PDA

View Full Version : Native speakerzy z byłych kolonii brytyjskich


yavaho
02-20-2009, 15:29
Chciałbym przetłumaczyć swoją pracę doktorską z filozofii na język angielski. Tłumaczenie mogę wykonać samodzielnie, natomiast bardzo zależy mi na sprawdzeniu przekładu przez native speakera. Zorientowałem się jakie są ceny wykonania korekty w Anglii i szczerze mówiąc są one poza moim zasięgiem.

Chciałbym zauważyć, że z uwagi na specyfikę tekstu, w grę może wchodzić tłumaczenie przez specjalistę, najlepiej pracownika naukowego uniwersytetu, absolwenta filozofii etc. Pomyślałem sobie, że mogę znacząco zmniejszyć koszty, powierzając moje tłumaczenie osobie, która mieszka w kraju mniej rozwiniętym gospodarczo w którym urzędowym językiem może być język angielski. Mówiąc wprost myślałem o zamówieniu korekty w byłej kolonii brytyjskiej :)

Spójrzcie na mapęhttp://en.wikipedia.org/wiki/File:The_British_Empire.png

I tu jest moje pytanie do Was. Czy sądzicie, że native speakerzy z Afryki czy Azji będą gorzej posługiwali się językiem angielskim niż rodowici Brytyjczycy albo Amerykanie? Zakładam, że porównujemy osoby o podobnym wykształceniu, statusie materialnym, wieku etc.

NoOne3
02-20-2009, 20:03
Problem polega na tym, że praca powinna być sprawdzona przez kogoś kto chociaż pobieżnie orientuje się w temacie, znaczy się filozofii.
Ponadto przeceniasz trochę rolę polityki kolonialnej Zjednoczonego Królestwa na stan obecny. Oczywiście, że w byłych koloniach język angielski będzie szerzej rozpowszechniony, ale czasy imperium, nad którym słońce nie zachodzi należą już do odległej przeszłości, w większości z tych krajów język angielski stał się drugim, po języku narodowym (poza takimi oczywistymi wyjątkami, jak Australia, Nowa Zelandia, czy Kanada), tak więc biegła znajomość poprawnego angielskiego może nie być w tym przypadku tak oczywista, jak byś chciał.

Oczywiście na pewno znajdziesz wielu przedstawicieli świata nauki spełniających Twoje oczekiwania, ale nie wiem, czy nie lepiej, łatwiej, a być może i taniej byłoby poszukać oczytanego w angielskiej literaturze doktora, czy profesora filozofii, tutaj u nas, w kraju.
Skąd nacisk na native speakera? Tutaj ważniejsza od kwestii, czy język ten jest jego językiem narodowym, czy nie, będzie ogólna kompetencja w dziedzinie tekstu po angielsku (http://translator.telewizor.eu/translator.html).

wiolan
02-21-2009, 15:14
A czy sprawdzałeś ile kosztowałaby taka korekta wykonana przez native speakera mieszkającego w Polsce? Myślę, że byłaby znacznie niższa od wykonanej w Anglii, a efekt przecież byłby podobny... co do native speakerów z Afryki lub Azji, to wydaję mi się, że gdybyś chciał taka korektę powierzyć ekspertowi, to ceny też nie byłyby bardzo niskie, ponieważ jak napisala już osoba wyżej, kraje te szybko sie rozwijają i osoba która nadawałaby się do takiej korekty na pewno nie pochodziłaby z "zapadłej dziury", musialaby to być osoba wykształcona i na stanowisku, więc nie sądze, aby wykonała taką korektę "za grosze"... ale może najlepiej poprostu zorientować się jakie tam są stawki? ;)

martula191
02-21-2009, 20:16
Nie do końca zgadzam się z wcześniejdszymi opiniami. Mieszkałam przez dłuższy czas w UK i spotkałam się tam z wieloma imigrantami z RPA. Myślę, że w ich wykonaniu takie tłumaczenie może być bardzo dobre językowo. Z rozmow z nimi wynikało, że zarobki są porownywalne do polskich a nawet niższe... Ich język angielski oprocz śmiesznego akcentu nie pozostawiał wiele do życzenia. Pozostaje tylko kwestia tego jak znajdziesz specjaliste w tej dziedzinie, ale - szukajcie a znajdziecie.:)

wiolan
02-21-2009, 22:18
Nie do końca zgadzam się z wcześniejdszymi opiniami. Mieszkałam przez dłuższy czas w UK i spotkałam się tam z wieloma imigrantami z RPA. Myślę, że w ich wykonaniu takie tłumaczenie może być bardzo dobre językowo. Z rozmow z nimi wynikało, że zarobki są porownywalne do polskich a nawet niższe... Ich język angielski oprocz śmiesznego akcentu nie pozostawiał wiele do życzenia. Pozostaje tylko kwestia tego jak znajdziesz specjaliste w tej dziedzinie, ale - szukajcie a znajdziecie.:)

Ale ja nie pisałam nic o tym, że takowa korekta byłaby gorsza...
Wprost przeciwnie, myśle, podobnie tak jak Ty, że taka korekta mogłabybyć równie dobra, jak korekta wykonana przez Amerykanina czy Anglika... ;)

martula191
02-22-2009, 08:16
Trochę się nieściśle wyraziłam chyba. Głownie chciałam zgłosić wątpliwości co do wypowiedzi NoOne3, ktory napisał, że polityka kolonialna Wielkiej Brytanii została przeceniona i że tylko w wysokorozwiniętych kolniach takich jak Australia czy NZ angielski jest na wysokim poziomie. Moge jeszcze dodać, że może warto sprobować z Hindusami. Z tego co się dowiedzałam angielski jest tam jednym z dwoch glownych językow w szkołach a nawet nie jestem pewna, czy nie jest językiem głownym. Na pewno w domach używany jest jako drugi język, ale myślę że są tam szanse znalezienia dobrego korektora.

wiolan
02-22-2009, 14:51
Właśnie sobie uświadomiłam, że w zeszłym roku miałam wykłady z filozofii po angielsku w wykładowcą, który ukończył właśnie te dwa kierunki, więc myślę, że byłaby to bardzo dobra osoba do korekty takiej pracy.Ekspert w tych 2 dziedzinach ;) Jeśli byłbyś zainteresowany, to mogę podać Ci maila do tej osoby :)

Ulamiaz86
02-22-2009, 18:44
Według mnie możesz znaleźć równie dobrych ekspertów również w Polsce. Tak jak napisała wiolan, na uniwersytetach z pewnością są znawcy filozofii, którzy biegle znają j. angielski. Podzielam tu zdanie NoOne3, ze nie musisz upierać się na native speakera, bo przecież porządni wykładowcy władają angielskim nie gorzej niż rodowici Brytyjczycy. Pozostaje tylko kwestia ceny takiej korekty. Ale szczerze mówiąc, nie sądzę żeby była ona wyższa niż korekta dokonana przez kogoś za granicą...

NoOne3
02-22-2009, 18:47
napisał, że polityka kolonialna Wielkiej Brytanii została przeceniona i że tylko w wysokorozwiniętych kolniach takich jak Australia czy NZ angielski jest na wysokim poziomie.
Nie tak.
Napisałem, że tylko tam angielski (http://translator.telewizor.eu) będzie głównym językiem mieszkańców, a w pozostałych koloniach co najwyżej kolejnym. Nie chciałem sugerować niekompetencji w tej dziedzinie na uczelniach, chociażby indyjskich, ale na niewielki wpływ faktu, że kraj był byłą kolonią na ogólną znajomość języka angielskiego.
Język angielski jest szeroko używany na uczelniach na całym świecie, studia w tym języku są bardzo popularne nawet w Polsce, więc kwestie Brytyjskiego patronatu nie są moim zdaniem dobrym kryterium dla poszukiwań.

mmanka
02-23-2009, 11:44
Hmmm...w sumie nie rozumiem czemu autor wątku tak się upiera na native speakera. Jak juz wszyscy zauważyli w Polsce bez problemu mozna znaleźć specjalistów z wyżej wymienionej dziedziny, którzy się posługuja biegle angielskim i jest w stanei zrobic korektę. Szukanei native speakera poza granicami Polski chyba tylko podwyższa koszty tego przedsięwziecia.

Ulamiaz86
02-23-2009, 15:09
No właśnie. POza tym jeżeli poprosić o korektę pierwszego lepszego native speakera, to mimo tego iż j.angielski jest jego językiem ojczystym, może on popełnić błędy (np. użyje słowa potocznego). Także jeśli już tak bardzo upierasz się na native speakerze, to doradzam skorzystanie z pomocy osoby z wykształceniem wyższym :)

bartek
02-23-2009, 15:57
A czy sprawdzałeś ile kosztowałaby taka korekta wykonana przez native speakera mieszkającego w Polsce? Myślę, że byłaby znacznie niższa od wykonanej w Anglii...

zgodzę się co do ceny, Native speakerzy mieszkający w Anglii są przyzwyczajeni do stawek europejskich, które jak wiadomo, do niskich nie należą. Natomiast stawki native speakerów, np. z Burkina Faso :)(dawna kolonia francuska), są nawet o 40% niższe.

arek.mikrut
02-23-2009, 16:06
Wiele osób z byłych kolonii brytyjskich studiuje na wyższych uczelniach w Polsce. Może tutaj trzeba by było kogoś poszukać? A trzeba też pamiętać, że podobnież w Polsce mieszka wielu wykładowców z różnych krajów, w których angielski jest językiem urzędowym. Popieram tu wypowiedź, iż korekty musi dokonać osoba o wykształceniu wyższym, żeby nie używać slangu, czy kolokwializmów.

bartek
02-23-2009, 16:16
Wiele osób z byłych kolonii brytyjskich studiuje na wyższych uczelniach w Polsce. Może tutaj trzeba by było kogoś poszukać? A trzeba też pamiętać, że podobnież w Polsce mieszka wielu wykładowców z różnych krajów, w których angielski jest językiem urzędowym. Popieram tu wypowiedź, iż korekty musi dokonać osoba o wykształceniu wyższym, żeby nie używać slangu, czy kolokwializmów.

Zgadzam się z Arkiem, niejednokrotnie miałem okazję współpracować z native speakerami z byłych kolonii - często są lepiej przygotowani do wykonywania profesjonalnego przekładu od rodowitych nativów. Wyznacznikiem jest tu przede wszystkim wykształcenie i doświadczenie zawodowe.

ampolion
02-24-2009, 00:50
Z całym szacunkiem Wasze "dobre rady" mijają się z tym, czego oczekiwał Tolek. Przecież on się nie pyta czy wybrać native speakera z Polski, z Anglii czy z innego kraju. Sam wybierze. On zadał pytanie o umiejętnościach językowych mieszkańców byłych kolonii. Koncepcje, żeby szukać native speakerów w Polsce to bzdura. Sami szukajcie w Polsce native speakera, który jest filozofem. Ciekawe ile jest takich osób i jak do nich dotrzeć?

Zadam zatem pytanie Tolka trochę inaczej - ze swojego puntu widzenia. Jeśli klient zleci mi weryfikację przekładu francuskiego przez native speakera, a ja wyszukam obywatela kolonii francuskiej z Burkina Faso - bo jest 50% tańszy i będę miał wyższą marżę - to jest to weryfikacja przez native speakera czy naciąganie klienta? Czy powinienem poinformować klienta, że nie będzie to Francuz czy nie? A w ogóle to czy native speaker francuskiego = Francuz?

bartek
02-24-2009, 07:53
...On zadał pytanie o umiejętnościach językowych mieszkańców byłych kolonii. Koncepcje, żeby szukać native speakerów w Polsce to bzdura. Sami szukajcie w Polsce native speakera, który jest filozofem. Ciekawe ile jest takich osób i jak do nich dotrzeć?

Nie jest to trudne. Proponuję rozpocząć poszukiwania, np. na uczelniach wśród wykładowców. Osobiście znam rodowitego Brytyjczyka, absolwenta filozofii, który jest również tłumaczem.

wiolan
02-24-2009, 07:54
Z całym szacunkiem Wasze "dobre rady" mijają się z tym, czego oczekiwał Tolek. Przecież on się nie pyta czy wybrać native speakera z Polski, z Anglii czy z innego kraju. Sam wybierze. On zadał pytanie o umiejętnościach językowych mieszkańców byłych kolonii. Koncepcje, żeby szukać native speakerów w Polsce to bzdura. Sami szukajcie w Polsce native speakera, który jest filozofem. Ciekawe ile jest takich osób i jak do nich dotrzeć?

Zadam zatem pytanie Tolka trochę inaczej - ze swojego puntu widzenia. Jeśli klient zleci mi weryfikację przekładu francuskiego przez native speakera, a ja wyszukam obywatela kolonii francuskiej z Burkina Faso - bo jest 50% tańszy i będę miał wyższą marżę - to jest to weryfikacja przez native speakera czy naciąganie klienta? Czy powinienem poinformować klienta, że nie będzie to Francuz czy nie? A w ogóle to czy native speaker francuskiego = Francuz?

Więc może zamiast nas wielce pouczać, jakich rad mamy mu udzielać i co mamy pisać, sam doradź mu najlepiej "wujku dobra rado", bo twój post to tylko krytyka nas i pytanie, a gdzie konkretna odpowiedz na pytanie postawione przez Tolka?

Ulamiaz86
02-24-2009, 08:24
[QUOTE=ampolion;8491]Koncepcje, żeby szukać native speakerów w Polsce to bzdura. Sami szukajcie w Polsce native speakera, który jest filozofem. Ciekawe ile jest takich osób i jak do nich dotrzeć? [/QUOT
Uwierz mi, że native speakerzy którzy wykładają filozofię, są zatrudniani nawet przez mało znane uczelnie wyższe (mam na myśli niektóre PWSZ czy tez kolegia językowe), nie mówiąc już o szanowanych uniwersytetach. Wystarczy dobrze poszukać.

mmanka
02-24-2009, 11:18
Sami szukajcie w Polsce native speakera, który jest filozofem. Ciekawe ile jest takich osób i jak do nich dotrzeć?

To mnei ciekawi w takim razie jak dotrzec do native speakerów w Burkina Faso? Pojechać tam na wycieczke czy jak? Jak sprawdzic ich poziom języka? I wykształcenie... Ogolnie pomysl szukania poza Polska wydaje mi się bzdurny...

bartek
02-24-2009, 11:37
To mnei ciekawi w takim razie jak dotrzec do native speakerów w Burkina Faso? Pojechać tam na wycieczke czy jak? Jak sprawdzic ich poziom języka? I wykształcenie... Ogolnie pomysl szukania poza Polska wydaje mi się bzdurny...

Uwierz mi, że to nie jest aż takie trudne w dobie Internetu. Kwalifikacje tłumacza najłatwiej sprawdzić prosząc go o wykonanie tłumaczenia próbnego, lub nic nie wspominać o próbce tylko zlecić i ocenić.

mmanka
02-24-2009, 12:27
Zlecić i ocenic - skoro zlecic to trzeba sie liczyc z wynagrodzeniem go za trud. A jak nie bedzie to tłumaczenie na zadowalajacym nas poziomie to co? Szukamy kolejnego , któremu zlecamy i też mu tzreba bedzie płacic? Z tego co zrozumiałam autor watku chciałby jednak osczzedzic i raczej wersja budżetowa go interesuje.

wiolan
02-24-2009, 14:14
Dokladnie! Autor wątka napisal ze liczy się z kosztami, bo wspomniał ze nie stać go na korekę rodem z Anglii. Stąd wielu z nas radziło mu nativów mieszkających w Polsce lub poprostu ekspertów posługujących się biegle j. angielskim...

joannamitula
02-24-2009, 15:17
Moim zdanie błąd tkwi w myśleniu, że skoro ktoś jest np. z Polski, to mniej umiejętnie będzie posługiwał się angielskim. Wiem, że native speakerzy mają znacznie szerszą wiedzę na temat "aktualności" języka, ale niekoniecznie mówią poprawnie gramatycznie, podobnie jak nie wszyscy Polacy mówią poprawnie po polsku.

bartek
02-24-2009, 15:19
Przepraszam, rzeczywiście zszedłem z tematu;) proszę potraktować mój poprzedni post jako nawiązujący do stałej współpracy pomiędzy nativami a biurami tłumaczeń.

Dokladnie! Autor wątka napisal ze liczy się z kosztami, bo wspomniał ze nie stać go na korekę rodem z Anglii. Stąd wielu z nas radziło mu nativów mieszkających w Polsce lub poprostu ekspertów posługujących się biegle j. angielskim...

Z koleżanką się niestety nie mogę zgodzić. Jeżeli klient życzy sobie weryfikacji native speaker'a to ma ku temu powód i szukanie "ekspertów posługujących się biegle j. angielskim" w Polsce nie jest wyjściem z sytuacji.
Tak więc, jeżeli yavaho (sprawca całego zamieszania;)) potrzebuje weryfikacji native speaker'a chcąc np. opublikować swoją pracę za granicą, to czy koleżanka wzięłaby pełną odpowiedzialność za zlecenie takiej weryfikacji Polakowi?

wiolan
02-24-2009, 16:16
Przepraszam, rzeczywiście zszedłem z tematu;) proszę potraktować mój poprzedni post jako nawiązujący do stałej współpracy pomiędzy nativami a biurami tłumaczeń.



Z koleżanką się niestety nie mogę zgodzić. Jeżeli klient życzy sobie weryfikacji native speaker'a to ma ku temu powód i szukanie "ekspertów posługujących się biegle j. angielskim" w Polsce nie jest wyjściem z sytuacji.
Tak więc, jeżeli yavaho (sprawca całego zamieszania;)) potrzebuje weryfikacji native speaker'a chcąc np. opublikować swoją pracę za granicą, to czy koleżanka wzięłaby pełną odpowiedzialność za zlecenie takiej weryfikacji Polakowi?

Jeśli byłby to sprawdzony fachowiec z j. angielskiego, znający się na filozofii, to jak najbardziej ;)

mmanka
02-24-2009, 17:40
tak samo jak wiolan zleciłabym to zadanie Polakowi, bo to chyba nie chodzi o poprawnosc gramatyczna ( autor sam dokona przekładu) tylko o poprawnosc merytoryczna, odpowiednią terminologie. ja nei widze potrzeby szukania nativia i uparcie tkwię przy swoim zdaniu.

wiolan
02-24-2009, 17:44
Myślę ze chodzi zarówno o poprawność gramatyczna jak i merytoryczną ,ale jak juz napisał ktoś wcześniej, native speakerzy często popełniają błedy gramatyczne, dlatego wolalabym zlecić to np. jakiemuś doktorowi/ profesorowi po anglistyce...

martula191
02-25-2009, 01:12
Ja myślę, że osobie, ktora zadała to zapytanie chodziło o native speakera a nie o Polaka dobrze się posługującego językiem angielskim. Uważam, że Polak specjalista jest jak najbardziej w porządku, ale... są drobne mankamenty, ktore się bardziej rzucają w oczy nativeowi. Tak po prostu jest i tyle. Całokształt pracy skorygowanej przez polskiego eksperta będzie OK, ale to jednak nie to samo....chyba. Widziałam trochę dokumentow przetłumaczonych na polski przez niemcow i niby były poprawne ale momentami po prostu 'nie brzmiały'. Czasami nawet trudno było określić co nie gra ale coś się po prostu wydawało nienaturalne.

bartek
02-25-2009, 09:37
tak samo jak wiolan zleciłabym to zadanie Polakowi, bo to chyba nie chodzi o poprawnosc gramatyczna [...] ja nei widze potrzeby szukania nativia i uparcie tkwię przy swoim zdaniu.

Żartujesz, prawda???:confused:

bartek
02-25-2009, 09:39
Ja myślę, że osobie, ktora zadała to zapytanie chodziło o native speakera a nie o Polaka dobrze się posługującego językiem angielskim. Uważam, że Polak specjalista jest jak najbardziej w porządku, ale... są drobne mankamenty, ktore się bardziej rzucają w oczy nativeowi. Tak po prostu jest i tyle. Całokształt pracy skorygowanej przez polskiego eksperta będzie OK, ale to jednak nie to samo....chyba. Widziałam trochę dokumentow przetłumaczonych na polski przez niemcow i niby były poprawne ale momentami po prostu 'nie brzmiały'. Czasami nawet trudno było określić co nie gra ale coś się po prostu wydawało nienaturalne.

Masz rację, jeżeli klient życzy sobie native speaker'a, to m.in. po to, żeby tekst brzmiał naturalnie. Osobiście, czułbym się oszukany, jeżeli zleciłbym weryfikację przez native speakera, a wykonałby ją Polak (bez względu na wykształcenie i znajomość tematu).

mmanka
02-25-2009, 15:40
Żartujesz, prawda???:confused:

no nie rozumiem na czym polegałby żart? skoro autor sam chce tłumaczyc, to chyba zna angielski w dostatecznym stopniu., moze sie nei wyraziłam jasno, ze nie chodzi o POPRAWIANIE GRAMATYKI W TEKSCIE, bo zakladam ze autor tego watku na tyle zna jezyk, ze nie natworzy zadnych"kwiatków", tylko o poprawne slownictwo fachowe, terminologie - a nie kalki językowe.

arek.mikrut
02-25-2009, 16:58
Czyli autor chce kogoś, kto takie kwiatki mógłby wyplewić?

mmanka
02-25-2009, 17:31
autor sam nei wie czego chce tak naprawde....

joannamitula
02-25-2009, 18:14
Myślę, że skoro ktoś chce przetłumaczyć coś sam, to zatrudnia nativa po to żeby tekst był poprawny gramatycznie i brzmiał naturalnie po angielsku (tak jak napisał Bartek). Oczywiście naturalne jest, że myśli się w takim przypadku o native speakerze, ale myślę, że równie dobrze poradziłby sobie z takim tekstem Polak, który dobrze zna angielski. Moim zdanie ryzyko powierzania tekstu nativom z byłych kolonii brytyjskich jest takie samo, jak w przypadku oddania go do sprawdzenia Polakowi.

joannamitula
02-25-2009, 18:18
Dodam, że mój poprzedni post nie oznacza, że uważam nativów z byłych kolonii angielskich za niedouczonych, ale myślę, że można się spotkać z dziwną, w sensie mało znaną, odmianą angielskiego tzn. jakimś dialektem albo odmiennością w słownictwie. Chociażby australijski angielski różni się przecież od brytyjskiego.

Ulamiaz86
02-25-2009, 20:23
A może by tak zlecić wykonanie tego zadania osobie bilingualnej, tzn. takiej, dla której j.ang. i j.pol. są językami ojczystymi? Taka osoba doskonale włada przecież dwoma językami, więc z pewnością korekta w jej wykonaniu byłaby (teoretycznie) na takim samie poziome jak korekta dokonana np. przez Anglika czy mieszkańca Burkina Faso :) oczywiście takiej korekty musiałaby się podjąć osoba obenznana w dziedzinie pracy Tolka.

arek.mikrut
02-25-2009, 21:02
Tak jeszcze odnośnie nativespeakerów, to myślę, że nieważne jest skąd on pochodzi - tzn z którego kraju anglojęzycznego. Moim zdaniem ważne jest, żeby jego językiem rodzimym (albo jednym z dwóch rodzimych) był właśnie angielski. Sam dawałem do sprawdzenia swoje artykuły czy tłumaczenia osobom z Afryki i muszę przyznać, że byłem zadowolony ze współpracy:)

martula191
02-26-2009, 09:17
Ja dalej uważam, że zatrudnienie do takiej pracy nativa ma sens. Osobva pisząca pewnie bardzo dobrze zna angielski, ale brakuje jej pewności, że to co napisała brzmi w 100 procentach naturalnie.

joannamitula
02-27-2009, 12:33
Pomysł z osobą dwujęzyczną jest dobry, ale trudno byłoby znaleźć kogoś takiego. Dochodzi jeszcze kwestia obeznania w temacie (filozofii). Może to nie jest dziedzina, w której używa się jakiegoś trudnego, technicznego słownictwa, ale na pewno jest ono dość specyficzne.

katarzynaz
03-10-2009, 11:59
Problem polega na tym, że praca powinna być sprawdzona przez kogoś kto chociaż pobieżnie orientuje się w temacie, znaczy się filozofii.
Ponadto przeceniasz trochę rolę polityki kolonialnej Zjednoczonego Królestwa na stan obecny. Oczywiście, że w byłych koloniach język angielski będzie szerzej rozpowszechniony, ale czasy imperium, nad którym słońce nie zachodzi należą już do odległej przeszłości, w większości z tych krajów język angielski stał się drugim, po języku narodowym (poza takimi oczywistymi wyjątkami, jak Australia, Nowa Zelandia, czy Kanada), tak więc biegła znajomość poprawnego angielskiego może nie być w tym przypadku tak oczywista, jak byś chciał.

Oczywiście na pewno znajdziesz wielu przedstawicieli świata nauki spełniających Twoje oczekiwania, ale nie wiem, czy nie lepiej, łatwiej, a być może i taniej byłoby poszukać oczytanego w angielskiej literaturze doktora, czy profesora filozofii, tutaj u nas, w kraju.
Skąd nacisk na native speakera? Tutaj ważniejsza od kwestii, czy język ten jest jego językiem narodowym, czy nie, będzie ogólna kompetencja w dziedzinie tekstu po angielsku.
Oczywiście! Przecież przeciętny native speaker nie znający się na temacie nie będzie miał bladego pojęcia jak to przetłumaczyć. Według mnie praca powinna zostać powierzona komuś kto jest ekspertem w danej dziedzinie
i zna bardzo dobrze język angielski. A jak wiadomo takich ludzi nie brakuje, gdyż zazwyczaj jeżdżą oni na różne sympozja czy konferencje naukowe, które bardzo często odbywają się poza granicami Polski.

katarzynaz
03-10-2009, 12:05
Z całym szacunkiem Wasze "dobre rady" mijają się z tym, czego oczekiwał Tolek. Przecież on się nie pyta czy wybrać native speakera z Polski, z Anglii czy z innego kraju. Sam wybierze. On zadał pytanie o umiejętnościach językowych mieszkańców byłych kolonii. Koncepcje, żeby szukać native speakerów w Polsce to bzdura. Sami szukajcie w Polsce native speakera, który jest filozofem. Ciekawe ile jest takich osób i jak do nich dotrzeć?

Zadam zatem pytanie Tolka trochę inaczej - ze swojego puntu widzenia. Jeśli klient zleci mi weryfikację przekładu francuskiego przez native speakera, a ja wyszukam obywatela kolonii francuskiej z Burkina Faso - bo jest 50% tańszy i będę miał wyższą marżę - to jest to weryfikacja przez native speakera czy naciąganie klienta? Czy powinienem poinformować klienta, że nie będzie to Francuz czy nie? A w ogóle to czy native speaker francuskiego = Francuz?

Mój drogi, w tym momencie stwierdzasz, że ludzie z byłych kolonii są po prostu gorsi.. Myślę, że to mała przesada. Tacy ludzie często muszą dużo ciężej pracować i się uczyć żeby osiągnąć to co inni mają bez większego wysiłku. I według mnie mają oni nieraz dużo większą wiedzę od rodowitych mieszkańców danego państwa. Dlatego myślę, że nie będzie to naciąganie klienta pod warunkiem, że dana osoba jest profesjonalnym tłumaczem i zna się na dziedzinie.

katarzynaz
03-10-2009, 12:10
Wiecie co... tak przeczytałam całą historię i jedna rzecz mnie zastanawia... Gdzie jest autor całego zamieszania i czemu się nie wypowiada? Bo wygląda na to, że zadał pytanie, ale nie widać żeby był zainteresowany odpowiedziami...

kasiaw
03-18-2009, 16:54
Ciężko powiedzieć, ja osobiście uważam, że język, którym oficjalnie my powinniśmy się posługiwać jako osoby uczące się go to angielski z Wysp lub z USA. Wiadomo, że czasami pojawiają się nowości i język ulega pewnym zmianom i raczej mało prawdopodobne jest, żeby wsko było idealnie takie samo w USA jak w Afryce np. Ale to tylko moje skromne zdanie. Ja bym się chyba nie zdecydowała na to co Ty chcesz zrobić.

wiolan
03-19-2009, 11:37
Wiecie co... tak przeczytałam całą historię i jedna rzecz mnie zastanawia... Gdzie jest autor całego zamieszania i czemu się nie wypowiada? Bo wygląda na to, że zadał pytanie, ale nie widać żeby był zainteresowany odpowiedziami...

Autor jest chyba w tym momencie najmniej zainteresowaną i przejąta cała sprawą osobą :D

katarzynaz
03-20-2009, 14:27
No właśnie. To mnie najbardziej denerwuje, pojawia się problem, rozpoczyna dyskusja, a osoba, która powinna być najbardziej zainteresowana już nawet nie pojawi się na wątku... To po co zadaje pytanie, skoro nie korzysta z odpowiedzi?

ankuz
08-20-2016, 17:04
Mam kilku znajomych z Hong Kongu, którzy w życiu codziennym posługują się angielskim. Mają bardzo bogate słownictwo i mówią płynnie, ale czasem jest ich trudno zrozumieć, zwłaszcza dla niewyćwiczonego europejskiego ucha :).