznają w/w restaurację. A wniosek z tego taki, że nie zawsze trzeba się wspinać na wyżyny swojej kreatywności, aby przetłumaczyć zgrabnie słowne rymowanki:)

Z jednym się nie zgodzę- nie wszyscy zrozumieją ten slogan, np. moi rodzice, czy dziadkowie na pewno nie ;) Pytanie tylko czy to w ogóle obchodzi twórców reklamy- nie podejrzewam, zeby takie osoby były grupą docelową KFC ;) Dlatego ja osobiście nie krytykowałabym ogólnego trendu do pozostawiania anglicyzmów w reklamach, jeśli są adresowane do odbiorców nie mających z angielskim większych problemów. Nie oszukujmy się, język angielski w wielu przypadkach po prostu brzmi lepiej. Ma ładną melodię, jest precyzyjny, a od globalizacji nie ma co uciekać na siłę. Takie moje zdanie.

mstep
03-25-2009, 17:56
Ale oczywiście trafnych spotów reklamowych w rodzimym języku przecenić się nie da- np. wspomniana już reklama Żubra, czy też (w mojej opinii) niegdysiejsza reklama Frugo. Pytanie tylko, czy ktoś w ogóle potrzebuje je tłumaczyć? No może w rzadkich przypadkach intensywnego eksportu polskiego produktu do krajów anglojęzycznych...Ale wydaje mi się, że generalnie tłumaczenie reklam w kierunku pol-ang nie ma zbytniego odzwierciedlenia w rzeczywistości...

monisz
03-25-2009, 19:16
Zgadzam się z mstep i również uważam, że warto zostawiać angielskie slogany, przynajmniej niektóre. Młodzi ludzi od razu je wychwycą i zapamiętają markę. Przecież często zdarza się, że hasło wraz z jakąś fajną muzyczką w tle tak wpada nam w uchu, że później nucimy te pare słow przez pół dnia, a czasem i dłużej;) A jeśli zapamiętamy hasło, to i markę, a potem istnieje większe prawdopodobieństwo, że sięgniemy po produkt danej marki, a to przecież chodzi w reklamie - żeby zwiększać sprzedaż produktów.

król Julian
03-25-2009, 21:13
Rowniez uwazam, ze tlumaczenie polskich reklam na j. ang to male pole do popisu. Co do zostawiania oryginalow, to ma to z pewnoscia swoj ukryty cel marketingowy, jednak powinno sie przynajmniej probowac tworzyc polskie slogany, a zostawiac tylko te oryginalne werjse, ktore lepiej brzmia, maja lepsza melodie itp. :)

król Julian
03-25-2009, 21:17
Ma ładną melodię, jest precyzyjny, a od globalizacji nie ma co uciekać na siłę. Takie moje zdanie.

Dokladnie, trzeba sie przyzwyczaic, ze bedzie coraz wiecej anglicyzmow itp. btw szkoda tylko ze ogolnie globalizacja jest jednostronna i tylko my przyjmujemy cos z krajow anglojezycznych, a oni jakos nic od nas nie chca:) ;)

aina
03-25-2009, 21:35
A wracając jeszcze do porównań tych polskich hitów reklamowych...chyba trzeba zwrócić uwagę, że często opierają się one na jakimś językowym lub sytuacyjnym żarcie...podczas gdy ostatnio oglądałam "najśmieszniejsze" reklamy angielskie....no i szczerze powiedziawszy porażka :> Niektóre z nich jak dla mnie to kompletna żenada...w zasadzie nawet niewiele tekstu do tłumaczenia by było :P

bebe05
03-25-2009, 23:27
Dziękuję wszystkim za liczne uwagi, przykłady reklam i źródła informacji. Stanowią one cenne wskazówki do dalszej pracy. :)

bebe05
03-25-2009, 23:28
Ciekawym przykładem gier słownych stosowanych w brytyjskich reklamach są ‘nonsense puns’. Początkowo zaskakują one odbiorcę, gdyż wydają się być pozbawione sensu. Z pewnością zachęcają do rozwiązania ukrytej w nich zagadki słownej, która na długo pozostaje w pamięci np. reklama w metrze
„Less bread. No jam.”
Jednak co ‘chleb ‘ i ‘dżem’ mogą mieć wspólnego z metrem ?
Chodziło oczywiście o „Less money, no traffic jam”. – ‘bread’ is slang for ‘ money’, a ‘jam’ może równie dobrze oznaczać ‘traffic jam’.
Myślicie, że można by tą reklamę przełożyć na język polski stosując odpowiednią grę słów ? Może znacie podobne reklamy ?

bebe05
03-25-2009, 23:29
Kolejny problem dla tłumacza mogą stanowić reklamy, które komunikują dwa znaczenia. Oto reklama bielizny Vedonis:
„Next to myself, I like Vedonis”.
Wiele zależy od tego jak zinterpretujemy frazę „ Next to myself” – ‘najbardziej lubię siebie, zaraz potem jest Vedonis’ czy raczej ‘lubię czuć Vedonis na swojej skórze’. Z pewnością tą drugą interpretację uznacie za bardziej trafną  Drugie znaczenie ukryte jest w nazwie’ Vedonis’. Bielizna nie tylko powinna być wygodna ( jak sugeruje pierwsza część sloganu), ale także powinna posiadać walory estetyczne. To piękno wyrażono w nazwie łącząc ‘Venus’ i ‘Adonis’. Prawda, że sprytnie? ;)

bebe05
03-25-2009, 23:30
Często odnoszę wrażenie, że niektóre reklamy (slogany) są nazbyt dobitne czy nawet wulgarne – np. Media Markt, który słynie już z takich reklam – „Rżniemy ceny” albo reklama biura podróży „ After you get married, kiss your wife in places she’s never been kissed before”. Czy tłumacz jeśli uzna, że mogą one obrażać odbiorcę powinien zasugerować jakieś ‘łagodniejsze ujęcie’ przekazu, który komunikuje reklamodawca ?

aina
03-26-2009, 07:03
Tylko, że może właśnie o tę wulgarność przekazu chodzi? Podejrzewam, że MM nie przypadkiem wymyślił takie hasło... Co do tego drugiego, to jest ono po prostu dwuznaczne, ale też zaryzykuję "tezę", że pomysłodawca tej reklamy chciał w pewien sposób zaskoczyć odbiorcę tą dwoistością hasła. Wg zasady im bardziej szokuje, tym lepiej zapada w pamięć ;)
Czy w takim przypadku, kiedy taka dwuznaczność była zamierzona, tłumacz powinien "łagodzić"?

mstep
03-26-2009, 08:38
To zależy od kultury docelowej. Teoretycznie można by się upierać, że nie powinien, bo to zmienia intencję autora reklamy. Jednakże w jednym kraju dany slogan może wywołać tylko śmiech, a w innym już niesmak. Ja optowałabym za imitowaniem wywoływania tej samej reakcji u odbiorcy, a nie identycznych zabiegów językowych. Tutaj wchodzi w grę np. poczucie humoru w języku i kulturze. Jeśli np wiadomo, że Anglicy generalnie często śmieją się z duchownych, a w Polsce to raczej tabu, to reklama z udziałem biskupa powinna być w Polsce stemperowana, żeby polski widz też się śmiał, a nie poczuł urażony.

aknapinska
03-26-2009, 15:07
(...)
Czy w takim przypadku, kiedy taka dwuznaczność była zamierzona, tłumacz powinien "łagodzić"?

Wydaje mi się, że jeśli są to slogany międzynarodowych firm czy koncernów to tłumacz nie powinien zmieniać charakteru reklamy. Firmy takie decydując się na daną kampanię reklamową powinnym mieć już doświadczenie na rynkach docelowych i domyślać się jak reklama będzie odebrana na gruncie tego czy innego państwa.

aknapinska
03-26-2009, 15:35
A co powiecie o dubbingowanych reklamach w Polsce, które były popularne na przełomie lat 80/90 XXwieku a reklamowały produkty, których nie było wtedy jeszcze w naszym kraju? Na przyklad taki proszek OMO. Słychać polskiego lektora, ale z ruchu warg bohaterek widać ze mówią np. po niemiecku....

Pamiętam, że jak byłam jeszcze mała i drażniły mnie takie reklamy.
Być może jest to jakiś patent na sukces reklamy, ale wydaje mi się, że uzasadniony tylko w przypadku spotów w których swojej twarzy użycza ktoś sławny. W innym wypadku reklamy takie tracą na wiarygodności...

kkosciukiewicz
04-15-2009, 22:34
ok, nie jest to moze slogan reklamowy, aczkolwiek zwrot dosc mocno sie zagniezdzil w jezyku codziennym. I jest to zwrot z naszej polskiej dobrej reklamy. Co powiecie na wspaniale "kopytko" z reklam Plus GSM? Ostatnio podczas tlumaczenia programu o reklamach Mumio sprawilo mi to ogromny problem... Jak przetlumaczyc to proste slowo, "kopytko"...?

Tom z Sopotu
04-21-2009, 12:58
W tym akurat wypadku tłumaczenie może być dowolne, byle równie bez sensu. Z tego co słyszałem, spot był częściowo improwizowany na planie, komputer był włączony i po maźnięciu pędzlem po klawiaturze faktycznie wyszedł jakiś ciąg liter zbliżony do "kopytka" - i tak to zostało po prostu przeczytane. Przypadek. W jakieś rzekome głębokie podteksty bym tu zatem nie wnikał.

Co się zaś tyczy łagodzenia przekazu reklamy przez tłumaczy, to obserwuję tu u niektórych z Was tę niebezpieczną tendencję ocierającą się o cenzurę, jaka jest charakterystyczna dla Polaków. My ciągle wietrzymy, czy coś kogoś aby nie urazi i na wszelki wypadek zaoblamy kanty, bardzo często zarzynając tym samym dowcip. Tak było z wcześniej przytaczaną tu przeze mnie reklamą Clearasilu, tak notorycznie jest w filmach i większości z założenia kontrowersyjnych reklam. Polacy panicznie boją się kontrowersji, nie mogąc pojąć, że to właśnie szum - także negatywny - wokół produktu zwykle zwiększa zainteresowanie nim.

Powiem Wam tak: ta dyskusja jest niemal całkiem akademicka. Reklama produktu, nawet ta tylko tłumaczona z innego języka, jest prawie zawsze tak dokładnie przygotowywana, że Wy, jako tłumacze, macie w tym procesie najmniej do powiedzenia. I tak zadecyduje szefostwo reklamującej się firmy - Wy powinniście się ograniczyć do podania im przekładu, najlepiej w kilku wersjach i to oni sobie przedyskutują, czy wolą tłumaczenie dokładne i kontrowersyjne, czy wolne i złagodzone.
Chyba że chodzi Wam o tłumaczenie reklam, które wchodzą w skład innej tłumaczonej przez Was formy - np. pojawiają się w filmie. Ale wówczas, jeśli mają znaczenie dla treści filmu, powinniście skupić na możliwie dobrym odwzorowaniu ich treści lub/i formy, zależnie od tego, co dla tego filmu jest ważne akurat, a nie na rozważaniach natury moralnej, czy należy humanitarnie oszczędzić polskiemu widzowi szoku, jaki go niewątpliwie czeka, gdy dotrze do niego treść reklamy, którą widz w Anglii czy Francji jednak jakoś przetrwał bez hospitalizacji. Kim Wy niby jesteście, żeby w miejsce autorów reklamy (czy filmu) decydować, co jest dobre dla polskiego widza? Wy macie tylko techniczne zadanie do wykonania, a nie misję dziejową do spełnienia! Reklama to nie powieść, która ma dać jej autorowi Nobla, wiec każdy przecinek jest w niej ważny - postarajcie się nie zgubić jej sensu i tyle, zamiast robić z igły widły.

joannamitula
04-21-2009, 13:31
I w ten oto sposób nazwałeś naszą pracę "zautomatyzowanym chałturzeniem". Myślę, że ludzie zostają tłumaczami, bo lubią język i nie chcą mieć pracy, która będzie "wklepywaniem cyferek do kompa" albo innym odtwórczym zajęciem. Dlatego nie zgadzam się z opinią, że zadaniem tłumacza przy sloganach reklamowych jest techniczny przekład. To wymaga sporo myślenia, żeby stworzyć w języku docelowym odpowiednik, który będzie również zabawny, a zastanawianie się nad jego odbiorem przez czytelników/widzów jest częścią tego zadania. Zgadzam się, że w Polsce często unika się kontrowersji, ale to już zależy od tłumacza na co sobie pozwoli.

Tom z Sopotu
04-21-2009, 14:33
I w ten oto sposób nazwałeś naszą pracę "zautomatyzowanym chałturzeniem". Myślę, że ludzie zostają tłumaczami, bo lubią język i nie chcą mieć pracy, która będzie "wklepywaniem cyferek do kompa" albo innym odtwórczym zajęciem. Dlatego nie zgadzam się z opinią, że zadaniem tłumacza przy sloganach reklamowych jest techniczny przekład. To wymaga sporo myślenia, żeby stworzyć w języku docelowym odpowiednik, który będzie również zabawny, a zastanawianie się nad jego odbiorem przez czytelników/widzów jest częścią tego zadania. Zgadzam się, że w Polsce często unika się kontrowersji, ale to już zależy od tłumacza na co sobie pozwoli.

"Myślenie, żeby stworzyć w języku docelowym odpowiednik, który będzie również zabawny", to również technika, technika tłumaczenia. Wiem, że niektórzy mają większe ambicje, ale - nie czarujmy się - tłumacz nie jest twórcą, tylko przetwórcą. Nie jest autorem, tylko kimś, kto wykonuje zadanie przekazania myśli autora odbiorcy posługującemu się innym językiem, jest tylko ogniwem łączącym autora z odbiorcą, w praktyce tylko narzędziem tego procesu. Nie jest artystą, przynajmniej nie przez duże "A", tylko rzemieślnikiem (chcecie być artystami, to sami wymyślajcie dzieła oryginalne, zamiast przetwarzać cudze - nikt Wam tego przecież nie broni). I nie do tłumacza - to już całą pewnością - należy zadanie łagodzenia (ani wzmacniania) mocy przekazu cudzego dzieła. Oczywiście, nie zwalnia to nikogo z myślenia - przeciwnie, uważam że zbyt często tłumaczy się bezmyślnie, ale prawidłowy kierunek tego myślenia, to nie dylematy natury "czy ktoś się za to nie obrazi?" (te należą tylko i wyłącznie do autora/zleceniodawcy, któremu tłumacz-znawca odbiorcy docelowego co najwyżej może uświadomić ewentualne konsekwencje), ale kombinowanie nad tym, jak najdokładniej wyrazić tę samą myśl (grę słów, dowcip itp.) w innym języku, tak żeby NICZEGO istotnego nie zgubić, w tym także owej kontrowersji, jeśli w oryginale była zamierzona. Celowe i samowolne przeinaczanie przez tłumacza pierwotnej myśli, w imię jakieś moralnej misji oszczędzania odbiorcom domniemanego szoku, nie dość, że w ogóle nie należy do zadań tłumacza, ale wręcz stanowi nadużycie i sprzeniewierzenie się samej idei tłumaczenia. Waszym zadaniem jest możliwie dokładnie odwzorować oryginał, a nie świadomie i z premedytacją go wypaczać. Macie to, owszem, robić z pomyślunkiem, ale bez twórczości własnej.

salamandra
05-10-2009, 12:59
Bardzo słuszna uwaga, Tomie, z tą cenzurą. niby się wszyscy nią brzydzimy i odrzucamy a jednak tak głęboko jest już ona w naszych umysłach, że zupełnie automatycznie po nią sięgamy. raczej niewesoły wniosek..

Angie
08-06-2011, 16:44
Reklamę można i stworzyć w myśl zasady 'nieważne co mówią byleby mówili' bo wiadomo, że tzw marketing szeptany jest najlepszą formą promocji.Różnice językowe powodują, że slogany reklamowe skuteczne w jednych krajach, w innych nie wpływają na potencjalnych klientów, a nawet mogą mieć charakter obsceniczny, zniechęcający lub komiczny np. nazwy niektórych zagranicznych wyrobów w Polsce: Osram, Burda, Odour.
Pewien skandynawski producent promował w Ameryce swój odkurzacz za pomocą hasła Nothing Sucks Like an Electrolux - "Nikt nie ssie lepiej od Electroluxu."

nikla
08-08-2011, 21:20
Takie mylące skojarzenia nie dotyczą tylko polskich nazw. Np w rosyjskim 'urod' (piszę fonetycznie oczywiście ;) ) oznacza coś brzydkiego. Więc polska firma kosmetyczna czy czasopismo kobiece o nazwie URODA na rynku rosyjskim zdecydowanie źle by się kojarzyła.

Małgorzata
05-18-2012, 16:05
„Angielski w polskiej reklamie” - Władysław Chłopicki, Jerzy Świątek.
Już tytuł mówi sam za siebie, ale przytoczę opis wydrukowany na tylnej okładce książki: „Książka, poświęcona wpływom języka angielskiego na współczesną polską reklamę, jest przeznaczona dla wszystkich czytelników, którzy mają do czynienia z reklamą w codziennym życiu zawodowym. Zawiera ponad 1500 przekazów reklamowych, które służą do wskazania typowych błędów popełnianych przez twórców reklam.”

azja
11-17-2012, 01:16
Niełatwa sprawa z tłumaczeniem sloganów reklamowych - wystarczy jeden błąd i można położyć całą kampanię. Ostatnio czytałam taki ciekawy spis błędów w reklamach (dla anglojęzycznych);
http://www.socialnomics.net/2011/03/29/13-marketing-translations-gone-wrong/
Pojawiają się tam niektóre wymienione tu przykłady.
Zresztą, nie trzeba daleko szukać - przypominacie sobie na pewno jakie kontrowersje wywołał błędnie przetłumaczony slogan Euro 2012, gdzie 'Poczuj się jak u siebie/jak w domu' przetłumaczono na "Feel like at home'.

szpileczka1
12-31-2012, 15:28
W ramach porównania wersji reklamowych tego samego produktu, tj. Vitalift5, załączam linki:

wersja francuska: https://www.youtube.com/watch?v=-IB4rbsy81s
wersja amerykańska: https://www.youtube.com/watch?v=ixIDAHCrMco
wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=1VyQbLmGnMI

Zastanawia mnie to, dlaczego reklamy po polsku są zawsze skrócone, ucięte...

aiiiya
07-26-2013, 09:11
Reklamę można i stworzyć w myśl zasady 'nieważne co mówią byleby mówili' bo wiadomo, że tzw marketing szeptany jest najlepszą formą promocji.Różnice językowe powodują, że slogany reklamowe skuteczne w jednych krajach, w innych nie wpływają na potencjalnych klientów, a nawet mogą mieć charakter obsceniczny, zniechęcający lub komiczny

niestety nie mogę się z Tobą zgodzić, bo nawet według definicji taki marketing szeptany (http://bizzit.pl/buzz-marketing,2248) to "... budowanie pozytywnych opinii..", więc to nie działa w ten sposób, że nie ważne co jest powiedziane, ale co do sloganów reklamowych to po to wielkie koncerny mają swoje oddziały w różnych Państwach, aby właśnie zatrudnić na miejscu ludzi do kreowania strategii reklamowych w danym kraju, poza różnicy w tłumaczeniu pojawiają się przecież także różnice kulturowe

malicja12
03-16-2016, 22:30
Zgadzam się, że tłumaczenie reklam to bardzo specyficzny rodzaj tłumaczenia, w którym trzeba być bardzo świadomym kultur krajów z których odbywa się przekład. Najczęściej stosuje się technikę lokalizacji, a więc dopasowania sloganu/ treści reklamy do obyczajów danego kraju.

Dobrym przykładem lokalizacji jest tłumaczenie kampanii zegarków marki Tissot, która była tłumaczona na 4 różne języki: francuski, angielski, arabski i polski. Treść sloganu została tutaj dostosowana do ograniczeń kulturalnych rynku docelowego.
Co w języku francuskim przetłumaczone było jako "blue planet" w języku arabskim brzmiało "our mother, the Earth" - hasło, które jest znacznie bardziej idiomatyczne i ma większy ładunek emocjonalny. Co ciekawsze co w języku francuskim przetłumaczone było jako "citizen" w arabskim brzmiało "inhabitant" , wyraz, który nie jest nacechowany politycznie, ponieważ nie sugeruje demokratycznego systemu, który nie obowiązuje jeszcze we wszystkich krajach arabskich.

malicja12
03-16-2016, 22:41
Podaję slogany reklamowe kilku zagranicznych marek, które nie zostały przetłumaczone na polski, a mimo to świetnie funkcjonują.
hmm czyżby producenci, którzy wchodzą na nasz polski rynek ze swoimi produktami, nie chcieli zmieniać haseł, które sprzedawały się na zachodzie?

-McDonalds – ,,Im lovin it!”

- Nike –,,Just do it”

- Nokia –,,Connecting people”

- Siemens –,,Be inspired”

- LG- ,,Life’s Good”

Marki o tak globalnym zasięgu z pewnością celowo i po odpowiedniej kalkulacji nie decydują się na tłumaczenie czy domestykację ich sloganów. Mają ogromny zasięg a taki sam slogan, który jest zresztą krótki, niesie uniwersalne przesłanie (brak w tych hasłach odsiesień do konkretnych apektów kulturowych) i będzie rozpoznawalny na całym świecie może przynieść tylko ogromne zyski i globalne uznanie.

MickyMouse
03-17-2016, 10:18
dokładnie, a poza tym są to krótkie slogany, których znaczenia zna każdy nie koniecznie wymagana jest znajomość języków

olawiktorko
08-13-2016, 21:14
Co do tłumaczenia reklam to zawsze dziwiło mnie to co się stało podczas tłumaczenia reklamy Snickersa, mianowicie:

https://www.youtube.com/watch?v=vDw5wnkMN5M

,,Who wants to smell like you" zostało przetłumaczone na ,,Kto chciałby cię wąchać"

Anitta
10-03-2016, 18:22
,,Who wants to smell like you" zostało przetłumaczone na ,,Kto chciałby cię wąchać"

śmierdząca sprawa :P

A tak na marginesie chciałam zapytać, czy ktoś wie jak można się zaczepić do tłumaczenia reklam? Są jakieś agencje/ biura gdzie możnaby spróbować swoich sił?