PDA

View Full Version : Zagrożony język polski?


tomek36
02-13-2009, 23:22
Język angielski jako język międzynarodowy staję się coraz bliższy również Polakom - czy oprócz oczywistych plusów, zauważyliście negatywny wpływ na język polski?

salamandra
02-14-2009, 16:26
Oczywiście! Jakkolwiek użycie anglicyzmów np. w żargonie marketingowym jest w pewnym stopniu usprawiedliwione (czasem nowe zjawiska muszą poczekać aż ktoś wymyśli im bardziej swojsko brzmiacą nazwę, gorzej jednak jeśli się one takiej nazwy wcale nie doczekują, co sie zreszta zdarza dość często..), tak w jezyku potocznym, a tym bardziej w mediach jest raczej rażące. Czy dla kogoś nie majacego żadnego kontaktu z językiem angielskim takie słowa jak 'suspens' czy 'skonfundowany' będą zrozumiałe? wątpię. Coraz częściej zauważam nadużywanie zaimków osobowych, które w jezyku polskim najczęściej można pominąć (fakt, że kiedyś uważano to za wpływ języka rosyjskiego, ale sądzę, że dziś to jednak wina angielskiego). A wczoraj z ciekawości przeglądałam pewne pismo młodzieżowe i się wręcz przeraziłam takimi stworami jak np. 'sytułejszyn'. Trudno mi to przyznać, ale chyba powinniśmy wziąć przykład z Francuzów i zacząć bardziej dbać o nasz język..

NoOne3
02-14-2009, 19:49
A co dokładnie robią w tym kierunku Francuzi? Bo nie masz chyba na myśli jakichś ustawowych działań w tej materii?

"Ten sytułejszyn" uważam oczywiście za przesadę, ale nie wygląda na to by taki potworek miał szanse na zaistnienie na jakimś szerszym forum. Czasopisma dla młodzieży, przerażają mnie wieloma elementami, językiem akurat najmniej (przynajmniej Worda używają ze słowniki (http://www.angielskie.republika.pl/internetowy.html)em ortograficznym zazwyczaj). "Skonfundowany" natomiast jest przykładem dość nietrafionym. Nie jest to bowiem żaden nowoczesny element napływowy, a wręcz forma archaiczna, przybyła zapewne z francuskiego już ładny czas temu. Obecnie należy raczej do zabytków języka, niż elementów niepożądanych.

Poza tym podejrzewam, że obruszy się zaraz lawina głosów piętnujących zmiany w języku i obce wpływy, podczas gdy zmiany są nieuniknione, a przed wpływami obronić się nie sposób.

Anetadan
02-16-2009, 00:05
Zgadzam się, że rozwój języka jest nieunikniony, a z racji tego, że angielski to lingua franca, nie sposób zapobiec piętrzeniu się makaronizmów. Poza tym wydaje mi się, że to, do jakiego stopnia dbamy i chronimy język ojczysty jest też kwestią mentalności narodowej. Megalomania Francuzów powoduje, że zażarcie chronią oryginalne brzmienie swojej mowy. My tej megalomanii nie mamy, a raczej mamy przeświadczenie o pozostawaniu w "cywilizacyjnym tyle" w stosunku do innych krajów rozwiniętych. Mamy potrzebę "doganiania Zachodu", co odzwierciedla się też w "umiędzynarodowianiu" czy też "internacjonalizacji" ;) polszczyzny.

salamandra
02-16-2009, 00:12
Pewna nie jestem więc upierać się nie będę ale całkiem możliwe, że nawet rząd francuski zajął stanowisko w sprawie potrzeby tworzenia nowych, francuskich słów na pojawiające się zjawiska, funkcjonujące szerzej w języku angielskim. Ale jak mówię - nie zaręczam że tak jest na pewno.
Dzięki za uwagę za 'skonfundowanego', NoOne, rumieniec oblał mi twarz, ale wyrażam skruchę za podanie niesprawdzonego przykładu.
A co do zmian i wpływów to zgadzam się, że nie sposób ich powstrzymać ale chyba da się jednak w jakiś sposób je kontrolować a nie bezkrytycznie wchłaniać i pozwalać na tworzenie się jakichś hybryd językowych. Uważam, że lepiej byłoby gdyby ludzie porozumiewali się w (poprawnym) języku angielskim niż dążyli do tego, by ich języki ojczyste się do niego upodabniały.. A mam wrażenie, że Polacy jakoś szczególnie się przed tym bronią. Ciekawi mnie tylko czy to wynika z jakiegoś niedbalstwa (o swój język) czy może z kompleksów (zagraniczne = lepsze)?

Anetadan
02-16-2009, 00:13
Poza tym, wiele trendów- choćby w branży IT- mimo wszystko płynie z zagranicy, więc siłą rzeczy następuje familiaryzacja tych pojęć - z braku polskiego odpowiednika (ekwiwalentu??) Kolejnym aspektem są profesjonalizmy - nazwy branżowe-zapożyczenia używane pomimo obecności odpowiedniego polskiego określenia, choćby na naszym lingwistycznym poletku: ekwiwalent, relewancja, itp... Nazwy stosowane dla wyróżnienia fachowego pojęcia spośród określeń potocznych.

Anetadan
02-16-2009, 00:23
Trzecią kwestią jest to niepotrzebne:" aplikowanie pojęć pozornie relewantnych i ekwiwalentnych dla określenia danego eventu". ;) Czyli po prostu nasze lenistwo do podjęcia wysiłku poszukania polskiego odpowiednika. I tak mówimy potakująco "dokładnie", "relewatnie", "adekwatnie", "relatywnie", "totalnie itp..całkowicie zbędne, niepotrzebne makaronizmy. Niechlujstwo czy znak czasu??

aina
02-16-2009, 13:30
Jeszcze inną kwestią może być moda. Jeśli przyjrzymy się młodzieżowym slangom, wyraźnie widać tendencję do tego, by wypowiadać się "oryginalnie" - im bardziej udziwnione słówko (tak jak przykład "sytułejszyn"), tym śmieszniej i lepiej. Istnieje wyraźny trend, żeby powiedzieć prostą wiadomość tak, aby zaimponować innym ;)

A swoją drogą, te makaronizmy, o których pisała Anetadan mogą być tak samo nieuświadomione, jak i denerwujące kogoś, kto to zauważa... Akurat ostatnio słuchałam tłumaczenia (z francuskiego) i nie mogłam już znieść ogromnej ilości wyrażeń w stylu: ewidentny, relewantny, konsekwencja (zamiast skutek), idolatria, weneracja, etc. Podejrzewam, że większość słuchaczy (nie znających francuskiego) mogła nawet nie rozumieć znaczenia tych kalek, bo jak wcześniej to było powiedziane są nienaturalne w naszym języku i używane w kontekstach języka specjalistycznego.

NoOne3
02-16-2009, 21:30
Trzecią kwestią jest to niepotrzebne:" aplikowanie pojęć pozornie relewantnych i ekwiwalentnych dla określenia danego eventu". ;) Czyli po prostu nasze lenistwo do podjęcia wysiłku poszukania polskiego odpowiednika. I tak mówimy potakująco "dokładnie", "relewatnie", "adekwatnie", "relatywnie", "totalnie itp..całkowicie zbędne, niepotrzebne makaronizmy. Niechlujstwo czy znak czasu??

Aż do "eventu" i "totalnie" jest to moim zdaniem poprawna polszczyzna, tyle, że styl jest tutaj naruszony, przez wyraźnie sztuczny natłok takich terminów. Nie wszystkie trudne słowa są w naszym języku niepożądane i nie powinniśmy ich pochopnie skreślać by mówić prosto. Bo mowa wysublimowana też ma swoje miejsce. Nie mówiąc już o tym, że terminy te znów wcale nie są takie nowe.

Problem jest z nimi taki, że są często używane zupełnie bez sensu, bez baczenia na styl wypowiedzi, z poprzekręcanymi znaczeniami. A karmią nas nimi zwłaszcza występujący w środkach masowego przekazu politycy, którzy pragnąc dodać sobie powagi używają ich ile wlezie.

Podobnie w tłumaczeniu (http://www.angielskie.republika.pl/bing.html). Jeżeli tekst jest o filozofii Kanta, to takie wyrażenia razić nie będą, jeżeli to przepis na francuskie ciasteczka i każą dać adekwatną ilość śmietany do kremu, to ktoś (tłumacz) tu pokpił sprawę.

I nie jest to kwestia zewnętrznego zagrożenia języka, bo słowa te są już w słownikach i w języku obecne. Problemem jest dobór odpowiednich środków do treści i sytuacji.

Natomiast co ma troska o czystość mowy wspólnego ze slangami, to ja nie wiem. Przecież istotą takiej mowy jest, żeby było ciekawie, czasem wesoło, czasem dosadnie, a przede wszystkim nie tak jak uczą w szkole.

król Julian
02-17-2009, 02:54
Poza tym, wiele trendów- choćby w branży IT- mimo wszystko płynie z zagranicy, więc siłą rzeczy następuje familiaryzacja tych pojęć - z braku polskiego odpowiednika (ekwiwalentu??) Kolejnym aspektem są profesjonalizmy - nazwy branżowe-zapożyczenia używane pomimo obecności odpowiedniego polskiego określenia, choćby na naszym lingwistycznym poletku: ekwiwalent, relewancja, itp... Nazwy stosowane dla wyróżnienia fachowego pojęcia spośród określeń potocznych.

Uwazam, ze stosowanie zapozyczen w wielu branzach specjalistycznych jest jak najbardziej uzasadnione, poniewaz czesto w jezyku polskim nie ma dobrych odpowiednikow, a przede wszystkim dlatego ze pewne zwroty i wyrazenia sa juz tak "utarte", ze nie ma najmniejszego sensu ich zminiac, poniewaz zaklociloby to wtedy komuniakcje w obrebie danej grupy. :o
Mnie natomiast niesamowicie drazni jak ludzie przebywajacy przez jakis czas za granica, wracaja do Polski i nie moga nagle przypomniec sobie polskich slow i uzywaja angielskich odpowiednikow. Zenujace. Ogolnie, naduzywanie slow obcego pochodzenia brzmi tragicznie, oczywiscie za wyjatkiem slow, ktore naprawde nie maja odpowiednikow, tak jak juz wczesniej wspomniane branze specjalistyczne:rolleyes:

król Julian
02-17-2009, 03:04
Jeszcze inną kwestią może być moda. Jeśli przyjrzymy się młodzieżowym slangom, wyraźnie widać tendencję do tego, by wypowiadać się "oryginalnie" - im bardziej udziwnione słówko (tak jak przykład "sytułejszyn"), tym śmieszniej i lepiej. Istnieje wyraźny trend, żeby powiedzieć prostą wiadomość tak, aby zaimponować innym ;)

Dokladnie. Z moich obserwacji wynika, ze mlodziez ma ostatnio tendencje do uzywania wielu slow typu "sytulejszyn", poniewaz w ten sposob chca pokazac, ze "znaja" jezyk angielski, ktorego jak wiadomo, nie wypada teraz nie znac. Wiec sila rzeczy jesli ktos uzywa duzo slow tego typu, to jest "cool" itp. Mlodziez wprowadza wiec te slowa do jezyka polskiego i za jakis czas beda one zapewnie powszechnie akceptowane:eek:

NoOne3
02-17-2009, 09:21
O jejku! Nowe słowa! Zakażmy ich ustawą! :P (Zwłaszcza, że będą powszechnie akceptowane!)

Poza tym wcale nie jest tak łatwo wejść wyrażeniom ze slangu, choćby do zwykłego potocznego, a co dopiero słownik (http://www.angielskie.republika.pl/slownik.html)owego polskiego. Takie wyrażenia są zbyt płynne i zmienne, nowe wypierają stare, nie mają kiedy się utrwalić. Człowiek z tego wyrasta, idzie między ludzi i zaczyna mówić tak jak oni.

I powtarzam po raz kolejny. Język młodzieży ma być inny. Ma pokazać odrębność. Jak grypsera. Jest elementem osobistej wolności. Jest nośnikiem, często też źródłem hermetycznych dowcipów, których po kilku latach nie można zrozumieć. Nie rozumiem skąd pomysł, żeby taki wybuch radosnego słowotwórstwa piętnować. Dlaczego wszystkim się wydaje, że slang młodzieżowy to tylko k... zamiast przecinków i co drugiego słowa?

magda.d
02-17-2009, 11:13
Wracając do zatracania jezyka ojczystego przez osoby długo przebywające za granicą to jest to kwestia niezwykle ciekawa. Pamiętam wywiad z Januszem Kamińskim, który za zdjęcia do "Szeregowca Ryana" został wyróżniony Oscarem. Polak, który opuścił Polskę jak dorosły człowiek, nie mógł ułożyć poprawnego zdania w języku ojczystym! jak to możliwe, iż można w tak dużym stopniu zapomnieć jezyk, w którym zostaliśmy wychowani? Oczywiście, psychologowie i lingwiści zgodnie twierdzą, że brak posługiwania sie jezykiem, powoduje częściowe wypieranie struktur i pojedyńczych słów, ale czy na tyle aby nie móć udzielić komunikatywnej odpowiedzi?

salamandra
02-17-2009, 11:58
Z moich obserwacji wynika, ze mlodziez ma ostatnio tendencje do uzywania wielu slow typu "sytulejszyn", poniewaz w ten sposob chca pokazac, ze "znaja" jezyk angielski, ktorego jak wiadomo, nie wypada teraz nie znac.

Znowu więc wspomnę moją teorię o kompleksie Polaków. 'Angielskiego nie wypada nie znać, więc muszę pokazać, że ja go znam' lub 'angielski termin na to zjawisko brzmi tak profesjonalnie więc tak go zostawmy, nie ma co wymyślać na to polskiego słowa'. Czy ktos podziela moje zdanie? Bo jestem właśnie ciekawa przyczyny wnikania w nasz język tych wszystkich zapożyczeń, makaronizmów i kalek z języka angielskiego. Kompleks? Lenistwo? Chęć zaimponowania?

A wracając do kwestii języka slangowego. Oczywiście, że główną jego cechą jest odmienność od języka standardowego i 'radosne słowotwóstwo', ale czy spalszczanie słów angielskich można nazwać słowotwórstwem? Według mnie - nie.

aina
02-17-2009, 13:00
Zgadzam sie, że język młodzieżowy jest i powinien być inny :) Sama też czasem dołączam się do tego radosnego słowotwórtstwa...no i trzeba przyznać, że czasem spolszczenie jakiegoś wyrazu dużo lepiej oddaje humor sytuacji niż parafraza języka polskiego. Chociażby, dlaczego mówi się "ciuch(o)land", a nie "kraina ciuchów"? - krótsze, dowcipniejsze. Jak to mówią: "brevity is the soul of the wit" ;)
Jednakże w wielu przypadkach osobom mówiącym brakuje umiejętności rozpoznania rejestru językowego i dostosowania do niego swojego słownictwa. Nie uważam, że przypadek Francuzów zaciekle walczących o "czystość języka" jest idealnym przykładem, bo to, co Akademia tam wyprawia jest też trochę chore...
Twierdzę jednak, że wiele osób nie zwraca uwagi na swój sposób wyrażania, na dobór słów, na nawyki... i wtedy wychodzą te wszystkie "potworki językowe"

NoOne3
02-17-2009, 17:58
(...)Pamiętam wywiad z Januszem Kamińskim, który za zdjęcia do "Szeregowca Ryana" został wyróżniony Oscarem. Polak, który opuścił Polskę jak dorosły człowiek, nie mógł ułożyć poprawnego zdania w języku ojczystym! jak to możliwe, iż można w tak dużym stopniu zapomnieć jezyk, w którym zostaliśmy wychowani? (...)
Człowiek wyjechał w osiemdziesiątym pierwszym, mieszka 17-18 lat za granicą (w momencie udzielania wywiadu, prawie druge tyle co w Polsce), tam kończył filmówkę, żonę ma amerykankę (teraz już chyba drugą), w jego środowisku pracy polaków jest niewielu, jeżeli w ogóle są, na co dzień wszędzie używa angielskiego, a ty nagle wyrywasz go do kamery i chcesz żeby zasuwał piękną polszczyzną? Jego językiem jest już angielski i nie widzę w tym nic dziwnego.

To jest kwestia bardzo indywidualna, niektórzy ludzie nabierają dziwnego akcentu po pół roku, inni mieszkają całe życie w stanach i wracając na starość "do starego kraju" opowiadają płynnie i ze śpiewnym wschodnim akcentem jak im się żyło we Lwowie.

Znowu więc wspomnę moją teorię o kompleksie Polaków. 'Angielskiego nie wypada nie znać, więc muszę pokazać, że ja go znam' lub 'angielski termin na to zjawisko brzmi tak profesjonalnie więc tak go zostawmy, nie ma co wymyślać na to polskiego słowa'. Czy ktos podziela moje zdanie? Bo jestem właśnie ciekawa przyczyny wnikania w nasz język tych wszystkich zapożyczeń, makaronizmów i kalek z języka angielskiego. Kompleks? Lenistwo? Chęć zaimponowania?
Wiesz, były swego czasu próby nazywania różnych rzeczy, przez słowotwórczych specjalistów, efektem były na przykład trójkąt męski (slipy) i zwis męski (krawat).

Podaj najlepiej jakiś najbardziej według Ciebie negatywny przykład kalkowego nazewnictwa, to może będzie można się do tego odnieść, bo póki co rozmowa to rzucanie na wiatr abstrakcyjnych twierdzeń.

Osobiście nie zgadzam się z całością Twojego podejścia i nie widzę demonizowanego przez wszystkich "zjadania" języka polskiego przez angielski (http://www.angielskie.republika.pl/slownik.html).
A wracając do kwestii języka slangowego. Oczywiście, że główną jego cechą jest odmienność od języka standardowego i 'radosne słowotwórstwo', ale czy spalszczanie słów angielskich można nazwać słowotwórstwem? Według mnie - nie. Nie? A dlaczego? Mamy nowe słowo, dodajemy mu często nasze końcówki gramatyczne, transkrybujemy pisownię po naszemu. Co to jest jeśli nie słowotwórstwo. A że nie jest to słowotwórstwo takie, jakiego życzyliby sobie poloniści, to tylko lepiej, w końcu nie rozmawiamy slangiem z polonistami.

król Julian
02-17-2009, 18:44
Znowu więc wspomnę moją teorię o kompleksie Polaków. 'Angielskiego nie wypada nie znać, więc muszę pokazać, że ja go znam' lub 'angielski termin na to zjawisko brzmi tak profesjonalnie więc tak go zostawmy, nie ma co wymyślać na to polskiego słowa'. Czy ktos podziela moje zdanie? Bo jestem właśnie ciekawa przyczyny wnikania w nasz język tych wszystkich zapożyczeń, makaronizmów i kalek z języka angielskiego. Kompleks? Lenistwo? Chęć zaimponowania?

Zgadzam sie z Toba. Moim zdaniem jest to kwestia kompleksow i checi zaimponowania. Wiele osob uwaza,ze slowo zapozyczone z jezyka angielskiego bedzie lepiej brzmialo, bardziej nowoczesnie (np. w reklamach, co zacheci klientow do kupna produktu)albo bardziej profesjonalnie niz to samo wyrazone "czysto po polsku" :)

magda.d
02-17-2009, 20:05
Moim zdaniem to kwestia lenistwa i podążania z obecnym trendem. Po co szukać innego odpowiednika dla "bestselleru" czy "product placement" skoro angielski zamiennik podany jest nam na tacy? W naturze ludzkiej leży ułatwianie sobie życia i tak zwana droga na skróty. Nie mogę natomiast zgodzić się z opinią, iż stosowanie anglicyzmów to kwestia mody czy "szpanu". Takie zachowania mialo miejsce w latach 90, kiedy trzeba było byc cool, ale ta era już chyba za nami bo takie zachowanie jest śmieszne, z tym chyba każdy się zgodzi.

aina
02-18-2009, 15:44
Spotkałam się też z opinią, że język polski jest zagrożony nie tylko w sferze semantyki (na czym przede wszystkim skupiają się wypowiedzi w tym temacie), ale też, pod wypływem angielskiego, zmieniają się pewne zasady gramtyki. Przykładem tego może być miejsce przymiotnika względem rzeczownika i fakt, że mówi się "polska armia" zamiast "armia polska" czy "miejska komunikacja" zamiast "komunikacja miejska". Czy zgadzacie się z tym?
I jeszcze kolejny przykład wpływu języka angielskiego na polski to zanik form grzecznościowych "pan", "pani" i bezpodstawne przejście na "ty", czyli angielskie wszechobecne "you"...
Czy jest to tylko przykład błędnych tłumaczeń, czy już trend, który przyjmuje się do języka polskiego?

NoOne3
02-18-2009, 18:12
Mogę tylko odpowiedzieć co obserwuję wokół siebie.
"Polska Armia" - dla mnie jak najbardziej naturalne. I nie wiem, czy doszukiwać się tutaj wpływu języka angielskiego (http://www.angielskie.republika.pl/translator.html). Trudno mi to określić, ale wyrażenie "Armia Polska" sprawia wrażenie nazwy "instytucji", bardziej niż pojęcia. Po przestawieniu wyrazów odcień znaczeniowy lekko się zmienia, podkreślona zostaje przynależność narodowa owej formacji, jednocześnie unikamy nazywania rzeczy jej "urzędową" nazwą, co uwalnia nas na przykład od zarzutów, że ona wcale się tak nie nazywała, bo akurat była jeszcze, powiedzmy "Ludowa".
Ale już "Miejska komunikacja" brzmi dla mnie niezręcznie. Tutaj podobny zabieg wydaje się zupełnie nieuzasadniony, dodatkowo pojęcie jest bardzo przyziemne i sztuczne uwznioślenie zupełnie do niego nie pasuje.

Zanik form grzecznościowych? Formy grzecznościowe, są raczej wskaźnikiem zmian zachodzących w relacjach międzyludzkich i to od nich zależą, nie na odwrót.
Osobiście nie czuję potrzeby przechodzenia na "ty", powiedzmy z moim szefem, czy wykładowcą, a zagadnięcie nieznanej, starszej osoby na ulicy per "ty", jest dla mnie nie do pomyślenia. Z drugiej strony jeżeli widzę, że osoba jest w moim wieku, lub młodsza to z kolei "proszę pana" wydaje mi się nie na miejscu. Na szczęście gramatyka języka polskiego pozwala na pewne kluczenie i do pewnego momentu unikanie zarówno form ściśle grzecznościowych, co tych bezpośrednich.

bebe05
02-19-2009, 10:37
Poza tym podejrzewam, że obruszy się zaraz lawina głosów piętnujących zmiany w języku i obce wpływy, podczas gdy zmiany są nieuniknione, a przed wpływami obronić się nie sposób.

Nieuniknione zmiany można nazwać procesem konwergencji językowej. Proces ten dostrzegalny jest w wielu dziedzinach życia, społecznych, kulturowych światopoglądowych czy prawnych. W skrócie można powiedzieć, że polega on na upodabnianiu się do siebie z pozoru różnych od siebie kultur, .zarówno prawnych-tu znakomitym przykładem jest wzajemna relacja systemów prawnych common low i europejskiego systemu prawa stanowionego, światopoglądowych - wzrost tolerancji polskiego społeczeństwa dla wartości do niedawna kontrowersyjnych lecz przyjętych i zaakceptowanych przez tzw. zachodnie społeczeństwa. Analogicznie jest z językiem narodowym. Myślę, że fakt upodobniania j. polskiego do powszechnego i dominującego w dzisiejszych czasach j. angielskiego jest naturalna konsekwencja zmian zachodzących w europie XXI w. Zatarcie granic, masowy wyjazd rodaków za granice, szeroka oferta edukacyjna języków obcych i łatwy do nich dostęp powodują ze coraz częściej posługujemy się wyrazami obcego pochodzenia, pomijając własny język.

bebe05
02-19-2009, 10:37
Wartościowanie zachodzących zmian w kategoriach dobra lub zła uważam za bezcelowe...podobne procesy zachodziły w historii naszego języka juz wcześniej, wystarczy wspomnieć wpływ czeskiego języka liturgicznego w X i XI, czy rangę języka francuskiego wśród polskiej szlachty XVII-XIX, rolę j. rosyjskiego w 2 pol XXw...czy można te sytuacje oceniać je w kategoriach dobra lub zła...Wspomniane fakty historyczne owszem miały niebagatelny wpływ na nasz język ojczysty, jednak pogląd jakoby w jakiś sposób go dewastowały bądź zubożały uważam za nieuprawniony. Podobna sytuacja ma miejsce obecnie. Jesteśmy świadkami kolejnej ewolucji naszego języka, jej skali i zasięgu na razie trudno przewidzieć, jednak mam wrażenie ze język polski po raz kolejny wyjdzie z "opresji" obronna ręką...nie będzie gorszy czy lepszy będzie po prostu inny.

bebe05
02-19-2009, 10:40
Spotkałam się też z opinią, że język polski jest zagrożony nie tylko w sferze semantyki (na czym przede wszystkim skupiają się wypowiedzi w tym temacie), ale też, pod wypływem angielskiego, zmieniają się pewne zasady gramtyki. Przykładem tego może być miejsce przymiotnika względem rzeczownika i fakt, że mówi się "polska armia" zamiast "armia polska" czy "miejska komunikacja" zamiast "komunikacja miejska". Czy zgadzacie się z tym?
I jeszcze kolejny przykład wpływu języka angielskiego na polski to zanik form grzecznościowych "pan", "pani" i bezpodstawne przejście na "ty", czyli angielskie wszechobecne "you"...
Czy jest to tylko przykład błędnych tłumaczeń, czy już trend, który przyjmuje się do języka polskiego?

Wydaje mi się, ze problem nie leży w sferze języka polskiego lecz raczej w szeroko definiowanej kulturze ludzkiej i obyczajowości. Bezpośredniość komunikowania się ze wspomnianym pominięciem form grzecznościowych jest po prostu jednym z przejawów dynamizacji stosunków społecznych...tradycyjna korespondencja, która wg mnie jest niejako ostają tradycyjnych bardzo formalnych ,form grzecznościowych zastępuje komunikacja smsowa, (zwięzła.) w której na tradycyjne zwroty nie ma po prostu miejsca. Innym powodem tego zjawiska jest edukacja młodzieży, wg mnie najbardziej podatnej na zmiany językowe grupy społecznej. Propozycja nauczyciela skierowana do uczniów przejścia "na ty" jest moim zdaniem szkodliwa i powoduje ze szkoła przestaje pełnić role jaka jest wpajanie młodym ludziom zasad elementarnej kultury w relacjach międzyludzkich.

katarzynaz
03-31-2009, 10:52
Dokladnie. Z moich obserwacji wynika, ze mlodziez ma ostatnio tendencje do uzywania wielu slow typu "sytulejszyn", poniewaz w ten sposob chca pokazac, ze "znaja" jezyk angielski, ktorego jak wiadomo, nie wypada teraz nie znac. Wiec sila rzeczy jesli ktos uzywa duzo slow tego typu, to jest "cool" itp. Mlodziez wprowadza wiec te slowa do jezyka polskiego i za jakis czas beda one zapewnie powszechnie akceptowane:eek:

Nie wydaje mi się. Z młodzieżą to jest tak, że używa słówka jak jest ono "modne". Potem to już obciach.
O ile pamiętam, to była moda na słówka typu "zaje*sty", potem "zaje*aszczy" - to chyba od Włatcy Móch, "zajefany" też było, ale oczy przetarłam ze zdziwienia jak przeczytałam komentarz pod zdjęciem, na znanym wszystkim portalu;), który brzmiał "grubo, grubo"...eee?? że niby to miało znaczyć "fajnie wyglądasz na zdjęciu" czy co? no załamka..
W każdym razie, miejmy nadzieję, że moda na "sytułejszyn" minie bezpowrotnie...

katarzynaz
03-31-2009, 10:57
Spotkałam się też z opinią, że język polski jest zagrożony nie tylko w sferze semantyki (na czym przede wszystkim skupiają się wypowiedzi w tym temacie), ale też, pod wypływem angielskiego, zmieniają się pewne zasady gramtyki. Przykładem tego może być miejsce przymiotnika względem rzeczownika i fakt, że mówi się "polska armia" zamiast "armia polska" czy "miejska komunikacja" zamiast "komunikacja miejska". Czy zgadzacie się z tym?
I jeszcze kolejny przykład wpływu języka angielskiego na polski to zanik form grzecznościowych "pan", "pani" i bezpodstawne przejście na "ty", czyli angielskie wszechobecne "you"...
Czy jest to tylko przykład błędnych tłumaczeń, czy już trend, który przyjmuje się do języka polskiego?

Dla mnie odpowiedź jest prosta. Lenistwo. Brak jakiejkolwiek odpowiedzialności za to co się tłumaczy i mówi. W całym tym artykule jest opisane jaki to zgubny wpływ ma angielski na polski. Hm... to może w ogóle się go nie uczyć? - Ludzie, opamiętajmy się... Wszystko trzeba robić z głową, myśleć nad tym co się mówi i pisze i nie będziemy mieli tego typu problemów...

eagle10
03-31-2009, 19:06
mnie osobiście najbardziej drażni wpływ angielskiego na osoby, które (paradoksalnie) najwyraźniej słabo go znają... chodzi o to, że wiele osób próbuje "popisywać się" znajomością języka obcego, wcale go nie znając, przez co robią z siebie przysłowiowych durni. Np . ostatnio spotkałem się z dwoma ciekawymi podpisami zdjęć swoich znajomych na popularnym portalu społecznościowym. Na jednym z nich moja wymalowana i wystrojona od stóp do głów znajoma zamieściła podpis " I go now for the party". Drugie ostatnio napotkane przeze mnie zdjęcie przedstawia prawdopodobnie pijanego gościa, który zatytułował swoje zdjęcie jako "live is bruttal". Wiem, że to pewnie głupoty, ale drażnią mnie takie rzeczy tak samo jak opisy na gg typu "out <only kom>"...

ddrruu
04-01-2009, 19:17
Rzeczywiście jakoś się tak dziwnie składa, że wiele osób nie mających pojęcia o języku, próbuje go na siłe powklejać gdzie się da w swoje wypowiedzi. Wydaje mi się, że w naszym pięknym kraju takie 'szpanowanie' językiem obcym jest bardzo powszechne. A wynika to, moim zdaniem, z tego, że chyba coraz więcej ludzi zna język w stopniu, nazwijmy to, komunikatywnym, ale nadal niewiele osób ma swiadomość języka...

ddrruu
04-01-2009, 19:29
Oglądalam ostatnio wywiad z Janem Kaczmarkiem; gość mieszka 20 lat w Stanach i proszę... potrafi mówić po polsku! nie zaciąga, nie wciąga, nie przekręca, nie wykręca, mówi czysto i ładnie... można używać każdego z języków, które się zna osobno! i poprawnie, a nie bełkotać anglopolskim...

ddrruu
04-01-2009, 19:34
Rozumiem oczywiście, że w niektórych branżach trudno jest nie używać terminów angielskich, chociażby z braku polskich odpowiedników... Czasami, nawet jeśli polski termin istnieje, ciężko jest komunikować się z innymi, ze współpracownikami czy klientami, którzy przywykli do pewnych zapożyczonych sformułowań...

ddrruu
04-01-2009, 19:40
Chociaż, mimo wszystko uważam, że nie powinniśmy iść na łatwiznę dostosowując się do innych, nie powinniśmy być obojętni, jeśli nasz język jest ewidentnie okaleczany... nie mam nic przeciwko przenikaniu się, przeciwko wpływom jednego języka na drugi, bo przecież ostatecznie chodzi o efektywną komunikację, ale postarajmy sie, aby przyjmowały się te 'pozytywne' wpływy, a nie te, które powodują chaos (żeby nie nazwać tego dosadniej) w języku...

marlenaww
04-02-2009, 14:50
A co do zmian i wpływów to zgadzam się, że nie sposób ich powstrzymać ale chyba da się jednak w jakiś sposób je kontrolować a nie bezkrytycznie wchłaniać i pozwalać na tworzenie się jakichś hybryd językowych. Uważam, że lepiej byłoby gdyby ludzie porozumiewali się w (poprawnym) języku angielskim niż dążyli do tego, by ich języki ojczyste się do niego upodabniały.. A mam wrażenie, że Polacy jakoś szczególnie się przed tym bronią. Ciekawi mnie tylko czy to wynika z jakiegoś niedbalstwa (o swój język) czy może z kompleksów (zagraniczne = lepsze)?

Tak tak, niestety mamy chyba taki właśnie kompleks i wydaje nam się że jak zapodamy kilka angielskich lub "angielsko brzmiących" ;) słówek, to będziemy uważani za elokwentnego i mądrego. Jednak zazwyczaj odnosi to odwrotny skutek, bo osoby nie znające j. angielskiego po prostu nas nie zrozumieją. A chyba o komunikację tu chodzi, nieprawdaż??

marlenaww
04-02-2009, 15:06
Watek ten jest nieunikniony z racji tego, że wpływ angielskiego na j. polski, ale nie tylko, staje się coraz bardziej zauważalny. Ale nie zgadzam sie z tymi, co twierdzą, ąe ma on jedynie zły wpływ. Nie wyobrażam sobie obecnie tłumaczenia słowa outsourcing. Wszyscy bardzo dobrze wiedza o co chodzi, a tak naprawdę nie ma żadnej sensownej alternantywy dla jego tłumaczenia: produkcja zewnętrzna?? Mało to mówi szczerze mówiąc.

Ale takie tworki jak skonfudowany czy schilałtowany trzeba wypierać i alczyć z nimi, bo brzmią sztucznie i nienaturalnie.

Zasada jest prosta: co za dużo, to niezdrowo.

marlenaww
04-02-2009, 15:12
I powtarzam po raz kolejny. Język młodzieży ma być inny. Ma pokazać odrębność. Jak grypsera. Jest elementem osobistej wolności. Jest nośnikiem, często też źródłem hermetycznych dowcipów, których po kilku latach nie można zrozumieć. Nie rozumiem skąd pomysł, żeby taki wybuch radosnego słowotwórstwa piętnować. Dlaczego wszystkim się wydaje, że slang młodzieżowy to tylko k... zamiast przecinków i co drugiego słowa?

A to dlatego, że niestety młodzież produkuje coraz więcej słów na "k" i staja się one coraz popularniejsze. Nie mam nic przeciwko slangowi, ale czy zawsze ma oznaczać to przekleństwa?? Można bez przeszkód porozumiewać się w "swoisty" sposób, i jednocześnie ograniczać się troszeczkę. Sama się czasem łapię za głowę, jak przechodzę obok jakiegoś gimnazjum i słyszę "wiązanki". Ale tłumaczę to sobie tym, że raczej z tego wyrosną, bo to taki "głupi wiek" :) Obym miała rację!

kasiaw
04-04-2009, 16:44
Ja, tak jak moi przedmówcy, nie mam nic przeciwko różnego rodzaju zapożyczeniom, chociaż uważam, że nie zawsze są one konieczne. Tam gdzie można normalnie użyć języka Polskiego należy to robić, bo inaczej, ani się obejrzymy, a połowa naszego słownika będzie składała się z zapożyczeń:/

kasiaw
04-04-2009, 16:48
Chciałbym jeszcze dodać, że przykłady podane w artykule są niestety prawdziwe. A poza ty coraz częściej używamy skrótów angielskich rozmawiając np. przez gg, później zdarza się, że przenosimy to na pismo i błędy gotowe. W tym sensie zdecydowanie nasz język jest zagrożony. A najlepiej o potwierdzenie tego zapytać pierwszego lepszego polonistę z liceum.

NoOne3
04-04-2009, 22:07
Ja, tak jak moi przedmówcy, nie mam nic przeciwko różnego rodzaju zapożyczeniom, chociaż uważam, że nie zawsze są one konieczne. Tam gdzie można normalnie użyć języka Polskiego należy to robić, bo inaczej, ani się obejrzymy, a połowa naszego słownika będzie składała się z zapożyczeń:/
O mój Boże! To już się stało! Ratujcie język! Za broń chwytaj, kto żyw!
Niepostrzeżenie ktoś nam napchał cały słownik słów z obcych języków i jeszcze wmówił bezczelnie, że to Słownik Języka Polskiego!
Wyyyklęty powstań ludu zieeemi... :P

katarzynaz
04-06-2009, 10:14
A to dlatego, że niestety młodzież produkuje coraz więcej słów na "k" i staja się one coraz popularniejsze. Nie mam nic przeciwko slangowi, ale czy zawsze ma oznaczać to przekleństwa?? Można bez przeszkód porozumiewać się w "swoisty" sposób, i jednocześnie ograniczać się troszeczkę. Sama się czasem łapię za głowę, jak przechodzę obok jakiegoś gimnazjum i słyszę "wiązanki". Ale tłumaczę to sobie tym, że raczej z tego wyrosną, bo to taki "głupi wiek" :) Obym miała rację!

wiek to jedna sprawa, a język druga... Niestety niektóre dzieciaki wyrastają z tego, a tym co się nie uda.. cóż.. brak słów na ich jakże "barwne" wypowiedzi.. Przecież tu już nie chodzi o sam język polski, ale o kulturę..jakieś podstawowe wychowanie...jak widzę gimnazjalistki co tak sypią wiązankami, że aż uszy więdną, to się zastanawiam gdzie ten wdzięk i ta gracja, która powinna nieodłącznie towarzyszyć kobiecie...
I jedyna odpowiedź jaka mi przychodzi to głowy, to że one chyba jeszcze nie dorosły żeby być kobietami:)

katarzynaz
04-06-2009, 10:15
O mój Boże! To już się stało! Ratujcie język! Za broń chwytaj, kto żyw!
Niepostrzeżenie ktoś nam napchał cały słownik słów z obcych języków i jeszcze wmówił bezczelnie, że to Słownik Języka Polskiego!
Wyyyklęty powstań ludu zieeemi... :P

No tak.. z jednej strony porażka...ale z drugiej? Przecież to nie byle kto decyduje o zawartości słownika, więc może jednak coś w tym jest, że tak się stało. Osobiście jestem raczej przeciw niż za, ale jednak ciekawi mnie ta kwestia..

NoOne3
04-06-2009, 22:06
Porażka?!?
No to ja już nie wiem. Będę musiał zacząć zaznaczać ironię kolorem :D

Edit:
No dobra, nie zostawię tego tak, bo powiedzą, żem troll. Spróbuję temat rozwinąć.
Dlaczego tezy o upadku (http://upadlosc.edu.pl) języka opierają się zawsze o stek przekleństw zasłyszany na przystanku od kilku rozpuszczonych gimnazjoków? Czy stanowią oni jakąś statystyczną próbkę naszej młodzieży? Ilu z nich mówi w ten sposób tylko, żeby popisać się przed kolegami, a w sytuacji sam na sam ze zwyczajnym człowiekiem używa jak najbardziej poprawnej polszczyzny? Ile osób w każdej klasie mówi w ten sposób, a ile się wyłamuje i nie szpanuje ciężkim słowem?

Poznałbym najchętniej rzetelną odpowiedź na postawioną tezę praktykującego nauczyciela. Najlepiej kilku, z gimnazjum i liceum. Jak wygląda to w ich klasie? Może wbrew obiegowej opinii nie wszystkie klasy w Polsce kwalifikują się jako "trudne" i choć niektóre słuchają trochę co nauczyciel ma im do przekazania, zanim założą mu kosz na głowę.

katarzynaz
04-13-2009, 16:27
Porażka?!?
No to ja już nie wiem. Będę musiał zacząć zaznaczać ironię kolorem :D

Edit:
No dobra, nie zostawię tego tak, bo powiedzą, żem troll. Spróbuję temat rozwinąć.

Dlaczego tezy o upadku języka opierają się zawsze o stek przekleństw zasłyszany na przystanku od kilku rozpuszczonych gimnazjoków? Czy stanowią oni jakąś statystyczną próbkę naszej młodzieży? Ilu z nich mówi w ten sposób tylko, żeby popisać się przed kolegami, a w sytuacji sam na sam ze zwyczajnym człowiekiem używa jak najbardziej poprawnej polszczyzny? Ile osób w każdej klasie mówi w ten sposób, a ile się wyłamuje i nie szpanuje ciężkim słowem?

Poznałbym najchętniej rzetelną odpowiedź na postawioną tezę praktykującego nauczyciela. Najlepiej kilku, z gimnazjum i liceum. Jak wygląda to w ich klasie? Może wbrew obiegowej opinii nie wszystkie klasy w Polsce kwalifikują się jako "trudne" i choć niektóre słuchają trochę co nauczyciel ma im do przekazania, zanim założą mu kosz na głowę.

Tak, tak Mój Drogi, dobrze mnie zrozumiałeś - porażka. I ja też dobrze zrozumiałam Twoją ironię. Dla mnie jest to porażka, że momentami słownik języka polskiego "zlewa się" ze słownikiem wyrazów obcych. Ale skoro je tam umieszczono to musiał być tego jakiś powód, czyż nie?

NoOne3
04-13-2009, 20:58
Tam, znaczy gdzie? Bo precyzji brakło.

A infiltracja słownik (http://www.angielskie.republika.pl/slownik.html)a przez wyrazy obcego pochodzenia, to nie żadna patologia, tylko norma i to nie od dwudziestego, czy nawet dziewiętnastego wieku.

Trzeba się pogodzić z faktem, że Język Polski jest bardzo podatny na obce wpływy i chłonie je jak gąbkę. A odchodzenie pewnych form do językowego lamusa też nie spowodował internet. Starczy zajrzeć sobie w dzieła oficjalnych, narodowych wieszczy, żeby obejrzeć całą menażerię form i zwrotów, których już nikt nie używa. Pocieszać się możesz faktem, że jest wśród nich wiele wtrąceń z języków obcych, jak choćby z francuskiego, czy łaciny, których już nikt nie używa i mało kto (w niejęzykoznawczej populacji) zna ich znaczenie.

PrimaMimo
07-30-2009, 14:27
Nie wiem czy się opłaca ten temat, bo chyba nikt francuskiego nie zna... Zamknąć?

ewelinchen
12-17-2009, 11:13
Już nawet nie chodzi o język gimnazjalistów, tylko ogólnie o zapożyczenia. Nawet starsi ludzie, co ostatnio usłyszałam w autobusie, używają słów z jezyka angielskiego, gdzie odezwała się starsza kobieta z krzykiem: Gdzie jest mój "mobajl" ? Wiec zapożyczenia czy słowa z j. ang , jakies niecenzuralne jak np. słowo f... każdy wie o jakie chodzi, są teraz na porządku dziennym.

Rozmowa usłyszana nawet wczoraj: Ok "gaj", zapisz sobie "maj namber" żebyśmy byli wciąż " in tacz". Może fajne, modne, ale przez to j. polski jednak trochę zanika.

JoannaPietrak
12-19-2009, 16:44
Nawet starsi ludzie, co ostatnio usłyszałam w autobusie, używają słów z jezyka angielskiego, gdzie odezwała się starsza kobieta z krzykiem: Gdzie jest mój "mobajl" ? Wiec zapożyczenia czy słowa z j. ang , jakies niecenzuralne jak np. słowo f... każdy wie o jakie chodzi, są teraz na porządku dziennym.

Ciekawa sytuacja z tą starszą kobietą, myślę jednak, że wśród starszych osób zapożyczenia nie są tak popularne jak wśród młodzieży, a wspomniana pani była jednym z wyjątków.

Swoją drogą zastanawiam się, czy większość z tych osób nałogowo używających zapożyczeń zna i rozumie przynajmniej ich podstawowe znaczenie, czy jest to tylko efekt mody i tak zwanego owczego pędu, gdzie nie ważne jaką coś ma wartość, a skoro zapożyczeń używają wszyscy to ja też muszę? Myślę, że gdybyśmy przeprowadzili ankietę wśród gimnazjalistów używających tych słynnych angialskich "four letter words" i zapytalibyśmy o znaczenie tych tudzież innych popularnych wśród młodzieży anglicyzmów to jej wyniki mogłyby bardzo nas zaskoczyć.

agnieszkak
12-28-2009, 14:58
Polski to nie łacina, podlega ciągłym zmianom. Zmiany są czymś całkowicie naturalnym, niekoniecznie negatywnym. To, że język angielski stał się już tak naprawdę językiem ponadnarodowym, na pewno wpływa na nasz język ojczysty.

agnieszkak
12-28-2009, 14:59
Ale obawa, że przez globalizację zatracimy nasz język jest moim zdaniem trochę moherowa...

Beenie
08-04-2010, 15:02
Ja jestem zdania, że niektóre słowa (copywriter na przykład) lepiej zostawić w wersji angielskiej, natomiast język polski niewątpliwie cierpi na wszystkich aeroplanach, "biforach", itd. Ostatnio trafiłam na taką perełkę: "sorry za delaya w responsie"...czasem jest to zabawne, ale to zjawisko naprawdę szybko postępujące.